Dobrze jest mieć starszych kolegów wśród braci studenckiej, którzy zapoznają "nowego" z zasadami "studiowania". Bo nie każdy przecież wie, czym jest "warunek", "komis" czy "przedłużka", a to terminy podstawowe.
Jeszcze niedawno był czerwiec - miesiąc sesji, nerwów i litrów wypitej kawy. Tymczasem minął już lipiec i sierpień, czas swobody i słońca lub dla co po niektórych - pracy zarobkowej w Polsce bądź na obczyźnie, minął też wrzesień, podczas którego licealiści zazdrosnym okiem spoglądali na cieszących się nadal wolnością studentów. I w ten sposób niepostrzeżenie - czy tego chcemy, czy nie - rozpoczął się nowy rok akademicki.
Dla jednych będzie to okres wzmożonej pracy naukowej (czytaj: wyścig szczurów po stypendium motywacyjne), dla innych - czas dobrej zabawy z odrobiną nauki przed egzaminami. A jaki będzie ten rok dla studentów I roku?
Zwykle takie właśnie pytanie zadaje sobie student I roku na początku października. I nic dziwnego. Ciężko jest się odnaleźć w innym otoczeniu, często w nieznanym mieście, pośród nowych, niekoniecznie przychylnie nastawionych, znajomych. Dlatego dobrze jest mieć starszych kolegów wśród braci studenckiej, którzy zapoznają "nowego" z zasadami "studiowania". Bo nie każdy przecież wie, czym jest "warunek", "komis" czy "przedłużka", a to terminy podstawowe. Do wiedzy elementarnej należy też znajomość sposobów postępowania z kluczowymi postaciami studenckiego życia, takimi jak kierowniczka akademika, portierka, czyli cerber tegoż akademika, oraz pani z dziekanatu. I tak wedle niepisanego kodeksu kierowniczkę lepiej mijać ze skromnie spuszczonym wzrokiem (bo studenci i ryby głosu nie mają), portierce nie zaszkodzi podarować od czasu do czasu czekolady, zauważyć nową fryzurę i pochwalić niezwykłe dopasowanie uczesania do typu urody, a pani z dziekanatu należy mówić "dzień dobry", nawet jeśli idzie po drugiej stronie ulicy, bo a nuż usłyszy, zapamięta, a w przyszłości okaże miłosierdzie? Gdy już pierwszak przyswoi sobie te i inne zasady studiowania, może nosić miano STUDENTA.
Po upływie kilku tygodni pierwszak już zupełnie, niczym kameleon, wtapia się w otoczenie. Zna teren i rozmieszczone na nim punkty strategiczne (ksero, tanie obiady "domowe", miejsce zamieszkania kolegów z roku, którzy pożyczą notatki). Nawiązuje znajomości i wpada w wir studenckich imprez. Oczywiście student nie bawi się bezmyślnie. Już św. Franciszek z Asyżu zalecał afirmację świata, więc student afirmuje go aż do przesady i raduje się, uczestnicząc w szeregu imprez. Zaczyna się od fuksówek organizowanych przez grono starszych kolegów. Z czasem młody adept studiów sam posiądzie tajemną wiedzę związaną z organizacją zabawy i wtedy już nic nie stoi na przeszkodzie, aby miło spędzić czas czy to w akademiku, czy w prywatnym mieszkaniu. A powód do świętowania znajdzie się zawsze. I pomijam tu już banalne przyjęcia urodzinowe i imieninowe. Zaprawiony w boju student zorganizuje imprezę nawet z okazji środy lub czwartku... piątek też nie byłby gorszy... Wystarczy rzucone przez kogoś hasło "impreza", minimum trzy osoby, a w okolicy czynny sklep spożywczy. W taki sposób mogą mijać całe miesiące...
Imprezować każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej, ale jaka powinna być tego częstotliwość? Tej wiedzy nie można już posiąść tak łatwo, jak informacji dotyczących wydawania przyjęć. Zwykle jest ona dostępna po czterech latach studiowania i zależy od doświadczenia studenta na tym polu. Wtedy "oświecony" już żak potrafi odróżnić imprezę niezbędną od takiej, w której uczestniczyć nie chce, nie musi lub nie powinien. Zmienia się też jego pojęcie imprezowania. Pod tym terminem wcale nie muszą się już kryć "nocne rodaków rozmowy" w akademiku, ale wyjście do kina, teatru bądź udział w przedsięwzięciu jednej z organizacji studenckich. W zasadzie student z czasem dokonuje zmiany swoich poglądów na temat studiowania. Wcześniej "studiowanie" było dla niego równoznaczne z bawieniem się. Bo co w powszechnej opinii student robi najlepiej? Imprezuje.
Z czasem żak dochodzi jednak do wniosku, że "studiowanie" to przecież uczenie się, bo dlatego zdawał egzaminy na wyższą uczelnię, aby zgłębiać wiedzę związaną z wybraną przez siebie dyscypliną. A imprezy - owszem czynią życie studenta ciekawszym, ale nie są jego istotą.
Niestety student I roku nie dysponuje jeszcze dostatecznym doświadczeniem, a w związku z tym i dostateczną wiedzą wiedzą. Chętnie się bawi, uczy się mniej chętnie albo wcale. W wirze imprez po prostu brak na to czasu, a gdy przyjdzie opamiętanie - może być już za późno i wtedy nawet mówienie "dzień dobry" pani z dziekanatu nie pomoże. Dlatego pierwszak - aby dotrwać do IV roku studiów, kiedy to pojmie sens studiowania - powinien zajrzeć czasem do książek. A gdy podręczniki będą działały szczególnie usypiająco, niech powtórzy sobie za naszym eksprezydentem proste, ale jakże dobrze oddające meritum sytuacji słowa: nie chcem, ale muszem.
Studia są bezpłatne? Wolne żarty! Nasi studenci z własnej kieszeni (poza środkami z budżetu...
Często egzaminom towarzyszy stres i przekonanie: „nie dam rady”, „nie zdam”. I zwłaszcza...
Angielski, niemiecki, francuski, a może bardziej egzotyczny hiszpański i włoski? O potrzebie biegłej...
Zakończyła się właśnie druga edycja ogólnopolskiego konkursu z informatyki i wiedzy o...
Kobiety, które mimo zagrożenia życia zdecydowały się urodzić dziecko, będą bohaterkami...
„Dam Ci wszystko to, co lubię, ale siebie dam po ślubie!”, „Słownik damsko-męski i męsko-...

no właśnie, a ja znam kogoś kto trafił do szpitala po ketonalu i spędził tam sporo czasu...

niepłodność Jarku leczy się naprotechnologią (o której się nie mówi bo nie ma z niej...
Zakończyła się właśnie druga edycja ogólnopolskiego konkursu z informatyki i wiedzy o...
3 marca 2012 roku o godzinie 15.15 po raz pierwszy w życiu przytuliłem czarnego...
- Nie jesteś ani bliżej Boga, ani dalej. On jest zawsze przy tobie. Ale inaczej byśmy ze...
Dodaj nową odpowiedź