Tajemnicza mowa ciała

Tonino Lasconi

Autor zaprasza nastolatków do podróży-odkrycia wokół własnego ciała, a zwłaszcza do odkrywania tajemnicy płci. Porusza również zagadnienie języka mody i ubioru jako wyrazu mentalności tego, kto go nosi.

Przedmowa

Tonino Lasconi

"Piękni jak samo życie!" - mamy ochotę zawołać, kiedy widzimy was, dziewczęta i chłopców, jak się śmiejecie, biegacie, zapełniacie place, siadacie na murkach, jak dorastacie z przyszłością w kieszeni i sercem na dłoni.

Ta książka mówi o was, o informacjach, które sobie przekazujecie nie tylko na karteczkach czy w czułych słowach, ale całym waszym ciałem: oczami, ustami, rękoma, strojem, chodem, sygnałami płciowymi zapisanymi w waszej istocie.

Dzieci wiosny, pory łatwych miłości, serca, które się wiecznie spieszą, nie wyznanych lęków, rozkwitającego życia.

Dzieci, które boją się samotności. Nigdy sami! W samotności nie ma życia! Zostaliśmy przecież stworzeni dla drugiego człowieka: dla niej, dla niego, dla nich? Samotność nie ma sensu; samotność to najgłębszy smutek?

Dzieci spragnione szczęścia, którego my, dorośli, wam życzymy, aby trwało długo. Otóż to, ponieważ chcemy dla was dobrze, pozwólcie, że dam wam jedną radę: nie ufajcie nikomu, kto chciałby wam wcisnąć tanie szczęście - to niepewny towar. Szczęście nie jest produktem, ale wartością, którą osiągamy odważnie, z podniesioną głową, a nie czołgając się po ziemi.

Cudowne dzieci, każde inne i każde piękne na swój sposób. Twór tak udany, iż budzi zadowolenie i podziw samego Stwórcy: "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre".

Życzę wam, abyście nie rozczarowali Tego, który każdego was "stworzył tak cudownie".

- - r e k l a m a - -

1. Dwa plus dwa równa się cztery. Ale nie w seksualności

Tonino Lasconi

Fragment

Nigdy przedtem nie mówiło się tyle o seksualności: książki, konferencje, okrągłe stoły, programy telewizyjne, prelekcje?

Nigdy przedtem nie widziano aż tyle seksu: okładki tygodników, pisma o seksie, opracowania naukowe pełne zdjęć i rysunków, plakaty reklamowe i filmowe, programy telewizyjne, w których możemy zobaczyć mężczyzn i kobiety praktycznie nagich, filmy mniej lub bardziej pornograficzne, pokazujące każdy milimetr ludzkiego ciała, pornograficzne pisma i kasety wideo, na których możemy obejrzeć organy płciowe oraz stosunki seksualne we wszystkich odmianach?

Seks nie ma praktycznie już żadnych tajemnic, nawet przed dziećmi. Nie ma już tabu: można mówić o wszystkim, wszystko zobaczyć, robić wszystko.

W takiej sytuacji seks nie powinien już nas niczym zaskakiwać. Wszystko powinno odbywać się spokojnie, pod kontrolą, zgodnie z logiką: mężczyźni i kobiety najpierw się szukają, spotykają, łączą w pary z miłości lub dla innych korzyści, porzucają, zmieniają partnerów, powracają do siebie, rozwodzą?

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Rzut okiem na rzeczywistość

Tonino Lasconi

To, co mówię, ma nam pomóc otworzyć oczy na rzeczywistość, a zwłaszcza na sferę dotyczącą seksualności, na temat której powiedziano już chyba wszystko: "Trzeba zachowywać się tak. Trzeba zachowywać się inaczej. To tabu należy pokonać. To zachowanie narzucone przez Kościół. To robi dobrze, a tamto szkodzi?".

Kto ma rację? Kto ma słuszność? Kogo słuchać? Zanim opowiemy się po jednej ze stron, zanim zdecydujemy, co jest słuszne, a co nie, zanim dostosujemy nasze zachowanie do tego, czego nauczyliśmy się w szkole lub w telewizji, popatrzmy, jacy jesteśmy, co dzieje się w nas w pewnych sytuacjach i pod wpływem określonych bodźców.

- - r e k l a m a - -

Podróż

Tonino Lasconi

Wyruszamy w podróż. Piękną i ciekawą. W podróż wokół ciała ludzkiej istoty, ciała mężczyzny i kobiety.

Nasza podróż będzie spokojna, niespieszna, daleka od przepełnionych programów, przypominać będzie spacer z przyjaciółmi, kiedy się rozglądamy, przystajemy, zastanawiamy, rozmawiamy, podziwiamy, rozmyślamy, żartujemy, zmieniamy kierunek, robimy nieprzewidziane postoje, odpoczywamy, notujemy, robimy zdjęcia.

Wyłącznie jedno leży nam na sercu - nie wolno nam stracić z oczu naszego celu, musimy słuchać naszego ciała, podziwiać jego piękno, słyszeć głosy dochodzące z jego wnętrza, z głębokich pragnień, z gestów, które wykonujemy i których nikt nas nie nauczył, aby trochę lepiej zrozumieć, czym jest ta tajemnicza siła seksualności, wymykająca się wszystkim usiłowaniom sprowadzenia go do rzeczy takiej samej jak cała reszta.

- - r e k l a m a - -

Potrzeba podróży, którą wam proponuję, zrodziła się we mnie wiele lat temu przy okazji przypadkowego spotkania z książką angielskiego zoologa i antropologa Desmonda Morrisa: Człowiek i jego gesty. Ta książka - będę ją ciągle cytował - wzbudziła we mnie ogromną ciekawość pogłębienia wiedzy na temat ludzkich zachowań. Ciekawość, którą zaspokoiłem przez lekturę wszystkiego, co na ten temat znalazłem (nie wyłączając dwóch innych opracowań Desmonda Morrisa: Naga małpa i Nasze ciało) oraz przez uważną obserwację zachowań wielu osób, szczególnie młodych, z którymi żyłem lub po prostu spotykałem w pociągu, na ulicy, w sklepie, na bazarze, w parkach czy też w metrze.

Teraz postaram się przekazać czytelnikom moją ciekawość, aby pomóc im odkryć piękno poznania siebie i innych. Nie tylko piękno, ale i użyteczność: dzięki poznaniu siebie możemy dotrzeć do zdrowych, prawdziwych, wolnych, konstruktywnych i niosących zadowolenie zachowań.

2. Gesty - słowa bez dźwięku

Tonino Lasconi

Fragment

Jak wszystkie podróże, również i nasza wymaga pewnych przygotowań, jakiegoś wstępu. Ten, kto wsiada do pierwszego przejeżdżającego autokaru i wyrusza bez żadnego planu, bez przewodnika, bez grosza w kieszeni, może narazić się na nieprzyjemną przygodę.

Aby lepiej zrozumieć i rozkoszować się zagadnieniem, które proponujemy zbadać, musimy trochę poznać język gestów. Co to jest?

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Gest noworodka

Tonino Lasconi

Jak doskonale wiemy, dziecko które właśnie przyszło na świat, nie umie ani mówić, ani pisać, porozumiewa się za pomocą gestów. Maleństwo byłoby skończone, gdyby nie potrafiło wykonać niezwykle skomplikowanej czynności: gdyby nie umiało ssać piersi. Kto go tego nauczył? Tajemnica! Dzięki echografii (technice pozwalającej obejrzeć płód w łonie matki i nie wyrządzić mu przy tym szkody) dokonano niezwykłego odkrycia: kiedy tylko u małego człowieczka ukształtują się rączki, brzdąc codziennie ssie swój kciuk. I tak, kiedy tylko wydobędzie się na światło dzienne, jest gotowy do ssania sutka: źródła jego pewności i życia.

Ten pierwszy gest, zapewniający nam istnienie na początku życia, jest tak ważny, że nie zanika wraz z odstawieniem od piersi. W ciekawych i zakamuflowanych formach pozostaje na zawsze w zakamarkach ludzkiego istnienia.

- - r e k l a m a - -

W pierwszych latach życia, w chwilach niepewności, dziecko chce, żeby matka dała mu smoczka. Jeżeli mama tego nie zrobi, dziecko poszuka sobie pewności, ssąc swój palec.

Potem, kiedy podświadomie chcemy possać swój palec, ale boimy się, że inni wezmą nas za małe dzieci, uciekamy się do "środków zastępczych": obgryzamy paznokcie, gryziemy pióro, żujemy gumę albo zapalamy papierosa.

Nie przypadkowo zwyczaj żucia gumy narodził się w Ameryce, w Stanach Zjednoczonych, pierwszym kraju, który zastosował karmienie butelką. Dziecko pozbawione niepowtarzalnego i uspokajającego doświadczenia ssania piersi lub też pozbawione go zbyt wcześnie, jest niezadowolone i staje się bardziej agresywne. Aktualnie w Ameryce, ale także i u nas, po tym, jak minęła fala entuzjazmu dla karmienia z butelki (wiążącego się z ogromnymi wpływami z handlu), pediatrzy dokładają wszelkich starań, aby przekonać matki do karmienia piersią przynajmniej przez pierwsze trzy miesiące życia noworodka. Nie potrzeba było wiele, aby to zrozumieć! Wystarczyło popatrzeć na rzeczywistość: dziecko, które ssie pierś, uśmiecha się. Dziecko, które ssie smoczek, nie.

A skupiony na "ssaniu" swojego papierosa młodzieniec? Niełatwo będzie go przekonać, że jest jak dziecko szukające pewności, ale właśnie tak jest. Z drugiej strony każdy palacz doskonale wie, że potrzebuje papierosa w chwilach napięcia, zanim stawi czemuś czoła lub dla rozładowania napięcia.

Każdy, kto coś ssie, niezależnie od tego, w jaki sposób chciałby zakamuflować gest dziecka przy piersi, wysyła sygnał: "Jestem niepewny, mam trudności: pomóżcie mi!".

Zasłanianie głowy

Tonino Lasconi

Kolejnym podstawowym i uniwersalnym gestem instynktownym jest zasłanianie sobie głowy rękoma w chwilach zagrożenia.

Kiedy nagle słyszymy nieoczekiwany krzyk: "Uwaga!" albo odgłos czegoś, co spada, instynktownie zakrywamy głowę rękoma.

Kto nas tego nauczył? Nikt, umiemy to od zawsze. Dlaczego nie zasłaniamy sobie brzucha czy kolan? Także starożytni Żydzi, którzy nie znali doniosłości mózgu i utrzymywali, że myśl kryje się w sercu, słysząc odgłosy niebezpieczeństwa, zakrywali głowę rękoma.

Wariant tego samego gestu to głowa w dłoniach. Kiedy widzimy kogoś, kto ściska sobie głowę rękami, rozumiemy bez słów, że ta osoba ma trudności, trawi ją wielki ból albo wręcz przeciwnie, że jej radość jest tak wielka, iż graniczy z bólem: punkty ekstremalne są zawsze zbieżne! Mówimy: "Pęka mi głowa!" z wielkiego bólu albo z wielkiej radości.

- - r e k l a m a - -

Komunikaty wysyłane oczami

Tonino Lasconi

Fragment

Oczy są tą częścią ciała, której sygnały warto nauczyć się odczytywać, ponieważ mówią one o wiele więcej niż słowa.

Wiemy, że nasze źrenice się kurczą przy ostrym i mocnym świetle, a powiększają przy oświetleniu delikatnym, łagodnym i przytłumionym. Ten ruch źrenic odbywa się poza naszą wolą: nikomu, mimo najlepszych chęci, nigdy się nie udało patrzeć na słońce wielkimi źrenicami.

Być może jednak nie wiemy, że nasze źrenice rozszerzają się także na widok tego, co dobre i piękne, a kurczą na widok czegoś, co się nam nie podoba i przeszkadza.

To wspaniały gest, który tkwi u początków kontynuacji gatunku. Źrenice dojrzałej seksualnie kobiety poszerzają się na widok przystojnego mężczyzny (i na odwrót choć oczy kobiety, podobnie jak całe jej ciało - co później omówimy dokładniej - wykazują silniejsze i bardziej widoczne reakcje). Z drugiej strony mężczyznę (i na odwrót) przyciąga twarz tej kobiety, która ma rozszerzone źrenice (por. D. Morris, Człowiek i jego gesty).

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Reklama, która "zna się na tym"

Tonino Lasconi

Zróbmy pierwszą przerwę (pierwszą, ponieważ w naszej podróży będzie ich wiele) na reklamę, która "zna się na tym". Dlaczego zna się na tym? Ponieważ reklama, aby osiągnąć swój cel (sprzedaż danego towaru) ogranicza do minimum posługiwanie się słowem. Chcąc być skuteczna, odwołuje się do mózgu, który jest organem zdolnym ją rozszyfrować, a co za tym idzie - krytycznie ocenić. Jeżeli reklama mówi mi, abym kupował dany gatunek grappy, ponieważ została zrobiona z takich, a nie innych winogron, leżakowała w dębowych beczkach, ma tyle a tyle procent alkoholu i kosztuje 40 zł, to ja analizuję rodzaj winogron, jakość beczek, stopień zawartości alkoholu, cenę i na koniec oświadczam: "Ta grappa to jakaś kosmiczna bzdura. Nie kupię jej".

Jeśli natomiast reklama pokazuje mi piękną blondynkę, która patrzy na mnie błyszczącym wzrokiem, przyciskając do miękkiej piersi butelkę przejrzystej grappy, mój mózg nie musi się wysilać, żeby coś zrozumieć: kobieta mi się podoba, jej uśmiech mnie urzeka, a ręce, które ściskają butelkę, tak naprawdę ściskają mnie. I nawet tego nie zauważam, że kupując butelkę grappy, zabieram ze sobą do domu tę kobietę.

- - r e k l a m a - -

A zatem przyjrzyjmy się reklamie, która "zna się na tym".

Siedzimy przy obiedzie, czekamy na "Wiadomości" i nagle pojawia się reklama pieluszek, proszków albo wody mineralnej, pokazująca gołe pupki rozkosznych bobasków.

Mąż narzeka: "Czy to możliwe, że zawsze kiedy ja jem, muszę oglądać te sikające i załatwiające się maluchy!".

Kobiety zaś, poczynając od czternastolatki, a kończąc na osiemdziesięcioletniej babci, są zachwycone: "Jakie kochane! Jakie śliczne! Schrupałabym go!".

Autor reklamy wie, że w przypadku tych produktów należy odwołać się do kobiecej wrażliwości, ponieważ to kobiety będą je kupować i dlatego posługuje się dziećmi w celu "rozszerzenia źrenic" potencjalnych klientek.

Zobaczymy dalej, jakich obrazów autor użyje (ale pewnie już się ich domyślacie: weźcie sobie tylko zestawienie samochodu i pięknych, najlepiej skąpo ubranych kobiet?), aby rozszerzyć źrenice męskiej części odbiorców.

"Złe" oczy

Tonino Lasconi

Zatrzymajmy się przez chwilę na mowie oczu, aby podkreślić informację przekazywaną przez zwężone źrenice: nienawiści, gniewu, chęci panowania.

Czy widzieliście kiedyś dwóch mężczyzn, przystępujących do walki na pięści? Patrzą sobie z bliska i nieruchomo w oczy. Ten, kto opuści wzrok, okazuje swoją słabość. W takich przypadkach bardzo często nie dochodzi do bójki.

To samo dzieje się w świecie zwierząt: to, które opuszcza wzrok, uznaje się za pokonanego i oddala się, pozostawiając pole zwycięzcy.

- - r e k l a m a - -

Kiedy będziecie oglądać w telewizji najbliższy mecz bokserski, zwróćcie uwagę, jak patrzą na siebie bokserzy przed spotkaniem: stoją na środku ringu i słuchają upomnień arbitra. Gdyby jeden z nich nie wytrzymał spojrzenia drugiego i opuścił wzrok, pokazałby wszystkim, że się boi, a spotkanie nie miałoby smaku.

To samo dzieje się, kiedy "przełożony" (ojciec, nauczyciel?) czyni wyrzuty podwładnemu. Aby podkreślić swoją wyższość, patrzy podwładnemu w oczy, zmuszając go do spuszczenia wzroku. Jeśli podwładny to wytrzyma, przełożony się wścieknie i rozłości jeszcze bardziej, ponieważ widzi, że nie udaje mu się zapanować nad nim.

Również w tym przypadku możecie przeprowadzić eksperyment. Kiedy wasz ojciec albo nauczyciel czyni wam wyrzuty, nie spuszczajcie wzroku, miejcie je otwarte szeroko i patrzcie mu w oczy. Uprzedzam was, że ten eksperyment jest niebezpieczny: możecie dostać po twarzy!

Kiedy wiecie, że nie macie racji, a ojciec czyni wam wymówki, staracie się bronić, spuszczając wzrok, aby ukryć wasz błąd. Jednak niełatwo będzie się wam z tego w ten sposób wymigać, ponieważ wasz ojciec krzyknie: "Patrz mi w oczy! Kiedy do ciebie mówię, masz patrzeć mi w oczy!".

Chce być pewny (z waszego spojrzenia), że uznajecie jego autorytet.

Nawet, jeżeli nie ma pojęcia o psychologii?

Drobna uwaga: spojrzenie "zwężonych źrenic" w celu dominacji czy wzbudzenia strachu przeważa u mężczyzn. Spojrzenie "rozszerzonych źrenic", aby przyciągać i uwodzić przeważa u kobiet.

Rzut oka na rzeczywistość!

Tonino Lasconi

Będąc na najbliższym proszonym obiedzie, zabawcie się w zgadywanie ulubionych potraw waszych współbiesiadników, obserwując ich oczy w miarę pojawiania się nowych specjałów. Kiedy pojawia się ulubiona potrawa, oczy same się błyszczą. Jeśli natomiast pojawia się coś, czego biesiadnicy nie lubią, oczy pozostają zgaszone, pomimo wypowiadanych z grzeczności uwag uznania dla gospodarza.

Kolejne interesujące ćwiczenie: obejrzyjcie jakąś modną kreskówkę, którą raczy was telewizja, najlepiej japońską albo amerykańską. Zwróćcie uwagę na związek pomiędzy kształtem źrenic a postaciami. "Źli" mają źrenice wąskie, ostre jak noże, a oczy małe i zaciśnięte. "Dobrzy", ci, którzy powinni budzić sympatię i miłość, mają wielkie źrenice w ogromnych jasnych oczach.

- - r e k l a m a - -

Piękno jest obowiązkiem

Tonino Lasconi

Jezus, który - nie studiując psychologii - był doskonałym psychologiem, mawiał: "Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle" (Mt 6,22).

I tak jest naprawdę: oko objawia nas innym, nawet jeżeli staramy się zamaskować. Aby nie dać się "odkryć", powinniśmy nosić ciemne okulary, tak jak chińscy kupcy czy obłudni krewni odprowadzający na cmentarz swojego bliskiego.

Powinniśmy się przyzwyczaić do tego, żeby nie mieć nic do ukrycia, bez lęku pozwalać innym na patrzenie sobie w oczy.

- - r e k l a m a - -

Nasze zaangażowanie nie kończy się na tym, ale idzie dalej: ważne, abyśmy się postarali przedstawiać innym "piękny widok", który poszerza źrenice i raduje serce. Mamy obowiązek być piękni i dobrzy.
- A dlaczego? - ktoś zapyta.

Ponieważ słuszne jest czynienie dla innych tego, co chcemy, aby i oni nam czynili.

A czego my chcemy od innych? Aby byli piękni i dobrzy, atrakcyjni, mili dla oczu. Bez tych widoków, które poszerzają nam źrenice, nasze życie byłoby ciężarem nie do zniesienia.

Dlatego podstawowym obowiązkiem każdego z nas jest być dobrym i pięknym, aby czynić życie radosnym i szczęśliwym.

Miła twarz, uprzejma osoba, piękny gest, gościnny dom? to ścieżki, którymi przychodzi do nas szczęście.

Ileż razy zdarzyło się wam, że ładna i uprzejma buzia rozświetliła cały dzień? Może się wam to przydarzyło w najmniej oczekiwanym miejscu: w urzędzie, w sklepie, w kasie metra, w szkolnym sekretariacie, na ulicy.

Cóż to za ulga znaleźć uśmiechniętą twarz! Niestety, zdarza się to rzadziej, niż tego potrzebujemy.

"Piękna" wiara

Tonino Lasconi

Czy zadaliście sobie kiedyś pytanie, dlaczego kościoły są takie piękne, bogate, pełne dzieł sztuki, światła i kwiatów?
- Aby oddawać cześć Bogu! - powiecie.

Słusznie! A także dlatego, że nie można wytworzyć właściwej atmosfery do modlitwy, jeśli nasze źrenice się nie rozszerzą. Gdyby otaczały nas rzeczy brzydkie, płaskie, zimne, nasze serce pozostałoby zimne, zamknięte, skurczone, niezdolne do rozmowy z Bogiem.

Teraz dogłębnie rozumiemy przykazanie Jezusa: "Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj" (Mt 5,23-24). Nie można się modlić z "oczami jak sztylety", zwężonymi z nienawiści, wrogości i obojętności, nie bylibyśmy w stanie przyjąć dobroci i piękna Boga.

Gdyby chrześcijańskie zgromadzenia i Msze zawsze były bogate w pieśni, muzykę i uśmiechnięte twarze? wielu młodych nie odeszłoby od wiary.

- - r e k l a m a - -

Niesprawiedliwość ubóstwa i nienawiści

Tonino Lasconi

Znaki mowy oczu pozwalają nam odkryć niesprawiedliwość, jaką cierpią mężczyźni i kobiety, kiedy są zmuszeni do życia w ubóstwie, nędzy, wśród brudu i złości, bez możliwości dbania o własne ciało i ubranie.

Są skazani na coraz głębsze pogrążanie się w agresji, wulgarności i przemocy; serce wytwarza to, co przekazuje mu "okno".

Co można powiedzieć o osobach, które nigdy nie odczuły czyjegoś zaskoczonego i pełnego uwielbienia wzroku? Co powiedzieć o kobietach, które nigdy nie usłyszały: "Jaka jesteś piękna!"?

- - r e k l a m a - -

Co powiedzieć o tych, którzy w swoim życiu zostali pozbawieni radości płynącej z przyjaźni i miłości? O osobach porzuconych jak niepotrzebne rzeczy?

Pomyślmy o dzieciach, które nie miały tatusia i mamusi, którzy "zjedliby ich oczami" i o staruszkach, którzy zawadzają swoim dzieciom pełnym pogardy dla nich.

Poznałem pewną staruszkę w domu starców. Syn i synowa zostawili ją tam, i choć minęło już osiem miesięcy, ani razu jej nie odwiedzili. Biedaczka podskakiwała za każdym razem na dźwięk dzwonka u drzwi w nadziei, że to jej syn. Czekała, aby na niego popatrzeć i aby on zrobił to samo. Aby usłyszeć od niego: "Mamo, świetnie wyglądasz. Wiesz, że ciągle jesteś piękna!".

Ale syn nigdy się nie pojawił. Starowinka umarła tak, jak umiera wielu pensjonariuszy domu starców, nie cierpiąc na żadną chorobę, straciła chęć do życia.

Troska o własne ciało i własne uczucia, aby być "miłym" dla innych, to nasz obowiązek względem bliźniego, ludzkości i życia. Piękno i dobro otwierają oczy i rozweselają serce.

Mówi Pismo święte: "Serce radosne twarz rozwesela" (Prz 15,13).

Wiemy, że radosna twarz rozwesela serca, które ją napotykają. Radość i piękno są darem i musimy życzyć sobie, abyśmy je w naszym życiu spotykali. Jednak ze swej strony powinniśmy uczynić wszystko, aby stać się darem dobra, piękna i radości dla innych.

"Sztuczka", która dodaje oczom piękna

Tonino Lasconi

Czy piękny makijaż wystarczy, aby dać trochę radości innym? Czy wystarczy przed wyjściem z domu pomalować rzęsy maskarą i podkreślić linię brwi?

"Kosmetyczna sztuczka", jeśli jest dobrze wykonana, może pomóc, ale nie wystarczy. Pomalowane oczy mogą sprawiać wrażenie pięknych, kiedy się na nie patrzy z daleka, oglądane z bliska powinny promieniować blaskiem i pięknem wydobywającym się z wnętrza. Spojrzenie "dobre i piękne", które rozświetla i daje radość temu, kto patrzy, rodzi się wyłącznie z "serca", ponieważ prawdziwe piękno pochodzi z "wewnątrz".

Czy chcemy być darem dla innych? Czy chcemy wnieść trochę światła w nasze życie? Czy chcemy uczynić piękniejszym nasze życie i innych? Czy naprawdę zależy nam na jakości życia? Dajmy naszemu "wnętrzu" to, co może rozświetlić nasz wzrok - uczucia.

Uprzejmość, grzeczność, zdolność słuchania innych, solidarność, uwaga? to "sztuczki" upiększające nasze spojrzenie i nakazujące mówić wychodzącemu z domu: "Mam nadzieję spotkać dziś ludzi, którzy otworzą moje źrenice i serce".

- - r e k l a m a - -

3. Stworzeni, aby żyć razem

Tonino Lasconi

Fragment

Teraz, gdy wiemy, co to są gesty i jaki jest ich język, możemy wyruszyć w naszą podróż na poszukiwanie tych gestów, które służą do komunikacji międzyludzkiej, wykraczając poza sferę słowa pisanego czy mówionego.

Zaczniemy od gestów przekazujących podstawowe informacje, jesteśmy stworzeni do życia razem, nie jesteśmy samotnymi wyspami na wielkim oceanie, ale jedną rodziną; samotność to nasze największe cierpienie.

Słynny wiersz Salvatore Quasimodo mówi:

"Każdy samotny na sercu ziemi,
promieniem słońca przebity:
szybko nadchodzi wieczór".

To prawda: szybko nadchodzi wieczór dla tego, który się poddał albo jest zmuszony być "samotnym na sercu ziemi", ponieważ samotność to noc, płacz, rozpacz, śmierć.

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Znaki ręki

Tonino Lasconi

Ręka jest niezwykle interesującą częścią ciała. Od czasów starożytnych wiele osób wierzyło, że można z niej odczytać całe życie człowieka: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, charakter, zalety. Chiromantów otaczała zawsze aura tajemniczości. Tzw. medycyna alternatywna, tzn. inna od tej, którą stosują nasi zachodni lekarze, utrzymuje, że na dłoni można wyróżnić poszczególne części naszego ciała. W tych teoriach, odłożywszy na bok przesadę, tkwi odrobina prawdy. Zwróćcie uwagę na przykład na uścisk dłoni, daje do zrozumienia wiele rzeczy na temat charakteru osoby, którą mamy przed sobą. Osoba otwarta i szczera ściska dłoń mocno aż do bólu. Osoba zamknięta i podejrzliwa ściska tylko końce palców. Osoba nieśmiała i introwertyczna podaje "miękko dłoń" i nie odwzajemnia uścisku. Osoba dynamiczna ściska rękę krótko i szybko. Osoba rozmarzona albo trochę zakochana nie wycofuje dłoni natychmiast, ale wyjmuje ją z twojej powoli, pieszcząc ją dotykiem? Obserwujcie dalej sami.
Ręka jest niezwykle ważna, ponieważ wysyła również znaki "nabyte": pożegnanie, autostop, stop, wysyłanie do diabła?
My zajmiemy się ręką wysyłającą wiadomości instynktowne.

- - r e k l a m a - -

1. Poufałość

Tonino Lasconi

Ręka na ramieniu jest konkretną informacją o więzi łączącej dwie osoby: "Ja, większy i ważniejszy, jestem spoufalony z osobą, mniejszą lub mniej ważną ode mnie, której kładę dłoń na ramieniu".

Osoba "większa" kładzie dłoń na ramieniu mniejszej. Nie na odwrót.

Jeżeli przyjaźnie nastawiona nauczycielka w szkolnym korytarzu położy wam dłoń na ramieniu, uznacie to za gest normalny i prawdopodobnie będziecie nawet z tego dumni. Spróbujcie zrobić to samo, tzn. połóżcie dłoń na ramieniu nauczycielki. Nie ujdzie wam to na sucho; nauczycielka w najlepszym wypadku krzyknęłaby urażona: "Cóż to za poufałość?".

- - r e k l a m a - -

Wyobraźmy sobie chłopaka z pierwszej klasy gimnazjum, który kładzie dłoń na ramieniu swojego kolegi z trzeciej klasy, taki gest byłby obrazą. Poważną obrazą, która - gdyby zdarzyła się w obecności dziewcząt - stałaby się powodem do bójki, taki gest przyjęto by jako bezprawne podkreślenie wyższości i lekceważenia. W najlepszym razie "mały" usłyszałby: "Chłopaczku, za kogo ty się uważasz?".

Tata, kiedy wychodzi na spacer z synem, lubi trzymać mu dumnie rękę na ramieniu, aby zasygnalizować wszystkim: "Patrzcie, ten piękny młodzieniec jest moim synem!".

Ale dorastający chłopak przestaje aprobować zachowania ojca, ten gest go denerwuje, zwłaszcza wtedy, gdy widzą go rówieśnicy, którzy mogliby się potem z niego nabijać: "Syneczek!".

Co za wściekłość, jeżeli rękę ojca na ramieniu chłopaka zobaczy szkolna narzeczona?

Patrzcie uważnie! Obserwujcie liczne zgromadzenia (rodzinne spotkania, takie jak wesela, bierzmowania i tym podobne?). Wytężajcie wzrok: zawsze znajdzie się ktoś, kto ma manię kładzenia dłoni na ramieniu jak największej liczbie osób. Ludzie chętnie to akceptują, jeśli osobnik jest kimś ważnym (burmistrzem, gościem, proboszczem, politykiem?), reagują zniecierpliwieniem, jeśli to ktoś "bez znaczenia".

Drążcie dalej. Jeżeli wśród tych ludzi jest "gruba ryba", która podchodzi do waszego ojca i kładzie mu dłoń na ramieniu, zobaczycie, jak wasz tatuś nadyma się jak paw i mówi oczami: "Patrzcie, jaki jestem ważny!".

2. Zażyłość

Tonino Lasconi

Ręka sygnalizuje także stopień zażyłości. Jak spostrzec, że między nią a nim przeskoczyła ta iskra? Pierwszą informację, jak już wspominaliśmy, odczytujemy z oczu. Chłopak patrzy na dziewczynę, starając się zaczepić jej wzrok. Jeśli ona się wycofuje, on się poddaje i próbuje z inną. Jeżeli ta druga odwzajemnia spojrzenie, najpierw ukradkiem, a potem rzucając coraz bardziej przeciągłe spojrzenia, chłopak może mieć nadzieję, że jej się podoba. Jeżeli ta gra nadal trwa, oznacza, że zaraz pojawi się iskra.

Kiedy uczucie już się umocni, para przechodzi do sygnalizowania swojego związku, biorąc się za rękę: to informacja widoczna dla wszystkich, wyraźny znak więzi, choć jeszcze niezbyt silnej.

- - r e k l a m a - -

Zabawmy się trochę, obserwując przemiłe zjawisko powstawania par wśród nastolatków, gdzie nieunikniona jest zazdrość, walki o zdobycie najpiękniejszego "egzemplarza", bardziej lub mniej udane próby miłosnych kradzieży.

Proszę - między nią a nim buchnął ogień. Po wielu dniach ukradkowych spojrzeń, coraz częściej odwzajemnianych, on wyciągnął rękę po jej dłoń. I ona mu ją dała.

Ale on to piękny chłopak! Do diabła, a tamta, która w tajemnicy go podrywała i miała nadzieję, że go złapie, na widok tych dwóch zaciśniętych dłoni jest bliska omdlenia. Jest zbyt wcześnie, żeby tracić nadzieję, pomiędzy dwojgiem trzymających się za ręce nastolatków może się jeszcze wszystko wydarzyć. Aby dowiedzieć się, jak to się skończy, wystarczy deptać po piętach tej trójki i pilnie notować obserwacje.

Poniedziałek, 17.00. Tamta śledzi jego i ją, spotkali się i jeszcze nie wzięli za ręce. Z daleka widać, że tamta jest pełna nadziei: pewnie się pokłócili.

Poniedziałek, 17.15. Tamta jest wściekła - on położył rękę na jej ramieniu. To znak, że zażyłość pomiędzy nimi postępuje.

Piątek, 18.00. W alei lipowej. To czarny piątek dla tamtej, która jest zła jak osa; kiedy ci dwoje spacerowali razem, on otoczył ramieniem jej talię. Ojoj, moja droga, musisz się poddać, ponieważ jest to jednoznaczny sygnał więzi - im bardziej ręka zbliża się do strefy organów płciowych, tym silniejsza jest informacja o zażyłości.

Po dwóch tygodniach: czwartek, 10.30. Tamta znowu zaczyna żywić nadzieję, widziała ich spacerujących przed szkołą w odległości pół metra. Popytała i dowiedziała się, że się pokłócili.

Tamta jest pełna nadziei, śledzi go i uważnie obserwuje sytuację, szukając odpowiedniej chwili, aby wejść do gry: "Skoro tylko będzie sam, pokonam nieśmiałość i lęk, spojrzę mu słodko w oczy i spróbuję zmusić, żeby wziął mnie za rękę. O Boże, gdyby mi się udało! Co takiego ona ma, czego mi brakuje?".

Piątek, 17 listopada, 17.00. Tamta wraca do domu z oczami pełnymi łez, jest zrozpaczona. Co się stało? Nieszczęsna nakryła tych dwoje, jak w jakimś kącie szkolnego korytarza siedzieli koło siebie jak dwa gołąbki - ona z miną naburmuszonej dziewczynki - i zrozumiała, że musi ostatecznie się poddać i o wszystkim zapomnieć.

Nie wiecie, jak wyglądają dwa gołąbki? Jak wygląda mina naburmuszonej dziewczynki? Roztargnieni! Widzieliście to tysiąc razy: ona z twarzą delikatnie zwróconą w bok robi grymas, który ma przypominać małą dziewczynkę, jakby chciała powiedzieć: "Jestem maleńka, przebacz mi, nie możesz się na mnie gniewać!" (D. Morris, Człowiek i jego gesty). Ta poza ma "rozbroić" wściekłego mężczyznę. Kobiety bardzo często uciekają się do tego gestu. Czy nigdy nie obserwowaliście matki, kiedy ojciec wracał wściekły do domu, ponieważ ona właśnie rozbiła samochód, wjeżdżając do garażu? Ona spogląda na niego z rozbrajającym uśmiechem, być może marszczy brwi jak nadąsane dziecko, które mówi: "Nie możesz się na mnie wściekać, jestem maleńka!". I wasz ojciec powoli się uspokaja: "Spokojnie! I tak wiedziałem, że wcześniej czy później? Do diabła, kto wpadł na pomysł, żeby dawać prawo jazdy kobietom!".

Przyjrzyjcie się uważnie spikerkom w telewizji: na zakończenie robią grymas - w tym przypadku nie w celu odnowienia związku - one pragną wzbudzić w telewidzach uczucie.

Uwaga! Ostrożnie z waszą matką i kobiecą częścią widowni: nie zawsze doceniają te miny "konkurentek", czasami wyrwie im się wściekłe: "Patrz, jaka grymaśnica!".

Powróćmy do naszej tamtej. Gdyby była strasznie uparta i chciała podjąć wyzwanie, to musiałaby ostatecznie poddać się na widok dwóch innych sygnałów więzi, wysyłanych przez naszą parę:
1. wzajemne karmienie
2. uścisk dusiciela

1. Wzajemne karmienie. Para kupuje sobie ogromne lody, a potem się nimi karmi. Gest małego dziecka, które daje się karmić, sygnalizuje wszystkim, że więź pomiędzy nimi jest niezwykle silna.
Po kłótni obydwoje takim gestem chcą powiedzieć sobie i innym, że ich uczucie jest silniejsze niż było przedtem.

2. Uścisk dusiciela. Jeszcze bardziej widoczny i silny znak więzi wyraża się gestem (charakterystycznym dla chłopaka), polegającym na objęciu ramieniem szyi dziewczyny, kiedy ta stoi odwrócona tyłem - jakbyśmy chcieli skręcić jej kark.
Kiedy na ławce, w pociągu, na łące, mężczyzna i kobieta wykonają taki gest, ich przesłanie jest wyraźne: "Kochamy się". Rzeczywiście, jedynie matce albo osobie kochanej pozwalamy spokojnie na taki gest, naszą szyję zawierzamy jedynie komuś, do kogo mamy stuprocentowe zaufanie (por. D. Morris, Człowiek i jego gesty).
Wszyscy, nawet ci, którzy nie umieją czytać albo nie mówią tym samym językiem, rozumieją znaczenie tego gestu i zostawiają tych dwoje w spokoju.
Jeżeli taki gest zostaje wykonany w miejscu publicznym, które nie pozwala innym się oddalić, sytuacja staje się krępująca. "Obcy" czują, że przeszkadzają zażyłości i jeśli nie mogą się oddalić, starają się na nich nie patrzeć.
W takim przypadku, jak wkrótce zobaczymy, jeżeli on i ona są inteligentni, zrozumieją, że popełnili niedyskrecję i odłożą swoją wylewność na później, kiedy znajdą się gdzie indziej.

Pieszczota i policzek

Tonino Lasconi

Ręka jest niezwykle "muzykalnym" narzędziem pieszczoty, to jeden z najpiękniejszych gestów więzi, lecz również broń najcięższej obrazy - policzka.

Ręka stanowi most, przez który wchodzimy we wnętrze drugiej osoby, lecz jest również bronią brutalnej i haniebnej ingerencji. Kobiety wiedzą, jak poniżająca jest dłoń nieznajomego, który "obmacując" je w środkach komunikacji lub w ciemnych miejscach, obraża tak szlachetne uczucie jak intymność. Ale do tego powrócimy później.

- - r e k l a m a - -

Znaki pozycji ciała

Tonino Lasconi

Związek pomiędzy osobami możemy odczytać również ze sposobu, w jaki siedzą koło siebie, z pozycji ich ciał. Przyjaciele z tej samej klasy społecznej starają się ułożyć ciała w ten sam sposób (por. D. Morris, Człowiek i jego gesty). Przejdźmy się po parku, gdzie ludzie zwykle zachowują się swobodnie, uważna obserwacja dostarczy nam wielu informacji na temat osób, których nie znamy, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy.

Rozpocznijmy naszą wędrówkę od tych dwojga na ławce. Siedzą blisko siebie, stykają się ramionami, ich ciała są ułożone w tej samej pozycji, to bez wątpienia przyjaciele.

Gdyby się nie znali i byli zmuszeni usiąść na jednej ławce, usiedliby daleko, odwracając się do siebie plecami.

Niżej na ławce ukrytej pod wierzbą płaczącą siedzi po turecku dziewczyna i chłopak, są wsparci o siebie czołami, nogi skrzyżowane na poziomie siedzenia, kolana na zewnątrz ciała. Nie ma wątpliwości, że bardzo dobrze się znają, a nawet coś więcej.

- - r e k l a m a - -

Nie jesteście przekonani? Spróbujcie! Kiedy ten młodzieniec sobie pójdzie, niech jakiś chłopak z waszej grupy zajmie jego miejsce. Patrzcie uważnie! Dziewczyna natychmiast zmieni pozycję: złączy kolana otaczając je ramionami albo postawi stopy na ziemi siadając normalnie, albo wstanie i sobie pójdzie. Albo, jeżeli dziewczyna jest w gorącej wodzie kąpana i ma pod ręką parasolkę, zdzieli nią intruza po głowie.

Gdyby to dziewczyna sobie poszła i inna zajęła jej miejsce, siadając tak samo, chłopak wybałuszyłby oczy i pomyślał: "Idzie na to!". Nawet gdyby była z innego kraju i mówiła niezrozumiałym językiem, jej gest byłby oczywisty i oznaczałby propozycję.

Dziewczyna, nawet kiedy jest w spodniach, nie siada w rozkroku przed nieznajomym.

Chłopak, który siada w rozkroku przed nieznajomą dziewczyną, sygnalizuje jej przemoc i zagrożenie.

Spacerując dalej spotykamy dorosłą parę. Siedzą blisko siebie, prawie stykając się ciałami, ale nie rozmawiają. Ona robi na drutach, on czyta gazetę i rozgląda się wokoło. Chociaż milczenie trwa bardzo długo, możemy być pewni, że to mąż i żona związani długą i pewną miłością. W przeciwnym razie nie siedzieliby na tej samej ławce. Gdyby byli do tego zmuszeni z powodu braku miejsca na innych ławkach, usiedliby jak najdalej od siebie.

A milczenie? Milczenie jest znakiem bardzo silnej więzi osób, które połączyła miłość pewna i trwała.

Zdarzyło się wam nie raz obserwować waszych rodziców, jak siedzą obok siebie w milczeniu. Wy, którzy przeżywacie w tej chwili pierwsze porywy serca, być może pomyśleliście: "Tata i mama już się nie kochają, nie mają sobie już nic do powiedzenia". Nic bardziej błędnego, głęboka miłość nie potrzebuje słów.

Nie wierzycie? Popatrzcie tam, gdzie siedzi para młodych zakochanych. Siedzą tak blisko, jak tylko można, nie przestają się śmiać, żartować, szeptać, poprawiać sobie nawzajem ubrania czy włosów (to sposób, aby się dotknąć), okazywać sobie czułość, udawać, że się biją: wszystkie znaki charakterystyczne dla młodzieńczej miłości, która nieustannie potrzebuje potwierdzenia i motywacji.

I przeciwnie, kiedy dwoje zakochanych "o długim stażu" okazuje sobie zbyt wiele czułości, coś się za tym kryje, jedno z nich chce, aby mu przebaczono coś, co zrobiło albo właśnie robi.

Uwaga! Przyjrzyjcie się waszemu ojcu, jaki jest miły dla matki, kiedy wraca późno do domu bez uprzedzenia; kiedy zapomniał podarować jej kwiatów na rocznicę ślubu; kiedy musi prosić ją o pozwolenie na spędzenie niedzieli na polowaniu z przyjaciółmi zamiast iść z nią w odwiedziny do jej mamusi.

Informacje posiadania

Tonino Lasconi

"Pępowina" z innymi czasami wychodzi poza związek i staje się posiadaniem. Również w tym przypadku mówią o tym gesty.

Możemy zaobserwować niektóre z nich w naszym parku, gdzie właśnie się znajdujemy.

Starając się nie przeszkadzać, przybliżmy się do tej parki siedzącej przy stoliku małej kawiarenki.

On ze smakiem liże ogromnego loda. Ona zrezygnowała z niego, żeby nie utyć. Uważajcie na to, co stanie się teraz, kiedy nadchodzą koleżanki dziewczyny, śmiejąc się i żartując.
- Nic się nie dzieje!
Odrobina cierpliwości! Spójrzcie na tę blondyneczkę, która zaczyna z nim żartować, przysiada się do niego, burzy mu włosy, trąca łokciami, śmieje mu się prosto w nos. Patrzcie uważnie! Co się dzieje?
- Nic.
Jak to nic? Czy nie widzicie, że nasza dziewczyna zaczyna lizać loda swojego chłopaka?
- Tak. I co z tego?

- - r e k l a m a - -

To klasyczny znak posiadania. Ona wysyła w ten sposób wiadomość swoim koleżankom, a zwłaszcza tej blondyneczce:
- Uważaj i nie przesadzaj, to mój chłopak!
W tym miejscu scena staje się zabawna. Chłopak, który liże loda, rzucając znaczące spojrzenia konkurentce, denerwuje się:
- Jeżeli chcesz loda, dlaczego sobie nie kupisz? Patrzcie! Najpierw boi się utyć, a teraz zjada mojego loda!

To proste, Watsonie! Kobieta przy innej kobiecie, która zagraża jej mężczyźnie, staje się zaborcza. Mężczyzna odwrotnie - wobec zalecającej się do niego kobiety chce być wolny i nie lubi, gdy przeszkadzają mu znaki posiadania wysyłane przez jego partnerkę.

Taką samą sytuację możecie zaobserwować w domu. Skończyliście jeść obiad. Ojciec popija kawę, której nie chciała matka, bo: "I bez kawy mam nerwy w strzępach?".

Tymczasem przychodzi koleżanka waszej matki. Wchodzi, siada blisko waszego ojca.

Jeśli usiądzie za blisko i będzie zbyt dowcipna, wasza matka zapyta waszego ojca, czy może napić się od niego trochę kawy. To wyraźny znak dla koleżanki: "Nie przesadzaj, ten mężczyzna jest mój!".

Wasz ojciec odburknie: "Nie możesz pozbyć się wady wypijania mojej kawy! Najpierw nie chcesz, a potem zawracasz mi głowę!".

Tymczasem przyjaciółka - pod warunkiem, że nie jest jakąś prostaczką - zrozumie sygnał i odsunie się od waszego ojca.

Wspólne jedzenie jest wyraźnym znakiem zażyłości i wzajemnego posiadania.

Znaki zinstytucjonalizowane

Tonino Lasconi

Ponieważ osoby ze sobą związane czy też takie, które "się posiadają", nie mogą chodzić ciągle z lodem, który będą wspólnie lizać czy też z filiżanką kawy, którą razem wypiją, społeczeństwo od niepamiętnych czasów zinstytucjonalizowało ten znak. Uczyniło go stałym, akceptowanym i znanym wszystkim dzięki pewnym przedmiotom.

Najprostszy przykład? Pierścionek zaręczynowy i obrączka ślubna, dwa przedmioty mówiące: "nie jestem już wolny".

Zwróćcie uwagę na otaczającą was rzeczywistość. Jeśli wasz ojciec wraca do domu bez obrączki na palcu, wasza matka wcale dobrze tego nie przyjmuje. On robi wszystko, aby ją uspokoić: "Miałem pracę i musiałem włożyć ją do kieszeni, bo mi przeszkadzała".

Wasza matka stara się uwierzyć, ale w środku jest "podminowana": wielokrotnie widziała w pociągu mężczyzn, którzy ukradkiem zdejmowali obrączkę, gdy tylko weszli do przedziału zajętego przez kobiety. To jasny znak: "Kobitki, jestem wolny!".

- - r e k l a m a - -

Hm, hm?, jak wy byście się poczuli, gdybyście spotkali swoją przyjaciółkę bez pierścionka, który jej podarowaliście?

Zinstytucjonalizowanych znaków więzi i posiadania jest wiele: dystynkcje na klapie marynarki, naklejki na motorynkach, napisy na koszulkach, szaliki w barwach drużyny, mundury, kolory ubrań, znaki przynależności do klubu, kółek, grup, band? Przynależność do kogoś sprawia, że czujemy się pewniej i bezpieczniej.

Dyskrecja

Tonino Lasconi

Wszyscy w mózgu posiadamy coś w rodzaju sekretnego archiwum osób dyskretnych, delikatnych, uważnych oraz tych, które są niedelikatne, grubiańskie, nachalne i wścibskie.

Pierwsze osoby pragniemy spotkać zaraz po przebudzeniu.

Drugich nigdy nie chcielibyśmy spotkać na naszej drodze.

To rozróżnienie pomiędzy dyskretnymi i grubiańskimi osobami czynimy instynktownie, czasami nie umiejąc tego racjonalnie wytłumaczyć, tak czujemy i koniec. I na ogół się nie mylimy. W tym miejscu naszej podróży już musimy umieć to wytłumaczyć: dyskrecja jest umiejętnością zrozumienia i poszanowania przesłań więzi i posiadania, które wysyłamy do innych.

Jak bardzo się złościmy, kiedy wreszcie uda się nam znaleźć sam na sam z drogą nam osobą, aż tu przychodzi wścibski typ, rozsiada się z nami i nie ma sposobu, aby dać mu do zrozumienia, że nie jest mile widziany!

- - r e k l a m a - -

Ileż razy czujemy się osaczeni przez niedyskretne spojrzenia, tzn. przez oczy, które nie przestają się nam przyglądać, nawet jeżeli nikogo do takiej obserwacji nie upoważniliśmy!

Innym razem przeszkadzają nam dorośli, którzy zaraz po poznaniu, kładą nam rękę na ramieniu, jakby byli naszą najbliższą rodziną. Także nauczyciele i księża przesadzają z tym natrętnym i przykrym zachowaniem!

Również rodzice muszą uważać na dyskrecję. Czternastoletniego syna nie można "dotykać, oglądać i słuchać" tak, jakby miał 7 lat. Są takie matki, które spostrzegłszy swoją córkę rozmawiającą z chłopcem, rzucają się w sam środek między nich niczym jastrząb.

Czy nigdy nie zadaliście sobie pytania, dlaczego tak bardzo przeszkadza wam fakt, że matki grzebią w korespondencji i pamiętnikach swoich dzieci? Pamiętnik jest jak przyjaciel: każde niedyskretne wtrącanie się jest przemocą, ponieważ nie szanuje więzi między nami a tym przedmiotem.

Tym bardziej, jeśli sprawa dotyczy korespondencji. List naszego przyjaciela to przyjaciel we własnej osobie, nie lubimy, kiedy ktoś wciska nos w związek pomiędzy nami.

Osoba dyskretna to taka, która odczytuje i szanuje nasze przesłania. Osoba niedyskretna to taka, która umie odczytywać i pojmować tylko własne zachcianki.

Intymność bierna i czynna

Tonino Lasconi

Intymność jest jak prawo wyborcze: może być bierne i czynne, można z niego korzystać biernie (kiedy nas wybierają) i czynnie (kiedy my wybieramy). Dyskrecja jest wielkim uczuciem, które sprawia, że czujemy się szanowani i doceniani. I jak wszystkie uczucia musi być obustronna.

Przykład. Jest 8.10. Z trudem i rezygnacją wchodzimy do szkoły. Przed wejściem obcałowuje się jakaś parka, jakby nikogo wokoło nie było. Ale my jesteśmy, uf...! I musimy właśnie przejść obok nich. Co robimy? Patrzymy? To byłoby niedyskretne. Przechodzimy ze spuszczoną głową albo odwracamy się w przeciwną stronę? Nie chcemy, żeby nas wzięli za purytanów czy świętoszków, których wzruszają dwa pocałunki? To krępująca sytuacja, prawdziwa bieda!

Zagadka: kto jest niedyskretny w takim przypadku? Niedyskretni (czy przesadą byłoby nazwać ich grubianami czy też źle wychowanymi?) są ci, którzy monopolizują miejsce publiczne dla swojej intymności.

Ileż razy ten brak dyskrecji potwierdza się w miejscach (pociągach, dworcowych poczekalniach, restauracjach?), momentach i sytuacjach (zebrania grupowe, letnie obozy?) przeznaczonych dla wszystkich?
- Co w tym złego? - oburzy się poruszona parka, jeśli ktoś odważy się zwrócić im uwagę.

- - r e k l a m a - -

Zło tkwi w stawianiu w niezręcznej sytuacji dyskrecji pozostałych, w zajmowaniu wspólnej przestrzeni.

Nie jest dobrze zmuszać innych podróżnych do spoglądania przez cały czas w okno czy też wpatrywania się nieruchomo w gazetę. Zło tkwi w przemocy. Dobrze zrozumieliście: w przemocy. Tej samej, jaką wykazują dwaj kierowcy, którzy zatrzymują swoje samochody pośrodku jezdni i ucinają sobie pogawędkę, nie bacząc na to, iż spowodowali ogromny korek. Tej samej, jaką wywołuje dwójka ludzi rozmawiających głośno podczas koncertu. Tej samej, której dopuszcza się ktoś, kto wyciera sobie nos, podczas gdy inni jedzą.
- Ależ, co ty mówisz? To zupełnie co innego! - powie ktoś.
To dokładnie to samo. Wydaje się nam, że to coś innego, ponieważ łatwiej jest dostrzec obelgę fizyczną niż duchową.

Brak dyskrecji, przemoc to bieda, to wielka szkoda dla społecznego życia. Ci, którzy zablokowali drogę, usuną się z niej jedynie wtedy, kiedy pojawi się ktoś bardziej agresywny od nich.

Parka spod szkoły "odklei się" od siebie tylko wtedy, kiedy niewybrednie i wulgarnie zaatakuje ją jeszcze większy prostak.

Przemoc zawsze rodzi przemoc. W ten sposób powstaje przewrotny mechanizm, który rodzi społeczeństwo wyznające prawo pięści i rację silniejszego. Społeczeństwo, które później leje krokodyle łzy zakłamania: "Już tak nie można! Żyjemy w dżungli!".

Liczy się subtelność

Tonino Lasconi

Opanowała nas mania bycia chudym i "subtelnym" z fizycznego punktu widzenia, wystarczą dwa kilogramy nadwagi, aby całe rzesze kobiet i mężczyzn wpadły w kryzys; bardzo ładne dziewczęta ryzykują życiem, aby tylko dać sobie odessać nieznaczące pokłady tłuszczyku. Natomiast niewiele przejmujemy się subtelnością uczuć. I to poważny błąd, ponieważ o wiele bardziej przeszkadzają pokłady grubiaństwa niż wałki tłuszczu. Grubaski są na ogół kochane i sympatyczne. A tymczasem banda nieokrzesanych, agresywnych i (powiedzmy to sobie) niewychowanych arogantów staje się coraz bardziej nie do zniesienia.

Ale kim jest osoba "subtelna" i wychowana? Na pewno nie jest to ktoś, kto je śliwkę widelcem i nożem, ale ktoś, kto potrafi odczytać i uszanować cudze znaki, bez konieczności wywieszania transparentów.

- - r e k l a m a - -

Ten, kto je spaghetti palcami, może nas nawet rozbawić. Ten, kto nie wie, że musi zostawić nas sam na sam z przyjacielem, sprawia nam przykrość.

Obecne społeczeństwo często zmusza nas do życia łokieć w łokieć z innymi. Pomyślmy o autobusach, metrze, pociągach, blokach? Ta nieustanna presja naraża nas na to, że staniemy się nieczuli na przesłania otaczających nas osób, tak jak hałas ulicy sprawia, że stajemy się głusi.

Możemy nagle przemienić się w myszy, które kiedy znajdą się razem w zbyt ciasnej klatce, wykazują kłótliwość, agresję i porywczość.
- Czy nie zdaje ci się, że przesadzasz?

Czytajcie dalej, a zobaczycie, że w tym, co mówię, nie ma przesady. Wystarczy uważnie obserwować księgę rzeczywistości, każdy wie, że agresja łatwiej wybucha na zatłoczonych peryferiach wielkich miast niż w zatopionych w zieleni willowych dzielnicach. Ale o tym powiemy więcej za chwilę.

Powiedzcie: czy pomyśleliście kiedyś, że niedyskretny pocałunek może pchnąć społeczeństwo na skraj dżungli?

Ilu rzeczy możemy się nauczyć, czerpiąc ze szkoły natury, uświadamiając sobie to, jak jesteśmy stworzeni!

I to jeszcze nic, bo to, co piękne, dopiero nadejdzie.

4. Stworzeni do życia w wolności

Tonino Lasconi

Fragment
Głęboki lęk przed samotnością oraz pragnienie więzi z innymi zderza się - pozornie - z inną przemożną potrzebą: wolnością, posiadaniem na wyłączność jakiejś przestrzeni, panowaniem nad terytorium, którego bez naszej zgody inni nie mogą przekroczyć.

Słodka świadomość, że możemy się w pełni zawierzyć ukochanej osobie tak, aby weszła ona w nasze posiadanie bądź też odbieranie osoby kochanej jako naszej własności, walczy - pozornie - z lękiem przed utratą naszej indywidualności, odmienności i oryginalności.
- Dlaczego dwukrotnie wtrąciłeś "pozornie"?

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Znaki terytorialne

Tonino Lasconi

Z pewnością siedząc wygodnie przed telewizorem widzieliśmy kiedyś stado mew na skale, o którą rozbijały się potężne fale oceanu. Co takiego podziwialiśmy?

Zaraz po wylądowaniu na skale samce wybierają sobie przestrzeń i charakterystycznym tańcem oraz śpiewem ogłaszają innym, że to ich terytorium. Samiec, którego przepędził z jego terytorium silniejszy od niego samiec, z trudem znajdzie sobie samicę.

Wszystkie zwierzęta wybierają i zdobywają swoje terytorium, a następnie obwieszczają to śpiewem, tańcem, rytualnymi gestami, moczem, odchodami czy zapachem. I bronią swojego terytorium przed intruzami.

Pomyślmy o psie. Kiedy tylko na jego terytorium wedrze się samochód, biegnie, aby powąchać opony i oznakować je moczem.

My, choć posługujemy się (na szczęście!) innymi znakami, zachowujemy się po części jak zwierzęta.

- - r e k l a m a - -

Przypatrzmy się młodzieży wchodzącej do sal spotkań: zajmują dla siebie i przyjaciół krzesła, kładąc na nie zeszyty, sweter, czapkę, szalik. Im bardziej osobisty jest przedmiot (marynarka albo czapka?), tym większą ma moc trzymania z dala ewentualnych "agresorów". Istnieją na ten temat niezwykle interesujące badania (D. Morris, Człowiek i jego gesty).

Nie traćmy jednak zbyt wiele czasu na gadanie! Powróćmy do naszej podróży po rzeczywistości. Tym razem udamy się na plażę w jeden z tych gorących dni lata, kiedy tłum nad wodą każe nam podejrzewać, że nastąpił wybuch jakiegoś zbiorowego szaleństwa.

Oto on! Z helikoptera wydaje się poruszającym stosem rzuconych bezwładnie na piachu ciał.

Jeśli zejdziemy niżej i wmieszamy się w tłum, pomiędzy parasole i leżaki, zauważymy, że wszyscy starannie wyznaczyli sobie swoje małe terytorium: miejsce, którego są panami i od którego inni muszą się trzymać z daleka.

Podążmy, oczywiście nie dając się zauważyć, tropem pary, która właśnie przybyła na plażę i rusza w poszukiwaniu jakiegoś miejsca.

Dwójka nastolatków po długich poszukiwaniach znajduje wreszcie wolny metr kwadratowy. Stawiają torby, rozkładają ręcznik, zdejmują ubrania i buty, piją to, co zabrali z domu, rozciągają się na piasku.

Po oznakowaniu terytorium swoją obecnością i swoimi rzeczami, nasza para spokojnie idzie się wykapać.

Jednak kilka minut później na tym miejscu pojawia się jakiś typ, który odsuwa ręcznik, ciuchy i torbę naszych znajomych, i rozkłada się na piasku.

Co będzie się działo, kiedy wróci nasza para? Będzie zabawnie.

Gdyby agresor był mały, chłopak grubym głosem zmusiłby go do ustąpienia. Niestety, nasz typek jest wielkim chłopem, silnym i agresywnym. A więc? Nasz młody amant po nieśmiałych próbach obrony swoich praw, opuszcza pole "z podwiniętym ogonem". Kiedy się oddala, pali go poniżenie, jakiego doznał w obecności dziewczyny - nie potrafił obronić własnego terytorium, a to dla mężczyzny wielka zniewaga. Dlatego nie przesuwa swoich rzeczy i swojej przyjaciółki niedaleko, tam, gdzie w międzyczasie zwolniło się miejsce, ale odchodzi daleko, gdzie może być pewien, że nikt nie był świadkiem jego klęski.

Jest w złym humorze. Jego dziewczyna stara się go pocieszyć: "Nieważne. Nic nie szkodzi. Tutaj jest lepiej". W rzeczywistości ona również odczuwa gorycz z powodu porażki swojego mężczyzny. Jednak powoli pod palącym słońcem i latającymi piłkami tych, którzy pomimo ścisku nie rezygnują z gry, ból poniżenia mija.

Po południu nasza para wraca pociągiem do domu. A my udajemy się za nią.

Chłopak wsiada, zajmuje dwa miejsca, rzucając na nie sweter i torbę, potem wychodzi po dziewczynę, która została na peronie i tam razem czekają na gwizdek obwieszczający odjazd pociągu.

Kiedy wracają do przedziału, znajdują na swoich miejscach jakiegoś faceta i jego towarzyszkę, którzy rzucili w kąt sweter i torbę chłopaka.

I tym razem nie będąc w stanie "odzyskać terytorium", chłopak zabiera swoją dziewczynę do innego przedziału. Jednak jego poniżenie i jej rozczarowanie pali coraz mocniej.

Po powrocie do domu, postanawiają pójść do kina na jakiś ładny film, aby pocieszyć się po feralnym dniu. My oczywiście idziemy za nimi.

Ona siada. On "zajmuje" miejsce swoją kurtką i idzie kupić frytki. Kiedy wraca (czy nie przeczytał w horoskopie, że to jego feralny dzień?), znajduje na swoim miejscu innego.
- Mówiłam mu, że jest zajęte, ale on i tak usiadł - chlipie dziewczyna.
Chłopak jest wściekły. Rozerwałby intruza na kawałki, ale cholera, jest wielki jak szafa.
Co robić? Nasz chłopiec doskonale wie, że i teraz nie będzie miał odwagi i siły, aby "odzyskać swoje terytorium", a dziewczyna w ciągu kilku dni go porzuci, aby poszukać sobie mężczyzny zdolnego do "obrony własnego terytorium".

Już słyszę ten dziewczęcy chór: "Nieee!". Wiem, nie lubimy być porównywane do saren, które po zakończonej walce samców pokornie podążają za zwycięzcą. Chociaż wiemy, że w przypadku rasy ludzkiej instynkt można pokonać rozumem, rzeczywistość mówi nam, jak rzeczy naprawdę się mają.

Rozejrzyjcie się wokoło, czy znacie jakiegoś nieokrzesanego, agresywnego i chamskiego chłopaka, może na dodatek przestępcę, za którym nie ciągnąłby się ogon dziewcząt pragnących go zdobyć. I z jaką dumą i wyższością zwyciężczyni, siedząc na motorze "byczka", będzie spoglądać na pokonane rywalki!
A co dzieje się w szkole? Czy widzieliście kiedyś, żeby dziewczęta biły się o względy dobrego, pilnego, dobrze wychowanego i ustępliwego chłopca? Nawet im się to nie śniło! Panienkom podoba się "byczek", którego boją się inni.

Ilu słyszałem rodziców, jak rozpaczali: "Spośród tylu porządnych chłopców moja córka wybrała właśnie tego przestępcę, który zniszczy jej życie!".

Z drugiej strony znane jest wszystkim pozornie niezrozumiałe zjawisko - kobiety, które zakochują się w najokrutniejszych przestępcach i bandytach, i to nie tylko wtedy, kiedy są oni na wolności i mówią o nich mass media, ale także wtedy, gdy znajdą się już w więzieniu. Młody człowiek, który lata temu zabił swoich rodziców, aby zabrać im pieniądze, długo jeszcze dostawał listy miłosne od dziewcząt.

W zachowaniu przestępczym tkwi rodzaj "czarnego" bohaterstwa, które można odebrać jako odwagę i siłę, jako zdolność obrony "własnego terytorium" i "własnej kobiety".

Porównanie to może wydawać się niemiłe, ale również u ludzi słaby "samiec", który przegrywa, nie znajdzie sobie "samicy".

Ale uwaga! W przypadku ludzkiego gatunku siła przyciągająca "samice", nie jest wyłącznie siłą mięśni. Istnieje siła pieniądza, kariery, sławy? Nie jesteście przekonani? Wyjaśnijcie mi zatem powtarzające się małżeństwa aktorek czy też pięknych i młodych tancerek ze starymi, zdziadziałymi producentami czy przemysłowcami.
- Ale te aktorki oświadczyły, że wyszły za nich z miłości?
Święta prawda! Ale co zapaliło iskrę miłości? Pełny portfel, uprzywilejowane miejsce, władza, sukces?

Panowie, warto się nad tym zastanowić: chłopak, który nie dba o swoją odwagę, popełnia poważny błąd. Nie myślimy tu zaraz o odwadze "zewnętrznej", hałaśliwej i buńczucznej (która jest często zasłoną tchórzostwa), ale o umiejętności reagowania na niepowodzenia, brania na siebie odpowiedzialności; o pewności własnych przekonań, o umiejętności oderwania się od tłumu, pozostania w mniejszości, obrony własnych idei, pójścia "pod prąd"? Taką odwagę można i należy kultywować.

Obecnie dzięki wygodnemu życiu, pozostawaniu pod skrzydłami matki aż do trzydziestego roku życia, dzięki rodzicom gotowym "robić za murzynów" i podawać dzieciom "pieczone gołąbki prosto do gąbki", wielu mężczyzn to prawdziwe mięczaki.

Jednym słowem: czy wiecie, że wiele młodych małżeństw się rozpada, ponieważ mąż nie potrafi psychologicznie oderwać się od mamy?

Częściej niż chodzić na siłownię, która rozwija jedynie mięśnie, należy trenować odwagę. Ktoś powie: "A gdzie znajdziemy taką siłownię?".

Aby ją znaleźć, wystarczy szeroko otworzyć oczy. Nasze konformistyczne społeczeństwo poddane modom i "owczemu pędowi", tkwiące w niewoli telewizji, każdego dnia ofiarowuje nam setki "siłowni odwagi". Szkoła, grupa, spacer po deptaku, sposób mówienia, ubierania się i zabawa stwarzają wiele okazji do ćwiczenia odwagi, do dokonywania własnych wyborów i brania za siebie odpowiedzialności.

Obcy. Co za stres!

Tonino Lasconi

Wracamy do naszych badań. Aby uczynić je jeszcze bardziej interesującymi, przenieśmy się w środowisko zupełnie inne od poprzednich - do kościoła.

Jest niedzielny poranek. Dzwon obwieścił, że brakuje już tylko kwadransa do rozpoczęcia Mszy. Ludzie zaczynają się schodzić. Ławki są jeszcze puste. Osoby, które przychodzą same, wybierają wolne ławki, miejsca z dala od innych. Kiedy nie ma już pustych ławek, przychodzący nie mogąc mieć całej ławki dla siebie, siadają na już zajętych, ale na przeciwległym końcu.

Kiedy jest to możliwe, jedynie ci, co się znają, siadają blisko siebie.

Stali bywalcy wiedzą, że niektórzy wierni zawsze siadają na tych samych miejscach i starają się ich nie zajmować.

Uważny obserwator, nie znając nikogo, ze sposobu zajmowanych miejsc może domyślić się, jakie związki panują pomiędzy siedzącymi osobami.

- - r e k l a m a - -

Uwaga! Wychodzi właśnie proboszcz, żeby zacząć nabożeństwo. Rozgląda się i zaprasza wiernych: "Podejdźcie bliżej! Siądźcie koło siebie! Nie widzicie, że z przodu są wolne ławki?". Wszyscy czekają, aż ruszą się inni, a sami pozostają na swoich miejscach. Tymczasem proboszcz nalega i zaczyna się złościć. Wszystko jasne - język gestów. Teraz ktoś będzie chciał go zadowolić i zbliży się do innych, ale w następną niedzielę proboszcz znowu zastanie wiernych rozrzuconych po całym kościele.

Jeśli proboszcz chce, żeby wierni siadali blisko siebie, powinien doprowadzić do tego, aby ludzie z jego parafii znali się i przyjaźnili. Przyjaciele, tak samo jak młodzi, którzy teraz zaczynają przychodzić do kościoła, nie tylko nie boją się siedzieć blisko siebie, ale nawet czekają na siebie przed kościołem, aby wejść razem i razem pozostać.

Bez tego dzieła braterstwa niewłaściwe byłoby zmuszanie wiernych do nienaturalnej i wymuszonej bliskości. Bliskość obcego wywołuje w nas stan "alarmu" i napięcia. A stresowanie ludzi w kościele to chyba już zbyt wiele.

Potrzebujemy małego, ale własnego terytorium, ponieważ odpowiada to naszym podstawowym instynktom przeżycia, a ochrona tego terytorium zapewnia nam to.

Terytorium to nie tylko przestrzeń

Tonino Lasconi

Terytorium to nie tylko przestrzeń fizyczna, ale wszystko to, co należy tylko do nas i do nikogo innego; wszystko to, co wyróżnia nas wśród innych i pozwala nas rozpoznać; wszystko to, co daje nam poczucie pewności i siły, co zatrzymuje innych w bezpiecznej odległości. Strach przed "wessaniem przez masę" i anonimowością jest tak samo silny jak lęk przed samotnością.

Przejdźmy się po jednej z szarych dzielnic bloków z wielkiej płyty. Siłą rzeczy muszą być takie same. I rzeczywiście takie są. Ale po pokonaniu biurokratycznych formalności lokatorzy podejmują próby odróżnienia się: markiza tu, doniczka z kwiatami tam, inna skrzynka na listy? Znak jest oczywisty: "Skoro nie możemy mieć dla siebie całej willi, nie chcemy rezygnować z "naszego domu", który będzie odróżniał nas od innych i pozwoli nam się rozpoznać".

Jedynie ten, kogo na to nie stać, z rezygnacją mieszka w smutnych blokowiskach: szarych betonowych szafach, które jak grzyby po deszczu wyrastały kiedyś na obrzeżach i zielonych terenach wielkich miast.

- - r e k l a m a - -

Znam ludzi głęboko załamanych, ponieważ nie udało się im zapewnić "osobistego" domu własnej rodzinie? Również dlatego, że (teraz znamy prawdziwą tego przyczynę) żony w takich przypadkach nie są czułe i rozdrapują bolące rany, porównując mężów z innymi mężczyznami:
"Popatrz na twojego brata, popatrz na naszego kuzyna, jakie ładne domy sobie pobudowali! Tylko tobie się nic nie udaje?".

Teraz rozumiemy, jaka straszna niesprawiedliwość spotyka tych, których społeczeństwo stawia w sytuacji nie posiadania domu: bezrobotnych, eksmitowanych, bezdomnych, mieszkańców slumsów, imigrantów?

Fakt nie posiadania domu czy terytorium powoduje poważne szkody moralne, narusza poczucie godności. Łatwo jest później wściekać się na tych ludzi "agresywnych, brudnych, wybuchowych". Jeśli czyści i dobrze wychowani obywatele willowych dzielnic byliby przez jakiś zły los zmuszeni do pozostawienia swoich wspaniałych apartamentów i zamieszkania w brudnych blokach na peryferiach miasta czy slumsach, bardzo szybko staliby się wulgarni, wybuchowi, agresywni, tak samo jak imigranci.

Ubranie jak terytorium

Tonino Lasconi

Pytanie: "Czy obrona terytorium to domena wyłącznie mężczyzn? Nie? Dlaczego więc do tej pory odnotowaliśmy wyłącznie ?męskie" przykłady tego zjawiska?".

Ponieważ do tej pory w większości obserwowaliśmy przykłady obrony terytorium pojmowanego jako przestrzeń. W tym przypadku kobieta woli powierzyć to zadanie agresji mężczyzny, wojna zawsze była sprawą mężczyzn. Obecnie wśród kobiet bardzo modny stał się zawód żołnierza, ale jest to jedno z tych zjawisk, które nie przetrwają długo. Wiele feministek już dziś to zrozumiało: rola kobiety polega na przekonaniu mężczyzn, aby zaprzestali wojny, a nie na tym, by stać się żołnierzem.

Zostawmy ten temat i powróćmy do potrzeby posiadania terytorium. Jeżeli poszerzymy nasze badania o mniej jaskrawe formy, odkryjemy, że kobiety potrzebują swojego terytorium nie mniej ani nie więcej niż mężczyźni.

- - r e k l a m a - -

Kobiety bardziej niż mężczyźni troszczą się, by wyróżnić się strojem, makijażem, fryzurą, chodem, jednym słowem chodzi o "immage". Buty, apaszka, zegarek, rajstopy, kolczyki, oprawka okularów, kapelusz, futro, wszystko to służy wyrażeniu: "Jestem tutaj i jestem silna".

Kto nie zna rozczarowania kobiet, które przekonane, że założyły jedyną w swoim rodzaju sukienkę, natykają się na tak samo ubrane przyjaciółki?

I przeciwnie, wojskowy mundur, ubranie służbowe takie samo dla wszystkich ma na celu poskromienie oryginalności, bohaterstwa i wolności.

Sympatia dyktatorów do mundurów jest faktem. Wszystkie reżimy (nazistowskie, faszystowskie, komunistyczne?), które nie cierpią demokracji, starają się "zmasyfikować", ujednolicić wszystkich przez taki sam mundur; jednakowe ubranie, jednakowe obcięcie, jednakowe pozdrowienie. W Chinach dopiero teraz można nosić "normalne ubrania".

"Osobisty" strój oznacza rywalizację, konfrontację, fantazję, bohaterstwo, ducha inicjatywy, konkurencję, zdolność przeciwstawienia się gustom innych.

Mundur prowadzi do lęku przed wyjściem na otwartą przestrzeń, do strachu przed rozpoznaniem, do poddania się woli innych, do szarości. Ludzie zmuszeni do noszenia munduru stają się psychologicznie słabsi i łatwiej można ich kontrolować, nie odczuwają tak głębokiego bodźca do indywidualnej wolności, są potulniejsi, łatwiej przyjmują nakazy kolejnego "wodza". Tłum ludzi w uniformach, czarnych, czerwonych czy zielonych - niech to będą tylko koszule - jest zawsze niebezpieczny, ponieważ jest gotowy do ślepego posłuszeństwa prowadzącemu go wodzowi.
- Ale obecnie nie ma (przynajmniej u nas) dyktatorów. Dzięki Bogu, każdy teraz ubiera się tak, jak chce!

Czy rzeczywiście tak jest? Należałoby rozliczyć się z tajemnymi dyktatorami o miłym obliczu i w białych rękawiczkach, którzy narzucają swoją wolę, nie uciekając się do użycia siły.
- Gdzie są i kim są ci dyktatorzy?

Pomyślcie o modzie. Udaje się jej narzucić ten sam fason butów, spódnic, spodni, zegarków, bielizny, obcięcia włosów, sposobu mówienia i myślenia milionom młodych ludzi. Więcej takich dyktatorów?
- A czy skutki tej "miękkiej" dyktatury są tak samo szkodliwe jak wojskowej?

Jeszcze gorsze! Kiedy nie spostrzegamy, że znajdujemy się pod dyktaturą, łatwiej wchłaniamy jej negatywne skutki. Ilu znacie młodych ludzi, którzy umieliby myśleć, mówić i zachowywać się inaczej niż grupa, niż to, co jest modne, inaczej od innych? Spróbujcie ich policzyć! Zobaczycie, że zostaną wam jeszcze wolne palce u ręki.

Ale powróćmy do stroju, ponieważ możemy odkryć w tej dziedzinie bardzo interesujące rzeczy.

Przesłania stroju

Tonino Lasconi

Gatunek ludzki nie ma sierści ani upierzenia, które by dostatecznie chroniło go przed zimnem czy niedyskretnymi spojrzeniami; które sygnalizowałoby jego miejsce na społecznej drabinie. Lew czy goryl bez sierści nigdy nie staliby się przywódcami stada. Tymczasem król czy przywódca państwa nie ma więcej owłosienia niż biedak, który śpi pod mostem. A zatem co wyróżnia przywódcę państwa od biednego brodacza?

To proste, Watsonie! Ubiór. Człowiek, od kiedy zamieszkał w jaskiniach, powierzył ubraniu zadania, które w świecie zwierząt spełniają sierść, pióra i poroże.

- A co powiemy o człowieku prymitywnym, który chodzi nago?

Jednak ten człowiek w najważniejszych momentach swojego życia społecznego coś na siebie zakłada. Zresztą rolę stroju przypisuje on tatuażowi i malowaniu ciała - tę rolę można sprowadzić do trzech podstawowych funkcji: 1. Dobrego samopoczucia, 2. Ochrony wstydliwości, 3. Sygnału mówiącego o przynależności do konkretnej grupy społecznej (D. Morris, Człowiek i jego gesty).

- - r e k l a m a - -

1. Dobre samopoczucie

Tonino Lasconi

Pierwszą rolą ubrania jest zapewnienie ciału dobrego samopoczucia: ochrona przed zimnem i ciepłem, przed czynnikami zewnętrznymi (słońcem, deszczem, cierniami). Człowiek stracił wiele czasu, zanim zrozumiał, że lepiej jest zapuścić się w jeżynowy las, mając coś na grzbiecie; że należało ukraść niedźwiedziowi i bizonowi ich futra, aby ochronić się przed zimnem; że lepiej było zrobić sobie jakąś skorupę (czy też kamizelkę kuloodporną!), aby chronić się przed ciosami nieprzyjaciół.

Ta pierwsza rola ubrania nie funkcjonuje samodzielnie; jedynie biedak na skraju kompletnego ubóstwa zarzuca sobie na grzbiet cokolwiek, gorzej niż nic, aby się chronić przed zimnem. To "cokolwiek" musi być dobrze zrobione, kolorowe, eleganckie, wyszukane, modne. Możemy dać sobie rękę uciąć, że już w czasach jaskiniowców szmata chroniąca przed zimnem była "spersonalizowana". Chcemy wsiąść w wehikuł czasu i wyskoczyć na chwilę do jaskiń? To będzie przyjemna przejażdżka!

- - r e k l a m a - -

Oto dotarliśmy na miejsce. Dlaczego ta kobieta nosi grubsze futro niż inni? To proste, Watsonie! To żona przywódcy.

A dlaczego tamta kobieta obok niej zrobiła w swoim futrze dziury, które z pewnością nie dają jej ciepła? To jasne: to konkurentka żony przywódcy, a tymi dziurami w swoim futrze pragnie ściągnąć na siebie jego życzliwość.

A tamta, która właśnie wchodzi do jaskini z wspaniałymi polnymi kwiatami poutykanymi pomiędzy włosy swojego futra, co ona znowu wymyśliła?

Czy nie słyszycie głośnego: "Och!" wszystkich mężczyzn plemienia? Ta kobieta odkryła, jak pokonać swoje rywalki.

Powróćmy jednak do naszych czasów i do drugiej funkcji ubrania.

2. Ochrona wstydliwości

Tonino Lasconi

Drugą funkcją stroju jest ochrona wstydliwości. Co to jest wstydliwość? To nie to samo co wstyd. Wstyd rodzi się z uczucia, które wypływa ze świadomości powiedzenia czy popełnienia czegoś nieuczciwego i niewybaczalnego. Wstydliwość jest natomiast uczuciem, które prowadzi nas do zachowania ostrożności w wysyłaniu sygnałów seksualnych komuś, kto nie jest związany z nami szacunkiem i zażyłością, mógłby je źle zrozumieć i zinstrumentalizować.

Nie należy wstydzić się płci, ponieważ jest ona naszym sposobem istnienia, a dla wierzącego - darem od Boga. I właśnie dlatego, że płeć jest cudowną rzeczywistością i najwspanialszym darem od Boga, nie można oddzielić jej od wstydliwości.

Myli się ten, kto sądzi, że Kościół broni wstydliwości, ponieważ nie szanuje płci. Wręcz przeciwnie! Jedynie ktoś, kto tkwi w złej wierze, nie pojmuje różnicy pomiędzy wstydliwością a bezwstydnikami.

- - r e k l a m a - -

Kobiety, które łatwo się rozbierają (jak to się dzieje, że problem nagości dotyczy szczególnie kobiet, wyjaśnimy w następnym rozdziale), są wychwalane pod niebiosa przez mężczyzn, byleby tylko nie były ich żonami, siostrami czy córkami. Kiedy kobiety pokazują się nago, mężczyźni dostają szału i włącza się u nich alarm. I ten fakt, będąc gestem, a nie słowem, znaczy więcej niż tysiąc przemówień.

Istoty ludzkie, czy to mężczyźni, czy kobiety, mają świadomość, że płeć nie jest czymś, co posiadają, płeć to oni sami. Nie oddajemy się pierwszemu lepszemu, nieznajomemu, nie szanowanemu, ale jedynie temu, którego łączy z nami więź szacunku i zażyłości.

Publiczne obnażanie się (powiemy o tym trochę dalej) poniża nas, sprawia, że czujemy się niczym, załamuje nas. Natomiast zupełnie inne jest świadome i dobrowolne ofiarowanie własnej intymności komuś, kto pojmuje ją nie jako przedmiot, ale jako osobiste przesłanie.

Te rozważania mogą wydać się niezrozumiałe każdemu, kto skłania się do pojmowania seksualności wyłącznie jako rzeczy. Ale seksualności nie wolno sprowadzać do poziomu przedmiotu i właśnie wstydliwość jest ochroną jego godności.

Wstydliwość - jak pokazuje to historia ludzkich zachowań - skłaniała się często ku jednej lub drugiej skrajności (albo zbyt nadzy, albo zbyt przykryci), lecz później powracała do normalnego poziomu.

Zauważamy obecnie, że postępowanie wbrew naturze wywołuje zamęt i klęski ekologiczne. Istota ludzka stanowi część natury. Postępowanie wbrew temu, co jest w nas w jej tajemnych kodeksach, z powodów polemicznych, politycznych czy ekonomicznych może być dobre przez pewien czas. Ale potem się kończy: mody przemijają, natura pozostaje i nikomu na długo nie uda się stłumić jej głosu.

Powiedzmy sobie szczerze: prostytucja jest najstarszym zawodem świata, ale jeszcze dzisiaj, jeśliby ktoś nazywał tak naszą matkę, może skończyć w szpitalu.

Na złość chwilowym szarlatanom strój nadal będzie ochraniał wstydliwość osób, które nie zgubiły po drodze własnej godności.

Z pewnością od jakiegoś czasu przeżywamy okres hiper-ekshibicjonizmu. Ubrania, zamiast chronić przed niedyskretnymi spojrzeniami, zdają się przyciągać cudzy wzrok ku najskrytszym zakątkom naszego ciała: obcisłe legginsy, bluzeczki, króciutkie spódniczki? To reakcja na lata poprzednie, kiedy ciało musiało być szczelnie przykryte.

Czeka nas teraz okres większego stonowania. Pojawiają się już pewne sygnały - programy telewizyjnego striptizu, którym towarzyszyło wielkie "halo", musiały przerwać emisję z powodu niskiego wskaźnika oglądalności!

- A gołe biusty na plażach?
Kiedy przestaną budzić polemiki, znowu zostaną zakryte: wstydliwość się zrewanżuje. W długiej historii ludzkości jedynie niewolnice, przeznaczane na baletnice i prostytutki, pokazywały swoje piersi.

W ciągu wieków człowiek nieustannie, wbrew prawom natury, starał się latać (czy pamiętacie mit o Ikarze, który doleciał zbyt blisko słońca i spalił swoje woskowe skrzydła, przez co zginął w morzu?), ale zawsze wychodził z tej próby pokonany, dopóki nie wynalazł samolotu - maszyny, która nie ignoruje praw natury, ale je wzmacnia i nadaje im wartość.
To samo działo się i dzieje w sferze zachowań moralnych, próby "lotów bez skrzydeł" nie mają długiego życia, ponieważ "słońce rozpuszcza wosk", a natura zawsze odnajduje drogę, aby narzucić innym posłuch.

W roku 1968 starano się propagować miłość grupową z radosną wymianą partnerów, aby pokazać, że "zazdrość" to uczucie przestarzałe. Biedacy, którzy dali się na to nabrać, skończyli w zakładzie dla chorych na depresję wywołaną straszliwą zazdrością, jeśli się wcześniej między sobą nie pozabijali.

Potem zaczęto wychwalać miłość wbrew naturze, tak jakby normalny związek mężczyzny i kobiety był znakiem arteriosklerozy. I całe rzesze biedaków zapłaciły za to "frycowe".

A czy słyszeliście o feministkach, które spaliły swoje staniki, krzycząc, że kobiety nie powinny zwracać uwagi na swój biust?

Na początku naszego stulecia pojawili się anarchiści, ludzie głęboko przekonani, że społeczeństwo może się obejść bez praw i władzy. W moim mieście otworzyli na głównym placu mały sklepik: gąsior wina, kieliszek, kasetka na pieniądze. Myśleli: "Komu będzie się chciało pić, wejdzie, wypije kieliszek wina i złoży do kasetki swoją ofiarę. Kiedy skończymy jeden gąsior, za uzbierane pieniądze kupimy drugi".

Starzy opowiadają, że po dwóch dniach zniknął gąsior, kieliszek i kasetka z pieniędzmi.

W tym miejscu dobrze będzie powiedzieć kilka słów o prostytucji. Nie o tej "zawodowej" prostytucji biedaczek, które wiążą koniec z końcem, sprzedając własne ciało w nadziei, że nie zostaną zabite na jakimś trawniku na peryferiach miasta. Ale o tej, która pojawia się stopniowo, tu i tam, w nieostrożnych, płytkich, pospiesznych i dość częstych zachowaniach wśród młodzieży skupionej bardziej na tym, co widzi w telewizji niż na wymogach natury.

Dziewczyny, które najpierw pozwalają się całować, a potem pytają o imię. Chłopcy, którzy nie mają zielonego pojęcia o szacunku, "bo i tak dziewczynom się to podoba". Dziewczęta, które mają codziennie nowego narzeczonego. Chłopcy, którzy najpierw robią wszystko, aby "coś załatwić", a potem rozpuszczają plotkę: "Ona na to idzie!". I tak dalej.

Uwaga! Prostytutką (albo alfonsem - co jest jeszcze gorsze) nie zostajemy po podjęciu decyzji: "Od jutra zaczynam!". Można pogrążyć się, nawet tego nie zauważywszy, drobnymi kroczkami, dzień po dniu.
- A co ma strój do tego gadania?
Ma, dlatego, że: "Pokaż mi, jak się nosisz, a powiem ci, kim jesteś".

Strój ujawnia wszystko, co się znajduje pod materiałem i skórą. Co myślisz o swoim ciele? Czego szukasz u innych? Jaki wizerunek chcesz przekazać innym? Czy chcesz, aby patrzono na twoją twarz czy może gdzie indziej? Z jakimi uczuciami podchodzisz do innych?

Co za przypadek! Jak świat światem prostytutki miały zawsze swój typowy i jednoznaczny sposób ubierania się i malowania!
- Teraz jeszcze wciągasz w to makijaż!
Do makijażu odnosi się to samo, co do stroju. Jest makijaż, który wzmacnia osobowość i taki, który ją deformuje. Jest makijaż, który dodaje, i taki, który ujmuje. Jest taki, który nas upiększa i taki, który czyni nas wulgarnymi.
- Jak mamy zgadnąć, który makijaż i strój dodają nam wartości?

To przede wszystkim kwestia przekonań, gustu i stylu. To również kwestia edukacji i kultury.

Tracimy masę czasu, żeby się nauczyć, że dwa plus dwa jest cztery, że Wisła jest najdłuższą rzeką Polski, ale nie zawsze jesteśmy gotowi nauczyć się tego, jak mamy się ubierać i malować. Kiedyś myślały o tym matki i babcie, mając jako argument nakaz, teraz należy zaprzęgnąć w to edukację.

3. Poziom społeczny

Tonino Lasconi

Trzecia funkcja stroju polega na sygnalizowaniu w sposób widoczny pozycji społecznej zajmowanej wewnątrz grupy. Być może nie wszyscy wiedzą, że do niedawna również we Włoszech obowiązywały prawa, które zabraniały biednym ubierać się bogato.

Zaskakuje was to? To zrozumiałe, ale właśnie tak jest. Aż do czasów powszechnego uprzemysłowienia i dobrobytu materiały były niezwykle kosztowne. W konsekwencji długo i obficie mogli ubierać się wyłącznie ludzie bogaci, którzy aby wybić biedakom z głowy wszelką głupotę, ustanowili pewne prawa, zakazujące biednym jakiejkolwiek wygórowanej ambicji do dobrego stroju - na wzór ich panów.

- - r e k l a m a - -

Również wśród samych bogatych sprawy były dość skomplikowane, ponieważ nie wszyscy byli sobie równi.

Tren królowej musiał być najdłuższy z trenów całego orszaku dam, wśród których panowała hierarchia wyrażająca się długością trenu. A tren kardynała? Z pewnością dłuższego nie mógł mieć żaden z biskupów.

Kamizelki, płaszczyki, kapelusze, koszule o ozdobnych kołnierzach? im wyżej w hierarchii społecznej, tym więcej materiału na sobie.

Ubranie nie wskazywało wyłącznie na grubość portfela. Sygnałów było bardzo wiele: żałoba, kariera wojskowa czy kościelna, stan cywilny (zamężna lub panna) wymagały stosownego stroju.

Dziś prawa te zanikły, ale zróżnicowanie pozostało, stając się bardziej wyszukane.

Jedynie pozornie dżinsy i zamsz stały się wspólnym uniformem. Różnicę wnosi "metka".

Pani, która może, wkłada dżinsy, ale przyjrzyjcie się dobrze - są markowe. A na dżinsy zakłada drogie futro.

Jeżeli macie w swoim otoczeniu córkę "grubej ryby", przyjrzyjcie się jej uważnie (ale wy już to zrobiliście, kto wie, ile razy?): jej dżinsy nie są dokładnie takie, jak wasze. A buty, ostatni krzyk mody? A kolczyki, których nie znajdziecie w miejscowych sklepach? A markowy zegarek?

Pragnienie bycia sobą, a zatem innym niż pozostali, jest nieprzeparte. A ponieważ nie możemy ciągle wyjaśniać, kim jesteśmy, ile mamy pieniędzy, jakie miejsce zajmujemy, bo byłoby to krępujące i nudne, uciekamy się do stroju, który nie mówiąc, mówi wszystko.

A suknie ślubne? Jakże patetyczne są te dziewczęta, które na jeden dzień mogą się ubrać jak królowe! Nie przyzwyczajone do takich strojów przez całą ceremonię tkwią niczym zabalsamowane wśród koronek, welonów i trenów.

A te panie, które na czas ceremonii wypożyczają ogromne kapelusze (takie, jakie oglądamy na filmach), a nie przyzwyczajone do ich noszenia, poruszają się, jakby miały na głowie jakiś głaz, który zaraz spadnie.

Na kilka słów uwagi zasługują stroje liturgiczne. Dlaczego ksiądz w czasie liturgii zakłada te dziwne szerokie szaty?

Teraz powinniście już umieć na to pytanie odpowiedzieć. Posłuchajmy, czy uważaliście!

- To proste! Po pierwsze: ksiądz musi od pierwszego spojrzenia komunikować wszystkim, że to on przewodzi zgromadzeniu. Po drugie: stroje liturgiczne są tak duże i obszerne, ponieważ muszą być bogate, podobnie jak święte naczynia muszą być ze złota, a kościół majestatyczny. Ponieważ wszystko, co dotyczy Boga, musi odzwierciedlać Jego wielkość.

Świetnie! Jest jednak jeszcze jedna bardziej subtelna odpowiedź, która wam umknęła: strój liturgiczny, długi i obszerny, ma za zadanie neutralizację przesłań seksualnych. Ksiądz nie powinien być pojmowany jako mężczyzna, ponieważ taki sygnał odwróciłby uwagę wiernych od celów religijnej posługi. Oto powód, dla którego słusznie w wielu kościołach również lektorzy, klerycy oraz ci, którzy rozdają komunię, zakładają szeroką tunikę, która ukrywa seksualne przesłania ciała.

Teraz jasny jest powód, dla którego stroje sióstr są długie i szerokie: starają się zatrzymać przesłania seksualne. Nie dlatego, że seksualność jest czymś złym, ale z głębokich i pięknych pobudek: "Jestem małżonką Pana, nikomu innemu nie chcę wysyłać moich znaków".
- Dlaczego siostry nie ubierają się tak, jak im się podoba?

Również w tym wyborze tkwi bardzo piękny powód - ubóstwo. Siostra rezygnuje z radości osobistego wybierania stroju, aby być jak biedni, którzy nie mogą wydawać wiele na "spersonifikowane" stroje.

W każdym razie dzisiaj w klimacie wielkiej troski o wolność osobistą na szczęście i siostrom pozwolono na pewne elementy osobiste: grzywka wystająca spod welonu, krótsza lub dłuższa spódnica, buty na niewysokim obcasie, koszulka, sweter, kurtka niekoniecznie taka sama.

Jakkolwiek nie jest to łatwe, próba połączenia personalizacji stroju i wyboru ubóstwa jest bardzo piękna, ponieważ - jak widzieliśmy - jednakowe mundury dla wszystkich mogą zaszkodzić żywotności osoby, a zwłaszcza kobiety. A jeśli kobieta utraci radość z oryginalności, entuzjazm wolności oraz żywotność indywidualizmu, co może dać swojemu Panu? Pismo święte potępia ofiary z ludzi, a "radosnego dawcę miłuje Bóg" (2 Kor 9,7). To samo - choć w mniejszym stopniu - dotyczy księży i zakonników.
- Dlaczego w mniejszym stopniu?

Ponieważ mężczyźni przywiązują mniejszą wagę do stroju, aby stworzyć sobie własne terytorium i dlatego, że zawsze mieli większą swobodę "personalizacji" własnego uniformu.

"Krótkowzroczne" zdanie

Tonino Lasconi

Wejście do kościoła daje nam okazję do rozważenia problemu, z którym chłopcy i dziewczęta mają często do czynienia - przyzwoitość stroju.

Wszyscy widzieliśmy napisy przed wejściem do kościoła, ostrzegające: "To jest dom Boży, miejsce modlitwy. Prosimy o przyzwoity strój. Zabrania się wchodzenia do świątyni w krótkich spódnicach, z odsłoniętymi ramionami i głębokimi dekoltami. Mężczyźni w podkoszulkach i krótkich spodenkach nie mają wstępu do świątyni".

Jak wszystkie zakazy są to męczące ogłoszenia. Tak samo jak deprymujący są strażnicy, którzy w zabytkowych kościołach sprawdzają długość spódnic i głębokość dekoltów pań. Wiele razy miałem okazję być świadkiem godnych pożałowania scen.

- - r e k l a m a - -

Stróż zatrzymuje dziewczynę: "Ma zbyt odkryte nogi!". Ojciec się buntuje: "Przecież ma dopiero jedenaście lat!". Stróż nie wierzy: "Ma najmniej czternaście!". Rzeczywiście dziewczyna jest raczej rozwinięta. Mama, która usiłuje zakryć bluzką zbyt głęboki dekolt, przysięga, że córka ma 11 lat i aby rozwiązać problem, zabiera ciotce długi szal, którym okrywa prawie całą postać dziewczyny. Stróż się tym nie zadowala, ponieważ szal jest ażurowy. Ojciec traci cierpliwość, popycha człowieka i z córką, żoną i ciotką wchodzi do kościoła. Strażnik próbuje ich zatrzymać, ale mu się to nie udaje. Idzie po policjanta. Po kilku minutach wchodzi do kościoła z piękną policjantką w obcisłym mundurze, z pewnością bardziej poruszającą zmysły od jedenastolatki. Ta dwójka odnajduje naszych znajomych, którzy wmieszali się w grupkę turystów. Wyprowadzają ich. W tym momencie ojciec wybucha i wścieka się również na policjantkę, która grozi mu konsekwencjami wypływającymi z obrazy i napaści na funkcjonariusza na służbie, a przez telefon komórkowy wzywa posiłki. W międzyczasie nadchodzi stary zakonnik, który ma donośny głos i zaczyna wrzeszczeć na bezwstydnice profanujące dom Boży. Rzeź! Nie potrafię opowiedzieć wam, jak ta historia się skończyła, ponieważ nie chciałem ulec pokusie interwencji w obronie dziewczyny, która ciągnięta to w jedną, to w drugą stronę, raz przez ojca, a raz przez strażnika, by sprawdzić, czy szal zakrywa jej nogi czy też nie, była naprawdę zawstydzona, ale poszedłem sobie, gryząc się w język. Jaka szkoda!

- Ale czy nie można zdjąć tych napisów i strażników?
Tak, gdyby ludzie byli wychowani. Niestety, gdybyśmy zawierzyli się odpowiedzialności wielu kobiet i mężczyzn, te kościoły stałyby się filiami plaż.
- Ale co w tym złego?

Oto "krótkowzroczne" zdanie, spodziewałem się tego! Oto usprawiedliwienie ignorantów.

Co w tym złego, kiedy wdowa w bikini idzie za konduktem żałobnym, który odprowadza jej biednego męża na cmentarz w sierpniu, kiedy temperatura w cieniu dochodzi do 40 stopni? Nie chodzi o zło czy dobro, ale o stosowność, przyzwoitość, inteligencję.

Co jest złego w głośnym wycieraniu nosa w czasie koncertu? Może wycieranie nosa jest czymś złym?
- A co to ma do rzeczy? - powiecie - Pewnie, że to nie jest złe! Ale tylko jaskiniowcy robią to w czasie koncertu!

Dlaczego więc nie mielibyśmy zaakceptować zasady stosowności w odniesieniu do "mowy ciała"? Jeżeli ciało mówi - i to jeszcze jak! - jest rzeczą właściwą, aby jego przekazy nie były wyrażane w miejscach i chwilach niewłaściwych.

Dlaczego na autostradzie istnieje zakaz umieszczania reklam? Co w tym złego? Nie jest to kwestia zła, ale poszanowania celu pewnych rzeczy. Na autostradzie pędzimy z ogromną prędkością, a reklamy mogłyby stworzyć poważne zagrożenie. Kościół jest stworzony do modlitwy i pewne seksualne przesłania odwróciłyby uwagę w zupełnie innym kierunku.

Nie chodzi tu o coś złego, ale o stosowność, o umiar, o finezję. Jak mówi mądre przysłowie: "Mądrej głowie dość dwie słowie".

Rozejrzyjcie się wokoło: słowa, słowa i znowu słowa. Nie świadczy to dobrze o naszej inteligencji?
- To, co mówisz, jest sprzeczne z "duchem czasu"!

Doskonale o tym wiem. Dlatego nie proszę was o przyznanie mi racji natychmiast i bez zastanowienia, ale o przyjrzenie się szczerze i uczciwie temu, co dzieje się z wami w środku.

Wysilcie wyobraźnię i postarajcie się zrozumieć efekt "frytek". Jest prawie dwunasta w południe albo coś koło tego i właśnie jesteście zajęci czymś bardzo ważnym: pracą klasową, godziną lekcyjną, konferencją, Mszą? I nagle, kiedy skupiacie się na waszej pracy, z pobliskiej restauracji dochodzi was przenikliwy zapach frytek. No i koniec! Wszystkie wasze zdolności grzęzną w tym zapachu. Jak to możliwe? Naszym podstawowym wymogiem, zapisanym we wszystkich komórkach jestestwa, jest przeżycie, oparcie się śmierci, ratowanie skóry. Ten pierwotny wymóg odpowiada trzem pierwotnym instynktom: obronie, zdobywaniu pożywienia i reprodukcji.

Kiedy w grę wchodzą te pierwotne potrzeby, wszystkie pozostałe przesuwają się na drugi plan. Jeśli masz pistolet wymierzony w swoją skroń, nic cię nie obchodzi plama na twoim ubraniu. Jeśli burczy ci w brzuchu z głodu, nikomu nie uda się zachwycić cię wierszem Leopardiego. Jeśli młoda i piękna nauczycielka prowadzi lekcję w spódniczce mini, nie powinna się skarżyć na to, że jej uczniowie nie pamiętają nawet daty własnych urodzin.

Oto dlaczego, kiedy gromadzimy się na naukę albo modlitwę, osoby "subtelne" (nawet bez nieprzyjemnych ogłoszeń) ubierają się tak, aby na pierwszy plan nie wysuwać przesłań seksualnych, które w takich sytuacjach nie byłyby na miejscu.

Tortura nagości

Tonino Lasconi

- Jeżeli strój jest terytorium dającym pewność i spokój, jak czuje się ktoś, kto jest nagi?
Jak robak! Niezwykle interesujący okazuje się pewien zaskakujący fakt - tortura nagości.

Wydaje się, że najskuteczniejszym sposobem złamania czyjegoś oporu jest wystawienie jego nagości na widok publiczny. Wydawałoby się to głupie, użyj prądu elektrycznego, ognia, noży? A jednak, podczas gdy inne tortury mogą pobudzać odwagę i popychać do męczeństwa, publiczne obnażenie załamuje, sprawia, że czujemy się rzuceni na pastwę innych, a nasz opór ustaje.

Mówi: Daj spokój! A striptizerki, prostytutki, gwiazdy porno, tancerki, gwiazdki telewizji? Nie wydają się wcale poniżone, cierpiące czy zrozpaczone.

Ten, kto dobrowolnie zdecyduje się obnażyć, częściowo zmniejsza negatywne efekty nagości, ponieważ rekompensuje je oklaskami, sukcesem i pieniędzmi. Jednak również i w tych kobietach, które zaczynają prawie zawsze dobrowolnie, a potem "muszą to robić", szkody są znaczne. Wszyscy wiedzą - choć nie zawsze wygodnie jest się do tego przyznać - jakiemu wewnętrznemu spustoszeniu ulegają kobiety zmuszone do wykonywania zawodu, który czyni je "publicznymi", kobiety bez terytorium.

- - r e k l a m a - -

Co się tyczy gwiazdek i tancerek nie dajmy się oszukać brawurze, z jaką się obnoszą w chwili sukcesu. Co dzieje się potem we wnętrzu tych kobiet, kiedy nie ma już ani sukcesu, ani pieniędzy? Ta, która miała odwagę opowiedzieć o swoim życiu, napisała rzeczy, od których przechodzą nas ciarki.

Przesłania obronne

Tonino Lasconi

Od chwili, kiedy terytorium stało się tak ważne dla rasy ludzkiej, naturalną rzeczą stało się rozwinięcie całego szeregu mechanizmów obronnych.

Przyjrzyjmy się kilku z nich. Każdy z was miał na pewno "szczęście" spotkać typa, który - kiedy mówi - podchodzi bardzo blisko waszej twarzy. To przykre! Im bardziej się cofasz, tym bardziej on się przybliża tak, że czujesz, jak cię opluwa. W takich przypadkach spontanicznie pojawia się sygnał obronny: cofamy się, a jeśli to nie jest możliwe, zakładamy ręce. Ten gest zawsze oznacza próbę wzniesienia bariery, obrony.

- - r e k l a m a - -

Uwaga! Jesteście na przyjęciu, na spotkaniu? Chcecie sprawdzić, kto się tu źle czuje? Rozejrzyjcie się wokoło: jest ktoś, kto stoi z dala od innych z założonymi rękami. Zwróćcie uwagę na tych, którzy ciągle poprawiają sobie włosy, kołnierzyk koszuli; bawią się zegarkiem, okularami, torebką, guzikami od marynarki czy bluzki. Są to wszystko sygnały obronne (D. Morris, Człowiek i jego gesty).

Innym sygnałem obronnym jest ściskanie głowy rękami. W samotności jest to obrona przed agresorem wewnętrznym: złą wiadomością, chwilą złego samopoczucia, lecz także niespodziewaną radością, wymagająca czasu, aby została przyjęta.

W miejscu publicznym ten gest wyraźnie mówi innym, że nie chcemy, aby nam przeszkadzano i zbliżano się do nas. I inni to rozumieją. Jedynie prostak pierwszej kategorii podejdzie zapytać, która jest godzina kogoś, kto siedzi w kącie i ściska głowę rękami.

Jeszcze inna przyjemna sytuacja - kolejka. Przeprowadźcie mały eksperyment. Podejdźcie do kasy biletowej na dworcu kolejowym albo do okienka pocztowego. Ustawcie się w kolejce i zbliżcie się do osoby przed wami tak, aby czuła na swoich plecach wasz oddech. Osoba ta zacznie się miotać, obróci się, spojrzy na swoją teczkę, dotknie portfela, aby sprawdzić, czy jeszcze jest na swoim miejscu. To wszystko gesty obronne.

Ponieważ nie wszyscy szanują gesty, w ciągu wieków wymyślono bariery wszelkich możliwych rodzajów: granice, zasieki, kraty, napisy "zastrzeżone" i "wstęp wzbroniony", psy, alarmy antywłamaniowe?

Zatrzymajmy się przez chwilę przy barierze, którą doskonale znamy - przy katedrze. Tak, szkolnej katedrze.

Uwaga! Możecie odgadnąć charakter i stan ducha waszych nauczycieli, uważnie obserwując ich sposób odnoszenia się do katedry. Nauczyciel niepewny siedzi za katedrą i nie rusza się stamtąd; bez tej bariery, która chroni go przed uczniami, czułby się zagubiony. Znam świetnych nauczycieli, którzy poza murami szkoły (tzn. bez katedry) nie są w stanie rozmawiać z młodzieżą ani zabierać publicznie głosu.

Nauczyciele trochę tylko niepewni czasami oddalają się od katedry, ale jedynie na parę metrów i na krótko, zawsze gotowi się na niej schronić.

Pewni siebie prawie nigdy nie zasiadają na katedrze, ale nieustannie krążą wśród uczniów.

W tych nieświadomych sygnałach wysyłanych przez nauczyciela kryje się wyjaśnienie faktu, że po pięciu minutach lekcji uczniowie wiedzą, czy z nowym nauczycielem będą mogli "sobie pozwolić", czy też nauczyciel będzie ich "trzymać krótko". Ciekawą rzeczą jest to, że im uczniowie są młodsi, tym szybciej pojmują, jak postępować z nauczycielem. A to dlatego, że mózg dorosłych może dać się oszukać temu, co nauczyciel mówi, miejscu, które zajmuje, strachowi przed konsekwencjami. Mali natomiast, którzy nie posługują się rozumowaniem, zatrzymują się na mowie gestów i jej zawierzają.

Co się tyczy katedry, pomyślcie, jaką naukową torturą jest odpytywanie na stojąco przed katedrą. Iluż uczniów, gdyby było pytanych z miejsca, otrzymałoby zupełnie inne stopnie?

Ten, kto siedzi na katedrze, czuje się bezpieczny, ponieważ pokazuje tylko jedną część ciała, którą gatunek ludzki nauczył się kontrolować. Ten, kto stoi, pokazuje całego siebie, również stopy. Tak, stopy. Aby odkryć, czy osoba stojąca przed nami kłamie czy też mówi prawdę, nie patrzcie na jej twarz: zawsze was oszuka! Popatrzcie, czy bawi się mankietami koszuli, czy nie wie, co zrobić z rękoma. A przede wszystkim uważajcie na jej stopy: jeśli nimi porusza, podnosi, krzyżuje, przytupuje? jest podniecona, ponieważ stara się was oszukać.

Tę sztuczkę stosują sprzedawcy, magicy, wróżbici, aby zrozumieć, kogo mają przed sobą.

Co się dzieje, kiedy ściska nas tłum nieznajomych, a my nie możemy ustawić żadnej bariery? To bardzo ważny problem, ponieważ współczesne życie rzuca nas nieustannie w ramiona tłumu. Pomyślcie tylko o środkach komunikacji publicznej.

W takich przypadkach uciekamy się do gestów, prawie zawsze podświadomych, za pomocą których staramy się zbudować wokół siebie niewidzialne granice.

Przyjrzyjmy się pasażerom metra, zwłaszcza wieczorem. Przyjaciele gromadzą się blisko siebie. Ci, którzy się nie znają, patrzą w dal, każdy w innym kierunku, tak aby ich spojrzenia się nie spotkały. Sygnał jest jasny: "Stoję blisko ciebie, ale nie mam najmniejszej ochoty wejść z tobą w kontakt, bo otwieranie drzwi nieznajomemu jest niebezpieczne".

Kto ma gazetę, chowa się za nią i udaje, że czyta, zwłaszcza gdy zauważy, że ktoś mu się przygląda.

Jeśli ścisk się powiększa, każdy stara się wykroić sobie jakiś kącik, który pozwoli mu na zachowanie minimalnej odległości od innych; mężczyźni nieustannie sprawdzają portfele, aby się upewnić, czy są na swoim miejscu, kobiety niczym zbroją zasłaniają się z przodu torebkami.

I wszyscy nie mogą się doczekać swojego przystanku.

Przeludnienie i agresja

Tonino Lasconi

Dwanaście myszy, zmuszonych do życia w jednej klatce przeznaczonej tylko dla czterech, stają się agresywne do tego stopnia, że zabijają się wzajemnie.

A my, ludzie? U nas dzieje się dokładnie to samo, co u myszy.

Wiemy wszyscy o przemocy, która wybucha na przeludnionych peryferiach. Mieszkańcy dzielnic willowych szybko oceniają: "Ci imigranci! Ci południowcy! Urodzili się dzicy i tacy umrą!". Nic bardziej zakłamanego i fałszywego. Wystarczyłoby zrobić na kilka miesięcy zamianę: przenieść imigrantów do przestronnych willi, a porządnych mieszkańców do zatłoczonych i ciasnych klitek. Sytuacja by się odwróciła.

- - r e k l a m a - -

W świetle tego zjawiska rzuca się w oczy krótkowzroczność polityków i nieuczciwość spekulantów, którzy budują osiedla bardziej podobne do mrowisk niż do mieszkań dla istot ludzkich.

Jakie istnienie wolne i godne można wieść na peryferiach afrykańskich, południowoamerykańskich, azjatyckich (ale i europejskich) osiedli wielkomiejskich, gdzie ludzie żyją stłoczeni niczym plasterki mortadeli, bez odrobiny terytorium potrzebnego, aby czuć się osobami wolnymi, innymi od pozostałych, ważnymi?

Te miliardy biedaków zmuszonych do życia jeden nad drugim są potencjalną bombą, która może wywołać niepoliczalne szkody: ich przemoc represjonowana wcześniej czy później wybuchnie, wywracając do góry nogami świat bogatych, którzy żyją rozparci i zadowoleni.

Sygnał tej ewentualnej "bomby ubogich" nadszedł wraz z niepohamowanym zjawiskiem napływu ludzi z Azji, Afryki, Południowej Ameryki, krajów Wschodu do Europy i Stanów Zjednoczonych.

Instynkt i jego zaprzeczenie

Tonino Lasconi

- A zatem jesteśmy jak myszy? Jak zwierzęta?

Częściowo tak, ponieważ kierują nami te same instynkty i potrzeby. Jednak tylko częściowo! U gatunku ludzkiego istnieje pewien prztyczek, skok, "coś", co pozwala wyjść poza instynkt i go pokonać. I to coś doprowadza do szału naukowców, którzy nie wierzą w Boga.

Desmond Morris - badacz, którego nieustannie cytuję i którego książki obudziły we mnie chęć do zbadania, jak się rzeczy mają, jest skrajnym ewolucjonistą. Dla niego człowiek jest wyłącznie 193 małpą, różniącą się od innych brakiem sierści: "Istnieją 193 gatunki małp z ogonem i bez; z tych 192 posiadają sierść. Wyjątek stanowi naga małpa, która sama siebie nazwała Homo Sapiens? Jestem zoologiem i naga małpa jest zwierzęciem" (D. Morris, Naga małpa).

- - r e k l a m a - -

Jednak w niektórych miejscach swojej pracy nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego pomiędzy zwierzętami (także małpami) a człowiekiem istnieje taka różnica.

Jedna z tych różnic (o następnych powiem później) pojawia się właśnie w potrzebie terytorium. Jeśli lew, hiena, wilk, lew morski czy szympans? zajmą terytorium innego stada, zostają zaatakowani. Lew nie potrafi powiedzieć: "Dajcie spokój, mam ogromne terytorium, a ten biedaczyna nie ma nawet kilku metrów gołej sawanny, zostawię go w spokoju". Dla lwa byłoby to katastrofą, ponieważ natychmiast utraciłby swój autorytet w stadzie.

Człowiek natomiast może zrezygnować ze swojego terytorium na rzecz innych. U gatunku ludzkiego może pojawić się św. Franciszek, który rezygnuje z całego swojego terytorium, również ze stroju, na rzecz ubogich. Przez ten wybór także Franciszek traci na moment autorytet i prestiż swojego "stada" (młodych przyjaciół), ale później zyskuje dużo więcej, staje się postacią żywą i uwielbianą aż do dziś.

To właśnie ta różnica, ten skok pomiędzy zwierzęciem a "zwierzęciem-człowiekiem"; możliwość przemiany instynktownych potrzeb w wyższe wymogi pod wpływem ideałów, które nie rodzą się z ciała i krwi.

Mężczyźni i kobiety mogą zrezygnować również z tego, "gdzie głowę złożyć" (Mt 8,20), z ubrań pięknych i indywidualnych, z bogatych i wygodnych domów, z towarzysza czy towarzyszki, dla wartości duchowych. To zaprzeczenie instynktu. Pomiędzy instynktem zwierząt a jego zaprzeczeniem w wykonaniu św. Franciszka istnieje cała gama tonów, które czynią ludzi mniej lub bardziej odmiennymi od zwierząt.

Siła, która pomaga nam przemienić instynkt, nazywa się "kulturą". Instynkt to coś, co mamy w środku, wcielone od urodzenia. Kultura (zwróćcie uwagę - kultura, a nie wykształcenie!) to wszystko, co zdobywamy trudem, szkołą i ćwiczeniem.

Instynktu nie możemy ignorować czy unicestwić. Należy go jednak przemienić, opanować, wysublimować, w przeciwnym razie nasze życie pozostanie na niskim poziomie, "na czterech łapach". I może ulec zniszczeniu, ponieważ dla zwierzęcia instynkt jest zbawienny, dla gatunku ludzkiego może stać się zgubą.

Zwierzę je, kiedy jest głodne. Człowiek je, kiedy trzeba.
Zwierzę kopuluje, kiedy nadchodzi pora godów. Człowiek, kiedy uznaje to za właściwe.
Osioł ryczy, kiedy odczuwa potrzebę ryczenia. Człowiek nie wrzeszczy, jeśli jest na koncercie muzyki klasycznej.
Koń załatwia swoje potrzeby - jeśli nawet stoi na czele kolumny prezydenckiej.
Człowiek umie czekać na właściwą chwilę i znaleźć odpowiednie miejsce.

Te rozważania są ważne i mają wiele bogatych odniesień. Pomagają nam rozpoznać, kto spośród naszych przyjaciół i znajomych do tej pory chodzi "na czterech łapach", a kto osiągnął "pozycję wyprostowaną".

Kto jako jedyne kryterium działania uznaje wyłącznie "pasuje mi albo mi nie pasuje", "podoba mi się albo mi się nie podoba", "nie czuję tego albo to czuję" i sądzi, że jest niezwykle rozwinięty, "chodzi na czterech łapach", idzie za instynktem jak zwierzęta.

Ci natomiast, którzy potrafią się opanować, powstrzymać, odłożyć coś na stosowny czas i miejsce, "chodzą wyprostowani".

Nie mogę pominąć jeszcze jednej uwagi: mass media, reklama, piosenki i wiele pism popychają do robienia tego, co ci pasuje, do angażowania się jedynie w to, co ci się podoba, do słuchania tego, do czego się poczuwasz, a nie do powstrzymywania kaprysów, nie do odkładania, nie do rezygnowania z czegoś. Czy te pobudki prowadzą do św. Franciszka, czy do zwierząt?

Powiedzcie sami: jaka różnica istnieje pomiędzy tymi, którzy się chwalą, że mówią wszystko, co myślą (miriady), a tymi, którzy dobrze przemyślą to, co mówią (niewielu)? Do was należy udzielenie tej trudnej odpowiedzi.

Brak przemocy

Tonino Lasconi

Jednym z zachowań charakterystycznych wyłącznie dla rasy ludzkiej (powiemy o tym później trochę) jest brak przemocy. Polega on na powstrzymaniu się od przemocy wobec tego, kto narusza nasze terytorium oraz na nie wykorzystywaniu słabszego. Brak przemocy to rezygnacja z powiedzenia: "ja", aby powiedzieć: "my". To przekonanie, iż możemy obronić się przez rozmowę, dyskusję, perswazję. To poszanowanie prawa do intymności; uwaga zwrócona na przestrzeń życiową drugiego człowieka; to odrzucenie wszelkiego rodzaju przemocy i agresji.

Brak przemocy jest wyborem kultury coraz bardziej palącym i koniecznym.

- - r e k l a m a - -

Przeładowane środki transportu, zatłoczone lokale publiczne, przepływające nieustannie po placach tłumy, tłok na stadionach, na lotniskach, w fabrykach, działają na nas jak zbyt ciasna klatka na myszy.

Jakby tego nie wystarczyło, kultura konsumpcyjna prowadzi druzgocącą propagandę stylu "robię, co mi się podoba", wolności pojmowanej jako "kaprys", zwyczaju wrzeszczenia: "ja!" i gwizdania na "nas".

Kierowca ciężarówki mówi: "ja!" i nie pozwala się wyprzedzić.

Kierowca wielkiego auta mówi: "ja!" i nie przejmuje się małym samochodem.

Kierowca samochodu małolitrażowego wrzeszczy: "ja!" i wyładowuje swoją agresję na rowerzystach.

Rowerzysta nie szanuje przechodniów.

Kierowca ciężarówki, samochodu, motoru i rowerzysta parkują, nie zważając na potrzeby innych.

Ten, kto ma pieniądze i władzę, mieszkanie w mieście, willę i jacht nad morzem, chatę w górach, nie przejmuje się tymi, którzy żyją w coraz mniejszych czynszówkach.

Mieszkańcy czynszówek wkurzają się na Cyganów i Marokańczyków.

Cyganie i Marokańczycy kłócą się między sobą o ławkę, o kratę ciepłego nawiewu w metrze, o kartony, żeby się przykryć.

I tak od przemocy do przemocy podnosi się poziom agresji, która później nieuchronnie eksploduje wśród fałszywego zdziwienia tego, który ją wyhodował.

Abyśmy nie doprowadzili do autodestrukcji, niezbędne jest wychowanie do braku przemocy, do zdolności zaprzestania krzyku: "ja!", aby nauczyć się szeptać: "my!".

Popatrz tylko! Chcesz się założyć, że Jezus Chrystus, nie czytając książek Desmonda Morrisa, znał dogłębnie ludzką naturę? Jeśliby tak nie było, to dlaczego powiedział: "Kiedy się modlicie, mówcie: "Ojcze nasz", a nie ?Ojcze mój"?

5. Pieśń płci

Tonino Lasconi

Fragment

Oprócz instynktu przeżycia, wyrażającego się w potrzebie własnego terytorium, gatunek ludzki posiada inny podstawowy instynkt - instynkt reprodukcji. Odpowiada mu potrzeba spotkania mężczyzny i kobiety. Jak do niego dochodzi? Jakie są gesty, które je przygotowują? Jak dochodzi do wyboru konkretnej pary?

Ile dyskusji na temat seksu! Ile kazań! Ile przestróg! Ile czytanych po cichu książek! Ile dowcipów! Ile teorii!

Problem seksualności jest z pewnością problemem, o którym mówi się najwięcej.

W porządku, my postąpimy odwrotnie: nie wysuniemy żadnych teorii ani nie wygłosimy żadnego kazania, ale będziemy kontynuować naszą podróż, otwierając coraz szerzej oczy, aby odkryć i podziwiać piękno ciała ludzkiego, nadstawiając uszu, będziemy słuchać jego tajemniczych głosów.

Przesłania seksualne to takie przesłania, którymi mężczyzna ogłasza się kobiecie. I na odwrót. Również w tej dziedzinie w trakcie tej podróży interesują nas znaki wrodzone, "nie nabyte", te, do odczytania których nie potrzebujemy kończyć szkoły.

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Dziwny gatunek

Tonino Lasconi

Gdyby prawdą było to, że istoty ludzkie są niczym innym jak jeszcze jednym gatunkiem zwierząt (małpą bez sierści?), powinniśmy się spodziewać niewielu różnic w stosunku do naszych "kuzynów". Tymczasem u gatunku ludzkiego wszystko ulega zmianie i naukowcy, którzy zaprzeczają interwencji Boga, nie mogą wyjść z podziwu. Oto niektóre różnice:

  1. Po rozwoju płciowym w okresie dojrzewania bodziec seksualny pomiędzy kobietą a mężczyzną ma charakter ciągły. Regulacja jego rytmu nie zależy od ustalonych pór roku, ale od dobrowolnej decyzji rozumu.
  2. Pomiędzy mężczyznami a kobietami pozostają różnice wzrostu i wagi, jednak "atrybuty piękna" przechodzą na stronę kobiet. U gatunku ludzkiego burzę włosów noszą kobiety. Oprócz tego (jak szerzej zobaczymy w następnym rozdziale) każdy centymetr kobiecego ciała różni się od męskiego: od czubka głowy po czubki palców, od oczu do owłosienia, od skóry do głosu, od kształtu szyi do kształtu talii, od kośćca do odmiennego odkładania się tłuszczu, od nosa do zgięcia łokcia.
  3. Kobieta aktywnie uczestniczy w stosunku płciowym.

Co się stało? Skąd wziął się ten skok jakościowy w stosunku do innych zwierząt? Naukowcy, którzy nie wierzą w Boga, nie wiedzą, co powiedzieć i szukają wyjścia, przypisując wszystko jakiemuś skomplikowanemu procesowi, "deus ex machina", ewolucji.

Bez wątpienia gatunek ludzki przeszedł ogromną ewolucję, ale to zjawisko nie wyjaśnia jego odmienności od innych zwierząt. Z pewnością w chwilach i sposobach, które nauka (ta "poważna", która nie zadowala się teoriami) prędzej czy później odkryje, u gatunku ludzkiego dokonało się coś wspaniałego - pojawił się obraz Boga.

Lubię wyobrażać sobie, że "cud" nastąpił w dniu, kiedy nasi przodkowie przestali chodzić na czworakach i stanęli wyprostowani na dwóch nogach. Od tamtego dnia zrozumieli, że ich przeznaczeniem nie jest już ziemia, ale niebo.

Rekonstrukcja tej przygody jest niezwykle piękna, zwłaszcza kiedy analizujemy sygnały seksualne tej rzeczywistości, którą tylko głupiec uważa za wstydliwą i niegodną dzieci Bożych.

- - r e k l a m a - -

Cudowny ogród

Tonino Lasconi

W drugiej opowieści o stworzeniu, starszej i bardziej poetyckiej (Rdz 2,18-23) Pismo święte mówi, że zatroskany mężczyzna (Adam) szukał dla siebie towarzyszki wśród zwierząt. Ale nie znajdował żadnej odpowiedniej dla siebie. Wtedy Bóg powiedział: "Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam". Stworzył kobietę (Ewę) tej samej natury (z kości Adama) i przedstawił ją mężczyźnie.

Serce Adama, kiedy kontemplował to wspaniałe stworzenie, zaczęło bić w sposób dotychczas nieznany, a jego usta wypowiedziały pierwszy miłosny wiersz: "Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta".

- - r e k l a m a - -

Teraz obraz Boga, który nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, ale posiada wszystkie ich cechy, stał się nareszcie pełny. I, jak mówi pierwszy rozdział Pisma św. (Rdz 1,31), Bóg szczególnie sobie pogratulował: "A widział Bóg, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre".

Mężczyzna i kobieta byli szczęśliwi, podziwiali się i nie czuli wstydu (Rdz 2,25).

Potem miał miejsce grzech pierworodny, ten tajemniczy fakt, który współczesna kultura za wszelką cenę chce "wypędzić drzwiami" i który "powraca oknem"; stanowi on wyjaśnienie wszystkich "fałszywych niespodzianek" naszego społeczeństwa: mężczyzna i kobieta, odrzucając ojcostwo Boga (jedzą z drzewa wiadomości dobra i zła, tzn. sami chcą decydować o tym, co złe, a co dobre, nie słuchając już nakazów Stwórcy), niszczą harmonię pomiędzy sobą.

Powróćmy do naszych seksualnych przesłań. D. Morris pisze (Człowiek i jego gesty), że kiedy nasi pierwsi rodzice zaczęli chodzić w pozycji pionowej, stanowiło to dla nich na początku poważny problem. "Samica" nie mogła już pokazywać "samcowi" swoich organów płciowych, jak "jej koleżanki" ze świata zwierząt. Co robić? Rozwinęła więc inne części ciała, które mogły stać się znakami seksualnymi: usta, piersi, pośladki.

Desmond Morris nie zadaje sobie pytania, kto dał "samicy" ludzkiego gatunku możliwość wypracowania takiego projektu oraz zdolność do jego realizacji. Badacz przyłącza się do swoich kolegów - wyznawców ewolucji - którzy mówią: "W pewnym momencie wieloryb postanowił porzucić ziemię i wejść do wody, a zatem sprawił, że na jego grzbiecie pojawił się otwór, przez który zwierzę wypuszcza fontannę wody i dzięki temu może oddychać. Tak jak niedźwiedź, który znalazł się wśród śniegów, aby się upodobnić do środowiska i łatwiej chwytać zdobycz, sprawił sobie białe futro. A kaczka, aby lepiej poruszać się w wodzie, rozwinęła błonę pomiędzy palcami?".

Ale kto wprowadził ten projekt w ewolucję wieloryba, niedźwiedzia i kaczki? Kto dał "samicy" ludzkiego gatunku zdolność myślenia i rozwijania znaków seksualnych innych od znaków małp?

Naukowcy nie odpowiadają, ale problem pozostaje. To zupełnie tak, jakby dziś człowiek powiedział: "Biorąc pod uwagę cenę samolotu, muszę sprawić sobie skrzydła!". Jak powiedział, tak też i uczynił, za milion lat wyrosną mu skrzydła.

Jak dokonał się ten skok? Mnie wydaje się to logiczne - w wyniku boskiej interwencji. Nic nie robi się samo. Dom nie wzniesie się sam bez architekta i murarzy.

Każdy jednak może myśleć, jak chce. Pewne jest, że z seksualnego punktu widzenia pomiędzy zwierzętami, nie pomijając małp, a człowiekiem, istnieje ten sam "skok" co między inteligencją zwierzęcą a ludzką.

Przesłania odmienności

Tonino Lasconi

Jak konkretnie odbywa się seksualne wezwanie pomiędzy mężczyznami i kobietami? Jak mężczyzna i kobieta spostrzegli, że się zakochali?
- To łatwe, wyznają sobie miłość!
Dowcipnisie! Zanim dojdzie do żarliwych słów, w które obfitują wszystkie powieści, filmy, reklamy i pamiętniki:
- Ewa, moja miła, kocham cię!
- Adamie, mój miły, ale jak bardzo mnie kochasz?
- Bardzo!
- Jak bardzo?
- Jak nikt nigdy dotąd nie kochał!

Przesłanie nadchodzi za sprawą tajemniczej mowy ciała.

Jest coś więcej. Miłosny dialog słowny może być (i często jest) fałszywy. Dwoje może udawać dla korzyści; jedno z dwojga może dać się zaślepić sile namiętności.

- - r e k l a m a - -

Miłosny dialog prowadzony przesłaniami ciała jest zawsze szczery, ponieważ nie możemy oszukiwać "mową ciała". Problem polega na tym, że nie zawsze jesteśmy zdolni to odczytać.

Dialog prowadzony sygnałami ciała opiera się przede wszystkim na odmienności ciała kobiety i mężczyzny, począwszy od włosów aż po czubki palców: to, co odmienne, przyciąga, zaciekawia, urzeka, zniewala, podbija.

Mężczyźni i kobiety zaczynają wysyłać sobie nieustanne sygnały, aby podświadomie sprawdzić swoje zdolności przyciągania, jak tylko rozwój płciowy w wieku 11-12 lat skieruje ich na drogę seksualnej odmienności (tzn. w chwili przekroczenia progu dzieciństwa, w okresie którego różnic oprócz organów płciowych nie odnotowujemy żadnych, nie istnieje żadna odmienność - oprócz tej, którą narzucają dorośli strojami, uczesaniami, zabawkami, ciało nabiera drugorzędnych cech płciowych: różnicuje się głos, kościec, owłosienie, piersi, chód).

Posłuchajcie, jak opisuje ten okres D. Morris: "Młode kobiety chodzą często pod rękę bez żadnego szczególnego celu i udają, że nie zauważają mężczyzn, którzy siedzą i się im przyglądają lub też obserwują je ze znacznej odległości. Dziewczęta sygnalizują swoją nieśmiałość głośnym śmiechem i zasłanianiem twarzy, gdy szepczą i żartują pomiędzy sobą. Chłopcy przyjmują często postawy aroganckie (sposób siedzenia lub stania), udając całkowity brak zainteresowania, "rozwalają się" z wyrazem bezsilności i rozkładają nogi w typowej dla naczelnych pozie (małpy), bądź też zaczepiają dziewczęta w sposób agresywny i często obraźliwy" (D. Morris, Człowiek i jego gesty).

Oderwijcie się od książki, zamknijcie oczy i przywołajcie w pamięci te miejsca, gdzie dochodzi do spotkań dziewcząt i chłopców: wejście do szkoły albo korytarze w czasie przerwy lekcyjnej, ulica albo deptak, parki, schodki kościołów, bary, które służą za miejsce spotkań, dyskoteki? Opis Morrisa dokładnie odpowiada temu, co dzieje się pomiędzy dziewczętami a chłopcami poszukującymi towarzyszki lub towarzysza.

Pytanie pełne zakłopotania: "To prawda, że tak się dzieje, ale ja w takich sytuacjach wcale nie myślę o seksie czy o znalezieniu towarzysza. Nie chcesz nam chyba powiedzieć, że celem wspólnego przebywania dziewcząt i chłopców jest znalezienie towarzysza, jak ma to miejsce wśród zwierząt? Gdyby tak było, byłoby to zniechęcające".

Bardzo inteligentne pytanie! Na szczęście, jak już powtarzałem przynajmniej ze sto razy, u gatunku ludzkiego zdarzyło się coś, co kazało dokonać nam ogromnego skoku w stosunku do zwierząt. Mężczyźni i kobiety nie łączą się jedynie w celu kopulacji, ponieważ dla nich nie istnieje pora godów. Są razem, aby rozmawiać, pracować, organizować, dotrzymywać sobie towarzystwa, cieszyć się wzajemnie, pomagać sobie, modlić się, czynić dobrze?

Jednak składnik przesłania seksualnego pozostaje zawsze w tle, ponieważ bycie mężczyzną i kobietą nie jest funkcją, nie służy wyłącznie do przedłużania gatunku, ale jest naszym sposobem istnienia. Seksualność, jak zobaczymy kontynuując naszą podróż, nie jest częścią ciała, ale nami.

A zatem, nie bójcie się: nie jesteśmy zwierzętami, które się spotykają jedynie w celu kopulacji!

Złośliwe pytanie: "A ci mężczyźni i kobiety, którzy gdziekolwiek się spotykają, nie potrafią mówić ani myśleć o niczym innym, jak tylko o organach płciowych i współżyciu seksualnym?".

Być może jeszcze nie postanowili "podnieść się z czterech łap"?

Przed chwilą powiedzieliśmy, że dialog za pośrednictwem informacji ciała pomiędzy mężczyznami a kobietami zachodzi poprzez wzajemną odmienność. Odmienność, która istnieje zawsze (kobieta jest zawsze kobietą, nawet gdy się modli, a mężczyzna jest zawsze mężczyzną, nawet jeśli pomaga niepełnosprawnemu na wózku), ale zostaje podkreślona z większą siłą, kiedy u podstaw spotkania obecny jest zamiar podobania się jako kobieta (czy mężczyzna) bądź też znalezienie sobie towarzysza (lub towarzyszki życia).

Chcę powiedzieć: chłopcy i dziewczęta, którzy spotykają się na modlitwie wspólnotowej w parafii, podkreślają różnice płciowe słabiej niż taka sama grupa, która spędza godzinę w parku. Zresztą zawsze znajdą się wśród nich takie osobniki, które będą chciały być bardzo Męskie albo bardzo Kobiece (w zależności od płci) nawet, kiedy są w kościele?, ale o tym powiemy później. Teraz kontynuujemy.

- Świetnie! - słyszę niezadowolony chórek - Skończysz wreszcie z tymi dygresjami? Powiesz nam w końcu, jakie są te różnice pomiędzy mężczyznami a kobietami, które stają się przesłaniami? Dalej, to nam się podoba!

Powiem wam, ale? w następnym rozdziale. Na razie ograniczę się do powiedzenia, że całe ciało mężczyzny i kobiety jest odmiennością, która zaciekawia, woła, oczarowuje: włosy, oczy, nos, głos, usta, szyja, ramiona, ręce, piersi, biodra, pępek, pośladki, nogi, stopy? Wszystko.
- A więc pominiemy ten rozdział i przeczytamy następny.

Moja rada: lepiej nie, ponieważ musimy jeszcze zrobić pewną użyteczną uwagę, aby zrozumieć to, co będziemy podziwiać.

Umiar w głowie

Tonino Lasconi

Dobry Bóg zatroszczył się o to, aby rytmami i porami roku uregulować seksualność zwierząt, które nie myślą rozumnie.

Z mężczyzną i kobietą, stworzonymi na Jego obraz i podobieństwo, Bóg nie mógł postąpić w ten sam sposób: musiał (musiał? Tak, w tym przypadku nawet Bóg nie mógł postąpić według swojego "widzimisię", ponieważ nie mógł zaprzeczyć samemu sobie: człowiek albo jest, albo nie jest wolny) pozostawić ich inteligencji zadanie ustanowienia czasu i miary seksualności.

W świecie zwierząt nie istnieje prostytucja, przemoc cielesna, pornografia, wykorzystywanie dzieci.

W świecie ludzkim - tak, ponieważ człowiek, stworzony na podobieństwo Boga, jest wolny. A grzech jest tego największym dowodem: kto jest wolny, może popełnić błąd.

- - r e k l a m a - -

Ileż razy mówimy: "Czy Bóg nie może zabronić pewnym ludziom dopuszczania się tak okropnych czynów? Dlaczego Bóg nie zabroni wszystkim czynienia zła?". Bóg z pewnością mógłby to uczynić. Ale wtedy zamiast człowieka zostałoby Mu jakieś zwierzę, a nie stworzenie uczynione na Jego podobieństwo. Gdyby Bóg odebrał ludziom możliwość popełnienia błędu i czynienia zła, wykreśliłby z nich wolność, a zatem Swój obraz.

Kto chce zrezygnować z inteligencji, z daru, który czyni nas obrazem Boga, może to zrobić. Głowa służy również do noszenia kapelusza, ale kto się nią posługuje wyłącznie w tym celu, nie wykorzystuje wszystkich jej możliwości.

Ciało służy również do wysyłania seksualnych sygnałów, ale kto używa go tylko i wyłącznie w tym celu, nie wykorzystuje wszystkich jego możliwości. Kto sprowadza ciało do seksu, jest jak typ, który kupuje sobie Ferrari i jeździ ciągle na jedynce.
- A jeśli moda mówi, że trzeba chodzić nago?

Tak! To wielki współczesny problem: moda. Moda nakazuje, moda narzuca, moda decyduje o tym, co dobre i o tym, co złe. Ale przemysł mody interesuje robienie pieniędzy, a nie poszanowanie, jakie musimy mieć wobec siebie i innych. Do nas należy takie posługiwanie się modą, by nie stawać się jej niewolnikami.

Pewnego razu, dyskutując na te tematy z grupą młodzieży, zapytałem jedną dziewczynę, zawsze pierwszą w zakładaniu najdziwniejszych strojów lansowanych przez modę: "Gdyby moda kazała dziewczętom chodzić w ubraniach z prześwitującego nylonu, co byś zrobiła?".

Dziewczyna z ledwie dostrzegalnym wahaniem odpowiedziała: "Jeśli zrobią to inne, ja też!".

Na moją oraz innych osób z grupy próbę spokojnego uświadomienia jej, że ten sposób myślenia nie jest szczytem wolności, dziewczyna bez cienia wątpliwości zareagowała: "Nie jesteście ludźmi wolnymi, ponieważ słuchacie tego, co mówią inni! Nie macie odwagi podjąć własnej decyzji!". I poszła sobie, kręcąc pupą.

Takich ludzi jak ta dziewczyna jest pełno na każdej ulicy! A piękne jest to, że "pasjonaci mody", którzy jako pierwsi przyjmują nakazy przemysłu, są przekonani o swoim sprycie, odwadze i wolności. Tymczasem stanowią najsłabsze ogniwo łańcucha. Są tymi, na których przemysł wywiera presję, aby otworzyć drogę swoim produktom. Są pierwszą dziurą w tamie, która daje początek szczelinie.

Widziałem młodą panią, szerszą niż dłuższą, która nosiła mini i bardzo modną ogromną torbę; przypominała tort ślubny. Ale była z siebie dumna, czuła się prawdopodobnie najbardziej wolną osobą na tym świecie, ponieważ założyła coś, co wprawdzie gryzło się z jej rozmiarami, ale było to coś, co mają wszyscy!

Szacunek do siebie i innych

Tonino Lasconi

Aby zdobyć się na "mowę ciała" spokojną, wyważoną, konstruktywną, nie nastawioną na oszustwo, budzenie zdziwienia czy też na łowienie, ale na budowanie, mówienie prawdy, komunikowanie, musimy dokonać wielkiego wyboru, wyboru poszanowania siebie i innych. Rodzi się ono z głębokiej świadomości własnej i cudzej godności; ze świadomości, że zostaliśmy stworzeni do wielkich i wiecznych rzeczy.

Mówi Psalm 139: "Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie".

A Psalm 8 dodaje: "Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym - syn człowieczy, że się nim zajmujesz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich".

- - r e k l a m a - -

Spróbujcie skupić się na tych dwóch zdaniach, a potem pomyślcie o postaciach z niektórych filmików, programów telewizyjnych czy pism pornograficznych. Czy nie odczuwacie za nie wstydu, jakby deptały także i waszą godność?

Istniejemy zawsze "w związku" z innymi, tak jakby niewidzialna pępowina łączyła nas ze wszystkimi napotkanymi ludźmi.

Poszanowanie jest obowiązkiem przekazywania czegoś lepszego od nas, całego naszego bogactwa.

Kto zachowuje sobie jedynie mięśnie czy uda, będzie przekazywał informacje jedynie o mięśniach i udach. Trochę mało, jak na ludzi stworzonych na obraz Boga!

Natomiast ten, kto ma świadomość bycia "niewiele mniejszym od istot niebieskich", będzie miał do przekazania wiele innych przesłań.

I nie zaczynajmy od tej samej śpiewki: "A co w tym złego?". Nie jesteśmy stworzeni, aby czynić zło, ale po to, by budować dobro. Zawsze postawmy sobie pytanie: jak powinienem się zachować w tej sytuacji, żeby zbudować jak największe dobro?

Przyzwoitość

Tonino Lasconi

Kiedyś babcie i matki powiadały: "Stój porządnie! Siedź porządnie!". Nie uczyły się z żadnych książek, ale były niezwykle wrażliwe na szkołę rzeczywistości.

Dzisiaj tego zaproszenia już się więcej nie słyszy, potrzeba sporej odwagi, aby je wypowiedzieć, kiedy mass media dają nam wszystko! Ale powinniśmy umieć powiedzieć to samym sobie: "Siedź porządnie! Stój porządnie! Nie kładź się na ladzie! Jesteś cennym skarbem! Dlaczego chcesz wystawić się na widok publiczny jak jakiś tani towar?".

Przyzwoitość jest stylem, klasą, poczuciem umiaru, dyskrecją. To inteligencja.

- - r e k l a m a - -

Wulgarność

Tonino Lasconi

Przyzwoitości przeciwstawia się wulgarność. Jest ona przeciwieństwem poszanowania siebie i innych. Jest lekceważeniem wymogów osób innych tylko dlatego, że potrafimy wykrzyczeć wyłącznie jedno słowo: "Ja!".

Wulgarność to brak umiaru, dyskrecji, świadomości miejsca i czasu. Wulgarność to osioł, który ryczy i nie przejmuje się orkiestrą grającą utwór Vivaldiego.

Wulgarność jest? Wystarczy! Nie interesuje nas pogłębianie definicji wulgarności. Pragniemy podkreślić tylko jeden aspekt: jej związek z seksem. Pomyślcie! Gesty i słowa, które uważamy za wulgarne, zawierają obraźliwe odniesienia do seksualności, źródła życia, najskrytszej rzeczywistości ludzkiego istnienia.

Osoba wulgarna nie ma szacunku do siebie i innych, a tym bardziej nie będzie umiała docenić własnej i cudzej seksualności.

Chcąc zamknąć temat, muszę dodać, że wulgarność karmi się dwiema innymi "subtelnościami": niestosownymi odniesieniami do czynności, które osoby dobrze wychowane wykonują w zaciszu łazienki oraz bluźnierstwami przeciwko Bogu. Wszystko niezwykle wyrafinowane! Człowiek wulgarny to taki, który nie szanuje rzeczy intymnych, tajemnych i świętych.

- - r e k l a m a - -

Potwory i katastrofy

Tonino Lasconi

Uświadamiamy sobie, że w czasie każdej burzy zdarzają się katastrofy: wylania, zerwane ulice, połamane mosty, lawiny, zniszczone miasta? Jak to możliwe? W ciągu ostatnich lat zachowywaliśmy się tak, jakby natura nie miała swoich praw, rytmów i zmian.

Bolejemy i rwiemy sobie włosy z głowy z powodu nieszczęść sobotnich wieczorów, ale nie chcemy wziąć pod uwagę rytmów biologicznych naszego organizmu. Biada nam, jeśli powiemy, że rozsądne jest siadanie za kierownicą samochodu po drugiej w nocy i po całych godzinach huku, tańca i picia.

- - r e k l a m a - -

Jesteśmy pełni niedowierzania, przeraża nas i poniża wzrastająca przemoc seksualna wobec kobiet i dzieci. Jednak biada nam, jeśli powiemy, że w naszym otoczeniu krąży zbyt wiele przesłań seksualnych: filmy, programy telewizyjne, pisma, piosenki, wideokasety, minispódniczki, dekolty, obcisłe i przezroczyste ubrania? To tak, jakbyśmy się znaleźli w huku tysiąca decybeli, w końcu ktoś zaczyna wrzeszczeć i wariować.

Niestety, zawsze znajdzie się osoba "słaba", która z powodu problemów psychologicznych albo z trudnych przejść, bądź też z powodu niskiej pozycji społecznej, pod presją przesłań seksualnych "rozrywa brzegi" i popełnia szaleństwo. Wtedy krzyczymy na "potwora". A złapany potwór okazuje się tylko biednym diabłem.

W takich przypadkach zawsze znajdzie się jakiś spryciarz, który domaga się najsurowszej kary, jeśli nie kary śmierci. Patetyczna iluzja! W Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie w wielu stanach za gwałt przewidziana jest kara śmierci, skala tego przestępstwa wcale się nie zmniejszyła, a kroniki kryminalne odnotowały wzrost okrucieństwa przy popełnianiu tej zbrodni.

Należy pójść inną drogą: odbudować pomiędzy ludźmi związek "ekologiczny", naturalny, przynajmniej taki, jaki istnieje pomiędzy roślinami, wodą i powietrzem.

Seksualność: broń w zasięgu ręki

Tonino Lasconi

Ten, kto ogląda przez cztery godziny dziennie telewizję, asystuje w dziesiątkach zabójstw popełnionych bestialskimi środkami, w nieustannych odniesieniach do możliwości wzbogacenia się, bombarduje go deszcz pośladków, piersi i mięśni. Wszystkie te programy skupiają się wokół trzech "S" (śmierć, szmal, seks), trzech podstawowych instynktów usypiających wrażliwość na wszystkie inne dążenia, które Bóg wlał w nerwy naszej woli.

Codziennie jesteśmy skazani na zatłoczone środki komunikacji publicznej, na stanie nos w nos z obcymi ludźmi; na spotykanie osób, z którymi nie mamy nawet odrobiny czasu na ustanowienie jakiegoś związku?

Znajdujemy się w gorszej sytuacji niż myszy w zbyt ciasnej klatce.
- Co te rozważania mają wspólnego z przemocą seksualną?

Przemoc seksualna jest wskaźnikiem stanu rozpowszechnionej przemocy, ponieważ ujawnia się jako pierwsza (na różnych płaszczyznach: od ręki obmacywacza w autobusie do "rozbierającego" spojrzenia, wulgarnego słowa...).

- - r e k l a m a - -

Nie wszyscy mamy pistolet czy karabin maszynowy, potrzeba na to pozwolenia i jesteśmy odnotowani w rejestrach. Nie wszyscy wiedzą, jak przyłączyć się do mafii. Nie wszyscy mają władzę polityczną, aby panować nad innymi. Nie wszyscy mają miliardy, aby korumpować?

Wszyscy natomiast mają seksualność - broń w zasięgu ręki.

Należy wreszcie powiedzieć - i w końcu zaczynają o tym mówić słynne "ekspertki" zaproszone do telewizji, aby skomentować przemoc seksualną - że wobec przemocy seksualnej jesteśmy bardzo nieostrożni i bezmyślni. Wiele lat temu dziewczęta chroniono przed pewnymi sytuacjami, a one zgadzały się na pewne zakazy, które dotyczyły uczęszczania do niebezpiecznych miejsc czy środowisk. Dzisiaj odrzucają te upomnienia, ponieważ wydaje im się, że szkodzą one wolności kobiety. Mówią: "Mężczyźni nie mają prawa nas gwałcić. A zatem my będziemy chodzić, dokąd chcemy, kiedy chcemy i będziemy ubierać się, jak nam się podoba. Koniec, kropka!".

Słowa i święte przekonania dobre byłyby w idealnym świecie, gdzie złodzieje nie mieliby prawa kraść, a mordercy zabijać; gdzie nocą moglibyśmy spacerować tak samo bezpiecznie jak za dnia; gdzie każdy zostawiałby otwarty samochód i nie przywiązywany łańcuchem motor. Ale ten idealny świat tu, na ziemi, nie istnieje, ponieważ zdarzyło się to oszustwo, które Pismo św. nazywa grzechem i nawet jeżeli ktoś mówi, że w to nie wierzy, nie oznacza to, że grzech zniknie z powierzchni ziemi. Jeśli ktoś mówi, że nie wierzy w ciemności, to na pewno nie rozwieją się one wokół niego.

Zgoda na bardzo surowe kary dla winnych przestępstw seksualnych, jednej z najwstydliwszych zbrodni, które wymyślili ludzie (wśród zwierząt przemoc seksualna nie istnieje!), ale dobrze byłoby nie rezygnować z odrobiny ostrożności; na przykład wsiadanie do samochodu nieznajomego, nie jest zbyt rozsądne.
- Przemoc seksualna nie powinna istnieć!

Słusznie! Kradzież też nie powinna istnieć, a jednak nikt nie chodzi po bazarze, wymachując beztrosko plikiem banknotów, pozwalamy sobie na to jedynie w domu, w gronie zaufanych przyjaciół. A nawet i to nie?

6. Mężczyźni i kobiety od stóp do głów

Tonino Lasconi

Fragment

Nasza podróż przybliża nas teraz do ciała mężczyzny i kobiety, do tego wspaniałego "rękodzieła", które dzisiaj, jak też w innych okresach historii (pomyślmy o cywilizacji greckiej i rzymskiej) było uwielbiane prawie na równi z bóstwem.

Wszędzie - w telewizji, w tygodnikach, w kalendarzach, na plakatach, w programach telewizyjnych, w spotach reklamowych, na pokazach mody, na wystawach sklepów natykamy się na wspaniałe "egzemplarze" ciał.

Ale co kryje się za cielesnym obrazem ludzkiego stworzenia, które wielu z uporem nie określi mianem czegoś więcej niż tylko bardziej rozwiniętym zwierzęciem - uwielbianym jednak niczym bóstwo? Pomyślcie, ile wydajemy na siłownię, przyrządy gimnastyczne, sauny, perfumy, kremy?

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

On i ona, krzywa i kąt, schronienie i atak

Tonino Lasconi

Zacznijmy od niej, od kobiety. To jej ciało opanowało zarówno współczesne jak i te dawne witryny. Od kiedy człowiek nauczył się rzeźbić w kamieniu, jego obraz został uwieczniony w tysiącach póz (obejrzyj podręcznik do historii sztuki albo jakąkolwiek encyklopedię), sprowadzające się do wspólnego mianownika: linii krzywej. Nie ma chropowatości, nie ma kantów. Od ramion aż po piersi; od bioder aż po pośladki; od brzucha aż po kolana: wszystko jest okrągłe, wszystko jest linią krzywą. Od piersi (z łacińskiego "sinus", oznaczającego właściwie bruzdę pomiędzy nimi) do małego zagłębienia pępka, od dołeczków aż do nasady szyi, do zatoki łona: wszystko zaprasza do wejścia, do schronienia się.

Kiedy patrzymy z tyłu, panorama się nie zmienia. Nad wszystkim dominują pagórki pośladków (Grecy czczą Afrodytę Kallipygos - "Pięknotyłą" - z powodu jej pięknych pośladków), a dwa dołeczki u podstawy kręgosłupa wydają się małymi jeziorkami, zasilającymi głęboką i tajemniczą dzieląca je bruzdę.

Kiedy mówimy: "kobieta", mówimy: "linia krzywa, która niczym pieszczota biegnie gładko i bez przeszkód". Kiedy myślimy o kobiecie, myślimy o wazie, basenie, kołysce, jeziorze, muszli? każdej przestrzeni, która może w sobie coś zawrzeć.

- - r e k l a m a - -

Mężczyzna - odwrotnie: jest kątem, szorstkością, wypukłością. Wszystko w nim skłania się ku działaniu, penetracji.

Już z tego krótkiego wstępu wyłania się jedna niezwykle ważna rzecz - fakt bycia mężczyzną czy kobietą nie jest atrybutem, jakimś dodatkiem, rzeczą drugorzędną, ale tajemniczą cechą wewnętrzną, objawiającą kondycję człowieka.

Bycie mężczyzną i kobietą mówi, czego chcemy, co nam się podoba, co nas przyciąga, a co odpycha. Mówi, kim jesteśmy.

- Stop! Zatrzymaj się na chwilę! Dlaczego poświęciłeś dwadzieścia linijek kobiecie, a tylko trzy mężczyźnie? Jak to się dzieje, że idziesz tą samą ścieżką co reklama, okładki kolorowych pism, kino, programy telewizyjne, które zawsze podpierają się kobiecym ciałem? Czy nie istnieje niebezpieczeństwo uprzedmiotowienia ciała kobiety - jak mówiły feministki kilka lat temu? Czy to nie jest jakaś forma męskiego szowinizmu?

Ani w napisanych na otwarcie naszych rozważań i poświęconych kobiecie słowach ani w tych, które pragnę poświęcić jej później, nie ma ani uprzedmiotowienia, ani męskiego szowinizmu. Faktem jest - wskazywaliśmy już na to tysiąc razy - że kobieta została stworzona w sposób, który wymaga więcej słów. Ktoś w żartach kiedyś powiedział, że nie mogło stać się inaczej, skoro Adam jest tylko nieudaną i brzydką kopią Ewy. A ktoś inny dodał: może dlatego Adam chciał się zrewanżować i niegodnie wykorzystując swoją fizyczną przewagę, zmusił Ewę do znoszenia przez wieki niewiarygodnego wręcz poniżenia.

Żarty na bok, u gatunku ludzkiego to kobieta posiada większą różnorodność seksualnych wezwań.

Kiedy mówimy o zwierzętach, opisujemy majestatyczną grzywę lwa, wspaniały ogon pawia, imponujące poroże jelenia, przeraźliwą siłę byka? Gdyby w świecie zwierząt istniały agencje reklamowe, samce by zaprotestowały: "Dlaczego na okładkach pojawiają się tylko nasze zdjęcia?".

Czy istnieje jakieś wyjaśnienie tego płciowego bogactwa "samicy" ludzkiego gatunku? Oczywiście! Dziecko, aby się harmonijnie rozwijać, potrzebuje opieki obydwojga rodziców przez czas wyjątkowo długi (w porównaniu z potomstwem zwierząt). Kobieta przez swoją urodę ma za zadanie zatrzymać mężczyznę przy dziecku. Innymi słowy: seksualność ludzka nie ma na celu wyłącznie reprodukcji, ale również stworzenie trwałego i głębokiego związku pomiędzy ojcem a matką. Dlatego Bóg zatroszczył się, aby dać kobiecie przyjemność seksualną: to jedyna "samica", która odpowiada samcowi. Seksualność ludzka nie jest kopulacją, ale dialogiem.

Ten fakt doskonale znają specjaliści od reklamy. Zwróćcie uwagę na spoty telewizyjne i zauważcie, w ilu pojawia się całe ciało kobiety albo tylko pewne jego części, wysyłające najsilniejsze sygnały seksualne: usta, piersi, pośladki, nogi.

Reklamy budowane na kobiecych sygnałach mają praktycznie podwójną publikę: mężczyzn i kobiety. Kobiety, bardziej od mężczyzn skupione na swoim ciele, z ogromną ciekawością porównują swoje ciała z ciałami innych kobiet.

Lecz teraz nadszedł czas, aby wyruszyć w szczegółową i entuzjastyczną podróż.

Blond grzywa

Tonino Lasconi

Zaczynamy od głowy, a raczej od włosów. Nie istnieją zwierzęta, które miałyby włosy podobne do naszych. Są one charakterystyczną cechą gatunku, czymś, co nas odróżnia od zwierząt oraz ważnym sygnałem seksualnym.

Aż do okresu rozwoju płciowego pomiędzy chłopcami a dziewczynkami nie istnieją znaczne różnice, jeśli chodzi o włosy. Około osiemnastego roku życia hormony męskie usuwają niektóre brodawki cebulek włosowych i chłopcy zaczynają tracić włosy na skroniach i na czubku głowy. Kobiety zaczynają tracić je po menopauzie, ale niezwykle rzadko łysieją.

U gatunku ludzkiego "grzywy" noszą "lwice"! Długie falujące włosy są obrazem kobiecości i seksualnej atrakcyjności (ile pieniędzy wydają kobiety u fryzjerki?).

- - r e k l a m a - -

Obcięcie czy też ukrycie włosów (welon sióstr zakonnych) oznacza rezygnację z własnej kobiecości i "ofiarowanie" własnego życia Bogu i braciom dla wyższych celów. Także żałoba wymaga zakrycia włosów szalem na znak rezygnacji - przynajmniej chwilowej - z własnej kobiecości.

Jedną z najbardziej znienawidzonych kar nałożonych kobietom przez mężczyzn było obcięcie włosów "na łyso" (np. w czasie drugiej wojny światowej przez partyzantów, którzy kobietom współpracującym z faszystami albo Niemcami golili włosy).

Która dziewczyna, postanawiając skrócić sobie włosy ze względów praktycznych lub poddając się dyktatowi mody, nie odczuła przykrości z powodu rezygnacji ze swej "grzywy"?

Mężczyźnie długie włosy przeszkadzają w jego dynamicznym trybie życia, nie są tak gęste, nie wysyłają też równie silnych sygnałów seksualnych. Mężczyźni w niektórych okresach swojego życia noszą długie włosy na znak sprzeciwu. Innym razem to moda mówi "stop" brzytwie.

Także kobiety dla zamanifestowania sprzeciwu, a częściej dlatego, że tak nakazuje moda, obcinają włosy na krótko albo bardzo krótko. Ale później ten protest słabnie, a moda przemija. I powracamy do sugestii natury.

Ciekawostka: blondynki mają około 140.000 włosów (spróbujcie policzyć, jeśli nie wierzycie), a brunetki - 108.000. Oto wyjaśnienie, dlaczego "femme fatale" jest blondynką i dlaczego "mężczyźni wolą blondynki", jak mówi słynny film z Marylin Monroe, i dlaczego włosy blond nigdy nie wyjdą z mody: wiele blondynek, które widzimy, jest farbowanych!

A rude? Biedaczki mają jedynie 90.000 włosów. To wśród rudych znajdujemy kobiety o włosach najbardziej zniszczonych. Ale rudy kolor w odcieniu "Tycjan" na falującej "grzywie" blondynki stanowi szczyt pragnień (D. Morris, Nasze ciało).

Czarujące oczy

Tonino Lasconi

Oczy mężczyzny są większe od oczu kobiety, ale wydają się mniejsze. Oczy kobiety mają większą powierzchnię białkówki. To dodaje jej oczom szczególnego czaru, to źródło poezji i pieśni, których nie ma końca: oczy niebieskie, oczy jak morze, jak niebo, jak jeziora?

Wielkie oczy są charakterystyczną cechą małego dziecka. Kobiecie spodobało się tę cechę zatrzymać, ponieważ wszystko, co przynależy do dziecka, wzbudza łagodność i czułość. Kobieta nie tylko zatrzymuje tę cechę, ale wyolbrzymia ją (czasem aż do przesady) makijażem, kobiecą sztuczką znaną od najdawniejszych czasów starożytnych.

U mężczyzn oko wydaje się bardziej zamknięte, a zatem mniej zdolne do pokazywania źrenicy, stworzone bardziej do dominacji niż do poszukiwania uczucia (porównaj: "Komunikaty wysyłane oczami"). "Patrz mi w oczy!" - to zdanie mężczyzna lubi wykrzykiwać do kogoś, kogo uważa za gorszego od siebie.

Oczy mężczyzny, właśnie dlatego, że są inne, bardzo podobają się płci przeciwnej. Według wielu testów okazują się najbardziej podziwianą przez kobiety częścią męskiego ciała (razem z rękoma).

- - r e k l a m a - -

Ogromne różnice występują w wyglądzie brwi obydwu płci. Brwi mężczyzny są gęste, a kobiety cienkie. Dlatego też często są ledwie podkreślane przez makijaż. Pęseta do przerzedzania brwi oraz czarna kredka to jeden z nieodzownych przyrządów w bogatym zestawie narzędzi damskiego makijażu.

Zauważcie pewną stałą: wszystko, co odmienne, przyciąga płeć przeciwną, dlatego wszystko, co już jest inne, zostaje jeszcze bardziej podkreślone makijażem, strojem, zachowaniem. Także zachowaniem. Przypomnijcie sobie, jak poruszają ustami i oczami telewizyjne prezenterki i jak chodzą modelki.

Czasami osiągamy większy efekt, podkreślając odmienność aż do jej przeciwieństwa: kobieta o bardzo krótkich włosach czy w marynarce z poduszkami poszerzającymi ramiona.

Nosek i nochal

Tonino Lasconi

Schodząc trochę niżej, docieramy do nosa. Nos mocny i władczy dodaje twarzy mężczyzny autorytetu i prestiżu. Taki sam nos okazałby się męką dla kobiety, która chce mieć nosek zgrabny i mały jak nosek dziecka.

Ponownie na twarzy kobiety uwidaczniają się cechy wyglądu małego dziecka, które wywołuje uśmiechy i pieszczoty.

Mówiliśmy już o "grymasie dziewczynki", do którego często ucieka się kobieta, aby zdobyć sympatię. Czasami, jeśli brak jej umiaru, może wywołać efekt odwrotny. Wraz z menopauzą cechy kobiece bardzo zmniejszają swoją intensywność i grymas "dziewczynki" może stać się karykaturą brzydkiej dziewczynki. Nabierają się na to niektóre prezenterki i wszystkie panie, które przekroczyły pewien wiek: ich miny zbierają i podkreślają wszystkie zmarszczki, które przywodzą na myśl wszystko z wyjątkiem aksamitnej skóry dziecka.

- - r e k l a m a - -

Oto inny bodziec, który może kazać się użyteczny: makijaż, strój i zachowanie doskonale nadają się do podkreślenia swojego bycia mężczyzną (lub kobietą). Dlaczego z tego rezygnować? Natura (i Ten, kto ją zaplanował) chciała nas właśnie takimi. Wystarczy jedynie odrobina rozsądku i akceptacji siebie, które nie dopuszczają do śmieszności i przesady.

Idealne nosy. Dzięki chirurgii plastycznej wiele kobiet może pożegnać się z "męskim" nosem. Przypatrzcie się słynnym osobom życia publicznego. Patrząc na nie w telewizji, po cichu się zastanawiacie: "Przecież ta?, jest coś, czego przedtem?". To proste, Watsonie! Mają nowiuteńki nos.

Broda i wąsy

Tonino Lasconi

Pomińmy uszy, które - tak samo jak nos - różnią się rozmiarem (Ale nie tylko! Małżowina kobiety jest wrażliwsza od męskiej na dotyk i pocałunki). Pomińmy kolczyki, które służą podkreśleniu urody kobiet. U mężczyzn natomiast stają się (razem z długimi włosami) wyrazem kontestacji - jak zdarzyło się to w naszych czasach. Zresztą przywłaszczyła je sobie moda i teraz noszą je wszyscy. Teraz rozpoczyna się powrót do normalności. Zatrzymajmy się przez chwilę na wąsach: męskiej chlubie? i kobiecej rozpaczy.

Żałosne powiedzenie mówi: "Wąsate są bardziej namiętne!", ale nigdy nie pocieszyło to żadnej kobiety. Ona doskonale wie, że połysk skóry i brak owłosienia jest jednym z najbardziej poszukiwanych znaków odmienności seksualnej.

- - r e k l a m a - -

Wie o tym doskonale reklama, która mówi o kremach, golarkach, woskach depilujących i pęsetach, wyrywających włosy razem z cebulką, zapewniając ostateczną śmierć biednemu zbędnemu owłosieniu.

Skoro już tu jesteśmy, pomyślmy z litością o biednych "wąsatych" kobietach, które do niedawna stanowiły jedną z cyrkowych atrakcji.

Natomiast chłopiec, który około czternastego roku życia nie widzi wąsów pod nosem i zarostu na brodzie, wpada w głęboką depresję, potęgowaną dowcipami i przezwiskami wąsatych już kolegów.

Ile bezlitosnych kpin musi znieść w okresie szkoły średniej, kiedy oko kolegów i koleżanek zawsze spogląda tam, gdzie najbardziej boli!

Miękka skóra

Tonino Lasconi

Wąsy i owłosienie dają nam okazję do zatrzymania się na moment na skórze. Skóra kobiet, oprócz tego, że jest mniej owłosiona, jest bardziej miękka i wrażliwsza na dotyk. To tłumaczy pewne zachowania. Kobiety bardziej lubią kontakt fizyczny, trzymają się za rękę, chodzą pod ramię, całują się na powitanie. Są też bardziej wrażliwe na ciepło i zimno. Przyjrzyjcie się kaloryferom na korytarzach waszej szkoły; dziewczęta, kiedy tylko mogą, siedzą przy nich niczym kotki przy ogniu.

- - r e k l a m a - -

Usta na wyłączność

Tonino Lasconi

Usta wymagają trochę dłuższego postoju. Tak samo jak włosy stanowią przede wszystkim sygnał gatunku ludzkiego, ponieważ żadne zwierzęta, nawet małpy, które są rzekomo naszymi "kuzynami", nie mają warg wywiniętych na zewnątrz. Tylko w określonych momentach zwierzęta wywijają wargi, okazując w ten sposób gniew lub strach.

Usta, zwłaszcza kobiece, stają się jednym z głównych sygnałów seksualnych. Usta kobiety są większe, czasami zdaje się, że są od ucha do ucha (zjawisko to jest widoczne u niektórych aktorek i piosenkarek)! Usta kobiet są większe i bardziej mięsiste, bardziej wypukłe i wrażliwe, bardziej czerwone. Są bezpośrednio związane z seksualnością, ponieważ w chwili seksualnego podniecenia stają się bardziej nabrzmiałe, bardziej czerwone i wrażliwsze. Nie potrzeba czytać żadnej książki, żeby wiedzieć, że pocałunek usta-usta to pocałunek składany na ustach!

- - r e k l a m a - -

Kobiety zawsze wiedziały o ogromnej atrakcyjności swoich ust i od niepamiętnych czasów - wśród materiałów archeologicznych wykopalisk starożytnych cywilizacji nigdy nie brakuje tych fiolek - podkreślały swoje usta czerwienią, kolorem miłości.

Wiedzą o tym doskonale specjaliści od reklamy. Przyjrzyjcie się uważnie spotom telewizyjnym i odnotujcie, w ilu z nich pokazują się wielkie, czerwone, harmonijne usta współotwarte albo złośliwie złożone na brzegu kieliszka, liżące loda, jedzące czekoladę, jabłko, ser? Przejrzyjcie magazyny ilustrowane, które macie w domu, i rzućcie okiem na plakaty reklamowe, którymi są wyklejone ściany waszych miast: usta kobiece są wszechobecne. Nie mówimy o pismach pornograficznych! Nie ma wątpliwości, że usta kobiece są jednym z najsprytniejszych sposobów przyciągnięcia uwagi konsumentów bez drażnienia ich wrażliwości - co nastąpiłoby niechybnie, gdyby zamiast nich pokazywano organy płciowe.

Z drugiej strony mądrość ludowa, która wypływa z obserwacji rzeczywistości, zawsze znała powiedzenie: "Umalowała sobie usta jak dziwka!". Te panie, nie czytając książki D. Morrisa, zawsze stawiały na przesadny makijaż ust, mający służyć "łowieniu klientów".

Czy zaczyna się wam podobać lektura tej najpiękniejszej książki, jaką jest rzeczywistość? Zwróćcie więc uwagę, kiedy spotykacie jedną z tych staruszek, które "się trzymają", być może noszą kapelusz i rękawiczki. Przyjrzyjcie się im z bliska: nie mając już mięsistych warg, malują sobie usta tak, że szminka sięga im prawie nasady nosa - staruszki łudzą się w ten sposób, iż przekonają nas o posiadaniu czegoś, czego już nie mają. Z daleka sztuczka daje jakieś rezultaty. Ale z bliska?

W dzisiejszych czasach te kobiety, które nie akceptują starości, mają bardziej skuteczny środek, aby oszukać lata: zastrzyk z silikonu.

Ale jakże piękne są staruszki, które mając zwiotczałe usta, zachowują tę samą pogodę i dumę, jaką miały wtedy, kiedy były w kwiecie wieku!

Usta nie tylko wysyłają sygnały seksualne. Są narzędziem uśmiechu - uśmiech kobiety, z powodu szczególnego ułożenia ust, był od zawsze porównywany do światła rozjaśniającego mroki nocy, mogą także wyrażać nienawiść, gniew, urazę.

Krótka uwaga na temat kącików ust. Gdy u osoby starszej widzimy opadające kąciki ust, możemy się domyślić, iż ma ona starość smutną i pełną cierpienia. Kąciki podniesione wskazują na radość i spokój. Jak zawsze - ale to już dawno powinno być oczywiste - również ten sygnał jest bardziej czytelny u staruszki niż u staruszka. Nawet wtedy, gdy nie zakrywa go wąsami!

Ostatnia ciekawostka - język. "Kobiety mają długi język!", mówi stare ludowe powiedzenie. To prawda, dowiodła tego nauka. Język kobiet jest nie tylko dłuższy, ale bardziej wszechstronny i gotowy do użytku. Ciężko zobaczyć jest kobiety, które siedzą obok siebie w milczeniu. W pociągu, w autobusie, w metrze, na poczcie? nawet jeśli się nie znają, po kilku minutach zaczynają rozmawiać. Mężczyźni wolą czytać gazetę, spoglądać na każdego z daleka, pogwizdywać? Nauka sądzi, że znalazła różnicę "języka" w substancji, która łączy dwie półkule mózgowe. W mózgu kobiety ma być ona gęstsza.

Język kobiety sprzymierzony z ustami wyzwala ogromną siłę uwodzenia (znowu: uważajcie na reklamę, która "zna się na tym"!).

Kiedy mówi Pismo św.: "Zabiłem ich bardziej językiem niż mieczem!", czy odnosi się jedynie do pomówienia, czy może do siły uwodzicielskiej?

Ramiona, które dają pewność

Tonino Lasconi

Zejdźmy jeszcze niżej, przechodząc przez szyję. Długa, okrągła, toczona i delikatna u kobiety. Pomyślcie o płótnach Modiglianiego!

Krótka, krępa, masywna, wysunięta do przodu ze swoim przylądkiem w postaci jabłka Adama u mężczyzny.

Różnica wywołuje poszukiwanie przesady: kobiety z Birmy od dzieciństwa są zmuszane do zakładania na szyję mosiężnych obręczy, które - dodawane jedna po drugiej - czynią szyję niezwykle długą. Do tego stopnia, że nazywamy je "kobietami - żyrafami". Biedaczki nie mogą nigdy zdjąć tych obręczy, ponieważ szyja złamałaby się pod ciężarem głowy (D. Morris, Nasze ciało).

- - r e k l a m a - -

Zaraz pod szyją mamy ramiona. Mężczyzna posiada tutaj jeden z rzadkich punktów swej prawdopodobnej przewagi estetycznej w porównaniu z kobietą. Jego ramiona są szerokie, mocne, z nich wychodzą silne mięśnie rąk. Mniej lub bardziej gęste owłosienie na ramionach, na klatce piersiowej i pod pachami wyzwala poczucie tajemnicy, która łączy się z siłą.

Ramiona mężczyzny są atrakcyjne dla kobiety, która chętnie opiera na nich swoją głowę, aby znaleźć bezpieczeństwo.

Przyjrzyjcie się parom, które widzicie, jak spacerują po okolicy. Trudno wam będzie znaleźć przynajmniej jedną, gdzie ona jest większa od niego. Na ogół różnica wzrostu związana jest z jednym wyznacznikiem: kobieta powinna móc swobodnie położyć głowę na ramieniu mężczyzny.

Ramiona kobiety są wąskie, okrągłe i drobne; o wiele mniejsze od bioder.

Ramiona szerokie odbierają wdzięk kobiecej postaci, porównywanej często do gitary (wielu wręcz sądzi, że ciało kobiety stało się inspiracją dla kształtu tego muzycznego instrumentu).

Szersze ramiona, mniej kobiecego wdzięku? Kto nie jest przekonany, niech rzuci okiem na miotaczki młotem czy też kobiety uprawiające kulturystykę, być może z pomocą hormonów męskich, jak działo się to kiedyś (ale czy teraz ten proceder na pewno już nie występuje?) wśród atletek krajów wschodnich.

Mięśnie ramion mężczyzny są cechą anatomiczną bardzo podziwianą przez kobiety: w jednej z typowych postaw "byczka" - albo "koguta", jak nam się bardziej podoba - chłopak pokazuje swoje mięśnie dziewczętom albo pozwala im je dotknąć i poczuć, jakie są twarde.

Na końcu ramion - pominąwszy łokcie, które także potrafią sygnalizować płeć z powodu różnicy artykulacji, pozwalającej łokciom kobiet zginać się ku przodowi - znajdujemy ręce.

Małe dziecięce ręce kobiety, ręce, które potrafią wzbudzić pragnienie ściskania i pieszczenia ich.

Wielkie, węzłowate, agresywne ręce mężczyzny.

Ozdoba klatki piersiowej

Tonino Lasconi

Kobieta ustępuje wprawdzie mężczyźnie w przypadku ramion, jednak natychmiast odzyskuje przewagę swoją "ozdobą" klatki piersiowej: piersiami nazywanymi też biustem.

- Dlaczego: "ozdobą" klatki piersiowej? Czy piersi nie są organem koniecznym do karmienia?

Natykamy się tutaj na jedną z wielu tajemnic, której naukowcy nie potrafią wyjaśnić. Samice wszystkich zwierząt (z małpami włącznie) mają nadęte wymiona jedynie w okresie karmienia. Kobiety mają je natomiast takie od chwili płciowego rozwoju aż do starości. To ewidentny znak, że piersi kobiet nie mają na celu jedynie i wyłącznie karmienia (przez większą część życia kobiety są one nieużyteczne). Jak inne sygnały, którym przyjrzymy się później, stanowią ostateczne potwierdzenie, że seksualność u gatunku ludzkiego nie jest funkcją, ale sposobem istnienia.

- - r e k l a m a - -

Piersi kobiety są przede wszystkim elementem tożsamości płciowej o szczególnym znaczeniu. Kobieta doskonale wie, że stanowią jedną z tych części ciała, które jako pierwsze zatrzymują męski wzrok. Dlatego bardzo się martwi, kiedy w okresie dorastania nie widzi, aby rosły w takim tempie, jakby chciała. Dlatego dba o ich kształt, podkreśla je właściwym strojem, dba o nie, popisuje się nimi, patrzy na nie z głębokim żalem, gdy w okresie menopauzy tracą swój dawny wygląd. A w obecnych czasach, dzięki cudom nauki, kiedy tylko może, robi sobie nowe piersi z silikonowych protez.

O ważności piersi doskonale wie reklama: kremy, gimnastyka, staniki o magicznych zapięciach?

Konkurując z ustami, w spotach i na plakatach piersi są wszechobecne, to języczek u wagi mężczyzn i kobiet. Tak, ponieważ kobiety są bardzo czułe na żeńskie cechy rywalek.

Oprócz tego, że są elementem urody (nie można sobie wyobrazić kobiecego ciała bez piersi i wszyscy doskonale znają problemy kobiet, które musiały poddać się ich amputacji), stanowią także jedną z najwrażliwszych części kobiecego ciała.

Zakryte czy odkryte? Jest rzeczą naturalną, że tak znaczącą część własnego ciała kobieta powinna chronić przed tłumem i ofiarowywać jedynie w dobrowolnie i świadomie wybranej intymności. Dają tego dowód (rzecz dziwna!) nie znające ubrania ludy prymitywne. Tam kierunek spojrzeń określają niezwykle ściśle normy plemienne: wszystko jest odkryte, ale nie na wszystko wolno patrzeć. A malowanie ciała często zastępuje ubranie.

A propos, jest coś niezwykle interesującego: kiedy kobiety z różnych powodów (praca, ciepło, wymogi przedstawienia) musiały ograniczyć swój strój, zakrywały piersi i strefę płciową. Bikini nie jest wcale wynalazkiem współczesności, wystarczy przejrzeć książkę sztuki starożytnej.
- A zatem, dlaczego dzisiaj??

Czasami, głównie jako reakcja na poprzedni okres silnej represji seksualnej, pojawiają się okresy kontestacji, domagające się odkrycia piersi. Są to głównie stanowiska ideologiczne (wykorzystywane natychmiast przez interesy handlowe), które mają żywot tym krótszy, im mniej się wyolbrzymia ich zasięg (wyolbrzymiony przez alarmy i nieproporcjonalne ataki moralistów. Bądźmy poważni: jeśli piersi są klejnotami (a nimi są), to nie powinny być wystawiane wszędzie i nie należy ich wykładać na bazarowych straganach. Czy widzieliście kiedyś na bazarze stragan cennych klejnotów? Nie. Są chronione w sklepach z kuloodpornymi szybami, kamerami o obwodzie zamkniętym i najbardziej wyszukanymi zabezpieczeniami.

Również dlatego, że towar dostępny dla wszystkich szybko traci na wartości. Rzecz, która kosztuje w butiku 100 złotych, na straganie schodzi do 10. Słynna włoska dziennikarka, bliska feminizmowi, opowiadała - raczej zmieszana - na pozór ciekawe zdarzenie. Gdy udała się służbowo na plażę pełną gołych biustów i ukryła za budką telefoniczną, aby poprawić sobie pończochy, zauważyła, że grupa młodych mężczyzn, zamiast patrzeć na kobiety topless, z uwagą obserwowała jej wstydliwą czynność.

Czarowna tajemnica łona

Tonino Lasconi

U podstawy klatki piersiowej, talia kobieca zwęża się, aby później się rozszerzyć, nadając ciału kształt gitary, podczas gdy talia mężczyzny schodzi niżej prawie prosto.

Kiedy natura nie była zbyt hojna, kobiety innymi sposobami starały się o "talię osy". W minionych czasach nosiły gorsety, konstrukcje poszerzające biodra i inne bardzo skomplikowane stroje, czasami były to prawdziwe narzędzia tortury. Dzisiaj droga prowadzi do surowej diety i drogiej gimnastyki, które są często takimi samymi narzędziami tortur, jak dawne wynalazki; anoreksja, odrzucenie pokarmu staje się powszechną i budzącą niepokój chorobą młodych kobiet.

Pod talią znajduje się brzuch. Brzuch kobiety jest jak kryjąca tajemne skarby amfora (w jego wnętrzu rodzi się życie!), jak oddająca głębokie echa muszla. Zapowiedzią i symbolem brzucha jest małe zagłębienie pępka (pępek kobiety jest głębszy niż mężczyzn i znajduje się dalej od sfery organów płciowych, ma silny wydźwięk seksualny (do niedawna w Stanach Zjednoczonych tancerki musiały przykrywać go jakimś kosztownym drobiazgiem), jest sugestywną harmonią linii krzywych.

- - r e k l a m a - -

Brzuch mężczyzny - płaski u młodych i wysportowanych, rośnie, skoro tylko miną młodzieńcze lata lub zakończy się aktywność sportowa, ponieważ cały tłuszcz gromadzi się właśnie w nim. Do niedawna, kiedy jeszcze nie pojawiła się obecna mania szczupłości za wszelką cenę, piękny brzuch był powodem dumy mężczyzny. Był oznaką dobrobytu, tylko człowiek bogaty mógł pozwolić sobie na tyle jedzenia, żeby utyć; był też oznaką siły - potężny brzuch, powiększając wagę w środku ciężkości, podnosił równowagę (zatem i siłę) wojownika.

Kallipygos

Tonino Lasconi

Po drugiej stronie "krajobrazu" napotykamy pośladki, miejsce, gdzie okrągłości przybierają na sile, stanowiąc - od zawsze ceniony i poszukiwany - obraz i symbol kobiecości. Jak już wspominaliśmy, rzeźbiarze greccy uwielbiali uwieczniać w swoich wspaniałych marmurach Afrodytę Kallipygos, tzn. "Pięknotyłą". Ale także prymitywne posążki, które wyszły z rąk anonimowych artystów pracujących u zarania dziejów ludzkości, świadczą o uroku, pod wpływem którego pozostawali mężczyźni zapatrzeni w tę część kobiecego ciała. Urok ten przez wieki nigdy nie wszedł w fazę kryzysu.

Historia damskiej mody pokazuje, jak kobiety próbowały powiększyć rozmiary swojego tyłu specjalnie szytymi strojami, nawet jeżeli niekorzystnie odbijało się to na funkcjonalności.

Historia zwyczajów zna również starania społeczeństwa rządzonego przez mężczyzn, dążące do zmniejszenia i kontrolowania tak silnego seksualnego sygnału. Słynny francuski taniec kankan wywołał burzę i początkowo był zakazany: tancerki w wielkim finale stawały na brzegu sceny blisko świateł rampy i obracając się plecami do widowni, niespodziewanie podnosiły spódnice, pokazując swój wdzięczny tył.

- - r e k l a m a - -

Pomyślcie, że dzisiaj zabroniono by pokazywania wszystkich programów telewizyjnych i reklam, w których pojawiają się damskie pośladki! Tyle programów z tancerkami, pokojówkami, aktoreczkami, myślicielkami, piosenkarkami? są niczym innym jak tylko pretekstem, aby w każdym wydaniu zaproponować Afrodytę Kallipygos. Program bez wątpienia przyjemny, ale szybko męczący, kiedy wspomniane panie oprócz pośladków nie pokazują ani inteligencji, ani kultury, ani głębi uczuć.

Z drugiej strony również natura wciska tu swoje trzy grosze: podczas gdy u mężczyzny tłuszcz zbiera się na brzuchu, u kobiet zbiera się właśnie na pośladkach. Aż osiągnie nadmiar i zacznie wyglądać nieestetycznie, wymagając drastycznych diet odchudzających albo chirurgicznych interwencji odsysania tłuszczu. Prosta operacja, która wykonana bez odpowiedniego przygotowania i pomocy lekarskiej, każe płacić kobietom wysoką cenę, nawet cenę własnego życia.

Ciekawostka: kształt i rozmiar pośladków przypominają piersi. Na ten temat eksperci stworzyli mnóstwo teorii, przywołując jak zwykle na pomoc ewolucję. Według nich w odległych czasach, kiedy "samica" ludzka zaczęła chodzić wyprostowana, musiała rozwinąć sygnał "przedni", który miałby taki sam kształt, jak sygnał "tylny". Oto powód, dla którego piersi nabrzmiałe wyłącznie w okresie karmienia, stały się już na zawsze jej "ozdobami" (D. Morris, Nasze ciało).

Ja, przynajmniej do chwili, kiedy tym naukowcom uda się udowodnić ich teorie, lubię myśleć o Bogu, który stwarza kobietę i chce, aby była ona piękna nie z jednej strony ale "naokoło". To ciało miało być przecież ciałem Maryi i z tego ciała miał narodzić się Boży Syn, Jezus.

To ciało, jak i ciało mężczyzny, tak samo piękne w swojej istocie i w swej większej gotowości do stawiania czoła najcięższym pracom, zostało stworzone do zmartwychwstania i wiecznego przebywania z Bogiem. Pan nieskończonej piękności, wyśpiewywanej przez niebiosa i wszystkie dzieła rąk Jego (Psalm 19), nie mógł stworzyć do swojego raju mieszkańców, którzy nie dorośliby do wysokości "Jego glorii" (gloria jest słowem, którym posługuje się Pismo święte, aby wskazać na jaśniejące piękno Boga).

Powróćmy jednak na ziemię, aby zadowolić się drobnymi "zadatkami" piękna, które karmią w każdym ludzkim stworzeniu pragnienie radowania się pewnego dnia pełną urodą raju.

Czego wymaga jury konkursów piękności od tej, która pragnie zdobyć koronę Miss? To proste, Watsonie! Aby obwód biustu był identyczny z obwodem bioder. I rzeczywiście miss, które wśród łez radości oraz dumy matek i ciotek, wśród błysków fleszy i kamer, zdobędą upragnione berło, będą walczyć na rozmiary, na linii 90-55-90, 95-60-95 cm.

Od "odmiennego" do "innego"

Tonino Lasconi

Podróżując wokół ciała mężczyzny i ciała kobiety, napotykamy na nieustanne i drobiazgowe różnice. Ta odmienność nie jest jednak "innym bytem". Wyjaśnijmy, o co nam chodzi!

Oko kobiety jest odmienne od oka mężczyzny. Ale we wszystkim jest takie samo jak jego oko. Tak samo włosy, nos, owłosienie, ramiona. Kobieta jest pełną osobą, tak jak mężczyzna: nie jest jego dopełnieniem, ani on nie stanowi jej dopełnienia. I o tej "pełni" kobiety i "pełni" mężczyzny należy pamiętać, w przeciwnym razie grozi nam pojawienie się społeczeństwa męskich szowinistów, opartego na zasadzie, że mężczyzna może robić wszystko, z wyjątkiem pewnych drobnych rzeczy, do których służą kobiety. Nie, kobieta może robić wszystko, a udowodniło to nasze współczesne społeczeństwo: może prowadzić samochód, pilotować samoloty, może być policjantką, sędziną, politykiem, związkowcem, lekarką, inżynierem, astronautką, architektem. Kobiety mogą robić wszystko, ale po kobiecemu, na swój sposób. Społeczeństwo sprawiedliwe, harmonijne i po ludzku bogate to takie, w którym mężczyźni i kobiety mogą dawać z siebie wszystko, co najlepsze we wszystkich dziedzinach życia.

- - r e k l a m a - -

Kiedy docieramy do organów płciowych, następuje ogromny skok: to, co w całym ciele odmienne, tu staje się "inne". Tutaj mężczyzna i kobieta nie są różni, ale inni: tego, co ma on, ona nie ma. I na odwrót. Tu mężczyzna i kobieta są komplementarni: jedno nie ma tego, co ma drugie.

Kobieta posiada wnętrze, schronienie, pragnienie przyjęcia. Mężczyzna posiada zewnętrzność, agresję, pragnienie wejścia.

Organy płciowe ze swoim ukształtowaniem przywołują obecną w całym ciele odmienność bycia mężczyzną i kobietą, mówią jednocześnie o tym, że tych dwoje nie może żyć samotnie - bo gdyby nie byli "inni", życie ludzkie by zgasło.

Od odmienności do inności. To zastanawia. Tam, gdzie mężczyzna i kobieta są zdolni do współpracy przy stwórczym dziele Boga, muszą stać się jedno. To tak, jakby zostali wezwani do połączenia wszystkich swoich nadzwyczajnych możliwości, aby znaleźć się możliwie jak najbliżej Stwórcy.

Stop!

Tonino Lasconi

W tym miejscu dobrze byłoby się zatrzymać, by zrobić parę krótkich, ale niezwykle ważnych uwag. Ci, którzy sprowadzają związek mężczyzny i kobiety do faktu wyłącznie płciowego, to tacy, którzy sądzą, że zrozumieją wiersze Norwida, czytając tylko jeden wyraz lub co najwyżej jedno zdanie. Jeśli wam powiem: "Ideał sięgnął bruku", czy jesteście w stanie docenić "Fortepian" naszego wielkiego poety?

Ci, którzy rezygnują ze wzajemnego podziwu, z możliwości wspólnej pracy, z szacunku, ze wzbogacania wypływającego z odmienności, aby sprowadzić wszystko do damsko-męskiego spotkania, są jak ludzie, którzy sądzą, że zrozumieją całą mozaikę, oglądając jedynie jej mały fragment.

A jeśli ktoś nie zna się na mozaikach, to zapytam inaczej: co powiecie o typie, który chce ułożyć puzzle składające się w całości z 500 elementów, mając do dyspozycji jedynie pięć?

Ci, którzy myślą o seksie, mówią o nim i go praktykują, nie potrafiąc wyjść poza organy płciowe, są jak ludzie, którzy chcą zrozumieć piosenkę, słuchając tylko jednej nuty.

- - r e k l a m a - -

Czym jest pornografia, prostytucja, pozbawiony uczuć stosunek seksualny, jeśli nie iluzją smakowania poezji, podziwiana mozaiki czy piosenki na podstawie jednego słowa, jednego kawałka czy też jednej nuty?

Jeszcze jedna refleksja. Seksualne zbliżenie mężczyzny i kobiety stanowi najwyższe możliwe zbliżenie, do jakiego dochodzi pomiędzy dwoma stworzeniami. Nie powinno być jednak wzajemnym zatracaniem się, ale darem, który składają sobie nawzajem mężczyzna i kobieta. Także w związku seksualnym mężczyzna i kobieta pozostają dwiema osobami, tak jak powinno być ich dwoje w zakochaniu i małżeńskim życiu. Istniała kiedyś tendencja do popychania kobiety ku związkowi, który oznaczał dla niej całkowite ofiarowanie się mężczyźnie. Kobieta naprawdę zakochana musiała zrezygnować ze wszystkiego: ze swoich zdolności, pracy, idei, nazwiska. Nic bardziej mylącego. Jeśli w związku dwojga ludzi jedno się unicestwia, para staje się chroma jak człowiek, który chodzi o jednej nodze. Jeden odjąć jeden nigdy nie będzie równało się dwa.

Jeszcze słówko na temat organów płciowych. W ciągu wieków następowały po sobie na zmianę okresy, kiedy skrupulatnie zakrywano organy płciowe i nie pokazywano nawet lekarzowi, traktując je niczym wstydliwą część ciała, oraz takie okresy, kiedy panował przesadny ekshibicjonizm i rozpasanie.

Dziś przeżywamy epokę silnego ekshibicjonizmu. W filmach, w programach telewizyjnych, migawkach reklamowych szerzy się nagość - na dodatek darmowa i niepotrzebna; w sporcie królują malutkie i elastyczne slipki; a w normalnym życiu nosi się ubrania bardzo obcisłe albo zredukowane do minimum i żyjemy w czasach nieustannej ekspozycji. Co powiedzieć? Niewiele jest do powiedzenia! Te zjawiska kończą się pod wpływem zmęczenia, a im bardziej się gorszymy, tym bardziej przedłużamy ich żywot.

Mądrzy ludzie wiedzą, że jeśli ktoś chce, aby patrzono na jego twarz, nie powinien zbyt mocno eksponować innych części ciała, które instynktownie przyciągają wzrok. Powiedz mi, jak się ubierasz, a powiem ci, co - według ciebie - ludzie mają w tobie widzieć!

Na szpilkach

Tonino Lasconi

Wznawiamy naszą podróż i docieramy do nóg.

Nogi kobiety są smukłe i toczone, mają krągłe i gładkie kolana, inaczej ma się rzecz w przypadku mężczyzny. Nogi kobiety są krótsze od męskich, ale wydają się dłuższe dzięki eleganckim butom na wysokim obcasie, które mają na celu nie tylko dodanie kilku centymetrów, ale także potęgują kołysanie kobiecego chodu oraz podkreślają sylwetkę.

Nogi kobiety, kolejna część ciała niezwykle atrakcyjna dla mężczyzn, różnią się także pozornie nieznaczącymi szczegółami, np. widocznymi przy sposobie siedzenia. Kobiety, kiedy siadają, zakładają jedną nogę na drugą, jakby były składane, przybierając w ten sposób pozę, która uwypukla piękno nóg i sprawia wrażenie, że są dłuższe niż w rzeczywistości. Taka pozycja jest niemożliwa w przypadku mężczyzny, który gdyby pokusił się o podobne skrzyżowanie nóg, potrzebowałby później całego zestawu narzędzi, żeby się podnieść.

- - r e k l a m a - -

Docieramy teraz do stóp. Mężczyzna i kobieta różnią się od siebie także sposobem, w jaki dotykają stopami ziemi. Mężczyzna ma duże stopy, które postawione na ziemi zwiększają jego równowagę - a zatem możliwość stawienia oporu uderzeniom.

Kobieta ma małe i zgrabne stópki (co za męka dla kobiet, które noszą 40 rozmiar buta!). Dają one mniejszą podporę ciału, ale są ładniejsze z estetycznego punktu widzenia. Aby wzmocnić tę zdolność przyciągania wzroku, kobiety zawsze malowały sobie paznokcie u nóg albo nosiły ciekawe i kolorowe buciki.

Sex appeal

Tonino Lasconi

Przy końcu naszej podróży być może jesteśmy w stanie zrozumieć trochę lepiej, czym jest słynny sex appeal (seksualne wezwanie), o którym tak wiele się mówi.

To przyciąganie, które wywierają w mężczyźnie seksualne przesłania kobiety, i na odwrót. To wezwanie jest tym silniejsze, im bardziej widoczne, oczywiste, wręcz "podręcznikowe" są cechy płciowe danego osobnika (usta, piersi, pośladki, ramiona, mięśnie?).

"Podręcznikowi" mężczyźni i kobiety stają się sex symbolami.

Ten fakt może odebrać odwagę tym, którzy nie są tak doskonali: zbyt małe piersi, płaska pupa, opadające ramiona, grube i krzywe nogi, duży nos, zburzone włosy, zbyt duży brzuch?

- - r e k l a m a - -

Ile tajemnych cierpień, zwłaszcza w okresie dojrzewania, kiedy konfrontacja z rówieśnikami staje się czasem okrutna, a pełna akceptacja własnego ciała jeszcze nie nadeszła!

W rzeczywistości te cierpienia można pokonać (i należy je pokonać) szybko i bezboleśnie.

Sex appeal oparty na cechach fizycznych jest ważny, ale mniej determinujący niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka.

Gdy zastanawiamy się nad tym dokładnie, nie ma nic bardziej męczącego i monotonnego od pokazu, na którym widzimy takie same modelki, tak doskonałe i identyczne, że zdają się wychodzić spod prasy.

Chcesz poczuć radość, estetyczną rozkosz i wesołość, która wypływa z grupy młodych, gdzie nikt nie ma doskonałego ciała, ale gdzie każdy jest inny? Falujące włosy albo łysina, duże i małe nosy, wielkie albo malutkie piersi, ramiona kulturysty albo chudzielca, nogi długie albo krótkie, proste albo krzywe, ciała gładkie lub owłosione? Oto jak wygląda rzeczywistość. Jak wiadomo, nikt nie jest stuprocentowym mężczyzną ani stuprocentową kobietą, wszyscy mamy w sobie trochę z mężczyzny i trochę z kobiety. Ten, kto jest mężczyzną czy kobietą w 95 procentach, ma więcej sex appealu od tych, którzy są mężczyznami czy kobietami jedynie w 85 procentach. Ale radość życia obecna jest jedynie w tym, kto potrafi maksymalnie dowartościować to, czym jest, nie dając się zasmucić konfrontacjami i porównaniami.

Piękne kobiety miały smutne życie, tak smutne, że często je sobie odbierały. Kobiety brzydkie dożywały szczęśliwie późnego wieku, z wąsem pod nosem i żylakami na zdeformowanych nogach.

Tchnienie Boga

Tonino Lasconi

Podróż dookoła ciała mężczyzny i kobiety jest piękna i satysfakcjonująca. To doświadczenie, które bez lęku możemy określić mianem "religijnego", ponieważ ten, którego oczu nie przysłania przesąd i materializm, będzie nieustannie wołał: "Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła" (Psalm 139).

Podróż wokół ciała ludzkiego stworzenia nie wyjaśnia jednak wszystkiego, jeśli kończy się na "wokół". Należy wejść do środka, gdzie jeszcze mocniej można dotknąć znaku tchnienia Boga.

Mówi Pismo święte: "Wtedy to Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą" (Rdz 2,7). Istoty ludzkie, mężczyzna i kobieta, zostali ulepieni z prochu ziemi. Współczesna nauka pomaga nam lepiej zrozumieć te słowa Pisma świętego. Nauka mówi, że człowiek jest mikrokosmosem, światem w miniaturze. W nim jest całe stworzenie. Jest powietrze, woda, ogień, kamień, te same substancje, które są obecne w roślinach, te same instynkty, którymi kierują się zwierzęta. Ale jest w nim coś, co posiada tylko człowiek: tchnienie Boga.

- - r e k l a m a - -

Tchnienie Boga, które nie kryje się w ciele niczym przedmiot w pudełku, oddzielone od kości, mięśni i skóry. Ono przenika kości, mięśnie i skórę, tak jak ciepło, które kryje się w kawałku rozpalonego żelaza.

Ciało mężczyzny i kobiety, pomimo swojego bogactwa i piękna przewyższającego świat zwierząt, nie wystarczy, aby uświadomić głęboką tajemnicę ludzkiego istnienia.

Dla zwierząt wszystko jest ciałem. Wśród nich ten, kto ma ciało słabe, chore lub ranne, zostaje porzucony, staje się ofiarą innych zwierząt, nie znajduje swojego partnera.

U gatunku ludzkiego osoby chore, kalekie, słabe, stare są zdolne do wyjątkowych czynów. Podczas gdy nieraz ci, którzy mają ładne, młode i silne ciało, wiodą płytkie i bezcelowe życie.

U gatunku ludzkiego ten, kto przypisuje wyłączność lub zbyt wielką wagę ładnemu, młodemu, zdrowemu i silnemu ciału, pokazuje, że nie nauczył się jeszcze chodzić "wyprostowany na dwóch nogach".

- A ten, kto nie ceni ciała ludzkiego, ponieważ uważa je za więzienie ducha, coś wstydliwego, co trzeba ukrywać i źle traktować?

Gdyby ktoś tak myślał (a czasem pojawiają się takie przypadki?) oznacza to, że i on nie nauczył się jeszcze "chodzić na dwóch nogach" i spoglądać ku górze, ku Bogu, który go stworzył, czyniąc na Swój obraz i podobieństwo. Powiedzcie sami: czy obraz Boga, tak udany, że wzbudza zachwyt i zadowolenie Stwórcy, może mieć w sobie coś, czego należałoby się wstydzić? To byłoby szaleństwo! W rzeczywistości ciało dla tego, kto potrafi na nie uważnie patrzeć, kto nie postępuje jak głupiec, który "jeśli palcem wskazuje księżyc, widzi tylko palec", jest znakiem, odsyłającym do cudownej i wspaniałej rzeczywistości.

7. Jak znak wodny

Tonino Lasconi

Fragment

Jaka tajemnica kryje się w ciele, o które się tak troszczymy? Co kryje się za czarem, jaki wywierają na nas męskie i kobiece ciała?

Czy wiecie, co to jest znak wodny? Nie? Czego uczą was w szkole? Znak wodny to kartka, która oglądana pobieżnie w miejscu słabo oświetlonym wydaje się biała, pusta, nieużyteczna. Ale jeśli popatrzysz na nią pod światło, objawi ci wspaniałe obrazy. Na całym świecie słynne są znaki wodne Fabriana, wykonane przy użyciu tego samego materiału i fabrycznej metody obróbki z XIII wieku. Ale jeśli ktoś nie miał szczęścia nigdy ich podziwiać, niech zadowoli się i rzuci okiem na znaki wodne na banknotach. Weźcie jakikolwiek banknot i popatrzcie na niego pod światło. Podobnie jest z ciałem mężczyzny i kobiety: jeśli patrzysz na nie pod światło, pozwala ci ujrzeć wspaniałą rzeczywistość - ogromną i nieuchwytną potrzebę wejścia w komunikację z innym człowiekiem.

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Sami, nie!

Tonino Lasconi

- Sprzeciw! Co ma ciało do komunikacji? Pragnienie, które istnieje pomiędzy mężczyzną a kobietą, odmienności służące za wezwanie mają na celu zachowanie gatunku. Mężczyzna i kobieta szukają się, ponieważ muszą się połączyć, aby mieć dzieci. Koniec, kropka!

Nic z tych rzeczy! Zbliżenie i prokreacja nie wystarczą do wyjaśnienia faktu, że mężczyźni i kobiety się poszukują. Mówi nam o tym ciało. Gdyby wszystko miało na celu jedynie współżycie (kopulację) i rodzenie dzieci, ciało mężczyzny i kobiety byłoby zmarnowanym dziełem sztuki. Czy pamiętacie różnice pomiędzy piersiami kobiet a wymionami samic zwierząt?

W rzeczywistości, gdyby nie istniała "miłość od pierwszego wejrzenia", która wybucha w ławkach gimnazjalnych; gdyby nie było oczarowań piosenkarzami, mistrzami sportowymi, gwiazdami kina; gdyby w wieku piętnastu lat nie pojawiała się gorąca miłość; gdyby nie było miłości, która hartuje się powoli aż zdolna jest wytrzymać nawet najcięższe próby; gdyby nie istniała miłość, która trwa całe życie (nawet po śmierci jednego z małżonków), pozostalibyśmy więźniami zamkniętymi w naszym "ja".

- - r e k l a m a - -

Ile mąk, smutku, łez, ile drżenia wywołuje to przyciąganie zapalone w nas przez falujące włosy, wielkie oczy, chód, bezpieczne ramiona, przekorne siedzenie, swawolne piersi, mocne mięśnie, głęboki głos i perlisty śmiech?

Jak moglibyśmy żyć spokojnie, gdyby nie było w nas tego pragnienia własnej atrakcyjności! Moglibyśmy wychodzić nieuczesani, brudni, bez makijażu, zgarbieni. Nie potrzebowalibyśmy perfum, wzmacniających nasz zapach. Nie potrzebowalibyśmy ubrań, które podkreślałyby piękno naszego ciała. Nie istniałyby lustra, te magiczne przedmioty, które czasami napełniają nas radością, a czasami zmartwieniem?

Czym byłoby więc ludzkie życie? Smutną procesją mężczyzn i kobiet, którzy na siebie nie patrzą, nie poszukują, nie podziwiają, nie porównują, nie piszą dla siebie wierszy, nie dają sobie kwiatów, nie wymieniają się rzeczami absolutnie nieużytecznymi, takimi jak biżuteria.

Mężczyźni i kobiety byliby sami, zamknięci, milczący, zatkani jak cementowe bloki?

Brr! Na samą myśl o tym przechodzą mnie ciarki.

Ten drugi jest życiem

Tonino Lasconi

Bycie mężczyzną i kobietą "od stóp do głów" czyni stałą tę porę, którą dla zwierząt jest okres godowy. Kiedy nadchodzi tu okres, ptaki śpiewają i stroją się w barwne piórka, jeleniom wyrastają rozłożyste rogi, aby mogły zmierzyć się z innymi i zrobić wrażenie na samicach, lwy potrząsają grzywami, a od ich ryku drży cały las, słonie dołączają do grupy słonic, pawie rozkładają swoje ogony, aby oczarować pawiczki?

Bycie mężczyzną i kobietą "od stóp do głów" czyni życie ludzkie wieczną wiosną.

Ta tajemnicza siła, która popycha nas ku sobie, stanowi źródło poezji, malarstwa, muzyki, pokazów mody, baletów, architektury, wojny, pokoju, pracy, odpoczynku, serenad, pojedynków, zazdrości?

Jest on! Jest ona! Trzeba wyjść, trzeba stać się pięknym, trzeba znaleźć drogę naszego przyjęcia, trzeba przyjąć innych.

- - r e k l a m a - -

Ten Drugi przez duże D

Tonino Lasconi

Sami, nie! Samemu jest smutno, w samotności nie ma życia! Potrzebujemy drugiej osoby! W niej tkwi słodycz dla naszych oczu, nasza radość, nasza racja życia.

Otwieramy drzwi: jest ten drugi. Potem jeszcze inny. Inny i jeszcze inny. Bo żaden inny nie posiada tego, co nam wystarczy. I tak dalej, od innego do następnego innego, aż docieramy do tego Drugiego, co łączy w sobie wszystko z mężczyzny i kobiety; tego Drugiego, który w pełni zaspokaja nasze wszystkie pragnienia; tego Drugiego, na obraz i podobieństwo którego zostaliśmy stworzeni - Boga.

Bóg. To on znajduje się pod tymi ciałami mężczyzn i kobiet, które się przyciągają i poszukują. Poszukując siebie, poszukujemy Jego.

Jedynie tym pragnieniem bezpośredniego i mocniejszego poszukiwania Go możemy wytłumaczyć decyzję mężczyzn i kobiet (księży i sióstr zakonnych, ale nie tylko ich!), którzy rezygnują z pełnego spotkania z płcią odmienną. I jeżeli jedynym tego powodem jest całkowite otwarcie się na tego Drugiego, rezygnacja z praktyki seksualnej nie przeszkadza, a nawet wzbogaca.

- - r e k l a m a - -

Bóg nie zważa na koszty

Tonino Lasconi

A zwierzęta? Po krótkim zastanowieniu zauważamy, że również w ich przypadku - tak samo jak w przypadku roślin, kwiatów i całego istnienia - nie wystarczy wyjaśnienie pożyteczności.

Gdyby jedynym celem zwierząt była reprodukcja oraz bycie pokarmem dla rodzaju ludzkiego, miliony gatunków by się zmarnowało. Wystarczyłyby kury, woły i świnie. Kto je nosorożca? Kto je motyla? Kto je świerszcze, które śpiewają w nocy i cykady, które grają w promieniach palącego słońca? A wszystkie niezliczone gatunki ptaków, które ozdabiają niebo swoim lotem? A ryby, które nigdy nie opuszczają głębin morskich toni?

Nie, użytkowe (i materialistyczne) wyjaśnienie niczego nie tłumaczy.

Jakie jest więc wyjaśnienie? Z pomocą przychodzi nam pierwszy rozdział Pisma świętego, który przedstawia Boga Stwórcę. On nie pracuje, minimalizując koszty, z pobudek użyteczności. Nie zadowala się stworzeniem łysej łąki. Stwarza "ogród", dzieło, które skrzy się roślinami, trawami, kwiatami, ptakami, rybami, zwierzętami, istotami ludzkimi? w 99 procentach "nieużytecznymi".

- - r e k l a m a - -

Co to byłoby za marnotrawstwo, gdyby Bóg stworzył świat "do produkcji", dla zysku!

Bóg stwarza z miłości, "niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza" (Psalm 19).

Adam i Ewa, których On stwarza na swój obraz i podobieństwo, właśnie do Niego są podobni. Adam i Ewa są marnotrawstwem piękna, które z praktycznego punktu widzenia do niczego nie służy; aby przedłużyć gatunek, wystarczyłyby im ciała podobne do pni drzewa.

Adam i Ewa dopuszczają się marnotrawstwa! Nie budują sobie szałasu, żeby się schronić, ale piękne domy z mnóstwem niepotrzebnych dodatków. Nie ubierają się, aby się przykryć, ale wymyślają stroje, które z praktycznego punktu widzenia są katastrofalne. Hodują i obdarowują się kwiatami, które szybko więdną; piszą wiersze i komponują pieśni, którymi nie można się pożywić. Zaciągają długi, kupując biżuterię, budują katedry, rzeźbią posągi, marnują farby, malując płótna i? wolą dwoje niebieskich oczu albo parę silnych ramion od kwintala wspaniałych wieprzowych befsztyków.

Maleńki dekalog

Tonino Lasconi

Zanim przejdziemy do szerszej refleksji nad tym, co odkryliśmy do tej pory w naszej podróży, przydatne może się okazać zebranie rozproszonych myśli w mały dekalog. Zrozumiejmy się dobrze, nie jest to dekalog podstawowy! To taki maleńki dekalog, niezwykle użyteczny, aby wspomóc naszą pamięć.

1. Mężczyzna i kobieta nie są komplementarni, ale wzajemni. Komplementarne jest coś, czego brakuje jednej stronie, nie pozwalając jej na zbudowanie jedności i osiągnięcie pełnego znaczenia. Klucz jest komplementarny w stosunku do zamka, ponieważ zamek bez klucza do niczego nie służy.
Wzajemne jest natomiast to, co posiada swoją autonomię niezależnie od drugiej strony, ale co osiąga większą wartość w zestawieniu z nią. Ściana jest rzeczywistością w sobie pełną. Druga ściana postawiona przed nią jest również rzeczywistością samą w sobie. Ale nad dwiema ścianami możemy wybudować dach.
Mężczyzna jest rzeczywistością kompletną samą w sobie, jest obrazem Boga. Tak samo kobieta. W zestawieniu i współpracy mężczyzna i kobieta zwiększają swoją wartość, osiągając w pełnym spotkaniu, które czyni ich jednym ciałem, zdolność przekazywania życia na wzór Boga.
To oznacza, że każda idea niższości czy wyższości jednej z płci jest głupia i niesprawiedliwa. Oznacza to, że podstawową rzeczą jest wzrastanie jako osoba (bycie wolnym, inteligentnym, zdolnym do miłości, świadomym swojej wartości wyższej nad wszystko, co możemy posiąść), to pierwszy obowiązek mężczyzn i kobiet. Nie można żyć, aby szukać męża i żony! Kiedy takie typy się spotykają, tworzą bardzo biedne pary: dwie chwiejące się ściany, niezdolne utrzymać dachu.
Wzajemność oznacza, że kobieta może robić wszystko to, co mężczyzna - nie może tylko być ojcem. I mężczyzna może robić wszystko to, co kobieta - nie może tylko być matką. Ważne, aby mężczyzna i kobieta robili "wszystko", nie papugując jedno drugiego, ale według własnej głębokiej skłonności.

- - r e k l a m a - -

2. Nasze ciało "mężczyzny czy kobiety" jest darem dla innych. Musimy o nie dbać, chronić, aby je jak najlepiej "ofiarować". Również kolor lakieru na paznokciach u stóp jest ważny, jeśli służy nie do "polowania", ale do wniesienia pośród nas "odrobiny wiosny".

3. Ci, którzy sprowadzają seksualność do kwestii pożyteczności (dać ujście instynktom, doświadczyć fizycznych doznań albo mieć partnera do kopulacji bądź ewentualnie do rodzenia dzieci) są niebezpieczni, ponieważ mają zbyt ubogie pojęcie o seksualności.
Seksualność jest otwarciem się na innego, przyjaźnią, sympatią, szacunkiem, poczuciem piękna, solidarnością, życiem.

4. Najpiękniejsze i najbogatsze w sex appeal ciało nie posiadające wnętrza, "tchnienia Boga", nie różni się zbytnio od pięknego posągu w muzeum, patrzysz na nie, podziwiasz i mówisz: "Jaki piękny!". Potem przechodzisz dalej, do następnej rzeźby.
Należy więc poświęcić trosce o wnętrze (inteligencję, uczucia, ideały? również te interpretowane inaczej przez mężczyznę, a inaczej przez kobietę) przynajmniej tyle samo czasu, ile poświęcamy naszej zewnętrzności.
Na tych kartach, podróżując wokół ciała, zrozumieliśmy, jak bycie mężczyzną i kobietą wyłania się z każdego centymetra naszego ciała. Wyobraźmy sobie, jak odmienne są nasze wnętrza, sposób odczuwania, pragnienia, myślenia. Kto chce być w pełni mężczyzną albo kobietą, nie może się troszczyć wyłącznie o zewnętrzny sex appeal, ale i o ten wewnętrzny. Jakże głęboko jesteśmy rozczarowani, gdy spotykamy piękną kobietę ze wszystkim "na miejscu", która kiedy otworzy usta, okazuje się głupia, wulgarna, a w każdym razie płytka. A co zrobić z pięknym, aroganckim i brutalnym osiłkiem?
Jeśli piękno zewnętrzne jest obowiązkiem wobec innych, tym bardziej takim samym obowiązkiem jest piękno wewnętrzne, które nie boi się cellulitis, tłuszczu, zbędnego owłosienia czy zmarszczek.

5. Między mężczyzną a kobietą potrzebny jest ogromny szacunek, głębokie poznanie, wzajemne poszanowanie.
Wszystko to jest zagrożone przez zbyt pospieszny, duszący i zazdrosny związek we dwoje. Czternastoletni chłopiec i jego rówieśniczka, którzy bawiąc się w narzeczonych, izolują się od przyjaciół, są jak dwoje turystów, którzy poszedłszy do muzeum zatrzymują się w pierwszej sali.

6. Spotkanie mężczyzny i kobiety nie powinno zaczynać się od stosunku seksualnego czy od cielesnego obcowania. Postępując w ten sposób, ryzykujemy, że nigdy nie spotkają się nasze wnętrza. Kto zaczyna pić grappę czy palić papierosy w wieku 14 lat, nigdy nie będzie umiał docenić delikatnych smaków. Kto rośnie wśród hałasu przejeżdżających pociągów, nigdy nie zauważy, że ktoś obok niego gra na skrzypcach.

7. Mądrze jest nie ufać tym, którzy nie szanują ciała i mówią o seksualności w sposób wulgarny i ciemny.
Temu, kto nie potrafi albo nie chce myśleć o seksualności mężczyzny i kobiety inaczej niż w kategoriach wulgaryzmu (coś w rodzaju napisów w publicznych toaletach czy dowcipów z baru), trudno będzie wzbudzić sympatię, spotkanie, przyjaźń, związek, który daje radość i spokój.
Powierzenie nadzwyczajnego skarbu seksualności osobie wulgarnej jest jak odegranie fragmentu wspaniałej muzyki komuś, kto zna się na muzyce tyle o ile - to znaczy umie naciskać dzwonek u drzwi.
Jest w Ewangelii bardzo surowe zdanie, które mnie zawsze poruszało: "Nie rzucajcie swych pereł przed świnie" (Mt 7,6).
Kiedy spotykam ludzi wulgarnych, którzy słowami albo czynami traktują seksualność bez żadnego szacunku, odruchowo myślę, że Jezus wypowiedział to zdanie dla tych, którzy szpecą boskie arcydzieło: "człowiek - mężczyzna i kobieta", wobec którego sam stwórca zatrzymał się w ekstazie: "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz 1,31).

9. W seksualności tkwi składnik instynktu, wspólny nam i zwierzętom. Oprócz konieczności uświadomienia sobie tego i trzymania go pod kontrolą, ważne jest zawsze podejmowanie właściwych środków ostrożności. Zaraz to lepiej wyjaśnię. W seksualności męskiej tkwi agresja i przemoc, które w pewnych momentach czy sytuacjach (na przykład w sytuacji zachwianej równowagi psychofizycznej z powodu wyczerpania nerwowego czy szeregu negatywnych wydarzeń) mogą wymknąć się spod kontroli, czyniąc mężczyznę "szalonym" niczym byk czy baran.
W takich przypadkach mężczyzna nie powinien wystawiać się na niebezpieczne sytuacje. Zwłaszcza kobieta, nawet jeśli rzecz może wydawać się ograniczeniem jej wolności, musi unikać sytuacji dla niej niebezpiecznych: pozostawania sam na sam z nieznajomym, podróży autostopem z dopiero co poznanymi mężczyznami, samotnego przebywania w licznej grupie chłopców w miejscach rzadko uczęszczanych.

10. Osądzanie ludzi jedynie na podstawie ich zewnętrznego wyglądu jest jak patrzenie tylko jednym okiem albo bieganie na jednej nodze.
Chory, kaleki, stary, osoba fizycznie odpychająca często kryją w sobie ogromne bogactwo wewnętrzne, większe od wszystkich pięknych osób razem wziętych.
Musimy uważać: kto ma piękne ciało, uderza od razu, a jego fizyczne piękno może mu służyć do ukrycia wewnętrznych, nawet bardzo poważnych wad.
Kto nie ma pięknego ciała, na pierwszy rzut oka może się wydać mało interesujący, odpychający, antypatyczny. Ale jeśli okażemy cierpliwość i trochę z nim pobędziemy, zauważymy, że ma wiele do zaoferowania. Kiedy już odkryjemy jego wewnętrzny skarb, nawet najbrzydsza, chora i stara osoba wyda się nam najpiękniejsza na świecie.

8. "Markowe" życie

Tonino Lasconi

Fragment

Przechadzając się wokół ciała mężczyzny i kobiety podziwialiśmy jego nadzwyczajne piękno i słuchaliśmy tajemniczych, głębokich odgłosów. W ten sposób zrozumieliśmy, że seksualność nie jest funkcją, czynnością marginalną czy ograniczoną w czasie, ale samym naszym istnieniem: jesteśmy mężczyznami i kobietami w najdrobniejszych cząstkach naszego ciała.

Przeżywanie seksualności oznacza po prostu życie.

Widzieliśmy również, jak u gatunku ludzkiego seksualności nie określają rytmy ani nie reguluje jej instynkt w określonych czasach i porach roku oraz zawsze identycznych zachowaniach, ale pozostaje ona siłą zawsze żywą, dziedzictwem będącym zawsze do naszej dyspozycji, niewyczerpanym potencjałem.

Jak najlepiej przeżywać to dziedzictwo? Jak postępować, aby najlepiej pomnożyć ten dar? Jak nie popełnić błędu, biorąc tylko część za całość, cel za środek, dar za rabunek?

Jak nie poddać się czarowi piękna ciała, aby nie wielbić go jak bezdusznej rzeźby, aby nie wydawać milionów na coraz to nowe ćwiczenia, perfumy, zajęcia footingu, stroje, diety, nie czyniąc nic dla własnego dobra i dla dobra innych, jak nieść je ku życiu, które nie zna końca.

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -

Kręgosłup osobowości

Tonino Lasconi

Czym jest projekt życia? Do tej pory wędrowaliśmy wokół ciała mężczyzny i kobiety, podziwialiśmy cudowną harmonię, zdolność "chodzenia w pozycji wyprostowanej". Dlaczego te ciała chodzą wyprostowane, patrząc w słońce, a nie czołgają się po ziemi jak robaki i węże? Dlatego, że pod skórą i mięśniami znajduje się kręgosłup - zbiór mocnych kości dokładnie ze sobą połączonych, które pozwalają nam stać, poruszać się, chodzić. Jest tak ważny, że złamanie choćby jednego kręgu prowadzi do paraliżu, unieruchomienia, wózka inwalidzkiego albo łóżka.

Projekt życia jest takim kręgosłupem naszej osobowości. Składa się ona ze zbioru harmonijnie ze sobą powiązanych idei, przekonań, sposobów działania i postępowania, które pozwalają naszemu życiu dojść tam, dokąd postanowiliśmy.

Bez projektu życia jesteśmy skazani na to, że inni będą nas prowadzić, jakbyśmy siedzieli na wózku.

- - r e k l a m a - -

Mogę wytrzeć sobie nos ręką albo chusteczką. Mogę ustąpić miejsca staruszce albo kazać jej stać i obijać się po autobusie. Mogę być wiernym przyjacielem albo mówić źle o moich przyjaciołach, kiedy tylko się odwrócą. Mogę, "latać" za wszystkimi dziewczętami (czy chłopakami) albo spokojnie szukać osoby, która może naprawdę pomóc mi wzrosnąć. Mogę dobrze odziewać moje ciało albo chodzić jak dzikus, który dopiero co wyszedł z jaskini. Mogę chodzić do szkoły, żeby się uczyć albo po to, aby tylko grzać ławkę. Mogę także iść do kościoła po to tylko, żeby się przejść po deptaku. W każdej chwili dnia mam zawsze przed sobą przynajmniej dwie możliwości. Zawsze! Nawet kiedy jestem sam, zamknięty w moim pokoju. Nawet tam mogę myśleć dobrze o moich bliskich albo najperfidniej obmyślać, jak najlepiej ich wykorzystać.

Przyszły wybór projektu życia, które zbudowałem, zależy od kręgosłupa, jaki sobie w wykształciłem środku.
- Wykształciłem w środku?

Tak! Ponieważ kręgosłup ciała zostaje nam dany razem z życiem, kręgosłup naszej osobowości musimy sobie stworzyć kawałek po kawałku z "materiału", który znajdujemy w osobach i w miejscach przez nas uczęszczanych. "Materiał" składa się z wartości, tzn. z rzeczy, które uważamy za dobre dla siebie, warte trudu, aby je posiąść.

Jeśli nie przyłożymy się do budowania dzień po dniu, cegła po cegle, osobistego, oryginalnego, własnego projektu życia, mniej lub bardziej nieświadomie zabiorą nam go inni: telewizja, grupa przyjaciół, nasze lektury, piosenki, których słuchamy, mody i wiele supermarketów, które nie sprzedają makaronu z pszenicy durum, pomidorów bez skórki, perfum, zamrożonej ryby, plecaków, ubrań i bielizny, ale sprzedają sposoby na życie.
- Kiedy zaczyna się ta budowa projektu życia?

Skoro tylko "maleństwo" gatunku ludzkiego jest w stanie wyzwolić się od opieki rodziców i zacząć swobodnie wybierać, co robić, a czego nie. Zazwyczaj to "oderwanie się" od rodziny, to "przecięcie psychologicznej pępowiny" dokonuje się między jedenastym a dwunastym rokiem życia, w wieku nazywanym dojrzewaniem. Co za przypadek, ta możliwość podejmowania samodzielnych decyzji - ponieważ mózg zaczyna wtedy rozsądnie myśleć - jest naznaczona rozwojem płciowym. Dojrzewanie jest rzeczywiście wezwaniem do dojrzałości płciowej, wiekiem, w którym pojawienie się włosów na kości łonowej (strefa płciowa) ostrzega, że ciało dziecka różniące się od płci przeciwnej jedynie organami płciowymi, wraz z pojawieniem się drugorzędnych cech płciowych zaczyna przeradzać się w ciało dorosłego człowieka, mężczyzny i kobiety, ze wszystkimi szczegółami - jak zresztą widzieliśmy.
Jakie miejsce w projekcie życia zajmuje dobrze przeżywana seksualność?

Wszystko to, co dotyczy seksu, zajmuje miejsce centralne i niezwykle ważne. Nie trzeba być orłem, żeby to zrozumieć. Chłopak i dziewczyna mogą pomylić styl ubierania, szkołę, pracę? wszystkiemu z czasem można łatwo zaradzić, kiedy żyjemy w zgodzie z samym sobą, z własnym ciałem, z własnymi wyborami. W rodzinie mogą nagle pojawić się długi, choroby, wypadki? wszystkiemu można zaradzić, jeśli mężczyzna i kobieta mają koło siebie właściwego towarzysza lub towarzyszkę.

Kiedy związek z własnym ciałem jest błędny, albo kiedy pomyliliśmy się wybierając osobę na towarzysza życia, wszystkie trudności stają się ciężarami nie do zniesienia.

Dostępne na rynku projekty życia

Tonino Lasconi

- Gdzie znajdziemy materiał na budowę naszego projektu życia?

W naszym otoczeniu, w osobach, które są nam bliskie, w ideałach i przekonaniach, którymi oddychamy. Wszystko to, co się nam wydaje dobre, mocne, zdolne zapewnić nam sukces, realizację, szczęście, na to patrzymy, tym oddychamy, tym się karmimy i wprowadzamy w nasz wewnętrzny obieg, do naszej krwi, tak samo jak tlen. Często nawet tego nie zauważając, idziemy patrząc na życie, które nas otacza i powtarzamy sobie: "To zachowanie, ten sposób postępowania, ten ideał, jest piękny, podoba mi się, to rzecz wartościowa, użyteczna dla mnie, może uczynić mnie szczęśliwym i ja uczynię ją swoją".

Ta praca "poszukiwania materiału" potrzebnego do budowy naszego życia nie jest łatwym zadaniem. Jest wiele rzeczy, które wydają się piękne na pierwszy rzut oka, a później okazują się zwodnicze. Inne z kolei w pierwszej chwili wydają się nieprzyjemne i nudne, a tymczasem - gdy dobrze się im przyjrzymy - okazują się piękne i fenomenalne. Rzeczy piękne są na ogół trudne do osiągnięcia, podczas gdy te tanie dostajemy łatwo i szybko.

- - r e k l a m a - -

To poszukiwanie niesie ze sobą błędy, zakręty, wykolejenia, oślepienia, głośne pomyłki, zwłaszcza kiedy nie mamy tego szczęścia posiadania przy własnym boku osoby bardziej doświadczonej, która mogłaby nas poprowadzić.

To poszukiwanie jest "twarde", ponieważ nie jest to zwykła obrona przed atakiem sprzedawców, sprytniejszych i lepszych od ludzi z dzielnicowego rynku:
- Chcesz wiedzieć, jak lepiej żyć? Nie łam sobie głowy, ja ci powiem! Tu jest piękny i gotowy projekt twojego życia.

Każda epoka ma swoich sprzedawców projektów życia, nazywanych potocznie "agencjami" propozycji życia. Do niedawna ideologie polityczne, partie (faszyzm, komunizm, kapitalizm?) były sprzedawcami niezwykle popularnymi i aktywnymi dzięki swojej prasie, zebraniom, komórkom rozsianym po miastach i wsiach. Teraz znajdują się w odwrocie, ale inni sprzedawcy zajęli ich miejsce.
- Dlaczego są ludzie, którzy chcą sprzedać własny projekt życia innym?

W życiu działamy zawsze dla dwóch celów: z miłości albo dla zysku; żeby czynić innym dobro albo po to, żeby pomóc samemu sobie. Kto proponuje swój projekt życia, czyni to, żeby zarobić albo po to, żeby pomóc. "Kupujący", jeśli jest głupi, bierze i idzie do domu, o nic nie pytając. Jeśli jest mądry, stara się zrozumieć, czy "towar" służy jego dobru czy jedynie kieszeni sprzedawcy. Kto nie chce dać się okpić, musi być sprytny.

- Ale jakie projekty życia są dzisiaj do kupienia na rynku?
Właśnie to pragniemy wam pokazać!

Cztery towary

Tonino Lasconi

Gotowe do użytku projekty życia są liczne, bardzo liczne. Ale my, przy ogromnym uproszczeniu, sprowadzimy je do czterech:
1. życie beztroskie
2. życie niebezpieczne
3. życie dla lepszego jutra
4. życie na dodatkowym biegu

1. Życie beztroskie
Projekt "beztroskiego życia" jest pierwszą i najbardziej rozpowszechnioną propozycją, jaką dzisiaj napotykamy na rynku. "Chcesz dobrze żyć? - mówi nam ta propozycja - Myśl tylko o rozrywce. Bądź wesoły, niczym się nie przejmuj. Patrz, ile pięknych chłopców, patrz, ile pięknych dziewcząt wokoło. Idź i rób wszystko, co ci się podoba".

A oto dokładniejsza identyfikacja tego projektu życia.
Główna myśl: życie jest piękne, dopóki jesteśmy młodzi, zdrowi i bogaci. Ponieważ młodość, bogactwo i zdrowie trwają krótko, trzeba starać się je przedłużyć i bawić się, póki czas.

Celem życia jest rozrywka, wyciskanie z każdej rzeczy, osoby czy sytuacji wszystkiego, co może nam dać jakąś satysfakcję czy przyjemne uczucie.

Horyzont życia, tzn. najbardziej oddalony punkt, jaki możemy zobaczyć, to "tu i teraz". Nie trzeba myśleć ani o jutrze (kto wie, czy nadejdzie), a tym bardziej o przyszłym życiu. Jak mówi przysłowie: "lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu".

Moralność, tzn. rozróżnienie dobra i zła, mieści się w następującej zasadzie: dobre jest to, co mi się podoba i co daje przyjemne uczucia. Złe jest wszystko, co kosztuje mnie wiele trudu i poświęcenia.

Inni (osoby, które nas otaczają i które spotykamy) dzielą się na dwie kategorie - zabawnych i nudziarzy. Trzeba uciekać od nudziarzy i przystąpić do bandy wesołków.

Główna troska: myśleć o sobie i własnym zadowoleniu - prawdziwym bogiem jestem ja.

Ten projekt życia idzie jak woda, ponieważ odpowiada naszemu pragnieniu szczęścia oraz doświadczeniu szybko uciekającego życia.

- - r e k l a m a - -

Jego wystawieniu na sprzedaż towarzyszy hałaśliwa i silna organizacja ze strony wszystkich mass mediów: telewizji, gazet, piosenki. Reklama jest jego wielkim prorokiem: szczęście znajduje się zawsze w zasięgu "produktu". Chcesz, aby cię lubiano? Oto dezodorant. Pragniesz uczucia świeżości? Oto wspaniała cieniutka wkładka. Chcesz poczuć smak przygody? Oto but na kwadratowym obcasie. Chcesz być lekki? Oto cukierek bez cukru. Chcesz mieć kolorowe sny? Oto napój z bąbelkami. Chcesz mieć masę dziewcząt? Oto szampon, który się świetnie pieni. Chcesz nową młodość? Oto lekka woda mineralna. Chcesz? Właśnie! Zawsze znajdzie się produkt na każde pragnienie.

W tym projekcie życia seksualność (która z uwagi na swoją doniosłość jest charakterystycznym elementem każdego projektu życia) staje się oczywiście doświadczaną pośpiesznie zabawą, żartem, emocją.

Ważne, aby nie przekroczyć granic tego, co może wystawić na szwank zdrowie, pieniądze oraz szacunek własnej grupy. Co się tyczy reszty, wszystko jest dopuszczalne, jak najszybciej, ile się da, z kim się da. Mężczyzna i kobieta to dwa praktycznie niewyczerpane "banki emocji".

Oczywiście, ach!, nigdy nie brakuje nieprzewidzianych wypadków i przeszkód: można zajść w ciążę albo ciążę spowodować, a w wieku czternastu lat sprawa jest raczej niewygodna? No problem! Istnieją środki antykoncepcyjne, zaspokajające wszystkie gusty i wymagania.

A jeśli nie wypalą?

A co zrobimy z AIDS? To z pewnością niezły pasztet, ale przy użyciu prezerwatyw ryzyko spada do minimum. A zresztą nauka i tak niedługo odkryje szczepionkę przeciw AIDS! Tak, słusznie, że kiedy my się beztrosko bawimy, naukowcy trudzą się niczym niewolnicy po to, abyśmy dalej mogli się bawić bez ryzyka!

Proszę: typową postawą tego projektu życia jest domaganie się, aby nieuniknione trudy życia zawsze brali na siebie inni (rodzice, związki zawodowe, partie, rząd?).

W tym projekcie życia seksualność wyraża się poprzez ilość i różnorodność: "Natura dała nam możliwość posługiwania się płcią we wszystkich porach roku i my to robimy. Nauka pozwala nam posługiwać się seksem, wyraźnie oddzielając przyjemność od odpowiedzialności i my z tego korzystamy".

Kto "sprzedaje" ten projekt? W czyim interesie leży szybka konsumpcja rzeczy? To proste! W interesie tych, którzy je produkują. Jedynie w ten sposób przemysł może pracować pełną parą bez zatrzymywania się, zgarniając pieniądze i na nic nie zważając. Natura, woda, powietrze? kiedy już ich nie będzie, nas też nie będzie. To będzie problem dla tych, którzy przyjdą po nas? To konsumpcja, która w ciągu ostatnich lat zmieniła świat zachodu w nieskończony supermarket i ogromne wysypisko śmieci.

Gdybyśmy chodzili kupować sobie spodnie czy sweter dopiero wtedy, kiedy poprzednie ubranie by nam się zniszczyło - tak jak robili to nasi dziadkowie - przemysł tekstylny by upadł. Żegnajcie ogromne dochody! Tymczasem nie. Musimy się przekonać, że sweter i spodnie trzeba zmieniać, ponieważ nie są już modne, ponieważ kolor już nie pasuje, ponieważ fason jest stary, ponieważ zapinają się na cztery zamiast na trzy guziki.

Cztery zamiast trzy? Straszne! Jeśli nadal będziesz nosić sweter na cztery guziki, staniesz się niemodny, przebrzmiały, staniesz się kimś, kto nie rozumie życia; wypadniesz z kręgu tych, którzy się liczą.

Jak przemysłowi udaje się przekonać ludzi, że muszą wyrzucić nowy jeszcze sweter, aby kupić inny jedynie dlatego, że ma cztery zamiast trzech guzików?

Nie może powiedzieć ze smutną miną: "Ludzie, kupujcie inne swetry, w przeciwnym razie produkcja się zwolni, a zysk się zmniejszy". Ludzie (zwłaszcza młodzi), którzy nie cierpią rozkazów, na złość nosiliby ten sam sweter przez 90 lat.

Ucieka się zatem do sztuczki. Przemysł "konstruuje" "postacie" zdolne zaskarbić sobie sympatię ludzi oraz namagnesować ich marzeniami i pragnieniami: "Gdybym była taka piękna jak ona! Gdybym był taki silny jak on! Gdybym mógł się ubierać jak tamten!". Ci panowie wiedzą, że matematyki i gramatyki można nauczyć tłumaczeniem, odpytywaniem i pracami klasowymi. Ale "wartości" (tzn. tego, co ktoś uważa za piękne i ważne dla życia) - nie. Wchłaniamy je, kiedy widzimy je w osobach, które szanujemy i uwielbiamy.

Te "skonstruowane postacie" (nad tym pracują całe oddziały sprytnych, dobrze opłacanych i doskonale przygotowanych osób) zostają rzucone na rynek za pomocą gazet, telewizji, wydawnictw płytowych, radia, filmów?

W ten sposób asystujemy przy tragicznym i zarazem komicznym zjawisku: nikt nie kupiłby pary dżinsów porwanych na kolanach ani czapeczki z daszkiem długim na dłoń, nawet gdyby przepisałby mu to lekarz, a tymczasem każdy kupi wszystko, co proponują mu ludzie sukcesu.

I wszyscy ci, którzy ubierają się jak ludzie "sukcesu", zaczynają poruszać się, mówić, myśleć i postępować jak oni, tak że ich życie staje się wielkim bazarem, gdzie się kupuje, zużywa, powraca i znowu kupuje, skarżąc się oczywiście na znikające połacie zieleni, na zatrutą wodę, zanieczyszczone powietrze, nieznośne hałasy. Niewygody, o których powinni myśleć wszyscy oprócz nas, ponieważ my musimy jedynie się bawić. A kto się z nami nie bawi, niech go chwyci dżuma: jest zacofany, staromodny, to dinozaur, wapniak, świętoszek, pełen tabu klerykalny niezdara, stresor? Kto więcej ma, więcej wydaje.

Wśród tych, którzy zaakceptowali ten projekt życia, piękno, dobro, prawda są ustanawiane większością głosów.

A seksualność? Seksualność nie stwarza problemów osobistego wyboru pomiędzy dobrem a złem, ważne jest pójście z prądem rzeki: "Wszyscy tak robią! Co w tym złego?". Właśnie, sztandarem i mottem tej niezwykle licznej armii jest: "Co w tym złego?".

2. Życie niebezpieczne
"Życie beztroskie" zawsze miało swoich wielbicieli, ale przypadało co najwyżej na czas dojrzewania (14-18 lat). Potem młodzi szli do pracy, do wojska, zakładali rodziny i pojmowano już, że życie nie jest usłane różami. Teraz dążymy do przedłużenia okresu dojrzewania, tego wieku bezmyślności. Coraz później znajdujemy pracę, a zatem coraz dłużej pozostajemy na barkach rodziców. Coraz później się pobieramy i na coraz później odkładamy narodziny pierwszego dziecka, aby nie wiązać się w żaden sposób. I tak podążamy aż do 30, 35 lat, bez przerwy się bawiąc.

Ale projekt konsumpcyjny, propagowany w celu szybkiej konsumpcji rzeczy, a zatem w celu większej sprzedaży i produkcji, wcale nie tworzy ludzi wesołych, beztroskich i szczęśliwych. Gdyby tak było, stanowiłby on wielkie dobrodziejstwo, bo bez wątpienia wpływa na produkcję, a zatem daje pieniądze i dobrobyt.

Bieda polega na tym, że w szale konsumpcji wszystko sprowadza się do rzeczy przeznaczonych wyłącznie do konsumpcji.

Przyjaźń nie jest już związkiem z trudem pielęgnowanym i chronionym, ale dezodorantem: kupujesz, perfumujesz się i znajdujesz masę przyjaciół.

Miłość nie jest już uczuciem, które rozwijamy poprzez wierność, szacunek, dojrzałość, zdolność dawania siebie i ofiarę, ale emocją, której trzeba doświadczyć jak najwcześniej, jak najszybciej, z jak największą liczbą partnerów.

Piękno nie jest już harmonią wewnętrzną, która przenika aż na zewnątrz. Zbyt wiele trudu! Można ją osiągnąć odrobiną pigułek, gimnastyki, a jeśli to nie wystarczy, za pomocą skalpela chirurga. I tak dalej. Konsekwencją takiego sposobu postępowania jest to, że w krótkim czasie wszystko się pozbawia głębokich znaczeń, tajemnicy. Wszystko jest przeterminowane, już przeżyte, doświadczone. I nagle nadchodzi nuda: "Co będziemy dziś robić? Ciągle to samo! W tym mieście nie ma żadnej rozrywki!".

Zastępy chorych na nudę rosną coraz bardziej i błąkają się po ulicach miast i wsi w rozpaczliwym poszukiwaniu emocji, których nic nie jest w stanie pobudzić. Kto w wieku 12 lat pije 42-procentową grappę, w wieku 16 lat bierze dobre wino za wodę?

Stąd poszukiwanie silnych emocji, niebezpiecznych akcji, które pozwalają "poczuć, że żyjesz".

W ten sposób wzrastają na rynku akcje projektu "życia niebezpiecznego".

Ci, którzy realizują ten projekt życia, żyją zawsze na granicy legalności i nielegalności; mniej lub bardziej przypadkowe doświadczenia z narkotykami, przemoc i wandalizm, poszukiwanie fizycznego starcia w dyskotekach czy na stadionach, zawrotna prędkość motorów i samochodów, kult siły fizycznej, uwielbienie dla wielkich motorów i samochodów wyścigowych (meteorów na czterech kołach).

W tym projekcie życia seks jest brutalnym doznaniem. Im bardziej zakazane są pewne czyny, tym bardziej wzrasta na nie zapotrzebowanie: prostytucja kobiet i mężczyzn, wykorzystywanie seksualne nieletnich, sadyzm (przyjemność czerpana z cierpienia zadawanego partnerowi) i masochizm (przyjemność czerpana z cierpienia zadawanego przez siebie lub partnera), gwałt, pornografia hard, sex shopy? W niektórych bandach amerykańskiej młodzieży (stosownie propagowanych w mediach, aby i u nas wprowadzić te zwyczaje) chłopcy i dziewczęta są przyjmowani do grupy jedynie wtedy, kiedy się zgodzą na stosunki płciowe z przywódcami, ryzykując ciążą czy złapaniem AIDS.

Przyjrzyjmy się dokładnie charakterystycznym cechom tego projektu życia.

Główna myśl: życie nie ma sensu. To jedno wielkie oszustwo. Można umrzeć w każdej chwili. Dlatego należy "oszukać" śmierć, stawiając jej czoła z podniesioną przyłbicą. Tylko w ten sposób możemy się poczuć "prawdziwymi ludźmi". Jak mawiał starożytny filozof: "Lepiej przeżyć jeden dzień jak lew niż sto jak baran!".

Celem jest poczucie się żywym, poszukiwanie silnych emocji, aby pokonać nudę i uczucie "już tego doświadczyłem".

Horyzontem jest "tu i teraz". Nie istnieje później. Jedyną możliwością bycia żywym człowiekiem jest pozostawienie po sobie wspomnienia jakiejś nadzwyczajnej imprezy.

Moralność jest prosta: dobre jest wszystko, co powoduje dreszcz, silne emocje, palące odczucia.

"Inni" to "elektryczne porażenia": albo dzięki nim odczuwamy emocje, albo nie służą nam do niczego.

Główna troska: prawdziwy bożek, bardziej niż kiedy indziej, to własne "ja". Inni są przedmiotami, których można używać i dręczyć według własnego upodobania.

Ten projekt życia, typowy dla czasów kryzysu, rozprzestrzenia się niezwykle szybko, zwłaszcza wśród młodych. Wśród nich szczególnie martwi popularność zachowań wystawiających na ryzyko życie, którego wartość nie jest porównywalna z siłą chwilowej emocji. Pomyślmy o sobotnich wypadkach, o rozprzestrzenianiu się nowych narkotyków, które mogą wywołać nieodwracalne szkody nawet po pierwszym zażyciu.

Do tej pory patrzyliśmy z niedowierzaniem i ciekawością na amerykańską młodzież, która wyzywa śmierć, stając na dachach rozpędzonych wagoników metra, grając w rosyjską ruletkę, kładąc się na środku ulicy, na pasie oddzielającym dwa kierunki wśród przemykających tirów, prowadząc samochód z ogromną prędkością i nie przestrzegając znaków zatrzymywania się. Teraz takie zachowania odnotowujemy również w naszych spokojnych prowincjonalnych miasteczkach.

Ale to "niebezpieczne życie" nie dotyczy wyłącznie młodych. Powiększa się coraz bardziej grupa "dorosłych", którzy spędzają tydzień pracy w masce spokojnych urzędników, aby później wyszaleć się w nocy albo w weekend w poszukiwaniu wszystkiego, co może przynieść dreszczyk lub odurzenie. Z tej "fauny" wywodzą się ci wszyscy, którzy - gdy emocja prowadzi ich do szpitala albo więzienia - są przyczyną zdziwienia sąsiadów i kolegów z pracy: "I kto by powiedział? To był taki porządny człowiek! To była tak dobrze wychowana i cicha dziewczyna!".

Znacząca jest również wzrastająca popularność "szkoły przeżycia": urzędnicy i urzędniczki po spokojnym i anonimowym tygodniu spędzonym za biurkiem czy komputerem w klimatyzowanym i aseptycznym środowisku płacą majątek agencjom wyspecjalizowanym w zapewnieniu im niebezpiecznych dni pośród fałszywych dżungli i na udawanych wojnach, w których jednak czasami pojawiają się prawdziwi zabici.

Jaka satysfakcja! Płacisz, ale przynajmniej czujesz, że żyjesz!

3. Życie dla lepszego jutra
Istnieje projekt życia, rzadko obecny w gazetach i telewizji, ale na szczęście bardziej rozpowszechniony niż mogłoby się to wydawać - także wśród ludzi młodych.

Ten projekt życia przynależy do każdego, kto chce zaangażować się, by budować dla innych sprawiedliwe społeczeństwo, kto nie wierzy, że życie jest pogonią za ostatnim krzykiem mody, albo - co gorsza - za szaleństwem gwałtownych dreszczy.

Nic z tego: "Życie to poważny wyścig. Niestety jest wiele rzeczy, które źle się mają: narkotyki, mafia, korupcja polityków, wyzysk, opuszczenie starych i słabych, niesprawiedliwość społeczna, zanieczyszczenie środowiska? Zakaszmy więc rękawy i weźmy się do pracy. Ale, uwaga, nie dajmy się sprowadzić z naszej drogi wiarą w jakieś inne życie! To byłby czas odebrany naszej pracy, którą musimy w tym życiu wykonać. Prawdziwy raj musimy zbudować tu, na ziemi, a nie mieć nadzieję na coś, skąd nikt jeszcze nie powrócił".

Ten projekt życia ma teraz ogromne trudności z powodu omawianych wcześniej projektów, ale wiele sygnałów wskazuje na to, że rasa gotowych na zaangażowanie się dla innych jeszcze nie wymarła. Po upadku komunistycznej iluzji zbudowania społeczeństwa "towarzyszy", "raju na ziemi", pojawiają się ludzie przekonani, że mogą zbudować przynajmniej trochę sprawiedliwsze społeczeństwo, gdzie będzie mniej mafii, przemocy, niesprawiedliwości społecznej, korupcji i ucisku, głodu na świecie, wojen, dzikiego i tępego wykorzystywania natury.

Tym projektem życia są głównie zainteresowani ludzi w określonym wieku, którzy przekroczywszy etap - z konieczności "beztroskiej" - młodości, postanawiają dorosnąć i uświadamiają sobie, że wiele możliwości polepszenia życia spoczywa w ich rękach. Ten projekt życia gromadzi tych wszystkich, którzy nie myślą o samotnym szczęściu, ale akceptując społeczny wymiar życia, na różne sposoby angażują się w jego poprawę w partiach, związkach zawodowych, organizacjach humanitarnych (WWF, Czerwony Krzyż i inne krzyże: Zielony, Niebieski, Żółty?) oraz chroniących środowisko.

Nie brakuje na szczęście nastolatków i młodych, którzy z sympatią spoglądają na ten projekt, czyniąc go swoim. Jest więcej - niż możemy przypuszczać, oglądając telewizję - ludzi młodych, którzy uczą się i przygotowują, aby służyć poprawie społeczeństwa i którzy poświęcają część swojego czasu i sił na inicjatywy społecznie użyteczne.

Ten projekt życia, jak wszystkie inne, posiada wiele odmian. Od młodego, który zadowala się poświęceniem odrobiny swojego czasu innym w czasie wakacji, do tego, kto aktywnie uczestniczy w formach wolontariatu na rzecz ludzi starych, chorych, kalekich, uzależnionych, uciekinierów, imigrantów?

Są tutaj także wszyscy ci, którzy nie angażując się konkretnie w pracę nad zmianą rzeczywistości, nigdy nie odmawiają uczestnictwa w marszach protestacyjnych (zwłaszcza w godzinach szkolnych zajęć) albo tacy, którzy wolą zaangażowane piosenki. To niewiele, ale to już coś, a na dodatek to dobry znak.

Przeanalizujmy teraz odrobinę dokładniej ten projekt życia.

Główna myśl: życie jest piękne, ale jest również trudne i ciężkie. Niesprawiedliwości, które czynią życie ciężkim, można dzięki zaangażowaniu wszystkich ludzi przynajmniej ograniczyć, jeśli nie pokonać.

Cel: stworzenie sprawiedliwego społeczeństwa, gdzie wszyscy mogą żyć bez ucisku, wykorzystywania, niesprawiedliwości i nierówności.

Horyzont: jest tu, na ziemi. Dobrze, aby nie rozpraszało nas "inne życie", którego nikt nigdy nie widział i które mogłoby odebrać cenne siły temu życiu.

Moralność: dobre jest wszystko to, co przyczynia się do polepszania warunków ekonomicznych, społecznych i kulturowych ludzi.

Inni: są towarzyszami podróży, istotami ludzkimi takimi jak my, niezależnie od pozycji społecznej, koloru skóry, kultury czy wieku.

Główna troska: zdobycie dla siebie i innych życia jak najbardziej bezpiecznego ekonomicznie, szanowanego i udanego; praca nad tym, aby każda istota ludzka była zadowolona z życia.

W tym projekcie najważniejszym wymiarem życia jest wymiar społeczny i polityczny. W konsekwencji dąży się do ulokowania seksualności w prywatnej sferze osób. W intymności każdy zachowuje się tak, jak chce, ważne, aby szanował prawa oraz zasadę, że "własna wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych". Cała reszta jest dozwolona.

Nie istnieje żadna wyższa moralność od tego, co mogą pomyśleć i postanowić mężczyźni i kobiety: złem jest wszystko to, co zakłóca harmonię społecznego życia, co wywołuje cierpienia i niesprawiedliwość. Prostytucja, homoseksualizm, okazywanie uczuć w miejscach publicznych, przedstawienia, pornografia, aborcja, rozwód są zjawiskami, które można uregulować zdecydowanymi prawami większości. W tym, co nie podlega prawu, każdy może zachowywać się tak, jak uważa.

4. Życie na dodatkowym biegu
Istoty ludzkie, w odróżnieniu od swoich czworonożnych "kuzynów", jak świat światem na każdym miejscu i w różnej formie, zawsze stawiały sobie to samo pytanie: "Czy warto pracować na rzecz sprawiedliwszego świata, jeśli później - kiedy najmniej się tego spodziewasz - nadchodzi śmierć i wszyscy stajemy się karmą dla robaków?". Na to pytanie udzielili różnych odpowiedzi:

1. "Lepiej o tym nie myśleć! Na razie myślmy, jak się zabawić, a potem, jak będziemy starzy, to zobaczymy". To jest odpowiedź projektu "beztroskiego życia".

2. "Nie, nie warto! Śmierć czyni życie czymś bezsensownym. Żyjmy, jak najwygodniej, skoro i tak później nic nie ma". To jest odpowiedź projektu "niebezpiecznego życia".

3. "Po tym życiu nie ma nic. Ważne, abyśmy zbudowali raj na tej ziemi". To jest odpowiedź projektu "życia dla lepszego jutra". Biedny Marks - biedny, ponieważ to, co powiedział, okazało się błędem - mawiał, że myślenie o innym życiu równa się zażywaniu narkotyków!

4. "Życie jest tak piękne, że nie może się tak skończyć: musi trwać również po śmierci". To jest odpowiedź projektu "życia na dodatkowym biegu".

Wiara w życie pozagrobowe towarzyszyła ludziom od czasów, kiedy zaczęli chodzić po ziemi. Najodleglejsze wspomnienia, które pozostawili nam nasi przodkowie, są licznymi wyrażeniami kultu zmarłych: od prostych kamieni nagrobnych aż do kolosalnych kamieni ze Stonehenge w Wielkiej Brytanii, piramid egipskich, kosztownych kaplic żałobnych naszych cmentarzy. Właśnie kult zmarłych jest jedną z różnic niezwykle trudnych do wytłumaczenia dla tych, którzy nie wierzą w głęboką odmienność pomiędzy zwierzętami i istotami ludzkimi. Jak to się dzieje, że małpy nie pomyślały o jakimś kawałku cmentarza?

Idea "tamtego życia", którą ludzie wypracowali własnym siłami, nie była czymś wielkim (Grecy i Rzymianie mówili o królestwie cieni; czerwonoskórzy w Ameryce o zielonych pastwiskach), ale w każdym razie wyrażała przekonanie, że życie, właśnie dlatego, że jest życiem, nie może zostać unicestwione w chwili śmierci.

Dwa tysiące lat temu Jezus Chrystus objawił coś, do czego ludzie sami nie mogliby dotrzeć, co było naprawdę dobrą nowiną, na którą czekali: po śmierci nie będzie żyła wyłącznie dusza, jak myśleli Grecy i Rzymianie, ale zmartwychwstanie nasze "ciało", tzn. wszystko, co ono pozwala nam przeżyć: radości, nadzieje, przyjaźnie, miłość, związki osobiste, obowiązki? wszystko. Inne życie nie jest więc "innym światem", pięknym miejscem, czymś w rodzaju zaczarowanego zamku, do którego się przeprowadzimy, ale jest naszym życiem, które staje się "inne", które zakwita, wydaje owoce.

To fenomenalne przesłanie, ponieważ niesie ogromny ładunek. Życie tego, kto je przyjmuje, staje się wiecznym zaangażowaniem w poszukiwanie dobra własnego i wszystkich pozostałych. To coś innego niż niebezpieczne życie! Życie jest cennym darem, należy je trzymać w dłoni z jak największą odpowiedzialnością, aby trwało jak najdłużej i po śmierci: nie można zmarnować ani okruszyny. Życie jest darem, który wszyscy ludzie powinni przyjąć z radością i wdzięcznością. Dlatego ten, kto przyjmuje projekt chrześcijańskiego życia, nie może nigdy przestać - nawet w wieku 120 lat - angażować się na rzecz pokoju, sprawiedliwości, równości, fizycznego i duchowego dobrobytu wszystkich ludzi.

Ci, którzy przyjmują projekt chrześcijańskiego życia, przebywają z wyznawcami "życia dla lepszego jutra" piękny kawałek drogi, ale potem pozostają sami. Wyznawcy "życia dla lepszego jutra" zadowalają się stworzeniem lepszego życia tu, na ziemi, i kiedy uznają, że osiągnęli swój cel, mogą się zatrzymać. Chrześcijanie natomiast nie mogą zadowolić się żadną ludzką realizacją, jakkolwiek byłaby piękna i sprawiedliwa; dalej jest zawsze życie, które nigdy się nie kończy.

Przyjrzyjmy się temu projektowi z bliska.

Główna myśl: uczynić ze świata jedną rodzinę, prowadząc wszystkich ku dobrobytowi materialnemu i duchowemu, który zapowiada pełne szczęście raju.

Horyzont: "tu" dla "potem".

Moralność: dobre jest wszystko, co jest miłością, darem, wszystko, co przeciwstawia się egoizmowi, co jest zdolnością dawania innym tego, co w nas najlepsze. Złem jest wszystko, co jest egoizmem: chęcią brania od innych tego, co wygodne.

Inni są naszym braćmi i siostrami w Jezusie Chrystusie oraz synami tego samego Ojca. Ani wiek, ani płeć, ani kolor skóry, ani różnice kulturowe i społeczne, ani fakt, czy zachowują się źle albo inaczej niż my, nic nie może zniszczyć tego podstawowego braterstwa.

Główna troska: jak najszersze rozpowszechnianie na tej ziemi "wartości", które będziemy w najwyższym stopniu przeżywać w raju: braterstwo, pokój, piękno, miłość, solidarność, zrozumienie, dialog? wszystko to, czego istoty ludzkie pragną z głębi serca.

W tym projekcie życia seksualność nie jest przyjemną rozrywką, zapierającą dech emocją czy biologiczną funkcją, ale niezatartą pieczęcią, którą Bóg Stwórca chciał pozostawić w stworzeniu uczynionym na Swój obraz i podobieństwo. Seksualność, tak jak życie, jest darem Boga i osiąga swój najprawdziwszy wyraz, kiedy przeżywa się ją jako dar dla braci.

Mężczyzna i kobieta ze swoją odmiennością tak szczegółowo rozsianą po całym ciele i duszy są obrazem Boga, który nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, ale sumą wszystkich doskonałości: Pismo święte przypisuje Bogu siłę i moc wojownika, lecz także łagodność i czułość matki.

Mężczyzna i kobieta poprzez swoje nieuchronne wzajemne poszukiwanie mówią, że są "stworzeniami", niedoskonałymi, niezdolnymi do odnalezienia w sobie tego wszystkiego, co służy im do szczęścia; a zatem potrzebują otworzyć się na innych i tego Drugiego przez duże D.

Mężczyzna i kobieta ze swoją zdolnością do umiłowania aż do śmierci są znakiem miłości, którą Bóg żywi w stosunku do ludzkości: Pismo święte, aby uświadomić nam miłość Boga do człowieka, ucieka się do porównania jej do miłości mężczyzny i kobiety.

Ten, kto przyjmuje projekt chrześcijańskiego życia, spogląda na seksualność jako na najwspanialszy dar od Boga i odczuwa konieczność przeżywania tego daru w sposób wielki, globalny, głęboki.

Ten, kto przyjmuje projekt chrześcijańskiego życia, musi odrzucić jakąkolwiek dyskryminację pomiędzy mężczyzną a kobietą i wszelką redukcję seksualności do sfery płciowej.

Ten, kto przyjmuje projekt chrześcijańskiego życia, jest wezwany do nadania wartości "sacrum" związkowi seksualnemu pojmowanemu jako gest, który w sposób najwyższy wyraża miłość Boga do człowieka oraz najwyższy poziom uczestnictwa istoty ludzkiej w stwórczym dziele Boga.

Ta wielka i tajemnicza wizja seksualności wprowadza odrzucenie zachowań płytkich i redukcyjnych oraz wprowadza wybory, które od kiedy chrześcijaństwo pojawiło się na ziemi, nigdy nie przestają zaskakiwać: odrzucenie stosunków seksualnych poza związkiem naznaczonym wierną, pełną i wieczną miłością; małżeństwo bez możliwości rozwodu; dziewictwo i celibat ze względów religijnych.

Są to wybory, które - jeśli postrzegamy je w formie negatywnej jako nakazy - jawią się jako niezrozumiałe i absurdalne. Kiedy natomiast podejmowane są dobrowolnie "dla królestwa niebieskiego", jak mówi Jezus, stają się źródłem radości w tym, który ich dokonuje oraz zdziwienia w tym, który je szanuje. Z drugiej strony, kto nie miał okazji spotkać i docenić młodych angażujących się w graniczące z heroizmem formy wolontariatu? Kto nie zna wspaniałych małżeństw w ich całkowitej wierności oraz hojności w stosunku do największej rodziny, jaką jest świat? Kto nie zna kapłana czy siostry zakonnej, którzy wszystkich napełniają entuzjazmem, w jaki sposób potrafią oddać cały swój potencjał męskości czy kobiecości dla dobra braci?

W projekcie chrześcijańskiego życia ludzka seksualność, już tak różna od seksualności zwierząt, osiąga swój najwyższy szczyt odmienności. Chrześcijanie pokazują, że seksualność może całkowicie uwolnić się od instynktu i powierzyć się wolności. Byk nie potrafi zrezygnować z kopulacji, jeśli instynkt go do tego popycha i jeśli jest w pobliżu chętna do tego krowa. Owca nie może zrezygnować z kopulacji, jeśli jest w porze rui. Osoba ludzka przez wzgląd na wyższe ideały może uciec od instynktu reprodukcji, który jest jednym z instynktów fundamentalnych.

Czy ten wybór budzi podziw czy też zdziwienie? Właśnie taki jest jego cel: budzenie podziwu i zdziwienia, aby nie zapomnieć, że życie jest tajemnicą, która nie znajduje swojego wytłumaczenia tu, na ziemi, ani w rozrywce, ani w silnych emocjach, ani w zaangażowaniu na rzecz stworzenia sprawiedliwszego społeczeństwa. Ten wybór budzi podziw i zdziwienie, tak jak strajk głodowy i brak przemocy, ponieważ sprzeciwia się podstawowym instynktom reprodukcji, zaspakajania głodu i obrony. Te wybory przypominają istocie ludzkiej o jej odmienności od zwierząt.

Lew nie jest w stanie zorganizować strajku głodowego, gdy niszczą mu sawannę. Wilk nie jest w stanie zrezygnować z przemocy ze względu na owieczki. Byk nie może wybrać celibatu. Człowiek tak.

Ten, kto czytając tę książkę, zapała pasją poznania rzeczywistości, niech uda się do tych, którzy uważają seks tylko za rozrywkę czy emocję i nic więcej: odkryje, że nigdy nie mają czasu dla innych: "Kalecy? Chorzy? Starzy? Imigranci? Niech sobie radzą sami! Niech zwrócą się do gminy albo rządu! My mamy własną robotę".

Gdyby w historii człowieczeństwa nie było mężczyzn i kobiet zdolnych do rezygnacji z seksu, jedzenia, przemocy, ludzkość nie wyszłaby z jaskiń i z dżungli.

Jaki wybór?

Tonino Lasconi

Jak wybrać? Jaki wybór jest słuszny? Na nic zdadzą się rady: potraktowane by zostały jako kazanie. Powiedzieliśmy już, że podczas gdy matematyki i gramatyki można się nauczyć, projekty życia trzeba wchłaniać, wdychać ze środowiska, w którym żyjemy, od osób, które spotykamy i podziwiamy, od rzeczy, które czytamy, widzimy, słuchamy.

Jedno, co można zrobić, to życzyć sobie, aby młodzi spotykali "właściwe" osoby, które potrafią przyciągnąć ich uwagę swoim świadectwem pięknego, szczęśliwego i ważnego życia.

- - r e k l a m a - -

Tylko jednej rady możemy udzielić - otwórzcie szeroko oczy, nie idźcie do przodu "z klapkami na oczach", "na oślep". Zwłaszcza w waszych młodych latach. Choć nigdy nie przestaniemy wybierać, ponieważ nasze wybory rosną razem z naszymi latami, to właśnie w latach młodzieńczych stawiamy fundamenty projektu życia - to teraz ważą się losy przyszłego życia. Ważne jest, abyście wybrali dobrze.
- Ale czy nie można uzyskać przynajmniej kilku wskazań, aby jak najmniej się pomylić?

Możemy jedynie doradzić wam trzy "ćwiczenia", które powinniście wykonywać przynajmniej przez pięć minut dziennie: 1. Strajk, 2. Radiografia, 3. Koszty i zyski.

1. Strajk
Ten, kto je ciągle taką samą zupę, odbiera sobie możliwość spróbowania bardziej smakowitych potraw. Ważne, aby odnaleźć w sobie możliwość "zarządzenia strajku", przerwania tego, co robimy zawsze, aby posłuchać rzeczy nowych. Jaką litość budzą te nastolatki, które ciągle oglądają to samo, czytają te same gazety, chodzą w te same miejsca? Stają się starzy w wieku czternastu lat. Trzeba znaleźć odwagę doświadczenia nowych środowisk, posłuchania innych głosów, zawarcia nowych przyjaźni i przeżycia różnych doświadczeń. Należy umieć "oderwać się", doświadczać, słuchać, rozglądać się. Potem wybierać. Biada wam, jeśli dacie się oczarować pierwszej wróżce, która obiecuje zabrać was ze sobą.

2. Radiografia
Aby właściwie wybrać i się nie pomylić, powinniście rozwinąć w sobie zdolność robienia radiografii. Fotografowanie jest rzeczą łatwą, ale zdjęcie zatrzymuje się na zewnątrz, na fasadzie. Radiografia natomiast przenika do środka. "Zewnętrzność" i "wnętrze" nie zawsze się zgadzają. Zdjęcie pięknej kobiety wzbudza w nas okrzyk: "Wspaniała!". Jej radiografia, gdyby ujawniła złośliwe komórki, które ją atakują, kazałaby nam westchnąć: "Biedaczka!".

Musimy się ćwiczyć i nie zatrzymywać na pozorach, nie ślizgać się po skórze, ale przenikać do środka.

3. Koszty i zyski
To najważniejsze ćwiczenie, ponieważ nikt nie wybierze takiego czy innego życia, nie mając nadziei na wielkie dobro albo przynajmniej na małe szczęście. Wypracowanie własnego projektu życia oznacza dokonanie pewnych wyborów. Dokonanie wyborów równa się wzięciu pewnych rzeczy i pozostawieniu innych. Dobry wybór oznacza właściwą ocenę kosztów i zysków, aby przy jak najmniejszych kosztach osiągnąć jak największy zysk.

Kto planuje wybudować dom na wsi, będzie mieć czyste powietrze i ciszę, ale będzie też mieć w domu insekty i daleko do sklepu.

Kto planuje wybudować dom w mieście, nie zobaczy ani jednej muchy nawet przez binokle i będzie mieć sklep pod samym domem. Ale musi pamiętać o hałasie samochodów i zanieczyszczonym powietrzu.

Jeśli dobrze ocenimy koszty i zyski, nie damy się oszukać. Należy mieć zawsze przed sobą obraz rozległy, kompletny, pełną panoramę. Przykład:

Projekt "życia beztroskiego":
- zyski: jedna rozrywka po drugiej
- koszty: zmarnowana energia, życie sprowadzone do rzeczy.

Projekt "życia niebezpiecznego":
- zyski: silne emocje, smak zakazanego,
- koszty: niebezpieczne życie dla siebie i innych.

Projekt "życia dla lepszego jutra":
- zyski: poczucie użyteczności dla społeczeństwa,
- koszty: trud i zaangażowanie.

Projekt "życia na dodatkowym biegu":
- zyski: poczucie szczęścia i realizacji,
- koszty: ofiary i rezygnacje.

Każdy musi przeprowadzić uważne i dokładne wyliczenie tego, co nabywa, i tego, co traci, i dobrze zobaczyć, na którą stronę przechyla się waga.

Uważajcie, operacja nie jest znowu taka prosta, ponieważ trzeba wziąć pod uwagę presję sprzedawców! Czy widzieliście kiedyś film telewizyjny, gdzie bohaterowie nie byliby bogaci, nie mieli ogromnych domów, luksusowych samochodów, pięknych i zawsze gotowych kobiet czy kochanków na każdym rogu?

Aby dokonać operacji koszty i zyski, należy przyzwyczaić się do obserwowania rzeczywistości, tej prawdziwej, która otacza nas każdego dnia, którą oddychamy z bliska. Oto konieczność operacji "strajk" i ważność "radiografii": telewizja, piosenki, gazety prawie zawsze robią zdjęcia.

Szczęście! Szczęście!

Tonino Lasconi

Dlaczego istnieje aż tyle ofert projektów życia? Dlaczego wybór jest taki trudny?

Jest jedna rzecz, która popycha ludzi: poszukiwanie szczęścia. Wszyscy go szukają, nikt nie może się obyć bez pragnienia go; nawet ten, kto popełnia samobójstwo, robi to w poszukiwaniu szczęścia, ponieważ zostaliśmy do szczęścia stworzeni.

Dlatego obiecuje je każdy projekt życia. Jednak uwaga: szczęście nie jest towarem, ale zdobyczą. Uwaga!, nigdy nie ufajcie temu, kto chce wam sprzedać szczęście za niską cenę: próbuje wcisnąć wam jakiś chłam.

- - r e k l a m a - -

Pamiątka

Tonino Lasconi

Na koniec tej podróży, jak we wszystkich szanujących się podróżach, dobrze byłoby przywieźć do domu jakąś pamiątkę, która streszcza wszystko to, co odkryliśmy. Pamiątkę, którą będziemy chronić w najskrytszym zakątku mózgu. Pamiątkę, która wam podpowiadam, to zdanie z psalmu 139: "Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie".

Za każdym razem, kiedy jako mężczyźni i kobiety myślimy, robimy albo coś mówimy, zadajmy sobie pytanie: "Czy to, co jest teraz myślę, robię, mówię, godne stworzenia tak cudownego?".

- - r e k l a m a - -

Wcześniej nie było lepiej!

Tonino Lasconi

Fragment

Moje ostatnie stwierdzenie może wywołać okrzyk: "Wcześniej było lepiej!", "W jakim świecie żyjemy?", "Dokąd zaszliśmy?", "Dlaczego kiedyś żyliśmy lepiej? Spokojniej?", "Kiedyś ludzie szanowali seksualność".

Absolutnie nie. W tym przypadku ma rację również Pismo św.: "Nie mów: Jak się to dzieje, że dawne dni były lepsze niż obecne?" - Bo nieroztropnie o to się pytasz" (Koh 7,10). Dzisiaj jest o wiele lepiej niż kiedyś.

Nigdy przedtem nie było tylu ludzi zdolnych do przeżywania seksualności w sposób czysty i radosny, bez poczucia winy czy poniżającego wstydu, jakby mężczyzna i kobieta, tacy jakimi są, nie zostali stworzeni przez Boga.

Książka dostępna w księgarni internetowej Wydawnictwa Salezjańskiego
www.wydsal.pl

- - r e k l a m a - -