Adwent

Dokąd idziesz? (1. adwentu)

refleksja na 1. niedzielę adwentu rok A
Przemysław Solarski sdb

Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom. - Z Listu do Rzymian

Pytanie, które ponoć Piotr uciekający z Rzymu zadał spotkanemu Jezusowi idącemu w kierunku przeciwnym – czyli słynne quo vadis?, nie było pewnie pierwszym i nie jest ostatnim z tej serii. I właśnie dziś, w pierwszą niedzielę Adwentu, kiedy przyglądam się pielgrzymce ludzi z proroctwa Izajasza czy z psalmu Dawida, zadaję sobie pytanie: Dokąd idę ja? Jaki jest cel mojej drogi? Myślę, że na początku nowego roku liturgicznego to pytanie ma szczególny wydźwięk. Wszak początek zwykle zapowiada, że będzie też koniec, czyli meta, cel. I choć może cykliczność liturgii daje iluzję kręcenia się w kółko i powracania do tych samych dróg, jednak nie dajmy się zwieść – wracamy do tych samych treści, ale w jakimś sensie nie jesteśmy tymi samymi ludźmi co przed rokiem i świat już nie ten sam, a te same słowa mogą zabrzmieć zupełnie inaczej w zmienionej rzeczywistości. Ze słowem Bożym jest jak ze znakami na drodze, niby te same, ale droga już inna, sytuacja na drodze się zmienia cały czas. Trzeba być uważnym i trzeba się ciągle trzymać wyznaczonego celu.

Celem pielgrzymki narodów, o której mówi Izajasz, jest Syjon i świątynia Boga, czyli Tego, który króluje, uczy właściwego sposobu postępowania, sądzi, wprowadza pokój. Celem pielgrzymki z pieśni Dawida jest jerozolimska świątynia, dom Boga, czyli Tego, który króluje, opiekuje się ludźmi, wprowadza pokój. Celem Kościoła, a więc i każdego chrześcijanina, jest nadejście dnia Chrystusa, czyli Tego, który króluje, naucza, sądzi, uzdrawia, zbawia i wprowadza pokój przez płynącą z krzyża krew oczyszczenia i napoju życia. Wszyscy do czegoś zmierzają, wszystko ma swój cel. Nawet noc wie, że musi ustąpić słońcu, a uczynki ciemności muszą być wymienione na zbroję światła, bo taki jest cel zbawienia, czyli obudzenia się ze snu śmierci.

Adwent znów przypomina, że nasze życie nie jest w stanie uniknąć prawa celowości. Ono też ma swój główny i ostateczny cel, a zmierzając do niego, przechodzi przez małe, szczegółowe i pośrednie cele, które stają się środkami do celu zasadniczego. To, co robimy w życiu, jest wplątane w ten cel nadrzędny, nawet jeśli w poszczególnych momentach nie uświadamiamy sobie tego i nie zawsze wykonując coś, zastanawiamy się, w jakim celu to robimy. Wszak cel ostateczny istnieje niezależnie od naszej świadomości, ale im lepiej go rozumiemy, tym sensowniej żyjemy, wiedząc po co. Przy okazji łatwiej unikamy takich decyzji, które właściwie nie wiadomo, po co podejmujemy, bo akurat „z tej mąki nie będzie chleba”.

Dla podtrzymania nadziei (2. adwentu)

refleksja na 2. niedzielę adwentu rok A
Sosna

To, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję. (Rz 15,4)

Z przerażeniem i trwogą rodziny górników z kopalni San Jose w Peru przyjęły wieść o katastrofie na głębokości blisko siedmiuset metrów pod ziemią. Ze współczuciem i ogromnym zainteresowaniem świat, poprzez media, śledził bieg wydarzeń. Po wielu godzinach szoku, dezorientacji, bezsilności dotarła ta najbardziej oczekiwana informacja: żyją! Długo przed wydrążeniem szybu ratunkowego ziemię z jednej i drugiej strony przewierciła nadzieja. Po 69 dniach walki o przetrwanie na powierzchnię wyszli wszyscy z 33 uwięzionych górników. Przez te długie dni nadzieję podtrzymywały rodziny, żony i dzieci, ratownicy, specjaliści, sprzęt, ludzka solidarność, modlitwa. Po raz kolejny nadzieja nie zawiodła.

A zatem, czym ona jest? Wydaje się być uzasadnionym przekonaniem w osiągnięcie, obecnie jeszcze niedostępnego lub utraconego wcześniej, dobra. Zakres tego uzasadnienia wyznacza z jednej strony potencjał i kreatywność ludzkiego rozumu, z drugiej wiara w nieograniczoną wszechmoc Boga. Jest delikatnym darem, i choć podtrzymuje w nas wiele, sama również wymaga podtrzymywania.

W prawdzie pokutuje tu i ówdzie powiedzenie, że nadzieja jest „matką głupich”. Ale chodzi może o sytuacje, gdy człowiek ma nadzieję, że będzie żył 300 bądź 400 lat. Lub że wyrosną mu skrzydła i zacznie latać niczym ptaki. Taka nadzieja może być faktycznie matką naiwnych, wręcz niemądrych.

Adwentowa liturgia oraz święte teksty karmią naszą nadzieję na przyjście Tego, który nas zbawi od grzechu – największej niewoli człowieka. Który wydobędzie nas, niczym owych górników, z dołu zagłady, z błotnego grzęzawiska (Ps 40). Uzasadnieniem naszej nadziei jest wierność Boga wobec danych obietnic. To, co zapowiedział, to wykonał. Nie dał obietnicy, z której by się wycofał, nie dotrzymał, złamał. Jego słowa nie rozminęły się z czynami. Czytając i rozważając Pisma, czytamy i rozważamy uzasadnienie naszej nadziei. Dając Biblię naszym siostrom i braciom, podtrzymamy również ich nadzieję. Jej treścią, istotą jest Jezus. Ma ona zatem twarz i imię. Taka nadzieja zawieść nie może!

 

Odwagi! (3. adwentu)

refleksja na 3. niedzielę adwentu rok A
Sosna

Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto - pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by was zbawić. (Iz 35,1-6a)

Lęk, strach jest negatywny stanem emocji związanym z przewidywaniem nadchodzącego z zewnątrz lub pochodzącego z wewnątrz niebezpieczeństwa. Objawia się jako niepokój, uczucie napięcia, skrępowania, zagrożenia. Jest jedną z podstawowych cech mających swoje źródło w instynkcie przetrwania. Naturalną reakcją człowieka na jego obecność jest ucieczka lub walka. Któż z nas nie przeżywał stanu strachu, ile razy miał on wielkie oczy? Błyskawicznie ocenialiśmy swoje możliwości oraz bezradność wobec zagrożenia. Prawie zawsze szukaliśmy wokół siebie kogoś lub czego – na pomoc!

Lęk ludzi biblijnych potęgowała obawa przed opuszczeniem ze strony Boga – siły ostatecznej wobec wszelkiego zła. Jeśli nie Bóg, to któż nas uratuje? Poczucie osamotnienia bywało subiektywnie odczuwane, zwłaszcza wobec groźby utraty państwa.

Obudź się, wyjdź mi na spotkanie i zobacz,
bo Ty, Panie, Boże Zastępów, jesteś Bogiem Izraela. Ps 59

Odrzuciłeś nas i złamałeś, Boże,
Któż mnie wprowadzi do miasta warownego?
Któż mnie doprowadzi aż do Edomu?
Czyż nie Ty, Boże, który nas odrzuciłeś
i już nie wychodzisz z naszymi wojskami? Ps 60

Dlatego przyjście Jezusa, to zapowiedź ostatecznego zwycięstwa nad złem. To uwolnienie od lęku. Uwolnienie od największego nieprzyjaciela zbawienia – diabła. Teresa z Avila zapytana, czy boi się diabła, odpowiedziała: „Jego się nie boję! Boję się ludzi, którzy się go boją”. Chrześcijanin to człowiek odważny. Tym, który dodaje nam odwagi, bo nie odstąpi od nas jest Emmanuel – Bóg z nami.

Nazwijmy zatem swoje lęki po imieniu. Zarówno te małe, codzienne, oczywiste. Poszukajmy ich prawdziwych powodów, popatrzmy w oczy naszego strachu, aby następnie oddać to wszystko Temu, który nie zna lęku, gdyż przed Nim zgina się wszelkie kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych (zob. Flp 2, 10-11).

 

Mocna lekcja (3. adwentu)

refleksja na 3. niedzielę adwentu rok A
Wojtek Kułak

Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?

W państwie żadne zmiany polityczne nie zachodzą, a Mesjasz przecież miał wyzwolić Izraela, uczynić z niego wolny naród. Ten zaś, który uważa się za Mesjasza uzdrawia „jedynie” poszczególne osoby. To, co robi, rzeczywiście jest nadzwyczajne, ale wszyscy czekają na politycznego przywódcę, herosa, wyzwoliciela.

Niektórzy twierdzą, że Jan Chrzciciel także uległ takiemu myśleniu, dlatego wysyła swoich uczniów, aby dowiedzieli się od Jezusa, czy On faktycznie jest Mesjaszem. Zwątpienie? Może. Ten mocny prorok znad Jordanu, ten nawołujący z Pustyni Judzkiej mężczyzna potrzebuje potwierdzenia. Zamknięty w więzieniu, chce wiedzieć, czy ten, którego chrzcił w Jordanie, jest Synem Boga. Chrystus nie odpowiada bezpośrednio. Nie daje oczywistej odpowiedzi. Raczej zmusza Jana, aby sam na stawiane przez siebie pytania znalazł odpowiedź.

Jakże wymagającym Bogiem jest Słowo, które stało się Ciałem! Nie zwalnia człowieka z myślenia, każe poszukiwać, stawiać pytania, znajdować na nie odpowiedzi, wyciągać wnioski na podstawie tego, co widzi, w czym uczestniczy, czego doświadcza. A przecież łatwiej byłoby powiedzieć: Tak, ja jestem Mesjaszem, na którego czekaliście. A On nas „męczy”... Bo jest Nauczycielem.

 

Bóg kocha rodzinę! (4. adwentu)

refleksja na 4. niedzielę adwentu rok A
Sosna

Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. (Mt 1, 19-22)

Idealna rodzina nie jest rodziną bez problemów, gdyż to właśnie umiejętność radzenia sobie z problemami pokazuje prawdziwą wartość i jedność rodziny. Statystyki pokazują, że na sto małżeństw aż trzydzieści trzy rozwodzi się w pierwszych pięciu latach swojego pożycia. Widzimy, jak rożne grupy próbują dokonać re-definicji rodziny, osłabiając jest tradycyjny model i znaczenie, tworząc nowe, dziwne hybrydy społeczne. Polityka państwa również wydaje się być daleka od pro rodzinności. Te sytuacje każą nam szczególnie wspierać i modlić się za młode małżeństwa i rodziny.

Niejako w przededniu Bożego Narodzenia ewangelia pozwala nam zobaczyć wewnętrzne trudności, jakie przeżywał Józef – głowa Świętej Rodziny. Lęk przed odpowiedzialnością wynikający z niezrozumienia swojej sytuacji i zadania okazał się powodem to planowanego rozstania.

Tymczasem Jezus przychodzi na świat poprzez rodzinę. Uświęca ją w ten sposób i pokazuje jej wartość. Bóg pomaga rodzinie, dając siłę i natchnienie, pokazując drogi wyjścia z problemów. Bóg kocha rodzinę!

Rola głowy rodziny jest nie do zastąpienia. Mężczyzna – ojciec jest tym, który daje poczucie bezpieczeństwa swoim najbliższym. Nie tylko to ekonomiczne, materialne. Ale przede wszystkim to moralne, duchowe, emocjonalne. Jego siła moralna jest oparciem dla najbliższych i gwarancją pokoju.