Msza święta. Wieczerza Pańska

Rozmowy z młodzieżą.
Andrea Gasparino

Spośród wielu teologiczno-duszpasterskich opracowań na temat Mszy świętej książka ta wyróżnia się ze względu na swój żywy język, który potrafi wciągnąć czytelników

Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą

Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą zanurzenia się w Bogu
Andrea Gasparino

Komunia powinna być tym punktem Mszy, który czyni nas najbardziej zaangażowanymi, ponieważ jest to chwila osobistego spotkania z Chrystusem.

W każdym innym momencie Liturgii Eucharystycznej wszyscy bracia współdziałają z nami, można nawet powiedzieć, że giniemy tam trochę pośród nich, a naszą odpowiedzialność zdajemy się dzielić ze wszystkimi.

W trakcie Komunii jest inaczej.

To szokujący moment "twarzą w twarz" z Chrystusem. On osobiście spotyka się z nami, przychodzi nas powołać, przychodzi nas wybrać, ponieważ ma nam do powiedzenia coś bardzo osobistego, coś "tylko dla nas".

Jest to także chwila, w której spotykam się z Chrystusem sam, otoczony jedynie przez moją samotność.

Jego Słowo otrzymujemy razem z braćmi, przekazuje je nam kapłan, wszystkie gesty, ceremonie pomagają nam w jego właściwym odbiorze.

W czasie Komunii znajdujemy się sam na sam ze wszystkimi naszymi słabościami, z naszym zagubieniem, naszą niegodnością.

To moment dramatyczny i uprzywilejowany. Biada mi, jeżeli nie zdaję sobie z tego sprawy!

Jeżeli Komunia zastaje mnie nieprzygotowanym, zaprzepaszczam spotkanie i ponoszę za to odpowiedzialność.

Oczywiście, mogę zadośćuczynić roztargnionej Komunii, ale to ciężka sprawa - niczym fałszywy krok, stracona okazja, która ciężko rani przyjaźń z Chrystusem.

Musimy stać się odpowiedzialni.

Kiedy Chrystus spotykał się z kimś, nawet tylko raz, życie tego człowieka zostawało na zawsze naznaczone.
W Ewangelii mamy wiele tych decydujących spotkań: Zacheusz, cudzołożnica, Lewi, Samarytanka, Piotr, Andrzej i Jan...

Ile Komunii już przyjąłem! Ile spotkań twarzą w twarz!

Co się zmieniło?

Ta rzeczywistość jest przerażająca.

Komunia może stworzyć świętego, a we mnie nie poruszyła ani na milimetr trybu mojej przeciętności.

Powaga problemu stanęłaby natychmiast przed oczami, gdybyśmy mieli tyle cierpliwości, aby wziąć do ręki kartkę papieru i ołówek i zdobyli się na odwagę przeprowadzenia rachunku dodawania i odejmowania, gdybyśmy policzyli wszystkie Komunie w ciągu roku, Komunie z wszystkich lat, a potem odjęli te Komunie, które nie dokonały w nas żadnych zmian.

Za pomocą prostych i konkretnych słów problem ten można wyrazić następująco: czego w praktyce, w ciągu całego mojego religijnego doświadczenia - od dzieciństwa aż do młodości, dokonał we mnie jedyny przywilej osobistego spotykania z Chrystusem?

Jesteśmy nieświadomi, idziemy na łatwiznę, jesteśmy powierzchowni!

I nie przestajemy śnić naszych słodkich snów, kołysząc się od jednej eucharystii do drugiej.

Czy nie czas się zatrzymać?

Te refleksje pragną nam w tym pomóc, aby choć przez chwilę ustała nasza szalona ucieczka w powierzchowność.

Przedmowa

Andrea Gasparino

Jest to już drugie wydanie książki, noszącej tytuł Msza święta - Wieczerza Pańska autorstwa o. Andrea Gasparino, odpowiedzialnego za Centrum Misyjne o. de Foucauld w Cuneo. Książka ta jest zbiorem rozmów przeprowadzonych bezpośrednio z członkami wspólnoty oraz za pomocą turyńskiego "Radio Incontri". Obecna edycja została wzbogacona i uzupełniona po ogromnym sukcesie poprzednich czterech wydań dla młodzieży oraz po ukazaniu się drukiem przekładu w języku koreańskim. Spośród wielu teologiczno-duszpasterskich opracowań na temat Mszy świętej książka ta wyróżnia się ze względu na swój żywy język, który potrafi tak wciągnąć czytelników, jak gdyby słuchali tej katechezy z samych ust mistagoga (albowiem chodzi o prawdziwą mistagogię opartą na stanowiących istotę celebracji pojęciach-kluczach), a zwłaszcza z powodu bogactwa refleksji i konwersacji, które w trzeciej części książki przedstawiają Eucharystyczną Komunię jako ważny moment zaszczepienia się w boskość. Po tym jak reforma liturgiczna przybliżyła Mszę św. do jej natury - Wieczerzy Pańskiej (stąd podwójny tytuł książki), wypełniając bolesne pustki jansenistycznej i separatystycznej przeszłości od sakramentu do ofiary, pozostaje ciągle wrażenie, że wielu wiernych nie zdaje sobie jeszcze sprawy z wymagań, niesionych przez ten sakramentalny kontakt, gdy Pan jednoczy nas z sobą i czyni nas członkami Swojego Ciała. Umieszczenie w części trzeciej - poświęconej właśnie Komunii - tematów, które zwykle znajdują swoje rozwinięcie gdzie indziej, a przeważnie w części ogólnej dotyczącej Mszy, wskazuje na wagę, jaką autor pragnął nadać tej sakramentalnej chwili, która upodabnia nas poprzez współuczestnictwo i przemianę do sakramentalnej ofiary. Aktualizacja eucharystycznej doktryny w stosunku do nowoczesnych zagadnień: zgromadzenia liturgicznego, które czyni ze Mszy św. sakrament zgromadzonego Kościoła, mocy ducha epiklezy zwłaszcza nad przyjmującymi Komunię, dwoistości stołów, co stawia na tym samym poziomie rzeczywistości sakramentalność słowa i sakramentalność eucharystyczną (różnica leży jedynie w stopniu, nie w charakterze) - wszystko to nadaje tej nowej edycji wartość katechetycznej skuteczności, która może przekonać i skłonić do lepszego zrozumienia i zakosztowania "eucharystycznego dramatu", jak mówi sam autor. Ta katecheza, skierowana na początku do młodzieży, może okazać się użyteczna dla duszpasterzy celebransów oraz liturgicznych animatorów naszych znużonych zgromadzeń, i jakkolwiek nie zamierza ona wyczerpać wszystkich aspektów eucharystycznej tajemnicy, ma niewątpliwą inspirującą wartość. Wystarczy jej bezpośrednio doświadczyć!
Enzo Lodi

Część pierwsza - Wprowadzenie

Andrea Gasparino

1. Eucharystyczny dramat

Andrea Gasparino

Eucharystia jest w Kościele problemem niezwykle doniosłym, ponieważ wymaga od wszystkich wierzących ogromnej odpowiedzialności. Ta odpowiedzialność ciągle narażona jest na ryzyko. Nietrudno dziś stwierdzić: nasza eucharystyczna wiara jest słaba, często budzi litość! A jednak Eucharystia jest najwyższym aktem czułości Jezusa wobec nas, wobec Swojego Kościoła.

Umiłowawszy swoich do końca ich umiłował!.

Kiedy Jezus powierza Dwunastu Apostołom Eucharystię, składa nieprawdopodobny dar, który łamie wszystkie schematy, rozbija wszelkie pojęcia.

"Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał" (Łk 22,15).

Święty Tomasz, który nie ma w zwyczaju grzeszyć przesadą (waży każde słowo), napisał:

"Eucharystia: największy ze wszystkich cudów dokonanych przez Chrystusa, cudowny dokument Jego niezmierzonej miłości do ludzi".

Rzeczywiście, trzeba to wyznać: cóż mógł dla nas uczynić więcej ponad swoją śmierć, zmartwychwstanie i dar Ducha Świętego?

Może powinniśmy mówić o "eucharystycznej czułości", aby odpowiedzieć na dar Chrystusa. Jeżeli postawimy na eucharystyczną czułość, wyleczymy się z naszego grubiaństwa. Być może jest to jedyna odpowiedź na chłód, który otacza Eucharystię i przytłacza Kościół we wszystkich jego strukturach.

Sytuacja jest tragiczna: otwórzmy oczy!

Tragiczna wśród wiernych...: opustoszałe kościoły, Msze św. w dni powszednie z trzema staruszkami na krzyż, niedbale odprawiona Eucharystia, pajęczyna na tabernakulum. Zaniedbanie tkwi także i w nas, kapłanach, którzy sprawujemy Mszę pospiesznie i bez życia. W parafiach nie uczy się o wartości Eucharystii... a potem piętrzą się tylko skargi na temat lenistwa i braku zaangażowania ze strony wiernych.

Musimy znaleźć świętą odwagę, my kapłani, aby powiedzieć sobie całą prawdę na temat sytuacji eucharystycznej, nawet kosztem rozdrapania do krwi naszej pychy. Opat Pierre opowiada, że kiedy sprawował swoją pierwszą Mszę św. o. de Lubac, jego spowiednik, udzielił mu takiej rady: "Kiedy będziesz leżał na ziemi przed biskupem w dniu święceń, poproś tylko o jedną łaskę, abyś był antyklerykalny na wzór świętych".

Czy chcecie zważyć rzeczywistość waszego eucharystycznego chłodu? Zwróćcie uwagę na to, jak wchodzicie do kościoła i natychmiast zrozumiecie, jaki jest stosunek waszego serca do Eucharystii. Zapytajcie się, gdzie podążają wasze oczy, kiedy wchodzicie do kościoła: czy spoglądacie na obecnych? A jeśli nie ma nikogo, to patrzycie na kwiaty, na świece, na obrazy...? A na Niego? Czy patrzycie na Niego? Kim On jest dla was?

Czy chcecie uznać realną prawdę o waszym eucharystycznym chłodzie? Pomyślcie o rzeczywistości waszych Komunii. Czy nie są absurdem?

Spróbujcie wyobrazić sobie, posługując się odrobiną logiki: wasz przyjaciel przyszedł do was w odwiedziny, przynosząc wszelakie dobra... a wy, skoro zobaczyliście, że nadchodzi, wyszliście kuchennymi drzwiami, zostawiając biedaka samego z jego darami... Co powiedzielibyście o podobnym zachowaniu? To szaleństwo godne osoby pozbawionej rozumu!

Jednak czyż nie takie właśnie są wasze Komunie? On przychodzi, przynosząc wiele darów, a wy wymykacie się do waszych zajęć, pozostawiając go samego... To haniebna bezmyślność, ale tak do niej przywykliśmy, że nie zwracamy już nawet uwagi na nasze niedbałe Eucharystie. Złem nie jest roztargnienie, ale przyzwyczajenie do braku skupienia - głupota, która nie stanowi żadnego problemu!

Mówi Cantalamessa: "On przychodzi, ale nas nie znajduje, bo nie pozwalamy Mu się nawet odnaleźć!".

Czy można to usprawiedliwić?

Andrea Gasparino

Czy znacie Psalmy eucharystyczne?

Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył?
Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego" (Ps 116).

Bardzo poruszył mnie Psalm 111 ?na pustyni?:

Z całego serca chcę chwalić Pana
w radzie sprawiedliwych i na zgromadzeniu.
Wielkie są dzieła Pańskie,
Mogą ich doświadczyć wszyscy, którzy je miłują.
Majestat i wspaniałość - to Jego działanie...
Zapewnił pamięć swym cudom!.

Czy Eucharystia polega właśnie na tym? Czyż nie jest upamiętnieniem wszystkich cudów Boga? Wspomnieniem Jego cudów? Istotą Eucharystii jest przecież upamiętnienie wszystkich tajemnic Chrystusa, jakkolwiek zasadniczy akcent spoczywa na męce, śmierci i zmartwychwstaniu.

Dlaczego Pan zapewnił pamięć swym cudom? Odpowiedzi udziela nam Psalm 111:

Pan jest miłosierny i łaskawy.
Dał pokarm tym, którzy się Go boją;
Pamiętać będzie wiecznie o swoim przymierzu.

Co robić, aby dotrzeć do eucharystycznej czułości?

Andrea Gasparino

- Trzeba natychmiast przejść od Eucharystii-przedmiotu do Eucharystii-osoby.

Naszym najczęstszym przewinieniem jest uprzedmiotowienie Eucharystii. Sprowadza się ją do roli "rzeczy", rzeczy świętej, przenajświętszej, ale zawsze "rzeczy". A przecież Eucharystia jest Osobą! Stąd też wszelkie konflikty, w które wdaję się z ludźmi, muszą zakłócać moje Eucharystie.

- Przejść od eucharystycznego formalizmu do żywego związku.

Żywy związek należałoby kształtować począwszy od chwili wejścia do kościoła od pierwszego momentu aż do kulminacyjnych punktów eucharystycznej celebracji. Jezus pragnął, by Eucharystia stała się żywym związkiem jednego Ty z drugim.

- Trzeba zacząć od idei.

Nasza eucharystyczna wiara jest chora, ponieważ nasze eucharystyczne idee są powierzchowne; trzeba natychmiast je odkurzyć. Analfabetyzm w dziedzinie Mszy św. jest ogromny na wszystkich poziomach; osoby wykształcone również mają przerażające braki w eucharystycznej edukacji.

To problem kultury i wykształcenia. Dopóki idee nie są głębokie, dopóty Eucharystia się nie obroni; w tym tkwi istota problemu, nie oszukujmy się. Potrzebna jest kultura teologiczna, kultura eucharystyczna. Chcąc zbudować dom, nie zaczyna się od dachu. Muszę zasadzić w swoim umyśle nowe i głębokie idee na temat Mszy św., dopiero wtedy będę mógł mieć nadzieję, że stanie się ona fundamentem mojego życia.

Każdy z nas powinien zatroszczyć się o stworzenie własnej eucharystycznej biblioteki, zbierając wszystko to, co aktualne na polu teologicznym i praktycznym, poczynając od dzieł świętych o Eucharystii. Ważne jest, abyśmy przynajmniej raz w roku przeżyli nasz eucharystyczny miesiąc, przeprowadzili roczną kampanię eucharystycznej odnowy.

Nie bójcie się konkretnych i znaczących decyzji i walczcie o nie wytrwale.

Oto niektóre ważne postanowienia:
- koniec z Eucharystią bez przygotowania,
- koniec z Eucharystią bez lektur przygotowujących,
- koniec z Eucharystią bez osobistego daru.

Bóg już w momencie Wyjścia z Egiptu podyktował liturgiczne prawo, które mimo iż jest mądre i bardzo stare, wciąż jeszcze nie jest przestrzegane:

"Izraelu, nie stawaj przed Bogiem z pustymi rękoma".

Zakaz stawania przed Bogiem z pustymi rękoma to ustanowienie punktu zwrotnego i przyzwyczajenie nas do ofiarowywania na ołtarzu wszelkiego cierpienia świata, Kościoła, przyjaciół, znajomych.

Następnym problemem jest powiązanie dnia codziennego z Eucharystią: przyzwyczailiśmy się do mówienia o "eucharystycznych wycinkach", krótkich momentach refleksji, gdy analizujemy część po części naszych Eucharystii, naprawiając zaniedbania, chłód i lenistwo.

Jeżeli jesteśmy aż tak konkretni, powinniśmy szukać rozwiązania eucharystycznego dramatu bardziej w nas i wokół nas; a kiedy nasza eucharystyczna wiara nabierze trwałości, zawsze przebudzimy kogoś znajdującego się obok nas.

2. Właściwie rozumieć słowa

Andrea Gasparino

Chcę przede wszystkim wyjaśnić znaczenie słowa msza oraz sens innych pojęć, których będziemy używać.

Wyraz msza jest najpopularniejszym, ale niekoniecznie najbardziej wyrazistym słowem, jakim określamy Eucharystię. Pochodzi od łacińskiego "missa", co oznacza "posłanie". Missa altaris "miała oznaczać zbiór modlitw wznoszonych do Ojca z ołtarza w obecności zgromadzenia" (Derrey).

Według niektórych ekspertów słowo msza pochodzi od "pożegnania" kierowanego do katechumenów po Liturgii Słowa oraz "pożegnania" kierowanego do wszystkich na zakończenie celebracji.

Pierwszy mówił o mszy św. Paweł, kiedy w Liście do Koryntian nazywał ją "Wieczerzą Pańską". To było wspaniałe słowo, ponieważ oznaczało wspólne zasiadanie razem z Panem do stołu. To był najwznioślejszy obraz, obraz uczty z Bogiem, ale słowo to nie zdominowało języka i w toku polemiki z protestantami usunięte na dalszy plan.

Innym pojęciem stosowanym na określenie mszy jest Święta Eucharystia. Eucharystia oznacza dziękczynienie. Tym słowem zamierzam wyrazić boskie podziękowanie ludzkości skierowane ku Bogu. Boskie ponieważ zamyka się w dziękczynieniu Jezusa; dziękczynieniu Chrystusa Ojcu, z którym się jednoczymy.

Inną nazwą jest święta ofiara Eucharystii. To także niezwykle piękne określenie, ponieważ zaznacza pewien szczególnie głęboki aspekt mszy, widzianej jako ofiara dziękczynienia Chrystusa.

Wszystkie te słowa są doskonałe; niestety nadal używamy określenia msza, słowa bardzo ograniczonego, którego pochodzenie jest ciągłym tematem polemik wśród ekspertów.

Byłoby lepiej, gdybyśmy posługiwali się bardziej oryginalnym wyrażeniem biblijnym - Wieczerza Pańska. Tego pragnie dziś Kościół, jak widzimy w ostatnich jego dokumentach liturgicznych.

3. Liturgia i liturgiczne życie

Andrea Gasparino

sobór pojmuje liturgię jako sprawę podstawową dla życia Kościoła: a to oznacza, że powinna ona stać się podstawowym elementem naszej egzystencji, a ściślej całe nasze życie duchowe musi zostać ukształtowane przez liturgię.

Ile osób jednak nie potrafi poddać temu duchowemu dojrzewaniu! Ilu ma błędne lub całkiem dziecinne wyobrażenie o liturgii!

Chciałbym spróbować obalić pewne błędne i dziecinne wyobrażenia.

Dla niektórych ludzi liturgia jest wypełnianiem rubryk. Rubryki to gęsty las pojedynczych rytualnych przepisów, które określały do niedawna kult religijny.

Wypełnianie rubryk jest manią sprowadzania życia liturgicznego do jednostajnego, skrupulatnego i formalistycznego przestrzegania wszystkich przepisów.

Kiedy byłem w seminarium, uczono mnie, że aby dobrze odprawić Mszę, należy przestrzegać nieskończonej ilości drobnych przepisów (pomyślcie tylko o pokłonach, było ich aż sześć rodzajów!). Nie nauczono mnie jednak z tym samym zaangażowaniem, że jeżeli Msza nie odmieniła mojego dnia, to nie była Mszą, nawet jeśli wypełniłem wszystkie rubryki, a może uczono mnie, ale nie dotarło to do mnie.

W każdym razie wypełnianie rubryk było czymś w rodzaju faryzejskiego nurtu, który ogarnął cały kult, tłumiąc go; było jak chwast, który pnąc się po ścianach Kościoła, nie wpuszczał do środka promieni słonecznych. Sobór miał odwagę powiedzieć "dość" i wyrwał chwast razem z korzeniami, nadając nowy kształt liturgii, głosząc m.in. że jest ona przejawem zaangażowania duchowego Kościoła, jest wręcz jego źródłem. Kościół nauczał, że liturgia musi być zrozumiała i aktywna, że musi być językiem żywym i stymulującym, musi być centrum religijnego życia.

Istnieje także inna błędna i bardzo rozpowszechniona idea: nazwałbym ją herezją zewnętrzności. To wiara, że sprawowanie liturgii składa się wyłącznie z pięknych ceremonii; że polega ono na eksponowaniu ludzi, śpiewaniu pięknych pieśni, ustawianiu całych zastępów kleryków itd.

Nie! Liturgia jest czymś innym; oznacza pełne oddanie się Bogu, oznacza przyjęcie życia, jakie On daje i postawienie Go w centrum naszego dnia.

Po Mszy, jeżeli odprawiłem prawdziwą liturgię, nie mogę postępować wbrew miłosierdziu, ponieważ Msza jest moim uroczystym zobowiązaniem, jest przysięgą na wierność Chrystusowi; jest moim przymierzem z Ojcem w krwi Chrystusa!

Istnieje również inne błędne bardzo rozpowszechnione wyobrażenie: że liturgiczne życie jest "interesem" Kościoła, że jest zbiorem ceremonii, poprzez które oddajemy cześć Bogu, że jest jałowym kultem. Nie! Biada, jeżeli liturgia nie wychodzi poza Kościół, biada, jeżeli liturgia jest tylko świętym zbiorem dobrych manier, ceremoniałem, który obowiązuje nas przed Bogiem, o którym zapominamy, kiedy odegramy już swoją rolę. Liturgia musi wychodzić poza Kościół, musi wejść w moje życie, towarzyszyć mi w pracy, w czasie moich spotkań, musi karmić moją miłość, iść za mną jak cień, który śledzi moje kroki.

Liturgia jest pokarmem mojej wierności względem Boga, jest prawdziwym "panem nostrum quotidianum" (naszym chlebem codziennym), który wspiera mnie każdego dnia, z godziny na godzinę.

Jeżeli tak się dzieje, liturgia naprawdę staje się życiem!

Możemy wyraźnie zaobserwować trzy stopnie liturgicznego życia:

1. Pierwszy, najniższy, reprezentuje ten, kto ociera się jedynie o liturgiczne życie: należą do niego ci, którzy nie tylko nie zastosowali w życiu tego, czego domaga się Sobór, ale którzy nawet nie zrozumieli tego, czego się domaga. Ograniczają się oni do ciągnięcia wózka złej woli za soborowymi dekretami, narzekając, że reforma liturgiczna jest sprawą gorących głów. "Idźcie w pokoju, ofiara spełniona", mówimy na zakończenie Mszy. Ktoś mawiał: "Idźcie w niepokoju, ofiara zaczęta".

2. Drugi stopień reprezentuje ten, kto dociera tylko do zewnętrznej warstwy - kory liturgii: należą do niego ci, którzy myślą, że przeprowadzą reformę liturgiczną, wprowadzając mniej lub bardziej udane nowości. Liturgia Godzinek jest jednak dla nich martwa, Msza nadal toczy się jakby obok i nic to w ich życiu nie zmienia.

3. Trzeci stopień reprezentuje ten, kto dociera do drzwi liturgicznego życia; wchodzi, ale porusza się jak obcy: należą do niego ci, którzy już odkryli, że liturgia jest karmiącą siłą, ale ich niedoskonała formacja uniemożliwia im pełne skorzystanie z tego pokarmu. Cieszą się pięknym psalmem, wkraczają w koncepcje liturgicznej celebracji, ale dla nich Msza św. nie wykracza poza bramy kościoła.

4. Na szczycie są ci, którzy docierają do serca liturgii: należą do nich ci, którzy zrozumiawszy, że liturgia musi przemienić ich życie, czują, że po Mszy nie można już postępować wbrew miłosierdziu czy zlekceważyć obowiązku. To ci, którzy zrozumieli, że całe ich życie opiera się na tym, co dokonało się rano w kościele, pojmują Komunię jako "nawrócenie w miłości, zjednoczenie serc w Chrystusie z braćmi".

Kiedy dotarliśmy do istoty prawdziwej liturgii, rozumiemy, dlaczego dzieło Soboru nie ustaje: Sobór odkrył, że liturgiczne życie jest atomową siłą, która przemieni Kościół, która nawróci parafie i doprowadzi do świętości wszystkich ludzi dobrej woli.

Kiedy odkryliśmy liturgiczne życie, wyczuwamy też przyczynę niektórych paradoksalnych wyrażeń Kościoła na temat liturgii: że liturgia jest "szczytem" życia Kościoła, że jest "źródłem" wszystkiego w Kościele, że jest "centrum", "początkiem" i "końcem" Kościoła.

Liturgia jest religią! Jest modlitwą, która staje się miłością, jest życiem, które stało się modlitwą - jest chrześcijaństwem tętniącym prawdziwym życiem.

4. Tajemnica Mszy św.

Andrea Gasparino

Za każdym razem kiedy przygotowujemy się do studiowania nauki o Mszy św., wierzę, że powinniśmy mieć w sercu chwilę wahania: powinniśmy poczuć to, co odczuwa alpinista, kiedy wstępuje na bardzo wysoki i jeszcze nie zdobyty szczyt.

Uważam, że pragnienie poznania Mszy św. jest zuchwałością, ponieważ oznacza pragnienie pomieszczenia w naszej małej głowie największej chrześcijańskiej tajemnicy.

Zanim zaczniemy, zróbmy więc jedną rzecz; uczyńmy akt pokory - poprośmy o pomoc Maryję. Ona pośród Dwunastu najgłębiej zrozumiała istotę Mszy św., jej serce pierwsze zabiło dla Mszy św., jako pierwsze ofiarowało się w najdoskonalszy sposób, poświęcając się w największej Mszy św. całej historii - Mszy na Kalwarii.

Matka Boża nam pomoże. Czyńmy często ten akt pokory; w trakcie tych długich rozważań potrzebujemy Jej pomocy. Ja bardzo jej potrzebuję, ale wy też jej potrzebujecie. Nie zagłębiajmy się w to zagadnienie bez Jej światła: okazalibyśmy się wielce nieostrożni.

Chciałbym, aby to opracowanie było praktyczne, proste i głębokie, na ile jest to możliwe i na ile ja jestem do tego zdolny.

Jak już mówiłem, studiowanie Mszy św. jest jak zbliżenie się do bardzo wysokiej góry, której szczytu nie widzimy. Istnieje wiele dróg prowadzących na szczyt. Ostrożność jednak każe nam wybierać nie najprostszą drogę, ale najlepszą.

I tak pomyślałem, że praktyczniej i owocniej będzie przybliżyć się do tajemnicy Mszy św. przede wszystkim krążąc wokół góry, potem wchodząc na nią, studiując Mszę Jezusa - "Wieczerzę Pańską", jak mówi św. Paweł, aby na koniec zgłębić ją w świetle dokumentów soborowych i posoborowych.

Z takiej perspektywy będziemy mogli już coś dostrzec a przynajmniej poczuć piękno i wielkość tajemnicy Mszy.

Nie miejmy jednak złudzeń: tajemnicy Mszy nigdy nie odkryjemy tu, na ziemi. Podobnie jest nawet z największymi teologami - jedynie święci mogą zrozumieć trochę więcej od zwykłych śmiertelników.

To powinno dodać nam odwagi, ponieważ im bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej docieramy do istoty Mszy św.: poczciwa staruszka może zrozumieć tajemnicę Mszy głębiej niż niejeden teolog.

Dla zrozumienia istoty Mszy, nie wystarczy studiowanie, potrzebna jest modlitwa; ten, kto się modli, więcej zgłębi, ten, kto nie rozważa przez pryzmat modlitwy, będzie miał w głowie jedynie suche teologiczne pojęcia. Posługiwanie się samymi teologicznymi pojęciami można porównać do posiadania ogromnej ilości cegieł bez możliwości zbudowania z nich domu.

Kończąc pragnę przedstawić drogę naszych rozważań:


  1. pierwszy obraz, ilustrujący Mszę poprzez pojęcia-klucze;

  2. Komunia eucharystyczna, ważny i najbardziej zobowiązujący moment Mszy św.;

  3. Msza św. w świetle dokumentów Soboru oraz dekretów posoborowych.

Pierwsza część będzie dotknięciem wielkiej tajemnicy, będzie obejściem dookoła wielkiej góry; druga i trzecia zaś będą bezpośrednim zgłębieniem myśli Kościoła na temat Mszy św.

Trzeba jednak pamiętać, by uniknąć nieporozumień, że do prawdziwego szczytu poznania nie dotrzemy nigdy!

Część druga - pojęcia klucze

Andrea Gasparino

1. Pojęcie klucz: Msza święta jest rodzinną ucztą

Andrea Gasparino

Może oczekiwaliście, że od razu przedstawię wam Mszę św. jako ofiarę. Nie! Najprostszym i najbardziej logicznym skojarzeniem będzie porównanie Mszy św. do rzeczy o wiele prostszej: do rodzinnego stołu, przy którym w zdrowej bliskości zbiera się grupka osób, darząc się nawzajem uczuciem.

Z takiego doświadczenia właśnie narodziła się Msza św.!

Szczęśliwie do dziś jeszcze zachowała kształt, który przywołuje ideę uczty: jest stół, jest pokarm, chleb i wino; są zaproszeni goście.

Spożywanie posiłku samo w sobie jest aktem banalnym, ale my potrafiliśmy uwznioślić ten akt.

Kiedy pragniemy się zgromadzić, aby uroczyście świętować jakieś ważne wydarzenie, uciekamy się do posiłku, bo wydaje się to naturalne, bowiem w czasie posiłku rozmawiamy, przekazujemy nasze uczucia, służymy sobie wzajemnie.

To właśnie podczas posiłków zachodzą polityczne zmiany; dyskutuje się o interesach czy też o problemach intelektualnych.

Usłyszałem kiedyś od pewnego dyplomaty, że najważniejsze sprawy państwowe rozwiązuje się często na uroczystych obiadach delegacji.

Podobnie dzieje się w rodzinach. Kiedy dzieci mieszkają daleko od matki, a ona pragnie zobaczyć je wszystkich razem, pierwszą myślą jest przygotowanie wspaniałego obiadu. Wydaje się, że wokół stołu, w cieple rodzinnym wszyscy lepiej będą się rozumieć.

Jezus, znając do głębi ludzką psychikę, nadał Mszy charakter posiłku w rodzinie, posiłek jednoczący wszystkich wokół Niego.

Nie możemy jednak zatrzymać się na tej płaszczyźnie, musimy iść dalej, sięgnąć jeszcze głębiej.

Jeżeli Msza jest ucztą, niesie z sobą specjalne zobowiązania:

1. Na ucztę idzie się z sercem radosnym, bo uczta jest jak wesele

Czy postrzegacie Mszę jako wesele i radość?

Czy idziecie na Mszę św. z radosnym sercem, czy też w poczuciu ciężkiego obowiązku?

Jeżeli pojmujecie ją jako obowiązek, to jeszcze jej nie odkryliście; czegoś wam brakuje, musicie się postarać, aby wyrwać się z odrętwienia.

2. Na wesele chodzimy odświętnie ubrani

Pomyślcie o stroju! Mówię o stroju wewnętrznym, bo Chrystus nie patrzy na nasze zewnętrzne szaty; możecie przyjść nawet w dżinsach, bo dla Jezusa Chrystusa to nie ma znaczenia, interesuje go nasze serce.

Czy zdajecie sobie sprawę, że będziecie musieli zbliżyć się do Ciała Pana, pić Jego Krew? Nie możecie przyoblekać się w egoizm, pychę, zmysłowość; musicie przebrać się przed Mszą św., ubrać się odświętnie. Przyzwyczajajcie się, aby nie chodzić na Mszę św. w podkoszulku i krótkich spodenkach (mówię o sercu, nie o wyglądzie zewnętrznym!).

Przyzwyczajcie się do głębokiego oczyszczenia wewnętrznego przed Mszą: spotkanie z Chrystusem wymaga skruszonego serca. Kto spożywa ten chleb i pije kielich Pański niegodnie, wyrok sobie spożywa i pije, woła do nas św. Paweł!

3. Na wesele nie przychodzimy z pustymi rękoma

To bardziej nakaz rozumu niż reguła dobrego wychowania. Ten, kto nas zaprasza, poświęca się dla nas, wszyscy to rozumieją, a zatem rozsądek nakazuje, aby nie przychodzić z pustymi rękoma.

Jeżeli zaś nic nie przynosimy, sprawa również jest jasna: dzisiaj zapraszasz ty, jutro zapraszam ja. Tutaj już samo przyjście jest jakimś darem.

Msza św. zawsze powinna stawiać mnie przed pytaniem: co przynoszę Chrystusowi?

Trzeba pomyśleć o tym poprzedniego dnia, wieczorem, albo rano, kiedy się obudzimy, ponieważ nie zawsze uda nam się odnaleźć dar "na pstryknięcie palcami".

Czy na przykład nie byłoby pięknie, gdybym idąc na Mszę, odważnie zadał pytanie: "Panie, czego ode mnie wymagasz? Co ci sprawia przykrość? Wytłumacz mi to, objaw się, przemów do mnie, postaram się dać ci to, o co mnie poprosisz".

4. Na wesele przychodzimy z sercem otwartym dla wszystkich

Jeżeli dwóch zaproszonych gości nie patrzy na siebie, jeżeli między nimi powstał jakiś spór, to albo sobie przebaczą i będą znowu traktować się jak przyjaciele, albo nie wezmą udziału w weselu. Tak to się odbywa.

Podobnie jest ze Mszą św.: nie mogę iść do kościoła z nienawiścią czy gniewem względem kogoś innego, jeżeli tak będzie, to Chrystus z ołtarza powie mi: "Zostaw swój dar, na który nie chcę nawet teraz patrzeć, idź i najpierw pojednaj się z twoim bratem".

A zatem przed każdą Mszą muszę stawiać sobie zawsze takie pytanie: "Czy mam nienawiść w sercu? Czy chcę przebaczyć? Jeśli kogoś nienawidzę, to muszę uczciwie czekać na progu kościoła, aż nie przebaczę".

I nie zapominajcie, że nie wystarczy przebaczyć w myślach: muszę potwierdzić to czynem.

5. Na uczcie słuchamy i rozmawiamy

Nie zamykamy się w izolującym nas milczeniu, ale dołączamy do innych.

Jeżeli staję się wyspą, zamykam się w skorupie, odstaję od reszty biesiadników - lepiej zrezygnować z zaproszenia.

Na Mszy muszę czynić podobnie - powinienem uczestniczyć w dialogu, nie wolno mi się zamykać.

Muszę słuchać i mówić.

Bóg do mnie mówi, nie mogę uronić ani jednego "i" z Jego słów i muszę dołożyć wszystkich sił, aby je zrozumieć; w Słowie Bożym tkwi bowiem zawsze jakaś treść o wartości osobistej, zawsze znajdziemy w nim odbicie naszego osobistego problemu, potrzebna jest tylko wola słuchania.

Potem przychodzi kolej na nas, aby mówić: modląc się, śpiewając, rozmawiając w naszym sercu z Bogiem, a także ze wszystkimi innymi.

Nie chodzimy na Mszę, aby podpierać ściany!

6. Na weselu obowiązują pewne normy zachowań, przez wszystkich przestrzegane

Nie zachowujemy się więc jak u siebie w domu, szanujemy potrzeby innych: jeżeli wszyscy śpiewają, my nie rozmawiamy; jeżeli wszyscy mówią, nikt nie zaczyna śpiewać.

Podobnie, nie siadamy, gdzie chcemy, przestrzegamy pewnego porządku. Nie siadamy na miejscu panny młodej czy jej rodziny. Przestrzegamy pewnych zwyczajów: nie siadamy na ziemi ani na stole.

Przede wszystkim staramy się nie stawiać w przykrej sytuacji gospodarzy, ale okazujemy im sympatię, przyjaźń, szacunek.

Na Mszy, weselu Chrystusa, niezbędna jest powaga wobec tych spraw, dla których On się jej domaga. Istnieją pewne normy zewnętrzne, które powinny być przestrzegane oraz rzeczywistość wewnętrzna, która wymaga odpowiedniego traktowania.

Najważniejsze, by mieć serce przepełnione wdzięcznością; muszę zdać sobie sprawę, że Msza jest Eucharystią, tzn. dziękczynieniem. Wymaga wdzięczności. Chrystus wychodzi mi na spotkanie, oddając mi się, aby zjednoczyć się ze mną i złożyć Ojcu dziękczynienie wszystkich ludzi za dzieło odkupienia. Chrystus daje mi możliwość wyrażenia razem z Nim, przez Niego i w Nim, mojego aktu miłości do Ojca oraz mojego zaangażowania, z którym przeżywać będę Jego chwałę, z którym poniosę Go w świat, by kochać braci.

2. Pojęcie klucz: Msza św. ucztą ofiarną

Andrea Gasparino

Jezus uczynił Mszę jako ucztę, świętą ucztę, a dokładniej ucztę ofiarną.

Uczta ofiarna jest zwyczajem tak starym jak ludzkość. Dzisiaj można ją zauważyć wszędzie, wśród wielu narodów. Możemy powiedzieć, że jest to wrodzona idea człowieka, tak stara jak idea ofiary.

Tam, gdzie ofiara jeszcze istnieje, istnieje zawsze zwyczaj uczty ofiarnej, jego podstawową ideą jest piękna koncepcja: zasiadanie do stołu z Bogiem.

Nasza cywilizacja utraciła ten zwyczaj, jednak chrześcijaństwo może poszczycić się wzbogaceniem tej świętej tradycji, ponieważ wprowadziło świętą ofiarę Eucharystii.

W naszej kulturze zachowały się jedynie szczątki tego tysiącletniego zwyczaju, ale tak nikłe, że nie poruszają już naszej religijnej wyobraźni.

Istnieje na przykład zwyczaj rodzinnego gromadzenia się na Boże Narodzenie, nawet ci, którzy są daleko, przyjeżdżają, aby przy posiłku świętować. Wydaje się, że odczuwamy potrzebę takich zgromadzeń, wydaje się, że nie byłoby Bożego Narodzenia, gdybyśmy nie spotykali się wokół stołu, w pokoju, w radości, w miłości, aby trochę się poweselić.

Wydaje się, że wokół stołu wiele rzeczy powraca na właściwe miejsce: podzielone serca zawierają pokój, gasną spory, czujemy się bardziej braćmi, czujemy się bardziej zjednoczeni.

I Jezus ofiarował nam Mszę św. właśnie w kulturowym kontekście ofiarnej uczty: pojawia się stół, obrus, pokarm oraz zaproszeni goście.

Msza pozostaje dziś dokładnie taką, jaką dał nam Jezus:
- jest stół: ołtarz;
- biały obrus;
- pokarm: chleb i wino;
- goście: lud Boży;
- przewodniczący stołu: kapłan;
- kwiaty;
- śpiew;
- radość;
- słucha się Słowa Bożego;
- rozmawia się z Bogiem w modlitwie;
- obdarza się miłością.

Chcąc lepiej zrozumieć powód, dla którego Jezus umieścił Mszę św. w kontekście uczty ofiarnej, dobrze jest poznać tradycję ofiarnej uczty żydowskiej.

Bouyer mówi, że dla Żyda każdy posiłek był rzeczą świętą, ponieważ każdy miał religijną treść, a zwłaszcza ten związany z uroczystościami religijnymi, szczególnie z Paschą.

Nawet więcej, w niektórych wspólnotach żydowskich - mówi Bouyer - jak np. we wspólnocie z Qumran, "uczta nabrała znaczenia pradawnych ofiar"; zdaniem wielu współczesnych egzegetów na początku Izraela uczta paschalna "była prawdopodobnie jedyną ofiarą"1.

W świętej uczcie ważne miejsce zajmowały towarzyszące modlitwy; nazywano je "błogosławieństwami", ale dla nas słowo to jest niewłaściwe; należałoby je nazwać raczej "konsekracjami" lub "dziękczynieniami".

Żydzi uważali te modlitwy, zwłaszcza końcowe dziękczynienie, za "godne szczególnego uwielbienia".

Rabini przypisują tym modlitwom wspaniałą przeszłość. Pisze Bouyer: "Nawet jeżeli mamy do czynienia z przesadą, modlitwy te są z pewnością najstarszymi modlitwami wśród rytuałów żydowskich, które przetrwały do dzisiaj".

Być może z powodu tej tradycji Msza św. została nazwana Eucharystią, dziękczynieniem. Skoro zrodziła się w kontekście hebrajskiej uczty ofiarnej, została nasycona treścią dziękczynną. Główny ryt Mszy do dziś dnia brzmi następująco: "Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie, Panie...".

Święta uczta Żyda zaczynała się od obmycia rąk, potem każdy pił kielich wina, powtarzając to błogosławieństwo: "Błogosławiony jesteś Panie, Boże nasz, królu wieków, który dałeś nam ten owoc winnego krzewu...".

Uczta ofiarna rozpoczynała się oficjalnie po tym, jak ojciec rodziny połamał chleb, który później rozdał ucztującym z następującym błogosławieństwem: "Błogosławiony jesteś Panie, nasz Boże, królu wieków, który dałeś nam chleb na tej ziemi...".

Ten, kto przyszedł po tym błogosławieństwie, nie mógł już uczestniczyć w świętej uczcie.

"Potem przynoszono potrawy i napoje i każdy wypowiadał szereg właściwych błogosławieństw. Wieczerza paschalna wyróżniała się jedynie specjalnymi potrawami, gorzkimi ziołami i barankiem, specjalnymi modlitwami oraz odmawianą tradycyjną dialogowaną homilią na temat powstania i zawsze aktualnego znaczenia święta" (Bouyer).

Najważniejszą częścią uczty było jej zakończenie (przypomnijcie sobie opis Pawła: "Po wieczerzy wziął kielich...").

W tym momencie przynoszono lampę, robiła to matka, która ją wcześniej przygotowała i zapaliła. Błogosławiono ją, a potem palono kadzidło.

Miało miejsce drugie umycie rąk; przewodniczący jako pierwszy brał wodę z rąk sługi, a w przypadku jego braku, z rąk najmłodszego w rodzinie.

To tłumaczy scenę opisaną w IV Ewangelii. Jest bardzo prawdopodobne, iż w tej scenie Jan przynosi Jezusowi wodę, a Jezus, biorąc misę z jego rąk, zaczyna od Piotra - pierwszego po sobie we wspólnocie - i umywa ucztującym nie ręce, ale nogi.

Potem przewodniczący brał w ręce przyniesiony na stół puchar pełen wina i uroczyście zapraszał zgromadzonych do zjednoczenia się w dziękczynieniu.

Wraz z tą modlitwą tak uświęcone wino pili wszyscy z głęboką religijnością na znak komunii z Jahwe.

Kiedy jesteście w kościele i podczas sprawowania Mszy słyszycie IV Modlitwę Eucharystyczną, śledźcie ją bardzo uważnie; zbudowana jest na wzór tych słynnych modlitw żydowskich - "błogosławieństw".

Bardzo prawdopodobne, że jest ona zbliżona do modlitwy wypowiedzianej przez Jezusa w czasie ostatniej wieczerzy.

Żydowska uczta ofiarna wyrażała tę wzniosłą koncepcję: usiąść do stołu z Jahwe, w przyjaźni i wierności, z duszą przepełnioną wdzięcznością.

Jezus przejął to pojęcie i wzbogacił je; chrześcijańska uczta ofiarna, Msza, musiała być czymś więcej.

Musiała wyrażać "stopienie się z Chrystusem (oto głębokie znaczenie komunii z Jego Ciałem i Krwią), aby zanieść Ojcu godne dziękczynienie za radość odkupienia".

Msza jest znakiem

Andrea Gasparino

Człowiek, aby się komunikować, potrzebuje znaków; słowo jest znakiem, gest jest znakiem.

Uściskiem człowiek może wyrazić uczucie, podniesioną ręką może wyrazić odrzucenie. Ręką człowiek może błogosławić, potrząsając pięścią może przeklinać i grozić.

Czasami używa on też przedmiotów: kwiat może być znakiem uczucia, niebieska wstążka przy drzwiach oznacza pojawienie się nowego życia, flaga - narodowe święto, medal na piersi bohatera jest znakiem uznania dla jego czynu.

Msza również jest znakiem. Jest środkiem wyrazu, poprzez który chrześcijanin zamierza powiedzieć Bogu, samemu sobie i braciom coś ważnego.

Treść

Andrea Gasparino

Pierwszym warunkiem istnienia znaku jest posiadanie treści. Jeżeli znak zostaje pozbawiony swojej treści, nie jest już znakiem.

Jeżeli posyłam przyjacielowi bukiet kwiatów, to wyrażam uczucie. Jeżeli natomiast, posyłając mu kwiaty, myślę sobie: "Jesteś nudziarzem!", pozbawiłem znak jego pierwotnego sensu. Nie ma on już racji bytu.

Pierwszym warunkiem zaistnienia znaku jest więc to, aby odnosił się do rzeczywistej treści, i aby był jednoznaczny, szczery.

Jakiego rodzaju znakiem jest Msza?

Msza jest znakiem komunii, komunii z Chrystusem, a poprzez Chrystusa z Ojcem. Jest komunią na trzech poziomach:
- z Jego Słowem (Liturgia Słowa);
- z Jego Osobą (Liturgia Eucharystyczna);
- z braćmi.

Msza dzieli się na dwie wielkie części, wokół dwóch stołów: Słowa i Eucharystii.

Liturgia Słowa jest już komunią z Chrystusem; słucham i kontaktując się z Nim, przyjmuję Jego słowo.

W Liturgii Eucharystii dokonuje się druga komunia - komunia z Jego Osobą poprzez Jego Ciało i Krew; poprzez znak (chleba i wina) wyrażam chęć przystąpienia do Niego i wiążę się z Jego życiem i ono wkracza w moje życie.

To mocny znak, najmocniejszy z całej liturgii: piję Jego Krew, spożywam Jego Ciało!

Potem jest trzecia komunia z Chrystusem, najtrudniejsza, najmniej wygodna, wzbudzająca lęk i najbardziej zobowiązująca: komunia z braćmi.

Komunia eucharystyczna trwa kilka minut, ale komunia z braćmi musi nastąpić po moim wyjściu z kościoła, musi mi towarzyszyć na każdym kroku i w każdym działaniu.

Miłość nie może gasnąć po Mszy, ponieważ jest ona konkretnym zobowiązaniem, które powziąłem przed Bogiem, podczas komunii z Chrystusem.

Prawdziwy znak

Andrea Gasparino

Warunkiem istnienia znaku jest jego jednoznaczny charakter, szczerość i niesiona przez niego rzeczywista treść.

Jeżeli Msza jest komunią ze Słowem Chrystusa, to nie wystarczy słuchać. Ten, kto słucha i nie przyjmuje, pozbawia znak jego treści. Kto słucha i nie wprowadza w życie, sprzeniewierza znak.

Jeżeli Msza jest komunią z Osobą Chrystusa, muszę wejść w Jego uczucia, Jego myśli, Jego upodobania. Muszę wejść w mentalność Chrystusa. "Nie żyję już ja - powinienem powiedzieć po Mszy - ale żyje we mnie Chrystus". To Chrystus mówi, porusza się, działa.

Jeżeli Msza jest komunią z braćmi, muszę rozbić skorupę mojego egoizmu, zbliżyć się do brata, zauważyć go, zaakceptować jego prawa, potrzeby, zmartwienia i jego radości.

Jeżeli wyraziłem wolę komunii z braćmi, to po moim powrocie do domu ten, kto żyje obok mnie, powinien zauważyć, że coś się we mnie zmieniło. Powinien zauważyć, że walczę z moim egoizmem, że staram się zrozumieć, pomóc, że potrafię słuchać, mam więcej cierpliwości, umiem dać coś innym, nauczyłem się, że trzeba kochać.

"Ofiara spełniona", ale teraz się zaczęła.

4. Pojęcie-klucz: Msza jest nie tylko znakiem

4. Pojęcie-klucz: Msza jest nie tylko znakiem, jest całym językiem znaków
Andrea Gasparino

Kiedy Chrystus powierzył Kościołowi Mszę - Kościół natychmiast pojął treść tego "znaku" komunii z Chrystusem i braćmi.

Istotnie św. Paweł szybko uwrażliwia pierwszych chrześcijan na konieczność autentyczności znaku:
- "Kto spożywa ten chleb i pije kielich Pański niegodnie, wyrok sobie spożywa i pije", ponieważ Wieczerza jest Komunią z Chrystusem;
- "Kiedy się gromadzicie, jeżeli każdy z was myśli o sobie, to nie spożywacie Wieczerzy Pana", ponieważ Wieczerza jest komunią z braćmi.

Kiedy Kościół otrzymał ten skarb, Mszę św., od razu zatroszczył się o jego przyozdobienie. Powstała w ten sposób Liturgia Eucharystyczna.

Kościół przez dwa tysiąclecia upiększał Mszę. Każdy znak pozostawił w tej pracy swój ślad; czasami była to ręka szczęśliwego artysty, czasami była to ciężka ręka rzemieślnika.

Historia Liturgii Eucharystycznej jest pełna blasków i cieni, udanych i mniej udanych prób.

Wszystko było uwarunkowane religijnym zapałem oraz głęboką myślą teologiczną czasów. Kiedy do architektury sakralnej wkroczył barok, zgubne barokowe tendencje dostały się i do liturgii.

Każda epoka pozostawiła swój ślad.

Również dzisiaj Kościół daleki jest od myśli, by zakończyć działania mające na celu pogłębianie i przyozdabianie liturgii Mszy, przeciwnie cała praca reformy liturgicznej Soboru to właśnie miała na celu.

Jedno należy podkreślić: ornamentem, który Kościół stosował do upiększania Mszy, był zawsze język znaków.

Msza bowiem powierzona przez Chrystusa Kościołowi jako znak komunii z Nim, stała się w ciągu wieków wspaniałym splotem znaków, niczym splot tysiąca nici artystycznego haftu.

Msza św. Od początku do końca jej trwania jest następowaniem po sobie znaków.

Miejsce celebracji już jest znakiem:
- nawa, która zbiega się z centrum, prezbiterium;
- prezbiterium, które zbiega się z centrum, ołtarzem.

Nawa jest dla wszystkich, bez różnicy wieku czy godności, co oznacza, że wszyscy jesteśmy równi przed Bogiem i wszyscy zjednoczeni tworzymy lud Boży.

Prezbiterium jest dla prezbitera, kapłana, człowieka wyznaczonego przez nas do reprezentowania nas przed Bogiem.

Jednak i on, i my, jesteśmy skierowani ku ołtarzowi, tzn. ku Chrystusowi: Chrystus jest centrum i zainteresowaniem Mszy.

Ołtarz jest znakiem:
- kamień oznacza, iż dokona się ofiara;
- na ołtarzu jest obrus z pokarmem: chlebem, winem, wodą, znakami uczty sakralnej;
- są kwiaty, światła, śpiew, muzyka: znaki świadczące o tym, że Msza jest weselem.

Znakiem jest każdy gest ludu i kapłana:
- lud wstaje w czasie czytania Ewangelii: jest to znak, że głoszone słowo nie jest jakimś tam słowem;
- kapłan naznacza sobie czoło, usta i serce przed czytaniem Ewangelii: chce przez to powiedzieć, że Słowo Boże wymaga czystego umysłu, czystych ust i czystego serca, aby je przyjąć i głosić;
- kapłan otwiera ramiona przed modlitwą, aby powiedzieć, że na swoich rękach zanosi nadzieje i błagania wszystkich;
- po konsekracji rozkłada ręce jak Chrystus na krzyżu: w tym momencie upamiętnia i przywołuje Ofiarę krzyża i razem z Kościołem składa Boską Ofiarę Ojcu;
- przed Komunią wszyscy zostają wezwani do przekazania sobie znaku pokoju, a zaraz potem kapłan łamie chleb, aby powiedzieć sobie i innym, że tu kryje się rzeczywistość Mszy: łamanie i ofiarowywanie się dla braci.

Msza jest splotem znaków. Uczestnictwo w niej wymaga spełnienia dwóch warunków:
1. umiejętności ich odczytania;
2. wewnętrznego dostosowania się do nich.

Jeżeli nie wiecie, dlaczego jesteście zjednoczeni, jeżeli nie rozumiecie powodu, dla którego wstajecie podczas czytania Słowa Bożego, jeżeli nie rozumiecie, że komunia z Ciałem i Krwią Chrystusa jest przysięgą wierności Ojcu w Krwi Chrystusa, że jest przymierzem, jeżeli nie rozumiecie, że znak pokoju jest zobowiązaniem do zauważenia innych, do dzielenia trosk, walki i radości braci, to co robicie na Mszy?

Jesteście jak analfabeci, którym podano najpiękniejszą książkę i powiedziano: "Czytaj!". Czy jednak analfabeta może przeczytać książkę - nie rozumie przecież liter! On nie może niczego zrozumieć; gdyby były tam zdjęcia, coś by pojął, ale zapisanych stron nie może rozszyfrować. Analfabeta nie może docenić książki, nawet jeżeli jest ona arcydziełem, bo nie operuje podobnym kodem komunikacyjnym.

Pierwszym warunkiem dobrego przeżycia Mszy św. jest umiejętność odczytywania znaków.

Drugim warunkiem jest - dostosowanie się do nich: kiedy wiem, co oznacza znak liturgiczny, chcąc go przestrzegać, muszę uczciwie się do niego dostosować. I tu powracam do problemu wewnętrznej szczerości, jednoznaczności, która powinna doprowadzić do tego, że raczej opuszczę Mszę niż wykonam pusty znak przed Bogiem.

1. We Mszy tkwi znak-sworzeń

We Mszy tkwi znak-sworzeń, znak jednoczący wszystkie pozostałe: to konsekracja
Andrea Gasparino

Sworzeń koła zębatego jest elementem podstawowym, ale często niewidocznym. Jeżeli usuniecie sworzeń, koło nie będzie się kręcić, kółko zębate nie będzie działać. Sworzeń decyduje o wszystkim. Jeżeli jest doskonały, maszyna pracuje w sposób doskonały; jeżeli ma defekt, nawet najdoskonalsza maszyna nie będzie działać; jeżeli go zabraknie, całość się zepsuje.

Jeżeli odbierzecie Mszy konsekrację, odbierzecie jej wszystko. Jeżeli zlekceważycie ten znak, wszystko się zawali, zubożeje, straci wartość, nic nie będzie miało już sensu.

Musimy zatem dobrze ten znak zrozumieć i przeżyć.

Konsekracja jest głównym znakiem Mszy, ponieważ jest znakiem podstawowym, pierwszym znakiem Eucharystii, znakiem, który wyszedł z rąk Chrystusa.

On nam ją dał, gest po geście, słowo po słowie. Kościół zawsze miał tak głęboki szacunek do tego znaku, że wszystko, co powstało później, zrodziło się, aby go przygotować i aby mu towarzyszyć, aby skupić na nim uwagę i pobożność ludu.

Wszystkie znaki Mszy mają tu swój początek.

Liturgia Słowa przygotowuje nas do konsekracji, jest przygotowaniem do niej naszego umysłu. Ofiarowanie (ofertorium) poprzez ofiarowanie chleba i wina na ołtarzu jest przygotowaniem serca do konsekracji. Komunia, która nastąpi po akcie konsekracji, może być nazwana konkretnym zakończeniem konsekracji, aktem końcowym.

Kościół w historii liturgii zawsze poświęcał wiele uwagi temu jednoczącemu sworzniowi eucharystycznego rytu.

Osadził go pośrodku liturgicznego aktu, aby lepiej wyrazić jego centralny charakter, gdyż stanowi on serce Mszy, jest sworzniem wszystkiego.

Otoczył go najwyższym uwielbieniem.

W momencie konsekracji Mszy, Kościół pragnął zawsze milczenia. Przed reformą liturgiczną narzucał milczenie nawet celebransowi; aż do wezwania "Sanctus" mógł on się odzywać, potem musiał wypełniać rytuał szeptem. Przed reformą liturgiczną Kościół nakazywał, aby w tej właśnie chwili odzywały się dzwonki; a służący do Mszy okadzał hostię i kielich.

Tak daleko zaszliśmy w kulcie tego centralnego aktu Mszy, że w historii liturgii dotarliśmy nawet do przesądu. Podczas konsekracji kapłan musiał podnosić hostię tak wysoko, aby wszyscy mogli ją zobaczyć. W epoce Średniowiecza prości ludzie mówili, że kto spojrzy na konsekrowaną hostię, będzie miał lekką śmierć. Pewien średniowieczny pisarz opowiada o dość rozpowszechnionym wierzeniu, według którego, kto wypiłby truciznę, nie umrze, jeżeli spojrzy na hostię w chwili podniesienia.

Był czas, kiedy brak możliwości kontemplacji hostii w czasie Mszy uważano za wielkie nieszczęście, a nawet według niektórych historiografów; stąd zrodziły się eucharystyczne procesje i eucharystyczne błogosławieństwa, aby wszyscy mogli zobaczyć hostię.

Dzisiaj Kościół usunął te elementy narosłe wokół konsekracji, chcąc przywrócić jej kształt, jaki nadał jej Jezus w czasie wieczerzy: kapłan głośno wypowiada to, co Jezus głośno wypowiedział; żaden dzwonek ani żaden trybularz nie przeszkadza w akcie konsekracji.

Jednak - w wyniku refleksji - Kościół zachował podniesienie, które pierwotnie było gestem, noszącym znamię przesądu.

Dlaczego to uczynił?

Chciał mocno zaakcentować znak, aby powiedzieć nam, że ten znak jest ważny, i że niesie poważne wymagania, na które trzeba hojnie w bogaty sposób i rozumnie odpowiedzieć.

2. Drugi najbardziej zobowiązujący znak Mszy

Drugim najbardziej zobowiązującym znakiem Mszy jest Komunia
Andrea Gasparino

W czasie Mszy trzy znaki prowadzą prosto do Chrystusa; On sam nam je dał: konsekracja, łamanie chleba, Komunia.

Kościół nigdy nie będzie mógł dotknąć tych znaków, nigdy ich nie zmieni, ponieważ to Jego znaki, znaki Chrystusa. Ten fakt stawia jednak wobec chrześcijanina obowiązek głębokiej formacji! Wymaga pogłębienia wielkiej miłości!

Istotnie, znaki Mszy nie są choreografią, są życiowymi zobowiązaniami.

Chrześcijanin ma obowiązek nieustannej refleksji nad ich realizacją i co za tym idzie, świadomego ich wypełniania, gdy w pełni przyjął je za swoje.

Komunia zobowiązuje i wymaga konsekwencji. Już św. Paweł uprzedzał, że pierwsi chrześcijanie powinni być czujni na ten znak; może nie pojęli całej jego wartości.

W kulcie żydowskim ten, kto wypełniał ofiarę, otrzymywał część ofiary, powracał do domu i spożywał to mięso z całą rodziną jako pokarm święty. To była prawdziwa i właściwa komunia z Jahwe.

Paweł tak to tłumaczy: "Przypatrzcie się Izraelowi według ciała! Czyż nie są w jedności z ołtarzem ci, którzy spożywają z ofiar na ołtarzu złożonych?" (1 Kor 10,18).

I dodaje: "Mówię jak do ludzi rozsądnych. Zresztą osądźcie sami to, co mówię: Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa?" (1 Kor 10,15).

Potem przestrzega: "Dlatego też kto spożywa ten chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije" (1 Kor 11,27).

W tym fragmencie św. Pawła zaczynamy rozumieć coś więcej z Komunii.

Czym jest Komunia, którą przyjmujemy w czasie Mszy? Jest uroczystym zanurzeniem się w Chrystusa, aby wszedł On w moje życie.

Istotnie Jan, wyjaśniając Komunię, odważy się powiedzieć: "Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim", a potem "...ma życie wieczne".

Jak mógł powiedzieć "ma życie wieczne", jeżeli nie dlatego, że poprzez Komunię-nawrócenie chrześcijanin dokonuje w sobie radykalnej zmiany?

Być w komunii z Chrystusem to znaczy:
- zrezygnować
- przeżyć kryzys
- wskazać błędy
- rozpocząć na nowo własne życie.

Stanowić komunię z Chrystusem oznacza zrozumieć, że nie żyję już ja, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 4,4).

W konsekwencji oznacza to:
- teraz będę myślał jak Chrystus
- teraz będę mówił jak Chrystus
- teraz będę postępował jak Chrystus
- teraz będę miał Jego upodobania
- teraz będę wybierał jak Chrystus, bo życie Chrystusa wdarło się w moje życie poprzez Komunię

Komunia zaczyna się przede wszystkim po Mszy.

Wymaga zgody przystąpienia.

Jest znakiem stopu, zatrzymania i refleksji wobec wszystkich kompromisów. Z tego właśnie powodu komunia zaczyna się na długo przed Mszą; nie można zaimprowizować nawrócenia; zmiana biegu oznacza myślenie, wolę i postanowienie.

Wymaga refleksji.

Komunia zaczyna się, kiedy postanawiam obalić za sobą wszystkie stare struktury, struktury chrześcijaństwa bez życia i postanawiam postawić zdrowy i prosty fundament.

Wymaga inteligencji i obiektywizmu.

Komunia zaczyna się, kiedy dokonuję nowego wyboru, wyboru radosnego, konstruktywnego i pełnego życia dla Chrystusa i braci.

Wymaga decyzji.

Komunia zaczyna się, ale się nie kończy, nie jest jednorazowym aktem; jeżeli bowiem tak się dzieje, już na samym początku jest komunią błędną. Komunia to wrzucenie biegu, a kto wrzuca bieg, myśląc, że zatrzyma się przy pierwszym krawężniku, źle zaczyna.

Jeżeli komunia jest tylko pojedynczym aktem, jest błędem, ona musi zapoczątkować mój program życia, zmusić mnie do dotrzymania moich postanowień, muszę nieustannie potwierdzać to, co wcześniej ofiarowałem słowami.

Komunię powinniśmy przyjmować codziennie, od początku wymaga od nas wytrwałości, bo jest też początkiem nowego życia.

5. Pojęcie-klucz. Dwa stoły, jedna Ofiara

Pojęcie-klucz. Dwa stoły, jedna Ofiara Eucharystyczna
Andrea Gasparino

Msza składa się z dwóch biegunów: Liturgii Słowa i Liturgii Eucharystycznej. Nie są one dwiema osobnymi rzeczywistościami, ale są komplementarne, nawzajem się uzupełniają.

Przed Soborem Liturgia Słowa zdawała się być choreografią Mszy: istotnie w podręcznikach teologii moralnej mówiono, że Msza jest ważna od chwili ofertorium (ofiarowania).

Liturgia Słowa, cała w języku łacińskim, była dla wiernych skarbem zamkniętym, zarezerwowanym dla kapłana: przypominam sobie radość nas młodych, kiedy pozwolono nam czytać języku rodzimym zdawało się, że znaleźliśmy się w siódmym niebie. Istotnie kapłan długo jeszcze mamrotał swój łaciński tekst, a my, po cichu, czytaliśmy jego tłumaczenie w mszałach, a ludzie, którzy nie czytali nic, spali sobie smacznie.

To był absurd. Reforma liturgiczna położyła kres tej niedorzecznej sytuacji nie do zniesienia. Jednak najważniejszą rzeczą było coś zupełnie innego - stopniowe przywrócenie takiej samej godności obydwu biegunom, Liturgii Słowa i Liturgii Eucharystycznej.

Dwie rzeczywistości w dwóch czasach, dwie rzeczywistości w jednym akcie kultu. Liturgia Słowa, która przygotowuje Liturgię Eucharystyczną. Liturgia Eucharystyczna, która jest odpowiedzią na Słowo.

Reforma liturgiczna coraz bardziej to precyzowała: dwa oddzielne miejsca, ambona i ołtarz; dwie różne księgi, Lekcjonarz i Mszał; dwóch sprawujących, lektor i kapłan. Dwa oddzielne bogactwa, ale zjednoczone, ten sam skarb, zbawczy dramat eucharystycznej ofiary.

Msza jest już pełnią od Liturgii Słowa. Sobór przecież mówi: "Kiedy w Kościele zaczynają się czytania, to mówi sam Chrystus" (KL 7).

6. Pojęcie-klucz. Msza jest zgromadzeniem dzieci bożych

Andrea Gasparino

Zgromadzenie wierzących wokół Chrystusa odgrywa ważną rolę w Bożym zamyśle:

"W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa" (Ef 1,4-5).

To Bóg zwołuje i zbiera pierwsze zgromadzenie na Synaju, Bóg przejmuje inicjatywę, ponieważ naród jest

"szczególną jego własnością pośród wszystkich narodów, królestwem kapłanów i ludem świętym" (Wj 19,5-6).

Bóg mówi, a naród odpowiada:

"Wtedy cały lud jednogłośnie powiedział: Uczynimy wszystko, co Pan nakazał" (Wj 19,8).

Potem przymierze zostało przypieczętowane ofiarą:

"Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów" (Wj 24,8).

Uczestnictwo w zgromadzeniu to podstawowy warunek uświadomienia sobie przynależności do ludu Bożego. Lud przeżyje tragedię wygnania jako zerwanie przymierza, po czym poczuje potrzebę zawarcia nowego przymierza, a nawet więcej, utrwali w sobie świadomość ścisłego związku pomiędzy uczestnictwem w zgromadzeniu a nawróceniem serc i reformą obyczajów.

Wraz z Chrystusem pojęcie zgromadzenia nabiera głębi i najwyższej pełni. Zgromadzenie nie jest już jakimkolwiek zgromadzeniem, jest samym Kościołem, jest Ciałem Chrystusa, zaś "każde zaniedbanie względem niego jest zaniedbaniem względem Ciała Chrystusa" (Lecuyer).

Przynależność do zgromadzenia jest przynależnością do Chrystusa.

Zgromadzenie liturgiczne jest uprzywilejowaną formą manifestacji tajemnicy Kościoła, jest jego widzialną formą. Celem zgromadzenia i jego funkcją jest pomoc jego uczestnikom we wzroście w wierze i w osiągnięciu nadziei, źródła radości chrześcijańskiej.

"Zgromadzenie nie jest przejściową wizją nieba, bo kiedy tylko się zbierze, musi się rozejść i pożegnać swoich członków. Jest ono niebem, a jednocześnie nim nie jest. Pan jest obecny, Królestwo Boże jest obiecane, a jednak oczekujemy Pana i nie jesteśmy jeszcze w Królestwie" (Martimort).

Zgromadzenie ma na celu budowanie wewnętrznej formacji wierzących:

"Skoro przeto liturgia codziennie z tych, którzy należą do Kościoła, buduje przybytek święty w Panu, mieszkanie Boże w Duchu, na miarę pełnego wzrostu dojrzałości Chrystusowej - równocześnie w przedziwny sposób umacnia ich siły do głoszenia Chrystusa, i tak znajdującym się poza Kościołem ukazuje go jako sztandar wzniesiony dla narodów, aby rozproszone dzieci Boże zgromadziły się w jedno, aż stanie się jedna owczarnia i jeden pasterz" (KL 2).

ROLA ZGROMADZENIA

Dlaczego zgromadzenie?

1. Dla głoszenia Słowa.

Nie ma zgromadzenia bez Słowa Bożego. To Słowo Boże nawołuje do nawrócenia, to Słowo Boże ukazuje racje nawrócenia. Przyjmując Słowo od Boga, zgromadzenie uświadamia sobie swoją rolę wobec Ojca, Syna i Ducha Świętego.

2. Dla komunikacji, braterskiego współdzielenia się, wzajemnej pomocy i przyjaźni.

Chrystus łączy serca i kształtuje je do jedności.

3. Dla modlitwy.

Niech trwa prawdziwa modlitwa wokół Chrystusa, z Chrystusem pośrodku; to modlitwa buduje Kościół.

4. Dla Eucharystii - dopełnienie zgromadzenia.

"Zgromadzenie tworzy święty, katolicki i apostolski Kościół, nawet jeżeli ludzie są niedoskonali, grzeszni i nie zawsze świadomi jedności, która ich łączy oraz celu, który muszą osiągnąć razem z obecnym Chrystusem" (Savorini).

Czy wszystkie te elementy prowadzą do powstania wspólnoty? To raczej pragnienie wspólnoty, to głód wspólnoty, ale to nie ona sama: ona jest z natury stabilna, zgromadzenie jest zawsze przejściowe. To wspólnota promuje zgromadzenia, ale to zgromadzenia czynią ze wspólnoty znak Kościoła.

7. Pojęcie-klucz. Msza jest pamiątką

Andrea Gasparino

Wieczerza Pańska jest "pamiątką", pamiątką nową, którą pragnął Chrystus, stworzoną na pniu "wspomnienia" żydowskiego.

Wszyscy wiemy, że kiedy Chrystus dał nam Mszę św. w czasie Ostatniej Wieczerzy, zakończył ten rytuał tymi słowami: "To czyńcie na moją pamiątkę".

Słowa Jezusa były zawsze w ten sposób tłumaczone. Liturgia w czasie konsekracji również tak właśnie je tłumaczy, być może dlatego, aby nie dezorientować wiernych, którzy od wieków w takiej formie je słyszeli.

Te słowa Jezusa są jednak niezbyt szczęśliwie tłumaczone. Jezus, mówią znawcy - egzegeci, niedokładnie tak powiedział. Dokładne tłumaczenie słów Jezusa powinno wyglądać w ten sposób: "To czyńcie jako moje wspomnienie".

Również liturgia przyznaje rację egzegetom. Istotnie, zaraz po konsekracji trzy nowe modlitwy eucharystyczne brzmią następująco: "Wspominając, Boże, zbawczą Mękę Twojego Syna, jak również cudowne Jego Zmartwychwstanie...".

Jezus, dając nam Mszę, wyraźnie wyjaśnił, że jest ona "wspomnieniem".

1. Czym zatem jest "wspomnienie"?

Andrea Gasparino

Jest człowiek, który poświęcił całe życie na studiowanie pojęcia żydowskiego "wspomnienie": to uczony Luigi Bouyer, nawrócony, uparty i zaangażowany czciciel hebrajskiej i chrześcijańskiej liturgii.

Zjeździł on cały świat, przeszukał wszystkie biblioteki hebrajskie, rozmawiał ze wszystkimi najbardziej wykształconymi i słynnymi rabinami żydowskimi. Luigi Bouyer chciał do końca przebadać problem: chciał do końca zrozumieć te słynne słowa Jezusa "to czyńcie na moją pamiątkę", "to czyńcie jako moje wspomnienie...".

Pomyślałem, że najlepszym przewodnikiem w naszym opracowaniu będzie ten były luteranin, Luigi Bouyer, ponieważ streszczenie jego pracy zostało przetłumaczone również na język włoski w książce pod tytułem Eucharystia, wydanym nakładem włoskiego wydawnictwa Elle Di Ci.

Zanim wytłumaczę wam, czym było "wspomnienie" żydowskie, chciałbym powiedzieć, czym nie było.

"Wspomnienie (memoria)" pochodzi od łacińskiego słowa "memoria" = pamięć i tłumaczy się jako upamiętnienie, przypomnienie. Wszystko natychmiast nam sugeruje, że oznacza "pamiątkę", "wspomnienie", "upamiętnienie"... Wspomnienie oznacza jednak nie tylko to. Nie jest jedynie przywołanym w pamięci wspomnieniem wskrzeszonej przeszłości. Jest czymś więcej!

Żydowskie "wspomnienie" jest rytuałem religijnym, który przywoływał dawne wydarzenie z historii ludu Bożego, przywoływał, <>czyniąc je obecnym, nakazywał ludowi dziękczynienie za to wydarzenie historyczne i zobowiązywał lud do wierności.

Czy było to zatem to, co dzisiaj nazywamy "upamiętnieniem"? Nie, to oznaczało coś więcej!

Było to raczej powtórne przedstawienie chwalebnego faktu, wypełnionego przez Boga nad Narodem Wybranym, faktu, zmuszającego Naród Wybrany do ponownego przeżywania go, do uczestniczenia w nim, do zagłębiania się w niego i do łączenia się z nową, głębszą i żywszą wiernością Bogu.

Proszę zauważyć, że jeszcze dziś praktykujący Żydzi właśnie tak pojmują wspomnienie.

Wiecie, że Żydzi co roku niezwykle uroczyście obchodzą Święto Paschy, rytuał, który upamiętnia święty baranek pieczony na ogniu i spożywany uroczyście jako prawdziwy akt kultu.

Pascha jest dla nich wspomnieniem tzn. rytuałem religijnym, który uobecnia wyzwolenie narodu z niewoli.

Oto jak słynny Rabbi Gamaliele nauczał Żydów celebracji wspomnienia Paschy, święta wyzwolenia z niewoli Egiptu: "W każdym pokoleniu, człowiek powinien się czuć tak, jak gdyby osobiście został wyprowadzony z Egiptu, dlatego jesteśmy zobowiązani składać dziękczynienie i chwalić tego, który naszym ojcom i nam sprawił ten cud, tego, który z niewoli wyprowadził nas do wolności, z cierpienia do radości, ze smutku do wesela, z ciemności do światłości wielkiej, z poddania do wyzwolenia, dlatego przed nim śpiewamy ?alleluja?" (Strack-Billerbek, IV).

Tu wierni intonowali chóralnie pieśń Hallel, psalmy 113-114.

Teraz możecie zrozumieć opis wspomnienia, który daje uczony Luigi Bouyer: "Żydowskie wspomnienie był instytucją (rytualną) daną i narzuconą przez Boga jego ludowi, aby na zawsze uwiecznić nowe zbawcze interwencje".

2. Jezus wypełnia pamiątkę (wspomnienie)

Andrea Gasparino

Dlatego Jezus, kiedy wypełnia rytuał wieczerzy po konsekracji chleba i wina, stwierdza, że ma w swoich dłoniach kielich krwi za nas wylanej; ma swoje ciało, połamane i zniszczone dla nas i zaprasza nas, abyśmy pili Jego Krew przymierza i jedli Jego Ciało za nas wydane.

Mówi: "Bierzcie i jedzcie, to jest krew przymierza; bierzcie i jedzcie: to jest ciało moje, za was wydane...".

A potem przypieczętowuje rytuał następującym uroczystym nakazem: "To czyńcie jako moje wspomnienie, jako moją pamiątkę".

Co miał na myśli Jezus?

  • Wspomnienie powracało do faktu spełnionego przede wszystkim przez Boga dla zbawienia. Jezus przywoływał swoją śmierć, która za kilka godzin miała dokonać się na Kalwarii. Przywoływał ją tym kielichem krwi, uświęconym winem i połamanym ciałem, chlebem świętej wieczerzy.
  • Wspomnienie przywoływało dar Boga dla obecnych, związany ze zbawczym wydarzeniem. Pamiątka Jezusa (wspomnienie) sprowadzała na obecnych i na cały świat dar odkupienia, pojednania i przebaczenia. Mateusz precyzuje, że Jezus mówił o Krwi nowego przymierza wylanej "dla odpuszczenia grzechów" (26-28).
  • Wspomnienie aktualizowało czyn Boga, czyniło go teraźniejszym.

Co się zdarzyło w czasie Wieczerzy Pana?

W tajemniczy sposób wypełnił się w tym momencie wielki akt Kalwarii: to był blask krwi, wyrażony w konsekrowanym winie, było tam przebite i uświęcone ciało, obecne w połamanym i podzielonym chlebie.

Wspomnienie uroczyście zobowiązywało zebranych przed Bogiem.

Jezus nie traktował ich jak widzów. Powie: "To jest krew przymierza, pijcie z niego wszyscy". To oznacza: "Nie bądźcie obojętni, wejdźcie w przymierze, rytuał jest dla was, nie bądźcie widzami, bądźcie aktorami".

3. Msza jest więc "pamiątką, wspomnieniem"

Andrea Gasparino

To oznacza, że sprawując Wieczerzę Pańską, jestem zobowiązany do zrozumienia, że:

1. Msza jest przywoływaniem chwalebnej śmierci Pana

Jakiś dokument Kościoła nazywa Mszę "Wspomnieniem (pamiątką) śmierci i zmartwychwstania Pana". Śmierci, która dokonała się dla mnie, śmierci, która ma mnie niepokoić, stawiać mnie w kłopocie, skłaniać do refleksji.

2. Msza jest pamiątką, wspomnieniem, tzn. musi być błaganiem, aby chwalebna śmierć Pana oraz odkupienie weszły w nasze życie i je przemieniły, oczyściły i wyzwoliły

Msza przyzywa największe wyzwolenie człowieka: wyzwolenie z egoizmu i pychy, które krępują go, czyniąc niewolnikiem.

3. Msza jest wspomnieniem, pamiątką tzn. musi uobecniać chwalebną śmierć Pana

To oznacza, że jest to wyjątkowe wydarzenie, największe w historii człowieka.
Biada człowiekowi, jeżeli przystępuje do celebracji tego wydarzenia chłodno i powierzchownie: byłoby to przestępstwo! - "Wychodzą ze Mszy i rozmawiają o pogodzie!" - wołał wzburzony Leon Bloy, wielki nawrócony.

4. Msza jest wspomnieniem, pamiątką tzn. musi angażować w śmierć i zmartwychwstanie

Kto nie umiera i nie zmartwychwstaje, nie uczestniczy we Mszy, nawet jeżeli jest kapłanem, nawet jeżeli odprawiał Mszę jako pierwszy celebrans.

Msza jest wywróceniem wszystkiego do góry nogami, duchowym kataklizmem: wszystko to, co sprzeciwiało się Bogu, musi być złamane, unicestwione, zbudowane od nowa.

Religia nie jest stosem idei czy pojęć: religia jest życiem.

Jezus dał nam Mszę jako wspomnienie właśnie po to, aby podkreślić tę rzeczywistość ciągle przez człowieka zapominaną.

"Wspomnienie, pamiątka" jest życiem, które zostało nam oznajmione i w które wkraczamy.

To nie jest rytuał ani zbiór ceremonii, ale coś innego.

To chwalebna śmierć Jezusa, który wchodzi we mnie, przemienia mnie i wyzwala.

To przysięga, która pomaga mi przyjąć to przemienienie mnie przez Jego śmierć oraz pozwala odrodzić się Jego życiem.

4. Pamiątka "współuczestnictwa"

Andrea Gasparino

Wieczerza Pańska jest pamiątką, wspomnieniem, nie pozwolono mi być na Mszy św. Widzem. Muszę być aktorem, muszę wejść w "moją rolę", w dramat krzyża.

Chrystus dał nam Mszę jako wspomnienie, pamiątkę tzn. jako święty rytuał, przeżywany od wewnątrz a nie na zewnątrz, rytuał, w którym uczestniczymy, a nie asystujemy; rytuał, którego jesteśmy współaktorami, a nie widzami.

W taki sposób więc muszę pojmować Mszę, tak ją przeżywać, w przeciwnym razie ryzykuję, że rozminę się z zamysłem Chrystusa.

Być widzem jest bardzo łatwo. To także bardzo wygodnie, Chrystus zaś wzywa mnie do trudnych spraw.

Żołnierze, którzy grali w kości pod krzyżem, również byli widzami...

Również ci lżący, którzy rzucali obelgi ukrzyżowanym, również nimi byli...

Być widzem to mniej niż nic; Msza jest "wspomnieniem, pamiątką", jest wezwaniem do działania.

A zatem to, że jestem i patrzę, nie wystarczy?
Nie, odpowiadam!

Nie wystarczy, że słucham uważnie tego, co się mówi i patrzę, co się dzieje?
Nie, odpowiadam!

A więc mam się modlić? Mam śpiewać?
Nie, odpowiadam!

Nie wystarczy ani patrzeć, ani słuchać, ani śpiewać, ani modlić się.

Trzeba działać. To znaczy być "aktywnym!"
To znaczy pojmować Mszę jako "pamiątkę!"

Aktor to ten, kto uczestniczy w dramacie.
Aktor to ten, kto w dramacie ma swoją rolę.
Aktor to ten, kto angażuje się w dramat.

Czy muszę na Mszy poddawać się grze wyobraźni? Muszę wyobrażać sobie dramat, Kalwarię, osoby? Co powinienem czynić?
Niczego takiego nie muszę robić.

Niektóre stare książeczki wątpliwej renomy nakazywały wręcz posługiwanie się na Mszy wyobraźnią.... Uczyły, że trzeba wyobrazić sobie całą scenę Kalwarii. Pomyślcie, że dochodziło do tego, że w czasie, kiedy kapłan mył ręce w trakcie ofertorium, zalecano wyobrażanie sobie myjącego ręce Piłata...

Istne paradoksy, które nie mieszczą się w głowie!

Nie, nie potrzeba posługiwać się wyobraźnią, trzeba czynić na Mszy coś zupełnie innego!

Przeanalizujmy cztery kluczowe punkty żydowskiego wspomnienia, na podstawie których Chrystus ustanowił Mszę: wspomnienie żydowskie przypominało, urzeczywistniało, przyzywało, zobowiązywało.

Pobożny Żyd, sprawując pamiątkę Paschy:
• przywoływał wyzwolenie z niewoli Egiptu;
• urzeczywistniał to wyzwolenie, jakby on sam brał w nim udział (był jego aktorem);
• przyzywał przyszłego i ostatecznego wyzwolenia przez Mesjasza oraz łaski minionego wyzwolenia;
• zobowiązywał się przeżywać swoje wyzwolenie w wierności Jahwe, przestrzegając z odnowionym zaangażowaniem przymierza zawartego z Bogiem.

Pierwsi chrześcijanie, sprawując Eucharystię:
• przywoływali wyzwolenie, które przyniósł Chrystus przez Swą śmierć i zmartwychwstanie;
• urzeczywistniali śmierć i zmartwychwstanie Pana; św. Paweł wyjaśnił: "Za każdym razem kiedy spożywamy ten chleb i pijemy z tego kielicha, głosimy śmierć Pana, aż przyjdzie";
• przyzywali (pragnęli) osobiście przyjąć fakt śmierci i zmartwychwstania Chrystusa dla siebie; było to uroczyste błaganie zmartwychwstałego Chrystusa, aby pozwolił żyć chrześcijańskim przesłaniem, a zwłaszcza miłością.
Święty Paweł powiedział: "Kiedy się gromadzicie, jeżeli każdy z was myśli o sobie, to nie spożywacie Wieczerzy Pana";
• angażowali się w miłość. Łamanie chleba było znakiem dzielenia się z braćmi. Istotnie, pierwsi chrześcijanie nie oddzielali nigdy Wieczerzy Pańskiej od miłości wobec potrzebujących braci.
Przystąpienie do jednego chleba i jednego kielicha oznaczało zobowiązanie się do bycia jednym sercem w Chrystusie.
"Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba" (1 Kor 10,17).

Kościół, celebrując dziś Eucharystię, pragnie, aby wierni "nauczyli się ofiarowywać siebie".

Wielokrotnie i na wiele sposobów powtarzał to Sobór.

Chrześcijanin, aby przeżywać pamiątkę, musi stać się aktorem eucharystycznej ofiary.

Musi więc:
• przywoływać wyzwolenie przyniesione przez Chrystusa, przez jego śmierć i zmartwychwstanie; (dzisiaj bardzo wyraźnie powrócono w reformie liturgicznej do symboliki "łamania" chleba, aby przywołać Jezusa "połamanego" dla nas);
• urzeczywistnić śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, uczynić je teraźniejszym poprzez konsekrację chleba i wina oraz poprzez prawdziwe zobowiązanie śmierci dla egoizmu i zmartwychwstania do miłości;
• przyzywać śmierci i zmartwychwstania Chrystusa dla kapłana, dla wiernych, dla Kościoła, dla świata...
Chrystus obecny jako chwalebna ofiara woła dla nas o wyzwolenie z egoizmu oraz zmartwychwstania do miłości; staje się obecnym pośród nas, bezustannie wstawiając się za nami;
• zobowiązać się do śmierci i zmartwychwstania.

Oto głęboka motywacja Komunii: tak bardzo upodobnić się do Boskiej Ofiary, aby przyjąć jej siłę do śmierci i zmartwychwstania, śmierci dla egoizmu i zmartwychwstania do miłości.

Łamany przed Komunią chleb jest nie tylko powtórzeniem łamania chleba przez Jezusa, jest wezwaniem, jest zobowiązaniem dla kapłana, dla wiernych do "łamania się" dla braci oraz do życia w miłości. Komunia z tym "połamanym" ciałem jest przysięgą na wierność miłości Chrystusa a jednocześnie błaganiem o nią.

"Niechaj wierni uczą się ofiarowywać siebie", nieustannie prosi Sobór.

Oto, co znaczy stać się "aktorami" Mszy, a nie zwykłymi widzami.

Eucharystia jest największym aktem miłości Jezusa do Ojca. Po Eucharystii, jeżeli wprowadziłem ją w życie, jeżeli wszedłem w ten akt miłości, muszę być gotowy na wszystko, muszę wprowadzić w życie wolę Boga aż do końca.

Eucharystia jest największym aktem miłości Jezusa Chrystusa do człowieka. Po Eucharystii, jeżeli w pełni uczestniczyłem w eucharystycznej ofierze, muszę być całkowicie otwarty na braci.

Ten zaś, kto żyje obok mnie, musi to zauważyć, jeśli naprawdę aktywnie uczestniczyłem w Miłości Chrystusa do Ojca i braci.

Coś powinno się zmienić w sposobie wypełniania woli Bożej: kto po Mszy zdradza swoje obowiązki z lekkim sercem, może powiedzieć, że przekreślił swoją Mszę, ponieważ prawdziwa Msza jest prawdziwą gotowością i otwarciem na Boży zamysł.

Coś powinno się zmienić w moim postępowaniu miłości, a pierwsi, którzy mają to zauważyć, to ci, co mi depczą po piętach, co żyją obok mnie ramię przy ramieniu, ponieważ prawdziwa Msza jest prawdziwą gotowością i otwarciem na braci.

5. Otwórz swe serce

Andrea Gasparino

Kiedy w czasie Liturgii słyszysz słowo: "Wspomnienie, pamiątka", nastaw uważnie swoje ucho i otwórz swoje serce. Uważaj na słowa, które po tym słowie nastąpią. Pojęcie "wspomnienie" ma wiele znaczeń. Jeżeli pilnie słuchasz słów kontekstu, w którym pojęcie zostaje wyrażone, wzbogacasz swój umysł i serce. Można by powiedzieć, że każda modlitwa eucharystyczna wzbogaca słowo "wspomnienie".

Zauważamy, że w II Modlitwie Eucharystycznej jest powiedziane:
"Wspominając śmierć i zmartwychwstanie Twojego Syna, ofiarujemy Tobie, Boże, Chleb życia i Kielich zbawienia...".

Co oznacza: urzeczywistniając w wierze śmierć i zmartwychwstanie Twojego Syna, możemy Ci, Ojcze, ofiarować chleb życia i kielich zbawienia, to znaczy nowe życie, które wkroczyło w zgromadzenie i nowe zbawienie, które nas dosięgło.

W IV Modlitwie Eucharystycznej mówi się:
"Obchodząc dzisiaj pamiątkę naszego odkupienia, wspominamy śmierć Chrystusa... wyznajemy Jego zmartwychwstanie...".

Msza jest zatem odkupieniem, które wypełnia się i umożliwia nam celebrację śmierci Pana oraz głoszenie Jego zmartwychwstania.

W V Modlitwie Eucharystycznej mówimy:
"Sprawując pamiątkę naszego pojednania, głosimy, Ojcze, dzieło Twojej miłości...".

To jeszcze jedno znaczenie "wspomnienia": wraz z Mszą urzeczywistniamy w wierze pojednanie z Ojcem i głosimy wielkie dzieło Jego miłości.

Pojęcie wspomnienia, pamiątki w ten sposób coraz bardziej się ubogaca i pogłębia, ponieważ jest przeżywane z coraz większym zaangażowaniem.

8. Pojęcie-klucz. Msza jest nawróceniem

Andrea Gasparino

Msza jest:
- wezwaniem do nawrócenia
- zobowiązaniem się do niego
- jego narzędziem.

Kto w czasie Mszy nie czuje jakiegoś przełomu i się nie nawraca, nie zrozumiał jej.

We Mszy, w każdej, Chrystus wzywa nas do nawrócenia. Jeżeli się nie nawracam, niweczę Jego dar; On pozostaje przede mną, ale ja go unicestwiłem.

Jestem biednym włóczęgą, który umiera z pragnienia, mając przed sobą rzekę pełną wody, która może go ocalić.

1. Wezwanie do nawrócenia

Kiedy Jezus sprawował pierwszą Mszę na swojej pożegnalnej wieczerzy, wręczając kielich apostołom, wypowiedział te słowa: "Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, to jest kielich krwi mojej, krwi nowego przymierza".

Teraz nie będziemy się jeszcze zagłębiać w pojęcie przymierza (niedługo do tego powrócimy), pragnę jedynie o nim wspomnieć.

A zatem w umyśle Jezusa Msza była przymierzem: przymierzem to znaczy przyjaźnią.

Msza polega więc na przyjaźni z Bogiem. Należałoby się zapytać, czym jest - tak sam w sobie, w swej naturze - pakt przyjaźni z Bogiem!

Oznacza on przede wszystkim harmonię z Nim, zgodę na to, czego On od nas pragnie.

Oznacza więc nawrócenie!

Zatem najbardziej podstawowym przesłaniem, jakie pełni Msza w moim życiu, jest wezwanie do przyjaźni z Panem, wezwanie do nawrócenia.

Rzecz wydaje się oczywista z innego powodu: kiedy Jezus ustanowił Mszę, czuł potrzebę uświadomienia swoim apostołom obowiązków miłości.

Wiedział On doskonale, że jest to "punctum dolens", krytyczny punkt naszego życia. To tragiczny moment naszego życia, wieczna walka, którą musimy staczać.

A zatem Jezus, zanim powierzył nam Mszę, otworzył nas na miłość, na nawrócenie do miłości.

Najpiękniejsze słowa o miłości Jezus wypowiedział na Ostatniej Wieczerzy, czyniąc symboliczny gest umywania nóg, chcąc skutecznie poruszyć wyobraźnię apostołów, nie tylko słowami, ale również i tym gestem.

2. Obowiązek nawrócenia

Kościół bardzo szybko zrozumiał, że Msza była nawróceniem, że wieczerza eucharystyczna to przede wszystkim żywe wezwanie do miłości!

Wiecie, że rytuał Eucharystii został od razu powiązany z braterskim posiłkiem, na który byli zaproszeni wszyscy, bogaci i biedni, niewolnicy i wolni.

Posiłek miłości: Msza została nazwana "agapą", co możemy przetłumaczyć jako: święto miłości.

Kiedy zaś upadł zwyczaj braterskiego posiłku i oddzielono święty rytuał od uczty, utrzymał się zwyczaj zanoszenia na Eucharystię darów dla ubogich. Z tej tradycji narodził się w liturgii rytuał ofertorium (ofiarowania).

Liturgia rozwijała się, w różnorodny sposób wplatając wezwanie do nawrócenia.

Pojęcie nawrócenia nieustannie bowiem pojawia się podczas Mszy poprzez wyraźne oraz symboliczne i rytualne wezwania.

Oto konkretne przykłady wezwań do nawrócenia:

• Msza zaczyna się rytuałem oczyszczenia, tzn. nawrócenia.
Rozpoczyna się tymi słowami: "Wyznajmy przed Bogiem nasze grzechy, abyśmy mogli godnie sprawować tę Najświętszą Ofiarę".
Potem sześć razy wołamy do Pana: "Panie, zmiłuj się nad nami...".
Następnie ma miejsce to, co moglibyśmy nazwać "liturgicznym odpuszczeniem" (które nie jest odpuszczeniem sakramentalnym, ale się nim inspiruje): "Niech się zmiłuje nad nami Bóg Wszechmogący, i odpuściwszy nam grzechy...".
Całe wprowadzenie do Mszy jest więc uroczystym wezwaniem do nawrócenia. Możemy powiedzieć, że na drzwiach Mszy św. widnieje ogromny napis: nawróćcie się.

• Podczas "Chwała Bogu na wysokości", pieśni radości, nie oczekujemy wezwania do nawrócenia, a jednak temat powraca: "Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata... zmiłuj się nad nami...".

• Przed komunią spodziewamy się czegoś innego, a jednak temat nawrócenia powraca: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie..."

• Znak pokoju jest również uroczystym wezwaniem do nawrócenia serca, nawrócenia do miłości.

• Podobnie Ojcze nasz jest powrotem do tematu nawrócenia: "... i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".
Potem nieustannie splatają się symboliczne i rytualne wezwania do nawrócenia.
Przyjrzyjmy się tylko dwu mocnym wezwaniom:

a) Wielki podział Mszy na Liturgię Słowa i Liturgię Eucharystyczną jest mocnym wezwaniem do nawrócenia. Istotnie, w Liturgii Słowa Bóg wzywa nas do siebie; w Liturgii Eucharystycznej odpowiadamy Mu czynem, przystępując do Niego aż do Komunii z Nim, tzn. do stopienia naszej woli z Jego wolą.

b) Komunia. Czym jest w gruncie rzeczy rytuał Komunii, jeżeli nie nawróceniem w jego największym wymiarze? To tak jakby powiedzieć: "Zobowiązuję się do radykalnego nawrócenia do Boga, w myślach, w sercu, w życiu; zobowiązuję się stanowić jedno z Nim...". "Nie żyję już ja, lecz żyje we mnie Chrystus".

3. Narzędzie nawrócenia

Jak dokonać tego praktycznie?

Jeżeli nawrócenie jest podstawowym elementem mojej Mszy, nie mogę tracić czasu na głupstwa, muszę wejść w samą istotę problemu.

Przede wszystkim muszę czuć powagę problemu: to znaczy musi wytworzyć się we mnie i wokół mnie przekonanie, że na Mszę nie mogę iść z lekkim sercem, jakbym szedł na piknik.

Może nawet lepiej jest trzymać się z dala od Mszy, niż drwić sobie z Krwi Chrystusa: "Kto spożywa ten chleb i pije kielich Pański niegodnie, wyrok sobie spożywa i pije".

W oburzeniu św. Pawła jest z pewnością aluzja do nieświadomości, do nieprzygotowania praktykowanego przez wszystkich na szerokich schodach Eucharystii.

Trzeba odnaleźć w sobie miejsce, które pozwoli mi na uwewnętrznienie Mszy.

Powstanie ono później lub wcześniej, ale musi się pojawić: jeżeli nie mam praktycznie czasu na refleksję, jestem w sytuacji wiecznego i nieuleczalnego upadku.

Muszę:
Wyjaśnić moje błędy przed Bogiem. Jeżeli nigdy nie spojrzałem im prosto w oczy, jak mogę im zaradzić?

Wypunktować konkretne zobowiązania. Dopóki zobowiązanie jest ogólne, dopóty jest znakiem, że moja wola jest niepewna i słaba. Tylko wtedy, jeżeli każde zobowiązanie sprecyzuję przed sobą samym, mam niewzruszoną pewność mojej dobrej woli.

Zhierarchizować zobowiązania. To również gwarancja silnej, poważnej woli, skierowanej zdecydowanie ku dobru. Nie mogę podejmować wszystkiego jednocześnie. Muszę zhierarchizować to, czego pragnę, wyraźnie ustalić to, co muszę osiągnąć najpierw oraz to, co na końcu.

Uczynić logicznym zobowiązania. Nie wystarczy, że mam wyraźną drogę do przebycia, muszę zachować logikę w jej pokonywaniu. Nie mogę wyznaczać sobie celów niemożliwych, które wywołałyby we mnie jedynie frustracje.

To, co dzisiaj jest niemożliwe, ze spokojem, cierpliwością i uporem stanie się możliwe jutro, jeżeli umiem osiągać to stopniowo i proporcjonalnie wobec moich sił.

9. Pojęcie-klucz. Msza jest przymierzem z Bogiem

Pojęcie-klucz. Msza jest przymierzem z Bogiem w krwi Chrystusa
Andrea Gasparino

1. Jezus mówi o przymierzu

Co dokładnie Jezus powiedział?

Jezus, powierzając nam Mszę, użył słów, które trzeba przeanalizować z najwyższą uwagą.

Słyszycie je każdego dnia na Mszy; w czasie konsekracji wina kapłan mówi: "Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, to jest bowiem kielich krwi mojej, nowego i wiecznego przymierza, która za was będzie wylana na odpuszczenie grzechów".

Istnieją cztery dokumenty w Piśmie świętym, które przytaczają te słowa Jezusa: jest to tekst Mateusza (26,28); Marka (14,24) - bardzo podobny do opisu Mateusza, a zatem teksty współzależne; tekst Łukasza (22,25) i na koniec tekst Pawła (1 Kor 11,25), bardzo podobny do opisu Łukasza.

Wszystkie one, jakkolwiek w niektórych miejscach rozbieżne, utrzymują jednogłośnie i wyraźnie, że Jezus, dając nam Mszę, mówił o przymierzu i to przymierzu w krwi.

Oto Mateusz i Marek utrzymują, że Jezus nad kielichem wypowiedział te słowa: "To jest krew moja, krew przymierza, która za wielu będzie wylana".

Łukasz i Paweł mówią: "Ten kielich jest nowym przymierzem we krwi mojej, która za was będzie wylana".

Jak widzimy, Mateusz i Marek kładą nacisk na pojęcie przymierza, Łukasz i Paweł natomiast na pojęcie nowego przymierza.

Kościół w swojej mądrości połączył formułę konsekracji, nawiązując do wszystkich tekstów Nowego Testamentu oraz czerpiąc niektóre elementy ze Starego.

Pierwszy Kościół zatroszczył się, aby w formule konsekracji, w sercu Mszy, nie zgubić żadnego elementu z Pisma świętego.

Istotnie, już Prorocy głosili nowe przymierze (Jr 31,31), które mało być wiecznym przymierzem (Iz 55,3; Ez 16,60; Ba 2,35).

O przymierzu Boga ze swoim ludem opowiadał cały rozdział 24 Księgi Wyjścia, a Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy użył tych samych słów, które wypowiedział Mojżesz w uroczystej chwili przymierza, skrapiając lud krwią ofiar, wołając: "Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów" (Wj 24,8).

A zatem według Jezusa Msza jest:
- przymierzem,
- przymierzem z Ojcem,
- przymierzem we krwi,
- przymierzem we krwi Chrystusa.

Dlaczego Jezus mówił w taki sposób?

Tu wkraczamy już na pole badań historyków. Słowa te brzmią dla nas dziwnie, ale dla apostołów nie. Pobożny Żyd dobrze wiedział, co to było przymierze w krwi.

2. Przymierze we krwi

My, ludzie kultury Zachodu zatraciliśmy zbyt wiele z jego znaczenia. Przyzwyczajeni do zawierania i zrywania paktów politycznych i wojskowych, sprowadziliśmy przymierze wyłącznie do układu, którego czasem przestrzegamy, a czasem nie.

Dla semity przymierze było czymś bardzo uroczystym, było paktem krwi: obie strony nie tylko zawierały umowę, zawiązywały też pokrewieństwo.

Dlatego przymierze zawierano we krwi, znaku życia: było to nowe życie, które przekazywały sobie obie strony.

Niewielu wie, że przymierze we krwi jest tradycją prawie tak starą jak ludzkość.

To wręcz powszechna tradycja: brat Milad ze zgromadzenia Małych Braci Jezusa (Petits Freres de Jesus), znawca kultury arabskiej, natknął się na to przymierze w świecie arabskim; O. Igino Tubaldo odkrył je pośród plemion Indian w Amazonii.

Współczesne bractwa koreańskie mówią o niezwykłych rytuałach przymierza we krwi:
- czasami obie strony przykładają ranę do rany, aby krew mogła się zmieszać;
- czasami przez mięśnie przedramienia przesuwa się jedwabną nić, która miesza krew;
- czasami wyciska się kilka kropel krwi do kieliszka, a potem obie strony wypijają jego zawartość.

Mamy w naszych koreańskich bractwach Siostry, które na ramieniu noszą znak trzech lub czterech przymierzy i uważają za swoje siostry krwi - koreańskie przyjaciółki, z którymi je zawarły.

3. Msza jest przymierzem we krwi

Jezus dając nam Mszę wprowadza nas w rytuał świata semickiego i posługuje się jego językiem. Trzeba o tym wiedzieć, w przeciwnym razie nie możemy zdać sobie sprawy z powagi tego zobowiązania.

Msza jest aktem uroczystym i ważnym tak jak przysięga, przewyższa ją, ponieważ oznacza umowę nowego pokrewieństwa, pokrewieństwa z Bogiem, które niesie ze sobą nową, niezwykłą odpowiedzialność - prowadzenie odtąd boskiego życia, a nie płytkiego, egoistycznego, własnego.

W tekście Mateusza znajduje się bardzo interesujący szczegół: Mateusz utrzymuje, że Jezus mówił o przymierzu w swojej krwi "na odpuszczenie grzechów" (26,28).

Grecki tekst Mateusza posługuje się grecką partykułą oznaczającą cel. Powinna być zatem tłumaczona "dla odpuszczenia grzechów".

Zatem według ewangelisty Jezus prawdopodobnie miał na myśli przymierze w swojej krwi, która nie tylko zobowiązuje do postępowania przeciwko grzechowi, ale zapobiega złu.

Msza jest więc nie tylko paktem, który zobowiązuje mnie do zrzucenia z siebie wszelkiego egoizmu, ale jest także lekiem pobudzającym energię, odtrutką na zalewający nas wszystkich egoizm.

Msza jest zobowiązaniem przeciwko złu, ale jest również siłą daną po to, by owo zło zwalczyć.

4. "Nowe" przymierze

Jezus dając nam Mszę powiedział: "To jest kielich nowego przymierza w mojej krwi, która za was będzie wylana. Bierzcie i pijcie z niego wszyscy".

Jezus mówi, że Msza jest nowym przymierzem. Wierzę zatem, że trzeba koniecznie uświadomić sobie i przyjąć, że najpierw było inne przymierze, stare przymierze.

Zanim zagłębimy się w znaczenie nowego przymierza, logicznym wydaje się dokładne przybliżenie tego, czym było stare przymierze, w przeciwnym razie ryzykujemy, że nie zrozumiemy tego, co uczynił i powiedział Jezus.

Chcąc dotrzeć do sedna starego przymierza, musimy wziąć do ręki Biblię i otworzyć ją na rozdziale 24 Księgi Wyjścia, która opisuje największe, najbardziej spektakularne przymierze Boga ze swoim ludem.

Przymierze na górze Synaj naznaczyło całą historię Izraela. Do niego nawiązuje Jezus w momencie ustanowienia Mszy, ponieważ, przekazując kielich apostołom w świętym rytuale Wieczerzy, powtarza te same słowa, które Mojżesz wypowiedział do ludu w chwili przymierza u stóp Synaju.

5. Stare przymierze

Wyjdźmy zatem z opowiadania Księgi Wyjścia, aby zrozumieć lepiej sens przesłania Jezusa.

Bóg wybrał majestatyczny scenariusz dla przymierza na górze Synaj. Spróbujcie to sobie wyobrazić. Jeżeli posiadacie piękne wydanie Biblii, obejrzyjcie jej ilustracje i poszukajcie ogromnego łańcucha gór Synaj, gdzie Bóg nakazał, aby lud rozbił namioty i przygotował się do zawarcia przymierza we krwi.

Pierwsi pielgrzymi do Ziemi Świętej wyznaczali sobie zawsze spotkanie na Synaju: był to zawsze przemawiający cel i takim pozostał do dzisiaj.

Upływał trzeci miesiąc od wyjścia z Egiptu, kiedy Żydzi rozbili namioty u stóp wielkiej góry. Mojżesz zarządził trzydniowe przygotowania i pod karą śmierci zakazał wstępować na stoki góry. Bóg pragnął, aby znaczenie sacrum pozostało żywe, chciał, aby naród zrozumiał wagę aktu, który miał się dokonać.

Weźmy jednak Biblię do ręki: opowiadanie o przymierzu na górze Synaj ciągnie się przez sześć rozdziałów, od rozdziału 19 aż do rozdziału 24.

Przytaczamy tu najważniejsze fragmenty:
"Było to w trzecim miesiącu od wyjścia Izraelitów z Egiptu; w tym dniu przybyli [oni] na pustynię Synaj.
Izrael obozował tam naprzeciw góry. Mojżesz wstąpił wtedy do Boga, a Pan zawołał na niego z góry i powiedział: ?Tak powiesz domowi Jakuba i to oznajmisz Izraelitom: ... przywiodłem was do Mnie. Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi Królestwem Kapłanów i ludem świętym...?.
Mojżesz powrócił i zawołał starszych ludu i przedstawił im wszystko, co mu Pan nakazał.
Wtedy cały lud jednogłośnie powiedział: ?Uczynimy wszystko, co Pan nakazał?.
Pan powiedział do Mojżesza: ?Idź do ludu i każ im się przygotować na święto dziś i jutro. Niechaj wypiorą swoje szaty i niech będą gotowi na trzeci dzień..." (por. rozdz. 19).
Trzeciego dnia Bóg daje ludowi przykazania, słynny dekalog. My znamy jego streszczenie w dziesięciu krótkich zdaniach, ale jest to tylko "streszczenie" całego rozległego kodeksu praw, który w Biblii zajmuje trzy całe rozdziały.

Przejdźmy do rozdziału 24 Księgi Wyjścia:
"Wrócił Mojżesz i obwieścił ludowi wszystkie słowa Pana i wszystkie Jego zlecenia. Wtedy cały lud odpowiedział jednogłośnie: ?Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy?.
Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń Izraela. Potem polecił młodzieńcom izraelskim złożyć Panu ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców. Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: "Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni".
Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: "Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów". (por. rozdz. 24).

Potem lud się weselił. A Biblia kończy opowiadanie w ten sposób:
"Chwała Pana spoczęła na górze Synaj, i okrywał ją obłok przez sześć dni. A wygląd chwały Pana w oczach Izraelitów był jak ogień pożerający na szczycie góry. Mojżesz wszedł w środek obłoku i wstąpił na górę.
I pozostał Mojżesz na górze przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy".

6. Podobieństwo pomiędzy dwoma wielkimi Przymierzami

Dotarłszy do tego miejsca, byłoby rzeczą interesującą przyjrzeć się "równolegle" dwóm wielkim Przymierzom we krwi, porównując przymierze zawarte na Synaju z przymierzem Jezusa.

To porównanie jest niezwykle uderzające. Oczywiście ma swoje niedoskonałości i ograniczenia, ponieważ nasza katecheza na temat Mszy jest katechezą ogólną i nie ma ambicji opracowania naukowego.

Wybaczcie zatem ograniczenia tego porównania Przymierza na górze Synaj z Przymierzem Jezusa.

Przymierze na Górze Synaj

Nowe przymierze Jezusa

1


Odbywa się w scenerii naturalnej, dzikiej i malowniczej, może dlatego, aby głęboko poruszyć religijne uczucia ludu i aby obudzić jego religijną uwagę na doniosłość paktu przymierza, które miało się dokonać.

1


Jezus ustanawia Nowy Rytuał, wybierając wielką salę w bogatym domu, salę "wyższą", tzn. jedną spośród najbardziej wyróżniających się w Jeruzalem; "ozdobioną kobiercami" - mówi Ewangelia. Przyzwyczajony do biednych domostw ubogi Jezus pragnie prawdopodobnie może poruszyć wyobraźnię uczniów i uświadomić im wielkość celebrowanej tajemnicy.

2


Rytuał przymierza poprzedziły intensywne przygotowania umysłów: jeżeli przymierze jest paktem wierności Bogu niewidzialnemu, każdy Izraelita musi być świadomy tego, co czyni. Mojżesz poucza lud przez trzy kolejne dni na temat odpowiedzialności, jaką przyjmuje przed Bogiem.

2


Jezus poświęca trzy lata, a nie trzy dni na cierpliwe nauczanie apostołów
o tym, co oznacza przyjaźń z Ojcem...: "jego publiczne życie jest jednym wielkim stażem Dwunastu, aby otworzyć ich umysły na tajemnicę Chrystusa, na oczekiwanie Królestwa.

3


Rytuał przymierza poprzedzają intensywne przygotowania woli: trzykrotnie Mojżesz przedstawia przykazania Pana, a lud mu odpowiada: "Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy".

3


Jezus przez całe swoje publiczne życie kształtuje wolę apostołów na nowym prawie i miłości za pomocą przykładów, słów i znaków, aż do uroczystego ogłoszenia na Wieczerzy: "Daję wam nowe przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem. Po tym poznają żeście moi, jeżeli kochać się będziecie".

4


Przymierzu towarzyszy wielki aparat rytualny: kamienny ołtarz z górą Synaj w tle, dwanaście stel wokół ołtarza, trzydniowe uroczyste oczyszczenie ludu.

4


Jezus pragnie nowego rytuału oprawionego w uroczystości typowej "żydowskiej uczty ofiarnej": odpowiednie święte potrawy, psalmy (pieśń Hallel), uroczyste pouczenia (umywanie nóg jest głęboką nauką mając uwrażliwić inteligencję apostołów na nowe prawo i miłość).

5


Uczestnictwo w przymierzu na górze Synaj młodzieńcy zostali zobowiązani przez Mojżesza do przygotowania wielkiego rytuału oraz do złożenia ofiar, są oni zapowiedzią ludu Izraela, protoplastami grup; ciąży na nich obowiązek przygotowania krwi do spełnienia wielkiego przymierza całego ludu.

5


Jezus do przygotowania nowego rytuału wieczerzy wybiera najmłodszego - Jana i posyła go z odpowiedzialnym za grupę, Piotrem, aby wszystko przygotowali. Mówi św. Łukasz: "Jezus posłał Piotra i Jana z poleceniem: Idźcie i przygotujcie nam Paschę, byśmy mogli ją spożyć" (Łk 22,8).

6


Na Synaju jest ołtarz ofiarny otoczony dwunastoma stelami, symbolami dwunastu pokoleń Izraela.

6


W czasie Wieczerzy Pańskiej jest stół, który jest także ołtarzem oraz dwunastu apostołów zgromadzonych wokół ołtarza: dwanaście żywych stel nowego Ludu Bożego.

7


Kiedy serca Izraelitów odpowiadają "tak" na dziesięcioro przykazań, Mojżesz wylewa połowę krwi na ołtarz, w darze Bogu, a drugą połową skrapia lud, pragnie ją Mu ofiarować, by później w tej samej krwi, symbolu życia, połączyć lud węzłem pokrewieństwa z Bogiem. I woła: "Oto krew przymierza".

7


Po katechezie miłości kiedy otworzyły się na nią serca apostołów, Jezus daje im swoje Ciało i Krew, konsekrowany chleb i wino, i podając im kielich, wypowiada słowa Mojżesza: "Oto kielich nowego przymierza, pijcie z niego wszyscy".

8


Potem cały naród wiwatuje z radości i wesela: pije, je, tańczy z radości na cześć zawartego przymierza, aby uczcić miłość Boga do swego ludu i miłość ludu do swego Boga.

8


Również wieczerza jest świętem: to uczta weselna, apostołowie jedzą, piją, śpiewają psalmy i modlą się. Jezus trzykrotnie według Ewangelii św. Jana mówi o pełnej radości. Wieczerza jest świętem: świętem miłości.

9


Potem następuje coś bardzo tajemniczego. Bóg prawdopodobnie pragnie uświadomić ludowi, że zawarte z nim przymierze jest rzeczą niezwykle ważną. Księga Wyjścia opowiada, że Mojżesz poczuł potrzebę wstąpienia na górę i pozostał tam przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy, kryjąc się w obłoku Jahwe, obcując z chwałą Bożą.

9


Wieczerza Jezusa przygotowuje i nieco opuszcza kurtynę krwi: prawdziwy rytuał krwi, prawdziwa ofiara nastąpi nieco później. Jezus również wstępuje na swoją górę, wstępuje na Kalwarię. Jan, bliski Mistrzowi apostoł, obdarzony głęboką intuicją, mówi w swojej Ewangelii, że Jezus wkraczając na Kalwarię "wstępuje w chwałę Ojca".

10


Naród Izraela uważał przymierze na Synaju za centrum swojego religijnego doświadczenia, centrum swojej historii, początek nowego ludu, ludu Bożego; zaczął nawet utożsamiać przymierze z samą religią (Dn 11,28; Mal 3,1) i wielokrotnie odnawiał to przymierze w swojej historii (Pwt 29; 2 Krl 7,8-13).

10


Wieczerza Pańska, rytuał nowego przymierza, stanie się sworzniem wiary, ponieważ wprowadzi element odkupienia, śmierć Pana w chwale. Ta śmierć zostanie upamiętniona pod postacią rytuału Mszy świętej. On zaś będzie się powtarzał aż do końca świata, ponieważ Pan powiedział: "To czyńcie na moją pamiątkę". A św. Paweł tak komentuje ten fakt wobec pierwszych chrześcijan: "Za każdym razem kiedy spożywamy ten chleb i pijemy z tego kielicha, głosimy śmierć Pana, aż przyjdzie".

Zakończenie

1. Wokół rytuału przymierza Bóg pragnie także uroczystości zewnętrznej, ponieważ jest to rytuał, który angażuje umysł, serce i życie!
Biada temu, kto przystępuje do Mszy, do Wieczerzy Pańskiej z lekceważeniem: "Winien jest ciała i krwi Pana" mówi św. Paweł.

2. Zanim przystąpimy do tego rytuału, Bóg pragnie, byśmy naszą wolę skierowali ku dobremu.
Przymierze jest zmianą życia, jest całkowitym nawróceniem się ku Bogu. Biada temu, kto przystępuje do Mszy, do Wieczerzy Pańskiej niezdecydowany, czy poddać próbie własną miłość. Św. Paweł upominał już pierwszych chrześcijan: "Kiedy się gromadzicie, jeżeli każdy z was myśli o sobie, to nie spożywacie Wieczerzy Pana".

3. Bóg pragnie, aby przymierze było weselem, aby było sprawowane w weselnej atmosferze.
Chrystus na wieczerzy mówił o pełni swojej radości, miłości.
Biada temu, kto celebruje Wieczerzę Pana z sercem pełnym zimnej egoistycznej kalkulacji, ponieważ Msza powinna być eksplozją miłości do Boga i do braci, dlatego też jest nazywana najwyższym źródłem radości.
Pierwsi chrześcijanie nazywali ją "agapą" = ucztą miłości.

10. Msza jest tajemniczym zaszczepieniem w miłości

Msza jest tajemniczym zaszczepieniem w miłości Chrystusa dla Ojca i braci
Andrea Gasparino

Nasza miłość do Boga i do braci jest ubogą i dziką rośliną, wydającą skąpe i cierpkie owoce.

Pomyślcie, czy nie jest to prawdą: Bóg tak mało nas interesuje, że możemy spędzać całe dnie bez wspominania i myślenia o Nim. A bracia są naszym wiecznym i kluczowym problemem, miłość jest naszym codziennym ubraniem, całym w strzępach, które nieustannie musimy łatać.

Chcąc zaradzić temu smutnemu stanowi rzeczy, Chrystus ustanowił Mszę. Ustanowił ją przynajmniej dla ludzi dobrej woli. Stworzył szczep. W naszą zeschniętą roślinę, wydającą skąpe i cierpkie owoce, zaszczepił swoją nieskończoną miłość do Ojca i do braci.

Wszyscy wiedzą, jaka jest rola szczepu. Powoduje on radykalną zmianę dzikiej rośliny. Dokonuje się transformacja życia, organiczna wręcz przemiana rośliny: korzenie pozostają zawsze te same, pień pozostaje zawsze ten sam, drzewo pozostaje na tym samym miejscu, limfa jest zawsze ta sama, a jednak wszczepiona gałązka zaczyna wydawać cudowne owoce, całkowicie inne od poprzednich, zupełnie nowe, tak że wydają się owocami jakiejś innej rośliny.

Czy rzeczywiście tak dzieje się na Mszy?

Tak, nie widzimy tego przeszczepienia, ale ono się dokonuje. Nie widzimy go, nie dotykamy go rękoma. Nie widzimy, gdyż to operacja wiary - wierzymy w nią przez słowo Boga.

Wierzymy w nią, bo Chrystus gwarantuje nam, że ona się dokonuje. Wierzymy w nią przez Jego słowo.

Jezus, aby wytłumaczyć nam tę operację szczepienia, wygłosił słynne kazanie zawarte w rozdziale szóstym Ewangelii św. Jana, który zaczyna się tymi słowami: "Ja jestem chlebem życia...".

Przejdźmy do sedna tego tajemniczego kazania: "Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim" (J 6,56).

Jezus uroczyście ogłasza, że poprzez Eucharystię dokonuje w nas życiodajnego przeszczepu: jego życie wplata się w nasze, a my wplatamy się w Niego.

Sobór, rozważając tę tajemniczą jedność w Chrystusie dokonywaną przez Eucharystię, wyraził się w następujący sposób: "...we Mszy przedstawia się i dokonuje jedność wiernych, którzy stanowią jedno ciało w Chrystusie" (LG 3).

A potem dodaje: "... we Mszy, uczestnicząc w sposób rzeczywisty w ciele Pana, zostajemy wyniesieni do komunii z Nim i między sobą" (LG 7).

To sformułowanie "uczestnicząc w sposób rzeczywisty" powinno przyprawić nas o dreszcze. Tak, ponieważ mogę uczestniczyć w ciele Pana w sposób nierzeczywisty, po faryzejsku, w pusty i nieprawdziwy sposób.

Święty Augustyn otwarcie wypowiada się - budząc tym lęk - na temat chrześcijanina, który przychodzi na Mszę, uczestniczy w niej, przyjmuje Komunię i... nie zmienia się. Mówi jasno: "Przyjmując ciało i krew Pana, możesz przyjąć tylko kawałek chleba".

To znaczy: możesz unicestwić skuteczność Ciała i Krwi Pana; Komunia może być dla ciebie jednym wielkim nic!

Najbardziej palący problem

Jeżeli Msza jest szczepem, jeżeli Chrystus we Mszy zaszczepia we mnie swoją miłość do Ojca i braci i mnie przemienia, to jak to się dzieje, że po Mszy tak niewiele się we mnie zmienia?

Dlaczego przychodzę na Mszę jako marny i wyniosły egoista i takim samym wychodzę, i ciągle dzieje się podobnie?

Wydaje się, że albo Chrystus nie działa, albo ja nie pozwalam Mu działać! Niestety problem ten ma tylko jedną odpowiedź: posiadam ten smutny przywilej anulowania mocy Chrystusa, która zostaje mi na Mszy przekazana.
1. Mogę zamknąć się na tę siłę: wystarczy, abym uczestniczył we Mszy, nie odrzuciwszy od siebie swojej złej woli. Ten, kto przychodzi na Mszę uparcie zakorzeniony we własnej pysze i nie ma żadnego zamiaru się od niej uwolnić, nawet nie będąc nią zawstydzony, to jasne, że zamyka Chrystusowi drzwi przed nosem. Chrystus pozostaje na zewnątrz i nie naciska drzwi, tak bardzo szanuje moją wolność, że do niczego mnie nie zmusza; zaszczepienie nie ma miejsca, ponieważ gałąź je odrzuca.

2. Mogę przyjąć moc Chrystusa, a potem nagle ją zablokować, zduszając ją negatywną reakcją.
Pomyślcie o chłopcu uwięzionym we własnym egoizmie. Przychodzi do ołtarza i czuje budzące się pragnienie czynienia dobra, postanawia, pragnie, błaga: Msza dokonała się w nim i szczep zaczął działać.

Ten młody chłopak ma jednak tyle samo dobrej woli, co naiwności i krótkowzroczności. Nie mierzy swoich sił, nie zdaje sobie sprawy, że pewne przyzwyczajenia i egoizm nadwerężyły jego wolę. Jest ona krucha jak pergamin i powraca do swoich przyzwyczajeń i do rutyny... Chłopiec nie rozumie, że jest rekonwalescentem i jako taki nie może pozwolić sobie na nieostrożność (jeżeli wychodzisz z zapalenia opłucnej i znajdziesz się w przeciągu, jesteś skończony!). A zatem nie zdaje sobie sprawy ze swoich ograniczeń, ze swoje słabej woli! Co się dzieje? Okazuje się, że jego egoizm powraca i obala go, niszcząc szczep. Chrystus tak bardzo go kocha, że ma święty szacunek wobec jego wolności, a szczep usycha i odpada.

3. Mogę zrozumieć dar Chrystusa na Mszy.
Jest chłopiec, który zrozumiał, że szczep jest jak ziarno: Chrystus zasadził go, ale on musi go podlewać, chronić, osłaniać, sprawiać, aby wzrastał. Ten chłopiec nie chce grzeszyć naiwnością i dlatego nie zadowala się oglądaniem kiełkowania w sobie dobrych pragnień, on je konkretyzuje w jasne i czyste postanowienia - co więcej - wybiera odpowiednie środki do podtrzymania tych postanowień.

On wie na przykład, że jego słabości są spowodowane brakiem refleksji. A zatem postanawia, że każdego dnia wybierze odpowiednią przestrzeń dla skutecznego "stop", w którym będzie kontrolował swoją wierność wobec powziętych postanowień, stara się zobaczyć wcześniej to, czego do tej pory nie dostrzegał, przewidywać to, czego wcześniej nie przewidywał, aby wytrwać.
Ten chłopiec na przykład spostrzegł także, że jego idee są ubogie, a przecież idee są życiem. Czuje zatem potrzebę powzięcia postanowienia, że każdego dnia będzie czytał Słowo Boże: będzie je czytał, rozważał, będzie się nim karmił. Zrozumiał również, że źle jest być samemu (kiedy jest się samemu, jest się słabym), a więc będzie szukał przyjaźni, które mu pomogą; będzie szukał, aż je znajdzie.
To jest chłopiec, który najpełniej zrozumiał i który wie, jak postępować! Przyjął dar Chrystusa na Mszy.

W każdym razie szczep wymaga współpracy. Msza nie wywołuje czarodziejskiego skutku. Moc boska działa w nas pod warunkiem, że otworzymy się na nią, że jej pomożemy, że będziemy ją chronić i z nią współpracować.

11. Pojęcie-klucz: Każda msza jest zesłaniem

Pojęcie-klucz: Każda msza jest zesłaniem Ducha Świętego
Andrea Gasparino

Mówi wielki Cabasilas:
"W dniu zesłania, po wniebowstąpieniu Chrystusa Kościół otrzymał Ducha Świętego. Teraz otrzymuje on dar Ducha Świętego po złożeniu ofiar na ołtarzu niebieskim".

Epikleza! Jest to słowo, które powinno stać się bliskie każdemu młodemu człowiekowi. Jest to wezwanie Ducha Świętego, by zstąpił na chleb i wino, jest to uświęcenie darów i uczestniczących.

Eucharystia jest aktem Chrystusa i aktem Ducha. Chrystus spotyka nas w Duchu. Duch, "który prowadził Chrystusa w każdej chwili Jego ziemskiego życia, aby wypełnił plan Ojca, teraz tego samego Chrystusa czyni nam współczesnym, pozwala nam Go spotkać i żywo wejść w Jego tajemnicę" (Magrassi).

W rytuale chaldejskim diakon zachęca wiernych do uczestnictwa w tajemnicy za pomocą tych słów:
"Straszliwa jest ta godzina i przerażająca ta chwila, najdrożsi bracia moi: Duch Święty przychodzi z niebieskiej siedziby, zstępuje na tę ofiarę i ją uświęca. Zachowajcie postawę stojącą, módlcie się w ciszy i bojaźni".

W rytuale koptyjskim natomiast diakon już na początku celebracji prowadzi taki dialog z kapłanem:
"Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego osłoni cię swym cieniem".

Kapłan odpowiada:
"Ten sam Duch Święty współcelebruje z nami przez wszystkie dni naszego życia".

Święty Jan Chryzostom nie boi się powiedzieć:
"To nie kapłan coś sprawia, ale sprawia to łaska Ducha Świętego, która rozlewa się nad nim, przykrywa go swymi skrzydłami, wypełniając tę mistyczną ofiarę".

A Cyryl z Jerozolimy mówi:
"To, czego dotyka Duch, jest w pełni uświęcone i przemienione".

"Całą modlitwę eucharystyczną powinno uważać się za epiklezę" (Magrassi).

Kiedy kapłan rozpoczyna modlitwę eucharystyczną, każdy człowiek powinien drżeć całym sercem. Liturgiczny dialog ma właśnie to na celu: obudzić serca.
"W górę serca!" - mówi kapłan, ale bardzo często odpowiedź jest ubogim kłamstwem: "Wznosimy je do Pana!".

Potrzeba by tu trochę kreatywności, aby nadać ducha temu dialogowi. Istotnie, tutaj zaczyna się wielka modlitwa Ducha, "orli lot Kościoła" (Castellano), modlitwa, w której brak skupienia należy odrzucić.

To Zesłanie Ducha podczas Mszy. Czy wyobrażacie sobie Dwunastu Apostołów roztargnionych w dniu zesłania?

Po konsekracji ma miejsce druga epikleza, drugie wezwanie Ducha, aby odmienił naszą miłość. Kościół błaga Ducha, aby zstąpił i przemienił nasze serca, i sprawił w nas nawrócenie ku miłości Chrystusa.

Kościół jest wzruszający, kiedy dochodzi do epiklezy miłości. W II Modlitwie Eucharystycznej mówi:
"Spraw, abyśmy posileni Ciałem i Krwią Syna Twego i napełnieni Duchem Świętym stali się jednym ciałem i jedną duszą w Chrystusie".

W IV Modlitwie Eucharystycznej:
"Spraw, abyśmy wszyscy, którzy będziemy spożywali ten sam chleb i pili z jednego kielicha, zostali przez Ducha Świętego złączeni w jedno ciało i stali się w Chrystusie żywą ofiarą ku Twojej chwale".

W V Modlitwie Eucharystycznej:
"Boże, Ojcze miłosierdzia, obdarz nas Duchem miłości, Duchem Twojego Syna".

W II Modlitwie Eucharystycznej o pojednaniu:
"Daj nam Twojego Ducha, aby została usunięta wszelka przeszkoda na drodze do zgody, a Kościół niech zajaśnieje pomiędzy ludźmi jako znak jedności oraz narzędzie Twojego pokoju".

Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą

Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą zanurzenia się w Bogu
Andrea Gasparino

Komunia powinna być tym punktem Mszy, który czyni nas najbardziej zaangażowanymi, ponieważ jest to chwila osobistego spotkania z Chrystusem.

W każdym innym momencie Liturgii Eucharystycznej wszyscy bracia współdziałają z nami, można nawet powiedzieć, że giniemy tam trochę pośród nich, a naszą odpowiedzialność zdajemy się dzielić ze wszystkimi.

W trakcie Komunii jest inaczej.

To szokujący moment "twarzą w twarz" z Chrystusem. On osobiście spotyka się z nami, przychodzi nas powołać, przychodzi nas wybrać, ponieważ ma nam do powiedzenia coś bardzo osobistego, coś "tylko dla nas".

Jest to także chwila, w której spotykam się z Chrystusem sam, otoczony jedynie przez moją samotność.

Jego Słowo otrzymujemy razem z braćmi, przekazuje je nam kapłan, wszystkie gesty, ceremonie pomagają nam w jego właściwym odbiorze.

W czasie Komunii znajdujemy się sam na sam ze wszystkimi naszymi słabościami, z naszym zagubieniem, naszą niegodnością.

To moment dramatyczny i uprzywilejowany. Biada mi, jeżeli nie zdaję sobie z tego sprawy!

Jeżeli Komunia zastaje mnie nieprzygotowanym, zaprzepaszczam spotkanie i ponoszę za to odpowiedzialność.

Oczywiście, mogę zadośćuczynić roztargnionej Komunii, ale to ciężka sprawa - niczym fałszywy krok, stracona okazja, która ciężko rani przyjaźń z Chrystusem.

Musimy stać się odpowiedzialni.

Kiedy Chrystus spotykał się z kimś, nawet tylko raz, życie tego człowieka zostawało na zawsze naznaczone.
W Ewangelii mamy wiele tych decydujących spotkań: Zacheusz, cudzołożnica, Lewi, Samarytanka, Piotr, Andrzej i Jan...

Ile Komunii już przyjąłem! Ile spotkań twarzą w twarz!

Co się zmieniło?

Ta rzeczywistość jest przerażająca.

Komunia może stworzyć świętego, a we mnie nie poruszyła ani na milimetr trybu mojej przeciętności.

Powaga problemu stanęłaby natychmiast przed oczami, gdybyśmy mieli tyle cierpliwości, aby wziąć do ręki kartkę papieru i ołówek i zdobyli się na odwagę przeprowadzenia rachunku dodawania i odejmowania, gdybyśmy policzyli wszystkie Komunie w ciągu roku, Komunie z wszystkich lat, a potem odjęli te Komunie, które nie dokonały w nas żadnych zmian.

Za pomocą prostych i konkretnych słów problem ten można wyrazić następująco: czego w praktyce, w ciągu całego mojego religijnego doświadczenia - od dzieciństwa aż do młodości, dokonał we mnie jedyny przywilej osobistego spotykania z Chrystusem?

Jesteśmy nieświadomi, idziemy na łatwiznę, jesteśmy powierzchowni!

I nie przestajemy śnić naszych słodkich snów, kołysząc się od jednej eucharystii do drugiej.

Czy nie czas się zatrzymać?

Te refleksje pragną nam w tym pomóc, aby choć przez chwilę ustała nasza szalona ucieczka w powierzchowność.

1. Pierwszy krok

Andrea Gasparino

Mamy wiele rzeczy do zrobienia, aby uporządkować nasze Komunie.

Niemożliwe jest zrobienie wszystkiego, trzeba by było zacząć od dawnych spraw, od wychowania w wierze, od nauki, od odległego przygotowania do Eucharystii.

Ograniczmy się do rzeczy istotnych i natychmiastowych.

Pierwszym krokiem jest wiedza, czy mogę lub czy nie mogę przyjąć Eucharystię podczas Mszy.

Kiedyś problemem było nakłonienie młodych do przyjęcia Komunii, dzisiaj problem ten się odwrócił: dzisiaj problem polega na tym, jak ich zatrzymać, a przynajmniej jak uświadomić im, czym jest spełniany przez nich akt.

Problem ten z wielką surowością podjął już św. Paweł wobec pierwszych wspólnot chrześcijańskich: "Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije" (1 Kor 11,27).

Przed Komunią należy postawić sobie pytanie: czy moje sumienie mówi mi, że mogę przyjąć Eucharystię?

Nie interesuje mnie, czy inni przystępują do Komunii swobodnie i powierzchownie: muszę odpowiedzieć mojemu sumieniu, czy mogę lub czy nie mogę, czy jestem przyjacielem Chrystusa, czy zerwałem z Nim przyjaźń.

Często w ludziach jest tyle nieświadomości, czasem tyle niewiedzy.

Sumienie nie jest jednak moją fantazją. Powinno ono być echem sądu Kościoła. Sumienie powinno kierować się nauką Kościoła.

Wina, którą Kościół uznaje za ciężką w normalnych warunkach, powinna powstrzymać mnie przed przyjęciem Eucharystii: pychą i bezmyślnością byłoby lekceważenie opinii Kościoła.

Ciężki grzech w normalnych warunkach wymaga przed przyjęciem Komunii przystąpienia do sakramentu Pojednania, przystąpienia szczerego i pełnego skruchy.

Jeżeli grzech ciężki związany jest z grzesznym nałogiem, nie mogę sobie tego lekceważyć. Obciążyłbym moją odpowiedzialność.

Dlatego potrzebne jest szczere i spokojne spotkanie z kapłanem, który przedstawi mi bez wahania ocenę sugerowaną mu przez Kościół, co do mojego stanu winy. Trzeba, abym się nawrócił i z głębokim szacunkiem i szczerym sercem przyjął sakrament Pojednania.

Jeżeli więc moje dobrze poinformowane sumienie (poinformowane zgodnie z nauką Kościoła, a nie zgodnie z moją religijną ignorancją) mówi mi, że nie mogę przystąpić do Komunii w tej liturgii, muszę się od tego powstrzymać. Muszę, pełen pokory, zamknąć się w bolesnym milczeniu przed Chrystusem, wołając o Jego pomoc, aby wydobyć się z tego stanu.

Jeśli jednak waham się w moim sumieniu? Jeżeli mówię: "Wydaje mi się, że nie popełniłem ciężkiej winy z punktu widzenia Kościoła, ale nie jestem tego pewien" - co powinienem uczynić?

Zazwyczaj w takim przypadku mogę przystąpić do Eucharystii, ponieważ gdy mamy wątpliwości prawo idzie w kierunku złagodzenia sytuacji, winy.

W tej sytuacji liczą się wyraźne oznaki dobrej woli, które w sobie znajdujesz, znaki autentycznej miłości do Chrystusa. Należą do nich: ból, którego doświadczasz, czując się słabym, silne pragnienie odejścia od zła, nieugięta wola unikania okazji do zła, chęć walki.

Pewność w problemach sumienia nie zawsze jest możliwa; mając wątpliwości, czy wolno ci przystąpić do Eucharystii, czy nie, możesz przyjąć Komunię.

Idź więc do Komunii, ale nie minimalizuj tego problemu, nie porzucaj go, postaraj się i przez dar, który ofiarowuje ci Chrystus, kiedy tylko to będzie możliwe, staw odważnie czoło sytuacji twojego sumienia, zdecyduj się pójść do kapłana i otwórz się przed nim.

Spotkaj się z Chrystusem, aby otrzymać światło i siłę. Światło aby zrozumieć i siłę aby zwyciężyć.

Chrystus jest blisko każdego, kto walczy.

Ten, kto walczy, kocha.

Kto walczy, jest przyjacielem Chrystusa, a Chrystus walczy razem z nim.

2. Zerwać z rutyną!

Andrea Gasparino

Do tej pory mówiliśmy o szczepie, o zaszczepieniu się Boga w nas i zaczęliśmy od stwierdzenia, że zawsze istnieje ogniskowa tego szczepu: Komunia Eucharystyczna.

Chciałbym jednak uściślić jedną istotną rzecz: są dwie ważne komunie na Mszy, dwie komunie, których często nie postrzega się jako komunii. Pierwszą jest komunia ze Słowem Bożym, a drugą jest Komunia z Ciałem i Krwią Chrystusa. Obie te komunie są współzależne.

Za każdym razem, kiedy idziecie na Mszę, spróbujcie sobie uświadomić, że musicie przystąpić do dwóch komunii, aby wasza Msza miała znaczenie. Przede wszystkim musicie przyjąć komunię Słowa i to możecie uczynić niezależnie od stanu sumienia, w jakim się znajdujecie. Potem, jeżeli znajdujecie się w sytuacji sumienia sprzyjającej Eucharystii, przystępujecie do drugiej komunii, Komunii z Ciałem i Krwią Chrystusa.

Chciałbym zatrzymać się dłużej przy tym drugim aspekcie, ale to wszystko, co mówię na temat Komunii eucharystycznej, możecie dostosować do komunii Słowa. Zatrzymam się dłużej przy Komunii eucharystycznej, ponieważ wydaje się, że często jest ona tragedią naszego chrześcijańskiego życia.

Pokonuje nas rutyna!

Kto często przystępuje do Komunii, ten musi bardzo uważać, aby osobiste spotkanie z Chrystusem w pewnym momencie już nic mu nie mówiło.

To wstyd, ale wszyscy nosimy w sobie to przestępstwo: banalne komunie, sprowadzone do pustego rytuału, my nieobecni i On nieobecny, my roztargnieni i On milczący.

W końcu wyrabiamy w sobie prawdziwy nawyk do takiego wstydliwego zachowania. Aż tak bardzo przyzwyczajamy się do chłodnej Komunii, że nie odczuwamy już żadnego wyrzutu.

I wtedy rodzą się tragedie: zamrożone Komunie niczego już nie dają, a nasze chrześcijańskie życie zostaje zniszczone aż do korzeni, bo nie otrzymuje pokarmu Eucharystii.

* * *

Najważniejszą sprawą jest więc przełamanie tej rutyny!

Jak tego dokonać?

Problem narzuca się sam. Może trzeba by było znaleźć system zerwania z rutyną odpowiadający następującej charakterystyce:
- prosta metoda,
- właściwa i do zastosowania przez wszystkich,
- pełna poszanowania dla liturgicznego znaczenia Komunii.

Prawdopodobnie metoda, która zmierza do właściwego rozwiązania, wygląda następująco: postawcie się na miejscu przyjaciela, który przychodzi w odwiedziny, aby spędzić z wami kilka godzin. Co robicie?

To bardzo proste, jeżeli przychodzi do was przyjaciel bardzo wam drogi, w domu oczywiście panuje radość!

Potem spieszycie się, aby mu coś ofiarować. Jeżeli znacie go naprawdę dobrze, nie musicie się długo zastanawiać, potraficie znaleźć coś, co najbardziej mu się spodoba.

Nie myślicie, aby prosić go o przysługi, to kompletny absurd, prowadzicie go do odpowiedniego pomieszczenia w waszym domu (może to być pokój gościnny, kuchnia lub ogród), rozmawiacie, opowiadacie mu rzeczy, które go interesują i pozwalacie mu mówić.

Jeżeli chcecie później poprosić go o jakąś przysługę, nie robicie z tego problemu, wiecie dobrze, że sprawicie mu tym przyjemność. Zwłaszcza jeżeli przysługa, o którą chcecie go prosić, jest problemem trudnym i delikatnym, mówicie o tym na samym końcu, prawie na pożegnanie.

Rzeczywiście, mogłoby to naprawdę posłużyć jako przykład zachowania podczas waszej Komunii. Jeżeli tak postępujecie, na pewno przełamiecie rutynę, a Komunia nabierze życia.

1. Zacznijcie od wesela! Narzućcie to sobie samym jako wyraz waszej wiary. Wyraźcie Chrystusowi waszą radość z powodu waszego z Nim spotkania. Nie potrzeba słów, wyobrażania sobie nie wiadomo czego czy marzeń. Radość jest logiczna. A jeszcze bardziej logiczne jest nauczyć się ją wyrażać.

2. Potem ofiarujcie! Co? Coś, co sprawi Mu przyjemność! Spróbujcie przystąpić do Komunii z gotowym darem: spełnionym uczynkiem miłosierdzia (dla... nie idźcie na spotkanie z Chrystusem z pustymi rękoma) i ofiarujcie coś, co spełnicie zaraz po Komunii: dar spełniony i dar, który macie spełnić, to bardzo pomaga! To uzdalnia was do zaszczepienia Komunii w waszym dniu, obowiązku, miłości. Ofiarujcie coś, co was dużo kosztuje. Ofiarujcie coś odważnego - zaangażowaną służbę ubogiemu, choremu, staremu. Ofiarujcie przede wszystkim trudną miłość w domu.

3. Następnie rzecz najtrudniejsza: słuchajcie! To moment, którego On od was oczekuje. Jeżeli Chrystus ustalił to osobiste spotkanie z wami, nie zrobił tego dla sportu. Ma nam coś do powiedzenia. Musicie zachęcić Go do mówienia. Jeżeli nie jesteście skupieni, nie będzie mówił! On przychodzi na spotkanie osoby z osobą. Jeżeli przyjmiecie Go roztargnieni, przestaniecie być osobami, staniecie się dla niego zjawami: jak ma się z wami skontaktować, skoro Mu umykacie? A zatem musimy zamienić się w słuch.
O słuchaniu możemy mówić wtedy, gdy mamy prawdziwą wolę komunikowania się. On zawsze jest gotowy do komunikacji, ale jeżeli wasz kabel jest odłączony, On nie pogwałci waszej wolności.
W ten sposób właśnie sprawdza się żywotność Komunii: to najbardziej delikatny moment. Musicie po Komunii móc powiedzieć: powiedział mi to lub tamto. Wracając do domu, wasza mama powinna was zapytać: "Przystąpiłeś do Komunii? Co ci powiedział?".
Zrozumcie mnie dobrze: to nie jest gra wyobraźni. To nie jest fantazja. Jak jednak Chrystus może do mnie mówić?
Przebadamy uważniej to zagadnienie, ale jedna rzecz pozostaje pewna: Chrystus nie potrzebuje zbyt wielu akcesoriów, aby do was przemówić, nie potrzebuje ani słów, ani wyobraźni, Chrystus mówi także w ciszy.
Trzeba się zatrzymać. Musicie naprawdę pragnąć skontaktować się z Nim, zainspirować Go do rozmowy i wiedzieć po spotkaniu, czego od nas oczekuje.

4. Potem proście! On na to czeka. Wypróbujcie moc tej modlitwy: "Panie, jeżeli chcesz, możesz mnie uzdrowić!"; była to modlitwa chorych, ślepych, sparaliżowanych i trędowatych.
Poproście, aby nauczył was się modlić: "Nauczycielu, naucz nas się modlić!". Przede wszystkim zaś proście, abyście potrafili pełnić Jego wolę: "Panie, nie moja, ale Twoja wola niech się stanie".
Proście o dar światłości: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha! - Ty masz słowa życia wiecznego".
Spróbujcie wyobrazić sobie cały tydzień takich Komunii, Komunii uwolnionych od rutyny.
Spróbujcie wyobrazić sobie cały miesiąc tak przyjmowanych Komunii - prawdziwych spotkań osoby z osobą.
Ileż niezrealizowanych cudów jest w waszym życiu: Jezus nie mógł działać; przeszedł tuż obok. Przyszedł do nas, ale nie skontaktował się z nami, a my nie otrzymaliśmy owocu spotkania z Nim.
Teraz przeanalizujmy punkt po punkcie etapy spotkania z Chrystusem: zacznijmy od słuchania.

3. Słuchanie

Andrea Gasparino

Opowiadanie św. Łukasza o spotkaniu Jezusa z Zacheuszem mogłoby posłużyć jako dokładny wzór dla naszej komunii.

W tym spotkaniu można wyróżnić cztery akty, które mogłyby stanowić schemat naszego dziękczynienia.

  • Jest radość: "przyjął Go rozradowany".
  • Jest dar: ofiarowuje Mu gościnę "w swoim domu" i z pewnością wystawną wieczerzę, jak zwykło się przyjmować honorowych gości.
  • Jest słuchanie: ponieważ mamy wielką odpowiedź słuchającego Zacheusza: "Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie".
  • Jest prośba: przynajmniej domyślna, ponieważ Chrystus kończy: "Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu".

Z tych wszystkich aktów najważniejszym jest słuchanie. Ma tak istotne znaczenie, gdyż z niego wypływa osobista odpowiedź dana Chrystusowi, odpowiedź, której On oczekuje.

Motywacją eucharystycznego rytuału jest odpowiedź człowieka. Nie może być inaczej. Chrystus nie może przyjść do nas bez powodu. On oczekuje od człowieka odpowiedzi, która jest Jego przywilejem. Przygotowana odpowiedź jest uzależniona od słuchania.

1. Słuchanie jest ważne

Andrea Gasparino

Ono jest dowodem przyjaźni.

Jeżeli przychodzi do ciebie przyjaciel, aby spędzić z tobą kilka godzin, wiedząc, że jesteś w domu, a jednak ty nie wychodzisz do niego, bawisz się jego przyjaźnią.

Jeżeli każesz swojej matce czy siostrze powiedzieć: "Powiedz mu, że mnie nie ma", a będzie wiedział, że kłamiesz, ponieważ z ulicy widział zapalone światło w twoim pokoju albo słyszał cię, jak przed chwilą rozmawiałeś przez telefon, na wieść o tym, że nie ma ciebie w domu, na zawsze straci całą przyjaźń do ciebie. Taka postawa jest poważną obrazą wobec przyjaciela!

Jednak często w ten właśnie sposób przyjmujemy Chrystusa w Komunii. Przychodzi i nas nie zastaje. Wie dobrze, że jesteśmy, ale nas nie znajduje, ponieważ zaprzątają nas inne myśli.

Nasza oziębłość musi być dla Niego niezwykle obraźliwa. Nasze przyzwyczajenie do tego dziwnego i karygodnego zachowania jest tragedią.

Słuchanie jest najbardziej logicznym i podstawowym aktem Komunii, a jednak jest to akt najbardziej zaniedbywany.

Jeżeli spotykają się dwie osoby, a po spotkaniu nie wiedzą, co sobie powiedziały, to czy te osoby rzeczywiście się spotkały?

Ile razy po spotkaniu z Chrystusem w Eucharystii nie wiemy, co nam powiedział!

2. Słuchanie jest trudne

Andrea Gasparino

Jest to akt bierny i czynny zarazem. Dla nas łatwiejsze są akty czynne niż bierne.

Mówienie jest aktem "czynnym". Milczenie samo przez się jest aktem "biernym".

Słuchanie jest natomiast milczeniem i działaniem, jest otrzymywaniem i dawaniem, jest biernością i aktywnością zarazem.

Słuchanie Boga jest dlatego trudne, że jest komunikowaniem się z osobą, która wymyka się zmysłom.

Możemy długo rozmawiać z osobą obecną, którą widzimy, która interweniuje, pyta albo przynajmniej nas słucha. Nie rozmawiamy jednak zbyt długo z osobą, która nic nie mówi. Gdy na dodatek ta osoba jest poza naszym kręgiem wizualnego postrzegania, znajduje się np. po drugiej stronie telefonicznego kabla i słucha nas, nie wypowiadając ani słowa, rozmowa prędko się urywa.

Podczas Komunii znajdujemy się w jeszcze trudniejszej sytuacji: On tu jest, osoba żywa i prawdziwa, przed nami, ale my tego nie widzimy. Gdybyśmy przynajmniej słyszeli! Gdyby dotarło do nas chociaż jedno słowo: to jednak nigdy się nie zdarza.

Słuchanie jest trudne z tego powodu, że po rozpoczęciu dialogu, zaraz wydaje się nam, że prowadzimy monolog zwrócony do kogoś nieobecnego.

A przecież z Chrystusem muszę się spotkać, ponieważ On przychodzi do mnie, aby zastać mnie obecnego, a nie nieobecnego.

Słuchanie w Komunii, będąc tak trudnym, staje się aktem najbardziej zaniedbywanym.

Mówienie, czytanie, rozważanie, również modlitwa głośna lub cicha, wszystko to jest o wiele prostsze od słuchania. A jednak słuchanie jest decydującym aktem Komunii.

Trudno jest uznać za prawdziwą Komunię bez odpowiedzi danej Chrystusowi.

3. Jak słuchać

Andrea Gasparino

Do słuchania Chrystusa w Komunii potrzebujemy środków komunikacji. Jeżeli są, Chrystus może się z nami skontaktować, jeżeli ich nie ma, Chrystus się nie skontaktuje.

Atmosfera wokół nas jest przepełniona odgłosami, dźwiękami, ale my, tylko za pomocą ucha, nie odbieramy niczego. Jeżeli jednak mamy do dyspozycji mały tranzystor, wtedy tak, komunikujemy się z tymi głosami i dźwiękami.

Po to, abyśmy normalnie mogli wysłuchać Boga, potrzebujemy tranzystora; musimy spełnić następujące warunki:

1. Cisza

Bóg na ogół nie przemawia w hałasie. Nie mam tu na myśli hałasu zewnętrznego, nie jest taki ważny, mówimy o hałasie wewnętrznym, o bałaganie, o rozproszeniu, o próżności, o "światowości".

Cisza jest klimatem oczekiwania, jest również klimatem hojności.

Wewnętrzne milczenie nie może być zaimprowizowane, wymaga wysiłku. Zazwyczaj potrzebuje przestrzeni. Nie uda się tak ni z tego ni z owego powiedzieć: teraz pogrążę się w milczeniu, ponieważ nie wystarczy tego powiedzieć, czasami nie wystarczy takie krótkie pragnienie, trzeba pragnąć tego bardzo głęboko.

Głębokie akty woli nie są improwizacją, potrzeba trochę czasu na przebicie naszej powierzchowności i dotarcie do naszych najgłębszych pokładów. Tak, strefa wewnętrznego milczenia znajduje się głęboko w nas.

Temu, kto jest przyzwyczajony do koncentracji, jest łatwiej, ten, kto nigdy nie umiał się skoncentrować, ma przed sobą ogromny wysiłek. Wewnętrzne milczenie jest również głębokim oczyszczeniem nas samych. To nie jest proste! Jednak to możliwe dla każdego człowieka dobrej woli, bo jest to możliwe dla każdego myślącego człowieka.

Potem musi być spełniony drugi warunek.

2. Wola komunikowania się z Bogiem

Bóg bardzo szanuje naszą wolność. Nie kontaktuje się z nami, jeżeli się rozłączamy. Nigdy! Prawie nigdy!

Temu, kto posiada niewzruszoną wolę komunikowania się z Bogiem, słuchania Jego głosu, wzywania Jego woli, Bóg odpowiada w sposób naturalny.

Prawie zawsze każe na siebie trochę poczekać. Nie dlatego, że chce pokazać, jak bardzo się ceni, ale by nas przygotować. Bez trudów włożonych w oczekiwanie, nie potrafilibyśmy usłyszeć Jego głosu, ponieważ wymyka się zmysłom. Wymyka się duszy. Niewiele trzeba, aby stłumić głos Boga w nas.

Bóg jednak kontaktuje się z nami, i to jak! Nie poprzez zmysły, ale poprzez rozum i serce.

Potem trzeba spełnić trzeci warunek.

3. Aby na początku była miłość

Dalej w kolejności istotne jest prawdziwe pragnienie odpowiedzi, dania Mu tego, o co prosi, wyjścia na spotkanie Jego pragnieniom. Ważne, aby odpowiedź była prawie gotowa: "Panie, uczynię wszystko, co zechcesz, objaw swoją wolę" lub typowe: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha".