nr 2/2008
js

Granica z kolczastego drutu

Dodano: 23 styczeń 2008 r.

Od początku roku w części Europy zniknęły granice. Możemy od razu wsiąść do samochodu czy pociągu i zatrzymać się nad Atlantykiem. Dzisiaj, gdy wyrosło już jedno pokolenie, które swobodnie mogło podróżować po świecie, trudno sobie wyobrazić, że w PRL wyjazd na tzw. Zachód do państw kapitalistycznych był do 1956 roku niemożliwy, a później bardzo utrudniony. Paszport wydawany był w praktyce przez Służbę Bezpieczeństwa - czyli policję polityczną - a wstrzymanie jego otrzymania stanowiło jedną z podstawowych form represji. Zdesperowani obywatele PRL próbowali jednak nielegalnie przekraczać granicę, co w wypadku zatrzymania kończyło się wyrokiem i więzieniem, a sposoby z jakich korzystano były przeróżne: od roweru wodnego, kajaka z pływakami z dętek motocyklowych, tratwy z materaców po wyremontowaną poniemiecką amfibię...

Tylko zaraz po wojnie wyjazd z Polski był dość łatwy, gdyż obowiązywały liberalne przepisy graniczne. Tysiące ludzi powracało z wojny, z przymusowych robót, szukało swych rodzin. Jednak już od 1946 roku zasady przekraczania granicy zaczęto zaostrzać. Polska rządzona przez komunistów stawała się zamkniętym państwem, jak cały tzw. wschodni blok. Poznanie normalnego, wolnego świata - Zachodu, było dla zwykłego śmiertelnika zakazane.

Paszcza rzygająca dolarem

Otrzymanie paszportu, niezbędnego do wyjazdu, zarezerwowano dla wybranych, pewnych ideologicznie i politycznie. Oprócz paszportu od 1949 roku wprowadzono jeszcze specjalne karty kontrolne. Jednocześnie propaganda czyniła wszystko, aby zohydzić wolne państwa zachodnie rządzone przez "imperialistów", "kapitalistów". "Ma paszczę rzygającą dolarem. Zamiast błysku spojrzeń ma w pustych oczodołach lufy armatnie. Ta olbrzymia tusza gniecie barki ludu. Beczką prochu jego brzuch, jego ręce to smagający knut, jego ręce to ręce podżegacza". Tak służący komunistom poeta opisywał "Imperializm", sprawcę wszelkiego zła w socjalizmie, największego wroga zewnętrznego PRL. Z kolei Jan Brzechwa pisał w jednym ze swych propagandowych wierszyków: "Leżą imperialiści na pokładach yachtów, Chcą agresji, chcą wojny, zyskownych konszachtów, A tu Apel Sztokholmski: stek złośliwych szykan! Kwakrzy i metodyści liczą na Watykan, Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi, Wiedział Hitler, co warci Polacy i Czesi, Wiedział, jak trzeba walczyć z czerwoną zakałą".

Zachód był w peerelowskiej propagandzie uosobieniem niesprawiedliwości społecznej, opartej na wyzysku biednych przez bogatych. Tych ostatnich było niewielu, ale to właśnie oni gnębili całą klasę robotniczą żyjącą w nędzy i chcieli zapanować nad światem tzn. wyzyskiwać także kraje komunistyczne, którym udało się już zrzucić ten nieludzki system. A zatem wszystkie mityczne dobra i bogactwa Zachodu zarezerwowane były wyłącznie dla wybranych, dla garstki wyzyskiwaczy. Taka wizja miała skutecznie odstraszyć Polaków i pozbawić ich złudzeń. Symbolem kapitalizmu w PRL była niedostępna i zakazana do lat siedemdziesiątych coca-cola. Do propagandowej walki wykorzystywano ją bardzo często: "Dobrze wam było pić Coca-Cola. Ssaliście naszą cukrową trzcinę, zjadali nasze ryżowe pola, żuliście kauczuk, złoto, platynę, dobrze wam było pić Coca-Cola (...)". Adam Ważyk, autor tego wiersza, przekonuje, że coca-colę mogą pić tylko wybrani, zwykłym ludziom pozostaje woda. Jest jednak nadzieja, że gdy komunizm zapanuje nad światem, udostępni coca-colę wszystkim: "My, co pijemy wodę nadziei, wiemy, gdzie sięga dziś nasza wola: wyszliście z Chin, wyjdziecie z Korei, my wam przerwiemy sen Coca-Cola, my, co pijemy wodę nadziei".

Kajakiem na Bornholm

Tymczasem zwykli Polacy, żyjący w tragicznych warunkach sowieckiego zniewolenia, w biedzie i poniżeniu marzyli o normalnym życiu. Uosobieniem wolności i tej normalności były kraje kapitalistyczne Europy Zachodniej, Stany Zjednoczone odgrodzone "żelazną kurtyną". Pasy graniczne zostały zaorane, lasy wykarczowane, postawiono ogrodzenia z drutu kolczastego i wieże graniczne. Mimo to tysiące ludzi chciało wydostać się z Polski nielegalnie przez tzw. zieloną granicę. Do 1955 roku złapano podczas takich prób przeszło 60 tysięcy osób, połowę na granicy zachodniej. Do końca 1945 roku najbardziej popularne były przejścia przez góry do Czechosłowacji, gdzie w pobliżu Pilzna przechodziła granica amerykańskiej strefy okupacyjnej. Po 1948 roku, kiedy granica z Czechosłowacją była szczególnie pilnowana, chętni do wyjazdu musieli ukrywać się w specjalnych schowkach, autobusach, samochodach, pociągach lub na pływających po Odrze barkach.

Reklama
Portret użytkownika Bornholm
Bornholm (anonimowy), 1 marzec 2016 r.

... poza krótkim okresem 1658-1660 (de jura), gdy trafił pod panowanie Szwecji na mocy pokoju w Roskilde 1658 r., gdy Dania utraciła całą południową Szwecję (prowincje Skania, Blekinge i Halland) na rzecz Szwecji.
De facto Bornholmczycy wyzwolili się sami już w grudniu 1658 r., wyganiając szwedzkie oddziały z wyspy.

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA