nr 19/2005

Na biegunach życia

Jaś Mela w wywiadzie dla "Drogi"

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Najmłodszy człowiek i pierwszy niepełnosprawny, który zdobył dwa bieguny Ziemi. Sztuki tej dokonał w ubiegłym roku wraz ze znanym polarnikiem Markiem Kamińskim. Pokonał wiele barier, udowodnił, że niepełnosprawność nie musi oznaczać bierności, przekreślać marzeń czy zamykać drogi do szczęścia. Każdy powinien mieć swój biegun i do niego dążyć, najważniejsze, to mieć w życiu jakiś cel - mówi 16-letni Jaś Mela, uczeń I klasy liceum w Malborku.

- Zaledwie cztery miesiące temu zdobyłeś Biegun Południowy, nieco ponad rok temu dotarliście do Bieguna Północnego. Co zmieniło się w Twoim życiu od tej wyprawy?

- Na pewno dodała mi wiele wiary w siebie. Wiary w to, że praktycznie nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli od początku człowiek wierzy w to, co robi, ciężko pracuje i trafi na dobrych ludzi, którzy zechcą mu pomóc, to sukces jest realny. Nasza wyprawa "Każdy ma swój biegun" miała na celu pokazanie, że niepełnosprawność nie musi oznaczać bierności i nie przekreśla życia. Myślę, że wielu osobom daliśmy nadzieję i pokazaliśmy, że można przekraczać bariery. Na pewno mam mniej czasu dla siebie. Od kiedy wróciłem do domu praktycznie tylko jeden weekend miałem wolny. Wraz z Markiem Kamińskim jeździmy po Polsce i dzielimy się wrażeniami z wyprawy. Poza tym muszę nadrabiać zaległości w szkole, I klasa liceum do czegoś zobowiązuje.

- Wyjazd na Biegun Północny był poprzedzony prawie półtorarocznymi przygotowaniami. Do końca jednak ważyły się losy waszej wyprawy. Czy czułeś, że dojdzie ona jednak do skutku?

- Zacząłem ćwiczyć pod opieką lekarzy, fizjologów, psychologa, a potem trenera paraolimpijskiej kadry lekkoatletycznej Wojciecha Kikowskiego. Byłem na obozach w Wiśle i Cetniewie. Obozy, choć nie były lekkie, pozostawiły w mojej pamięci miłe wspomnienia. Zaprzyjaźniłem się z członkami kadry. Myślałem, że nie będzie to łatwe, ponieważ byli ode mnie dużo starsi. Wierzyliśmy, że wyprawa dojdzie w końcu do skutku. Gdyby tak nie było, nie zaczynalibyśmy całych przygotowań. Faktycznie nie było łatwo. Trudne było zwłaszcza znalezienie sponsorów. Praktycznie dopiero na miesiąc przed wyruszeniem na Biegun Północny jasne stało się, że jedziemy!

- Czy w czasie przygotowań miałeś chwile zwątpienia?

- Oczywiście, były takie momenty. Na początku zwłaszcza, kiedy ciężko i dużo trenowałem, a efekty były mało widoczne. Na szczęście wtedy obok mnie byli ludzie, którzy dodawali mi otuchy i pocieszali. Zawsze mogłem liczyć na moich rodziców, znajomych, Marka Kamińskiego i całą ekipę pracującą nad wyprawą.

- Jakie różnice występują na obu biegunach Ziemi?

- Różnic jest bardzo wiele, choć z pozoru mogą one wydawać się podobne. Jedynym podobieństwem jest obecność śniegu. Inne są temperatury i wysokość. Biegun Północny jest w praktyce zamarzniętym morzem, lód ma grubość ok. 1,5 metra, a pod nim są 4 kilometry wody. Biegun Południowy zaś - Antarktyda - to najwyżej położony kontynent na świecie. Tereny, po których przemieszczaliśmy się były położone na wysokości ponad 3 tys. metrów. Powietrze jest tam bardziej rozrzedzone, występują kłopoty z oddychaniem. Na pewno Biegun Południowy jest trudniejszy do zdobycia. Zwłaszcza na początku po przejściu kilku kilometrów odczuwaliśmy wielkie zmęczenie.

Tagi: świat
Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA