Szczęście

18 tajemnic, dzięki którym unikniesz frustracji.
Pino Pellegrino

Stronice tej książki mówią o radości, o szczęściu. Są stronicami terapeutycznymi. Twierdzenie, że radość jest czynnikiem dobroczynnym to pewnik, który zaakceptowali już wszyscy: lekarze, psycholodzy, filozofowie. Są więc stronicami pełniącymi funkcję...

Strony kipiące szczęściem

Pino Pellegrino

Stronice, które trzymacie w ręku kipią szczęściem.

Są więc stronicami terapeutycznymi. Że radość jest czynnikiem dobroczynnym - to pewnik zaakceptowany już przez wszystkich: przez lekarzy, psychologów, filozofów.

Są więc stronicami posiadającymi funkcję społeczną. Śmiech społeczeństwa jest wprost proporcjonalny do jego wolności. Ten, kto się nią śmieje, jest niewolnikiem, nawet jeśli rozkazuje. Miał racje filozof francuski Jacques Maritain mówiąc: “Społeczeństwo pozbawione humoru przygotowuje własny pogrzeb".

Są to więc strony, które posiadają funkcję estetyczną. Śmiech nie tylko jest dobroczynny, on również upiększa. Udowodnimy to. Dość już twarzy zniechęconych, posępnych, agresywnych, zgaszonych niczym śnięte ryby, twarzy, które wędrują po naszych drogach.

Są to więc strony mądre. Dlaczego karać siebie za to, że przyszliśmy na świt? Dlaczego zatruwać sobie egzystencję? Ten, kto nie cieszy się życiem, popełnił pomyłkę rodząc się!
Pewnego dnia pisarz argentyński Jorge Borges wyznał: “Popełniłem najgorszy grzech, jaki można popełnić: nie byłem szczęśliwy".

Te stronice noszą datę pierwszego stycznia 2000 r. Jest ku temu powód. Zygmunt Freud, genialny ojciec psychoanalizy chciał, by jego ważne dzieło “Interpretacja snów", gotowe już od roku, nosiło datę roku 1900. Chciał jakby zachęcić do założenia na nim całego wieku. Szkoda, że w tym dziele nie można znaleźć nigdzie, choćby raz, słowa “radość".

Wiek miniony był wiekiem bez wątpienia wielkim, ale bogatym w ogrom smutku. Trzeba koniecznie zmienić fundamenty. Dlatego bardzo pokornie, z wielkim dystansem do wielkości Freuda, proponujemy oprzeć nie tylko nowy wiek, ale całe nowe milenium na rzeczywistości najbardziej Boskiej po Miłości, ukrytej w istocie ludzkiej: na Radości.

Pino Pellegrino

"Doktor Uśmiech"

Pino Pellegrino

Dzisiaj już nikt nie ma wątpliwości, że radość stanowi wartość bogatszą we wszelkie dobro Boże.

“Radość z życia jest największą potęgą kosmiczną" - mawiał Teilhard de Chardin, jeden z największych, najinteligentniejszych i najbardziej oryginalnych uczonych naszego wieku.
Natomiast słynny poeta niemiecki Johann Wolfgang Goethe był przekonany, że “Radość i miłość stanowią skrzydła największych przedsięwzięć". My ze swej strony stwierdzamy, że świat nie należy do tego, kto wcześniej wstaje; świat należy do tego, kto jest szczęśliwy, że wstaje! Ale postarajmy się ze spokojem udowodnić, że ten kto się uśmiecha, pisze dużą literę “I" na początku swej inteligencji.

Śmiecho-terapia

Pino Pellegrino

Gdy człowiek się śmieje, całe ciało raduje się. Polepsza się oddech, wątroba i organy trawienne produkują soki żołądkowe i ślinę, endorfiny powiększają się o około 20% we krwi (Endorfiny są to substancje wytworzone przez mózg, które dają poczucie przyjemności, np. gdy jemy czekoladę, patrzymy na piękny obraz, albo śledzimy zwycięstwo ukochanej drużyny..)

W wyniku odpowiednich badań, nikt nie może powiedzieć, że “Śmiech króluje na ustach głupców"; raczej musi stwierdzić: “Ten, kto się nie śmieje, nie żyje!"

Przekonany jest o tym w 100% dr Patch Adams, urodzony w 1945 r. w Waszyngtonie. Zasługą dr Patcha Adamsa jest opracowanie teorii i zapoczątkowanie “śmiecho-terapii", to jest kuracji, opierającej się na śmiechu.

Od 30 lat Adams pojawia się w szpitalu ubrany w strój pajaca i wymyśla coraz to nowe zabawy, by rozśmieszyć dzieci, które leczy. Gdy bada je, żartuje tak, jakby odbywało się to w cyrku...

Początkowo wszyscy wyśmiewali się z niego, dzisiaj przyklaskują mu. Nareszcie zrozumiano, że trzeba pokłonić się przed “doktorem Uśmiechem!". Neurolog francuski Henri Rubenstein uważa, że jedna minuta śmiechu może dostarczyć ciału 45 minut terapeutycznego odprężenia. Dlatego “śmiech-terapię" stosuje się już w Szwajcarii, Stanach Zjednoczonych, we Francji, Kanadzie i we Włoszech. Kilka szpitali zorganizowało tam sale, w których wyświetla się filmy humorystyczne, organizacje się wesołe przedstawienia i opowiada żarty chorym.

Kiedy zostanie przyznana nagroda Nobla klaunowi Adamsowi, tak bardzo zasłużonemu w udowodnieniu, że naprawdę śmiech uzdrawia i pozwala wcześniej opuścić szpital?

Życie i śmiech idą w parze

Pino Pellegrino

Innym entuzjastą mocy śmiechu jest Norman Cousins. Ten dziennikarz amerykański ma powody, by propagować potęgę radości: doświadczył jej na własnej skórze. Przypadek Cousine’a (opisany w 1974 r. w znanym amerykańskim czasopiśmie lekarskim “New England Journal of Medicine") jest zbyt interesujący, by go nie przytoczyć.

Otóż dziennikarz zachorował na ciężką chorobę: na usztywniające zapalenie kręgosłupa w wyniku którego tkanka łączna pomiędzy kośćmi szybko ulega zwyrodnieniu. Po tygodniu od wystąpienia pierwszych symptomów, znalazł się w szpitalu, niezdolny do poruszania kończynami i z potwornym bólem. Nie mógł zupełnie spać. Lekarze stwierdzili, że szansa na wyzdrowienie wyraża się jak 1:500. Cousins jednak nie chciał uwierzyć, że choroba jest nieuleczalna.

W jego wypadku, choroba mogła była wywiązać się w wyniku stresu fizycznego i psychicznego w czasie męczącej podróży po Związku radzieckim. Norman przypuszczał, że emocje negatywne wywołały zmiany w ciele. Może wobec tego emocje pozytywne zdołają spowodować zmiany korzystne. Musi więc wpłynąć na swój stan emocjonalny! Co lepiej od radości mogło przyczynić się do tego? Zaczął więc oglądać wyłącznie wesołe programy telewizyjne. “Zrobiłem szczęśliwe odkrycie - powie później - że 10 minut szczerego śmiechu, gwarantowało mi przynajmniej 2 godziny spokojnego snu".

Konsekwentny do końca, Cousins postanowił porzucić przygnębiające środowisko szpitalne i zamieszkać w hotelu, w górach, z książkami i filmami humorystycznymi. Tam wyzdrowiał zupełnie dzięki śmiechowi i witaminie C. Dzisiaj Cousins mówi wszystkim: “Życie i śmiech idą w parze".

Naturalny antybiotyk

Pino Pellegrino

Psycholodzy stwierdzają, że osoba pogodna lepiej sobie radzi, lepiej się uczy, lepiej sprzedaje, lepiej wychowuje. Psychiatra Paolo Pancheri zdecydowanie stwierdza: “To, że śmiech wpływa dobrze nie podlega dyskusji; jest to emocja pozytywna i uzewnętrzniona a więc jest pożyteczna."

Również amerykański naukowiec Woods Hutchinson uważa, że śmiech jest zdrowym ćwiczeniem. Oto co mówi: “Gdy śmiejemy się, powstaje łaskotanie przepony, bardzo dla niej korzystne i dla całego ciała. Pierwszym efektem silnego śmiechu jest dostarczenie powietrza płucom z podobnym efektem jak po ćwiczeniach, które należałoby przeprowadzać codziennie rano po wstaniu. nasze płuca zawierają od 10 do 15% powietrza, które nie zostaje wydalane przy normalny, oddychaniu a które dobrze jest usunąć. Śmiech oczyszcza też jamę nosową i ten, kto się śmieje jest mniej podatny na zaziębienia. Śmiech dobrze też wpływa na wątrobę, popycha świeżą krew utlenioną, doprowadza ją do wszystkich narządów, pobudza oddychanie i krążenie, podnosi ciśnienie, wzmaga dopływ krwi do mózgu, ożywia myślenie".

Czy można pragnąć czegoś więcej? Posiadamy lekarstwo: nie stosowanie go jest grzechem ciężkim!

Podobnie sądzi psycholog hiszpański Jose Elias: “Śmiech powoduje w ślinie wzrost immunoglobiny, która jest podstawowym składnikiem obrony organicznej, natomiast stres i smutek powodują jej umniejszenie". “Śmiech - stwierdza dalej Elias - wpływa na wytwarzanie przez mózg endorfin, które uodparniają całe ciało na choroby a więc przedłużają życie". W związku z tym badacz hiszpański wysuwa oryginalną hipotezę: dłuższe życie kobiet może jest wynikiem ich większej umiejętności uśmiechania się!

  • A więc ten, kto nie stara się śmiać (ale szczerze, głośno, otwierając usta) popełnia grzech zaniedbania przeciwko piątemu przykazaniu, tak jakby zaniedbywał brania lekarstw.
  • Ma rację psycholog Mario Farné (autor pracy o znaczącym tytule: “Wyzdrowieć dzięki śmiechowi") przypominając nam, że “nie należy traktować śmiechu zbyt lekko".
  • Trzeba więc śmiać się!

    Pino Pellegrino

    A więc śmiej się!
    Ten, kto jest wesoły, jest po czterokroć mądry.

  • Po pierwsze: ilekroć bowiem się śmieje, “wyciąga jeden gwóźdź z trumny". Radość jest benzyną dla duszy a więc wydłuża życie, jak już mówiliśmy. Stwierdza to też Słowo Boże: “Radość serca jest życiem człowieka... Smutek zgubił wielu i nie ma z niego żadnego pożytku". (Syr 30,23.25).
    “Radość serca wychodzi na zdrowi, duch przygnębiony wysusza kości" (Prz 17,22).
  • Po drugie: gdyż ten, kto się śmieje, mniej cierpi na kolki, lepiej trawi, nie potrzebuje wielu tabletek, nie ma problemów z przykrym oddechem.
  • Po trzecie: gdyż śmiech poza tym, że wpływa dobrze na organizm, czyni ludzi ładniejszymi! Jest to najtańszy kosmetyk dla twarzy. Nie żartujemy: wydaje się, że śmiech opóźnia starzenie się skóry. Z pewnością śmiech jest skutecznym środkiem usuwającym nadmiar tłuszczu. Śmiej się, a obniżysz swoją wagę! Uważa tak naukowiec amerykański Wodds Hutchinson, którego już cytowaliśmy.
    Może to tłumaczy (mówimy to tak na marginesie) dziwny fakt. Wielu uważa, że zawarcie małżeństwa powoduje wzrost wagi. Badacze amerykańscy stwierdzili, że w ciągu 13 lat trwania małżeństwa, żony średnio utyły o 10 kg, a mężowie o 8 kg. Ale wszystko zależy od sposobu życia małżonków. Żony nieszczęśliwe powiększają wagę (ciągle jest mowa o 13 latach) nawet o 25 kg, podczas gdy żony szczęśliwe, pogodne, jedynie o 4 kg. Dobrze więc będzie wyciągnąć z tych danych wnioski: stosujcie terapię śmiechem, aby żadnej z was mąż nie powiedział" “kochana, występuję o rozwód, gdyż masz 25 kg nadwagi, a tych kilogramów nie poślubiłem ani cywilnie ani w kościele!" Żarty na bok, powróćmy do istoty zagadnienia.
  • Po czwarte: ten, kto się śmieje jest roztropny, gdyż staje się sympatyczny dla wszystkich. Słusznie określono uśmiech za najkrótszą odległość pomiędzy dwoma osobami. Śmiech porywa wszystkich. Śmiej się a świat będzie się śmiał z tobą. Płacząc jedynie siebie zrosisz łzami! Świat otwiera się na uśmiech: jest to paszport, posiadający wartość uniwersalną. Nie tylko na ziemi, ale i dla nieba.
    Żydzi posiadają takie piękne powiedzenie: “Smutek zamyka bramy nieba, modlitwa je otwiera, radość je eliminuje".
  • Ten, kto się śmieje, nie powinien się narodzić

    Pino Pellegrino

    Śmiej się!

  • Śmiech jest znakiem dojrzałości. Nie bez powodu Gordon Willard Allport, pośród wielu znaków wskazujących na psychiczny sukces jakiejś osoby, wymienia poczucie humoru, zdolność nie zatruwania powietrza, którym inni muszą oddychać.
    Śmiech jest znakiem dojrzałości. Z pewnością! Dlaczego karać siebie za to, że żyjemy? Jesteśmy na świecie tylko krótko, lepiej więc weselić się.
    Można zrozumieć więc to, co pewnego dnia powiedział Fryderyk Chopin: “Ten, kto nigdy się nie śmieje, jest błaznem".
  • Śmiech czyni ludzi lepszymi. W swej prostocie mądrości Matka Teresa z Kalkuty stwierdzała: “Nigdy nie zrozumiemy w pełni, ile dobre może zrobić zwykły uśmiech". Za świętą z Kalkuty zgadza się Roberto Benigni (komik włoski), który w wywiadzie zwierzył się: “Chciałbym bardzo być klaunem, gdyż jest on w najwyższym stopniu dobrodziejem".
  • Ludzie wolni śmieją się. ten, kto nie umie uśmiechać się, jest niewolnikiem, nawet jeśli rozkazuje! Opinia komediopisarza rumuńskiego Eugéna Ionesco jest głęboka: “Tam gdzie brakuje poczucia humoru, tam jest obóz koncentracyjny". Podobnie twierdzi Giacomo Leopardi: “Ten, kto ma odwagę śmiać się, jest panem świata".
  • Ludzie kulturalni śmieją się.
    Dla filozofa Jacques Maritain’a “Cywilizacja pozbawiona poczucia humoru przygotowuje własny pogrzeb". Inny geniusz filozoficzny, Tomasz z Aquino, uważał za wielką cnotę “iucunditas", zdolność przyjęcia z radością wszystkiego, co się zdarza.
    A więc reasumując: śmieją się mądrzy, dojrzali, dobrzy, wolni, kulturalni. Jednym słowem Człowiek śmieje się! Człowiek pozytywny! A więc? A więc ten, kto się śmieje jako ostatni, nie rozumiał tego przedtem.
  • Rozsiewać śmiech

    Pino Pellegrino

    Śmiej się i rozsiewaj uśmiech!

    Gdyby pomalować na zielono wszystkich smutnych i melancholików, nasze miasta pełne byłyby chodzących drzewek. Ktoś twierdzi, że dzisiaj 70% ludzi jest chorych na niezadowolenie.

    Ileż szczęk zaciśniętych, ile twarzy nadąsanych, gniewnych, twarzy przekrzywionych niczym wieża w Pizie!
    Stanowimy społeczeństwo ludzi, którzy się nie śmieją, społeczeństwo ubogi w radość. Konieczny jest silny zastrzyk dożylny humoru.

    Zgadzamy się z Walterem Chiari: “Powinniśmy spotkać się przynajmniej dwa razy w tygodniu z kimś, kto potrafi nas rozśmieszyć".

    A więc obdarzajmy innych radością, rozsiewajmy śmiech!

    Pozbawiony radości człowiek, nie tylko nie żyje normalnie, ale ni potrafi ożywić innych. Poznawszy smak mleka, człowiek musi od razu poznać smak życia. “Radość jest tak samo ważna jak chleb i wiedza, jeśli nie bardziej" - oświadcza pedagog Elisabetta Fiorentini. Bardzo znany psycholog amerykański T. Berry Brazelton wręcz nakazuje: “Rodzice, nakazuję wam: bądźcie szczęśliwi!"

    Radość jest siłą wychowawczą ze swej natury: zawsze nas ulepsza. Smutek natomiast czyni ludzi gorszymi. Baden Powel, twórca skautingu napisał: “Uśmiech pozwala zrobić dwa razy dłuższą drogę niż gderanie" i dodał: “Do niedawna wierzyłem w prawdziwość powiedzenia: kij i uśmiech mogą pokonać każdą trudność, ale potem moje doświadczenie wykazało, żer można zostawić kij w domu". Z resztą już Platon mawiał: “Nie zmuszajcie dzieci do nauki przemocą i surowością, ale kierujcie nimi za pomocą tego, co rozwesela".

    Mówiliśmy już o terapii przy pomocy śmiechu. Czy nie trzeba byłoby mówić o pedagogii, posługującej się śmiechem? Wychowawcy narzekający są zawsze kiepskimi wychowawcami.
    Ale nie odbiegajmy od tematu. W społeczeństwie nie uśmiechającym się, tak jak nasze, nie łatwo jest wywołać uśmiech. Pisarz Cesare Marchi skarżył się: “Jak trudno dziś wywołać uśmiech! O wiele łatwiej jest wywołać płacz: wystarcza jedna cebula".

    Tak, jest trudno, ale należy za wszelką ceną próbować.

    W jaki sposób?

    Bardzo prosty: poczynając od przekopania gruntu, by odkryć 18 korzeni szczęścia. Innymi słowy zaczynając od przewrócenia strony i przeczytania następnej. Dziękuję!

    * * *

    Pino Pellegrino

    Uśmiech jest lampą w oknie oka; oznacza to, że serce jest w domu.

    “Szczekające psy czasami gryzą; ludzie uśmiechnięci nigdy nie strzelają." (K. Lorenz)

    Szczęśliwy, kto umie się śmiać z siebie samego: nigdy nie zabraknie mu po temu argumentów!

    Powiem to uśmiechem
    Będę wędrował ulicami pogwizdując sobie,
    aż inni nie powiedzą: jest szalony!
    Zatrzymam się przede wszystkim na przedmieściach,
    by pobawić się z dziećmi.
    Potem zostawię kwiatek w każdym oknie biedaków,
    pozdrowię też każdą osobę napotkaną po drodze,
    kłaniając się aż do ziemi.
    A potem moimi rękoma rozdzwonię wielokrotnie
    dzwony wieży, dopóki nie poczuję się wyczerpany.
    I powiem wszystkim: widzieliście Pana?
    Ale powiem to w milczeniu i jedynie uśmiechem.

    Davide Maria Turoldo

    Każde szczęście jest arcydziełem

    Pino Pellegrino

    Wielka pisarka Marguerite Yourcenar, pierwsza kobieta przyjęta do sławnej Akademii Francuskiej mawiała: “Każde szczęście jest arcydziełem."

    Arcydzieł - wiadomo - nie znajduje się od razu gotowych: arcydzieła trzeba zaprojektować, przygotować, wykonać.

    Szczęście również należy przygotować, zbudować. Nie jest owocem spontanicznym: radość trzeba wymyśleć, by ją odkryć.

    Szczęście jest zobowiązaniem, pracą: należy je wydobyć z głębi nas samych. Na kilka lat przed śmiercią, wielki powieściopisarz rosyjski Dostojewski pisał: “Całe wasze nieszczęście polega na nie zdawaniu sobie sprawy z tego, że jesteście piękni! Każdy z was mógłby uszczęśliwić wszystkich; ta moc udzielona jest wszystkim, jednak jest ukryta tak głęboko w was, że wy sami w to nie wierzycie".

    My tymczasem chcemy w to wierzyć. Dlatego staramy się zbudować arcydzieło naszej radości; staramy się przygotować odpowiedni teren, by mogła powstać.
    Radość jest niczym drzewo, które potrzebuje dobrych korzeni.

    Jakich?

    To właśnie chcemy zobaczyć. I tak oto wkraczamy w konkretna część naszego rozważania.

    1. Nie komplikujmy sobie życia

    Pino Pellegrino

    Oto pierwsza tajemnica szczęścia: nie wolno komplikować sobie egzystencji. Dlaczego torturować umysł tysiącami leków?

    W styczniu nie wychodzi się na dwór, gdyż jest zimno, w lutym jest niebezpiecznie, marzec jest szalony, kwiecień przynosi grypę, maj - alergię, czerwiec powoduje pocenie się, w lipcu - uwaga na morze...

    Wydaje się, że komplikują sobie życia przede wszystkim rodzice. Książki z zakresu wychowania, ustalają dokładnie normy postępowania. O 9.05 kąpiel, o 14.00 spacer, po iluś tam minutach po posiłku dziecku musi się odbić..."Mojemu dziecku odbija się dopiero po pół godzinie. Czy jest zdrowe?" “Moje dziecko nie chce jeść ryby - czy będzie miało dosyć fosforu w mózgu?"

    Bądźmy rozsądni! Myśli już państwo, by nas zasypywać kilogramami pism urzędowych, dlaczego mnożyć jeszcze nasze udręki? Wyzwólmy się z niepotrzebnych utrapień!

    W związku z tym spróbujmy wykonać następujące ćwiczenie: Zróbmy sobie listę spraw przykrych, które w ostatnich 6 miesiącach wyeliminowały nam radość. Prawie na pewno odkryjemy, że tam było wiele niepotrzebnego lęku, że zafundowaliśmy sobie niepotrzebnie wiele ataków wątroby. Wyzwólmy się też z różnych kompleksów, które przytłaczają nam duszę. Łatwo można zrobić sobie ich wykaz.

    Matki udręczone są “kompleksem czystości", który wywołuje w nich obsesję sprzątania; są też udręczone kompleksem związanym ze zdrowiem fizycznym dziecka. Ojcowie zaś chorują na kompleks osoby wszystkowiedzącej, która uważa, że jest doskonała i nieomylna.

    Dzieci dręczy kompleks Dumbo: kompleks odstających uszu na wzór Dumba, słonika wyrosłego z fantazji Walta Disneya.

    To nie wszystko. Istnieją tacy, którzy są ofiarami “kompleksu pomnika", “kompleksu okna wystawowego" (to jest chęci bycia zauważanym). W związku z tym cierpią jeśli nie są zauważani, pozdrawiani, szanowani.

    Istnieją również tacy, którzy wykazują kompleks wyprzedzania innych (muszą zrobić karierę!), kompleks blokady (wszyscy mają coś przeciwko mnie), kompleks parasola (deszcz jest dopiero na równiku a oni już czują go na włosach).

    Istnieją kapłani z kompleksem “wielebnego", który każe im sądzić, że są osobami różniącymi się od zwykłych śmiertelników...

    Otrząśnijmy się z wszystkich zawirowań i cieszmy się życiem! Mogliśmy być już prawie w raju z tymczasem budujemy sobie piekło!

    ***
    "Życie zbyt poważne oziębia sąsiadów, ale i właściciela". (Mag Sales)

    2. Zdejmij nogę z gazu!

    Pino Pellegrino

    Świat posuwa się świetnie naprzód nawet bez naszych wysiłków. Wielu poujmuje to zbyt późno. Przydarzyło się to np. pewnemu dziadkowi, który przed śmiercią pozostawił wnukom list. Opowiedział w nim o tym, jakby się zachował, gdyby mógł rozpocząć wszystko od nowa. Przeczytajmy ten list spokojnie.

    "Gdybym mógł przeżyć od nowa życie, starałbym się popełnić kilka błędów więcej. Nie starałbym się być tak doskonałym. Częściej odpoczywałbym. Starałbym się być bardziej elastyczny. Nie brałbym tak na serio wielu rzeczy. Podziwiałbym więcej zachodów słońca. Kupiłbym sobie więcej lodów... Byłem jednym z tych, którzy żyją zbyt metodycznie, absolutnie higienicznie godzina po godzinie, dzień po dniu. Jednym z tych, którzy nie wyruszają nigdzie bez wełnianego swetra, podręcznej apteczki płaszcza od deszczu. W moim nowym życiu podróżowałbym bez wielkich bagaży. Robiłbym więcej wycieczek i bawiłbym się częściej z dziećmi. Niestety teraz jest na to za późno."

    Tymczasem dzięki Bogu dla tego, kto to czyta może jeszcze nie jest za późno. Wystarcza zdjąć nogę z gazu, wystarcza zrobić sobie przerwę, aby przeczytać książkę, by pomarzyć, by pogadać z kimś, by uciąć sobie drzemkę, rozwiązać krzyżówkę... Wszystko to zmniejsza lęk i powiększa radość.

    Jednym słowem potrzeba trochę spokoju!

    Nasz wiek określono jako "wiek prędkości"; również dlatego był wiekiem niezbyt szczęśliwym.

    Szał nigdy nie zgadza się z wesołością. Radość znajduje się z dala od tego, kro się zbytni krząta, denerwuje, śpieszy..

    Ludzie śpieszący się, zwolnijcie! Stres nie jest nieuniknionym potępieniem. Nie zbudowano Rzymu w jednym dniu. Spraw piękne i cenne wymagają czasu. Czy nigdy o tym nie pomyśleliście? Aby zrobić chleb potrzeba 9 miesięcy (od 1 listopada - gdy ziarno zostaje zasiane, po lipiec gdy zboże jest koszone i młócone). Aby dojrzały winogrona też potrzeba 9 miesięcy (od marca po listopad). Tyle samo potrzeba by mogło urodzić się dziecko.

    Spokojnie! Arcydzieła wymagają czasu. A szczęście jak wiemy jest arcydziełem.

    Ludzie prędkościowi, dlaczego nie robicie tylko jednej rzeczy na raz? Hedwig Kellner, autorka pracy zatytułowanej "Spokojnie!" opisuje, co może się wydarzyć, gdy ktoś robi wszystko biegiem:
    "Jeśli np. po zamoczeniu jakiegoś swetra, przygotowujecie sobie kawę i dajecie jeść złotym rybkom a będąc w pobliżu ustawiacie buty pod tapczanem, potrzebujecie na to zbyt wielkiej koncentracji.
    Istnieją panie domu, które są wręcz dumne, że potrafią załatwić kilka rzeczy równocześnie. Może to jednak spowodować pewne zamieszanie, jakieś pomyłki, zdenerwowanie, jeśli tylko zaistnieje coś nieprzewidzianego. Mógłby np. zadzwonić dzwonek. Wówczas pani staje w drzwiach przed gościem w maseczce z ogórka na twarzy, z butami w ręce. Nim zda sobie sprawę z niemiłej sytuacji, zaczyna gwizdać czajnik, pulower kurczy się leżąc zbyt długo w roztworze proszku, złote rybki gniewnie poruszają płetwami i uderzają w szklane ściany akwarium, patrząc na otwarte pudełko z pożywieniem, które spada na dywan...
    Pewnie jest to obraz przesadzony, ale coś podobnego często się przydarza. Czy nigdy sosjerka nie wypadła wam z rąk i nie znalazła się na dywanie właśnie wówczas, gdy bardzo się śpieszyła?"

    Ludzie zadyszani, dlaczego przejmujecie się? Posłuchajmy dziwnego rozumowania (nieznanego autora): poza humorem, wiele jest w nim mądrości.

    "Dlaczego przejmować się? Istnieją dwa ważne powody, aby się nie denerwować: albo jesteście zdrowi, albo jesteście chorzy. Jeśli jesteście zdrowi, nie ma powodu do denerwowania się.

    Ale jeśli jesteście chorzy, istnieją tylko dwa słuszne powody do denerwowania się: albo wyzdrowiejecie, albo umrzecie.

    Jeśli wyzdrowiejecie, nie ma powodu się przejmować. jeśli umrzecie, istnieją dwa powody, aby się martwić: albo pójdziecie do nieba, albo do piekła.

    Jeśli pójdziecie do nieba, nie ma absolutnie potrzeby martwić się. Jeśli pójdziecie do piekła, będziecie tak samo zajęci ściskaniem dłoni waszych dawnych przyjaciół, że nie będziecie mieli czasu na martwienie się. A więc po co się przejmować?"

    Mówią, że świat należy do tego, kto rychło wstaje. To nieprawda! Świat należy do tego, kto jest szczęśliwy mogąc wstać

    ***
    "Szczęście jest damą, która pragnie, by jej służono czystymi rękoma". (Tulio Colsalvatico)

    ***
    "Na świecie żyjemy krótko, lepiej jest więc pośmiać się trochę". (Will Rogers)

    ***
    "Gdyby szczęście polegało na dobrym samopoczuciu i na braku jakichkolwiek kłopotów, wówczas najszczęśliwszym indywiduum nie byłby ani jakiś mężczyzna czy jakaś kobieta, ale - sądzę - krowa amerykańska". (William Phelps)

    3. Zmień okulary

    Pino Pellegrino

    Wielki malarz hiszpański Pablo Picasso napisał: "Niektórzy ludzie zamienili słońce w żółty punkcik, inni zmienili żółty punkcik w słońce". Może nigdy nie myśleliśmy o tym, a jednak słońce jest największym dystrybutorem radości: wystarcza pomyśleć o smutku dni pochmurnych. Jesteśmy wszyscy "uzależnieni" od słońca, tak psychologicznie jak i fizycznie. Psychologicznie, gdyż słońce uspokaja nasz stan ducha; fizycznie - ponieważ światło dobrze wpływa na zdrowie, uzdrawia. Już w starożytności praktykowano "fototerapię" (leczenie światłem) a Hipokrates, słynny lekarz z IV wieku przed Chrystusem radził melancholikom "przeniesienie się do krainy słońca".

    Otóż nasze oczy, jak mówi Picasso, mogą zmienić żółty punkcik w słońce! Tak, radość jest również kwestią życia. Przypominacie sobie epizod z czarna plamą? Pewnego dnia profesor filozofii wchodzi na katedrę i przed rozpoczęciem wykładu, wyciąga z teczki wielki biały arkusz z małą czarną plamką atramentu po środku. Zwracając się do studentów pyta: "Co tu widzicie?" "Plamkę atramentu" - odpowiada ktoś. "Tacy są ludzie", stwierdza profesor: "widzą jedynie plamy, nawet najmniejsze a nie dostrzegają wspaniałego, białego arkusza, jakim jest życie".

    W związku z oczyma spontanicznie nasuwa się fakt, dotyczący Jezusa i nas. Otóż Ewangelia apokryficzna (to jest nie potwierdzona przez Kościół) opowiada, że pewnego dnia Jezus znajdował się na polu. W pewnym momencie widzi, że niektórzy ludzie patrząc na ziemię mówią: "Co za widok, co za ohyda, co za okropna padlina!" Patrzeli na zdechłego psa. Nadchodzi Jezus i mówi: "Jakie miał piękne zęby!" Wszyscy widzieli "czarno", Jezus dostrzega tu trochę bieli, jaka została biednemu psu. Dobre oczy Chrystusa, oczy szlachetne, oczy inteligentne. Każdy głupiec potrafi odkryć wady. Aby znaleźć dobre strony, potrzebna jest inteligencja. Jasna strona istnieje we wszystkim, w każdym człowieku. Nic nie jest całkowicie złe. Oto przykłady:

    Z krzywą laską można wędrować prosto. Ten, kto jest niski, posiada też wiele pozytywnych stron: zużywa mniej materiału, mniej mydła, mniej wszystkiego; nie zatrzymuje się, by zaglądać w okna pierwszego pietra; w kinie nie zmusza widza siedzącego za nim, do zmiany miejsca...

    Nawet brzydota przewyższa w czymś piękno: trwa długo, podczas gdy piękno szybko znika. Nawet śmierć posiada swoje dobre strony: "chcesz by wszyscy dobrze mówili o tobie? Udawaj zmarłego!"

    Oto dokąd prowadzi "filozofia dobrego oka". Szczęśliwy kto ją wyznaje: bez względu na to, jak trudne będą sprawy, pozostanie mu zawsze trochę radości, tak jak zawsze pozostaje trochę pasty do zębów w tubce, choć się ją wyciska z całych sił. Filozofię dobrego oka powinni wyznawać rodzice jak również nauczyciele, trenerzy, wszyscy wychowawcy. Wiadomo, że dziecko nie jest aniołem, że zna kłamliwe wykręty, że posługuje się bronią kaprysu. Wiadomo, że jest osobą, którą najtrudniej jest przekonać do pójścia spać o określonej godzinie, że ujawnia wiek mamusi... Prawdą jest jednak również, że stanowi bogactwo zdumiewania się: zachwyca się tam, gdzie wszyscy pozostaliby obojętni; stanowi majątek ciepła, jest pieszczotą, falą nowych uczuć, bez których odczuwałaby chłód...

    Filozofia dobrego oka nie tylko pozwala iść naprzód szczęśliwie, ale wywala również miłość i zgodę: pozwala nam odkryć, że wszyscy są ważni, niezastąpieni. Mówi o tym pisarz francuski Michel Quoist w miłym wierszu-modlitwie:

    "Gdyby nuta powiedziała: to nie jedna nuta stwarza muzykę... nie byłoby symfonii.
    Gdyby słowo powiedziało: to nie jedno słowo może utworzyć stronę... nie byłoby książek.
    Gdyby kamień powiedział: to nie jeden kamień może zbudować mur... nie byłoby domów.
    Gdyby woda powiedziała: to nie jednak kropla tworzy rzekę... nie byłoby oceanu.
    Gdyby ziarno powiedział: to nie jednym ziarnem zboża można obsiać pole... nie byłoby zbirów.
    Gdyby człowiek powiedział: jeden gest miłości nie może zbawić ludzkości... nie byłoby sprawiedliwości, pokoju, godności, szczęśliwości na ziemi.

    Tak jak symfonia potrzebuje każdej nuty, jak książka potrzebuje jednego słowa, jak dom potrzebuje każdego kamienia, jak ocean potrzebuje jednej kropli, jak zbiory potrzebują jednego ziarna, tak ludzkość potrzebuje ciebie, tutaj, w tym momencie na ziemi, jesteś bowiem jedynym i nie do zastąpienia."

    Czy nie wydaje się Wam, że filozofia dobrego oka stanowi jedno z najbardziej pewnych i niewyczerpanych źródeł radości?

    ***
    "Boże mój, uczyń złych dobrymi a osoby dobre sympatycznymi" (Mark Twain)
    "Szczęście jest sprawą najprostszą, ale wielu przemienia je w prace przymusowe" (Francois Truffaut)

    ***
    "Przy obiedzie wesoły śmiech stanowi najlepsze danie"

    "Do drzwi osoby uśmiechniętej, dociera szczęście" (Przysłowie japońskie)

    4. Walka z zazdrością

    Pino Pellegrino

    Przysłowie mówi" "Gdyby zazdrość była gorączką, cały świat by gorączkował".

    Sprawa jest naprawdę poważna. Zazdrość jest bowiem jedną z chorób najbardziej niedorzecznych i najbardziej niebezpiecznych.

  • Jest chorobą niedorzeczną.
  • Czy to możliwe, by żona sąsiada, choć jest zwykłą kura domową, udawała kogoś ważnego?

    Czy to możliwe by ten, kto siedzi obok was w restauracji, zamawiając to samo co my, otrzymywał zawsze coś lepszego niż my?

    Inni sądzą to samo o nas. Co to znaczy? Jest to niedorzeczność zazdrości.

  • Choroba niebezpieczna.
  • Pismo św. tak ją definiuje: "Próchnieniem kości jest". (Prz 14,30).

    Zazdrość zjada ci wątrobę i niszczy mózg. Rację miał poeta Horacy mówiąc: "Zazdrośnik zadręcza się na widok cudzej własności".

    Zazdrość rozsiewa całą kolonię wirusów, które atakują pogodę ducha i wysadzają w powietrze wewnętrzny pokój.

    Proszę, wyrzućmy ją do kosza ze śmieciami!

    Dlaczego udawać lepszego od innych? Wystarcza, bym starał się być lepszym od siebie.

    Dlaczego popadać w pułapkę porównań? "W naszym domu brakuje wielu rzeczy. Spójrz na dzieci sąsiadów: ci to na pewno dobrze się uczą, są posłuszni... i następują lamenty, zrzędzenie i wielkie wzdychanie... I co się tym zyskuje? Czy może łódź zacznie płynąć po tych wylanych łzach?

    Krótko mówiąc, stop z zazdrością!

    Bardzo rozsądny generał amerykański Dawid Eisenhower radził: "Nie trać nigdy ani jednej minuty na myślenie o ludziach, którzy nie przypadają ci do gustu!"

    Stop z "negatywnym nastawieniem do innych": słowo włoskie "invidia" (zazdrość) pochodzi od łacińskiego "in-video" (patrzeć przeciwko). Raczej patrzmy z litością. Tak, właśnie z litością, z miłością. Każdy nosi w sobie własne ograniczenia, własny ból. Zawsze pozostaje ważne to, co napisał Pietro Metastasio: "Gdyby u każdego można było wyczytać na twarzy wypisany wewnętrzny niepokój, ilu tych, którym zazdrościmy, wzbudzałoby naszą litość".

    W związku z tym przeczytaliśmy tę prośbę, ale mądrą modlitwę: "Dzisiaj w tramwaju spotkałem dziewczynę, blondynkę. Pozazdrościłem jej wesołości i piękna. Gdy wstała by wysiąść na przystanku zobaczyłem, że posiada tylko jedną nogę. Przebacz mi Panie, gdy zazdroszczę. Ja przynajmniej posiadam obie nogi.

    Wszedłem do sklepu, by kupić słodycze. Sprzedawca był sympatyczny i uprzejmy. Zacząłem z nim rozmawiać. Gdy wychodziłem, podziękował mi mówiąc: "Jak miło rozmawia się z kimś takim jak pan. Ja jestem niewidomy".

    Przebacz Panie, gdy zazdroszczę. Ja mam dwoje oczu, które widzą. Na ulicy spotkałem dziecko o niebieskich oczach, które patrzało na goniących się kolegów. "Dlaczego nie bawisz się z nimi?" Milczało. To dziecko było głuche.

    Przebacz mi Panie, gdy zazdroszczę. ja przynajmniej posiadam uszy słyszące.

    Posiadając nogi, które mnie wszędzie mogą zaprowadzić, mając oczy widzące i uszy słyszące... któż ma szczęście większe ode mnie?

    Przebacz mi Panie, gdy zazdroszczę".

    5. Niech żyje poczucie humoru

    Pino Pellegrino

    "O me ridiculum!" wołał wielki astronom Kepler.

    Lao Tse radził: "Gdy tylko stworzysz sobie jakąś troskę, podejdź do niej z humorem".

    Poczucie humoru - to klucz do wesołości. Poczucie humoru jest bowiem zdolnością widzenia kosmicznej strony rzeczy, również w sytuacjach niebezpiecznych i niemiłych. "Jest zdolnością rozumienia żartu... a tym żartem jestem ja sam". (C. Fadiman)

    Poczucie humoru nie ma nic wspólnego ze zwolnieniem siebie z obowiązku, z lekkomyślnością. Nie ma też nic wspólnego z wyśmiewaniem się i z sarkazmem. Sarkazm jest agresywny i zły, humor jest pogodny i wyrozumiały. Sarkazm tak się ma do humoru, jak ocet ma się do wina. Poczucie humoru jest solą codzienności. Jeśli usuniesz poczucie humoru, usuniesz musowanie duszy.

    Pewnego dnia profesor Cagnotto (po włosku zbir) wchodząc do klasy znalazł napis na tablicy: "Cagnotto osioł". Spokojnie zapytała się: "Kto napisał swoje nazwisko obok mojego?"

    Pewnego dnia pracownik firmy specjalizującej się w zakładaniu klimatyzacji ciągle powtarzał, że chodzi o "produkt cywilizacji". Po pewnym czasie właściciel mieszkania powiedziała z uśmiechem: "Ale ja nie chcę zachorować na cywilizowane zapalenie płuc!"

    Poczucie humoru oznacza wolność. Wiemy już, co mawiał pisarz rumuński Eugene Ionesco: "Tam gdzie brak poczucia humoru - tam jest obóz koncentracyjny".

    Poczucie humoru wywołuje klęskę idoli. Nie bez powodu wszystkie dyktatury i rządy absolutne zawsze walczyły z satyrą i komikami.

    Poczucie humoru jest znakiem dojrzałości.

    "Pierwszy raz, gdy śmiejecie się z jakiegoś powiedzonka dotyczącego waszej osoby, możecie powiedzieć, że staliście się dorośli." (Ethel Barrymore). malarz Giorgio De Chirico był przekonany, że "Siłą intelektualną jakiegoś człowieka mierzy się dozą humoru, jaką jest w stanie wykorzystać".

    Zawsze w związku z humorem i inteligencją, Helena Loewenthal, autorka sympatycznej książki "Śledź w raju. Encyklopedia humoru żydowskiego" zauważa: "Śmiejąc się z siebie samych, unika się drwiny ze strony innych. To tak jakby powiedzieć: "Nie kpij ze mnie, potrafię to zrobić lepiej od ciebie".

    Dotąd mówiliśmy o tym, czym jest poczucie humoru. Zobaczmy teraz, jakie są jego cudowne konsekwencje.

    Poczucie humoru chroni przed katastrofizmem, pozwala dostrzec promień słońca tam, gdzie wszystko jest ciemne. Pewien malarz spadł z II piętra nie doznając obrażeń. Jakaś pani podaje mu szklankę wody. Malarz spogląda na szklankę wody i pyta: "Przepraszam, z którego piętra trzeba spaść, by otrzymać kieliszek koniaku?"

    Poczucie humoru czyni nas sympatycznymi. Pewnego dnia uczniowie uzgadniają, że w ściśle określonym momencie lekcji, wszyscy zrzucą z ławki książkę. Gdy nadszedł ustalony moment, książki spadają na ziemię. Nauczyciel, który właśnie pisał coś na tablicy jest zaskoczony. Co zrobić? Mógł wybrać 3 rodzaje reakcji: ukarać uczniów , ale to związane byłoby z ryzykiem wiecznej nieprzyjaźni z nimi; mógł udawać, że nic się nie stało, ale to groziło w następnym dniu zrzuceniem po dwie książki, albo wykorzystać poczucie humoru. I tak też uczynił. Doszedł do katedry i z uśmiechem na twarzy wziął książkę i zrzucił ją na ziemię mówiąc: "Wybaczcie mi, że się spóźniłem!". Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Można było powrócić do lekcji. Odtąd uczniowie z większą sympatią odnosili się do nauczyciela.

    Poczucie humoru jest siłą terapeutyczną. Uważał tak również Zygmunt Freud: "Poczucie humoru jest najpotężniejszym mechanizmem obronnym. Pozwala na zaoszczędzenie energii psychicznej... Powiedzeniem żartobliwym blokujemy wtargnięcie przykrych emocji."

    Nie mniej pewny jest psycholog Mario Farné: "poczucie humoru posiada własności eliminujące niepokój a więc polepsza w znacznym stopniu wynik egzaminów."

    Właśnie w związku z powiązaniami pomiędzy nauką a humorem, istnieją dziś tacy, którzy myślą o wykorzystaniu go jako pomocy dla uczniów; czynią mniej nudnymi i niestrawnymi podręczniki, dzięki wprowadzeniu dowcipów obrazkowych.

    Tak wielkie i tak korzystne są skutki poczucia humoru, że Charles Schulz, słynny rysownik amerykański, autor Linusa i pas Snoopy zwierzał się: "Gdyby było możliwe zrobienie podarku przyszłej generacji, dałbym każdemu zdolność śmiania się z siebie samego".

    Poczucie humoru pozbawia wszystkich cech dramatycznych: pozwala zrozumieć, że nie ma spraw tak poważnych i szkodliwych, które by nie posiadały jakiegoś punktu dającego się zahaczyć i rozładować. Pozbawia cech dramatycznych sprawy najbardziej banalne: "Złamałem sobie nietoperze lewej ręki" - żartował Totó.

    Pozbawia cech dramatycznych pracę: "Wiem, że praca nigdy nie zabiła nikogo, ale dlaczego ryzykować i stać się pierwszą ofiarą?" (Marco Abitrante)

    Pozbawia cech dramatycznych moralność: "Po grzechu Adama, nie można już więcej popełnić grzechu pierworodnego! (Ernesto Carletti).

    Pozbawia cech dramatycznych małżeństwo: "Ktoś spowiada się: Ojcze, ożeniłem się. Ale to nie grzech - odpowiada kapłan. Penitent: ja jednak żałuję za to."

    Pozbawia cech dramatycznych sprawy nieprzewidziane: Gdy odbywał się w Wenecji ingres jako patriarchy, przyszłego papieża Jana XXIII, jakiś gołąb spuścił w locie swą "wizytówkę" na purpurową szatę. Przyszły papież powiedział: "Na szczęście krowy nie fruwają!"

    Pozbawia cech dramatycznych religię: Jakiś turysta przygląda się autom watykańskim i kiwając głową mówi do przewodnika: "I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od osiołka!"

    Pozbawia cech dramatycznych nawet śmierć: "Szkoda, że aby dostać się do nieba, trzeba wejść na karawan!" (Stanisław J. Lec)

    Czego jeszcze więcej potrzeba?

    Jednej tylko rzeczy: trzeba błagać dobrego Boga, aby do pięciu zmysłów, którymi już nas obdarzył, dodał jeszcze jeden: poczucie humoru. Bez niego bylibyśmy strasznie biedni i nieszczęśliwi.

    ***
    "Poczucie humoru stanowi cukier życia, ale niestety tak wiele sacharyny istnieje w handlu!" (Trilussa)

    ***
    "Największe poczucie humoru posiadają zmarli. Dla nich wszystko jest śmieszne!" (S. Lec)

    6. Wymyślajmy czułości

    Pino Pellegrino

    Nachaman z Bresler, nauczyciel chasydyzmu (chasydyzm jest mistycznym ruchem żydowskim, który rozwinął się w Polsce i na Ukrainie w wieku szesnastym) mawiał: "Każdego dnia trzeba tańczyć, choćby tylko myślą". Tańczyć myślą! Z pewnością, gdyż myśl może tańczyć, może nakazywać tańczyć. Norman Vincent Peale, autor bestsellera "Myśl pozytywna", przypominał zawsze, że każdego ranka, gdy się budzimy, mamy dwie możliwości: możemy postanowić być dobrymi w stosunku do siebie, lub możemy postanowić czuć się okropnie. "Dlaczego - mawiał - mielibyśmy wybrać drugą możliwość? Szczęście polega na posiadaniu przez większą część czasu myśli pozytywnych".

    Filozof i psycholog William James doszedł do wniosku, że: "Największym odkryciem mojej generacji jest, że istoty ludzkie mogą zmienić swe życie, zmieniając dyspozycje umysłowe". Rzeczywiście: zazwyczaj to, co dzieje się w głowie a nie to, co dzieje się w naszym ciele i poza nami, powoduje, że stajemy się lękliwi i zestresowani, albo pogodni i szczęśliwi.

    Pewnego dnia ktoś szedł ścieżką polną, gdy na jej skraju wśród trawy spostrzegł coś, co przypominało kamień o dziwnym kształcie. "To żmija!" pomyślał. Żmija wyciągnęła się i niczym strzała wystrzelona z łuku ukąsił go śmiertelnie.

    Tą samą ścieżką przechodził ktoś inny. Również on spostrzegł przedmiot o dziwnym kształcie.
    "To ptak!" - pomyślał.
    I ptak pofrunął z trzepotem skrzydeł.

    Bajka pozwala zrozumieć niewiarygodną moc myśli ludzkiej. Rzeczy wielokrotnie są takie, jakimi widzi je nasza myśl. Tak jak złe odżywianie nie gromadzi toksyny w ciele, tak też negatywne myśli zatruwają umysł. A więc trzeba zwrócić uwagę na chore myśli!

  • Chorą myślą jest autopotępiane siebie, negatywny sąd o sobie: "Jestem niezdolny, nie jestem miły, nie jestem wystarczająco dobry..." Louise L. Hay, autorka książki "Możesz uleczyć twoje życie" opowiada, jak udało się jej przezwyciężyć raka, uznanego za nieuleczalnego. Zaleca stosowanie prostego ćwiczenia: należy patrzeć na siebie w lustrze i powtarzać sobie: kocham ciebie, kocham ciebie! Podobne ćwiczenie zaleca znany pisarz Louis Sepulveda: "Pierwsza czynność dnia? W moim przypadku to spojrzenie na siebie w lustrze, serdeczne powitanie siebie i powiedzenie: Och, zachowujesz się dobrze!"
  • Chorą myślą jest zespół schematów myślowych dotyczących niechęci, uprzedzeń wobec czegoś czy kogoś. Zaniechanie niechęci pokonuje wręcz poważne choroby jak np. raka, uważa p. Hay, według której niekiedy "rak jest wywołany głęboką urazą długo tłumioną i niezdolnością przebaczenia".
  • Chorą myślą jest zamykanie się w sobie, nie akceptowanie innych.
    Problemy żołądkowe często związane są z "niemożnością strawienia, cierpliwego znoszenia jakiejś osoby czy sytuacji".
    W tym momencie już wiadomo, dokąd zmierzamy: chcemy zachęcić wszystkich do oczyszczenia sobie umysłu z błędnych idei i utleniania go wieloma pieszczotami mentalnymi, wieloma myślami pozytywnymi.
  • Pieszczoty myślowe. Rano nie mówię: "Jestem starszy o jeden dzień" ale: "Jestem bogatszy o 24 nowe godziny". Nie mówię: "Pomyliłem się we wszystkim", ale "Na szczęście nie jestem doskonały; lustra zbyt błyszczące drażnią oczy; muł zbyt podkuty ślizga się na mokrej powierzchni". Wieczorem zaś, gdy kładę się spać myślę: "Również i ja znajduję się pod gwizdami!"
  • Myślami pozytywnymi są np. myśli przekonywające o powodzeniu:
    "Wszystko będzie dobrze, przezwyciężałem już inne trudne próby".
    "Nie muszę zrobić wszystkiego perfekcyjnie, ważne jest, bym coś zrobił".
    "Jeśli skoncentruję się i zajmę się kolejno tylko jedną sprawą, uda mi się..."
  • Myślą pozytywną jest myślenie dobrze o innych. Ktoś powiedział, że pracownicy Urzędu Skarbowego wszyscy mają zły charakter? I kto powiedział, że rodzina imigrantów z czwórką dzieci rozsiewa tylko brud i hałasuje? Myślenie o innych w sposób uprzejmy czyni cuda. Należy spróbować, by uwierzyć. Ogarnia nas zdumienie, ile miłych osób będziecie odtąd poznawać.
  • Myślą pozytywną będzie nie naleganie wówczas, gdy nie da się nic zrobić. Prezydent Stanów Zjednoczonych Abraham Lincoln pewnego razu zwrócił uwagę młodemu oficerowi. który gwałtownie kłócił się z kolegą: "Jeśli człowiek jest zdecydowany dać maksimum z siebie, nie ma czasu do stracenia na kłótnie i nie może pozwolić sobie na ewentualne konsekwencje, jak np. na utratę spokoju i samokontroli. Lepiej cofnąć się przed psem niż zostać pogryzionym dla zasady. Nawet gdyby psa potem zabić, nikt nie zlikwiduje pokąsania".
  • Pozytywną myślą jest czasami zamknięcie oka. Pewnie ekspert matrymonialny radził: "Przed wstąpieniem w związek małżeński, miej otwarte szeroko oczy. Gdy już ożeniłeś się, przymykaj jedno oko".
  • Myślą pozytywną jest dostrzeganie dobrej strony we wszystkim. Warto przytoczyć w związku z tym sympatyczną opowiastkę o dwóch żołnierzach w sądzie wojskowym.
    A więc jeden z żołnierzy pyta drugiego: "Ile ci dali?"
    - 30 dni
    - Co przeskrobałeś?
    - Oddaliłem się bez pozwolenia. A ciebie skazano na ile?
    - Na trzy dni.
    - Co zrobiłeś?
    - Zabiłem generała.
    - Ale jak to możliwe? Mnie dali 30 dni za nieusprawiedliwioną nieobecność a tobie tylko 3 dni za zabicie generała?
    - Powieszą mnie w środę!
  • Myśli pozytywne! Oto kolejny wspaniały program: licz kwiaty w twoim ogródku a nie opadające liście. Licz godziny pogodne w twoim dniu a nie chmury. Licz gwiazdy w twych nocach a nie ciebie. Licz uśmiechy twego życia a nie łzy! W dzień twoich urodzin, z radością licz lata ilością przyjaciół a nie ilością przeżytych dni.
  • ***
    "Gdy sądzimy, że nadszedł już kres, oto jakiś rudzik zaczyna śpiewać!" P. Claudel.

    7. Bądź optymistą

    Pino Pellegrino

    Pewnego razu dwie żaby wpadły do miski z mlekiem. Pesymistką zaczęła krzyczeć: "O ja biedna! Koniec ze mną. Umieram!" I utopiła się biedaczka.

    Optymistka, która chciała żyć za wszelką cenę, zaczęła trzepotać się i wywijając nogami tak bardzo, że mleko przekształciło się w masło i żaba się uratowała.

    Pewna fabryka obuwia posłała dwóch pracowników do Afryki na poszukiwanie nowych rynków zbytu. Po pewnym czasie zatelefonowali. Pesymista przekazał: "Żadnych możliwości. Tutaj nikt nie nosi butów!". Optymista natomiast podał: "Ogromne możliwości: tu nikt nie posiada butów!"

    Są to dwa przykłady siły i przebicia optymizmu.

    Optymizm jest odwagą, pasją, entuzjazmem. Miał rację ten, kto powiedział: "Najlepszymi lekarzami życia są: dr Dieta, dr Odpoczynek i dr Optymizm". (A. Swift)

    A więc jeśli chcecie chronić radość, trzymajcie się z dala tysiące mil od pesymisty.

    Pesymista ciągle biadoli. "Odkąd zacząłem sprzedawać kapelusze, wszyscy rodzą się bez głów!" Rzeczy, które miałby, ochotę robić, są albo niemoralne, albo nielegalne albo powodują tycie. "Wszystko przejeżdża, za wyjątkiem autobusu, na który czekam..."

    Znana ale wymowna opowiastka: mąż pyta żonę; która godzina? Żona: brakuje 15 minut do szóstej. Mąż: w tym domu zawsze czegoś brakuje! Pesymista kocha kolor czarny, myśli nieustannie o karawanie i o łopacie. Pesymista odwraca lunetę. Wszyscy wiedzą, że odwrócenie jej powoduje pomniejszenie obiektu, właściwe zaś ustawienie - powiększa.

    Pesymista jest katastrofistą: "Statystyki wykazują, że jedynie 1 Brazylijczyk na 798 ma 1,90 m wysokości. I zawsze ten siedzi w kinie przede mną".

    Czy można żyć z taką osobą?

    Dość pesymizmu! Idźmy odetchnąć innym powietrzem.

      Optymista posiada "credo" pełne pokoju i pogody ducha. Oto kilka przykładów:
    • nawet jeśli most się zawali, brzegi pozostają;
    • jedynie pierwsze 100 lat w życiu są okresem najtrudniejszym;
    • nawet w kaktusie bardzo obsypanym kolcami, istnieje miejsce na pączek kwiatka;
    • Bóg nie stwarza odpadów;
    • każda noc posiada swoją jutrzenkę;
    • chmury przechodzą, pozostaje niebo;
    • najlepszą rzeczą do zrobienia tu na ziemi to starać się żyć! (Jules Lafrague)

    Optymista jest entuzjastą. Oto jego ulubione zdania: Życie jest piękne, dentysta mniej. Gdy robi się ciemno, zaczynam dostrzegać gwiazdy. Ilekroć upadam na ziemię cos znajduję! Co ci przychodzi ze smutku? Wierzby płaczące nigdy nie miały szczęścia. Dlaczego brać życie zbyt serio? I tak nikt nie wychodzi z niego żywy! Ziemię zawsze otacza niebo.

    Optymista często się śmieje, jest pełen życia i ciętych odpowiedzi. Pewnego dnia lekarz, którego łysa głowa była często przedmiotem żartów, powiedział do pielęgniarki; która pokpiwała z niego: "Proszę siostry, Bóg stworzył tylko nieliczne głowy doskonałe, inne musiał przykryć włosami!"

    Najładniejszą charakterystykę optymistów zostawił Wayne W. Dyer. Posłuchajmy: "Optymiści są osobami, które z życia kochają praktycznie wszystko, chętnie robią wszystko i nie tracą czasu na zamartwianie się, albo na pragnienie, by sprawy inaczej się układały. Są entuzjastami życia i pragną z niego wydobyć wszystko, co się da. Lubią pikniki, kino, kochają książki, sport, koncerty, miasta, wieś, zwierzęta, góry: jednym słowem kochają wszystko. Kochają życie, Gdy znajdujesz się pośród nich, stwierdzasz brak szemrań i lamentów, zauważasz, że nie wzdychają ciężko... Gdy pada - nie martwią się, gdy jest gorąco, zamiast lamentować, są weseli. Gdy znajdują się w korku ulicznym, albo gdy są na przyjęciu, lub gdy są sami, przyjmują spokojnie zaistniałą sytuację. Są zawsze pogodni, gdyż wiedzą, że wyczekiwanie na radość jest nierozsądne. Wyznają naturalny sposób życia, podobny do sposobu życia dziecka czy jakiegoś zwierzęcia. Nie rezygnują z satysfakcji, jakie daje teraźniejszość, w odróżnieniu od wielu osób, które spędzają życie w oczekiwaniu na dywidendy.

    Optymiści są osobami o wysokim poziomie energii. Wydaje się, iż potrzebują mniej godzin snu niż inni. A przecież żyją z entuzjazmem. Faktycznie śpią krócej i są zdrowi.

    Kardynał Anastasio Ballestrero mawiał, że "jeśli człowiek staje się pesymistą nawet przez 5 minut, to te minuty są stracone".

    Dla Primo Mazzolariego "pesymizm został wymyślony przez gnuśnych, bezdusznych, pozbawionych serca ludzi".

    Tak, trzeba być otwartym dla optymizmu! Życie człowieka zawsze jest bajką! Spójrzmy wokoło a odkryjemy cuda, które możemy usłyszeć i zobaczyć: osoby które kochamy, piękne wiosenne dni, księżycowe noce, bawiące się dzieci, rozwijające się kwiaty, wiatr, gwiazdy z przede wszystkim miłość, miłość łącząca osoby, miłość łącząca chłopaka z dziewczyną, matkę z dzieckiem a nawet dwie jaskółki, które fruwają jedna obok drugiej...

    Gianni Rodari, znany autor książek dla dzieci pytał siebie: "Dlaczego trzeba uczyć się płacząc, jeśli można uczyć się śmiejąc się?"

      To prawda! Można uczyć się, śmiejąc się całą gębą. Niedowiarek niechaj przeczyta kilka zaktualizowanych przysłów, zamieszczonych poniżej:
    • Diabeł wypędza innego diabła, ale jeden zawsze pozostaje.
    • Ten, kto śpi, nie potrafi zachować się na zakręcie.
    • Świat jest stworzony w kształcie schodów... ten, kto jest sprytny, korzysta z windy.
    • Ten, kto umiera leży, kto żyje... pisze telegram.
    • Okazja czyni człowieka... ministrem.
    • Mówi się grzech a nie... pech.
    • Kto późno przyjeżdża... źle parkuje.
    • Kto pracuje za trzech... stwarza dwóch bezrobotnych.
    • Boże Narodzenie z rodziną, Wielkanoc z kim masz ochotę. Reszta z TV. (Guido Clericetti)

    8. Precz z nudą!

    Pino Pellegrino

    Słynny pisarz irlandzki Oscar Wilde mawiał, że "jest jedna tylko rzecz okropna na świcie, jeden grzech niewybaczalny: nuda".

    Słusznie! Przy całej dobrej woli, nie znajduje się nic sympatycznego w nudzie. Nuda jest śmiertelnym wrogiem radości. Jest ziewaniem duszy. Jest szczytem niedowidzenia ludzkiego. Jest nie do zniesienia. Istnieją skazani na dożywocie, którzy by uciec przed budą, tworzą figurki z chleba, piszą książki, trenują myszy, obserwują mrówki...

    W trakcie pisania tej książki, dzienniki donosił o bardzo smutnym fakcie: jakiś chłopak 17-letni, założył się, że na swym motorze przejedzie z zwrotną szybkością kilka głównych skrzyżowań na czerwonym świetle, żeby zobaczyć, co się stanie. tak mówił. Zginęły 3 osoby: on sam, 15-letnia dziewczyna, siedząca na siodełku za nim i prowadzący małe auto, które zostało potrącone przez motor. Ten wypadek potwierdza zdanie psychiatry austriackiego Wiktora Frankla: "Największy strach w świecie wywołuje nuda; wielu woli umrzeć niż nudzić się".

    Nuda... Nuda irytuje. Ignazio Silone, zapytany dlaczego nie chce zostać chrześcijaninem odpowiedział: "Irytują mnie ludzie, którzy mówią ze znudzeniem, że oczekują na nowe życie. Są podobni do czekających na tramwaj".

    Nuda wywołuje silne obniżenie energii psychicznej, Nie wybucha gwałtownie jak gniew, ale wciska się w całą psychikę i przygasza ją. Teraz rozumiemy, dlaczego można było napisać te ładną modlitwę: "Proszę Ciebie mój Boże, daj mi dzisiaj również wiele trudności, wiele zmartwień i kłopotów (ale nie za wielkich, proszę), ale uwolnij mnie od nudy! Jest ona niczym wstrętne i czarne zwierzę z tysiącami ramion, które paraliżują wolę i ochotę życia. Lepiej już przeżywać lęki, niebezpieczeństwa, strach, że człowiek się myli, że nie zdąży na czas. Lepiej już to, nawet śmierć, która przynajmniej jest nieświadomą biernością.

    Nuda tymczasem jest śmiercią świadomą, z umysłem który pracuje, osądza i upokarza. Nie obdarzaj mnie mój Boże bogactwem i sławą. One mnie nie interesują. Daj mi cokolwiek, co nie pozwoli mi nudzić się!" (Vittorio Buttafava)

    Ale przejdźmy do konkretów. Musimy za wszelką cenę przezwyciężyć nudę. Z pewnością można to zrobić! To my jesteśmy za nią odpowiedzialni. Słusznie mawiał świetny pisarz angielski Gilbert Chesterson: "Nie istnieją rzeczy nudne, istnieją jedynie osoby nudne".

    Otóż, by nie być osobami nudzącymi się, wpierw trzeba odkryć przyczyny nudy.

    Wydaje nam się, że istnieje 5 głównych przyczyn nudy.

  • Pierwsza przyczyna: zbyt wielki dobrobyt. Dajcie komuś wszystko, czego pragnie a sprezentujecie mu nudę! Iluż jest dzisiaj ludzi nieszczęśliwych z powodu luksusu! Armando Torno słusznie powiedział: "Nuda jest torturą bogatych". Chcesz zwalczyć nudę? Przede wszystkim musi ci czegoś brakować.
  • Druga przyczyna nudy: przyzwyczajenie. Filozof Emmanuel Levinas mówi, że "każde szczęście zdarza się pierwszy raz". Drugi raz już się nie zdarza. Dlaczego? Dlatego, że przyzwyczajenie zabiło je!
    W "Dzienniku" Anny Frank znajduje się bardzo mądre pytanie: "Czy dlatego, że od dawna nie wychodzę na dwór, wszystko co dotyczy przyrody doprowadza mnie do szaleństwa?"
    To niewiarygodne a przecież widuje się mieszkańców Wenecji, którzy we wspaniałym, słonecznym dniu, w gondoli czytają gazetę na cudownym Canale Grande!
    Chcesz zwalczyć nudę? Oto druga recepta: broń się przed przyzwyczajeniami jak przed kajdankami. Przyzwyczajenia są kajdankami duszy, są pajęczyną, która powoli zamienia się w sznury.
  • Trzecia przyczyna nudy: brak wyzwań. Tak bardzo było (i jest) inteligentne wołanie nadzwyczajnego filozofa duńskiego z ubiegłego wieku, Soerena Kierkegaarda: "Niech was niepokoi fakt, że nie niepokoicie się!" Wspaniale czuje się i niezawodnie osądza ten, kto nie ma pytań. Ale to nie są ludzie, to są słupy albo materace.
    Chcesz przezwyciężyć nudę? Trzecia recepta: proś dobrego Boga, by nigdy nie zabrakło ci jakiegoś codziennego problemu.
  • Czwarta przyczyna nudy: brak zainteresowań. Nigdy nie widziano, by człowiek zainteresowany czymkolwiek się nudził! Ciekawość i nuda są niczym dwie proste równoległe. które nigdy się nie spotykają. Chcesz wyeliminować nudę? Czwarta recepta: pamiętaj o następującej powiastce: Pewien pan udaje się na lotnisko i w kasie mówi: "proszę o bilet". "Dokąd?" - pyta pracownik. "Wszystko jedno, wszędzie mam sprawy do załatwienia".
  • Piąta przyczyna nudy: bezrobocie. "Bezrobotni stają się z dnia na dzień coraz bardziej pozbawieni energii. Przeżywają pustkę... uczucie zbędności. Popadają w przeświadczenie, że życie nie ma sensu. Jest to najgorszy smutek". (Victor Frankl)
  • Pragniesz wyeliminować nudę i odnaleźć radość? Piąta recepta jest następująca: pamiętaj, że radość jest dynamiczna. "Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję znaleźć człowieka naprawdę szczęśliwego, znajdziecie go zajętego budowaniem okrętu, pisaniem symfonii, uczeniem syna, pielęgnowaniem dalii w ogrodzie, albo poszukiwaniem jaj dinozaurów na pustyni Gobi. Z pewnością nie znajdziecie go nigdy poszukującego szczęścia, tak jak szuka się guzika od koszuli, który pokulał się pod jakiś mebel. Aby znaleźć szczęście, trzeba szukać go w jakiejś pasji poza sobą" (W. Berane Wolfe).

    * * *

    "Nikt, kto choć raz śmiał się z całego serca, nie może być całkowicie zły" (T. Carlyle)

    §
    Uśmiech jest najtańszym sposobem na upiększenie twarzy.

    §
    "Radość psa wyprowadzonego na spacer raduje aniołów". (J. Bastaire)

    9. Piękna kuracja charakteru

    Pino Pellegrino

    Istnieją osoby, które posiadają charakter jakby stworzony do radości, inne tymczasem posiadają charakter, który wydaje się być stworzony do drwiących grymasów. Aby się lepiej zrozumieć, zacznijmy od stwierdzenia, że charakter jest niczym "znak fabryczny" naszej psychiki, jej podstawowy model (słowo charakter oznacza właśnie znak, piętno, ślad). tak jak każdy posiada swe oblicze fizyczne, tak też posiada własne oblicze psychiczne. takie oblicze otrzymujemy w darze w momencie urodzenia, jako bagaż naszego dziedzictwa chromosowo-genetycznego. Słowa trudne, by powiedzieć, że nasz charakter rodzi się z nami, podczas gdy osobowość stwarzamy sami.

    Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, gdyż w konsekwencji każdy musi zabiegać o poznanie siebie. Stanowi to podstawowy obowiązek, by móc zarządzać jak najlepiej swoim życiem.

    Ale znajomość tego może tez doprowadzić do pewnej, bardzo niebezpiecznej niejasności, może doprowadzić do stwierdzenia: "cóż mogę zrobić? Jestem tak stworzony!"

    O nie! To zbyt wygodnie obciążać winą Stwórcę a samemu nic nie robić. Taką wymówkę pozostawmy komuś, kto lubi ziewać i nie chce uczynić swego życia interesującym. "To prawda, że nie jesteś odpowiedzialny za to, co robisz z tym kim jesteś" - mawiał słusznie filozof Jean Paul Sartre.

    Charakter jest niczym fortepian: ten sam instrument wydaje melodie bardzo różne, w zależności od tego, kto na nim gra. Oto przykład: Św. Franciszek z Asyżu i Gabriel D’Annuzio posiadali podobny charakter a przecież jak różny był styl ich życia!

    Jednym słowem chcemy powiedzieć, że nikomu nie wolno pomijać swego charakteru: każdy musi go poznać i dobrze ukierunkować. Oto dlaczego przedstawimy kilka rodzajów charakteru, aby oczyścić te pozbawione radości i by rozwijać te, które są na nią otwarte.

    Zacznijmy od pierwszych.

    Charaktery "negatywne"
    Wydaje się nam, że charaktery nastawione negatywnie do radości są następujące:

  • Charakter egocentryczny.
    Egocentryk zwrócony jest jedynie ku sobie samemu. Nie ma w nim zainteresowania innymi: zawsze wybiera sobie największy kawałek tortu. Gdy patrzy na siebie w lustrze, wydaje się mu, iż widzi ocean. Często jest drażliwy, obraża się o nic, podejrzewa złośliwość w każdym geście i w każdym słowie. Irlandzki komediopisarz George Bernard Shaw miał na myśli obrażalskich, gdy mówił: "Istnieją zespoły mężczyzn i kobiet, które poświęciły się Bogu, ale choć nazywają się braćmi i siostrami, prawie nie rozmawiają ze sobą".
    Egocentryk jest pyszny. W związku z tym krótka opowiastka:
    Dwaj przyjaciele spotykają się. Pierwszy, który widzi tylko siebie mówi: "Ja sam siebie stworzyłem!" Drugi, który posiada dowcipny charakter odpowiada mu: "Cieszą się z tego!". "Dlaczego?" - pyta pierwszy. "Gdyż to uwalnia dobrego Boga od wszelkiej odpowiedzialności".
    Pomijając dowcip, egocentryk nie może osiągnąć szczęścia: uwielbienie własnego "ja" nie pozwala mu śmiać się, z siebie samego (robią to inni za jego plecami); nie pozwala mu zobaczyć innych światów, innych panoram, które są jego własnym pępkiem.
  • Charakter introwersyjny.
    Introwertyk podobny jest do lalek rosyjskich: jedna znajduje się w drugiej; jeden problem mieści się w drugim, jedno pytanie otwiera inne... Jest to charakter owinięty wokół siebie. Charakter w rodzaju wrzodu. Charakter pełen kurczy umysłowych. "Jak bardzo skomplikowane jest życie!" - mawiał ktoś. "Jeśli chodzę, niszczę obuwie, jeśli siadam, niszczę spodnie..." Jasne, że radość nie może zagościć w takich umysłach!
  • Charakter pozbawiony kofeiny.
    Charakter "pozbawiony kofeiny" jest miękki, bez zapału, bez wyrazu, pozbawiony soli, niemrawy jak ugotowana ryba, płaski jak omlet. "Pozbawiony kofeiny" nie potrafi cieszyć się. Opowiada się, że pewien wielki polityk, gdy oglądał wystawę obrazów przedstawiających wspaniałe krajobrazy, zamiast podziwiać je, ograniczał się do pytania: "Co to za miast? Ile ma mieszkańców?"
    Charakter "pozbawiony kofeiny" jest krótkowzroczny. Król Francji Ludwik XVI, wieczorem 14 lipca 1789 r. w dniu zdobycia Bastylii i początku Rewolucji Francuskiej, napisał w swym dzienniku: "Dzisiaj nic nowego". Charakter "pozbawiony kofeiny" jest właściwie fotokopią swego "ja", jest odbitką "ja": brakuje mu zapału, by być sobą. Niektórzy nazywają go również charakterem "koza-kapusta", gdyż stara się ocalić kozę i kapustę.
    Nazywajmy go jak chcemy: jedno jest pewne. Charakter "pozbawiony kofeiny" nie będzie nigdy, z powodu swej natury, mógł doświadczyć tego, co oznacza skakanie z radości.
  • Charakter nekrolubny.
    Nasze społeczeństwo jest smutne, gdyż kocha bardziej śmierć niż życie. Dlaczego np. zmarłym wypisuje się nekrologi, ale nie przygotowuje się różowych czy niebieskich zawiadomień, obwieszczających wejście w życie nowonarodzonego chłopca czy dziewczynki? Dlaczego gazety pełne są "czerni" a tak rzadko "bieli"? Społeczeństwo przyjazne śmierci, które pielęgnuje cechy nekrolubne. Szkody są znaczne. Charakter śmierciolubny jest bowiem jednym z najbardziej oddalonych od radości.
    Człowiek śmierciolubny jest zimny niczym salamandra (według starożytnych salamandra była zdolna przejść przez ogień nie spalając się). Jest niezadowolony, będzie miał pretensje nawet do zakładu pogrzebowego, który dostarczył mu trumnę zbyt długą!
    Człowiek taki lubi bardziej kolekcjonować znaczki i monety niż przyjaciół. Nekrolubny człowiek jest oschły, bezwolny, apatyczny, twardy, katastroficzny, nieprzezroczysty... Wszystkie te przymiotniki depczą i niszczą radość!
  • Charaktery pozytywne
    Dość już zajmowania się charakterami negatywnymi. Przejdźmy do charakterów, które pasują do radości, jak melon do szynki.

  • Charakter otwarty
    Osoba o takim charakterze nie obraca się wokół siebie, woli wychodzić z siebie i otwierać się na wszystkich i na wszystko. Człowiek otwarty posiada cnotę gościnności tak umysłowej jak i fizycznej. Nie wystarcza mu życie "obok" innych (również krzesła stoją jedne "obok" drugich): pragnie żyć razem z innymi. Człowiek otwarty szanuje wszystkich, jest tolerancyjny, znosi wszystkich za wyjątkiem Procusta. Procusto był postacią starożytnej Grecji, który - dzisiaj powiedzielibyśmy - był bardzo miłosierny. Ale miał małą manię: w swym zajeździe, w którym gościł każdego, łóżka musiały mieć wszystkie identyczne wymiary. Wieczorem obchodząc swych gości, gdy widział kogoś dłuższego od łóżka, ucinał mu głowę albo nogi. Jeśli natomiast był zbyt krótki i nie zajmował całego łóżka, rozciągał mu nogi...
    Człowiek otwarty jest przeciwnikiem Procusta: woli dostosowywać się do innych a nie zmuszać innych do dostosowania się do siebie. Nie lubi narzucać się, woli otoczyć ramieniem. Pracy nigdy mu nie brakuje a radość zawsze gości u niego.
  • Charakter niczym skała.
    Oznacza się zapałem, silną wolą. Nie lubi zupek. Jest wytrzymały, jest nieustępliwy, nawet za cenę cierpienia. Ale mimo to znajduje się na szlaku radości: radości, która jest niczym szarotka, rosnąca samotnie wysoko pośród skał. radości, która posiada korzenie na kształt krzyża, jak mówi pewne przysłowie afrykańskie.
    Taki charakter posiadał Matka Teresa z Kalkuty, określana przez kardynała Karola Martiniego jako: "Wielka, odważna kobieta, nieugięta niczym skała".
  • Charakter pełen entuzjazmu
    Entuzjasta posiada w sobie płomień, drżenie; żyje jakby wszczepiony w Boga (takie jest właśnie znaczenie słowa entuzjazm).
    Świat należy do entuzjastów. Ivern Ball mawiał: "Wiedza jest władzą, ale entuzjazm jest tym, co uruchamia przyciski." Wszystkie przyciski. Również (przede wszystkim!) przycisk radości.
    Artur Rubinstein, pianista polski, wielki interpretator Chopina zwierzała się: "Ja przeżywam z pasja moje życie. Kocham jego zmiany, jego kolor, ruchy. Możliwość mówienia, widzenia, słyszenia, chodzenia, posiadania muzyki, malarstwa... Wszystko to jest naprawdę cudem!"
    Wszystko jest radością!
  • Charakter "życiolubny".
    Człowiek "życiolubny", jak mówi samo słowo, odczuwa silny pociąg do życia. Nie przypatruje się życiu, ale żyje. Dziękuję za to, że się urodził. Ma zawsze w pamięci pytanie, jakie stawiał sobie Gilbert Chesterson: "dzieci są wdzięczne św. Mikołajowi, że do ich pończoch wkłada słodycze i zabawki. Czy ja mogę nie być wdzięczny Bogu za to, że włożył do pończochy dar dwóch wspaniałych nóg?"
    Człowiek życiolubny ma wiele cnót. Jest świeży, jak dziecko trzyletnie. Jest komunikatywny, otwarty. Czule odnosi się do osób starych. Spogląda na dzieci, które bawią się na podwórzu. Głaszcze kotki. Zna do głębi znaczenie słowa litość. Jest słoneczny, gdyż od słońca się uczy: słońce daje a księżyc bierze. Jego ukochaną dewizą jest zdanie: "Ten, kto nie płonie, nie żyje".
    Charakter życiolubny jest charakterem wspaniałym: wędruje po drogach świata zawsze pod rękę ze szczęściem.
  • Opowiadają, że Giuseppe Mazzini przestał palić, gdyż zauważył, że dym szkodzi jego psu. Jeśli miłość do psów dochodzi aż do tego stopnia, o wiele dalej powinna zaprowadzić miłość do ludzi.

    Dlaczego więc nie rozpocząć od razu i nie dokonać poprawek w swym charakterze i nie zrobić dobrego prania psychologicznego?

    Im dalej posuwamy się w życiu, tym bardziej zgadzamy się z tym, co mówił Lew Tołstoj: "Jednym z najbardziej rozpowszechnionych i fałszywych przekonań jest przekonanie, że osoby posiadają stałe cechy charakteru. Ten uprzejmy, tamten okrutny... inny jeszcze głupi. Ale ludzie nie są tacy. Ludzie są niczym rzeki. Każda rzeka miejscami zwęża się, miejscami płynie gwałtownie, miejscami jest spokojna, o wodzie przezroczystej. Podobnie jest z ludźmi. Każdy człowiek posiada w sobie różnorakie zalążki, chwilami ujawnia się jeden, chwilami inny; czasami wydaje się kimś innym, choć zawsze pozostaje sobą".

    każdy człowiek posiada wszystkie rodzaje zalążków. Naszym zadaniem jest wydobycie cech, które ucywilizują przyszłe społeczeństwo, cech, które spowodują, że wszyscy którzy się spotykają, będą mieli ochotę śpiewać!

    "Śmiej się, a zmarszczki przekształcą się w skrzydła!"

    Ludzie, którzy się śmieją
    Ludzie, którzy się nie śmieją.
    Ludzie dzielą się na dwie grupy: na tych, którzy się śmieją i na tych, którzy się nie śmieją.
    Zazwyczaj ludzie, którzy się śmieją, uważani są za głuptasów, za ludzi powierzchownych, nie wzbudzających zaufania.
    Zazwyczaj ludzie, którzy się nie śmieją, uznawani są za ludzi poważnych, zaangażowanych, wykształconych, godnych zaufania.
    Zapisano, że Judasz nigdy się nie śmiał a św. Filip Nereusz śmiał się zawsze! (Antonio Mazzi)

    10. Tylko przez jeden dzień!

    Pino Pellegrino

    Pewien staruszek leżący w szpitalu, miał w gipsie obie ręce i nogę ma wyciągu, ale zawsze był wesoły i pogodny. "Jak długo pozostanie pan w takim stanie?" - pytano go. "Tylko przez jeden dzień na raz".

    Oto inny korzeń radości: żyć przez jeden dzień na raz.

    Taką receptę proponował dobry i pogodny papież Jan XXIII. Posłuchajmy jej.
    "Jedynie przez dzień dzisiejszy starać się będę żyć dniem, nie rozwiązując problemu całego mego życia na raz.
    Jedynie przez dzień dzisiejszy będę starał się o mój wygląd: ubiorę się skromnie, nie będę odnosił głosu, będę zachowywał się uprzejmie, nie będę krytykował nikogo; nie będę starał się ulepszyć i utrzymać w karności nikogo, za wyjątkiem siebie samego.
    Jedynie przez jeden dzień dzisiejszy będę szczęśliwy wiedząc, że zostałem stworzony, by być szczęśliwy, nie tylko w przyszłym, ale również i na tym świecie.
    Jedynie przez dzień dzisiejszy przystosuję się do okoliczności, nie pretendując, by okoliczności przystosowały się do moich pragnień. Jedynie dzisiaj spełnię jakiś dobry uczynek i nie powiem o tym nikomu.
    Jedynie dzisiaj zrobię coś, czego nie mam ochoty zrobić a jeśli poczuję się urażony w uczuciach, zrobię tak, by nikt nie zauważył tego.
    Jedynie na dzień dzisiejszy zrobię sobie program: może nie zrealizuję go w całości, ale wypełnię go.
    Będę unikał dwóch słabości: pośpiechu i niezdecydowania.
    Jedynie przez dzień dzisiejszy wierzyć będę silnie, że pomimo pozorów, dobra Opatrzność Boża opiekuje się mną tak, jakby nikt inny nie istniał na świecie.
    Jedynie przez dzień dzisiejszy nie będę się lękał. W sposób szczególny będę bał się rozkoszować tym, co jest piękne i będę wierzył w dobroć. Mogę przecież przez 12 godzin robić to, co mogłoby mnie przerazić, gdybym myślał, że trzeba to będzie robić przez całe życie!"

    Tylko na razie przez 12 godzin: oto wielki sekret!

    Co za sens ma życie uzależnione od jutra? Ten kto żyje w uzależnieniu od jutra, żyje w uzależnieniu od swego pogrzebu!

    Dlaczego bandażować sobie głowę nim się ją zrani? "Dosyć ma dzień swojej biedy" - mawiał Jezus (Mt 6,34). "Dopóki tygrys nie skacze na ciebie, licz że nie skoczy, albo że jest dobry. Cierpienie na wyrost jest trudem zmarnowanym". (Laura Vagliasindi)

    Kiedyś poproszono pewnego guru indyjskiego o wygłoszenie w Europie wykładu. Guru zgodził się pod jednym warunkiem: nim przemówi, będzie milcząco obserwował Europejczyków przynajmniej przez tydzień. Po tygodniu nadszedł dzień wykładu. Guru przemówił; publiczność słuchała uważnie. Mędrzec rozpoczął od pytania: "dlaczego wy Europejczycy nigdy nie jesteście tam, gdzie faktycznie znajdujecie się?" Słuchacze nie zrozumieli od razu, co chciał powiedzieć guru. Mistrz więc wytłumaczył: : "Wy, gdy siedzicie przy stole, myślicie o pracy; gdy jesteście na wakacjach, martwicie się tym, co zastaniecie po powrocie; gdy jest pora róż, wasza myśl biegnie do chryzantemów; gdy jest pora chryzantemów, już jesteście przy gwieździe wigilijnej... Zawsze naruszacie równowagę: ciało znajduje się tutaj a dusza tam... Aby żyć jutrem, tracicie jedyny wycinek czasu, który macie w ręku: teraźniejszość!"

    "Uwaga" - ciągnął dalej guru - "aby być szczęśliwym trzeba dokładnie patrzeć na szyję. Tak, zrozumieliście dobrze, właśnie na szyję! Istnieją tacy, którzy zamieniają ludzką szyję w szyję żyrafy, aby wydłużyć ją na ile tylko można, w kierunku jutra. I oto ofiary "kompleksu parasola": deszcz jeszcze jest na biegunie północnym, a one już go czują na swych włosach, co dopiero ułożonych przez fryzjerkę. Inni tymczasem chorują na kręcz karku: obracają się nieustannie, by opłakiwać białe młyny i domy bez anten telewizyjnych.

    Tak nie można! "Żyć" - jest czasownikiem, który posiada tylko czas teraźniejszy.

    Czym jest życie? Dla kogoś, kto żyje 80 lat, życie jest konstrukcją złożoną z 29.200 bloków, dwudziestoczterogodzinnych każdy. Do nas należy wybór: czy cieszyć się nimi, czy zatruwać je. Jedna rada, aby móc rozkoszować się nimi: zaczynajcie 24 godziny z humorem. Mistrz medytacji chińskiej Du Ti mawiał: "Budząc się rano, uśmiecham się. Mam przed sobą nowy dzień. Ślubuję, że przeżyję go w pełni w każdej chwili i że patrzeć będę na wszystkie istoty oczyma współczucia."

    Iny mędrzec stwierdzał: "Zawsze po obudzeniu się, modliłem się. Dzień dopiero się zaczął a już wziąłem to, co najlepsze i nieść to będę przez wszystkie 24 godziny..."

    Wreszcie guru stwierdził: "Dziękuję za waszą uwagę. Moja lekcja nie była na wysokim poziomie intelektualnym, ale mam nadzieję, że stanowić będzie pożyteczny bodziec dla życia."

    Dowcipy w raju
    Kiedyś umarł nagle mężczyzna i stanął przed trybunałem Bożym bardzo zatroskany. Przed nim wiła się długa kolejka. Zaciekawiony zaczął przyglądać się i przysłuchiwać. Jezus Chrystus, po zbadaniu wielkiego spisu powiedział do pierwszego z kolejki: "Znajduję zapis, że byłem głodny a ty nakarmiłeś Mnie. Brawo! Do raju!
    Do drugiego powiedział: Zapisano, że byłem spragniony, a ty dałeś Mi się napić. Brawo! Do raju!
    Podobnie było z innymi. Wszyscy zasługiwali na nagrodę wieczną za jakieś dobre uczynki. Nasz człowiek był bardzo zaniepokojony: on nie miał na koncie żadnego dobrego czynu!
    Nadeszła jego kolej: podczas gdy Sędzia Boski przeglądał wielką księgę, człowiek drżał ze strachu. Ale nagle Jezus podniósł oczy i powiedział: Nie wiele tu zapisano, jednak coś dobrego i ty uczyniłeś. Byłem smutny, zniechęcony a ty przyszedłeś i opowiedziałeś Mi żarty, które rozśmieszyły Mnie i napełniły odwagą. Brawo! Wejdź do raju, to jest odpowiednie miejsce dla ciebie!"

    11. Radość za darmo

    Pino Pellegrino

    "Dzisiaj w naszych domach znajduje się wszystko: miękkie tapczany, wygodne fotele, klimatyzacja ad hoc, świeże soki, koktajle, torty, jogurty. Poza tym oświetlenie o różnym natężeniu, automatyczne żaluzje, perskie dywany, chodniki, pralki, proszki do prania i perfumy, specjalne szampony i kremy do opalania i chroniące przed słońcem. Wszelakie dobro, aby ciało mogło się czuć dobrze i doznawać przyjemności oraz oddalać od siebie wszelką niewygodę i trud". (Chino Pezzoli)

    Dzisiaj w naszych domach jest wszystko, a jednak często brakuje radości. Dlaczego?

    Dlatego, że rzeczy wprawdzie mogą zająć serce człowiecze, ale nie mogą go wypełnić. Same rzeczy nie wystarczają.

    Radość rodzi się z wnętrza, nie z zewnątrz. Mówił to już w sposób elegancki filozof łaciński Lucjusz Seneka: "Pragnę, by nie brakowało ci nigdy radości, co więcej, by rodziła się w domu. I urodzi się, pod warunkiem, że będzie wewnątrz ciebie. Inne formy zadowolenia nie wypełniają serca, są zewnętrzne i próżne; chyba nie sądzisz, iż ktoś jest radosny, bo się śmieje. To duch musi być wesoły i musi wznosić się pełen ufności ponad wszelkie wydarzenie."

    Rzeczy same, powtarzamy to, nie dają radości, co więcej mogą człowieka zmiażdżyć, zadręczyć. Horacy Flacco, inny pisarz łaciński wykazywał subtelną intuicję zapisując: "Bogactwa nie czynią ludzi bogatymi, ale zajętymi". (1 Tm 6,10)

    Poza tym trzeba jasno powiedzieć, że nie zamierzamy pogardzać zabezpieczeniem ekonomicznym: bez niego radość jest niemożliwa, ani indywidualna ani rodzinna. Nigdy nie widziano pustego żołądka śmiejącego się. Oto dlaczego, jeśli pragniemy rozszerzać szczęście, musimy uczynić wszystko co jest możliwe, by zmniejszyć ogromną biedę ciążącą nad światem.

    Naszymi wypowiedziami nie chcemy również pogardzać pieniądzem.

    Św. Teresa z Avila z humorem mówiła: "Teresa sama nie może nic zrobić; Teresa i łaska Boża mogą zrobić wiele, ale Teresa, łaska Boża i pieniądze mogą zrobić wszystko!"

    Gdy podkreślamy, że radość nie osiada korzeni w rzeczach, pragniemy stwierdzić, że rozwiązanie problemów ekonomicznych nie wystarcza, by pojawiło się szczęście. Wprost przeciwnie, można odczuwać radość bez dobrobytu. Nasi antenaci nie mieli cukru aż do wieku trzynastego, węgla do wieku czternastego, bez masła pozostawali aż po wiek piętnasty, bez ziemniaków aż po wiek szesnasty, bez zapałek, gazu, światła elektrycznego po wiek dziewiętnasty, bez żywności w puszkach po wiek dwudziesty.... A przecież wielu było ludzi szczęśliwych!

    Gdy podkreślamy, że radość nie posiada korzeni w rzeczach, pragniemy przestrzec przed pułapką pieniądza. Poznajmy opowiastkę, która wydaje się być na czasie.

    "Któregoś dnia pewien pan przyszedł do kapłana i powiedział: Ojcze, proszę odprawić mszę św. za mojego psa. - Kapłan oburzył się: Co pan chce przez to powiedzieć? Tutaj nie odprawiamy mszy za psy. Może pan spróbuje u braci, którzy mieszkają trochę dalej na tej ulicy. Niech pan zapyta, czy mogą to uczynić.

    Wychodząc pan ów powiedział do kapłana: Szkoda, bardzo kochałem tego psa. Chciałem złożyć ofiarę w wysokości 1 miliona dolarów za te mszą. A na to kapłan: Proszę zaczekać chwileczkę, nie powiedział mi pan, że pański pies był katolikiem!"

    Po tej dykteryjce - oto poważna refleksja: To, co pieniądze czynią dla człowieka, nie jest nawet milionową częścią tego, co człowiek robi dla nich. Pieniądze mogą dać ci najwygodniejsze łóżko świata, ale nie sen; mogą pozwolić na zakup najdroższych leków, ale nie dają ci zdrowia; mogą umożliwić ci kupno najbardziej upragnionej kuchni, ale nie dadzą ci apetytu; mogą dać wiele przyjemności, ale nie dają nawet 100 g radości!

    Alphonse de Lamartine miał rację: "Całym złotem świata nie można kupić jednego uderzenia serca ani błysku czułości".

    Rozważanie na temat powiązań pieniądza i radości nie kończy się tutaj.

    Czy nigdy nie myśleliśmy o tym, że istnieje wiele radości, które zupełnie nie wymagają pieniędzy? Najlepiej przytoczyć kilka przykładów:


    • patrzenie na śmiejące się dziecko;
    • ucałowanie kogoś, kto nas kocha;
    • znalezienie zagubionego przedmiotu;
    • usłyszenie telefonu od ukochanego;
    • otrzymanie wyników analiz poświadczających, że nie ma powodu do obaw;
    • obudzenie się po smacznym śnie;
    • podziwianie jutrzenki;
    • zwycięstwo ulubionej drużyny sportowej;
    • ujrzenie najlepszego przyjaciela...

    Można by kontynuować dalej. dzięki Bogu, w świecie istnieją darmowe nasiona radości, posiane wszędzie. Ten, kto jest Człowiekiem, znajduje je i cieszy się nimi. Przypomina nam o tym dobitnie znany autor "małego Księcia" - Antoine de Saint-Exupéry: "Znam planetę, na której znajduje się pewien pan Chermisi (Karmazyn): nigdy nie wąchał kwiatka, nigdy nie patrzał na gwiazdę, nigdy nikogo nie kochał, całymi dniami tylko dodaje i całymi dniami powtarza: jestem człowiekiem poważnym. I pęcznieje z dumy. Ale to nie jest człowiek, to jest grzyb!"

    Obdarz mnie chęcią śmiania się.
    Wybacz mi zuchwałość, ale dzisiejszego wieczoru,
    pragnę Ci powiedzieć, tak jak małe dzieci
    na kolanach starszego brata:
    "Rozśmiesz mnie!"
    Tak, taka jest moja nieoczekiwana prośba:
    Panie, rozśmiesz mnie!
    Abym ja ze swej strony, mógł rozśmieszyć moich braci.
    Tak bardzo tego potrzebują! (Michel Quoist)

    12. Słowa szczęścia

    Pino Pellegrino

    Słowa posiadają zdolność natychmiastowego uczynienia kogoś szczęśliwym lub nieszczęśliwym.
    Uczeni twierdzą, że istnieją słowa, które zwiększają ciśnienie, słowa, które wywołują zmianę humoru, słowa, które powodują uderzenie krwi do głowy.
    Bardzo znany pisarz Anthony de Mello opowiada o następującym fakcie: Pewien nauczyciel próbował kiedyś wytłumaczyć dużej grupie sposób, w jaki istoty ludzkie reagują na słowa. Jeden z mężczyzn wstał i zaprotestował mówiąc: "Nie zgadzam się z twierdzeniem, iż słowa posiadają tak wielki wpływ na nas!"
    Nauczyciel odpowiedział: "Usiądź, synu dziwki!"
    Człowiek stał się siny z wściekłości i powiedział: "Ty uważasz się za osobę światłą, za mistrza, ale powinieneś wstydzić się siebie!" Nauczyciel wówczas stwierdził: "Wybacz mi. Poniosło mnie. Nie chciałem. Proszę, wybacz mi!"
    Człowiek uspokoił się. Wówczas nauczyciel powiedział: "Wystarczyło kilka słów, by rozpętać burzę w tobie. Wystarczyło kilka innych, by ciebie na nowo uspokoić, prawda? Oto moc słów!"
    Słowa mogą być pociskami albo pieszczotami, kamieniami albo uściskami.
    Istnieją słowa zabójcze i słowa szczęścia.

    Słowa zabójcze
    Wszyscy nazywali go tłuściochem albo górą tłuszczu. Jedynie dziadek kochał go. Ale pewnego dnia dziadek umarł. Antonio, chłopiec trzynastoletni sam nie potrafił żyć. Popełnił samobójstwo. Zdarzyło się to we Włoszech w 1998 r.
    "Tłuścioch, góra tłuszczu": słowa zabójcze, słowa, które doprowadzają do śmierci. Podobnie jak inne:

  • Z tobą nic się nie da zrobić!
  • Jesteś do niczego!
  • Kto wie, gdzie skończysz!
  • Trzeba ciebie zadeptać!
  • Co chcesz zdziałać, mając mięśnie jak masło!
  • Już mamy ciebie dość!\
  • Każde słowo zabójcze jest niczym głaz, który miażdży i zabija chęć życia. Porzućmy je natychmiast, porzućmy je na zawsze. Zastąpmy je słowami szczęścia.

    Słowa szczęścia.
    Pewien sprzedawca butów, zdejmując but staruszce, która przeprasza za swoje zniekształcone stopy mówi: "Proszę pani, przecież nie można wymagać, by być piękną od stóp do głowy!"
    Oto przykład słów kojących. Podajemy kilka podobnych:

  • Jak dobrze jest mieć syna takiego jak ty!
  • Nie martw się, następnym razem będzie lepiej!
  • Jesteś delikatny!
  • Lubię przebywać z tobą!
  • Ty jesteś najlepszy z serii!
  • Jesteś wspaniały!
  • Ściskam ciebie!
  • Możesz liczyć na mnie!
  • Szaleję za tobą!
  • Są słowa pozytywne, słowa pachnące.
    Słowa pozytywne leczą, lecz tak bardzo, że nauka nowoczesna poszukuje lekarstwa skuteczniejszego od dobrych słów.
    Słowa pozytywne uwalniają od braku pewności siebie, od nie docenianie własnych możliwości, wzbudzają szacunek do siebie. A szacunek ten stanowi trzecią energię umożliwiającą rozwój (pozostałe dwie to: centralny system nerwowy i pochwała ze strony kogoś, kogo szanujemy).
    Słowa pozytywne przenoszą ciepło, p[pobudzają duszę, uskrzydlają ją i pozwalają wydobyć się z terenu najbardziej błotnistego.
    "Idź i odtąd nie grzesz więcej" (J 8, 11) - powiedział Jezus do grzesznicy i kobieta z lekkim sercem rozpoczęła nowe życie.
    Słowa pozytywne są podwójnie pozytywne, gdy są omaszczone humorem. Np. komuś, kto na głowie posiada istny gąszcz nie powiemy: idź wreszcie obciąć sobie włosy, ale powiemy: jesteś podobny do chryzantemy!
    Przyjacielowi, który pali papierowy nie powiemy: "Opanuj się! wydajesz się być Etną w czasie wybuchu! - ale powiemy: "tej nocy śniłem o tobie." "Jaki byłem?". "Byłeś niedopałkiem!"
    Zabarwienie słów humorem stanowi najlepszy sposób na przełknięcie słów nawet najbardziej niesympatycznych.
    Przeczytaliśmy gdzieś, że pewne 9-letnia dziewczynka miała powiedzieć: "Ładne słowa powodują, że ludzie błyszczą!"
    Nie gwarantujemy prawdziwości tego faktu, że jesteśmy jak najbardziej przekonani, że życie jest niczym sałata. Aby smakowała dobrze, potrzebuje więcej oliwy niż octy i soli. A to znaczy, że słowa pozytywne mogą zadecydować o losie życia.

    "Na ziemi jesteśmy po to, by śmiać się. Nie będziemy mogli tego robić ani w czyśćcu ani w piekle. A w niebie byłoby to zachowaniem niewłaściwym." (J. Renard)

    "Bóg szanuje mnie, gdy pracuję a kocha mnie, gdy śpiewam" (R. Tagore)

    13. Sumienie uśmiechnięte

    Pino Pellegrino

    W kalendarzu Kościoła istnieją święci dla wszystkich. Kto np. ma problem z gardłem, może wezwać św. Błażeja; kto cierpi na ból głowy, może zwrócić się do św. Leonarda z Porto Muarizio; kto cierpi na zanik pamięci może zwrócić się do św. Stefana; komu dokucza bezsenność pomoże św. Wit. Kto jest poparzony, niech wzywa na pomoc św. Wawrzyńca.

    Czy mogło zabraknąć świętego dla osoby smutnej? Niemożliwe! Oto św. Tomasz Morus (1478-1535): święty od poczucia humoru.

    Św. Tomasz Morus był naprawdę osobowością nadzwyczajną. Brał udział w życiu politycznym Anglii i doszedł do godności kanclerza króla Henryka VIII, któremu był wierny we wszystkim. Jednak gdy król chciał, by Tomasz zaaprobował jego rozwód z Katarzyną, Tomasz Morus odmówił: jego religia katolicka nie pozwalała mu na to. Król zrobił wszystko, by zmusić go, ale on oparł się. Widząc, że wszystkie usiłowania spełzły na niczym, Henryk VIII kazał go uwięzić w słynnej Wieży w Londynie, a potem skazał go na śmierć przez ścięcie. Tomasz Morus przyjął wyrok ze spokojem, z uśmiechem; miał sumienie, które śpiewało mu. Gdy doszedł do podium, na którym miano wykonać wyrok, powiedział do kata: "Proszę, pomóż mi wejść" - potem dodał dowcipnie: "Postaram się zejść sam". Gdy znalazł się na podium, uściskał kata i szepnął do niego: "Odwagi przyjacielu, nie bój się. raczej pamiętaj, że mam krótka szyję. Uważaj i uderz mocno. Chodzi o twój honor!" Powiedziawszy to, położył głowę na pniu, ale po chwili uniósł ją trochę aby lepiej ułożyć swą długą brodę. "Ona nie zdradziła - powiedział żartując - a więc nie musi być ścięta". Wreszcie kat mógł wykonać swój smutny obowiązek. Co czyniło tak pogodnym Tomasza Morusa? Sam to wyznał: słuchał jedynie swego sumienia. Napisał: "Tak jak nie odmówiłbym posłuchania króla, gdyby moje sumienie skłaniałoby mnie do tego, choć wszyscy inni postąpiliby odmiennie, tak w tym wypadku, w którym wszyscy zgadzają się z nim, ja nie mogę posłuchać króla, gdyż moje sumienie nie pozwala mi na to."

    Heroiczna wierność sumieniu, uczyniła z Tomasza Morusa patrona radości, świętego dobrego humoru.

    Posłuchajcie z jakim humorem modlił się: "Panie, obdarz mnie dobrym trawieniem a również czymś, co mógłbym strawić.
    Daj mi zdrowie ciała i dobry humor, by móc je zachować.
    Daj mi Panie duszę prostą, która potrafi uznać za skarb wszystko, co jest dobre i która nie zlęknie się widokiem zła, ale raczej znajdzie sposób, by doprowadzić wszystko na swoje miejsce.
    Daj mi duszę, która nie zazna nudy, zrzędzenia, westchnień, lamentów i nie pozwól, bym zbytnio martwił się zawalidrogą, która nazywa się "ja".
    Daj mi Panie poczucie humoru. Udziel mi łaski zrozumienia żartu, by odkryć w życiu trochę radości i by móc użyczyć jej innym. Amen".
    Ta wspaniała modlitwa dowodzi, że ten, kto słucha swego sumienia, może zawsze znajdować się o metr ponad jakąkolwiek burzą.

    Słuchać własnego sumienia! "Prawdziwymi dolegliwościami są wyrzuty sumienia." - mawiał Cesare Pavese. Również Dante w Boskiej Komedii (Czyściec III, 8-9) ostrzega przed ukłuciami sumienia. "O pełne godności i czyste sumienie, jak mały błąd jest dla ciebie gorzkim ukłuciem!"

    Wyrzuty sumienia ciążą i zasmucają. W niektórych hotelach amerykańskich, na stoliku nocnym znajduje się napis: "Jeśli nie możecie zasnąć, zanim obwiniecie za to łóżko, skontrolujcie wasze sumienie".

    Nie bez powodu powstało przysłowie: "Najlepszą poduszką jest spokojne sumienie".

    Trzeba słuchać własnego sumienia, gdyż wszystko i wszyscy przemijają, jedynie sumienie pozostaje! A więc dlaczego obawiać się opinii innych? W Pavii, w XVI wieku może najsłynniejszym człowiekiem był Gerolamo Cardano, lekarz, uczony, mag. Posiadał charakter bardzo dziwaczny. Czasami chodził ubrany w łachmany, innym razem w przepyszne szaty, wywołując reakcje ludzi. Zachowywał się w ten sposób, by przyzwyczajać się do nie zwracania uwagi na opinię innych.

    Przypadek Cardana jest krańcowy, jednak jego posłanie zachowuje swą wartość: nie należy uzależniać się od opinii innych, ale tylko od swego sumienia. Zresztą ten, kto jest niewolnikiem opinii i innych, komplikuje sobie tylko życie.

    Jeśli spóźnisz się rano, stanowisz przykład - mówią niektórzy - jeśli przychodzisz na czas - zachowujesz się jak pies wartownik - oskarżają cię inni; jeśli jesteś przystępny, zachowujesz się jak populista, jeśli traktujesz innych z dystansem - jesteś snobem. Jeśli doglądasz pracy podwładnych - jesteś osoba wścibską, jeśli się nimi nie interesujesz jesteś kimś, kto nie wie o niczym. Jeśli rozdzielasz pochwały, jesteś pochlebcą, jeśli masz zastrzeżenia - jesteś oszczercą. Jeśli pracujesz w godzinach nadliczbowych, zwracasz na siebie uwagę, jeśli trzymasz się ściśle godzin pracy - nie masz na względzie interesów firmy. Jeśli bronisz swego punktu widzenia, jesteś uparciuchem, jeśli tego nie robisz - nie posiadasz charakteru...
    Możecie osądzać mnie dalej... Pozostawcie mi jedynie sumienie: jedynie z nim muszę się liczyć.

    Ten, który słucha swego sumienia, nie grzeszy nigdy przeciwko światłu. A kto nie grzeszy przeciwko światłu, jest wesoły niczym słonecznik.

    -------------------------------------------
    Koziołki świętego.
    Pewnego dnia kobieta patrząc przez okno, ujrzał wielkiego człowieka, ascetę, w otoczeniu dzieci miasteczka. Zauważył, że mężczyzna ten, nie pomny na swoją godność, skakał wesoło, by rozbawić dzieci.
    Tak wielkie wrażenie zrobił na niej widok, że przywołała swego synka i powiedziała: "synu, to jest człowiek święty. Możesz pójść do niego!"

    14. Wesoła cnota: pokora

    Pino Pellegrino

    Święci często mają zaskakującą intuicję. Przykładem jest np. don Orione, który twierdził: "Pycha jest najstraszliwszym bólem głowy." Jest bólem głowy, gdyż pysznego gnębi wirus wywyższania się, górowania: choroba ta niszczy pokój i pogodę ducha. Oto jak Tonino Lasconi opisuje tę chorobę: chory uważa, że jego dom jest większy od domu sąsiada. Auto potężniejsze od auta kolegi. Mięśnie większe od tych, jakie posiadają przyjaciele. Biust piękniejszy od biustu koleżanek. Pensja większa. Praca ważniejsza. wakacje bardziej egzotyczne. Sylwetka wspanialsza. Opalenizna piękniejsza. Stroje ze znanych firm... Aby wydawać się kimś większym od innych, osoba chora na wywyższanie się, skłonna jest sprzedać duszę diabłu."

    Wywyższanie się nad innych bezustannie popycha do ciągłego biegu, by mieć przewagę nad innymi, by górować. Bieg ten wywołuje niepokój, lęk, depresję, gdyż tylko wydaje się nam, że doszliśmy do szczytu, zauważamy, iż ktoś inny doszedł wyżej od nas.
    Stąd "ból głowy", o którym mówił ks. Orkione.

    Pyszny nie może osiągnąć radości, gdyż brakuje mu jednego z podstawowych warunków: jeśli można cierpieć samemu, to by czuć się szczęśliwszym, trzeba być przynajmniej we dwójkę.
    A człowiek pyszny jest tymczasem samotny. "Lubię towarzystwo człowieka inteligentnego, dlatego chętnie przebywam sam" - mawiał ktoś.

    "Jeśli chodzi o pokorę, nikt mnie nie przewyższa" - dodawał ktoś inny. Człowiek pyszny celebruje samouwielbienie. Jego każdemu dobremu gestowi towarzyszy afisz. Pyszny posiada kompleks sceny, pomnika, kolekcji medali...

    Psychologowie określają go jako niewolnika "kompleksu Erostrata". Erostrat był panem, który w 356 przed Chrystusem podpalił wspaniałą świątynię Artemidy, gdyż pragnął "by potomnie zapamiętali go".

    czyż można dobrze żyć z człowiekiem pysznym? Pycha jest aspołeczna. Tak jak nie można zasiać niczego na marmurze, tak też nie można zasiać radości na pysze.

    Tymczasem "pokora jest cnota radosną" - jak twierdzi pisarz angielski Cleve Staples Lewis.
    Pokorny wędruje swobodnie i lekko. Pozdrawia pierwszy. Nie zwraca uwagi na to, czy jego buty są ostatnim krzykiem mody. Ważne, by były wygodne.

    Dla Gilberta Chestersona "pokora jest matka olbrzymów!"
    Słusznie!

    Pokorny nie boi się ludzi. Nie boi się zrobić złego wrażenia. Śmieje się z siebie samego, zanim zaczną się śmiać inni. Pokorny posiada wielką wolność wewnętrzną: nie musi bronić swego "ja". Pewien sympatyczny katecheta przerywał uczniom, którzy zaczynali zdanie od "ja".
    "Ja" - mawiał - jest krową Jowisza, albo "Ja" jest rykiem osła, albo "Ja" jest najbardziej niechlujnym z zaimków...

    Pokorny kocha dzieci, chętnie z nimi rozmawia. To dowodzi mądrości: malcy bowiem są najcenniejszą i najpiękniejszą rezerwą radości ludzkości.

    Pokora jest cnotą wesołą przede wszystkim dlatego, że posiada syna pełnego szczęścia: jest nim przebaczenie.

    Nienawiść, niechęć zatruwają nam życie, napełniają nasz emocjonalny "śmietnik", który powoduje, że jesteśmy smutni, zimni i okrutni.

    Louise Hay ostrzega: "Ilekroć zaczynamy czuć się niedobrze, musimy zbadać nasze serca i odkryć komu trzeba przebaczyć".

    Ten, kto przebacza, jako pierwszy odczuwa z tego korzyść. Wielki francuski kaznodzieja Henri Lacordaire mawiał: "Chcecie być szczęśliwi przez moment? Zemścijcie się! Chcecie być szczęśliwi na zawsze? Przebaczcie!"

    Z pewnością łatwiej jest nienawidzić, ale nieskończenie lepiej dla zdrowia jest umieć przebaczać.

    Przebaczenie raduje dwie osoby: tego, kto przebacza i tego, komu się przebacza; uwalnia od wewnętrznej burzy pragnienia zemsty, która eliminuje całą radość.

    Przebaczenie jest oznaką inteligencji: udawania to Lewis Smedes w swej pięknej książce "Przebaczyć i zapomnieć".

    Jest oznaką siły: "Przebaczenie jest oznaką silnych" uważał Gandhi.

    Jest oznaką mądrości: nienawiść nie ma przyszłości. Prawo "oko za oko" powieksza jedynie zasęp niewiadomych.

    Nie zatracajmy radości, płynącej z przebaczania!
    ........................................................
    Bardziej od sprawiedliwości i bardziej od prawdy, ludzie dzisiejsi i wszystkich czasów pragną trochę radości, a nie znajdując nikogo, kto mógłby im ją ofiarować prawdziwie, walczą dziko o radość, która przemienia się w truciznę." (Primo Mazzolari)
    ........................................................

    Modlitwa o upiększenie twarzy
    O Panie, pospiesz bez zwłoki i pokoloruje
    ciemne oblicze płaczliwe i zbyt pewne siebie.
    Czemu służy smutek?
    Wierzby płaczące, nigdy nie miały szczęścia!
    Proszę cię Panie, podaruj mi codziennie
    dobry humor.
    Uwolnij od jęków i westchnień;
    nie pozwól nigdy, bym zbytnio przejmował się
    tą zawalidrogą, która ma na imię "ja".
    Spraw, bym z uśmiechem robił znak krzyża;
    by wesołość stanowiła benzynę dla całej mojej duszy.
    I tak oto pewnego dnia (o ile możności odległego)
    posłyszę jak mówisz:
    "Byłem twoim dzieckiem,
    byłem twoją żoną,
    byłem twoim mężem...
    Ty rozweselałeś Mnie swym uśmiechem:
    Wejdź do radości wiecznej Mego raju!"

    15. Podziwiajcie zmierzch

    Pino Pellegrino

    Wschodnie przysłowie mówi: "Jeśli chcesz być szczęśliwy przez godzinę, upij się. Jeśli chcesz być szczęśliwy przez rok - ożeń się. Jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie, zajmij się ogrodnictwem". Dlaczego pielęgnowanie ogrodu gwarantuje szczęście przez całe życie? Odpowiedź jest natychmiastowa: gdyż wejście do ogrodu, nawet najskromniejszego i najuboższego, to wejście do kraju cudowności!

    A cudowności rozweselają. "Bo uweselasz mnie Jahwe Twoimi czynami, raduję się dziełami rąk Twoich". (Ps 92, 5) - śpiewa autor tych arcydzieł piękna, jakimi są Psalmy.

    Wielki znawca oceanów, Francuz Yves Cousteau odczuwał podobnie jak psalmista: "Szczęście - to poznawanie i podziwianie."

    Rzeczywiście poznanie ogrodu świata i zachwycanie się nim - to jedno. Bieda polega na tym, że żyjemy wśród cudów i nie wiemy o tym: brakuje nam cudu.

    Oto przykład: Pomyślmy o jednej z najzwyklejszych rzeczy: o powietrzu, które nas otacza i którym oddychamy.

    Gdyby ziemia jedynie przez 10 minut była go pozbawiona, wszyscy ludzie i zwierzęta zginęliby. Gdyby nie było powietrza, nie byłoby ani dźwięku ani języka. Żegnaj muzyko, żegnajcie koncerty...

    Bez powietrza nie ma lotów ptaków, ani tańców motyli, brzęczenia pszczół, ani samolotów odrzutowych...

    Powietrze jest naszą opatrznościową obroną cieplną. Księżyc pozbawiony jest powietrza; dlatego po stronie zwróconej do słońca panuje temperatura 1000, podczas gdy na drugiej stronie, temperatura wynosi -1500. Gdybyśmy musieli tam żyć, co by to był za kłopot!

    Powietrze jest naszym zabezpieczeniem przed meteorytami. Gdyby powietrze nie niszczyło ich, ziemia byłaby cała podziurawiona.

    Powietrze podtrzymuje ogień. Powietrze przenosi zapachy. Dwa motyle, jeden rodzaj męskiego a drugi żeńskiego, wyczuwają swą obecność na odległość kilometrów: rozpoznają się zapachem, przenoszonym przez powietrze. Gdy w pokoju znajduje się bukiet róż, to powietrze przynosi zapach.

    Powietrze pełni rolę ogrodnika: przenosi nasiona topoli, mniszka pospolitego...

    Poza tym wszystkim powietrze posiada mnóstwo zastosowań praktycznych: pompujesz je do piłki, do dętki roweru...

    Otóż te cudowności sprowadziliśmy do jednej definicji: powietrze składa się z 80% azotu i 20% tlenu.

    Oto przykład żartu, jaki może spłatać nam mentalność naukowa i duch geometryczny; zostajemy nimi coraz bardziej zarażani i wyjałowieni.

    Niestety ma rację pisarz Vitorio Givanni Rossi, gdy stwierdza: "Człowiek współczesny wiele zyskał, ale również poniósł stratę największą: utracił zdolność zachwycania się. Utracił zdolność zawołanie "och" pełnego zachwytu ustami i sercem, które stara się uciec niczym ptak z klatki. Ta utrata jest znakiem starości: może obecnie człowiek rodzi się już stary."

    Człowiek rodzi się stary i zgaszony. Żegnajcie podskoki! Żegnajcie radości!

    Tak nie może być!

    Rozkoszujemy się cudownością świata. "Proszę was - woła pisarz niemiecki Bertold Brecht - to, co zdarza się codziennie, nie uznawajcie za naturalne!"

    Słynna aktorka Marlene Dietrich z wielką intuicją zauważyła: "Lekarz powinien przepisywać podziwianie zachodu słońca!"

    Pewnego dnia wielki alpinista Ettore Castiglioni upadł w czasie zjazdu na nartach na górze Mésulis. Ciężko się poranił, a jednak w szpitalu pomimo wielu złamań był "pełen szczęścia".
    "Co zrobiłem, by być tak szczęśliwy?" - pyta siebie. "Wystarczył świetlisty zachód słońca, by uczynić mnie szalonym z radości!"

    Rozkoszujmy się tymi cudami życia!

    "Dlaczego tak się skarżycie? Posiadacie cnoty, którymi można odkrywać i kontemplować niezliczone cudy na ziemi i na niebie; posiadacie dwie nogi, które mogą waz zaprowadzić tam, gdzie powietrze jest czystsze i dokąd ono was wzywa; posiadacie dwie ręce, które pozwalają wam naśladować Boga w stwarzaniu; posiadacie serce zdolne do milionów i milionów uderzeń, nie męcząc się, serce zdolne kochać wszystko to, co w świcie jest piękne i godne miłości; inteligencję szybszą od światła, która przekracza wszelką granicę przestrzeni i czasu, która zapala się w poszukiwaniu i promieniuje w prawdzie..." (Giovanni Papini)

    Czytelnik pozwoli na osobiste wyznanie: jeśli chodzi o mnie, tak bardzo zdumiałem się faktem urodzenia się jako człowiek, iż przez cały pierwszy rok życia, nie wypowiedziałem jednego słowa!

    ........................................................................

    "Radość jest nieomylnym znakiem obecności Boga". (Teilhard de Chardin)
    ........................................................................

    16. Nie strzelajcie do uczuć!

    Pino Pellegrino

    Znana pisarka Natalia Ginzburg pewnego dnia powiedziała: "Moim zawodem jest pisanie". Jednak tuż przed śmiercią, ściskając prawnuczka zawołała: "To jest życie a nie książki!"
    Życie przejawia się w uścisku, w otwarciu się dla uczuć. Życie polega na nie wyczerpywaniu się naszych rezerw emocjonalnych.

    One to czynią egzystencję pełna życia, specjalnie w świecie tak "wyziębionym" jak nasz.
    Gdy zatraca się gramatyka serca, zatraca się jeden z najpewniejszych i najważniejszych kluczy radości.

    Któż może żyć samą techniką? Wszyscy potrzebujemy drugiego serca!

    Pomyślmy o uściskach.
    Matka przemawia do 17-letniej córki, szafuje argumentami, zaleceniami, "kazaniami". Dziewczyna słucha z wyrazem niechęci. Potem patrzy matce prosto w oczy i powiada: "mamo, jestem zmęczona i znudzona twoimi kazaniami. Dlaczego zamiast nich, nie obejmiesz mnie i nie przytulisz o siebie? Żadna rada nie zrobi mi tak dobrze. Proszę, obejmuj ,mnie!" Przeprowadzając wykopy na zboczach wulkanów, archeolodzy czasami znajdują szkielety osób obejmujących się. Zjednoczone w przerażeniu przed lawą. Łatwiej jest żyć i umierać w objęciach drugiej osoby.
    Wszyscy potrzebujemy drugiego serca.

    Pomyślmy o czułości
    Pomyślmy o tym dotknięciu ludzkim, którego brakuje maszynie, nauce. Psychiatra Eugenio Borgna, autor ważnych prac na temat schizofrenii opowiada: "Jedna z moich pacjentek odmawiał przyjmowania pokarmów. Czuła się źle. zaczęła jeść, gdy znalazła czerwoną różę obok talerza z ryżem."
    Psycholog i psychoanalityk Marie de Hennezel, autorka książki, która odniosła wielki sukces "Śmierć przyjazna", propaguje dyscyplinę, u nas jeszcze mała znaną: "aptonimię". Chodzi o szczególny sposób towarzyszenia umierającym, nie tylko słowami, ułatwiającymi zgodę na akceptację końca, ale przy pomocy serdecznych gestów, uścisków, czułości, które również rozpraszają lęk, strach i przygotowują do ostatniej podróży.
    Czułość jest podobna do miłości: zawsze funkcjonuje.
    Opowiadają, że Matka Teresa z Kalkuty leczyła biedaków "wodą i czułością".
    Wszyscy potrzebujemy drugiego serca.

    Pomyślmy o pieszczotach.
    Pieszczoty zapewniają dziecku (ale nie tylko dziecku) dobre samopoczucie emocjonalne, które jest tak samo ważne, jak samopoczucie fizyczne. dzięki pieszczotom czujemy się doceniani. Nie bez powodu włoskie słowo "carezza" (pieszczota) pochodzi od łacińskiego "carus" to jest drogi, cenny. "Pieszczota jest zawsze deklaracją wartości" - mówi Piero Balestro w pracy pt. "Mówić o miłości. Terapia przy pomocy pieszczot." Okazywanie pieszczot jakiejś osobie jest niczym całowanie jej duszy i wywoływanie jej uśmiechu. Wielu uczonych twierdzi, że "pierwszą rzeczą, jaka zauważa się w kulturze afrykańskiej jest pogoda i ufność. Dzieci maleńkie i duże wykazują ją wobec siebie i również wobec osób nieznanych. Nie słyszy się też, by dzieci wrzeszczały, tak jak u nas, płakały ze złości, kaprysiły." (Lorenzini-Sassaroli)
    Dlaczego? Dlatego, że dziecko afrykańskie jest w ścisłym kontakcie z matka nie tylko w czasie ciąży, ale przez długi okres po urodzeniu. Ten kontakt skóra-skóra trwa, dopóki malec sam nie zechce odłączyć się, by przyłączyć się do braci. Będzie w ten sposób uodporniony na przeciwności. Bycie "otoczonym", "dotykanym" przez matkę przekazało mu tę ufność, która pozwala mu stawić czoła życiu.
    Wszyscy potrzebujemy drugiego serca.

    Pomyślmy o przyjaźni.
    Satyryk Marcello Marchesi mawiał, że: "przyjaciółka kosztuje skarb tego, kto ją znalazł!" Może to i prawda, jednak na pewno ten, kto znajduje prawdziwego przyjaciela, prawdziwą przyjaciółkę, znajduje skarb. Istnieje przysłowie, które stwierdza: "lepiej jeden przyjaciel niż dziesięciu ze straży przybocznej."
    Przyjaciel chroni cię "wewnątrz", ogrzewa cię "wewnątrz", rozjaśnia cię "wewnątrz". Każdego ranka przyjaźń przynosi ze sobą dzień słoneczny.
    Przyjaźń jest językiem słyszanym nawet przez głuchych, jest światłem, które widzą nawet niewidomi.
    Przyjaźń jest jak ciepły piec: zbliżasz się do niego, by się ogrzać. Oto dlaczego w Piśmie Świętym czytamy: "Na bliźnich polegać - to siebie zgubić, czasem jednak ktoś kocha nad brata" (Prz 18, 24).
    Nazywanie kogoś przyjacielem, to podarowanie mu uśmiechu. Mówi o tym Gianni Rodari w tym sympatycznym wierszu:
    "Znam dziecko, naprawdę nadzwyczajne, które jednego dnia ma na imię
    Renzo, a następnego dnia Dario.
    Lubi zmieniać imię, gdyż każde imię jest piękne:
    rano nazywa się Davide, wieczorem Marcello.
    Ale również gdy nazywa się Riccardo czy Federico,
    zaraz uśmiechnie się do was,
    jeśli nazwiecie go przyjacielem".

    Socjolog Sabino Acquaviva zauważa: "Stwierdziliśmy, że nie wystarczyło wyzwolenie seksu i usunięcie pojęcia śmierci, aby uszczęśliwić ludzi".

    Czego więc brakuje?
    Brakuje uczuć. Musimy wylansować je, jak to proponuje Leo Buscaglia z typową dla siebie werwą: "Jeśli się śmiejesz, istnieje niebezpieczeństwo, że ludziom wydasz się głupcem. I co z tego? Często twierdzę, że ludzie uważają Buscagila za człowieka trochę szalonego. Ale ja bawię się, gdy osoby zdrowe na umyśle umierają z nudy. Jeśli płaczesz, możesz wydać się sentymentalny. Ja nie boje się płakać. Płaczę zawsze. Płaczę w radości. Płaczę z rozpaczy. Niekiedy czytając wypracowania moich uczniów płaczę nad nimi. Płaczę gdy widzę ludzi szczęśliwych. Płaczę , gdy widzę dwie kochające się osoby. Nic mnie nie obchodzi fakt, że uznają mnie za sentymentalnego. To oczyszcza mi oczy. Okazując wasze uczucia, istnieje ryzyko, że ujawniacie wasze człowieczeństwo. Otóż jestem bardzo zadowolony z ujawniania mojego człowieczeństwa. Istnieją o wiele gorsze rzeczy od mojego człowieczeństwa!"

    ...................................
    "Radość mierzy się trudem a nie lenistwem". (G. Lombardo Radice)

    17. Móc dawać radość: co to za radość!

    Pino Pellegrino

    Przed laty bardzo znany był we Włoszech zakonnik, który występował w telewizji. Nazywał się Ojciec Mariano. Otóż ten Ojciec, którego darzono powszechną sympatią, posiadał cudowną dewizę, zawartą w następujących słowach: "Móc dawać radość: co to za radość!"
    Jakże jest ona prawdziwa!

    Radość jest dziwnym towarem: im więcej jej dajesz, tym więcej jej posiadasz. Znane przysłowie włoskie mówi: "Posiej radość w ogrodzie sąsiada a zobaczysz, że zakwitnie w twoim!"

    Pisarz Nicolo Tommaseo streścił całą swoja teorię dotyczącą radości w następującym zdaniu: "Najszczęśliwszym z szczęśliwych jest ten, kto czyni ludzi szczęśliwymi."

    Jezus jeszcze krócej to powiedział: "Więcej jest błogiego szczęścia w dawaniu niż w braniu". (Dz 20, 35)

    Odtąd więc nie proś Boga, byś mógł być szczęśliwym, wystarczy prosić o to, by być użytecznym; prawdziwa radość zostanie przydana. Wielki poeta indyjski Rabindranath Tagore doświadczył tego: "Śniło mi się, że życie jest szczęściem. Obudziłem się. Życie było służbą. Służyłem, a w służbie odnalazłem radość."

    W Persji opowiada się następującą bajkę: Pewna dziewczynka zauważyła w lesie pięknego motyla wplątanego w krzew jeżyny. Jej szlachetne serce podpowiedziało jej, by go uratować od śmierci. Uwolniła go delikatnie i motyl zaczął latać. Ale po kilku metrach zmienił się w śliczną wróżkę. "Uratowałeś mi życie szlachetna dziewczynko. Co mogę zrobić dla ciebie?" Dziewczynka poprosiła o receptę na radość. Wróżka przekazała jej tajemnicę nieustannej radości.

    Dziewczynka przez całe życie była w pełni szczęśliwa. Gdy była już staruszką, zawsze uśmiechniętą i pełną humoru, krewni chcieli poznać przekazaną jej przez wróżkę tajemnicę, aby nie zabrała jej do grobu. W końcu staruszka zgodziła się i opowiedziała ją.

    Oto tajemnica szczęścia: "pamiętaj, że każda osoba, nawet jeśli wydaje się być bardzo pewna siebie, potrzebuje ciebie!" Każda osoba potrzebuje ciebie. Potrzebuje twojej radości.

    Dlaczego wobec tego, po tylu różnych telefonach: niebieskim, różowym, zielonym - nie uruchomiono również telefonu "radosnego", telefonu który by przekazywał słowa wesołe, opowiadał żarty, ofiarowywał dobry humor wszystkim?

    Dziwna propozycja? Nie za bardzo. Ten, kto przekazuje radość, nie tylko jest wielkim dobroczyńcą jest również najmędrszym z rewolucjonistów: przemienia ziemię w próbę generalną raju.

    Raj bowiem będzie polegał na wielu rzeczach (przede wszystkim na radowaniu się Bogiem), ale będzie również krainą wiecznego uśmiechu. Będzie wzajemnym dawaniu sobie radości.

    Zapewnia nas o tym sympatyczna bajka chińska: "Pewien generał po śmierci został osądzony i skierowany do raju, ale gdy znalazł się przed św. Piotrem wyraził pragnienie: chciał choć na parę minut zajrzeć do piekła, by dowiedzieć się, jak tam jest w tym smutnym miejscu. Św. Piotr zgodził się. Generał zajrzał więc przez drzwi piekła i zobaczył ogromną salę z wieloma stołami. Stały na nich miski z ugotowanym ryżem, pachnącym i dobrze omaszczonym. Biesiadnicy siedzieli zgłodniali, po dwóch przed każdą miską, naprzeciw siebie. Mieli do dyspozycji każdy, zwyczajem chińskim dwie pałeczki, ale tak bardzo długie, że pomimo wielkich wysiłków, nie byli w stanie unieść choć jednego ziarenka ryżu do ust. Na tym polegała męka, na tym polegało piekło. "Już zobaczyłem, to mi wystarcza" - powiedział generał. Powrócił do drzwi raju i przeszedł przez nie. Znów zobaczył te samą salę, te same stoły, te same miski i te same pałeczki, ale biesiadnicy byli weseli, uśmiechali się i jedli. Dlaczego? Gdyż każdy uchwyciwszy ziarenko pałeczkami, podawał je towarzyszowi siedzącemu naprzeciwko i udawało się to mu doskonale.

    To nie bajka, to jest prawdziwa historia! Alessandro Manzoni mawiał: "Gdyby człowiek bardziej myślał o czynieniu dobra niż o tym, by czuć się dobrze, sam lepiej by się poczuł".

    ..............................................
    Istnieją ludzie, którzy latami pracują, by spłaszczyć brzuch a nie robią najmniejszego wysiłku, by nauczyć się być weseli. Gdzie podziała się logika?
    ..............................................

    §
    Rozdzwonić dzwony
    Biskup Molfetty, Tonio Bello opowiadał, że w czasie wizyty w pewnym przedszkolu zapytał dzieci: "czy wiecie kim jest biskup?" Jakiś pięciolatek powiedział: "Biskup to ten, kto każe dzwonić dzwonom". Może myślał o tym, że gdy biskup odbywa wizytację duszpasterską, dzwony biją radośnie. Definicja podana przez dziecko bardzo spodobała się biskupowi, który powiedział: "Może jest mało teologiczna, ale głęboko ludzka. Byłoby pięknie, gdyby ludzie mówili wszystkim, że jesteśmy tymi, którzy rozdzwaniają dzwony, dzwony radości!"

    18 Wielki fundament radości: Bóg

    Pino Pellegrino

    Papież Jan XXII mawiał, że "Tajemnica szczęścia lega na pozwoleniu Panu niesienia nas, na zawierzeniu Jego woli.

    "Będę się radował z Twych ustaw" (Ps 119, 16)
    Wiara w Boga jest najpewniejszym fundamentem szczęścia. Wiara, że Bóg istnieje i że mnie kocha, wiara, że moje imię zapisane jest na Jego dłoni (Iz 49, 16) według prawdy objawionej przez Izajasza, raduje bardziej od wszystkich psychoanaliz świata!

    W związku z tym, pisarz Luigi Santucci obdarowuje nas tym krótkim apologiem: "Strach zapukał do drzwi. Wiara w Boga poszła otworzyć. Nie było nikogo".

    Głęboka jest refleksja psychiatry Giacomo Dacquino: "Dojrzała religijność jest najlepszym lekarstwem, najlepszym psycho-lekiem dla jednostki jak i w stosunku jej do innych. Jest bowiem źródłem pogody ducha, równowagi, harmonii emocjonalnej".

    Moc wiary! Zresztą musi tak być! Przyjąć istnienie Boga, to zapewnić sobie szczęśliwy koniec: wbrew wszystkiemu, wszystko ułoży się dobrze, wszystko okaże się sukcesem! To prawda, że mimo wiary w Boga, tajemnica nie znika, ale znika absurd. Jednym słowem ten, kto wierzy w Boga, nie jest uprzywilejowany wiedzą, dlaczego cierpi, dlaczego się umiera; jest jednak uprzywilejowany gdyż wie, że życie z cierpieniem i śmiercią posiada sens i znaczenie, które może doskonale żyć z tajemnicą, ale nie może żyć z absurdem.

    Bóg jest jedynym, prawdziwym lekiem na strach. gdyby Boga nie było, życie wydawałoby się uroczystym oszustwem. Gdyby nie było Boga, "człowiek zdechłby jak koń." (Umnerto Saba)
    Jacques Loew, ex adwokat, potem dominikanin, potem doker portowy w Marsylii mówi: "W wieku 24 lat odkryłem Boga. Następnie nie przestawałem odnajdywać coraz to nowej radości, siły i szczęścia, nieustannie odradzających się w tej wielkiej pewności: Bóg istnieje, to nie jest bajka. Bóg istnieje i mnie kocha."

    A więc w optyce religijnej, nic nie jest przypadkowe, ale wszystko jest łaską. Tak, Bóg daje radość. Posłuchajmy do czego może doprowadzić silna wiara. Mówi nam o tym wielki człowiek Bożych naszych czasów Carlo Carretto: "Jeśli Bóg jest moim Ojcem, mogę być spokojny i żyć w pokoju: Jestem ubezpieczony na życie i na śmierć, na czas i na wieczność. I to jakim rodzajem ubezpieczenia jest moje ubezpieczenie.

    Jeśli Bóg jest moim ojcem, znaczę coś i w Nim znajduję moją godność. Jeśli jest moim Ojcem, nie będę powtarzał do znudzenia "dlaczego... dlaczego... dlaczego? ale powiem z ufnością: "Ty wiesz... Ty wiesz... Ty wiesz!"

    Jeśli Bóg jest moim Ojcem, nie będę przypisywał przypadkowi wydarzeń mojego dnia, ale uznam je za dowody Jego miłości.

    Jeśli Bóg jest moim Ojcem, nie stanę się nagle sceptykiem wobec jakiegoś kataklizmu przyrody, nie umiejąc znaleźć powiązań pomiędzy miłością a przeciwnościami, pomiędzy istnieniem Boga a bólem, który mnie dotyka. Bóg jest Bogiem, jest Panem wszechświata, nawet jeśli ziemia drży a rzeki wylewają; jest Ojcem nawet gdy zimno mrozi mi ręce a jakiś wypadek czyni mnie inwalidą na całe życie."

    Moc wiary!
    Gdy sławny Ludwig van Beethoven miał 46 lat ogłuchł zupełnie. W wyniku straszliwej depresji, jego wiara w Boga zachwiała się bardzo. Ale w pewnym momencie odnajduje jeszcze siłę, by nadal walczyć. Komponuje w ciągu 2 lat "Missa Solenne" pod tymi nutami pisze: "Bóg jest niezniszczalną siłą!"

    Jest niewzruszoną mocą, gdyż "radość w Jahwe jest ostoja waszą". (Ne 8, 10).
    "Bóg zawsze się raduje a my nie zauważamy tego" - powtarza Enzo Bianchi. Bóg jest niczym ocean, w którym wszyscy łowimy. Słynny poeta indyjski Rabindranath Tagore śpiewa: "Wszystkie stworzenia zrodziły się z radości, są podtrzymywane radością, zdążają ku radości i wstępują w radość."

    Od radości... po radość. I tak wszystko jest zawarte w uścisku radości, wszystko jest symfonią radości.

    Te stronice chciały być skromnym przyczynkiem oznajmiającym ją światu.
    ---
    "Oto pszczoła siada na pączku róży: ssie nektar i odlatuje...
    W sumie szczęście jest małą rzeczą". (Trilussa)

    Dziesięć rad, by stać się szczęśliwym


    1. Nie nakłuwam sobie nieustannie palca, by kontrolować poziom cukru we krwi.
    2. Ładuję moje rezerwy emocjonalne podziwiając zachód słońca, pełnię księżyca, twarz dziecka, jakiś kwiat...
    3. Nigdy nie mówię: "żaby rechoczą" ale mówię "żaby śpiewają".
    4. Nie pragnę być doskonały: mógłbym stać się znerwicowany.
    5. Gdy patrzę na siebie w lustrze, nie obserwuję siebie, ale uśmiecham się do siebie.
    6. Używam kroplomierza, aby powiedzieć "ja".
    7. Pozdrawiam zawsze pierwszy.
    8. Gdy podnoszę głos, gdy denerwuję się, wrzeszczę... pytam siebie, czy nie jestem odrobinkę śmieszny?
    9. Napełniam sobie umysł słowami-witaminami: "Zrobię to!", "Jestem mały, ale nie jestem niski". "Nie jestem piękny, ale za to jestem radosny". "Dopóki żuję, pragnę płonąć..."
    10. Myślę: przeciwności zawsze istnieją, ale Bóg również. Dlatego mam zawsze przewagę nad nimi!