Uczę się Peruwiańczyków. Każdego dnia. Peruwiańskiej odmiany ludzi ze slumsów. A może po prostu ludzi z innego świata, nieprzesiąkniętych jeszcze globalizacją i jej barbarzyńskimi skutkami. Uczę się, jak porzucić swoje europejskie podejście do człowieka. Uczę się ich sposobu patrzenia na świat.
Peruwiańczycy. Zabijają mnie bezpośredniością. Kiedy? Gdy 11-letnia dziewczynka pyta mnie mimochodem, czy wiem, że jej mama ją zostawiła. Albo gdy moja imienniczka Doris mówi mi, że jej rodzice nie żyją. Albo gdy ktoś podchodzi i pyta, czy może ukraść mi oczy. Bo są tak piękne, że chce mieć takie same. Wtedy budzi się we mnie europejskie myślenie. Ale jak to? Nie mówi się tak bez okazji i stosownej chwili, że nie ma się rodziców. Nie mówi się komplementów nieznajomej osobie. Nie ufa się ludziom, których się dobrze nie zna. Nie? A kto powiedział, że nie?
Peruwiańczycy. Zbijają mnie z tropu swoim spontanicznym okazywaniem uczuć. Na przykład, gdy dają mi całusa dzieci, które pierwszy raz widzę na oczy. Albo pytają, jak mam na imię. Gdy animatorzy przychodzą i się przytulają, tak po prostu, bez wyraźnego powodu. Czasem tylko dodają: polakita albo mi amiga kurde. No i znów – w Europie to nie do pomyślenia. Przytulanie się jest przecież dozwolone tylko dla zakochanych. Całowanie w policzek ludzi płci przeciwnej, nawet na przywitanie, surowo zabronione. Ale czy to normalne? Trzymanie ludzi na dystans. Ten fizyczny strach przed drugim człowiekiem. Ta dziecięca potrzeba czułości, która czasem pozostaje nigdy niezaspokojona. Nawet w wieku 40 lat.
Peruwiańczycy. Zaskakują mnie swoim wybuchowym temperamentem. Mogą się kłócić długie godziny, robiąc zamaszyste ruchy rękami, zaciskając mocno szczękę, mrużąc oczy i mówiąc z prędkością przekraczająca granice zrozumienia. Nawet na środku ulicy. Mogą też tylko spojrzeć spode łba, syknąć: tsssssss, chala, zrobić lekceważący ruch ręki i obrazić się na amen. Wszystko jest dla nich czarne albo białe. Kochasz mnie albo mnie nienawidzisz. Nie ma żadnego pomiędzy. W Europie za to wolimy nie mówić sobie w oczy pewnych rzeczy. Nie kłócimy się na ulicy, bo to przecież nie wypada. Raczej zamykamy w czterech ścianach nasze żale i pretensje do świata. Chowamy je tak głęboko jak się da, żeby tylko sąsiad nie pomyślał, że coś ze mną nie tak.
Wszyscy oczywiście wiemy, że postaci z okładek w kolorowej prasie są na każdy możliwy sposób...
Po raz pierwszy w historii zamach terrorystyczny został potępiony również przez muzułmanów....
Fundacja po DRUGIE, która pomaga dzieciakom z placówek resocjalizacyjnym, wydała książkę „Co...
„Dam Ci wszystko to, co lubię, ale siebie dam po ślubie!”, „Słownik damsko-męski i męsko-...
Historia prawdziwa, autobiograficzna. Szokująca opowieść o niezwykłej, chwilami bardzo...
Tydzień dla Życia, inicjatywa wielu środowisk katolickich i naukowych związana z Dniem...

niepłodność Jarku leczy się naprotechnologią (o której się nie mówi bo nie ma z niej...
Przerażona Rachela, by zmylić chłopców rzucających w nią grudami śniegu, uklękła pod...
W dzieciństwie pozostawiony przez matkę i torturowany przez ojca, wychowany przez ulicę....
Ewelina była zwykłą nastolatką, taką jak wiele innych. Któregoś dnia dowiedziała się, że...
czasami trzeba wyjechać daleko, żeby pewne rzeczy lepiej zobaczyć. Inni mogą nas naprawdę wiele nauczyć. Upieranie się, że tylko u nas jest tak, jak być powinno, a co za tym idzie - najlepiej, jest kompletnym nieporozumieniem. Każdy ma to swoje coś...
Dodaj nową odpowiedź