Całość muzyki The Living Stones jest bardzo ciekawa. Każdy numer ma swoją własną ścieżkę i różni się od pozostałych. Ma swój charakter, melodię i wraz z zabawnie czasem rymującymi się tekstami, budzi zaciekawienie i zapada w pamięć.
Zespół, o którym chciałbym dziś państwu opowiedzieć, rozpoczął swoją działalność w roku 2000. Jednak, wbrew rachunkowi matematycznemu, nie ma on ośmioletniego stażu na scenie... Jak to możliwe, zapytacie? Ano w Polsce wszystko jest możliwe. W międzyczasie zespół na trzy lata zawiesił działalność, m.in. w związku z masową w owym czasie (trzecią już w historii naszego kraju) "migracją za chlebem".
Powróciwszy jednak zza światów do grona żywych w 2006 roku, w zreformowanym składzie podjął na nowo swoją ideę, kontynuując misję "ewangelizacji młodych ludzi z różnych środowisk poprzez rockową muzykę". Obecnie szeregi "Żyjących Kamieni" zasilają: Grzegorz Kamiński (gitara, wokal), Dorota Kozak (wokal), Daniel Potecki (bas), Mariusz Prokopczuk (gitara akustyczna), Krzysztof Olszewski (perkusja), Andrzej Żarnecki (klawisze).
The Living Stones ma na koncie dwie płyty. Pierwsza, zatytułowana "Płyń pod prąd", światło dzienne ujrzała tuż przed rozpadem zespołu w 2003 roku. Druga, "Przyjaciel", nagrana, jak nie trudno się domyślić, w drugim "rozdziale" działalności zespołu. Muzykom udało się również zagrać szereg koncertów w licznych miastach naszej pięknej ojczyzny, głownie za sprawą i przy pomocy lokalnych kościołów chrześcijańskich. Wzięli również udział w kilku festiwalach i imprezach charytatywnych. Po zreformowaniu zaś zagrali dwa koncerty w zakładach poprawczych, zgodnie ze wspomnianą ideą niesienia Ewangelii młodym z różnych środowisk, zatem również tym, którzy pogubili się nieco w życiu. W 2000 roku pojawili się również w Żarach, gdzie wystąpili na scenie "Przystanku Jezus".
Członkowie zespołu należą do różnych wyznań chrześcijańskich, więc dobrze rzuciło się w oczy co bystrzejszym z Was powyższe wieloznaczne stwierdzenie: "kościołów chrześcijańskich". Dlatego też The Living Stones grywają w różnych świątyniach, zapraszani przez różnych duchownych, wzorowo krzewiąc tym samym idee ekumenizmu.
Na swoich dwóch dotychczasowych wydawnictwach ten sekstet zaprezentował światu łagodny rock, pełny żeńskich wokali (niemniej męskich też uświadczyć można). Miłemu kobiecemu głosowi akompaniuje bardzo "swobodna" gitara i ciekawy, delikatny podkład klawiszowo - elektroniczny. Perkusja, może nie specjalnie widowiskowa, ale pełna wyczucia, ma dobry rockowy pazur. Całość muzyki The Living Stones jest bardzo ciekawa. Każdy numer ma swoją własną ścieżkę i różni się od pozostałych. Ma swój charakter, melodię i wraz z zabawnie czasem rymującymi się tekstami, budzi zaciekawienie i zapada w pamięć. Zresztą, teksty i wokalizy to oddzielna sprawa w tym przypadku. Pierwsze są bardzo pomysłowe, a drugie urozmaicone i, co jest mi bardzo miło stwierdzić i co podkreślam, nie ma tu "zawodzenia ciągle na tę samą modłę". Miło słucha się tej muzyki i nie odczuwa się znużenia przy kolejnym odsłuchiwaniu.
Jeśli mam na koniec w kilku słowach nieco bardziej subiektywnie opisać ten zespół, to muszę przyznać, że jest w ich muzyce coś, co mnie uderza. Jest coś, co sprawia, że The Living Stones zostanie w mej pamięci bez wątpienia na dłużej. Przyznaję, że nie jestem wielkim miłośnikiem takiego rodzaju muzyki. Owszem, nie brak jej polotu, co już sygnalizowałem, i jest w niej sporo świeżości, jednak to nie to mnie tak ujęło. Muszę przyznać, robi na mnie wrażenie duża odwaga liryczna tego zespołu. Nie twierdzę tym samym, że szereg innych zespołów, siłą rzeczy podobnych do The Living Stones, jest mniej szczerych czy oddanych lirycznie Bogu. Niemniej w przypadku tego bandu robi to na mnie szczególne wrażenie. Nie wiem, z czego się to bierze. Gdybym miał zgadywać, stawiałbym na "chrześcijańską różnorodność" w składzie tego tworu muzycznego. Tak więc nie będę się silił na szukanie jakichś wyrafinowanych epitetów czy z przymkniętym okiem, wskazując dwa, trzy elementy, mówił o nieprzeciętnej oryginalności tego zespołu. Atutem The Living Stones jest szczerość, prostota, odwaga, a jednocześnie pomysłowość i nie nachalność liryczna. Na sam koniec zaś mogę jeszcze złożyć "wyznanie wiary": może i jestem ignorantem muzycznym i nie umiem docenić czyjejś muzyki - bardzo możliwe - ale szczerość robi na mnie wrażenie, a tu wyczuwam jej więcej niźli wiele...
Człowiek się szarpie: raz za Bogiem tęskni, później się na Niego obraża, innym razem udaje,...
Uniżeni, czyli warszawski Anawim, zostali przez nas wywołani do odpowiedzi i odpytani w kwestii...
- Wielotysięczna publika skandowała przemiennie "Hurt", "Punks not dead", "Nasz festiwal" etc......
25 maja będzie miała premiera nowej płyty Beaty Bednarz zatytułowanej „Zamieszkaj ze mną...
Tegoroczna edycja koncertu, zatytułowana „W domu Ojca”, ma stanowić przestrzeń dla...
Malchus przygotowuję nową płytę, która ma się ukazać pod koniec maja tego roku. „Metanoia...
Nowy krążek Deus Meus nosi intrygujący tytuł „Wniebowianki” i taka właśnie jest ta płyta...
Zespół Strona B otrzymał główną nagrodą koncertu Debiuty 2012. Wydarzenie odbyło się w 15...

Dla mnie najlepsza płyta zeszłego roku. Ostre punkrockowe granie i "miażdżące" teksty. Z...
"Przyłączam się do wyznawców teorii estetycznych, oscylujących wokół roli odbiorcy i w...
Inspiracje. Dzieci – pięknie ufne, zaskakująco bystre, totalnie szczere. Nie boją się...
Wiesz dlaczego nasze płyty, nawet ta pierwsza, się nie zestarzały? Bo ja cały czas wołam...
Dodaj nową odpowiedź