nr 36/2011
Marzenna Plewa-Dziurdzia

Idealnie nie trafiam w czas

Dodano: 21 listopad 2011 r.

Z Mieczysławem Szcześniakiem rozmawia Marzenna Plewa-Dziurdzia

Mieczysław Szcześniak – utytułowany wokalista jazzowy, soulowy i popowy. Laureat wielu konkursów, przeglądów oraz festiwali w Polsce i za granicą. Właściciel jednego z najlepszych głosów wśród polskich wykonawców. Urodzony w Kaliszu, od ubiegłego roku jest jego ambasadorem. Akcja wideoklipu do jedynej piosenki z polskim tekstem zapowiadającej najnowszą płytę Mietka Rzeczy dzieją się – w reżyserii Patrycji Woy-Wojciechowskiej – rozgrywa się w mieście nad Prosną. Premiera pierwszego anglojęzycznego krążka Szcześniaka Signs, współprodukowanego przez Wendy Waldman, zapowiadana jest na koniec tego roku.

Dlaczego Pan śpiewa?

– Dlaczego śpiewam? Bo mam taki talent i naprawdę to lubię.

Pański talent przechodził kolejne etapy rozwoju, a słucham tego, co Pan śpiewa od dawna. Jaka jest różnica między Mieczysławem Szcześniakiem wykonującym tekst Jestem luźny tak… a tym, który uczestniczy w warsztatach i koncercie Gospel Joy? Co się w Panu zmieniło?

– Nie zmieniło się wiele oprócz doświadczenia, dojrzałości w głosie i muzykowaniu oraz bardzo świadomym decydowaniu się na słowa i poczynania życiowe. Jest tak, że piosenki to zapis mojego życia, jak pamiętnik.

Chciał Pan być aktorem.

– Miałem pomysł na szkołę aktorską. Zrezygnowałem w pociągu do Łodzi, dokąd jechaliśmy z kolegą składać dokumenty. Podczas tej dwugodzinnej podróży uświadomiłem sobie, że jako aktor będę bardzo zależny od całego sztabu ludzi, a to mi nie odpowiada. Bycie aktorem jest poza tym tak trudnym zawodem…

A bycie wokalistą jest łatwe?

– Daje dużo więcej wolności artystycznej, ma w sobie zdecydowanie mniej zależności.

Naprawdę?

– Wybiera się i tworzy piosenki w zasadzie samotnie, niezależnie. Później dopiero trzeba „dzieło” pokazać światu i wtedy występuje ten cały szereg zależności, bo pomiędzy odbiorcą i twórcą są media, które twórczość udostępnią bądź nie. Dzięki temu istnieje się w świadomości ludzi albo nie ma takiej szansy. Sam proces twórczy jest autonomiczny i zależy od koncepcji muzyka i jego wyborów. Praca aktora zaś jest pełna takich zależności prawie na każdym etapie.

Wtedy, przed laty, w tym pociągu pomyślałem, iluż to ludzi będzie ciosało mi kołki na głowie i prowadzało na bardzo krótkim pasku, ilu będzie mnie oceniało, zanim cokolwiek pokażę, zanim zdążą mnie poznać. Jak wiele stereotypów trzeba będzie przełamać i masek przy tym zdjąć (to akurat byłoby ciekawe i „opłacałoby się” tego doświadczyć).

Pomyślałem, że w muzyce znajdę więcej wolności, którą sobie cenię i jej potrzebuję. W związku z tym kolega złożył dokumenty, zdał do łódzkiej filmówki, a ja w ogóle nie wystartowałem. Miałem tę pewność…

?

– Zaowocowała ona niezdaniem egzaminów wstępnych do Akademii Muzycznej w Katowicach (na Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej – przyp. red.).

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA