kasiamala.31

Dodano: 28 grudzień 2013 r.

Piszę po raz pierwszy i czuję się trochę głupio,ale muszę coś z siebie wyrzucić. Mam 38 lat, sześcioro dzieci i siódme w drodze. Właśnie mąż oświadczył mi, że już mnie nie chce ,nie zależy mu na mnie ,bo go nie rozumiem i "nie umiem otworzyć pyska kiedy trzeba". To prawda, że jestem cicha i spokojna to moja wina. Nachodzą mnie myśli o śmierci i choć próbuję nie umiem ich odgonić. Nawet modlić się już nie potrafię.To tak boli.

dane kontaktowe
Portret użytkownika Anonymous jut
Anonymous jut (anonimowy), 3 luty 2014 r.

polecam nowennę do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły , można znaleźć w internecie, może trzeba będzie odmówić kilka razy, ale Maryja wysłucha i pomoże

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 21 styczeń 2014 r.

Niech Wam Pan błogosławi i życzę Wam, abyście jeszcze bardziej się kochali. "Miłość przenosi góry"

Portret użytkownika kasiamala31
kasiamala31, 20 styczeń 2014 r.

Mam na imię Kasia!Czemu nigdy nie zwracasz się do mnie po imieniu?Wymyślasz mi coraz to nowe "imiona" -ktoś,ona, myszko,grubasku, mamuśka ...Mam jedno imię ,które nie przechodzi Ci przez gardło,bo musiałbyś uznać mnie za człowieka równego sobie.Wprowadzasz zamęt w moje myśli i serce.Nie wiem kiedy mówisz prawdę , a kiedy kłamiesz,czy wtedy ,kiedy piszesz ,że mnie kochasz, czy wtedy ,kiedy mówisz ,że mnie nigdy nie kochałeś,a byłeś ze mną ,żeby zapomnieć o tamtej.Zanim wszystko sobie w głowie poukładam mija trochę czasu.Przed innymi udajesz kogoś innego i robisz wszystko,żeby Cię akceptowali,a nie widzisz tego ,że jestem tuż obok ,znam Twoje dobre strony i Twoje słabości i nie odrzucam Cię.Po tym co razem przeszliśmy kocham Cię jeszcze bardziej. Pamiętam ,jak kochaliśmy się kiedyś i jestem świadoma błędów ,które popełniłam,teraz ponoszę za nie konsekwencje.Jednak mówienie ,że celowo "postarałam" się doprowadzić do tej sytuacji albo ,że doprowadziłam Cię do próby samobójczej lub chciałam tego jest bardzo nie fair z Twojej strony!Wybrałeś mnie na swoją żonę,a ja Ciebie wybrałam na męża.Nic tego nie zmieni ,żadne złe słowa.Myślę ,że największym błędem naszego małżeństwa było to,że miłość do siebie postawiliśmy ponad wszystko."NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ ".Tylko Bóg może nam dać prawdziwą miłość i ciepło,którego szukamy.Myślałam,że nasza miłość nam wystarczy,że zniesie wszystkie przeszkody,ale bez Boga nic nie mogę.Liczyliśmy tylko na siebie a jesteśmy słabi i niedoskonali.Ciągle mam uczucie ,że to Bóg nami potrząsa,żebyśmy się obudzili i spojrzeli na siebie Jego oczami.

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 19 styczeń 2014 r.

http://www.youtube.com/watch?v=bp6NPg64eqk

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 19 styczeń 2014 r.

witam, to może jeszcze ja się wypowiem bo ktoś zapomniał dodać że od 8 lat walczę o ten związek i od 8 lat mówię żonie by się pozbierała i nie zaniedbywała mnie. Nosiłem żonę na rękach, przychodziłem do niej i ją całowałem szepcząc do ucha że ją kocham. od 8 lat proszę by to odwzajemniła by okazywała mi więcej uczucia, ale po co jak można udawać że Ona nie wie o czym mówię. Kocham moją żonę bardzo i był czas że nie myślałem o żadnej kobiecie o innym związku czy zdradzie, ale tym swoim zachowaniem doprowadziła że moje serce odwróciło się do kobiety z przed lat. kocham żonę bo mamy piękne dzieci i przeżyliśmy piękne chwile ale swoim zachowaniem doprowadziła do tego że pokochałem inną. Jeszcze jest inny wątek, miałem chore dzieciństwo mój ojciec od 6 roku życia wpajał mi że kobieta to k....a i sz....a i służy do tego by dawać i zajmować się domem. Przyrzekłem sobie że moja żona, partnerka nie będzie tego słyszała ode mnie i zanim cokolwiek powiem przepuszczam to przez "filtr" by powiedzieć tak by jej nie skrzywdzić. To usłyszałem że "gram", że ją okłamuje mówiąc coś innego niż to co myślę więc od pewnego czasu nie przepuszczam przez "filtr " to co teraz słyszę że jest w głębokim szoku po tym co myślę bez "filtra" to teraz się mnie boi i nie chce ze mną być. Twierdzi, że chce być lepszy od braci bo oni ubliżają swoim żoną, partnerką a ja nie chce. Wracając do kobiety którą kocham wie że mam żonę i dzieci ,powiedziała że nie może ze mną być bo Pan nas połączył i tylko śmierć może rozdzielić. Tak kocham ją i wiem że ona mnie kocha ale to tyle, przez starania się mojej żony moje serce szukało miłości, szukało ciepła.
To wszystko zaszło tak daleko ,że w pewnym momencie mówcą
bez "filtrowania" powiedziałem za dużo, żona ma ciąże zagrożoną i wstyd się przyznać jak mi powiedziała że może stracić życie powiedziałem,że jakoś to przeżyje ale dzieci będą miały ciężko. Ale jest druga strona o której nie ma mowy, był czas że miałem dość wszystkiego i byłem gotów by się powiesić, znalazła mnie żona u uratowała a wczoraj dowiedziałem się że żałuje tego że mogłem to zrobić.
I jest tak że Pan połączy niech człowiek nie próbuje rozdzielić ale po takich słowach wypowiedzianych i usłyszanych już nic się nie czuje do drugiej osoby a tą niechęć w końcu dzieci odkryją.

Portret użytkownika j.
j. (anonimowy), 3 luty 2014 r.

proste dziecięce posłuszeństwo Panu, Jego Słowu ,Jego Miłości Miłosiernej, jego przykazaniom NIE CUDZOŁÓŻ po prostu, SŁODYCZ KOCHANKI JEST PIEKŁEM ŚMIERCIĄ POKUSĄ SZATANA, nie ma "ale", MAŁŻEŃSTWO JEST ŚWIĘTE I NIEROZERWALNE , koniec kropka, a na pierwszym miejscu jest BÓG, nie związek mężczyzny i kobiety, powołani jesteśmy do BEZINTERESOWNEGO DARU Z SAMEGO SIEBIE , nawet jeśli WYDAJE CI SIĘ (!!!) że mąż/żona cię nie kocha, nie rozumie, nie dba i ciebie/małżeństwo- to nie są powody do ucieczki, nie ma powodów do ucieczki, UFAJ PANU- WSZYSTKIE JEGO PRZYKAZANIA SĄ SŁUSZNE, wybór należy do ciebie

Portret użytkownika Kamill
Kamill, 21 styczeń 2014 r.

Witaj!

Co prawda nie podpisałeś się imieniem i nie wiemy, kim naprawdę jesteś, ale do rzeczy:

1. Może po tym, jak to przeczytasz, zrobisz rachunek sumienia od ostatniej swojej Spowiedzi św. i pójdziesz jeszcze tego samego dnia do Spowiedzi? I może powiesz tam wszystko to, co tutaj napisałeś, oraz to, co jeszcze Ci sumienie wyrzuca? A na pewno wyrzuca dużo. Sztuka polega na tym, by posłuchać we wszystkim spowiednika. A jeśli boisz się, że trafisz na jakiegoś surowego księdza, który Cię nie zrozumie => pomódl się o dobry rachunek sumienia i o dobrego spowiednika. Nie wiesz, jak rachunek sumienia się robi? Bądź odważny i weź chociażby modlitewnik swojego dziecka, tam znajdziesz wiele rzeczy. Ksiądz się zdziwi, że nie znasz formuły Spowiedzi? To się nauczysz. Masz prawo zapomnieć, skoro tak długo tam nie byłeś. Idź do Spowiedzi i nie oglądaj się, co ktoś powie. Ty mówisz do Ojcu!
2. Zaproponuj swojej żonie, że razem codziennie od tego dnia, w którym to przeczytasz aż do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, będziecie razem modlić się na Różańcu św. Cokolwiek by się nie działo, cokolwiek nie byłoby do zrobienia i jak wielkie byłoby zmęczenie, czy mecz, czy spotkanie umówione, Różaniec św. w Waszej intencji na pierwszym miejscu! Wysiłek? Nie uda się? No to próbuj, aż się uda. Nie do zrealizowania? To wstawaj pół godziny wcześniej z żoną, chodź pół godziny później spać, nieważne => Różaniec św. zmawiaj.
3. Boisz się, że dzieci to odczują? To się módl o to, by tak nie było. Bóg jest tak bogaty i wszech potężny, że udzieli Ci każdej Łaski, jeśli Ty sam do Niego pójdziesz. Zatem módl się wspólnie z dziećmi, rano czy przed snem.
4. Trudno zrozumieć, że modlitwa może coś zmienić? Bo to żadne działanie? To niemęskie? To jest męskie i to bardzo. Modlisz się do swego Przywódcy, Pana i Wodza, mówisz mu o tym, co czujesz. I modlisz się także do Ojca (ciekawe?) A modlitwa to klepanie tego samego? Nie! Zastanów się za każdym razem nad słowami, które wypowiadasz, co tak naprawdę mówisz w modlitwie do Boga. Trudne? Niezrozumiałe? Spróbuj!

Właściwie rozwiązań jest wiele, ale najważniejsze znajduje się w punkcie pierwszym => to jest to pójście do Boga, o którym mówię. Chodź do Komunii św., jak najczęściej się da; I od tego razu chodź do Spowiedzi regularnie.

Światła Ducha Świętego!

Portret użytkownika Henry
Henry (anonimowy), 30 styczeń 2014 r.

Popieram Kamil ale ja bym jeszcze zaproponował oprócz modlitwy ktora jest bardzo wazna ,terapie par małzeńskich mysle ze profesjonalny Terapeuta + Grupa wsparcia odniósł by skuteczny efekt. sam sobie nie poradzi, ale jak najbardziej powinien szukac pomocy duchowej moze modlitwa wstawiennicza ? sa msze uzdrawiajace duzo jest mozliwosci

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 7 styczeń 2014 r.

Jesteś WIELKA !!!!!!!!!!
MÓDL SIĘ !!!

Portret użytkownika kasiamala31
kasiamala31, 31 grudzień 2013 r.

Potrzeba mi było takich mądrych słów, żeby się otrząsnąć.Dziękuję,bardzo dziękuję.NO TO DO DZIEŁA !

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 30 grudzień 2013 r.

Czy Ty się aby na pewno dobrze czujesz? A może to co piszesz, jest tylko niesmacznym żartem?

Portret użytkownika kasiamala31
kasiamala31, 30 grudzień 2013 r.

Nie , nie czuję się dobrze

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 30 grudzień 2013 r.

Polecam dobrego psychologa.

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 4 styczeń 2014 r.

Do wszystkich "ludzi" co piszą aby "wysłać do psychologa i piszą czy się dobrze czujesz": Jeżeli tak ma wyglądać wasza pomoc to lepiej milczcie! Tę panią zostawia mąż. Ma problemy i się nie dziwie. To jest wielki ból dla serca. Droga Marzeno, jedyne co mogę zaradzić to może i dziwne ale spowiedź. Spowiedź to tez jest powinna być ) rozmowa o problemach. Eucharystie, która napełnia serca Duchem Świętym i pokrzepia. Oraz zaufanie.Na wiele rzeczy nie mamy wpływu,ale Bóg ma dla nas plan. Zaufanie w trudnych sytuacjach. I nie martw się bo przez zamartwianie stan człowieka się pogarsza. Trzymaj Się

Portret użytkownika Anonymous
Anonymous (anonimowy), 4 styczeń 2014 r.

Dziękuję.Módlcie się za mnie proszę!

Portret użytkownika Mryczek
Mryczek, 30 grudzień 2013 r.

Módl się, jak nie umiemy się modlić to nasze anioły modlą się z nami i sam Duch Święty. Widzę że to u Twojego męża dopiero kiepsko z modlitwą, bo to że się nie chce, to może się zdarzyć, ale że się zostawi żonę z takiego powodu... ponad wszystko ufaj Siostro. Jeśli masz na to siły możesz dziękować za to co masz, jesteś wielka, Bóg cię nie zostawi.

Portret użytkownika kasiamala31
kasiamala31, 30 grudzień 2013 r.

Poznałam prawdę ,kochał i nadal kocha inną kobietę. Nie mogę patrzeć jak cierpi tęskni za nią.Ona nie chce rozbijać naszego małżeństwa choć pewnie też go kocha .Tylko ja stoję na przeszkodzie temu uczuciu. Co jeśli jest czyste i szczere,mam to zniszczyć.Mąż bardzo kocha dzieci i wiem ,że zadba o nie jeśli ...
Nie znam jej ,ale czuję ,że to dobra osoba i jest w stanie pokochać moje dzieci.Może to jest wyjście.

Portret użytkownika KamilŁ
KamilŁ (anonimowy), 31 grudzień 2013 r.

Droga Kasiu,

myślę, że to spory problem, który tu przedstawiasz, ale na pewno rozwiązanie go nie leży w fałszywie pojętym miłosierdziu i miłości. Co to za frazesy => on cierpi, tęskniąc za nią albo ona nie chce rozbijać małżeństwa, to tylko Ty stoisz na przeszkodzie?? Oczywiście, że takie myślenie i mówienie jest łatwe, szczególnie dla takiej kobiety, która ma czelność podbierać mężczyznę w związku małżeńskim z siedmiorgiem dzieci. Na czym ona chce budować swoje szczęście? Ale to nie o niej mowa, lecz o Tobie...

Moja droga!
Po pierwsze, uświadom sobie, że to Ty jesteś żoną swojego męża i tego nic nie zmieni, czy komuś się to podoba czy nie. Po drugie szczęścia nigdy nie buduje się na czyimś nieszczęściu, a już na pewno nie na rozdzieraniu sakramentu małżeństwa (czy jakiegokolwiek innego). Po trzecie, nie ma czystych i szczerych uczuć, jeśli niegodny jest środek. Cel nie uświęca nigdy środków, choćby jakiekolwiek temu przyświecały cele. To tak, jakby podpisać cyrograf z diabłem, a on miałby mi zagwarantować życie w Niebie. Nie zagwarantuje, bo on jest w Piekle i tyle.

Ty nie stoisz na przeszkodzie żadnemu uczuciu! To nie jest uczucie! To tylko chwilowa emocja i zagubienie Twojego męża. Może między Wami jest źle, bywało źle, ale to nie oznacza, że nie może być lepiej. Idźcie do jakieś poradni, zgłoście się do księdza, porozmawiajcie na Spowiedzi (oczywiście, że osobno) i walczcie o to. Na pewno ułudą jest także powiedzenie, że ona (=obca niezwiązana z Twoim mężem sakramentem małżeństwa kobieta) pokocha Twoje dzieci. Tak łatwo chcesz je sprzedać i skrzywdzić? Ty jesteś wspaniałą matką, kobietą i żoną, jesteś w stanie błogosławionym, bo nosisz pod swoim sercem kolejne życie. To Ty jesteś bohaterką i to Ty jesteś tą, o którą trzeba walczyć. Fakt, czasem jest ciężko, czasem bywają dni, że wszystkie nasze słabości się odkrywają, że nie możemy ich znieść, albo znosić wzajemnie (czyli Ty słabości męża, a on Twoich), ale to nie powód, by niszczyć to, co jest między Wami. Masz 6 dzieci, siódme dziecko w drodze, jaki dom im zagwarantuje Twój mąż, będąc z jakąś inną kobietą, która psychicznie ani fizycznie nie jest związana z Twoimi dziećmi, z Waszymi dziećmi? Takiej kobiecie wszystko przychodzi łatwiej, nawet mówienie o tym, że ona nie chce niczego rozbijać. A prawda jest taka, że ktoś, kto nie chce niczego rozbijać i kocha prawdziwie, nie z pobudek egoistycznych, jest w stanie zerwać kontakt z takim mężczyzną, który jest zajęty i to nie byle jak, w byle jakim związku, ale w sakramencie małżeństwa. Jest taka przypowieść o Salomonie i dwóch kobietach (przypomnij sobie i przypomnij sobie, co chciała zrobić kobieta, która nie miała dziecka, z dzieckiem). Taka jest prawda.

Nie poddawaj się! Módl się o światło Ducha Świętego, dla siebie, dla męża, walcz o to, walcz o niego i o rodzinę! Niebo porusz, a na pewno zostaniesz wysłuchana, puść w internecie intencję, niech ludzie się modlą za Ciebie, poproś księży o modlitwę, ale nie poddawaj się jakimś złudnym myślom, że odpuszczenie mężowi i przyzwolenie na rozłąkę jest miłosierne i jest prawdziwą miłością. Ja z miłości do kogoś nie pozwolę mu się zniszczyć, kiedy widzę, że to robi. Na tym polega miłość. I nie ma innego wyjścia. Nie ma innej opcji. Módl się z dziećmi, rozmawiaj z mężem, nie poskutkuje od razu, nie poddawaj się. On Ci kiedyś będzie wdzięczny. Ostatecznie ryzykujecie oboje życie wieczne, a to nie są przelewki. Weź się w garść, jesteś piękna niezależnie od tego, jak wyglądasz. Jesteś piękna, bo jesteś matką, nosisz życie, masz dzieci, którym musisz pokazać, jak żyć, Ty je kochasz i swojego męża. Każdy ma prawo się zagubić, dziś on, jutro Ty (oby nie), ale małżeństwo na tym polega, że walczycie o siebie, a nie sobie odpuszczacie.

Do dzieła zatem! Światła Ducha Świętego na Twej drodze do świętości, Łask wielu dla męża, dla tej kobiety opamiętania się, dla dzieci sił i wsparcia dla Ciebie od nich! Niech Wam Bóg w tym nowym roku 2014 błogosławi, a Wy, jeśli wierzyć będziecie, nie zawiedziecie się na pewno!

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA