ks. Mariusz Berko

Brazylijski karnawał

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

A u nas w Brazylii mamy karnawał. No nie tylko w Brazylii, ale tylko tu ten czas przemienia się w tak wielkie szaleństwo. W Polsce czas odmierzają nam wielkie święta (np. Boże Narodzenie lub Wielkanoc). A tutaj mówimy, co uda się zrobić przed karnawałem, a co dopiero po. Na pięć dni przed Środą Popielcową zamiera normalne życie - szkoły, sklepy, apteki, a nawet nasze kościoły są pozamykane. Wszyscy są na Barra lub Campo Grande.

Tu w Salvadorze

jest największy ludowy karnawał na świecie. Na ulicach tańczy ok. 2 miliony ludzi. To co w Rio de Janeiro lub Sao Paulo jest spektaklem na zamkniętym hydromie, gdzie bilet wstępu nieraz kosztuje kilka tysięcy dolarów, w naszym mieście odbywa się na ulicy i za darmo. Brazylijczycy uważają, że w karnawale jest dozwolone wszystko, co w innym czasie jest nienormalne. Trudno ten karnawał nazwać normalnym… I tak: siedemdziesięcioletnie panie robią sobie kucyki, piegi na nosie i skaczą na skakance. Raczej udają, że skaczą, bo nie mają siły. Wielu mężczyzn przebiera się za kobiety, naśladując ich maniery w różnych wersjach. Trudno w tym odnaleźć odrobinę piękna. Grupy chłopców w samych slipeczkach, w całości pomalowani srebrzanką straszą przechodniów. Pięć tysięcy mężczyzn przebranych za synów Gandhiego idzie w rytm indyjskiej muzyki. Wielu Murzynów przebiera się za biznesmenów, a wielu białych w słomkowych spódniczkach tańczy rytmy rodem z Konga. Grupy muzyczne z tancerzami w piórach, a czasami bez piór przechodzą, namawiając do zabawy. Przez całą noc przejeżdżają trioelectrico, czyli wielkie cieżarówy-głośniki o niesamowitej mocy, grając sambę. Wszyscy w jakimś szaleńczym transie tańczą, popijając piwo czy inny trunek o większej mocy. Na ulicach niesamowite ilości śmieci, odchodów i między nimi śpiących, pijanych mężczyzn i kobiet. Trudno opisać zapach tych miejsc. Przez kilka dni na niewielkim obszarze przebywa ok. 2 miliony ludzi… Wielu uważa, że jeśli się nie zaliczyło narkotyków, seksu i troszeczkę ekshibicjonizmu, to karnawał był nieudany… Szaleńcza wolność, która doprowadziła człowieka do dna.

Kiedy pytałem ludzi, co im daje udział w karnawale, odpowiadali, że przed Wielkim Postem trzeba się wyszaleć. Tak, tylko co się zmienia po karnawale? Nic. Wielu dalej się narkotyzuje, wielu dalej pije piwo lub inne trunki, dalej słychać sambę o wielkiej mocy i ludzi tańczących na ulicach. Dla większości Brazylijczyków karnawał trwa cały rok. Nie ma więc czasu, aby wyrwać się z tego szaleńczego transu. Efekty karnawału widać na każdym kroku. Wielu Brazylijczyków nie dosłyszy przez decybele, wielu jest znerwicowanych lub na granicy szaleństwa, wielu jest zdradzanych, wielu jest uzależnionych, wielu jest bez nadziei… „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Panu". Nie potrafią już się spowiadać, nie potrafią już się modlić, nie potrafią już wrócić do Kościoła.

Brazylijczycy to piękna rasa.

Piękne, zgrabne dziewczęta i piękni, wysportowani chłopcy. Większość z nich czuje się niekochana, zdradzana. Niewiele jest stałych małżeństw. Większość młodych ludzi czuje się niekochana i bez entuzjazmu w życiu…, ale jak w szaleńczym transie narkotykowym.

Dla wielu, zwłaszcza młodych, Brazylijczyków karnawał jest dnem, bez wyjścia. Zostaje im tylko droga ku śmierci. Patrząc tak na nich, kiedy wracają do domów, chowając głowy przed wschodzącym słońcem, zmarszczeni moralnym kacem, zastanawiam się, czy odnajdą jeszcze piękno poranka. Czy odnajdą jeszcze ciszę z zapalonym zniczem w dłoni? Czy będą jeszcze mieli chwile refleksji między rozważaniem stacji drogi krzyżowej, a śpiewem "któryś za nas cierpiał rany.."?

Tagi: świat
Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA