Nastolatki: trudne pytania, cz. 1

Dom, szkoła, przyjaciele
E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Ta prosta i bezpośrednia książka adresowana jest do nastolatków pomiędzy 13 a 18 rokiem życia, ale także do ich rodziców, nauczycieli i wychowawców, aby im pomóc w wyjaśnieniu pewnych spraw.

Część pierwsza: DOJRZEWANIE. ILEŻ PYTAŃ, ILEŻ PROBLEMÓW!

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

1. Dojrzewanie: skąd tyle problemów

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Jestem wędrowcem
nawet w moim wnętrzu,
a jeśli na zewnątrz rozpościera się wszechświat,
we mnie jest bezmiar
G. Grignani

Chcecie, żebyśmy wymienili wam je po kolei, a może znacie je doskonale i wcale nie chcecie o nich słyszeć?
Hm... tym razem będziecie musieli o nich poczytać. A później, kto wie, może odkryjecie coś, czego jeszcze nie wiecie!

Dojrzewanie to wiek ruchu: wszystko się zmienia, wszystko w naszym życiu nabiera nowych kształtów. Rozwija się wasze ciało. Zmieniają się stosunki z innymi ludźmi: nie jesteście już dziećmi, dorośli wymagają od was umiejętności rozumienia tego, co dzieje się na świecie. Żąda się od was, abyście zawsze byli na topie, abyście byli wyraźni i patrzyli na sprawy okiem «dorosłego człowieka». Akurat, jakby to było takie łatwe! I kiedy przez jakiś czas staraliście się być takimi, jakimi chcą was widzieć inni, nagle ogrania was zmęczenie, dajecie sobie spokój i pytacie: «Jak mam zbudować drapacz chmur, skoro nie potrafię (bo jeszcze się tego nie nauczyłem) zbudować parterowego domku?». I rodzą się problemy...

- - r e k l a m a - -

...W DOMU

W domu jakby trwała wojna. Rodzicom nigdy nie pasuje to, co robicie, a wam nigdy nie pasuje to, co oni proponują. Są nudni ze swoimi radami z Epoki Kamienia Łupanego. Wy chcielibyście wyjść i coś zrobić, a oni blokują was lekcjami, pokojem, który trzeba wysprzątać, braciszkiem, którego trzeba przypilnować, babcią, którą trzeba odwiedzić. Mimo to «strasznie» się kochacie i nie możecie się bez siebie obejść, chociaż rodzice posługują się językiem dla was niezrozumiałym i nie noszą ani dżinsów, ani plecaka.

Musicie wykazać się sprytem: zawsze kiedy pojawia się jakieś tarcie i zdaje się wam, że zaczynają się problemy, pomyślcie: u podstaw waszych stosunków z rodzicami leży miłość. Wszystko inne nie jest takie ważne. To tak, jakbyście mówili dwoma różnymi językami, co przecież nie umniejsza łączącego was uczucia.

...Z WŁASNYM CIAŁEM

Chyba coś jest nie tak, prawda? Krzywe nogi, zarost, którego nie ma, małe piersi, banalne brązowe oczy. Chcecie wyglądać jak Brad Pitt albo Laetizia Casta, a tymczasem wyglądacie jak brzydkie kaczątko. To sprawia, że nie czujecie się dobrze we własnej skórze - zwłaszcza na widok doskonałości innych. Nie uważajcie się za brzydkie kaczątka, ale za kwiaty w pączku. Każdy z was potrzebuje czasu. W gruncie rzeczy mało znacie swoje nowe ciało, owoc rozwoju. Miejcie cierpliwość: nauczcie się je szanować i dbać o nie. Odkryjecie, że oczy - nawet jeśli są brązowe - mają w sobie głębię morza; że długie nogi nadają wam atletyczną sylwetkę, a krzywy nos jest niezwykle szykowny!

...Z PRZYJACIÓŁMI

Nie ma co mówić: dojrzewanie to wiek odkryć. A wśród wielu z nich znajduje się serce: to, które bije i pragnie, aby go słuchano!

Jeśli jednak przez przypadek wasza miłość nie zostaje odwzajemniona, jeśli spotyka was rozczarowanie, jeśli was oszukano, co dzieje się z sercem? Zwija się jak jeż; nikogo już nie słucha. Niebo ciemnieje, a wy całe popołudnia spędzacie na zadawaniu sobie pytania, dlaczego dojrzewanie tak bardzo boli. Spokojnie, wszystko jest częścią gry, gry życia, które jednego dnia cieszy, a następnego smuci. Dojrzewanie pozwala wam doświadczyć pierwszych rozczarowań w nieodwzajemnionych miłościach, które ranią serce i doprowadzają was do łez. Nie przestawajcie jednak kochać stawiając czoła problemom z radością właściwą dla waszego wieku: nauczycie się, że nastolatkom wcale nie żyje się tak źle!

2. Czy to na pewno ja?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

O wiele trudniej jest
oceniać siebie niż innych.
Jeśli uda ci się właściwie
ocenić siebie, to znak, że jesteś mądry.
Saint-Exupéry

Patrzę na siebie w lustrze i się nie poznaję. Poruszam się i nie rozumiem tego, co robię. Mówię, a z moich ust wychodzą same głupoty... przecież chciałam powiedzieć coś zupełnie innego!

Te linijki zapożyczone z listu waszej rówieśniczki wzruszają i rozbrajają szczerością.

Wyrażają wątpliwości wieku dojrzewania (znowu!) oraz problemy, których nie chcemy. Jeden wiąże się z własną tożsamością oraz z wyborem, który musimy podjąć:

  • czy mam zachowywać się tak, jak dyktuje mi moje wnętrze,
  • czy mam może przywdziać piękną maskę i udawać kogoś innego?

PRZYJACIELE

Przyjaciele, ci przemili koledzy, chcą was zawsze widzieć identycznych: uśmiechniętych, beztroskich, wolnych od zbyt wielu zasad, które należałoby szanować, trochę blefujących i trochę źle wychowanych. A wy, aby nie stracić ich przyjaźni, często jesteście zmuszeni do udawania kogoś innego, tego kto się "niczym i nikim nie przejmuje", dla samej satysfakcji tworzenia pozorów, że jest się większym spryciarzem niż pozostali. Jednak po tym udawaniu kogoś, kim nie jesteście, coś wam w środku przeszkadza. Milczący, ale pracowity komik zakłóca wasze myśli i pomaga zrozumieć jedną wielką prawdę: że możecie być szczęśliwi tylko wtedy, kiedy jesteście sobą. Tylko wtedy, kiedy się wypowiadacie, mówicie, śpiewacie, tańczycie, wyrażając wasze prawdziwe ja. Ważne, aby nie być "fotokopią" największego spryciarza czy najpiękniejszej dziewczyny spośród waszego towarzystwa. Liczy się oryginalność, aby inni mogli odkryć w was nieskończone bogactwo.

- - r e k l a m a - -

GRUPA

Ktoś z was zapyta, jak możliwe jest bycie sobą w grupie składającej się z nastolatków-fotokopii, ubierających się tak samo, posługujących się tymi samymi sloganami, mających te same (jak mogłoby się wydawać) zainteresowania. Jak być sobą w klasie, w której wszyscy koledzy są antypatyczni i mysią wyłącznie o własnym interesie.

Jest pewien sposób. Bądźcie ORYGINALNI (i pamiętajcie, że ten, kto jest oryginalny, jest zawsze sobą), bądźcie interesujący nie dlatego, że jesteście tacy jak inni, ale dlatego, że jesteście inni! Ktoś nosi szmaty, których wy użylibyście do ścierania kurzy? W porządku, wybierzcie to, co wam się podoba, to, w czym jest wam wygodnie, w czym czujecie się swobodnie. Ktoś mówi językiem prosto z seriali czwartej kategorii? W porządku, mówcie inaczej! Mówcie prostym językiem i bądźcie dumni z waszego wyboru. Przyjaciele nauczą się szanować was i poznawać, jacy naprawdę jesteście. Nauczą się, że przy was nie potrzeba przywdziewać maski, abyście ich zaakceptowali; że wy docieracie głębiej, zaglądacie w ich wnętrze i nie dajecie się oczarować zewnętrznym pozorom.

ODROBINA STRACHU

Odrobina strachu przed wyłączeniem z grupy nie pozwała wam być sobą i każe pozostać w tłumie? To bardziej niż zrozumiałe; spróbujcie jednak zdobyć się na wysiłek. Porzućcie na chwilę strach i skoncentrujcie się na waszym wieku, życiu, na mijających dniach i przeżywanych doświadczeniach... W porządku, kiedy już obejrzeliście się ze wszystkich stron, spróbujcie odpowiedzieć: czy warto przypomnieć światu, że to, co was wyróżnia, jest piękne, kolorowe, żywe i wielkie?

JESTEM ARCYDZIEŁEM

Posłuchajcie, każdy z was jest OSOBĄ wyjątkową, wspaniałą i niepowtarzalną. Wszyscy jesteście jak pachnąca róża, każda inna. Jesteście jak brzydkie kaczątka, które mogą przemienić się w łabędzie, jeśli tylko uświadomicie sobie, kim jesteście naprawdę. Nie wyszliście spod fabrycznej prasy identycznych śrubek, ale z pieca, w którym powstają pojedyncze arcydzieła.

Czy teraz rozumiecie, dlaczego powinniście być sobą? Narodziliście się po to, aby pokazać innym to, co w was piękne, a nie aby ukrywać się za stwierdzeniem "wszyscy tak robią".

A zatem, odwagi: w szkole, z przyjaciółmi, w towarzystwie. Podarujcie innym radość i dajcie się poznać jako osoby szczere, otwarte, które nie boją się pokazać swoich zalet i wad, które nie rezygnują z własnego zdania. Postępując w ten sposób będziecie mogli spojrzeć w lustro i powiedzieć: "To właśnie ja!".

3. Każdy coś do mnie ma

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

W każdym z was
kryje się siła,
aby latać.

"Na Boga!" - powiedzieliby wasi dziadkowie! "Jacy jesteście przykrzy!" - powiedzieliby wasi przyjaciele!
Czy wiecie, czym jest żółtko w jajku, pępek świata, centrum wszechświata? Wspaniale. I myślicie, że jesteście w samym jego środku bez możliwości ucieczki? Nie, nie, nie (powiedziałaby reklama). Chodzi chodzi tylko o przeanalizowanie sprawy i by wspólnie odkryć, czy czarne jest tak czarne i czy inni są rzeczywiście tak brzydcy i źli...

TO PRAWDA

Ależ tak, przyznajmy to wreszcie. Są takie dni, kiedy wydaje się, że każde słowo wywołuje huragan, że wszystko, co zrobicie (i czego nie zrobicie i to jest najpiękniejsze!), wywołuje szereg reakcji łańcuchowych, które kończą się zawsze tymi samymi stwierdzeniami: “Z tobą nie można... (wybierzcie sami: rozmawiać, uczyć się, dyskutować)", "Dlaczego się tak zachowujesz?..." Nie sądziłem, że jesteś taki... (wybierzcie sami: płytki, ciemny, zimny, itd.)". Po tak pięknej liście komplementów, które sprawiają, że wszystko wywraca się wam w żołądku i nie daje spokoju, nachodzi was najpierw pokusa posłania wszystkich do diabła.

Istnieje jednak jeszcze inna pokusa, trochę "lepiej wychowana" od pierwszej - i jej często ulegacie: zaczynacie myśleć, że cały świat jest na was zły, że wszyscy ludzie, którzy żyją obok was, wstali lewą nogą. Patrzcie, co za zbieg okoliczności!

- - r e k l a m a - -

W OBRONIE

Wszyscy was atakują? A zatem wy się bronicie! Do nerwowości związanej z brakiem zrozumienia dołącza się wielki smutek: most zwodzony, który zapewnia wam kontakt ze światem, zostaje bardzo szybko podniesiony. Zły humor staje się bardzo zły, a poczucie, że jest się nieodpowiednią osobą w nieodpowiednim miejscu rośnie, rośnie, rośnie...

Stop! Chcecie naprawdę dalej iść tą drogą, czy też czujecie się na siłach, by porządnym kopniakiem odpędzić tę noc i powrócić do życia w dniu pełnym słońca? Jeśli pomysł wam się spodobał, czytajcie dalej...

INNI

...czy naprawdę coś do was mają? Oto kilka drobnych sugestii, jak rozwiązać ten problem.

  1. Sprawa podstawowa: sprawdźcie, czy istnieje jakiś istotny powód. Czasami wystarczy wasze jedno małe słówko wypowiedziane nie tym tonem, zbyt surowe spojrzenie, zbyt mocne słowo. Przeprowadźcie małą wewnętrzną kontrolę, czy wszystko jest w porządku. Jeśli coś nie gra, sięgnijcie natychmiast po środki zaradcze: wyjaśnijcie sprawę z zainteresowanymi. Tak, oczywiście będzie was to kosztować trochę trudu. Zawsze lepiej jest jednak poprawiać błędy, niż je ukrywać. W porządku? A zatem idziemy dalej.
  2. Jeśli zauważycie natomiast, że nie jesteście powodem niczyjego złego humoru, a tymczasem inni i tak są źli, weźcie głęboki oddech, odłóżcie na bok gniew, nerwy i Spółkę. Postarajcie się zrozumieć: tak samo jak wam często zdarzają się chwile smutku lub irytacji, podobnie zdarza się to innym. Są to chwile, po których powraca radość. W międzyczasie jednak czepiają się was? Cierpliwości. To również dobry sposób, aby pokazać innym, że i lak ich kochacie.
  3. A jeśli, na zakończenie, odkryjecie, że wasze "Każdy coś do mnie ma" wychodzi ze środka, z waszego serca, i nie angażuje innych (którzy martwią się na dodatek waszym złym humorem), musicie koniecznie podjąć zapobiegawcze działania:
    a) nie czujcie się winni;
    b) parzcie na innych przez pryzmat ich zalet, piękna, zdolności;
    c) pamiętajcie, że nikt nie chce wam zrobić krzywdy dla czystej przyjemności oglądania waszego cierpienia.

POZWOLIĆ SIĘ KOCHAĆ

Sprawę należy rozwiązać następująco. Nie pozwólcie się zaczarować smutkowi, nie bądźcie niewolnikami stwierdzenia: "To wszystko moja wina". Myślcie jak najbardziej pozytywnie, naprawdę warto. W przeciwnym razie przytrafi się wam to, co zdarzyło się pewnej dobrze znanej mi osobie. Ta dziewczyna, która nie przestawała wszystkim powtarzać: "Każdy coś do mnie ma, to moja wina", pewnego dnia usłyszała taką odpowiedź: "Pozwolisz wreszcie, aby ktoś cię pokochał czy nie?" i od tamtej pory wszystko się zmieniło. To ja!

4. Czuję się samotny

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

W każdym z was
kryje się siła,
aby latać.

Samotny w sercu, samotny wśród przyjaciół, samotny w domu. Samotny, samotny, bez nikogo, kto dałby mi powód do radości, do rozmowy, do otwarcia. A potem mówią, że dorastanie jest takie piękne!

Bądźmy szczerzy: przyznajmy, że dorastanie jest ciekawą i zadziwiającą przygodą, ale od czasu do czasu funduje nam niespodzianki, których chcielibyśmy uniknąć.

"Czuję się samotny" - to nie jest tytuł ostatniej piosenki Grignaniego, to bardzo głęboki stan ducha, który przyprawia nas o dreszcze i odbiera nam nawet chęć oddychania. Jeśli jednak czujecie się osamotnieni, niezrozumiani, odstawieni na boczny tor, zaciśnijcie zęby i idźcie dalej. Warto i powiem wam dlaczego.

- - r e k l a m a - -

SAMOTNI WŚRÓD LUDZI

Czujecie się samotni, nawet jeśli jesteście w tłumie? Boicie się, nie macie punktów odniesienia? A zatem kiedy tak się błąkacie, pozbawieni własnego miejsca na ziemi, spróbujcie zatrzymać się przy pierwszej wystawie i spojrzeć na swoje odbicie w szkle. Zapytajcie sobie: "Kogo ja tam widzę?". No właśnie: to wy; właśnie wy! Niezależnie od tego, jak bardzo jesteście samotni i jak bardzo wszystko naokoło wydaje się wam zimne i obojętne, zawsze wam towarzyszy wasze "ja". "Ładne towarzystwo!" - ktoś powie. Może tak być. Chodzi o to, żebyście trochę siebie pokochali. Tę sztukę musicie cierpliwie rozwijać i jest to najlepsze lekarstwo na zabijającą was samotność. Musicie być przede wszystkim świadomi, że nikt spośród miliarda mieszkańców naszej ziemi nie może dzielić dokładnie wszystkiego z innymi, ponieważ każdy jest odmienny, jest sobą, jest oryginalny. To czyni człowieka "jedynym", a więc samotnym.

Jesteście samotni, każdy jest samotny. Chodzi jednak o to, aby pomiędzy waszą samotnością wybudować mosty. Rzućcie tylko okiem: świat, który zdaje się wam pełen lodowych kostek, powoli się rozpuści. Miejcie odwagę uśmiechać się do siebie i do innych, pokazując wasze niezmierzone bogactwo, które czeka na odkrycie.

SAMOTNI W RODZINIE

Często rodzina - zamiast być najprzytulniejszym miejscem na świecie - upodabnia się do hotelu, w którym ludzie ledwo się pozdrawiają. Oto dlaczego ogarnia was nagle uczucie samotności. Przepis na jej eliminację? Niestety, nie tak łatwo go znaleźć. Jedno możecie zrobić: przystąpić do obalania wszystkich murów oddzielających was od reszty rodziny (być może sami je kiedyś wznieśliście, aby mieć spokój) - to zamknięte drzwi, niewyraźne pozdrowienia, głośna, zagłuszająca wszystko i wszystkich muzyka.

To kosztuje? Sądzicie, że się poświęcacie? Bądźcie spokojni. Ten, kto pierwszy obala mury, odkrywa za nimi barwny, żywy świat. Rodzinę trzeba kochać i dbać o nią: chwile gorzkiej samotności można wyeliminować lub zapomnieć o nich, jeśli zostaniecie otoczeni uczuciem.

SAMOTNI W SERCU

Samotność serca, a ja jaj!, najbardziej boli. I to nie dlatego, że nie macie nikogo, kto by was głaskał po głowie, ale że pali w środku i podsuwa dziwne myśli: "Jestem sam, bo nikt mnie nie chce, jestem sama, bo jestem brzydka, a na dodatek mam wredny charakter". Co wtedy robić? Dalej płakać i zwijać się jak jeż w obronie czy wyszczerzyć zęby i wszystkich rozszarpać? Żadne rozwiązanie nie wydaje się zbyt mądre. I tym razem siły na to, by odpowiednio zareagować, pozbyć się tego uczucia, musicie poszukać w swym wnętrzu. W was.

Kiedy czujecie się samotni, musicie nauczyć się patrzeć w głąb (wystawy!): odkryjecie, co jest nie tak, skąd biorą się problemy. A jeśli wam się to uda, jak na świetnych lekarzy przystało, zaaplikujcie właściwe lekarstwo. Skąd je wziąć? Stąd!

LEKARSTWO NA SAMOTNOŚĆ

  1. Niezbędne: uśmiechajcie się! Do siebie, do ludzi, którzy was otaczają, to tego, co się wam przytrafia, nieważne - dobre czy złe.
  2. Starajcie się w każdym przeżytym doświadczeniu odnaleźć pozytywne strony tak, aby zawsze móc powiedzieć: "Czegoś się nauczyłem!".
  3. Każdego człowieka traktujcie jako kogoś jedynego w swoim rodzaju, wspaniałego i cudownego. Jako bogactwo, którego nie można nie doceniać, jako źródło radości i siły.
  4. Nie zamykajcie drzwi, nie ukrywajcie się. Nauczcie się rozpoznawać lęki, które są w was, abyście mogli stawić im czoło i zwyciężyć.
  5. Zawsze pamiętajcie, że inni ludzie są kimś najpiękniejszym na świecie. Nie zaniedbujcie ich, nie myślcie, że możecie się bez nich obejść. Zauważycie, że im więcej macie przyjaciół, tym piękniejsze jest życie!

5. Nikt mnie nie zauważa

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Nie można siedzieć
z zamkniętymi oczami,
a potem wołać do wszystkich,
że słońca nie ma.
Gen Rosso

Próbowałeś już wszystkiego, ale to na nic: zupełnie jakbym była przezroczysty... Jeśli coś mówię, nikt mnie nie słucha. Jeśli coś robię, nikogo to nie interesuje. Nie mogę tak dalej!

Czy takie myśli spędzają wam sen z powiek i budzą w was niepokój? Czytajcie dalej: zobaczycie, jak postępować, aby je odpędzić i odzyskać radość.

PO PIERWSZE...

Po pierwsze, zawsze pamiętajcie, że złe samopoczucie, które każe wam mówić: "Nikt mnie nie zauważa, nikt się mną nie interesuje", jest dość powszechne - zwłaszcza w waszym wieku. Dojrzewanie wrzuca was w nowy świat, w którym musicie się odnaleźć, który musicie poznać i docenić.

"No pewnie, ktoś powie: do zeszłego roku byłem najlepszy w klasie. Teraz, kiedy przeszedłem do gimnazjum, czuję się jak jeden z wielu numerków i codziennie towarzyszy mi złe samopoczucie". Widzicie zatem, że zdążacie drogą, która przypomina górską ścieżkę: piękną, ale trudną!

- - r e k l a m a - -

ZE SZKŁA

Kiedy ogrania was niezadowolenie i złość, ponieważ nikt nie traktuje was tak, jakbyście chcieli, czy nie wydaje się wam wtedy, że jesteście ze szkła tak przezroczystego, że praktycznie niewidocznego? Zdarza się to dziewczętom - kiedy są smutne i nie mają ochoty nawet na rozmowę, a mama wysyła je po zakupy i nic nie zauważa. Nie mówiąc już o takich sytuacjach, kiedy zainteresowani osobą płci przeciwnej, staracie się, by was zauważono i... nic! Ten ktoś nie obdarza was nawet przelotnym spojrzeniem, patrzy gdzie indziej, odchodzi, a wy stajecie przed lustrem, powtarzając to samo pytanie: "Dlaczego to wszystko zdarza się właśnie mnie?"

SKRAJNE ROZWIĄZANIA...

Nikt na was nie patrzy, nikt nie zauważa, że żyjecie, oddychacie, myślicie. A więc wymyślacie fortel: jedyny sposób, aby zmusić ludzi do patrzenia na was i zapamiętania, to szokować. Jak? To proste! Dziewczęta zamiast zwykłych dżinsów zakładają spódniczkę, malują usta i udają gąskę - to wystarczy; chłopcy przywdziewają maskę byczka, rzucą parę przekleństw i zachowują się jak dorośli.

Efekt gwarantowany: ludzie, z pewnością - jeśli będziecie się tak zachowywać - zauważą was. Problem w tym, że jak was zauważą, zaraz odejdą, bo jesteście śmieszni!

BEZBŁĘDNA RECEPTA

To, co chcę wam powiedzieć, przyda wam się nie tylko dzisiaj, ale i na całe życie: rozwiązania problemów dotyczących uczuć i wrażeń (a zatem miłości, nieśmiałości, niepewności, lęku przed zaniedbaniem) nigdy nie należy szukać na zewnątrz. Na nic się zda odnowienie garderoby czy przesadne zachowanie, jeśli chce się zmienić to, co nie działa na wnętrze. Rozwiązanie waszych problemów płynie z waszego wnętrza: z waszej odwagi, równowagi, z jaką stawiacie czoła kłopotom, ze spokoju, z jakim wychodzicie naprzeciw trudnym momentom.

"Nikt na mnie nie patrzy; nikt się mną nie interesuje?" W porządku: zamiast farbować sobie włosy na fioletowo i przybierać psychodeliczne pozy, zastanówcie się przez chwilę, co nie gra w waszym zachowaniu, w waszej osobie. Odkryjecie, że być może wcale nie jest prawdą, iż nikt was nie zauważa: wasi rówieśnicy mają przecież ten sam problem - nikt nie decyduje się na pierwszy krok!

A może odkryjecie, że inni starają się z wami porozumieć, ale ciągle napotykają zamknięte drzwi i rezygnują. A może rzeczywiście odkryjecie, że wasze włosy są jakieś nie takie i przefarbujecie je na fioletowo!

Żarty na bok, zawsze pamiętajcie, że uroda i siła pochodzą z wnętrza, i to one każą innym mówić: "Ten chłopak jest w porządku, ta dziewczyna jest w porządku".

A zatem kiedy sprawy nie układają się po waszej myśli, nie traćcie ducha, nie przypisujcie winy innym, ale zastanówcie się, ile piękna się w was kryje i nie ociągajcie się wydobyć je na światło dzienne!

6. Nie znoszę krytyk

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Angażujemy się nie po to,
by uporządkować świat,
czy stworzyć go od nowa,
ale po to, by go kochać.
Primo Mazzolari

Tylko samymi krytycznymi uwagami można by zapełnić cały ocean! Jak bardzo bolą nas krytyczne uwagi innych, szczególnie kiedy dotyczą nas osobiście! Nie mówiąc już o tych, które słyszymy na temat innych.

KRYTYKA DO WYBORU DO KOLORU

Krytyka, która wślizguje się niczym wąż między najlepszych przyjaciół, do klas, do grona znajomych, piłkarskiej drużyny. Krytyka, która drąży życie innych i rości sobie prawo do wydawania osądów i odkrywania prawdy, nie mając do tego żadnego upoważnienia ani niezbędnych informacji. Istnieją różne rodzaje krytyki, na każdą okoliczność, z powodu wady czy zalety.

Dla wprowadzenia porządku trzeba powiedzieć, że krytykę można podzielić na dwie duże grupy: konstruktywną i destrukcyjną.

- - r e k l a m a - -

KRYTYKA DESTRUKCYJNA

Krytyka destrukcyjna to taka, która - mówiąc krótko - niczemu nie służy: "Jakie krzywe nogi ma Julia! Co za koszmarną fryzurę zrobiła sobie Sara! A Stefan, za kogo on się uważa?" Dobrze robicie, że nie przyjmujecie tego rodzaju krytyki, bo sprawia jedynie przykrość, jest często złośliwa i psuje atmosferę! Wszyscy powinniśmy nauczyć się myśleć, zanim wypowiemy swój twardy osąd na temat drugiego człowieka. Nie zawsze wiemy bowiem, do jakiego stopnia wrażliwa jest krytykowana osoba i jakie skutki wywoła nasza krytyka w sercu drugiego człowieka. No właśnie, serce, znowu ono. Zawsze cierpi, kiedy rani je bezużyteczna krytyka. Od czasu do czasu dajmy zatem spokój. I starajmy się również uświadomić tym, którzy mają cięte języki, że umiejętność milczenia w pewnych okolicznościach jest oznaką dojrzałości.

KRYTYKA KONSTRUKTYWNA

Krytyka konstruktywna, kiedy dotyczy nas osobiście, często głęboko nas rani. Ale nie chce zrobić nam krzywdy: uderza w te cechy charakteru i postępowanie, które należy zmienić. Gdy powiemy przyjacielowi: "Jeśli nie przestaniesz się tak zachowywać, stracisz wszystkich przyjaciół", to oznacza, że pragniemy uświadomić mu pewien problem, którego on być może nie zauważa. Uświadamiamy mu, że jego problem jest naszym problemem, ponieważ jesteśmy jego przyjaciółmi. Nie chcemy sprawiać mu bólu, ale mamy nadzieję, że wszyscy go polubią i zaakceptują. Całe to przepiękne rozumowanie ma rację bytu tylko wtedy, kiedy i my jesteśmy gotowi usłyszeć: "Obudź się, bo to, co robisz, nie jest w porządku". Czy wiecie, co się mówi o przyjaciołach? Muszą zawsze być sobie równi, aby patrzeć sobie w oczy. Dlatego krytyka konstruktywna musi wypływać z równej pozycji: jesteśmy przyjaciółmi, kochamy się i pomagamy sobie wzajemnie w dojrzewaniu.

JAK POSTĘPOWAĆ?

Pomijając konstruktywną krytykę, jak mamy sobie radzić z niebezpiecznym obgadywaniem? Istnieje pewien sposób:

  1. Unikać miejsc, gdzie ludzie nie robią nic innego, tylko krytykują: to nie są miejsca dla was. Mogą stać się waszymi wtedy, gdy zdobędziecie się na odwagę i uświadomicie obecnym, że trochę mniej krytyki dobrze by im zrobiło.
  2. Starać się być przezroczystym. Wypowiadanie własnych opinii - to jedno, a niszczenie uszczypliwymi uwagami osoby - zazwyczaj nieobecnej - to drugie.
  3. Być zawsze gotowym na zmiany, na to, by spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: "Tak, być może mają rację, być może powinienem się troszeczkę zmienić".
  4. Nie wymagać doskonałości. Nikt nie jest doskonały, nikomu się to nie udaje. Przyjęcie tej prawdy pomaga oceniać innych z mniejszą surowością.
  5. Nauczyć się - najszybciej jak to tylko możliwe - uśmiechać się do wydarzeń; nie doszukiwać się zła tam, gdzie go nie ma; traktować wszystkich wokół siebie jak ludzi jedynych w swoim rodzaju, bogatych w zalety. Dlaczego mielibyśmy ich krytykować, zaraz gdy tylko kiwną palcem?

7. Jak zrobić na kimś wrażenie?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Widzimy dobrze jedynie sercem.
Najważniejsze jest
niewidoczne dla oczu.
Saint-Exupéry

Istnieje pewien prosty i niezwykle skuteczny sposób: trzeba napisać na asfalcie pod oknami domu waszej/go ukochanej/go ogromnymi literami "Kocham cię". Efekt gwarantowany. Problem w tym, że jak was złapią, będzie bieda!

DAĆ SIĘ ZAUWAŻYĆ

Żarty na bok, dać się zauważyć - to jeden z elementów języka miłości, składającego się z ukradkowych bądź porozumiewawczych spojrzeń, drobnych oznak uczucia czy rzek deklaracji (w zależności od osoby).

To pragnienie bycia zauważonym w tym przypadku nie jest równoznaczne - jak ktoś mógłby pomyśleć . z wystawieniem się na widok publiczny; nie jest to nawet próba przyciągnięcia uwagi podstępem czy fałszywą prezentacją (w rodzaju: "Zrobię się na wampa, w ten sposób ktoś wreszcie mnie zauważy").

SZTUCZKI BEZ OSZUSTWA

Chcecie, aby was zauważono? Nie istnieją żadne sztuczki ani sugestie. Jeśli naprawdę tego potrzebujecie, zwróćcie się do klubu samotnych serc. Tu traktujemy sprawę poważnie: próbujemy wydobyć z brzydkiego kaczątka, którym po trosze jesteście, łabędzie, którymi się staniecie. Z pomocą trzech tajnych broni, które już posiadacie (ale o których często zapominacie): oczu, umysłu i serca.

- - r e k l a m a - -

OCZY

Możecie je pomalować, ukryć za okularami najdziwniejszych kształtów, zmienić przy pomocy szkieł kontaktowych, ale to i tak na nic się nie zda. Oczy na zawsze pozostaną zwierciadłem waszej duszy. Kiedy stajecie naprzeciw osoby, na widok której serce zaczyna wam szybciej bić, ona natychmiast to wyczuje. Pojmie w lot, czy jesteście szczerzy, uczciwi, czy naprawdę kochacie, czy tylko się bawicie i nic nie będziecie mogli na to poradzić. Pomóżcie dorosnąć waszym oczom. Przypatrujcie się rzeczom pięknym, pięknym czynom i wydarzeniom. Nie bójcie się waszych oczu ani ich głębi. A przede wszystkim pozwólcie na siebie patrzeć, pozwólcie się zgłębiać i poznawać. Jednym słowem: dajcie się kochać!

UMYSŁ

Umysł jest niezwykle silnym sprzymierzeńcem, jeśli chcecie, aby ukochana osoba was zauważyła. Jednak musicie pomóc mu dorosnąć, musicie go karmić. Jak? Rozwijając swe zainteresowania: sztuką, przyrodą, literaturą, dobrym kinem... Dbając o chwile samotności i zastanowienia. Mózg, który pracuje, umie mądrze kierować waszymi czynami i słowami. Od was zaś zależy późniejsza postawa. W zależności od przypadku. Tobie, Krysiu, umysł podpowie, abyś nie była taka ciekawa. Tobie, Marku, żebyś nie był taki nieśmiały, bo w przeciwnym razie nic z tego nie wyjdzie. Tobie, Klaro, abyś nie przesadzała z romantyzmem tylko dlatego, że z Andrzejem ci się nie układa. I tak dalej, postępując drogą miłości, która dla każdego jest inna, szczególna, nieprzewidywalna i jedyna.

SERCE

Oczy i umysł mogą z pewnością pomóc wam w długiej i pracowitej drodze ku drugiej osobie (która prędzej czy później zauważy wasze istnienie!), jednak bez serca nie macie co się trudzić: nie posuniecie się ani o krok naprzód. Idźcie tam, dokąd prowadzi was serce. Idźcie, ale bez opieszałości. Idźcie z ufnością i świadomością. Idąc za głosem serca, "uchylcie swoje podwoje", staniecie się bardziej otwarci, uśmiechnięci. Przebywać w towarzystwie, być otwartym, chętnie się śmiać, dostrzegać zabawne strony różnych sytuacji, wykazywać zapał w trudnościach... - oto metody, które poszerzają i umacniają serce. W ten sposób bez wątpienia zrobicie wrażenie. No tak: aby zrobić wrażenie, trzeba podnieść wszystkie żaluzje - nawet te, które zazwyczaj pozostają opuszczone ze strachu przed nie wiadomo kim.

CO ZA WRAŻENIE!

Zauważycie, że zrobiliście wrażenie nawet nie kiwnąwszy palcem, bez konieczności uciekania się do mini spódniczki, wylewania na siebie całego flakonu perfum, czy dziesięciu kolczyków w każdym uchu. To możliwe. I nie będzie to zasługą ani czarodziejskiego eliksiru, ani waszego wielkiego pragnienia, które się wreszcie spełnia. Po prostu znajdziecie kogoś, kto zwrócił uwagę na to, kim naprawdę jesteście; przyjrzał się przezroczom waszych oczu, zainteresowała go prostota waszego sposobu myślenia i mówienia, a później jeszcze zajrzał w głąb waszego serca i odkrył w was prawdziwy cud!
I tylko nie mówcie, że to nie wspaniałe!

8. Boję się kochać

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

SERCA
kręte
wrażliwe
zawsze przymknięte.
E.G.

Boję się kochać. Boję się, że ktoś zakpi z mojego małego serca. Boję się rzucić na zbyt głębokie wody i boję się tego, że nie będę już mógł stamtąd wrócić...

Słowa zapisane w pamiętniku. W pamiętniku, który mógłby należeć do wielu z was.

Nie, nie dajcie się złapać wątpliwościom, które hamują wasz bieg. Wasze serce zostało stworzone specjalnie do miłości. Pozostawianie go w bezczynności bez konkretnego powodu, jedynie ze strachu, że przy użyciu mogłoby się zniszczyć, oznaczałoby skazanie go na chorobę. Serce potrzebuje dawać i otrzymywać miłość, nawet jeśli oznacza to wystawianie się na niebezpieczeństwo, ryzyko i cierpienie.

BOJĘ SIĘ MIŁOŚCI

Jeśli boicie się miłości, to nie dlatego, że dotknęła was jakaś szczególna choroba i że natychmiast wymagacie jakiejś specjalnej opieki: to dlatego, że stajecie wobec czegoś, co wydaje się wam zbyt wielkie, zbyt piękne, po prostu "zbyt", abyście mogli tego dotknąć. Oznacza to, że wyczuliście ogrom i delikatność miłości. Czujecie się jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany: boicie się stłuc to, co wydaje się czarem. Miłość to coś, czego jeszcze dobrze nie znacie, ale co sprawia, że serce zaczyna wam szybciej bić. Pozwólcie zatem, aby poprowadziła was ona swoimi drogami. Zauważcie też, że mówimy o miłości, nie o flircie, czy innych seksualnych igraszkach czy zabawach...

- - r e k l a m a - -

BOJĘ SIĘ RZUCIĆ

Wasz lęk przed miłością jest podobny do lęku, którego doznaje ktoś przed swoim pierwszym skokiem do wody. Serce mocno bije. Brakuje mu tchu. Potem skacze do wody, doznając nieopisanego uczucia. Odkrywa świat, którego nigdy by sobie nie wyobraził, gdyby pozostał na brzegu.

Kto pokona strach przed miłością i postanowi pokochać, napotyka nowy wielki świat, składający się z czułości, nadziei, dobroci, drobnych wypełniających życie spraw. Zresztą skok na głęboką wodę nie jest znowu taki trudny, jeśli ktoś dobrze się do tego przygotował.

ZANIM SIĘ RZUCISZ

  1. Uwierzcie, że to, co właśnie odkrywacie, jest nieskończenie bardziej piękne od wszystkiego, co już znacie.
  2. Upewnijcie się, że miejsce, z którego skaczecie, jest mocne i nie rozsypie się przy pierwszym odbiciu. Biada zbytniej lekkomyślności, biada pustce i banalności, które upadlają miłość. Bo miłość jest sprawą poważną.
  3. Sprawdźcie, czy woda jest czysta. Jeśli na samym początku jest zanieczyszczona wulgarnością, nieszczerością, lekceważeniem... brakuje właściwych warunków dla miłości.

    BRZYDKIE DOŚWIADCZENIE

    Czasami zdarza się, że ktoś po przykrym i negatywnym doświadczeniu postanawia zamknąć serce, by nie słyszeć nic więcej na temat miłości, związków czy czułości. Zwykłe zdarza się to najwrażliwszym: zaufaliście drugiej osobie, powierzyliście jej wasze nadzieje, przyszłość i marzenia. A ona, odchodząc, zabrała ze sobą wszystko, razem z waszym szczęściem. Teraz zaczynanie wszystkiego od nowa wydaje się wam niemożliwe. "Moje serce już zbyt wiele wycierpiało" - myślicie. "Nie chcę, żeby mu się coś jeszcze przytrafiło". W takich chwilach zbroja i ogrodzenie z drutu kolczastego stają się waszą osłoną.

Oczywiście, dobrze robicie, że jesteście ostrożni. Nie pozwólcie jednak, aby negatywne doświadczenie uwarunkowało całe wasze dojrzewanie. Jak najszybciej zamknijcie rozdział ko. i otwórzcie nowy ok. Dbajcie o swoje serce, aby wyleczyło się z ran, ale nie zamykajcie go w szklanej trumnie: mogłoby zgasnąć. Rozmawiajcie z ludźmi dojrzałymi, którzy potrafią wam pomóc. Traktujcie ze zrozumieniem i uwagą otaczające was osoby. Pierwsze próby będą na pewno bolesne (serce jest wymagające i nie dopuszcza powtórnej pomyłki), ale nie zwijajcie się w kłębek jak jeże, to poważny błąd. Być może osoba, która może was uszczęśliwić, właśnie nadchodzi i musi odnaleźć wasze dobre i wielkie serce. Jak ją rozpoznać? Żaden problem: wskaże ją wam serce. Wy musicie tylko pokochać!

9. Czy to możliwe w moim wieku?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

I tak, jutro,
nasza milość
stanie sie cudem
życia.

Pytanie, które często pali nas żywym ogniem, brzmi następująco: "Czy w moim wieku możliwy jest poważny związek?".

Hm, zależy. Jeśli pod pojęciem poważnego związku rozumiecie oficjalne zaręczyny, wspólnie spędzone wakacje, całe życie zorganizowane "dla dwojga"... to trochę za wcześnie! A jeśli macie na myśli związek, który wyklucza resztę świata i pozostawia was sam na sam z waszym ukochanym/ą..., to tym bardziej za wcześnie!

CO ZA NIESZCZĘŚCIE!

Rozpoczęta przez nas w żartach dyskusja jest w rzeczywistości niezwykle poważna. Udawanie, że ktoś wam się nie podoba, ponieważ uważacie się za zbyt młodych, nie jest w porządku; nie jest również w porządku zabawa w dorosłych, w młodą parę, która zaniedbuje przyjaciół i myśli tylko o życiu we dwoje.

Co zatem robić, aby rozpoznać, czy poważny związek jest jedynie snem, czy może stać się rzeczywistością? Również w tym przypadku, jak mówi pewien mędrzec - "cnota leży pośrodku". Co to oznacza? Spróbujmy się tego dowiedzieć.

- - r e k l a m a - -

BŁĄD

Często dorośli mówią: "To dobrze, że masz wielu przyjaciół, ale biada ci, jeśli znajdziesz sobie chłopaka. Najważniejsza jest szkoła, potem sport, później rodzina, itd. itd.!" Piękna mowa: szkoda, że to błędne myślenie. Stop! Nie dlatego, że szkoła czy rodzina nie są ważne, wręcz przeciwnie. Dlatego, że dobrze jest słuchać serca; nie powinnyście więc czuć się winni, jeśli przez przypadek spodoba się wam wasz kolega/koleżanka z klasy i przy każdej rozmowie z wrażenia nic już nie będziecie rozumieć. Dorośli być może już tego nie pamiętają, ale stan zakochania jest najpiękniejszą rzeczą, jaka istnieje. Dlaczego i wy nie mielibyście tego doświadczyć?

A ZATEM WSZYSTKO OK?

Mieć chłopaka w wieku 13-tu, 15-tu czy l7-tu lat to nie taki znowu problem. Problem rodzi się wtedy, kiedy przeżywacie to uczucie jak dwudziestolatki (albo ludzie jeszcze starsi) lub powierzchownie, jak ktoś, kto wszystkiego już doświadczył (i być może wszystko zmarnował), albo też w pośpiechu, który nie pozwala wzrosnąć i dojrzeć miłości.

Związek w waszym wieku jest poważny i piękny, jeśli właściwie go przeżywacie. Odkładając na bok zazdrość przyjaciółek, zawiść przyjaciół i plotki całego miasteczka.

Poważny związek w wieku trzynastu lat nie oznacza całowania się przez całe popołudnie: pocałunki nie są jeszcze konieczne. Wystarczy być razem, wspólnie spędzać czas. Poszukiwanie za wszelką cenę "dorosłych" doznań to marnowanie radości waszego wieku.

ZAKOCHANIE JEST... ZAKOCHANIEM!

Zakochanie, o którym często mówimy, to zadziwiające uczucie, typowe dla waszego wieku. Należy jednak je rozpoznać i przeżywać właśnie takim, jakim ono jest. Zakochanie jest zakochaniem (pięknym odkryciem, powiecie), ale to jeszcze nie miłość. Zakochanie idzie za głosem serca, które - kiedy jest zakochane - nie widzi ograniczeń i nie znosi zakazów. Tymczasem rzeczywistość jest inna. Gorące zakochanie ulega "rozgotowaniu" i wszystko stygnie. To przykre, że przeżywane z takim przekonaniem uczucie nie kończy się happy endem, ale to naturalne, że wraz z dorastaniem nasze upodobania się zmieniają. Życie ofiarowuje wiele możliwości, które przyciągają nasze zainteresowanie i każą nam zmieniać sposób myślenia.

"RAZEM JEST PIĘKNIEJ"

To, co przynosi wam w prezencie życie, przeżywajcie rozumnie i z otwartym sercem: nie dajcie opanować się pragnieniu bycia dorosłymi, nie myślcie, że musicie przyjmować pewne postawy, "bo tak postępują wszyscy". Dzielcie wasze uczucia z osobami, które naprawdę "wam kibicują": z rodzicami, z przyjaciółmi. Właśnie z rodzicami: czasami wydają się trochę pomyleni, ale w sprawach sercowych również o wiele więcej rozumieją.

Spędzajcie jak najwięcej czasu z przyjaciółmi. A jeśli macie chłopaka albo dziewczynę, nie izolujcie się. Szukajcie w grupie bogactwa, wymiany opinii, dialogu. Wspólnie popełniacie błędy, ponawiacie próby, dorastacie. Związek bez przyjaciół w każdym wieku jest skazany na niepowodzenie. Dbajcie o ten przeogromny skarb i nie porzucajcie go pod żadnym pozorem.

JESTEŚ DLA MNIE "SZCZEGÓLNY/A"

Czy możliwy jest zatem poważny związek? Jest możliwy, jeśli nazwiemy go po imieniu, jeśli będziemy przeżywać go w jego prostocie, jeśli potraktujemy go jako etap dorastania, a nie jako fotokopię pewnych związków ludzi dorosłych. Przeżywać "poważny związek" to kochać ją/ego jak kogoś szczególnego, z kim dorastamy, z kim odkrywamy najpiękniejsze uczucia, jakie do tej pory wymyślono!

10. Nieśmiałość, co za problem?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Oblewasz się rumieńcem,
kiedy ktoś na ciebie spojrzy,
jesteś wspaniała,
kiedy się rumienisz...
Vasco Rossi

Nieśmiałość to paskudna sprawa! Wie o tym każdy, kto chciałby coś powiedzieć, a tymczasem słowa więzną mu w gardle; każdy, kto rumieni się na widok uwielbianej skrycie osoby, kto chciałby posunąć się o tysiąc drobnych kroczków na drodze do szczęścia, gdy tymczasem pozostaje przybity do tej samej płyty chodnikowej.

Nieśmiałość to paskudna sprawa, jeśli hamuje waszą wolę życia, radość, wasze uczucia. To bardzo paskudna sprawa, jeśli me pozwała wam dać z siebie tego, co najlepsze, zaprezentować się innym z najlepszej strony. Jeśli tak to od początku się przedstawia, to w świecie powinna istnieć jakaś szczepionka przeciw temu paskudnemu wirusowi, który nie przynosi niczego dobrego. Zastanówmy się jednak chwileczkę: czy do końca jesteśmy pewni, że nieśmiałość nie ma w sobie również odrobiny uroku?

div style="color: gray; text-align: left">

- - r e k l a m a - -

SŁOWO DO NIEŚMIAŁKÓW

Jeśli musimy już mówić, to powiedzmy wszystko. Nieśmiałość nie jest chorobą. To pewna cecha charakteru osób (od najmłodszych do najstarszych), niezwykle ubogacająca i stymulująca. W ten sposób niektórzy swoim zachowaniem mówią: "Nie czuję się zbyt pewnie, nie chcę się narzucać".

Wszyscy nieśmiali, nie powinniście czuć się odmienni, brzydcy, dziwni tylko dlatego, że nie jesteście tak ekspansywni, jak pozostali. Nieśmiałość jest zaletą, która może stać się obroną przed nieprzyjemnymi sytuacjami. Oczywiście nie powinna się ona stać usprawiedliwieniem waszej izolacji. Nieśmiałość nie jest maską, którą naglę można założyć, ani bronią przeciwko tym, którzy chcieliby z wami porozmawiać. Ma swoje pozytywne strony, jednak należy ją kontrolować, respektować i kochać na równi z waszymi najbardziej fascynującymi uczuciami i doznaniami.

NIEŚMIALOŚĆ W ŚWIETLE PROMIENI X

Nieśmiałość w świetle promieni x objawia się w postaci zaczerwienienia występującego na twarzy nastolatków w momencie, kiedy wymienione zostanie ich imię, kiedy są wzywani do odpowiedzi, kiedy znajdą się w centrum zainteresowania pozostałych. Ich pragnienie pozostania w ukryciu bądź też stania się "tyciutkimi" niepomiernie rośnie.

Nie przypadkiem nieśmiali mówią cicho, jakby się bali swoimi myślami komuś przeszkodzić (i ten rodzaj szacunku nie jest piękny, jest po prostu przepiękny!), starają się też nie wyróżniać zbyt oryginalnym strojem czy zbyt głupimi pomysłami.

W gruncie rzeczy, jeśli dobrze się nad tym zastanowicie, ludzie nieśmiali posiadają cechy, które czynią ich naprawdę interesującymi i czarującymi. Czasami ich milczenie mówi o wiele więcej niż wykrzyczane zdania, a ich drobne oznaki uczucia niosą ogromny ładunek miłości.

Nieśmiałość w świetle promieni x jawi się jako uczucie, skrywające inne, niczym szkatułka, drogocenne klejnoty. Nieśmiałość kryje (nie "ukrywa") szczerość, prostotę, zdolność do refleksji.

DRUGA STRONA MEDALU

Promienie x ujawniły piękną charakterystykę nieśmiałości. Wcale me jest groźne czy dziwne. Raczej jasne i świetliste niczym słońce.

Należy jednak jeszcze coś sprawdzić. Jeśli czujecie się nieśmiali i nie macie ochoty wychodzić z domu dlatego, że nie uda się wam znaleźć odpowiednich przyjaciół, właściwego chłopaka albo dlatego, że nie macie odwagi wyjawić innym swoich uczuć czy myśli, zatrzymajcie się na chwilę, przerwijcie wszystkie wasze prace i zastanówcie się. To prawda, że nieśmiałość może być zaletą, czarującą cechą dla innych. Jeżeli jednak chcecie, aby inni naprawdę was poznali, aby was w pełni docenili i nie zinterpretowali niewłaściwie waszej nieśmiałości, pozwólcie się poznać! Spuśćcie most zwodzony, porzućcie strach (który niczemu nie służy), nabierzcie powietrza do płuc. Oddychajcie pełną piersią! Nie dajcie się zamknąć na strychu ze strachu, że jesteście nudni, brzydcy czy mało interesujący. Ten strach wcale nie jest interesujący ani czarujący. Rani skrzydła i nie pozwała wam poszybować. Dokąd? Do szczęścia, to oczywiste!

11. Co to jest seks?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Pozwól, aby życie,
które jest wokół ciebie,
przeniknęło
twoją duszę.
G. Grignani

Wilk Albert, przesympatyczny komiksowy wilczek, nieustannie borykający się z kurką Martą, która nie jest mu przychylna, powiedziałby natychmiast: "To kwaśna kapusta!". Jednak nie do końca miałby rację.

O seksie mówi się teraz przy każdej okazji: w statystykach, na koncertach, w odniesieniu do sposobów zabezpieczenia się. W wieku 12 lat wiecie już wszystko: czytaliście, słuchaliście, widzieliście. Filmy, gazety, starsi koledzy to doskonałe źródło informacji. Ale czy jesteście pewni, że jest ono wiarygodne? Czy jesteście pewni, że wiecie wystarczająco dużo, aby się nie pomylić i nie powiedzieć: "To kwaśna kapusta"? Hm...

SEKS: CO TO JEST?

Nie jest to żadne niebezpieczne zwierzę, od którego człowiek powinien się trzymać z daleka (bo nigdy nie wiadomo - mogłoby ugryźć). Nie wyrasta jak grzyb w okresie dojrzewania. Jest z nami, zanim przyjdziemy na świat. Każda komórka męskiego ciała kryje w swoim jądrze chromosom Y, podczas gdy każda komórka ciała kobiecego chromosom X. Seksualność jest słowem łacińskim, które oznacza "oddzielać": istnieje różnica pomiędzy tym, co męskie i tym, co kobiece. Seksualność zmienia się wraz z wami, dostosowuje się do wieku jak strój, który wraz z waszym wzrostem magicznie "się wydłuża". Dotyczy całej osoby, angażuje ciało, uczucia, doznania, zachowanie, sposób bycia, całą działalność człowieka.

- - r e k l a m a - -

SEKS: CO Z NIM ZROBIĆ?

Zrozumieliście już, że tego wszystkiego, co dotyczy seksu, nie można zamknąć na klucz. Nie powinno się też o nim mówić jak o jakimś straszliwym tabu. Wręcz przeciwnie. W waszym wieku o seksie powinno się rozmawiać. Oczywiście nie z byle kim! Temat jest delikatny i wymaga szacunku i wiedzy. Nie powinien być przedmiotem kpin czy lekceważenia. Dlaczego tak ważna jest rozmowa o nim, zwłaszcza z osobami dorosłymi? Ponieważ dobrze jest ujawnić wszystkie wątpliwości, wyjaśnić wszystko, co nie jest jasne. Ponieważ każdy, kto dobrze przeżywa własną seksualność, może wam pomóc zrozumieć jej wartość. Ponieważ przyzwyczajenie do rozmowy o seksie pozwala pozbyć się lęku przed nim. Dlaczego, można się go bać? Oczywiście, jeśli nie jest się w stanie zrozumieć, że to, co przeżywają ciało i umysł nie jest niczym "groźnym", ale nowym i... normalnym.

Nie ma nic piękniejszego niż radosne i spokojne obserwowanie tego, co Natura dokonuje w naszym ciele, chcąc doprowadzić je do dojrzałości. To takie wspaniałe wezwanie, byśmy stali się pełnymi kobietami i pełnymi mężczyznami.

WIELE PŁCI...

Teraz wyjaśnimy wam, dlaczego "wiele płci": nie dlatego, że istnieje wiele rodzajów istnień ludzkich, ale dlatego że w okresie dojrzewania istnieje wiele sposobów przeżywania i rozmawiania o seksie.

Można żyć jedynie po to, by "doświadczyć natychmiast wszystkiego", w pośpiechu - chcąc stać się najlepiej zorientowanymi osobami na Ziemi. Można też postanowić, że przed skokiem na głęboką wodę głową w dół pozna się siebie i innych.

Można mówić jedynie w tym celu by pokazać przerażonym przyjaciołom, że na temat seksu wie się wszystko i nic, ryzykując jednak wpadką w przypadku rozmowy o zwykłej przyjaźni.

Można też rozmawiać, aby poznać, aby dogłębnie zrozumieć, aby budować prawdziwą przyjaźń.

CO MA PRZYJAŹŃ...

...do seksu? To bardzo proste.

Przeżywanie go we właściwy sposób od okresu dojrzewania aż do starości oznacza, że jakkolwiek ciało dojrzało i stało się dorosłe, to serce - aby wyrazić się najlepiej - musi zawsze przejść etap przyjaźni.

Seks z telewizji, z niektórych gazet, seks jednorazowego użytku uprawiany jako ćwiczenie gimnastyczne ma tyle do miłości co ciemność do światła. Nie ma w nim nic pięknego, wielkiego, trwałego; nie przyczynia się do waszego wzrostu i zubaża świat.

Dojrzewanie będąc obciążane niepewnością nie zawsze łatwymi do zrozumienia przemianami, wątpliwościami i problemami dotyczącymi was i waszych relacji z innymi, dostrzega także, że pojawiło się wołanie seksualne. To nie oznacza, że do wszystkich dręczących was problemów dołącza się jeszcze jeden. Oznacza to jedynie, że musicie nauczyć się przyjmować to wołanie i odpowiedzieć spokojnie i swobodnie, z całym waszym bogactwem serca i rozumu.

12. Gruba i brzydka

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Jeśli ci wystarczy
ta, którą nie jesteś
i nie będziesz,
mnie wystarczy.
Ligabue

"Potłuczcie wszystkie lustra, bo nie chcę na siebie patrzeć". "Jestem tak brzydka, że nikt na mnie nie patrzy".

Czy naprawdę myślicie, że nie zasługujecie na spojrzenia innych, ponieważ ważycie kilka kilogramów więcej albo dlatego, że nie przypominacie żadnej top modelki? Czy należycie do grupy zdesperowanych, którzy - jeśli muszą wyjść z domu - przemykają się pod ścianami z papierową torbą na głowie, żeby nikt ich nie zobaczył? W takim przypadku czytajcie dalej: dobrze trafiliście.

PIĘKNY I BRZYDKI

Kto tak naprawdę decyduje o tym, co jest ładne, a co brzydkie? Ładny i brzydki to jedynie sposób (do tego niedokładny) na proste określenie rzeczy i wydarzeń. Ładny czy brzydki - również tak można mówić o człowieku. W ten sposób dzielimy wszystkich na tych, którzy się podobają, na "wcale niezłych" i "normalnych", robiąc to w sposób subiektywny i dyskusyjny. A zatem: czy wy, którzy przerażacie się swoim wyglądem, naprawdę sądzicie, że jesteście taką skończoną brzydotą? Według jakiej reguły?

- - r e k l a m a - -

TAK MÓWIĄ...

Czy wiecie, gdzie leży prawdziwy problem? Na pewno nie w was samych, otwierających dopiero oczy na świat, ale w oczach tych, którzy na was patrzą. Nie tyle w spojrzeniu osób, które was kochają, ile w oczach tych, którzy spoglądają na nastolatków przez pryzmat reklamy, telewizji, mody i kina. Dostrzegają w was zaufanie i gotowość przyjęcia wszystkiego, co wam proponują. W ten sposób wymachują wam przed nosem nieosiągalnymi wzorami elegancji i sukcesu, które wy - spragnieni doskonałości i piękna - staracie się naśladować. Oni na tym zarabiają, a wam pozostaje frustracja. Potem zaczynacie myśleć, że nie jesteście "tacy" piękni, a inni nigdy wam tego nie wybaczą ani nie spojrzą na was z miłością. Czuć się zaakceptowanym takim, jakim się jest, ze wszystkimi wadami i ograniczeniami, to cenne i dodające pewności siebie doświadczenie. Myślenie: "Nie zostanę przyjęta, ponieważ nie jestem skończoną pięknością" prowadzi do smutku i złości. I do następujących wniosków: "Nie jestem nic warta; moje piękne i olśniewające przyjaciółki wygrywają - chodzą po mieście w zawrotnych mini, butach na niebotycznych obcasach, z grubą warstwą pudru na twarzy...". Wasze wzburzenie jest naturalne i uzasadnione, zwłaszcza jeśli chłopcy interesują się wyłącznie "tymi drugimi".

OD POCZĄTKU DO KOŃCA BŁĄD

Czy naprawdę wierzycie, że przegrałyście, ponieważ macie krzywe nogi, a pryszcze nie chcą was opuścić? Sądzicie, że do sukcesu potrzebne wam są jedynie zewnętrzne dodatki? Błąd, błąd... od początku do końca błąd! Odrzućcie jak najszybciej i jak najdalej swój pesymizm. Wymażcie zdanie: "Bo tak się podoba innym" i obudźcie w sobie zdrowe poczucie krytyki: "Ważne, że podobam się sobie". Teraz możecie przyjąć kilka krótkich uwag na temat piękna i brzydoty, szczupłości i otyłości oraz tego wszystkiego, co przeszkadza wam spokojnie zasnąć.

  1. Lusterko to bardzo ważny dodatek. Przeglądajcie się w nim, analizujcie, ale nie wpadajcie w rozpacz, jeśli wasze włosy nie mają złotych refleksów albo jeśli na nosie wyskoczy wam pryszcz: zniknie jak inne, ponieważ temu można zaradzić. Zapobiegajcie - tam, gdzie możecie - drobnym nieestetycznym brakom. Zrezygnujcie z niepotrzebnego i szkodliwego łakomstwa - zwłaszcza jeśli prowadzi do problemów ze skórą i wagą. Postępy kontrolujcie przed lustrem, ale z rozwagą. Ostatnie zdanie nie powinno należeć do lustra, które nie mówi całej prawdy o was!
  2. Moda jest wielką czarodziejką, ale nie zawsze ma rację. Jej ekscesy są czasami niebezpieczne. Zbyt ostra dieta odchudzająca zastosowana w celu upodobnienia się do jakiejś modelki jest bardzo niebezpieczna. Być modnym - jeśli chodzi o ubiór - to przyjemne i ciekawe; miło przecież przebywać wśród ludzi zadbanych i eleganckich, ale strój powinien podkreślać i ozdabiać, a nie kamuflować czy odciągać uwagę od prawdziwej wartości człowieka.
  3. W waszym i każdym wieku ważne jest to, że się podobacie - razem ze swoimi wadami, z trochę "marudnym" charakterkiem. Ważne, że się podobacie przede wszystkim sobie. Posiadacie wiele drobnych niedoskonałości, które po dokładnym przeanalizowaniu i inteligentnej ocenie nadają osobie niepowtarzalny styl. Okrągła buzia i kilogram nadwagi mogą budzić wiele sympatii. Właściwe rozumowanie brzmi następująco: "Nie czuję, żebym była jakąś oszałamiającą pięknością, ale się sobie podobam. A jeśli się sobie podobam, dlaczego miałabym nie podobać się innym?".
  4. Skarb, jaki w sobie nosisz, jest na pewno ważniejszy od całego piękna i szczupłości sylwetki razem wziętych. Rzeczą najważniejszą jest to, co w osobie niewidoczne. Człowiek miły i szczery - nawet jeśli jest brzydki - przyciąga innych i wzbudza pozytywne uczucia. Pomalowane oczy, włosy ułożone na żel, linia osy, poszarpane dżinsy i kolczyki powinny działać na zasadzie telefonicznej słuchawki: powinny być środkiem do komunikowania się z innymi.

13. Ostatnie nieszczęście to ja!

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Ratujmy własną skórę,
piękna czy brzydka -
oto ona,
uczyńmy ją wyjątkową.
Ligabue

Do licha, dziewczęta, kiedy chcecie naprawdę, potraficie się kompletnie pogrążyć! A poza tym wcale nie jesteście jakimiś brzydactwami!

"Katastrofa" w odniesieniu do wyglądu wprawia w zły humor - temu nie można zaprzeczyć. Ale czy jesteście do końca pewne, że to dostateczny powód, aby ciągle się nad sobą użalać? Czy nie nadszedł czas, abyście porzuciły strach i nauczyły się poznawać własne ciało, przyjmując je takim, jakim jest?

GALERIA OKROPNOŚCI

- Mam krzywy nos, grube nogi, mały biust i "normalne" oczy...
Czy to możliwe, aby cała potworność skoncentrowała się właśnie w was? Gdzie napisano, że oczy, nogi i piersi muszą być "takie", a nie inne? A jeśli nie są "takie", to czy naprawdę nie można już żyć? Nie przesadzajmy. Ciało i uroda to wielki dar, ale o jedno i drugie należy dbać. Nie rodzimy się piękni (przynajmniej nie całkiem), pięknymi się stajemy. Uroda nie jest jedynie kwestią cielesnej powłoki. Aby stać się pięknym, potrzebujecie odwagi, woli dialogu, potrzebujecie być sobą by żyć z rozmachem wraz z całym waszym dziedzictwem.

- - r e k l a m a - -

- Chcę zmienić w sobie wszystko...
Idealny, idealna. I błąd. Chcecie zrobić wrażenie na chłopaku/dziewczynie? Kiedy postanowicie pozbyć się elementu, który wam nie pasuje, wraz z nim pozbędziecie się części was samych. Jak wtedy będziecie postępować z osobami, które was znają i kochają? Czy zastanowiliście się, że ci, którzy was kochają, kochają także wasze przeurocze odstające uszy, okrągłą jak księżyc w pełni - napawającą optymizmem - buzię, pojawiające się i znikające piegi, które czynią was jedynymi na świecie? Jednym słowem kochają was takimi, jakimi teraz jesteście - pełnymi - jak to nazywacie - "nieznośnych braków".

- Nie podobam się sobie, więc nie będę o siebie dbać...
Wspaniale! Gdzie się tego nauczyliście? Na pewno nie z seriali telewizyjnych, w których bohaterowie przeżywają tylko wtedy, gdy są zadbani, wypielęgnowani, podobni do fotomodeli. Przesada, ale można się od nich czegoś nauczyć. Na przykład tego, że staranny wygląd jest mocną kartą w relacjach z innymi ludźmi. Zewnętrzny wizerunek jest ważny, ponieważ stanowi naszą wizytówkę, którą pokazujemy światu. Jednak poza tym wszystkim każdy jest piękny ze względu na to, kim jest, ze względu na wewnętrzny ładunek życia, ze względu na dobro, które przekazuje innym. A jeśli czujecie się jak ostatnie nieszczęście, czy nie podejrzewacie, że macie do czynienia z przypadkiem brzydkiego kaczątka? Zwierzątko nie było idealną kaczuszką po prostu dlatego, że było wspaniałym dorastającym łabędziem. To mało?

SALON PIĘKNOŚCI

Oto dwie lub trzy rady, które powinniście wbić sobie dobrze do głowy... i zastosować. Tak, ponieważ urodę należy zdobywać z pomocą poważnego treningu.

  1. Zanim zaczniecie opłakiwać waszą "brzydotę", zadbajcie o higienę: woda, mydło, pasta do zębów. Staranna higiena rozwiąże kilka problemów.
  2. Uprawiajcie sport. Odświeża i rozwija najbardziej interesujące was części ciała.
  3. Jeśli wasz wygląd zewnętrzny naprawdę stanowi problem, który można rozwiązać jakimś szczególnym postępowaniem, porozmawiajcie z mamą (jako kobieta jest szczególnie wrażliwa na piękno ciała). Może zaprowadzić was do lekarza, kosmetyczki i towarzyszyć wam w dalszym "leczeniu".
  4. Nie przywiązujcie zbyt wielkiej wagi do lusterka i do tego, co wam codziennie pokazuje. Lusterko odbija obraz niekompletny. Pozwólcie mu mówić, ale nie pozwólcie mu się zbytnio krytykować. Nie składacie się wyłącznie z trochę za długiego nosa i uciążliwych pryszczy. Jesteście kimś więcej. I wiele jesteście warci!

14. Komu to powiem?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Daleki czy bliski,
w szczęściu czy w nieszczęściu,
człowiek rozpoznaje w drugim człowieku
tego, kto mu wiernie pomaga
stać się wolnym i stać się człowiekiem.
D. Bonhoeffer

Mam problem: kto mnie wysłucha? Komu mogę zaufać?

Wielkie pytania, naprawdę. Czy ktoś z was zna już odpowiedź? Czy ktoś chce powiedzieć, do kogo się zwraca, kiedy cały świat wali mu się na głowę?
Wolicie psychologa czy wróżkę? Zwierzacie się trenerowi czy fryzjerce?

KAŻDEMU TO, CZEGO POTRZEBUJE

Tak, to prawda. Każdy ma takiego powiernika i takie oparcie, jakich potrzebuje. Oto dlaczego niektórzy z was rozmawiają z przyjaciółką od serca, z zaufanym przyjacielem, z rodzicami, z wychowawcami, trenerami, młodym wujkiem, proboszczem. Każdy poszukuje innego otwarcia, innego serca. Ważne, aby osoba, której powierzono zadanie wysłuchania, była łagodna, wyrozumiała, wrażliwa i aby naprawdę potrafiła zrozumieć problemy, jakie napotyka nastolatek.

Myślicie o takiej osobie: to facet ok., lepszy od wszystkich pozostałych? Błąd! Wszyscy, od mamy do trenera dają z siebie to, co mają najlepszego. Nikomu nie możemy przyznać Oscara za "najlepsze wysłuchanie" czy za "najtrafniejszą radę". Możemy jednak mówić o trzech szczególnych grupach ludzi, poświęcających wam mnóstwo uwagi, a przede wszystkim bardzo wam bliskich.

- - r e k l a m a - -

PRZYJACIELE

Słońce waszych dni, błękit waszego nieba. Przyjaciele. To wasi idealni powiernicy. Jeśli dzieje się wam krzywda i nie macie w zasięgu "ust" przyjaciela od serca, zdaje się wam, że wybuchniecie, dusząc wszystko w środku. Im opowiadacie wszystko, o wszystkich i o wszystkim. Oczywiście, oni was rozumieją. A jakby inaczej? Mają te same problemy, te same wrażenia, tak samo mocno czują. Są wam bliscy.

Jednak, uwaga: kiedy gra staje się poważniejsza, a problemy trochę większe, przyjaciele - niezależnie od tego, jak bardzo was kochają - ze względu na zbliżony do was wiek rozumieją z nich tyle samo co wy.

Dlaczego więc nie zastosujecie następującej strategii? Spróbujcie utrzymywać otwartą i szczerą komunikację z dorosłymi - rodzicami, wychowawcami. Dlaczego nie mielibyście poprosić ich o pomoc i jednocześnie wesprzeć się na sile przyjaźni, kolegach, klasie, przyjaciołach od serca.

Bez przyjaciół nie ma życia, bez pomocy osób dorosłych, które mogą wam doradzić, nie ma dorastania.

WYCHOWAWCY

Do tej kategorii zaliczamy animatorów, nauczycieli, katechetów i wszystkich tych, którzy krążą wokół was, chcąc pomóc w dorastaniu. Specjaliści od spraw młodzieży z wyboru lub z racji wykonywanej profesji to straż przyboczna waszego wieku. Potrafią być otwarci, dyspozycyjni i zawsze gotowi, by wysłuchać i podpowiedzieć. Dobrze, jeśli robią to wszystko dyskretnie, nie narzucając się. Są krynicą kompetencji, pewności, doświadczenia, której nie możecie pozwolić się wymknąć. To starsi, tak zawsze upragnieni bracia, idealni przyjaciele, którzy naprawdę wspierają. Dlaczego nie przyjąć ich pomocy? Na nic innego nie czekają!

RODZICE

Tak, wiem i wy też to wiecie. Częściej kłócicie się, zamiast usiąść koło siebie i porozmawiać. Niejednokrotnie wasze światy są oddzielone o miliony lat świetlnych. Bo oni są starzy - myślicie. Różnica wieku jest niewątpliwa, a jednak rodzice was rozumieją, a przynajmniej starają się zrozumieć. Obserwują was i chronią (tak, nawet wtedy, gdy nie pozwalają wam wyjść). Bądźcie otwarci w stosunku do nich. Wbrew pozorom znajdziecie w nich osoby gotowe i spragnione słuchania, podpowiadania, miłości. Być może czasami powiedzą: "Czas dorosnąć, weź za siebie odpowiedzialność", "Nie mogę robić wszystkiego za ciebie", ale będą zawsze gotowi wspierać was z otwartym sercem w każdej waszej decyzji. Nie marnujcie okazji do rozmowy z rodzicami, nawet w "najdelikatniejszych" sprawach. Pozwólcie im wejść do waszego świata. Są tutaj dla was, słuchają was, poprawiają: pozwólcie się kochać!

15. Tylko ja nie mam chłopaka/dziewczyny!

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Droga przez las
nie jest długa,
jeśli kochamy osobę,
którą idziemy odwiedzić.
Przysłowie zairskie

Kiedy wychodzę z domu, czuję, że umieram. Moje koleżanki chodzą za ręce ze swoimi chłopakami; a ja, sama. Nikt na mnie nie patrzy, nikt nigdy mnie nie zapyta: może pójdziemy gdzieś razem?

Spróbowałem wszystkiego, ale żadna dziewczyna się mną nie zainteresowała. Tylko ja z całego towarzystwa wychodzę sam!

A ja jaj, sprawa wydaje się całkiem poważna, z takich, co to z chustki robią mokrą ścierkę i serce napełniają rozpaczą.

Sądzicie, że sytuacja, w której się znajdujecie, jest nieodwracalna i beznadziejna? Postanowiliście wychodzić z papierową torbą na głowie, żeby nikt was nie rozpoznał? Nie chcecie nic słyszeć na temat narzeczonych nawet podczas filmu? A zatem przeczytajcie ten rozdział. Jest w nim kilka rad, jak łzy zamienić w śmiech, a samotność w towarzystwo innych!

- - r e k l a m a - -

TYLKO JA...

Kłamstwo! Sądzicie, że jesteście jedynymi ludźmi na Ziemi "nie do pary"? A zatem nie rozejrzeliście się dookoła. Albo nie patrzyliście dość uważnie.

Chłopcy czy dziewczęta, wasi rówieśnicy, podobnie jak i wy starają się stworzyć stałe pary. Ale nie oznacza to, że udaje się im natychmiast i jest to związek trwały. Często przytrafiało się to i wam: osoba wydawała się tą właściwą, podczas gdy w rzeczywistości - wraz z upływem czasu - okazywało się, że to był błąd. A zatem nie tylko WY zostaliście SAMI, bez chłopaka czy dziewczyny.

Problem jednak jest trochę bardziej złożony (tzn. nie jest tak oczywisty i często bardziej nieprzyjemny) niż to przed chwilą przedstawiliśmy. Problem "samotności" można nazwać inaczej - tzn. "Jestem inny/a".

INNE JEST PIĘKNE

Czym w tym przypadku jest odmienność? To coś, co każe wam mówić ze łzami w oczach: "Wszystkie mają chłopaka, tylko nie ja. A zatem nie jestem taka jak one. A zatem nie należę do ich grona. A zatem nie będę miała przyjaciół...". To "a zatem" mogłoby się ciągnąć w nieskończoność.

Dlaczego mielibyśmy się bać odmienności? Dlaczego mielibyśmy z niepokojem spoglądać na ten okres waszego życia, który mógłby mienić się wszystkimi kolorami tęczy? Fakt, że "inni" są w parach, a wy nie, to nie powód by sądzić, że jesteście nienormalni, brzydcy, niesympatyczni. To oznacza raczej, że nie znaleźliście jeszcze nikogo szczególnego, tego kogoś, na którego widok serce zabije wam nawet z odległości stu kilometrów. Można też przyjąć, że nie macie jeszcze pary, ponieważ dobrze jest wam z tym, z waszym rytmem i pełnym zajęć życiem.

Nie kierujcie się, jeśli to tylko możliwe, tym, co robią i mówią inni. Nie szukajcie dziewczyny/chłopaka tylko dlatego, że jesteście ostatnimi nieparzystymi. Chłopak i dziewczyna to nie towar, który można zamówić w sklepie. To nie żadna zmieniająca się wraz z porą roku moda. To fatalnie, jeśli myślicie: "Nie mam jeszcze chłopaka, jestem więc niemodna i muszę znaleźć się na fali!".

RADA

Ok., ustaliliśmy, że mówienie: "Tylko ja nie mam chłopaka/dziewczyny" nie jest tak poważną sprawą jak stwierdzenie: "A teraz rzucę się z dachu Empire State Building" (chociaż nie jesteśmy w USA!).

Należy jeszcze przeanalizować jeden aspekt całej sprawy. Aspekt, mówiąc krótko, "dowcipny".

Postawcie problem w następujący sposób: nie macie jeszcze chłopca (z tych wszystkich powodów, o których przed chwilą mówiliśmy)? Doskonale. A zatem dlaczego nie spożytkujecie czasu, który oddziela was od spotkania z waszą bliźniaczą duszą, na przygotowanie się do tego?

Jak? Sądzicie, że to niepotrzebne, że tak postępują tylko perfekcjoniści? Absolutnie nie. Przygotowanie nie polega na przestudiowaniu całej encyklopedii, ale koncentruje się na trzech sprawach.

Należy:
1. Uśmiechać się do życia.
2. Kochać ludzi.
3. Budować dobre przyjaźnie. I kto wie, być może z tych przyjaźni wyłoni się ktoś szczególny, dla ciebie.

A zatem odwagi, przystrójcie się w uśmiech i... powodzenia!

16. Czy jest dla mnie przyszłość?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Dąż ku księżycowi.
Nawet jeśli ci go zabraknie,
Zatrzymasz się
Wśród gwiazd.
Les Brown (fragment Elisa '83)

Przyszłość - ktoś powie - budujemy sobie sami, dzień po dniu, krok po kroku. A zatem... oczywiście, że istnieje przyszłość! Jaka? To pytanie wymaga dłuższej odpowiedzi.

Każdy z nas ma jakieś marzenia, pragnienia, posiada szczególne predyspozycje, robi jakieś plany. Przyszłość to nic innego jak realizacja części marzeń, dążeń, części jutra. Dziś jestem uczniem liceum, pojutrze będę... Jutro, pojutrze i tak dalej. Nie ma jutra, które nie byłoby przyszłością. Nie ma takiego poranka - niezależnie od tego jak bardzo jest szary i zimny - który nie realizowałby części naszej przyszłości. Tej, która dla każdego jest inna, oryginalna... i nieprzewidywalna.

- - r e k l a m a - -

PRZYSZŁOŚĆ

... w nauce
Będziecie absolwentami, magistrami, robotnikami? Zostaniecie inżynierami, zdobędziecie K2, a może będziecie pisać książki jak Stephen King? O czymkolwiek oryginalnym dzisiaj marzycie, jesteście już jedną nogą w przyszłości. Wasza szkoła już teraz kieruje was ku przyszłości, przygotowując do pracy. Księgowy czy geodeta, profesor czy adwokat, sportowiec czy handlowiec: wybór zawodu nie jest decyzją, którą podejmuje się w wieku 30 lat. Krystalizuje się ona w okresie dojrzewania. Nie wierzycie? Nie macie jeszcze ochoty, by zastanawiać się nad takimi "zobowiązującymi" tematami? Zamiast czytać pisma, które mówią o pierwszej pracy (zbyt wcześnie) albo słuchać, co rząd postanowi w sprawie zatrudnienia (trochę trudne), zróbcie małą sondę wśród starszych kolegów. Oni mają już za sobą mały kawałek przyszłości: będą mogli wam powiedzieć, jakie napotkali trudności, czego żałowali, a co przyniosło im satysfakcję.

...w miłości
"Czy jest dla mnie przyszłość?" - zadaje sobie pytanie dziewczyna, którą właśnie zostawił chłopak; pyta się o to chłopak, który nie może znaleźć pokrewnej duszy. Ich pytanie jest bardziej wołaniem o pomoc: "Pomóżcie mi uświadomić sobie, że życie toczy się dalej". Oczywiście, że istnieje przyszłość. Nawet wtedy, gdy sądzicie, że nie warto się uśmiechać, bo tak bardzo jesteście zrozpaczeni. Nawet kiedy nie idzie wam w szkole, nauczyciele was nie rozumieją, koledzy się z was wyśmiewają, a w domu ciągle się sprzeczacie. Oczywiście, że przyszłość nie zamieni się od razu w królewicza z bajki, w prawdziwe, spełnione przysięgi i uśmiechniętych jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rodziców! Potrzeba odrobiny cierpliwości, żeby doczekać do chwili, aż małe marzenia się spełnią. Być może na samym początku są one bardzo małe, ale urosną i staną się na tyle duże, aby wypełnić życie i nadać mu sens.

...w związkach
Przyszłości nie możemy dojrzeć w czarodziejskiej szklanej kuli (dajcie sobie spokój z horoskopami, czarownicami i tymi wszystkimi, którzy tanio oferują swoje usługi): przyszłość odkrywamy razem z przyjaciółmi i ważnymi dla nas osobami, które żyją tuż obok. Zastanówcie się: jaki sens miałoby myślenie o naszej przyszłości, gdyby nie wiązała się ona z innymi ludźmi? Nie mielibyśmy nawet ochoty sobie jej wyobrażać. Bezludne wyspy nie mają racji bytu!

PRZYSZŁOŚĆ JEST TAKŻE...

  • Pozytywnym myśleniem: akceptacją tego co w rzeczach dobre, nawet w tych trudnych.
  • Pozytywnym patrzeniem: nie załamujcie się, jeśli kształtująca się przyszłość, nie jest zupełnie taka, jak byście chcieli. Zamiast od razu przykrywać wszystko czarnym kirem, starajcie się obserwować wydarzenia ze zdrowym realizmem. Zanim zaczniecie płakać i rozpaczać, sprawdźcie, czy warto.
  • Pracą wyobraźni: jak powoli zmienić sytuację stwarzającą teraz problemy i sprawić, by wydała dobre owoce? Co mogę wymyślić, aby w sposób satysfakcjonujący wykorzystać moje drobne i wielkie zdolności? Jak zrealizować mój plan?
  • Powiedzeniem "Warto": w odniesieniu do każdej rzeczy, każdego drgnienia serca, każdego wyzwania, które postanowiliście podjąć (chociaż nie jest powiedziane, że ze wszystkich wyjdziecie zwycięsko... od razu!).

Przyszłość jest - jak mówił Piotruś Pan - wspinaniem się na gwiazdę, w górę, aż do samego rana. Nie wiecie, jak wygląda rano? To proste, to życie, które codziennie was budzi, to "dzień dobry" waszej mamy, która wyciąga was z łóżka; to pocałunek waszego chłopaka; to wspaniała paczka przyjaciół; to płynąca z serca modlitwa.

Dosiądźcie tej gwiazdy... natychmiast.

Zamiast zadawać sobie pytanie: "Czy jest dla mnie przyszłość?", zacznijcie mówić: "Komu mogę podarować odrobinę mojego entuzjazmu, czasu, życia?".

Część druga: RODZINA, SZKOŁA & PRZYJACIELE

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

1. Czy kupisz mi motorower?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Ja jestem tym,
który "powitaniem i koszulką Nędznego Arapacho" uosobia tego,
który opłakuje
Siodło z frędzlami,
Rejestrację Arizony
I chromowany tłumik.

Artykuł 31

Wszyscy spotykają się w zaułku, skąd uliczka wychodzi na rynek. O tej samej porze. W tym samym stroju: dżinsy, kask i dłoń na kierownicy. Kim są? To małe centaury z bandy motorowerów. Jest wśród nich i on, ten ostatni, który rzeką słów i obietnic przekonał rodziców, żeby kupili mu motorower. Dostał ją. I to zanim ogłoszono wyniki na koniec roku!

LEGITYMACJA

Co to za typy? Oto ich tożsamość.

Wiek: Od czternastu do osiemnastu lat.
Najpierw? Słynny motorower. Później? Jeszcze słynniejszy i wymarzony samochód (tata pozwolił i... zapłacił).

Dziewczęta czy chłopcy? Jedni i drudzy, of course.
W przypadku chłopców modele mocniejsze i bardziej agresywne. Dla dziewcząt zwykła, ale praktyczny motorower, skuter, który nie zniszczy fryzury i nie pogniecie spódniczki.

Miasto czy wieś? Motorowerem doskonale jeździ się po mieście, ale jest on również użyteczna na wsi. Jedno jest jednak pewne. W mieście większą uwagę zwraca się na model, opływowy kształt, lakier, tłumik. Na wsi jeździmy... wystarczy, że jest benzyna!

Znaki szczególne? Wiele, bardzo wiele. Przede wszystkim kask, który koniecznie trzeba założyć, choć bardzo przeszkadza. Markowa kurtka, która chroni przed przeziębieniem i pozwala używać motoroweru w każdych warunkach atmosferycznych. Jeszcze do tego pasja do wyścigów (bardzo niebezpiecznych więc dajcie sobie spokój), do robienia stójki na tylnym kole (równie niebezpiecznej), do przejażdżek we dwoje (nawet jeśli jest tylko jedno miejsce), do stacji benzynowej, paliwa, oleju, brudnych rąk, pomalowanego motoru - chcąc konkurować z Valentino Rossim... Wszystko? Spróbujmy pogłębić temat. Jakie to poważne przyczyny skłaniają potem do porzucenia motoroweru i wybrania pojazdu, który porusza się sam - wystarczy, że wlejesz do niego trochę benzyny?

UŻYTECZNOŚĆ IDZIE W PARZE Z ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ?

Przeważnie gdy kupujemy motorower, jest nam on potrzebny. Muszę się przemieszczać, mam daleko do szkoły, mam wiele obowiązków i muszę być niezależny. Na to wszystko rodzice wyciągają trochę forsy (albo podpisują czek) i mamy motorower. Robią to jednak z lekkim bólem serca: użyteczność pozostaje bezdyskusyjna, ale czy motorower jest znowu taki niezbędny? Ku jakim nieznanym i niemożliwym do skontrolowania miejscom uda się ich dziecko? Bombardowani prośbami wreszcie ustępują.

Motorower stanowi dla szczęśliwego posiadacza konkretny znak jego dorastania. Właśnie tak. Teraz od niego zależy to, czy punktualnie będzie się pojawiać na spotkaniach, czy będzie potrafił rozdysponować pieniądze przeznaczone na zakup paliwa i wziąć odpowiedzialność za siebie oraz napotkane na drodze osoby. Ważne zadanie czeka motorowery: muszą wam przypominać, że nie jesteście już dziećmi. Muszę wam uświadamiać, że każda czynność ma swoje konsekwencje, że za każdą nieostrożność trzeba niestety zapłacić, a zaufania rodziców nie można i nie wolno zawieść nieodpowiedzialnym zachowaniem.

GRUPA

Motorower kupujemy, bo jest modna. "Bo mają ją wszyscy moi koledzy, a ja nie mogę ciągle gonić ich na rowerze". Jednak uwaga. Zakup motoroweru w dzisiejszych czasach - doskonale o tym wiecie - niesie z sobą spory wydatek ze strony rodziny. Nadużywanie dobroci i hojności rodziców jedynie po to, aby gonić za kolegami, jest trochę głupie. W takich przypadkach dobrze jest sobie przypomnieć, że koledzy powinni was akceptować nie tylko ze względu na to, co posiadacie, ale ze względu na to, kim jesteście. Posiadanie motoroweru nie zawsze gwarantuje nam towarzystwo prawdziwych przyjaciół czy rozwiązanie wszystkich problemów.

I jeszcze jedno. Za każdym razem, kiedy zakładacie kask, pamiętajcie, że droga nie należy do tego, kto jedzie najszybciej albo jest najbardziej agresywny, a także o tym że dwa kółka nigdy do końca cię nie uszczęśliwią.

A jeśli właśnie teraz stresujecie tatusia i mamę, żeby "zainwestowali" pieniądze w motocykl, zatrzymajcie się na chwilę. Zastanówcie się, czy warto, czy na pewno nie możecie się bez niego obyć.

Do was należy odpowiedź. I nie zapominajcie o wstecznym lusterku!

2. Rodzice nie pozwalają mi wychodzić

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Rozmowa w rodzinie Kowalskich. "Kasia, dokąd idziesz?". "Idę z... Joanną". "Nie kłam! Wiem, że spotykasz się z tym chłopakiem, jak on się nazywa? No tak, Tomek! Czy ci nie mówiłam, że jesteś jeszcze za młoda, żeby wychodzić z chłopcami?". "Ależ, mamo! Jestem dostatecznie duża. Dlaczego nie rozumiesz: my się kochamy!". "Ja, w twoim wieku...".

Rozmowa w rodzinie Nowaków. "Cześć, mamo, wychodzę". "Cześć, Tomek, o której wrócisz?". "Bo ja wiem!". "Ale z kim wychodzisz? Dokąd idziesz?". (Pomruk) "Wychodzę".

Ci rodzice - kule u nogi, te "wapniaki" gotowe jedynie by mącić w waszym życiu (już i tak skomplikowanym!), którzy - jak się wydaje - niczego nie rozumieją, a jednak doskonale was znają, stanowią niemały problem.

Dorośli przypisują winę za te słowne utarczki trochę sobie, trochę wam.

Jeśli mówimy o was, musimy wziąć pod uwagę problem dorastania i wyjaśnić, że istotnie w okresie dojrzewania młodzież staje się mniej tolerancyjna, skłonniejsza do kontestacji dla czystej przyjemności; pragnie więcej swobody, niezależności. Kiedy jej nie dostaje, wścieka się.

Jeśli mówimy o rodzicach, musimy przypomnieć słynny "konflikt pokoleń". Po prostu rodzice nie pamiętają, że sami byli młodzi, że mieli te same namiętności, to samo pragnienie pozbycia się wszystkiego, co jest nie tak. Opanowała ich demencja i muszą odgrywać rolę "rodziców z głową na karku", stracili przyjemność rozumienia.

ONI NIE ROZUMIEJĄ!

"Jak to - powiecie - rodzice nie pozwalają mi wychodzić, nie chcą, żebym się spotykała z chłopakiem, który mi się podoba, chcieliby zawsze trzymać mnie pod kloszem... a ty mówisz tylko o konflikcie między pokoleniami?".

Macie rację. To niewiele.

A ZATEM...

Często wydaje się, że rodzice straszliwie boją się (strach nieuzasadniony, powiecie) puścić was samych w świat. "Jeśli wyjdziesz ze swoim chłopakiem, to o 22:00 masz być w domu", zupełnie jakby świat został stworzony po to, aby wam zrobić krzywdę. Boją się o was. Ale uwaga, nie mylcie tego z egoistycznym lękiem (nie pozwolimy mu wyjść i dzięki temu możemy siedzieć spokojnie). To strach, który rodzi się z wielkiej miłości: rodzice bardzo was kochają. I okazują to, troszcząc się o was, jak tylko potrafią: chroniąc was.

"To dlaczego - skoro mnie tak kochają - kiedy tylko zaczynamy wyjaśniać sobie coś niecoś, już po dwóch minutach chętnie rzucalibyśmy w siebie czym popadnie?". Zdarza się: zupełnie jakbyście mówili dwoma różnymi językami (to trochę jak w przypadku programów komputerowych). Oni mówią: "Uważaj", a wy myślicie: "Nie pozwalają mi nawet oddychać". Oni mówią: "Jesteś jeszcze za młoda na te sprawy", a wy odpowiadacie: "I na co mam czekać? Aż skończę 50 lat?".

CZYJA WINA?

Wina? Nie ma tu żadnej winy. Chodzi tu o męczące próby prowadzenia spokojnej rozmowy.

"Ale moi rodzice nie rozmawiają! Kiedy domagam się wyjaśnień, mówią: tak jest i koniec. Jak mamy w ten sposób się porozumiewać?". Przy całym naszym otwarciu i wewnętrznej pewności bardzo trudno jest uwierzyć, że rodzice w 90% mają rację! Oczywiście, trudno nam się z tym zgodzić również dlatego że nie zawsze rozumiemy sens zakazów, wyznaczonych godzin, ciągłych kazań: uważaj tu, uważaj tam, nie rób tego, nie rób tamtego... A jednak taka jest prawda, dostrzeżecie to dopiero za parę lat!

Na zakończenie zapamiętajcie jedną bardzo ważną rzecz. Zawód rodzica nie jest wcale łatwy. Wymaga cierpliwości, miłości, oddania i zrozumienia. Ale i zawód dziecka też nie jest łatwy. Wymaga zaufania, cierpliwości, miłości. Jedynie w spotkaniu rodziców z dzieckiem jedni i drudzy znajdują spełnienie. A zatem, odwagi i powodzenia na drodze życia!

3. Idę na dyskotekę

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Rozmowa w rodzinie Kowalskich. "Kasia, dokąd idziesz?". "Idę z... Joanną". "Nie kłam! Wiem, że spotykasz się z tym chłopakiem, jak on się nazywa? No tak, Tomek! Czy ci nie mówiłam, że jesteś jeszcze za młoda, żeby wychodzić z chłopcami?". "Ależ, mamo! Jestem dostatecznie duża. Dlaczego nie rozumiesz: my się kochamy!". "Ja, w twoim wieku...".

Rozmowa w rodzinie Nowaków. "Cześć, mamo, wychodzę". "Cześć, Tomek, o której wrócisz?". "Bo ja wiem!". "Ale z kim wychodzisz? Dokąd idziesz?". (Pomruk) "Wychodzę".

Ci rodzice - kule u nogi, te "wapniaki" gotowe jedynie by mącić w waszym życiu (już i tak skomplikowanym!), którzy - jak się wydaje - niczego nie rozumieją, a jednak doskonale was znają, stanowią niemały problem.

Dorośli przypisują winę za te słowne utarczki trochę sobie, trochę wam.

Jeśli mówimy o was, musimy wziąć pod uwagę problem dorastania i wyjaśnić, że istotnie w okresie dojrzewania młodzież staje się mniej tolerancyjna, skłonniejsza do kontestacji dla czystej przyjemności; pragnie więcej swobody, niezależności. Kiedy jej nie dostaje, wścieka się.

Jeśli mówimy o rodzicach, musimy przypomnieć słynny "konflikt pokoleń". Po prostu rodzice nie pamiętają, że sami byli młodzi, że mieli te same namiętności, to samo pragnienie pozbycia się wszystkiego, co jest nie tak. Opanowała ich demencja i muszą odgrywać rolę "rodziców z głową na karku", stracili przyjemność rozumienia.

ONI NIE ROZUMIEJĄ!

"Jak to - powiecie - rodzice nie pozwalają mi wychodzić, nie chcą, żebym się spotykała z chłopakiem, który mi się podoba, chcieliby zawsze trzymać mnie pod kloszem... a ty mówisz tylko o konflikcie między pokoleniami?".

Macie rację. To niewiele.

A ZATEM...

Często wydaje się, że rodzice straszliwie boją się (strach nieuzasadniony, powiecie) puścić was samych w świat. "Jeśli wyjdziesz ze swoim chłopakiem, to o 22:00 masz być w domu", zupełnie jakby świat został stworzony po to, aby wam zrobić krzywdę. Boją się o was. Ale uwaga, nie mylcie tego z egoistycznym lękiem (nie pozwolimy mu wyjść i dzięki temu możemy siedzieć spokojnie). To strach, który rodzi się z wielkiej miłości: rodzice bardzo was kochają. I okazują to, troszcząc się o was, jak tylko potrafią: chroniąc was.

"To dlaczego - skoro mnie tak kochają - kiedy tylko zaczynamy wyjaśniać sobie coś niecoś, już po dwóch minutach chętnie rzucalibyśmy w siebie czym popadnie?". Zdarza się: zupełnie jakbyście mówili dwoma różnymi językami (to trochę jak w przypadku programów komputerowych). Oni mówią: "Uważaj", a wy myślicie: "Nie pozwalają mi nawet oddychać". Oni mówią: "Jesteś jeszcze za młoda na te sprawy", a wy odpowiadacie: "I na co mam czekać? Aż skończę 50 lat?".

CZYJA WINA?

Wina? Nie ma tu żadnej winy. Chodzi tu o męczące próby prowadzenia spokojnej rozmowy.

"Ale moi rodzice nie rozmawiają! Kiedy domagam się wyjaśnień, mówią: tak jest i koniec. Jak mamy w ten sposób się porozumiewać?". Przy całym naszym otwarciu i wewnętrznej pewności bardzo trudno jest uwierzyć, że rodzice w 90% mają rację! Oczywiście, trudno nam się z tym zgodzić również dlatego że nie zawsze rozumiemy sens zakazów, wyznaczonych godzin, ciągłych kazań: uważaj tu, uważaj tam, nie rób tego, nie rób tamtego... A jednak taka jest prawda, dostrzeżecie to dopiero za parę lat!

Na zakończenie zapamiętajcie jedną bardzo ważną rzecz. Zawód rodzica nie jest wcale łatwy. Wymaga cierpliwości, miłości, oddania i zrozumienia. Ale i zawód dziecka też nie jest łatwy. Wymaga zaufania, cierpliwości, miłości. Jedynie w spotkaniu rodziców z dzieckiem jedni i drudzy znajdują spełnienie. A zatem, odwagi i powodzenia na drodze życia!

4. Jak to powiedzieć rodzicom?

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Tajemnica, mała wielka tajemnica wypełnia wasze życie i wywołuje nieznośny ból głowy: "Od jakiegoś czasu mam chłopaka/dziewczynę, ale jeszcze nie rozmawiałem/am o tym z moimi rodzicami... Jak im to powiedzieć? Czy się zgodzą? Czy zabronią mi się z nim/ą spotykać? Co się stanie?".

Właśnie, co wam się stanie? Miejmy nadzieję, że nic poważnego! Miłość jest zawsze wstrząsającym doświadczeniem, które dodaje szczególnej siły. A radość, którą odczuwacie wewnątrz, bez wątpienia z was promieniuje. Czyta się ją w waszych oczach. Zastanówcie się dobrze: to możliwe, że rodzice, którzy doskonale, ale to doskonale was znają, już coś przeczuwają. Być może oczekują waszego "pięknego" wyznania (pięknego, ponieważ mówi o pięknym doświadczeniu), aby powiedzieć wam swoje zdanie, aby wam coś doradzić lub aby tylko upewnić się, że jesteście szczęśliwi.

PLANETA RODZICÓW

Planeta rodziców jest planetą bardzo szczególną: zamieszkują ją dorosłe pary, które postanowiły służyć swoją miłością życiu - tzn. wam, swoim dzieciom. Usiłują - jakkolwiek z trudem - pomóc wam jak najlepiej w dorastaniu. Do wczoraj jeszcze odprowadzali was do szkoły, powtarzali z wami lekcje, sprawdzali, czy jesteście dobrze przykryci. Teraz praktycznie z dnia na dzień odkrywają, że ubieracie się, jak chcecie, pragniecie odrobiny (odrobiny? powiedzmy mnóstwo!) swobody i że (o matko!) interesujecie się płcią przeciwną! I zdaje się, że zaczynają się kłopoty. Prawdą jednak jest, że rodzi się coś nowego. Dla was i dla nich. Potrzebujecie jednak czasu. "Pilnuj czasu...poszukaj drogi... tej właściwej" chcieliby powiedzieć wam rodzice. Wy również dajcie im trochę czasu: pozwólcie, aby przyzwyczaili się do was, swoich podrośniętych dzieci; pozwólcie im się zastanowić i zrozumieć, że naprawdę macie głowę na karku, że możecie wychodzić wieczorami, pójść na koncert czy jeździć motorynką. A wtedy sprawa chłopca czy dziewczyny nie stanie się przyczyną kłótni, płaczu i gniewu, ale będzie częścią wzajemnego dorastania.

ALE JA SIĘ BOJĘ...

Boicie się? Czego? Sądzicie, że jak tylko wyrzucicie to z siebie, rodzice zamkną was w waszym pokoju na następne sześć miesięcy? Trudno w to uwierzyć...
Oczywiście, zanim zaczniecie rozmawiać o tym z waszym rodzicami, musicie przeanalizować sytuację. A oto kilka rad:

  1. Zacznijmy od wieku: im jesteście młodsi, tym bardziej zmartwieni będą rodzice (słusznie!). Będą musieli ślepo wam zaufać, zanim się zgodzą. A wy ze swej strony musicie zrobić wszystko, żeby ich nie zawieść, nigdy, przenigdy.

  2. Przejdźmy do "powodu sporu" (tzn. osoby, która rozpętała całą burzę: chłopaka lub dziewczyny, z którą chcecie się spotykać). Czy spodoba się waszym rodzicom? Czy będzie dla nich źródłem jeszcze większego zmartwienia? Ale skoro tak bardzo się martwią, to musi być jakiś powód... Spróbujcie się zastanowić...

  3. Kończymy bardzo praktyczną radą: kiedy już przeanalizujecie sytuację, wybierzcie dla waszego wyznania jakąś spokojną chwilę, kiedy rodzice się nie spieszą i są gotowi was wysłuchać (jeśli nie uda się wam z obydwoma na raz, wybierzcie jedno z nich do rozmowy, i tak mama powtórzy wszystko tacie i na odwrót!). A jeśli przypadkiem zaczną zadawać wam pytania, nie traćcie cierpliwości i nie odpowiadajcie: "I tak będę się spotykać, nawet jeśli się na to nie zgadzacie". Starajcie się nie powiększać napięcia, bądźcie otwarci i lojalni. Zawsze pamiętajcie, że całe postępowanie rodziców ma jeden jedyny cel: wasze dobro i szczęście.

A JEŚLI...

A jeśli ktoś z was wolałby przemilczeć całą sprawę, bo się boi, bo jest nieśmiały albo po prostu dlatego, że chce mieć święty spokój, lepiej, żeby szybko zmienił zdanie. Nie mówiąc nic w domu, byłby zmuszony do wymyślania ciągle nowych kłamstewek, żeby wyjść czy zadzwonić. A życie z sercem w gardle ze strachu, że zostaniecie odkryci, nie należy do najpiękniejszych na tym świecie! Rozmawiajcie, rozmawiajcie, rozmawiajcie, nawet jeśli to kosztuje i wprawia was w zakłopotanie. Nie twórzcie barier między wami a rodzicami. Oni są tutaj specjalnie po to, aby wam pomóc jak najlepiej dorastać: również z dziewczyną/chłopakiem u boku!

TRZY RADY...

Rodzice

Ufajcie dzieciom
Stawiajcie na lojalność
Zachowajcie spokój
Dzieci

Postawcie się w roli rodziców
Uspokójcie ich
Zdobądźcie ich zaufanie

5. Chcę uciec z domu

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Nauczyłem się...
że prawie nic nie jest łatwe...

Artykuł 31 (fragment wysłany do Mary)

"Atmosfera stała się tak ciężka, że wcześniej czy później ucieknę z domu". "Z każdym dniem jest coraz gorzej: już nie mogę". I tak dalej. Często nastolatki wyładowują się, skarżą się na sytuację rodzinną. Niektórzy w przypływie desperacji grożą lub przysięgają, że pójdą sobie z domu. Niewielu na szczęście dotrzymuje słowa.

Tyle nie spełnionych pragnień, tyle frustracji, tyle niepotrzebnych kłótni, tyle chęci zmian, chęci, która pozostaje wyłącznie w sferze pragnień... Pozostaje jedynie ucieczka. Jak powiedzieć: "Czy zaczniecie mnie wreszcie traktować jak osobę?".
Czy to naprawdę najlepsze rozwiązanie? <>DLACZEGO?

Ten, kto ucieka, ucieka zwykle od czegoś: zbyt męczących rodziców ("patologicznie" męczących tzn. przesadnie, do tego stopnia, że nie można swobodnie oddychać); od jakiegoś wydarzenia, które wstrząsnęło normalnym porządkiem (gwałtownej kłótni); od niezdrowej rodzinnej atmosfery (napiętych stosunków pomiędzy członkami rodziny). Ten, kto ucieka, po prostu ucieka: już nie wytrzymuje. Być może spróbował już wszystkiego i mu się nie udało, być może wolał dać sobie spokój i posłać wszystkich do diabła, być może zbyt wiele wycierpiał, a teraz szuka wyłącznie ukojenia. Ten, kto ucieka, krwawi (trochę, dużo, bardzo) i szuka spokoju, aby się trochę ze sobą "popieścić".

DOKĄD?

To również poważny problem. Ucieczka z domu nie jest skomplikowana: wystarczy zamknąć za sobą drzwi mniej lub bardziej odważnie. Trudność zaczyna się przy wyborze celu. Uciec, ale dokąd? Do babci: "Och, biedaku, bardzo dobrze zrobiłeś, że przyszedłeś do mnie... zobaczysz, że wszystko się ułoży" i grzecznie odsyła was do domu? Do domu przyjaciela od serca, który nie może odmówić wam gościny, a jeśli jest inaczej, to co to za przyjaciel? Do innego miasta: a pieniądze, pociąg, policja, telewizja i dziennikarze, którzy podążają waszym tropem?

Pomówmy o tym poważnie. Ten, kto ucieka z domu, wywołuje lawinę kłopotów, myślą o nim całe miasteczka (oprócz rodziców) i nic przez to nie osiąga. Sądzicie, że ucieczka z domu jest jedynym sposobem, by zwrócić na siebie uwagę? W porządku. A zatem spróbujmy poszukać jakiegoś innego sposobu, który wam pomoże... bez konieczności uciekania się do tak drastycznych środków.

1. Ten, kto ucieka, nie walczy
To powiedzenie trochę źle brzmi (nie jesteśmy militarystami, bądźcie spokojni). Jednak to prawda: ucieczka niczemu nie służy, jeśli pozostawiamy wszystko za nami tak, jak było. Oczywiście, że dom może stać się czasami trudnym środowiskiem do mieszkania: stosunki z rodzicami mogą być chłodne ("Czy nie widzisz, że nie mam teraz czasu?"), napięte ("Proszę, zniknij..."), pomylone. Rodzice mogą mieć własne problemy osobiste czy zawodowe. Dom może przemienić się w pułapkę. Okrętu nie wolno jednak opuszczać, nawet podczas burzy. Wy również jesteście częścią rodziny, wy również macie swoją rolę do spełnienia. Jesteście dziećmi, braćmi i musicie bronić tej waszej roli. Chcąc naprawdę być dziećmi i braćmi, potrzeba wam siły do pewnych rozmów, musicie zrobić pierwszy krok, aby zeszyć rozerwane stosunki, aby wspólnie szukać rozwiązań. Potrzeba wam zdecydowania i uporu. Jeśli już się w to zaangażujecie, możecie zapomnieć o spokojnym oddychaniu.

2. Ucieczka nie jest wyzwaniem
Jeśli macie ochotę uciec, nie sądźcie, że wyzywacie cały świat. Nie wyzywacie nikogo. Oczywiście, ściągnięcie na siebie wiele uwagi, ale nie tej właściwej... na pewno ściągniecie na siebie uwagę policji! Albo telewizji. Może to zaspokoić waszą próżność. Możecie stać się sławni - przypadek na skalę krajową, który poruszył psychologów i pedagogów, przeraził i wzruszył mamy z całej Polski. A zatem? Problem nie jest rozwiązany. Najpilniejszą sprawą jest dialog z rodzicami (własnymi, a nie cudzymi). Kiedy gasną światła i pozostajecie sami, problem czeka na was u progu i naprawdę trzeba stawić mu czoła.

3. W poszukiwaniu pomocy
Kto często twierdzi, że chce uciec z domu, prawdopodobnie szuka kogoś, kto pomógłby mu w rozwiązaniu poważnych problemów. "Chęć ucieczki z domu" jest lampką alarmową: to rozpaczliwe usiłowanie ściągnięcia na siebie uwagi: przyjaciół, dorosłych, samych rodziców. Nie jest przecież powiedziane, że rodzice są zaciekłymi wrogami, od których trzeba trzymać się z daleka. Prawdopodobnie są oni jedynymi osobami, które mogą was uspokoić i zmienić rodzinną atmosferę. Jedna rada: jeśli macie przyjaciół, którzy chcą uciec z domu, nie wyśmiewajcie ich. Potraktujcie ich poważnie, na ile to możliwe, i pomóżcie im: niech chociaż trochę poczują się akceptowani.

To już dużo.

6. Szkoła: wyobcowanie!

E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

Tymczasem mijają
twoje najlepsze godziny,
kiedy mógłbyś ze mną porozmawiać
i uśmiechnąć się.

Giovanni Giudici

Szkoła: kto ją wymyślił? Ileż razy chcielibyście jej uniknąć, ale musicie do niej chodzić! Wielu uczęszcza do szkoły z radością i pragnieniem, aby narozrabiać. Niewielka część przeżywa ją dziwnie. Nuda, strach, "zawracanie głowy": wszystko z winy "innych".

SMUTEK...

Może się jednak zdarzyć, że nawet jeśli ktoś ze wszystkich sił stara się być przyjazny, miły, zabawny, będzie sądził, że koledzy z klasy go zaniedbują: ignorują, trzymają z dala od siebie. "Dla nich nie istnieję", "nikt mnie nigdy nie szuka" tak myślą i mówią nastolatki. Oczywiście, że życie w środowisku z poczuciem odrzucenia napawa ogromnym smutkiem. Czy można pomóc tym przyjaciołom, a jednocześnie obudzić ich mało wrażliwych kolegów? Oczywiście!

DO WAS...

...którzy czujecie się wyłączeni, którzy nie spotykacie się z kolegami, bo interesuje was siatkówka, a wszyscy inni kochają piłkę nożną; którzy doskonale radzicie sobie we wszystkich przedmiotach i jesteście określani mianem "super kujona"; którzy nie chodzicie w soboty potańczyć i nie pijecie alkoholu: dla was przesłanie jest bardzo wyraźne. Fakt, że macie tak odmienne zainteresowania, nie powinien was przerażać. Można się przyjaźnić, nie mając ze sobą nic wspólnego oprócz życia. Klasa jest naprawdę ogromną okazją, aby zdolności każdego z was znalazły w niej przestrzeń dla siebie.

  1. Odważnie wywalczcie dla siebie wasz kawałek uwagi.

  • Pokażcie innym, ile jesteście warci.
  • Pokażcie im swoje zainteresowania.
  • Uczestniczcie w wycieczkach i we wszystkich wspólnych wypadach: to sposób, aby pokazać, że naprawdę wam na nich zależy, że i wy chcecie być częścią grupy, że pragniecie i zasługujecie na uwagę. Inni na pewno już was zauważyli. Nieważne, że nie ubieracie się tak jak oni, że nie macie grubego głosu; wasza obecność może być milcząca, ale musi pozostawić swój znak.
  • NIE REZYGNUJCIE

    Jeśli czujecie, że brakuje wam odwagi, bo spróbowaliście już wszystkiego i niczego nie osiągnęliście, postarajcie się nie chować pod ławką czy za plecami nauczyciela. Kto się ukrywa, nigdy nie osiąga tego, czego pragnie. Ukrywanie się to rezygnacja z innych, z życia. Klasa należy do was, a wy jesteście jej częścią. Nie pozwólcie się wykluczyć... albo przynajmniej starajcie się być zawsze wśród waszych kolegów. Czasami wystarczy tylko jedno zdanie, aby niebo pojaśniało.

    DO WAS

    ...którzy w klasie żyjecie jak władcy, kochani i szanowani przez wszystkich, ponieważ jesteście "przesympatyczni" i macie właściwe pomysły we właściwym czasie (i co za przypadek - wszyscy słuchają was uważnie); którzy potraficie organizować, działać, iść... Dzięki waszym zdolnościom i sympatii macie szczęście żyć w klasie, którą naprawdę kochacie, której niezbędną częścią się czujecie. A zważywszy, że to naprawdę wielkie szczęście, dlaczego nie mielibyście podzielić się jego odrobiną z tymi, którzy znajdują się w środku klasy i na zewnątrz (przynależą do grupy, ale żyją na zewnątrz)? Wystarczy trochę uwagi i prawdziwej chęci, by stworzyć miejsce, w którym wszyscy mogliby się uczyć, doświadczać, spotykać przyjaciół, a nie obcych sobie ludzi.

    ZAPAMIĘTAJ!

    1. Postępujcie tak, aby po spędzonym w szkole przedpołudniu wszyscy mogli pójść do domu z poczuciem wewnętrznego szczęścia i chęcią powrotu następnego dnia.

  • Zwróćcie uwagę na... (bo potraficie, wystarczy, że posłuchacie waszego serca) kogoś, kto zawsze trzyma się na uboczu, kto nigdy się nie odzywa, kto spogląda na was z ciekawością, ale nie ma odwagi przyłączyć się do waszej grupy.
  • Otwórzcie granice: dla przyjaźni, grupy, klasy. To mądry sposób spędzenia wielu lat z osobami, których nigdy nie zapomnicie, które za jakiś czas będziecie wspominać ze łzą w oku i odrobiną smutku jako "pierwszych spotkanych prawdziwych przyjaciół".

    TOP SECRET!

    Czasami nauczyciele - kiedy gadają o niczym (tzn. o uczniach), mówią: "To bardzo fajna klasa". Czy wiecie, przy jakiej okazji to mówią? Kiedy widzą, że w danej grupie uczniów panuje harmonia, radość i wzajemna sympatia. Nieważne, czy wszyscy mają dobre oceny: wystarczy, że się kochają i że panuje między nimi atmosfera prawdziwej przyjaźni. A skoro tak mówią nauczyciele...!

  • 7. Ulubieńcy nauczycieli

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Wspaniali nauczyciele! Uczniowie złapali was na czymś, czego nie powinniście robić nawet w żartach: dokonywać tego obrzydliwego, chorego, okropnego wyróżnienia. Czy dobrze mówię? Spróbujmy się teraz zastanowić. Sprawę trzeba potraktować poważnie. Na nic zdadzą się procesy, urazy, polowanie na czarownice (i czarowników). Wystarczy jedynie odrobina uczciwości i szczerości.

    DO WAS NALEŻY GŁOS

    Oskarżenie zostało rzucone. Jednak kiedy rzucamy oskarżenie, musimy być pewni tego, co mówimy, aby wyeliminować wszelkie ryzyko i się nie wygłupić. Czy naprawdę jesteście pewni, że nauczyciele mają swoje preferencje? Czy nie jest to tylko wrażenie podyktowane najdziwniejszymi powodami?

    "W porządku - opowiada mi pewien kolega - mój nauczyciel pyta Wojtka jedynie wtedy, kiedy jest on przygotowany; nigdy nie krzyczy na Tomka i zawsze czepia się mnie, dlaczego nie uważam". Sadystyczna przewrotność? Ależ skąd! Przeanalizujmy słowa naszego przyjaciela: 1. Prawdopodobnie Wojtek jest zawsze przygotowany. Z tego powodu nauczyciel nigdy nie łapie go na wpadce. 2. Na Tomka nie trzeba być może krzyczeć, bo nie przeszkadza... albo profesor tego nie zauważa! 3. Czy nie nachodzi was wątpliwość, że nauczyciel krzyczy na swojego ucznia, ponieważ pragnie jego uwagi, bo chce, aby mu dobrze szło, aby był przygotowany i aby szkoła okazała się dla niego owocna?

    DO PROFESORÓW NALEŻY

    Istnieje wiele sposobów na zinterpretowanie czynów i słów ludzi. Widzieliście! Nauczyciele, kiedy czynią wam wyrzuty, wstrząsają wami albo określają wam mianem tumanów (jak miało to miejsce w przypadku autora), nie robią tego z sadystycznego pragnienia przemienienia waszych snów w koszmary, ani z chęci wzbudzenia waszej nienawiści (niby dlaczego?). Na ogół starają się wycisnąć z was to, co najlepsze. Ze wszystkich sił starają się zaszczepić wam miłość do literatury, sztuki, nauki. Kiedy jednak spostrzegają, że wolicie czytać Przegląd Sportowy albo malować sobie paznokcie zamiast słuchać interpretacji Wielkiej Improwizacji, wpadają w gniew i niczego już nie dostrzegają.

    Wyróżnianie? Dla was to podłe zepsucie lizusowskich kolegów i współuczestniczących w tym nauczycieli. A jeśli jest to taktyka nauczycieli, aby każdemu dać to, na co sobie zasłużył: wynagrodzenie tym, którzy się uczą, uszczypliwość tym, którzy się bawią, itd.? Spróbujcie się zastanowić. Może być i tak. Może.

    A JEŚLI...

    Jeśli macie dowody, że nauczyciele świata nie widzą poza waszym kolegą (synem przyjaciela przyjaciela, wnuczkiem kuzyna przyjaciółki) i naprawdę mają ulubieńców, do was należy interwencja. Nie, nie należy zaraz lecieć do dyrektora (chyba, że ulubieniec stał się skandalem). Można spróbować zaradzić temu inaczej: rozmawiając. Poproście nauczyciela o wyjaśnienie, dlaczego postawił takie a nie inne oceny. Zażądajcie wyraźnego wytłumaczenia powodów pewnych zachowań, milczenia czy przesadnej uwagi wobec jednego z uczniów. Wyłóżcie - jak to się mówi - karty na stół. Bądźcie szczerzy, niczego nie ukrywajcie przed nauczycielem. Dajcie mu odczuć, że przejmują was i złoszczą zachowania, których nie rozumiecie.

    Inteligentny nauczyciel wyjaśni wam wszystko i nie przestraszy się konfrontacji. Będzie gotowy was wysłuchać i udzielić odpowiedzi. Ale może się też zdarzyć, że zwinie się w kłębek jak jeż i nie przestanie kłuć. W takim przypadku odwołanie się do innego nauczyciela, z którym jesteście bliżej lub do jednego z przełożonych, powinno wszystko wyjaśnić.

    WBIJCIE SOBIE DO GŁOWY

    Przede wszystkim szczerość. Zawsze. W każdej waszej prośbie, w każdym stwierdzeniu. Zdobędziecie szacunek i będziecie traktowani "na równi".

    I jeszcze jedna rzecz: wyda się wam to dziwne, ale nauczyciele nie są obcymi, z którymi trzeba walczyć. Mogą być natomiast świetnymi przyjaciółmi (tak, dobrze przeczytaliście), których trzeba poznać i nauczyć się szanować. Cenni sprzymierzeńcy, bogaci w doświadczenie, którym chcą się podzielić. Jednak są przede wszystkim istotami ludzkimi. Dlaczego więc nie przyznać im prawa popełnienia - od czasu do czasu - pomyłki; posiadania skłonności zwykłych śmiertelników? A jeśli przesadzają, wy - ich przyjaciele - musicie im pomóc właściwie przeżywać ich zawód. Nauczyciele również chodzą do szkoły po to, żeby się uczyć!między nimi atmosfera prawdziwej przyjaźni. A skoro tak mówią nauczyciele...!

    8. Zakochać się w nauczycielu!

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Zawsze lepiej jest
    marzyć za dużo
    niż nie marzyć wcale.

    Pooh (fragment skierowany do Anny di Pavia)

    Wasi koledzy jej nie znoszą, a wy myślicie wyłącznie o niej, pewni, że każde jej spojrzenie jest dla was panaceum na wszystko. Nie możecie wręcz obyć się bez... nauczycielki!

    Wasze koleżanki mówią, że zadaje wam za dużo, że jest zbyt surowy i staromodny, a wy wierzycie, że nie ma drugiego dorosłego mężczyzny tak przystojnego, inteligentnego i wrażliwego... jak wasz nauczyciel!

    To tylko marzenie (albo koszmar, pomyślicie), czy wasze serce naprawdę bije dla waszego nauczyciela? Wśród dziesiątek waszych kolegów to właśnie wy zakochaliście się w starszej od was i tak "szczególnej" osobie? Jak to możliwe, ktoś zapyta. To jakiś film science fiction? To niemożliwe, ktoś krzyknie: zakochać się w nauczycielu to absurd, dziwactwo, to coś sprzecznego z logiką...

    Wszystkie przypadki wykraczające poza normę mogłyby wydać się niemożliwe, a jednak się zdarzają, weźmy na przykład mnie! Nie ma nic nienormalnego w tym, że ktoś zakochuje się w osobie starszej, a zwłaszcza w "ideale", którym stają się wasi ulubieni nauczyciele.

    ZGADYWANKA

    Czy nigdy nie zastanawialiście się, dlaczego małe dzieci na pytanie: "Kim będziesz, jak urośniesz?" (pomijając oczywiście tancerkę i astronautę) odpowiadają: "Nauczycielem"? Hm, spróbujmy odpowiedzieć na to sami. Nauczyciele i wychowawcy są dorosłymi, których - pomijając rodziców i bliskich krewnych - ciągle oglądacie. Najpierw jako dzieci, potem jako nastolatki i młodzież. Z nauczycielami spędzacie pół waszego dnia. To oni mają za zadanie wpoić wam podstawy kulturowe oraz zbiór życiowych zasad, które pozwolą wam stać się odpowiedzialnymi dorosłymi ludźmi. Całe to wyjaśnienie służy podkreśleniu faktu, że nauczyciele są niezwykle ważnymi postaciami podczas waszego dorastania i że wszystkie sytuacje, które razem z nimi przeżywacie (wycieczki, zabawy, trudne pytania, odpisywane zadania, egzaminy) odcisną się w was na zawsze.

    RÓŻNE TYPY NAUCZYCIELI

    Nie ma wielu nauczycieli, którzy dają się kochać... ale ci, którzy są... są naprawdę ok.! Rozpoznaje się ich z daleka i naprawdę oprzeć się ich urokowi jest niemożliwością, zwłaszcza w waszym wieku - bo jeśli dorosły na to zasługuje, znajduje sobie miejsce w waszym sercu.

    Ci nauczyciele nie robią nic szczególnego, aby zasłużyć na złoty medal: zachowują się jak dobrzy nauczyciele i martwią się o swoich uczniów. Okazują zainteresowanie osiągnięciami (kulturalnymi!) swoich uczniów, są zawsze do dyspozycji. Wierzą w swoją pracę, często są młodzi i wkładają całych siebie w to, czego się podejmują.

    Z tej mieszanki najzwyczajniejszych, ale i najlepszych składników, powstaje super nauczyciel, nauczyciel idealny, który czyni wyrzuty, ale nie oblewa, który pomaga, ale nie ułatwia, który jest poważny, ale umie się śmiać razem z wami.

    Wydaje się wam, że zakochaliście się w takim nauczycielu czy nauczycielce (być może wiedząc, że mają rodzinę i wasza miłość skazana jest na niepowodzenie)? Nie bójcie się: oznacza to, że umiecie docenić osoby ok., niezależnie od ich wieku, i że rozpoznajecie wewnętrzne piękno, nawet jeśli kryje się pod maską poważnej instytucji (szkoły).

    CO ROBIĆ?

    Trzeba nazwać po imieniu to nowe uczucie: chodzi prawdopodobnie o czar, jaki wywiera na was nauczyciel; o ciche uwielbienie z waszej strony. Jest to z pewnością chwila dorastania: moment przejścia od identyfikacji (pragnienia jedności z podziwianym wzorem) do tożsamości (głębokiej potrzeby bycia sobą). Pozwólcie, aby nauczyciel stał się waszym przyjacielem, aby pomagał wam rosnąć, aby był dla was punktem odniesienia. On/a będzie wam towarzyszyć jako osoba, która edukuje (od łacińskiego - educere - co oznacza wydobywać na zewnątrz), wydobywając na zewnątrz to, co w was najlepsze. Do was należy skierowanie waszej uwagi na kogoś młodszego, być może podobnego do waszego ulubionego nauczyciela!

    9. Szkoła, o której marzę

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Człowiek zdrowy
    to człowiek, który kocha,
    który pracuje...
    i który się uczy!

    Zygmunt Freud

    Zwykle to nauczyciele pytają, żądają, odpytują. A gdyby choć raz role się odwróciły, dzienniki wylądowały w szufladach, a uczniowie i nauczyciele zaczęliby poważnie rozmawiać o szkole? Spróbujcie: mógłby to być nowy sposób na życie, na rozliczenie się z miejscem, które gości was przez lata, dzień po dniu, w którym pozostawiacie wycięte na ławce swoje imię (nie powinno się tego robić!), w którym się zakochujecie, uczycie, wystawiacie na próbę własne zdolności. Czy czujecie się na siłach, aby się zdobyć na ten eksperyment i zamiast piór i zeszytów wyjąć z plecaka wymagania, pragnienia i marzenia? A czy nauczyciele czują się na siłach, aby razem z wami zamiast dziennika i czerwonego długopisu wydobyć prośby, potrzeby i marzenia? Można się o tym przekonać.

    PO STRONIE UCZNIÓW

    "My, uczniowie, po uważnym przeanalizowaniu naszego położenia sądzimy, że szkoła jest doskonałym miejscem na rozpoczęcie poznawania świata. Tyle że świat nie składa się z nieustannych odpytywanek, egzaminów, stopni i zakazów. Jego elementami są również: komunikacja, wolność, telewizja, kino, sport, a także mniej lub bardziej ważne wydarzenia. Chcielibyśmy poznać te wydarzenia, wśród których poruszamy się jak wielcy ignoranci. Wiemy, że wy, nauczyciele, posiadacie dodatkowe narzędzia umożliwiające zrozumienie: kulturę, wiek, doświadczenie... Dlaczego więc nie poświęcicie kilku godzin na skomentowanie tego, co dzieje się poza szkołą, poza wkuwaniem na pamięć jakiegoś wiersza?

    Nie chcemy odpytywania po kolei, nie chcemy robić tego, co przychodzi wam do głowy, tak przypadkiem. Musicie pamiętać, że oprócz szkoły niektórzy z nas uprawiają sport, chodzą do świetlic parafialnych, spotykają się z przyjaciółmi. Jak sądzicie, jak może uprawiać sport nastolatek, który następnego dnia ma trzy kolokwia i jedną klasówkę?"

    SZKOŁA, ALE JAKA?

    Jak wygląda według was inna szkoła? "To taka, która pamięta, że jesteśmy ludźmi. Że jesteśmy młodzi. I pomaga nam w tym. Nie tylko za pomocą sankcji karnych, lecz także rozmów, zebrań, spotkań.

    Pragniemy szkoły otwartej również po południu, abyśmy mogli korzystać z jej sprzętu: komputerów, sal gimnastycznych, bibliotek. Pragniemy większej swobody organizacyjnej (mamy dość zwracania się o tysiąc pozwoleń na wykorzystanie sali projekcyjnej!) oraz bardziej bezpośredniego kontaktu z wami, nauczycielami. Dlaczego nie zorganizujecie kolokwiów także i dla siebie? Czy nie byłby to dobry sposób na wzajemne poznanie? Jednym słowem, kochani nauczyciele, może prędzej uda się nam wywrócić szkołę do góry nogami niż ją uporządkować. Jednak ponieważ nie mamy zbyt wiele czasu, prosimy was, abyście zrobili wszystko, co możliwe".

    PO STRONIE NAUCZYCIELI

    "My, nauczyciele, zdajemy sobie sprawę z waszych uczniowskich wymagań pamiętamy o nich zawsze, kiedy wchodzimy do klasy. Wiemy, że nie pasuje wam wzywanie was po nazwisku (ale czy wiecie, ilu imion musielibyśmy nauczyć się na pamięć?) i że dziennik was krępuje, ponieważ pokazuje wyłącznie to, czy nauczyliście się lekcji, a nie czy jesteście uczciwi, bystrzy i inteligentni. Chcielibyśmy zrobić więcej, móc dać więcej. Ale czasami i my pozwalamy prowadzić się za rękę obowiązkowym programom Ministerstwa i obowiązkowo wystawianym ocenom. Fakt, że nie mamy zbyt wiele czasu na swobodny dialog wcale nie oznacza, że was nie znamy. Domyślamy się, co czujecie wewnątrz i dlaczego dostajecie 3, kiedy moglibyście dostać 4 i pół".

    SZKOŁA JEST...

    "Oczywiście, przeszkadzają nam pewne zachowania (wskakiwanie na ławki, niegrzeczne odpowiedzi, spóźnienia), ale nie dlatego, że w szkole takich rzeczy się nie robi": takich rzeczy nie robi się nawet poza nią, w pracy czy w domu. Szkoła nie jest wyłącznie zimną i odległą instytucją. To żywe ciało, które reaguje i cierpi, jeśli jej uczniowie się buntują albo nie czują się swobodnie. Tak samo cierpimy my, kiedy widzimy was zmartwionych, nieszczęśliwych czy dalekich. Obiecujemy wam, że zrobimy wszystko, co tylko możemy.

    10. Mam zawistnego przyjaciela

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Czasami
    trzeba się zmienić,
    aby pozostać wiernym
    sobie.

    Newman

    Są przyjaciele mili, inteligentni, wrażliwi. Są także przyjaciele zawistni. Każdy z was ma z pewnością choćby jednego albo przynajmniej kogoś takiego zna. Przyjaciele, którzy patrzą na was trochę dziwnie, jakby chcieli powiedzieć: "Jaki masz ładny motor! A ja nie. Jaki masz ładny dom! A ja nie. Jaką masz ładną dziewczynę! A ja nie". A wy z tym samym dziwnym wyrazem twarzy odpowiadacie: "Przecież nie pożyczę ci mojej dziewczyny!".

    JAK NIE BYĆ SZCZĘŚLIWYM

    Zawiść, mówi ludowe przysłowie, jest trochę jak rzep: wszędzie dojdzie. Są przecież chłopcy i dziewczęta, którzy zazdroszczą wszystkiego: rzeczy materialnych i niematerialnych. W szkole spotkacie kolegów, którzy zazdroszczą wam waszych ocen. Wśród przyjaciół spotkacie kolegów, którzy będą zazdrościć wam tego, że możecie wracać do domu o 23.00 (podczas gdy oni muszą wracać o 22.45!), koleżanki, które będą zazdrościć wam koloru włosów, prostych nóg, zadartego nosa: utrapienie! Również dlatego że - jeśli dokładnie się temu przyjrzycie - to dziwne uczucie rodzi się najczęściej w osobach, którym do szczęścia niczego nie brakuje. Brakuje im być może woli bycia szczęśliwym!

    UWAGA!

    Czy zawiść - paskudna sprawa - uderza wyłącznie w innych, czy może stać się zagrożeniem również i dla was, młodych bystrych i czujnych? Zawiść nie wybiera. Wszyscy jesteście (jesteśmy) ewentualnymi przyszłymi zazdrośnikami. Przyzwyczailiście się, że zawsze wszystko macie (w domu, w szkole, w życiu, w każdej chwili)? Doskonale. A zatem bądźcie przygotowani na to, że możecie stać się zawistnymi zazdrośnikami, na dodatek zawsze w paskudnym humorze. Bo za pierwszym razem, kiedy coś nie pójdzie po waszej myśli, przemienicie się w najwścieklejszych ludzi na świecie. I udacie się na poszukiwanie małego rewanżu. I co za przypadek - natkniecie się na waszego kolegę ze szkolnej ławki, który mógł sobie pozwolić na zakup motorynki za 9 tysięcy (których odmówili wam wasi rodzice). I zawiść murowana. Kto was teraz zatrzyma?! Jak widzicie, przejście od spokojnej codzienności do chorobliwej zazdrości jest bardzo wąskie. Lepiej je omijać, przynajmniej nie stracicie przyjaciół i nie zostaniecie uznani za wrednych przyjemniaczków!

    ZAZDROŚĆ O PRZEDMIOTY

    Najczęściej spotykamy się z zazdrością o przedmioty. Zważywszy, że trawa w ogródku sąsiada jest zawsze bardziej zielona i że nie ma nadziei, aby nasza ją choć trochę przypominała, prawie naturalnie przychodzi nam obserwowanie innych i wzdychanie: "Zawsze mi czegoś brakuje". Pomalowanych paznokci, pierścionka z brylantem, daszka na czapce, dziesięciokolorowego długopisu, butów, które same chodzą. Zastanówcie się jednak dobrze. I bez pomalowanych paznokci, i bez butów, które same chodzą, życie i tak toczy się dalej! I jest tak samo piękne! Nikt nigdy nie potraktuje was źle tylko z tego powodu, że nie posiadacie przedmiotów, które czyniłyby was super modnymi. A przyjaciele, którzy prześlizgują się po was wzrokiem, bo w tym roku nie zmieniliście całej waszej garderoby, prawdopodobnie zazdroszczą wam tego, kim jesteście. Nie dajcie się wykiwać!

    ZAZDROŚĆ O OSOBĘ

    Zazdrościć innym ludziom tego, jacy są, to mało poważny sposób stawiania czoła życiu. Zazdrość w odniesieniu do postępowania przyjaciół i znajomych oznacza pragnienie dorównania im. Wy jednak nie jesteście tacy jak oni! Jesteście sobą! I tak jak nie możecie prosić kwiatka, aby stał się kotem, tak samo nie możecie wymagać od siebie przemiany w kogoś innego. Oto dlaczego nielogiczna jest zazdrość o osoby. Nikt przecież nie jest doskonały, ale wszyscy jesteśmy ludźmi: mniej lub bardziej urodziwymi, mniej lub bardziej sympatycznymi, mniej lub bardziej inteligentnymi. To właśnie "mniej lub bardziej" nas wyróżnia. I dobrze, że tak jest!

    Co zatem robić z tymi zawistnymi przyjaciółmi? Oczywiście trzeba ich zatrzymać i uświadomić im, że żywiąc nadzieję na posiadanie tego, czego nie mają, zapominają o dowartościowywaniu tego, co już posiadają. A jeśli nie będziecie mogli już znieść ich zawiści, zróbcie sobie w ciągu dnia kilkuminutowy odpoczynek: odetchnijcie głęboko i idźcie dalej. Warto żyć na przekór całej zawiści świata!

    11. Przyjaźń chłopak-dziewczyna

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Pozostaje fakt,
    że na odwrót
    zakocham się w tobie

    Irene Grandi

    Ktoś z tego żartuje: chłopak z dziewczyną nigdy się nie zgodzi, nawet jeśli się z nią zwiąże.

    Ktoś inny bierze sprawę na poważnie i tak komentuje: "Nie będą przyjaciółmi. Zaraz się zaręczą!".

    A jeszcze ktoś bardziej dojrzały i skłonny do refleksji nie wyklucza takiej możliwości, ale ma wiele wątpliwości...

    Kto ma rację? Wszyscy i nikt. Przyjaźń pomiędzy mężczyzną a kobietą to nie żaden pięciogłowy potwór, który wypełzł prosto z jakiegoś koszmarnego komiksu: nie należy się jej bać ani wyśmiewać, ani też myśleć o niej jak o czymś bardzo dziwnym.

    Często chłopcy odkrywają, że dziewczęta posiadają mózg (to już nieźle!) i że całkiem dobrze się nim posługują, że są wspaniałymi powiernikami, spokojnymi i godnymi zaufania. Ze swej strony dziewczęta odkrywają, że chłopcy nie siedzą godzinami w łazience, żeby się "wyszykować", nie owijają niczego w bawełnę i zawsze docierają do sedna (nawet aż za bardzo!), umieją naprawdę kochać.

    ZALETY

    Przyjaźń męsko-damska ma jedną wielką zaletę: jest uczciwa i wolna. Nie boi się zawiści (czającej się zawsze, gdy mamy do czynienia wyłącznie z dziewczętami) czy dumy (tak wszechobecnej w męskiej przyjaźni). Nie rozpada się przez skradzionego przyjaciółce od serca narzeczonego ani przez przegrany mecz. Nie pochyla się przy pierwszym podmuchu wiatru: jest w stanie wytrzymać ewentualne problemy, niezrozumienia czy trudności. Jeśli chłopaka i dziewczynę łączy prawdziwa przyjaźń, to mogą być pewni, że dokądkolwiek zaprowadzi ich życie, szkoła, koledzy, na zawsze pozostanie między nimi czerwona nić, będąca w stanie ich połączyć. Będą sobie towarzyszyć w trudnych chwilach, pomagać w rozwiązywaniu problemów przez duże P, kontynuując jednocześnie własną drogę. Będą dla siebie trwałym punktem odniesienia. Uścisk dłoni nie będzie oznaczać: "Czy chcesz ze mną chodzić?" ale raczej "Jestem przy tobie". Badawczy wzrok nie będzie mówił: "Jesteś racją mojego istnienia" ale "Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć". A kiedy słowa już nie wystarczą, zastąpi je obecność, milcząca ale czynna, obecność, która pojawiła się specjalnie po to, aby pomóc w odrabianiu lekcji, aby razem powtarzać, aby doradzić.

    A JEŚLI...

    A jeśli, ktoś zadaje sobie to pytanie, z tego rodzaju przyjaźni - pięknej i głębokiej - narodzi się coś jeszcze głębszego? Jak się zachować? Uratować przyjaźń i powiedzieć stop miłości, a może dać upust miłości i zapomnieć o przyjaźni? Nic z tych rzeczy.

    Prawdziwa miłość rodzi się z przyjaźni, tzn. ze związku, który już jest głęboki, w którym dwoje ludzi naprawdę się poznało i nauczyło się wzajemnego szacunku do siebie wraz ze swoimi wadami i zaletami.

    Nie znaczy to, że każda przyjaźń przemienia się w miłość. Dwoje ludzi może się przyjaźnić i każde z nich może być związane z kimś innym. Oczywiście nie powinno to wywoływać scen zazdrości i gróźb typu: "Ja jestem twoją dziewczyną, a tej tam nie wolno ci się zwierzać". Nie jest przecież powiedziane, że ten, kto zwierza się przyjaciółce, nie zwierzy się później swojej dziewczynie.

    Przyjaźń i miłość to dwie górskie ścieżki: każda biegnie własnym szlakiem, ma swoje zakręty i trasy. Może się jednak zdarzyć, że w pewnym miejscu te dwie ścieżki połączą się w jedną albo że połączą się tylko na krótkim odcinku drogi, aby następnie znowu biec równolegle.
    Jak widzicie, istnieje wiele możliwości: do przyjaciół należy decyzja, co robić, jak zmieniać wzajemne relacje.

    PAMIĘTAJCIE JEDNAK...

    Przyjaźń męsko-damską należy traktować poważnie. Dotyczy to obojga zainteresowanych. Nawet jeśli was to kosztuje, bądźcie szczerzy wobec siebie i uczciwi względem przyjaciela/ółki. Nie pozostawiajcie spraw niedopowiedzianych, w domyśle. Jeśli interesuje was prawdziwa przyjaźń, w porządku. Jeśli jednak odkryjecie, że w głębi kryje się coś innego, nie wzbraniajcie się nazwać tego po imieniu.

    Bądźcie gotowi dawać i przyjmować sympatię. I bądźcie czujni, by nazywać sympatią to, co nią rzeczywiście jest i przyjaźnią to, co jest przyjaźnią...

    Pamiętajcie też na koniec, że jeśli w przypadku przyjaźni pomiędzy dwiema dziewczętami czy dwoma chłopcami potrzeba wiele zaangażowania, to w przypadku przyjaźni "mieszanej" potrzeba wiele powagi i ogromnego pragnienia trwałych związków. W przeciwnym razie możemy wszystko zniszczyć. A byłoby szkoda!

    12. Jakie towarzystwo jest właściwe?

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Przyjaciel jest...
    osobą uczciwą tak jak ty,
    osobą, która nie wygłasza kazań,
    która cię nie osądza,
    pomiędzy tobą a nim pozostaje podzielona
    na dwoje ta sama dusza.

    Baldan Bembo

    To, z którym się spotykacie, prawda? To, dla którego zrobilibyście wszystko, to dla którego warto się poświęcać, sprzeczać się w domu z mamą. To, gdzie "wszyscy to twardziele, w przeciwnym razie ich nie chcemy". To, które jest w porządku, pod każdym względem, i żadne inne - bo właśnie wy do niego należycie. To, które... (zupełnie jak drużyna piłkarska) udziela pozytywnej odpowiedzi na niezwykle ważne pytanie: czy zostanę przyjęty, czy będą o mnie zabiegać, czy mnie docenią?

    WŁAŚCIWE JEŚLI...

    Być może nie zadajecie sobie tego pytania, zadowoleni z waszego towarzystwa, ale ktoś, kto poszukuje, przelatuje niczym motyl z kwiatka na kwiatek, porzuca jedno towarzystwo i odnajduje następne, ciągle nie znajdując ani trwałości, ani zadowolenia. Jak sprawdzić, czy trafiliście na to właściwe? To proste, bardzo proste. Towarzystwo jest w porządku wtedy i tylko wtedy gdy (dzięki temu zadowolimy również nauczycieli matematyki):

    1. Jest poważne
    Stop! Nie zaczynajcie się skarżyć i mówić, że nie lubicie rzeczy poważnych. Powagi towarzystwa nastolatków nie mierzy się poprzez zsumowanie, ile razy pomogli staruszce przejść przez jezdnię, ale sprawdzając, czy w potrzebie obowiązuje zasada "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Ważne, abyście naprawdę czuli się otoczeni przez osoby, które nie tylko was rozumieją, ale i pomagają wam, jeśli znajdziecie się w kłopotach. Niezależnie od tego, czy będzie chodziło o błahostkę, czy o poważny problem.

    2. Śmieje się ale...
    Towarzystwo, które jest w porządku - niezależnie od wieku - umie się śmiać. Atmosfera powinna być radosna i beztroska. Musicie się w nim czuć jak w domu, wśród przyjaciół. Powiedzonko i żart to doskonałe przyprawy, aby stworzyć wspaniałą grupę nastolatków... Dlaczego? Dlatego, że jeśli ktoś uśmiecha się na zewnątrz, jest bardzo prawdopodobne, że uśmiecha się i w głębi. A jeśli ktoś uśmiecha się w głębi, życie nabiera dla niego zupełnie innych barw.

    3. Umie mówić
    Oprócz uśmiechu i zabawy potrzebna jest jeszcze jedna przyprawa: otwarcie albo szczerość (wybierzcie to, co wam się bardziej podoba). Hasło bojowe brzmi zwykle "dialog za wszelka cenę". I należy się do niego stosować zawsze - niezależnie od tego, czy się zgadzamy, czy też skaczemy sobie do oczu, ponieważ jak zwykle komuś nic nie pasuje i myśli, że odkrył Amerykę. Komunikacja na 360 stopni wzmacnia przyjaźń i pozwala jej wzrastać w oparciu o odmienności... Jesteśmy jedyni na świecie, bo się różnimy. I kiedy inni obdarzają nas sympatią, przyjaźnią, miłością i szacunkiem, odczuwamy naszą odmienność jako coś pozytywnego. Nie tylko: kiedy odwzajemniamy te uczucia, uznajemy, że również i oni są jedyni, i że ich oryginalność jest rzeczą pozytywną!

    4. Mamy coś wspólnego
    Może to być ukochana drużyna, pasja do śpiewów gregoriańskich albo wymienianie się pachnącymi gumkami. Wystarczy mała drobna wspólna cecha, lub "wspólne zaangażowanie": począwszy od pragnienia poświęcenia odrobiny własnego czasu innym, a skończywszy na popołudniu spędzonym w parafialnej świetlicy na malowaniu plakatów.

    Czy kiedy jesteście w waszym towarzystwie, pośród osób, które myślą tak samo jak wy (i które szanują wasze poglądy), czujecie się wolni, możecie być tacy, jacy jesteście naprawdę, nie lękając się ich oceny? Jeśli tak, to możecie uważać się za szczęśliwców. Należycie do właściwego towarzystwa.

    Z REALIZMEM

    Właściwe towarzystwo nie musi koniecznie przypominać "Asów z klasy" (bylibyście zbyt wielkimi szczęściarzami). Nie musi się wcale składać z oszałamiających egzemplarzy, inteligentnych, rozważnych, z dobrych rodzin, zamożnych: to byłaby bajka... zresztą nieprawdziwa!

    Ważne, aby towarzystwo składało się z osób, które kochacie i z którymi "możecie podzielić się waszą duszą". Resztę... zbudujecie razem.

    Powodzenia!

    13. Ciąża: przyjaciele, co mamy robić!

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Każdego dnia
    razem z tobą
    będę wzrastać.

    M. Caggiano

    Wiadomość powoli i bezszelestnie się rozchodzi. Mimi (nazwijmy tak naszą koleżankę) od jakiegoś czasu nie przychodzi do szkoły. Przeziębienie, kaszel, coś poważniejszego: każdy z was ma własną teorię. Nikt do niej nie dzwoni, nikt nie zanosi jej lekcji. W końcu ktoś z was bardziej zdecydowany od pozostałych postanawia ją odwiedzić. I odkrywa prawdę. I wtedy zaczynają się kłopoty. Dla Mimi? Nie, dla was!

    Dla Mimi cała historia rozpoczęła się kilka miesięcy wcześniej, kiedy postanowiła "być dorosła" razem ze swoim chłopcem. Odłożyła na bok rady nauczycieli, wychowawców, siostry zakonnej i dała się ponieść. Mimi bardzo kocha swojego chłopca: podarowanie mu własnej kobiecości wydało się jej rzeczą jak najbardziej naturalną.

    Wiadomość z siłą tornado rozchodzi się po klasie, wstrząsając spokojnymi porankami studentów XXI wieku.

    NA POCZĄTKU...

    Na początku niedowierzanie opanowuje wszystkich. Nikt - od przyjaciółki od serca Mimi do jej najbardziej zagorzałej przeciwniczki - nikt nie potrafi zrozumieć, jak to się mogło stać. Klasa, która do tej pory stoczyła solidarnie twarde walki z cieciami, dyrektorami, pismami z Ministerstwa, teraz poczuła się wymanewrowana. "Zazwyczaj takie rzeczy zdarzają się na filmach - ktoś pomyśli - albo ludziom, których nie znamy". A tymczasem Mimi znają wszyscy. Byliście na jej urodzinach, razem z nią odrabialiście lekcje. Wy, dziewczęta, składałyście jej gratulacje z powodu tego wspaniałego chłopaka, którego sobie znalazła.

    Wy, chłopcy, widzieliście, że jest miła i szczera. Jednym słowem ok., a teraz... w ciąży? Wręcz nie wierzycie. Co zrobi Mimi? A jej rodzice, co jej powiedzieli? A jej chłopak: uciekł czy przyjmie na siebie odpowiedzialność?

    Już nie uważacie na lekcjach. Macie co innego na głowie. W klasie panuje zamieszanie: czas, aby powziąć decyzje.

    ZA I PRZECIW MIMI

    Jak w każdej problematycznej sytuacji tyle pomysłów, ile głów. W waszej wspólnocie również utworzyły się partie. Ktoś będzie bronił Mimi; ktoś inny nie będzie chciał o niej w ogóle słyszeć.

    Wy, którzy jesteście za Mimi, musicie postanowić, co zrobić, aby konkretnie jej pomóc. Przede wszystkim, ktoś podpowie, Mimi nie powinna porzucać szkoły. Trzeba pomóc jej w lekcjach. Trzeba też wesprzeć ją moralnie. Już i tak dobrze, że nie usunęła dziecka. Teraz musi czuć się kochana, akceptowana, aby dać miłość nowemu życiu, które się w niej rozwija.

    Wy, którzy reprezentujecie "twardą postawę", wbiliście sobie do głowy, że Mimi nie może już należeć do waszej klasy: to wstyd - myślicie - że wasza koleżanka jest w ciąży. A jeśli to wyjdzie na jaw? Wszystkie swoje wysiłki skupiacie na przeszkadzaniu albo, co gorsza, na ignorowaniu sprawy. Z pewnością nie można o was powiedzieć, że jesteście wyjątkowo wrażliwi. Prawdopodobnie Frankenstein okazałby się lepszy od was!

    DO WSZYSTKICH

    Dla was wszystkich z klasowej wspólnoty, którzy na pewno nie macie koleżanki o imieniu Mimi, ale którzy możecie się natknąć na podobną sytuację - jedna tylko rada: twórzcie sobie frakcje, sprzeciwiajcie się, złośćcie (jeśli to możliwe to nie na Mimi, która ma teraz co innego na głowie), wyładujcie się, ale nie osądzajcie. Nie szukajcie wyjaśnień, których nie będziecie i tak mogli znaleźć. Pracujcie na materiale, który macie do dyspozycji: dziewczyna, która bardzo szybko stała się kobietą i nie ma już odwrotu. Krytykę i osądy pozostawcie tym, którzy bardzo chętnie dokleją jej etykietkę: "To łatwa dziewczyna". Nie będą już jednak tacy zdolni, żeby zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Wszyscy razem dołóżcie starań i dodajcie siły dziewczynie, którą katapultowano w to ciężkie doświadczenie dorosłego życia.

    Wyrzućcie na śmietnik kazania typu: "Powinnaś była uważać, zobacz, w co się wpakowałaś" i pomóżcie jej; dziecko, które nosi w swym łonie, ma prawo do wielkiej miłości. Na końcu tej drogi odkryjecie, że dorośliście i będziecie zadowoleni.

    14. Niecenzuralne słowa: stop!

    E. Giorfano - T. Lasconi - G. Boscato

    Piękno wewnętrzne
    objawia się w rzeczach małych,
    w drobnych gestach,
    w krótkich wyszeptanych słowach

    Anonim

    Wywiad z chłopcem lub dziewczyną - takimi jak wy:

    P. Co to są niecenzuralne słowa?
    O. To słowa... niecenzuralne (w takim znaczeniu, że są pogardliwe, obraźliwe, itd.).
    P. Używasz niecenzuralnych słów? (Mamy nadzieję, że nie!)
    O. To nie twoja... "bip" sprawa.

    Do diabła, eksperyment się nie udał. Niecenzuralne słowa są jak kurz: nawet jeśli go zetrzesz, powróci, jeśli wyrzucisz go oknem, powróci drzwiami. Zwłaszcza w waszym wieku. I co za przypadek, im bardziej mama zmusza was do posługiwania się "poprawnym" i czystym językiem, tym częściej wy używacie niecenzuralnych słów!

    Jak wyjść z tego zaklętego kręgu?

    GDZIE RODZĄ SIĘ NIECENZURALNE SŁOWA

    Przede wszystkim z jednym musimy się zgodzić, w przeciwnym razie możemy zagubić się w szczegółach i nie uchwycić sedna problemu. Niecenzuralne słowa - zanim wyjdą z naszych ust - rodzą się w "środku", u źródła uczuć: tam, gdzie każdy człowiek postanawia, kim jest dla innych i kim inni są dla niego. Wyobraźmy sobie grupę pań zgromadzonych w salonie i pijących herbatę. W samy środku ceremonii wchodzi do salonu dziecko pani domu, która zapomniała swej pociesze założyć pieluszkę i załatwia swoją potrzebę na dywanie. Dziecko jest "egocentryczne", biedactwo, stawia siebie w centrum całego otaczającego je świata i nie potrafi wziąć pod uwagę cudzych wymagań. Zaproszone panie zrobią dobrą minę do złej gry i powiedzą upokorzonej gospodyni: "jakie ma pani miłe dziecko!".

    WULGARNOŚĆ TO...

    Wulgarny to ktoś taki