Kamil Łuczak

Wierny uczeń Chrystusa

Dodano: 27 grudzień 2013 r.

Po świętym Szczepanie, pierwszym męczenniku, wspominamy św. Jana Ewangelistę, przez prawosławnych zwanego Janem Teologiem. Cóż za ciekawy kontrast. Jednego dnia wspominamy męczennika, a drugiego dnia po Uroczystości Narodzenia Pańskiego mówimy o tym, który jako jedyny z Apostołów umarł w podeszłym wieku, nie śmiercią męczeńską.

Co wiemy o Janie? Był uczniem, którego „Pan miłował”, autorem Ewangelii, Apokalipsy oraz przypisuje mu się autorstwo trzech listów z Nowego Testamentu. Jego jednym z najsłynniejszych uczniów był święty Polikarp. Wiemy także, że był najmłodszy wśród Apostołów, towarzyszył świętemu Piotrowi, jako jeden z trzech widział przemienienie Pańskie. Jan miał brata Jakuba, który też był Apostołem. Z Ewangelii dowiadujemy się, że na początku był uczniem św. Jana Chrzciciela, a dopiero po chrzcie Pana Jezusa w Jordanie, przyłączył się do Zbawiciela. Z opisu wynika, że Jan był szczęściarzem. Najmłodszy, najbardziej lubiany, właściwie wyłania się z powyższego obraz słodkiego Apostoła, który jest wielkim marzycielem. A jak było naprawdę?

Jan był człowiekiem skromnym. Miał świadomość, że został wybrany przez Jezusa, ale nie chlubił się tym. Świadczy o tym fakt, iż nie wymienia swojego imienia w Ewangelii, jakby usuwa się w cień. Po drugie wiedząc nawet, że Pan przychyli się do jego prośby, nie nadużywa swojej „władzy”. To Piotr wchodzi do grobu Jezusa w dniu zmartwychwstania, Jan zostaje na zewnątrz, mimo iż wyprzedził Księcia Apostołów w drodze na miejsce. Ale Jan też miał pewną wadę – był niecierpliwy. Pan Jezus nazywał go „synem gromu”, a sam fakt, iż zdenerwowany Jan pyta się Mistrza, czy ma prosić o ogień z Nieba dla tych, którzy nie przyjęli Jezusa do swoich miast, dobitnie pokazuje jego temperament. A jednak szybko się uczy, że nie jest to właściwa droga. I od tej pory pisze o miłości...

Ale nie ckliwej miłości, miłości słodkiej, romantycznej czy naiwnej, ale o prawdziwej miłości Boga do człowieka, o takiej miłości, jaką każdy człowiek powinien darzyć swego bliźniego. Mówi o prawdzie, pisze o tym, że należy kochać, a prawdziwe kochanie wymaga poświęceń. Miłość Boga do człowieka jest nieskończona, ale wymagająca i wytrwała. To właśnie Jan w swojej Ewangelii kładzie największy nacisk na miłość Boga do stworzenia, stąd ten odmienny wstęp, czy zwracanie uwagi na długie mowy Jezusa o relacji z Ojcem. A Jan wiedział, o czym pisze. Sam najpierw poznał tę miłość, by o niej świadczyć. I właśnie dlatego może nie umarł śmiercią męczeńską, by do końca świadczyć o miłości Boga do człowieka, miłości bez granic. Nawet w przerażającej Apokalipsie mowa jest o zaangażowaniu Stwórcy w życie ludzi, mowa jest o świetle, o oddaniu, o poświęceniu się.

Jan udziela nam wspaniałej lekcji pokory, bo z początku gniewny, chętny do gromienia, zmienia się w człowieka głoszącego światu miłość, a co za tym idzie – służącemu każdemu z pokorą, z oddaniem, doszukując się w każdym Bożego oblicza, przede wszystkim w tych, którzy nas otaczają, w naszej codzienności.

Informacje o autorze: 
Reklama