nr 8/2005, s. 32-33
Lucie Szymanowska, Marcin Jakimowicz

Neofaszysta na kolanach

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Czeskie media otworzyły usta ze zdziwienia. Daniel Landa - idol nastolatków, niesłychanie popularny wokalista, rajdowiec, były lider neofaszystowskiej kapeli - zaczął przyznawać się do wiary w Boga. Co więcej, twierdzi, że odnajduje Go w martwym dla wielu Kościele. Swe agresywne, brutalne teksty zastąpił przesłaniem Ewangelii. Nieufni Czesi kręcą głowami.

Z husyty - templariuszem, ze skinheada - sekciarzem. Danie, Danie, co ty nam robisz? - histeryzują fani. "Fenomen Landa" to najbardziej neutralne określenie, którego czeska prasa używa w kontekście ostatnich zachowań najpopularniejszego nad Wełtawą, po Karelu Gotcie, śpiewaka i kompozytora. Daniel Landa, 36-letni aktor, twórca szeregu popularnych musicali, a zarazem długoletni lider faszyzującego zespołu "Orlik", ku zaskoczeniu publiki, powołał do istnienia odwołujące się do wartości chrześcijańskich stowarzyszenie "Ordo Lumen Templi". "Chcę odrodzić ducha w narodzie" - woła. Większość puka się w czoło.

"Były nazi-skinhead poszedł po rozum do głowy, poprawił się i wzywa teraz ducha narodu czeskiego słowami: Ojczyzna należy do Was! A do tego biskup Václav Malý asystuje tej opętanej klero-nacjonalistycznej grze w rycerza", kpi w dzienniku "Lidové Noviny" słynący z ironicznego pióra Jan Rej¾ek. Słowa te odnosiły się do głośnego koncertu ku pamięci zmarłego przed jedenastu laty czeskiego barda Karela Kryla. Wystąpił w nim Landa. Organizatorzy do tego stopnia bali się agresywnych zachowań byłych fanów artysty, że na koncert można było wejść jedynie za specjalnymi zaproszeniami. Silnie chroniona impreza odbyła się w czerwcu 2004 roku w niezwykle ważnej dla czeskiej tożsamości bazylice śś. Piotra i Pawła na praskim Wyszehradzie. W listopadzie ubiegłego roku koncert retransmitowała telewizja, a w grudniu ogólnokrajowa rozgłośnia radiowa. Przed miesiącem na p ółki sklepowe trafiły płyty CD i DVD. Rozpętała się medialna histeria.

Skin w białym habicie

Koncert wywołał ogromną falę reakcji w prasie i na czatach internetowych. Nie komentowano formy klasycznych protest songów, czy piosenek wykonywanych przez chór niewidomych dzieci. Wszyscy opowiadali o jednym: w czasie występu ubrany w biały habit Daniel Landa odczytywał fragmenty Ewangelii, opatrując je autorskim komentarzem. Co więcej, oświadczył, że powołuje właśnie do życia chrześcijańskie stowarzyszenie "Ordo Lumen Templi", a sam siebie ogłasza jego wielkim mistrzem. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia. Widzieli, że na scenie stoi skinhead, śpiewający dotąd przede wszystkim o wyższości białej rasy. Pamiętali, że po jednym z koncertów "Orlika", jego kapeli, fani brutalnie pobili zagranicznych turystów. I choć sam Landa po tym wydarzeniu zawiesił działalność zespołu, Czesi wciąż pytają: "Czy jego opowieść o odkrywaniu Boga jest szczera?".

Intelektualiści oskarżają go o zwykłe sekciarstwo, uważając za człowieka "stwarzającego wokół siebie aurę zbawiciela i odnowiciela, który staje się i rzeźbiarzem iluzji". To ciekawe: uderza podobieństwo do wypowiedzi, które przywitały przed laty w Polsce nawracanie się na katolicyzm czołowych muzyków rodzimego undergroundu: Tomka Budzyńskiego, Piotra "Stopy" Żyżelewicza, Darka Malejonka czy Roberta "Litzy" Friedricha. Ich zachowanie i ewangelizacyjny zapał media traktowały z ironią, jako zwykły koniunkturalizm.

Tagi: sylwetki
Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA