Danuta Gargaś

Przez dziurkę od klucza

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Kraków, Różana 5, Salezjański Ruch Troski o Młodzież. Słychać gwar. To gromadka dziewczynek biega wokół sali, właściwie ta zabawa nie ma innego sensu - tylko biegać i śmiać się. Ktoś wydaje dzikie okrzyki szczęścia, bo wygrywa w "Chińczyka". W kącie coś zaiskrzyło i dwaj bracia tarmoszą się niemalże na śmierć i życie.

Słychać gwar. To gromadka dziewczynek biega wokół sali, właściwie ta zabawa nie ma innego sensu - tylko biegać i śmiać się. Ktoś wydaje dzikie okrzyki szczęścia, bo wygrywa w "Chińczyka". W kącie coś zaiskrzyło i dwaj bracia tarmoszą się niemalże na śmierć i życie.

Już wychowawca jest przy nich i słucha, jak się przekrzykują, żeby dowieść czyja wina. W innym kącie też toczy się walka: zapaleni mali szachiści główkują, jakby tu zakończyć grę tryumfalnym "szach - mat". Sala plastyczna tonie w masie solnej. Całe ręce oblepione, klamka i nawet czyjeś włosy. Ten z otwartą buzią tworzy coś w przypływie natchnienia, inny się już dawno zniechęcił i tylko czeka, żeby pani za niego zrobiła. Nie zdążył zacząć, a już musi kończyć, bo słychać, jak dziewczynki nakrywają do stołu. Będzie podwieczorek, jak zwykle łakocie i herbatka owocowa albo mleko. Więc biegną wysłannicy po tych, co na sali sportowej grają w ping-ponga, żeby ich nie minęła ta przyjemność. Gdyby ksiądz Bosko tutaj stanął, powiedziałby "moje dzieci, moje dzieło" i to słynne: "wystarczy, że jesteście młodzi, abym was kochał".

Dobrze, że jest takie miejsce jak Świat Dziecka oficjalnie nazwane świetlicą środowiskową - miejsce zajęć, zabaw, nauki, wspólnych posiłków i spotkań wychowawczych. Tu dzieci mogą przyjść i zapomnieć o złych przeżyciach ze szkoły czy z domu, tu życie toczy się inaczej, bardziej beztrosko, chociaż problemów nie brakuje, bo panie pilnują wypełniania dyżurów i nieraz się usłyszy coś złego od kolegi. Adres? Różana 5 w Krakowie, czyli dzieło Salezjańskiego Ruchu Troski o Młodzież.

Dzieci

Świat Dziecka to mała społeczność. Dzieci przynoszą tu ze sobą problemy ze swoich środowisk, żyją tymi problemami. Jeśli ktoś określa przychodzące tu dzieci jako "trudne", to właśnie dlatego, że nie mają łatwo: w domu alkohol, biednie, albo brak miłości lub choćby zainteresowania ich osobą. W szkole też same trudności: jedynka za jedynką i nikogo nie obchodzi, że w domu była kłótnia, albo, że idzie wiosna. Głowa pełna wzorców zaczerpniętych z podwórka, albo z ostatnio oglądanego filmu dla dorosłych.

Czego tu dzieci szukają? Miejsca, gdzie mogą przyjść po lekcjach i spotkać się z rówieśnikami. Urozmaicenia monotonnej, nudnej, często smutnej rzeczywistości. Tu zaspokajane są ich potrzeby fizyczne (zajęcia ruchowe, dożywianie), potrzeby intelektualne dzięki douczaniu i szerokiej panoramie prowadzonych zajęć, oraz potrzeby emocjonalne, jak pragnienie przyjaźni, dowartościowania, pragnienie "coś znaczenia". Są wśród dzieci takie, które w negatywny sposób zwracają na siebie uwagę. One właśnie po to przychodzą - nie żeby przeszkadzać, ale żeby w taki niezawodny sposób być zauważonym. Niestety, przez to nie jest łatwiej ani im, ani wszystkim wokół.

Wychowawcy

Młodzi, ambitni. Gdzieś na dnie motywów ich działań leży miłość wychowawcza, która co krok stawia przed nimi dylematy i problemy: "Gdzie leży dobro dziecka? Gdzie wyznaczyć granice swobody i dyscypliny? Jak ogarnąć całość grupy, organizację zajęć, żeby nie umknęły cenne chwile indywidualnych spotkań z dziećmi? Jak przeprowadzić trudną rozmowę? Ile jeszcze szans dać łobuzowi i czy jego negatywne zachowanie wpłynie znacząco na morale grupy? Czy poświęcić dobro jednostki dla dobra grupy? Czy może jest to ta jedna ewangeliczna owca zabłąkana, dla której pasterz pozostawia stado, żeby ją odnaleźć?

Reklama
Jeśli chcesz dodać opinię jako stały użytkownik, musisz być zalogowany.

Dodaj nową odpowiedź

Obrazek bezpieczeństwa
Image CAPTCHA