Modlitwa serca

Rozmowy z młodymi. Podręcznik dla szkół modlitwy
Andrea Gasparino

Poniższe studium stawia sobie za cel omówienie drogi prowadzącej do modlitwy serca, chce pokazać grożące jej niebezpieczeństwa, chce zaalarmować, tych, którzy być może zbłądzili i zeszli z wytyczonego szlaku na bezdroża.

Wprowadzenie

Rozmowy z młodymi. Podręcznik dla szkół modlitwy
Andrea Gasparino

Modlitwa powinna wzrastać

Modlitwa jest wyrazem miłości, a miłość powinna ciągle wzrastać, jeśli jest autentyczną miłością.

Modlitewnemu rozwojowi towarzyszą pewne niebezpieczeństwa: werbalizm, bądź jego przeciwieństwo: egocentryzm. Są to dwie, najgorsze chyba zasadzki czyhające na rozpoczynającego modlitewną wędrówkę. Im bardziej modlitwa staje się wewnętrzną, tym większy ma wpływ na nasze codzienne życie, na nasze decyzje, wybory, tym większą daje gwarancję, że jest modlitwą.

Poniższe studium stawia sobie za cel omówienie drogi prowadzącej do modlitwy serca, chce pokazać grożące jej niebezpieczeństwa, chce zaalarmować, tych, którzy, być może, zbłądzili i zeszli z wytyczonego szlaku na bezdroża.

Modlitwa serca, którą będziemy również nazywać "modlitwą wnętrza", towarzyszyła wielu młodym w ich duchowym rozwoju; życzymy, najpierw sobie, żeby te zapisane stronice były silnym bodźcem do nawrócenia się, do wejścia na drogę głębokiej modlitwy.

Dobry początek

Andrea Gasparino

Żeby dobrze zacząć naszą wędrówkę, musimy zrobić wszystko, co możliwe, aby wyruszyć właściwą nogą.

Pierwszy punkt zaczepienia

Andrea Gasparino

Ważne jest, aby pierwszy punkt zaczepienia, był dobrze wybrany: należy więc jasno określić środek ciężkości problemu-modlitwy, tj. nasz stały punkt odniesienia; należy również ustalić co rozumiemy pod pojęciem: dusza modlitwy, co winno być jej fundamentem, najgłębszą rzeczywistością.

Modlitwa jest - przede wszystkim - miłością.
Jeśli już to pojąłem, znaczy, że dotarłem do duszy modlitwy, że odkryłem jej środek, mam "w ręku" niezawodny test, z którego będę mógł ciągle korzystać:
Kocham? To znaczy, że się modlę.
Kochałem? To znaczy, że się modliłem.
Postępuję w miłości? To znaczy, że czynię postępy na modlitwie.
Jeśli nie kocham, to znaczy, że wędruję błędnymi szlakami, na darmo pokonuję kilometry drogi...

Przyjrzyjmy się dokładniej problemowi:

  • Jezus nauczył nas modlitwy MIŁOŚCI, kiedy powierzył nam model - wzór modlitwy: Ojcze nasz; siedem próśb, sześć wezwań miłości. I jedno tylko wezwanie, które - tak na pierwszy rzut oka - wydaje się być egoistyczne: "chleba naszego, powszedniego, daj nam dzisiaj". Ale, jeśli się pomyśli, że niektórzy, przekładający te słowa w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, zapisali je nie jako "chleba powszedniego", ale "chleba ponadsubstancjonalnego", co możemy rozumieć jako daj nam ŁASKĘ; jeśli się pomyśli, że po prośbie o chleb następuje wołanie: "bądź wola Twoja", która może być rozumiana jako: "daj mi codzienną zdolność, abym umiał wypełnić swoje codzienne obowiązki" i jeśli się pomyśli, że ta prośba jest w liczbie mnogiej czyli, że proszę dla siebie, ale że, w zasadzie dotykam w ten sposób problemu każdego człowieka, modlę się więc za głodnych całego świata... również więc i to wezwanie staje się modlitwą miłości.
  • Modlitwa Jezusa to modlitwa MIŁOŚCI. Weźcie pod uwagę, na przykład, modlitwę Zbawiciela zroszonego krwawym potem; modlitwa ta miała miejsce w Getsemani: "Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!"; jest to najbardziej wzniosła, wysublimowana modlitwa miłości, jaka kiedykolwiek była zanoszona na ziemi.
  • Tak, modlitwa może być również prośbą, żalem, dziękczynieniem; modlitwa prośby, która wydaje się mieć swoje źródło w egoizmie, jest wyrazem aktywnej miłości: ponieważ On mnie kocha - ja proszę.

Drugi punkt zaczepienia

Andrea Gasparino

Możemy go tak sformułować: modlitwa rozpoczyna się wtedy, gdy zauważasz w sobie światło prawdy.

Bóg jest prawdą, nie toleruje kłamstwa. Kiedy stajesz przed Nim, stań w prawdzie. Nie udawaj lepszego, jeśli jesteś: leniwy, znużony, roztargniony, słaby, nędzny...

Szczerość jest pokorą. Pokora spełnia wielką, psychologiczną rolę, jeśli zaistnieje na początku modlitwy: nauczył nas tego Jezus, przywołując obraz modlącego się faryzeusza i celnika.

Pokora to pierwszy składnik miłości: miłość ubrana w pokorę daje gwarancję prawdziwej miłości.

Wędrówka, w którą udamy się razem

Andrea Gasparino

Czy nasza refleksja nad modlitwą serca to nowa metoda modlitwy? Nie, jest to raczej, wydeptana doświadczeniem, ścieżka.

Uważamy, że można nauczyć się modlić realizując trzy etapy:
1. Uzdrowienie modlitwy USTNEJ;
2. Praktykowanie modlitwy SŁUCHANIA;
3. Kierowanie się w stronę modlitwy MIŁOŚCI (modlitwa serca).

Jeden etap wynika z drugiego, jeden przygotowuje drugi, jeden łączy się z drugim, choć, oczywiście, mogą istnieć rozdzielnie.

Prawdziwa modlitwa ustna powinna zawierać w sobie ładunek miłości: jeśli bowiem zwracam się do Boga i otwieram przed Nim swe serce, to czynię tak dlatego, że Go kocham i wiem, że i On mnie kocha.

Modlitwa słuchania już jest całą miłością, ale słuchanie zobowiązuje do odpowiedzi, wszystko jest więc podporządkowane odpowiedzi czyli miłości.

Modlitwa dobrze zbudowana powinna zawsze zawierać te trzy składniki:
- uważna modlitwa ustna;
- modlitwa słuchania;
- modlitwa miłości.

2. Trzy warunki

Andrea Gasparino

Można powiedzieć, że modlitwą rządzą trzy warunki. Ten się nauczy modlić, kto potrafi nimi dobrze władać:

1. Po pierwsze: POKORA - wprowadza w nas światło prawdy, jest to pierwsza oznaka modlitwy.

Uczę się stawać przed Bogiem takim, jakim jestem, a nie takim, jakim chciałbym być. Próbuję postępować zgodnie z prawdą, określić swoje położenie, swój stan ducha z dużą dokładnością, ze szczerością, nawet "szorstkością", głęboko, bez połowiczności. Odrzućcie maski, by przedstawić się Bogu takim, jakim jestem.

Nie zapominajcie ważnej lekcji Jezusa, kiedy opowiedział nam przypowieść o modlących się w świątyni: faryzeuszu i celniku. Zauważcie, że biedny celnik nie składa Bogu obietnic, co więcej, nie ma nawet odwagi podnieść oczu na Tego, do którego mówi. Określa siebie jako grzesznika. Przedstawia Bogu całą swą nędzę moralną jak żebrak, który prezentuje przechodniom swoje łachmany... i wtedy staje się cud.

Niewiele potrzeba, żeby wzruszyć Boskie Serce - zdaje się mówić Jezus - wystarczy Twoja skromność. Wystarczy, że usuniesz maskę ze swej twarzy, a Bóg wypełni cię łaską.

Nie bój się poświęcać sporej ilości czasu na tę czynność rozpoczynania modlitwy, bo to nie jest samo rozpoczynanie, ale już prawdziwa modlitwa, już miłość. Pozostały ci jeszcze dwa "warunki" do spełnienia: otworzyć się na miłość Boga i samemu kochać.

2. Po drugie: żeby mówić o modlitwie pojmowanej jako miłość, należy uprzednio zauważyć miłość Boga do ciebie.

Powiedziałbym, że jest to sprawa decydująca: jeśli jesteś przekonany, że Bóg kocha cię osobiście, mocno, na zawsze, wiernie; jeśli jesteś przekonany, że Bóg kocha cię pomimo braku odpowiedzi z twojej strony (zwróć uwagę, czy to przekonanie jest głębokie, czy nie jest czasem tylko jakąś ideą, która tylko czasami pojawia się w twoich myślach); jeśli jesteś przeświadczony o miłości Boga do ciebie - wówczas modlitwa rodzi się sama, nie jest dla ciebie żadnym wysiłkiem.

Bóg mnie kocha! Oto zarzewie modlitwy, które powinno zamienić w ogień miłości twoją relację z Nim.

Osoby, których modlitwa jest słaba, byle jaka, jeszcze nie zrozumiały, że Bóg je kocha, albo są o tym przeświadczone w nikłym stopniu, brak im wewnętrznego, głębokiego przekonania o Bożej miłości.

Powinno się walczyć, ze wszystkich sił, żeby zbudować w sobie takie przekonanie. Nie wystarczą minimalne wysiłki w tym kierunku... Zrozumieć, że Bóg nas kocha - to zatopić się w głębokiej boskiej rzeczywistości, wejść do Boskiego Serca.

Dwoma, najprostszymi chyba, środkami są: dziękczynienie i Słowo Boże czytane w optyce miłości.

Dziękczynienie: zbudujcie sobie salę gimnastyczną, wybierzcie konkretne chwile dnia, w których chcecie trenować: rano, zaraz po wstaniu z łóżka, w czasie podróży, kiedy jesteście zajęci pracą nie wymagającą wielkiego, umysłowego wysiłku... To właśnie na sali gimnastycznej atleci wyrabiają sobie mięśnie - ty będziesz systematycznie ćwiczył postawę dziękczynienia, które doprowadzi kiedyś do tego, że cały twój dzień stanie się dziękczynieniem: "W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was!" (1 Tes 5,18).

Święty Paweł wymagał takiej postawy od pierwszych chrześcijan, od neo-konwertytów: ona, bowiem, stanowi kręgosłup życia chrześcijańskiego.

Poza tym, Słowo Boże bardzo pomaga w rozmyślaniu o Bożej miłości.

Ale, uwaga, należy najpierw skorygować pewien, dość powszechny błąd, popełniany w czasie lektury. Otóż, jesteśmy przyzwyczajeni do czytania Słowa Bożego w aspekcie moralnym; jest to fatalne przyzwyczajenie! Musimy nauczyć się czytać Słowo językiem miłości.

Należy przećwiczyć czytanie Słowa w sposób trójwymiarowy! Jest to bardzo ciekawy sposób! Robi się tak:

Pierwszy wymiar: czytanie z wiarą i czcią, z maksymalną uwagą (łącznie z korzystaniem z przypisów, wprowadzeń...; nie zabierajcie się do przygody ze Słowem Bożym bez pomocy inteligentnego i pełnego wiary eksperta-książki).

Drugi wymiar: ponowna lektura tego samego tekstu kończąca się pytaniem: czego chcą mnie nauczyć te wybrane wersety Pisma o miłości Jezusa do nas, do mnie?

Trzeci wymiar: jeszcze raz czytamy ten sam tekst, pytając się siebie: czego uczą mnie te słowa w aspekcie ojcowskiej miłości Boga Ojca?

Każda strona Pisma świętego jest szkołą Bożej miłości, ale kto nie nauczy się jej dostrzegać na stronicach Biblii, ten na zawsze pozostanie w miłości analfabetą.

A kto w ogóle nie podejmie tego rodzaju wysiłku, będzie tylko "turystą" Słowa. Złoto zwykle jest ukryte, i to głęboko, tylko ten kto zdecyduje się je odszukać, ma szansę na jego wydobycie.

3. Po trzecie: KOCHAĆ!

Jak kocha się w modlitwie? Trudno jest to powiedzieć, wszystko zawiera się w czymś bardzo prostym: trzeba nauczyć się OFIAROWAĆ SIEBIE Bogu.

Powiemy o tym więcej, omawiając temat: "modlitwy serca".

Można mówić, że modlitwa jest dobrze skonstruowana, jeśli przeszła przez trzy etapy dojrzewania:
- uzdrowienie MODLITWY USTNEJ;
- dotarcie do MODLITWY SŁUCHANIA;
- skupienie się na MODLITWIE MIŁOŚCI (modlitwa serca).

To znaczy, że rozwój modlitwy powinien nastąpić w wyniku takich trzech praktyk:
MÓWIENIA (modlitwa ustna);
SŁUCHANIA (modlitwa słuchania);
ODPOWIADANIA (modlitwa miłości).

"Modlitwa to najwyższe dobro,
to intymne zjednoczenie z Bogiem,
powinno pochodzić z serca,
powinno nieustannie z niego płynąć, dzień i noc.

Jest światłem duszy,
prawdziwą znajomością Boga,
pośrednikiem pomiędzy Bogiem a człowiekiem;
jest pragnieniem Boga,
to niewysłowiona miłość,
owoc Bożej łaski".
Święty Jan Chryzostom

3. Modlitwa ustna

Andrea Gasparino

Jej wieczną plagą są rozproszenia.

Jest to pewne ograniczenie, które zawsze będzie nam towarzyszyć, aż po grób. Tylko w Raju nie odczujemy już więcej rozproszeń, ponieważ w centrum naszych zainteresowań będzie wyłącznie Bóg.

Należy więc nie tylko nauczyć się współżyć z tym ograniczeniem, ale trzeba też spróbować z nim walczyć.

Utrapieniem jest marnowanie modlitwy ustnej; ale faktycznym złem jest nie tyle bycie roztargnionym, co przyzwyczajenie się do takiego stanu rzeczy. Być ciągle roztargnionym na modlitwie, to hodować raka modlitwy.

Nigdy nie powinniśmy się na coś takiego zgodzić.

Alarm trzeba wszcząć odpowiednio wcześniej! Kto słodko przesypia ten problem, nie czyniąc sobie z tego powodu ani jednego wyrzutu, może nabrać niebezpiecznych przyzwyczajeń...

Jest nieprzyzwoitym ten, kto w taki sposób pozbawia czci Boga, a bliźnich napawa obrzydzeniem. Wyobraźcie sobie kogoś, kto tkwi przy okienku w jakimś urzędzie i zamiast załatwiać sprawę, zachowuje się jak ktoś, kto nie wie dobrze czego chce, albo zamiast odpowiedzieć urzędnikowi, gawędzi nie na temat i nie słucha co się do niego mówi: nietrudno zgadnąć, że zostanie odesłany z niczym.

Jednym słowem: być roztargnionym, znaczy nie szanować Boskiego rozmówcy, nie czuć respektu wobec Jego boskiej godności.

Zamiast więc rozmawiać z Bogiem w stanie roztargnienia, lepiej zamilcz.

Modlitwa ustna jest jak kładka na drodze do Boga. Niesie ze sobą dwa ryzyka:
1. można znaleźć się obok kładki: owoc modlitwy roztargnionej;
2. można usiąść na kładce, zrezygnować z pomocy, jaką oferuje Bóg: jest to taka modlitwa ustna, w której większą uwagę przykłada się do słów, niż do ich Adresata.

Czynimy wówczas jak dzieci, które uczą się czytać: tak bardzo skupiają się one na przesylabizowaniu słów, że w rezultacie, nie rozumieją nic z tego, co przeczytały.

Modlitwa ustna winna zjednoczyć mnie z Bogiem, a nie od Niego oddzielić. Nie wystarczy, że uważnie przeczytam psalm, radując się jego treścią; jeśli ten psalm nie zjednoczy mnie z Bogiem, jak mogę powiedzieć, że się modliłem?

Zbyt mechaniczne zwracanie uwagi na wypowiadane słowa może wyprowadzić mnie na bezdroża: uniemożliwić intymny kontakt z Bogiem.

Jest rzeczą ciekawą, że wielcy eksperci modlitwy ustnej, jakimi byli ojcowie pustyni, stosowali modlitwę ustną bardzo często, ale były to wezwania krótkie.

Jak leczyć chorą modlitwę ustną? Jak ją uzdrowić? Oto niektóre środki zaradcze:
- jak najczęściej trzeba modlić się spontanicznie, częściej niż gotowymi formułami;
- należy stosować w modlitwie ustnej jak najwięcej "przystanków": zwracać do Boga bardziej serce niż słowa. Innymi słowy: zadbać o to, by w modlitwie stosować jak najwięcej znaków STOP, będących oddechem dla duszy, pomogą wam one pogłębić konkretną myśl, pomogą myśleć;
- stosować tzw. "wołanie w wierze" do Boga, wszystko to w tej samej modlitwie ustnej (zwierzenie się Bogu: jakże jest bezcenne!);
- przyzwyczaić się do modlitwy niewielką ilością słów, w sposób uporczywy i natarczywy;
- modlić się stosując, od czasu do czasu, technikę oddechu;
- modlić się pisząc;
- uczestnicząc w liturgii, modląc się psalmami: podkreślać te słowa, które użyczają wam swej mocy i służą pośrednictwem w uzyskaniu głębszego kontaktu z Bogiem; podkreślcie te słowa-klucze, zdania-klucze.

W życiu duchowym
kto nie posuwa się naprzód, cofa się,
a kto nie wędruje zyskując,
wędruje tracąc".

Święty Jan od Krzyża
Droga na Karmel

4. Sprawdzanie siebie

Andrea Gasparino

Modlitwa zawiera w sobie pewien ważny test. Skoro jest miłością, to przyzwyczaj się do sprawdzania jej pod tym względem. Ale miłość to czyny; naucz się więc ją pod takim względem weryfikować.

Ryzyko, jakie niesie w sobie nasza umiejętność modlenia, się jest bardzo realne, może nim być: ucieczka od rzeczywistości, albo zwykłe "młócenie" powietrza.

Jesteśmy bardzo zdolni, kiedy opowiadamy sami sobie różne historyjki, jesteśmy nawet skłonni oszukiwać samych siebie, czynimy to również na modlitwie.

Skoro modlitwa jest miłością, to czymś bardzo naturalnym winno być pokorne poszukiwanie Bożej woli, a następnie przylgnięcie do niej.

Modlitwa jest wejściem w problemy najbardziej palące, i to wejściem z Boską mocą: wyjaśnieniem ich w Bożym świetle i początkiem ich rozwiązywania środkami, w które nas wyposaża.

Jest bardzo ważnym posiadanie takiego nawyku: nigdy nie wstawać od modlitwy bez podjęcia jakiejś konkretnej, praktycznej decyzji, w miarę możliwości, które daje nam Pan.

Pożytecznym jest:


  1. ...aby wszelkie decyzje były dobrze wyważone i dokładne; dobrze określona decyzja daje gwarancję, że nasza wola jest właściwa;

  2. ...aby decyzje dotyczyły osobistych, najbardziej palących problemów;

  3. ...aby decyzje nie brały swego początku z głowy, ale ze światła danego od Boga; aby rodziły się z pokornego poszukiwania Bożej Woli;

  4. ...aby decyzje wypływały z serca i były konkretnym wyrazem naszej miłości do Boga, aby skierowane były ku Boskiemu Sercu, bo wtedy nie pojawia się ryzyko, iż są to tylko czcze słowa albo, tylko i wyłącznie, emocje.

  5. Koniecznym jest, aby decyzje były bezzwłocznie wykonane: zawsze tak postępujcie! Jeśli jednak zdarzy się wam, że nie będziecie jej mogli od razu wykonać, to uczyńcie wszystko to, co w jakimś stopniu pomoże do jej realizacji, zacznijcie działać.

Modlitwa winna być gorącym wyznaniem: "Panie, kocham cię i teraz w imię Twoje, zaczynam. Pokażę, jak kocham!".

Oto podstawowe, solidne przygotowanie do modlitwy, oto modlitwa, która trzyma się ziemi, która "chodzi w butach z ołowiu", nie zawiedzie więc ani was, ani Boga.

Modlitwa jest niczym innym jak kompletną realizacją naszej dobrej woli.

Kiedy - na przykład - samochód zatrzymuje się na stacji benzynowej, by zatankować do pełna, jest czymś naturalnym, że później rusza; nie po to wypełnia się bak, by sterczeć na stacji paliw, wypełnia się go, żeby jechać. Kiedy benzyna znów jest na wyczerpaniu, szuka się następnej stacji, by otrzymać następną porcję... i na nowo podejmuje się jazdę.

Przyzwyczaj się więc, by po modlitwie wyruszyć w drogę z wielkoduszną decyzją; dobro rodzi w tobie większe dobro, daje ci okazję do kolejnych zwycięstw, do czynienia gestów konkretnej miłości.

Jesteśmy chyba trochę źle wychowani, bo cóż znaczy modlitwa kończąca się w modlitwie. Modlitwa powinna przygotowywać działanie, ponieważ jest miłością, dlatego przygotowuje czyn i wyraża się w nim.

"Bóg bardziej udziela się takiej duszy,
która czyni większe postępy w miłości".
Święty Jan od Krzyża Droga na Karmel

5. Modlitwa słuchania

Andrea Gasparino

Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!... lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie, wejdzie do królestwa niebieskiego (= będzie miał udział w moim życiu, będzie mi bliskim) (Mt 7,21).

Nie wystarczy więc ustna modlitwa, jak ta: "Panie, Panie", należy starać się odkryć Bożą Wolę, a następnie dążyć do jej realizacji, błagając o siłę. Aby móc to uczynić, trzeba wytrwale dążyć do celu czyli do modlitwy słuchania.

"Słuchać" to biblijne słowo-klucz: można je spotkać 1100 razy w Starym Testamencie i 445 razy w Nowym.

W swoim wyznaniu wiary Izraelita nie mówi "wierzę", ale powtarza Boże Słowo głosząc: "Słuchaj, Izraelu: Pan jest naszym Bogiem, Panem jedynym...będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca...".

Słuchanie Boga jest samym sercem modlitwy. Jeśli modlitwa nie prowadzi was do słuchania, dotykacie dopiero "łupinki" modlitwy, chyba nie chcecie odżywiać się łupinkami...

W chwili, kiedy czymś zwyczajnym będzie dla was modlitwa słuchania, zacznie rodzić się w was prawdziwy chrześcijanin. W samej istocie, modlitwa słuchania nie jest niczym innym jak nauką schodzenia w głąb waszego sumienia czyli dotarciem do głębin Bożej Woli, jaka ma was bezpośrednio dotyczyć.

Jak moglibyśmy określić modlitwę słuchania? Chyba tak: "Jest to pokorne i ufne poszukiwanie Woli Bożej w rozwiązywaniu naszych, osobistych problemów, począwszy od tych, które są najbardziej pilne".

Wszyscy mamy problemy, i wszystkim zdarzają się też takie, które wprost parzą. To właśnie od nich winniśmy zaczynać naszą modlitwę słuchania.

Jest nią pokorne poszukiwanie Bożej Woli, bowiem do pysznego serca Bóg nie przemawia; ktoś, kto wie już "wszystko", nie jest zdolny do komunikowania się z Bogiem.

Modlitwa słuchania jest ufnym poszukiwaniem: jest przylgnięciem naszego serca do Serca Bożego; im więcej jest miłości w takim poszukiwaniu, tym większa jest głębia zjednoczenia z Bogiem.

Modlitwa słuchania jest szukaniem odpowiedzi na osobiste problemy, jest pytaniem się Boga o nasze obowiązki, jest pokorną prośbą się do Niego o wyrażenie Jego pragnień nas dotyczących, jest powiedzeniem sobie prawdy i pozwoleniem Bogu na jej wypowiedzenie, jest zdarciem przeróżnych masek z naszych twarzy w obecności Boga i z Jego pomocą.

Jest, wreszcie, poszukiwaniem Bożego światła w rozwiązywaniu najtrudniejszych, osobistych problemów: wszystko, co jest Wolą Bożą, jest dla nas ważne, ale - uwaga - nie należy przespać snem błogosławionych, problemów, które my, z Bożą pomocą, powinniśmy jak najszybciej rozwiązać.

Wiadomo już, że najwłaściwiej jest zacząć od tych problemów, które "parzą". "Dosyć ma dzień swojej biedy", mówi Jezus, w każdym dniu pojawia się jakiś problem, który jest większy od wszystkich innych, na który muszę dać słuszną odpowiedź, przygotowaną, wybraną w Bożym świetle.

Modlitwa słuchania to umiejętność samodzielnego rządzenia własnym życiem, w świetle Bożej woli. Jest to wielka praca nad głębokim, duchowym samowychowaniem.

Jak przebiega modlitwa słuchania?

1. Przede wszystkim, należy jej stworzyć odpowiedni klimat.

Koniecznym warunkiem, jest chcieć słuchać. Bez takiej woli nie można wyruszyć w drogę. Jeśli jednak masz pełne ręce pracy i nie decydujesz się na tankowanie i nie hamujesz, widząc na liczniku, że pozostał ci tylko 1 litr paliwa, jest to znak, że nie chcesz mieć pełnego baku.
Musisz chcieć słuchać, a chcieć słuchać znaczy wzywać Boga, by mówił.
Uważaj jednak, na różne wybryki twojej woli; łatwo jest bowiem przed Bogiem udawać... i po prostu leniuchować, Bóg jest dyskretny, pokorny, nie będzie ci przeszkadzał, jeśli będziesz miał złą wolę.
Proś więc o wolę słuchania! I wyznaj Bogu, że masz twarde serce!
Bóg wzruszy się, widząc akt pokory z twej strony i na pewno odpowie.

2. Pamiętaj, że do słuchania niezbędne są:
- Słowo Boże,
- i głos twojego sumienia.

Słowo Boże

Andrea Gasparino

1. Nie bierz do ręki księgi Słowa Bożego bez uprzedniego wytrwałego, pokornego błagania Ducha Świętego.

Enzo Bianchi powiedział: "Bez Ducha Świętego, na Piśmie świętym nieustannie będzie spoczywała zasłona, która uniemożliwi jego zrozumienie". Tak więc, musisz usunąć te zasłonę!

Dałbyś radę czytać Biblię bez otworzenia jej? Bez wyjęcia jej z futerału?

Dlatego błagaj pokornie i wytrwale Ducha Świętego, dopóki nie zauważysz, że twardość twojego serca choć trochę ustąpiła, dopóki nie poczujesz w sobie pulsu wiary.

2. Staraj się czytać nie tyle wzrokiem, co sercem.

Nie wolno profanować Słowa Bożego, nie czytaj więc Słowa Bożego jak gazety.

3.Nasze błędy, popełniane przy lekturze Pisma świętego są zwykle te same: pośpiech, ciekawość, zachłanność.
4.
Czuwaj nad twoją ciekawością, pośpiechem, łapczywością. To nie ilość się liczy, ale to, co czytasz, sercem, wiarą, w Duchu Świętym.

Święty Hieronim powiedział: "My, spożywamy Ciało i pijemy Krew Jezusa Chrystusa nie tylko w Eucharystii, czynimy to również czytając Słowo Boże".

Jest więc komunią twoja lektura i nie wolno ci być powierzchownym, spieszącym się, roztargnionym.

Przestań być zachłannym, zaczerpnij ten haust, który ci wystarczy, a całą resztę potraktuj pobieżnie. Nie jesteś w stanie wypić strumienia, wystarczy ci ten jeden haust do ugaszenia pragnienia.

4. Bądź lojalny wobec Słowa: nie wmawiaj, że mówi coś, czego w rzeczywistości nie mówi.

Musisz jednak posiadać pewność, że dobrze rozumiesz Słowo, dlatego często, łagodnie i z dużym spokojem przechodź od tekstu do przypisów i uwag, i od przypisów do tekstu. A przede wszystkim, podczas czytania, często wzywaj Ducha Świętego.

"Ten sam Duch, który dotknął duszy Proroka, dotknie duszy lektora" (św. Grzegorz Wielki).

Tłem twojej modlitwy powinno być zapewnienie: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha".

5.Przeczytaj kilkakrotnie zdanie, które w jakiś szczególny sposób cię zainteresowało; może jest w nim na dziś jakieś przesłanie, od Boga dla ciebie; kilkakrotne przeczytanie tego samego tekstu wzmaga pragnienie, aby być przez Boga pouczonym.
6.
Bądź wyciszony i spokojny, nie wolno ci być niecierpliwym w swym pragnieniu otrzymania Bożego światła. Bóg mówi nie mówiąc, a Jego światło przyjdzie w sprzyjającym momencie.

Pewien mnich z góry Athos tak powiedział do Enzo Bianchi: "Duch jest jak ta biała, zbliżająca się do nas, gołębica... jeśli się tylko poruszysz, ucieknie... jeśli zachowasz spokój, zbliży się jeszcze bardziej".

6. Niewiele trzeba, żeby "została przerwana telefoniczna linia" z Bogiem, wystarczy odrobina pychy.

Potrzebujesz wiele pokory, przed, w czasie i po lekturze Słowa.

Nie zadawaj gwałtu Bożemu światłu, pokornie proś.

"Dusza stara się nie szukać tego, co wygodne,
co najsmaczniejsze, stara się nie wybierać tego,
co podoba się jej najbardziej, komfortu".

Święty Jan od Krzyża, Droga na Karmel

Głos sumienia

Andrea Gasparino

Słuchanie Słowa często jest połączone ze słuchaniem swego sumienia.

Nieraz, jest ostrzegawczym światłem budzącym twoją wolę, oświecającym twoją inteligencję, ale czasem, możesz mieć wrażenie, że problemy - według ciebie najważniejsze - są pozostawione jakby na uboczu.

Nie bądź powierzchownym: słuchanie Boga jest zawsze przygotowaniem do słuchania sumienia.

Może ci się zdarzyć, że Słowo Boga będzie dla ciebie olśnieniem w rozwiązywaniu palącego problemu, ale może być i tak, że właśnie Słowo zgotuje ci taki palący problem.

Przepytaj więc swoje sumienie, pytając Boga dokładnie tak:
- Panie, jaka jest Twoja wola w tym właśnie zadaniu, które przede mną staje? W tej konkretnej sytuacji?
- Panie, od czego mam zacząć, żeby dobrze rozwiązać ten niecierpiący zwłoki problem? Jaki pierwszy krok mam uczynić? Panie, udziel mi swojego światła i użycz mi swej siły!

I również w tym miejscu, należy pamiętać, by nie wymuszać Bożego światła, lecz cierpliwie czekać...

Jeśli prośba jest szczera i otwarta, odpowiedź od Boga przyjdzie...

Co więcej, może się nieraz zdarzyć, gdy prośba jest bardzo szczera, że odpowiedź już jest gotowa i przychodzi w momencie jej formułowania. Bóg nie skąpi swego światła tym, którzy są zdecydowani, by pełnić Jego wolę.

Znam wiele osób, którym Bóg,
dzięki swej łasce,
pozwolił dokonać wielkich postępów,
ale decydowały się one stopniowo,
na niewielkie ustępstwa (nieuporządkowanie:
uczuć, rozmów, przyjaźni);
po pewnym czasie zatraciły one
rozeznanie w Bożych sprawach
i ostatecznie, doprowadziły siebie
do zguby".

Święty Jan od Krzyża, Droga na Karmel

6. Wracamy do sedna sprawy

Andrea Gasparino

Żeby nauczyć się modlić, koniecznie trzeba wracać do istoty rzeczy, będę to powtarzać często, aż do znudzenia. Jest nią:
MODLIĆ SIĘ TO KOCHAĆ.
Ale teraz chciałbym dodać dwa inne słowa:
KOCHAĆ TO ZMIENIAĆ SIĘ.

Jeśli się tego nie pojmie, nie pojmie się istoty modlitwy, jej duszy, nie pojmie się dynamiki modlitwy, ani jej dynamicznej mocy.

Modlitwa jest wyruszeniem, a nie staniem; modlitwa jest czynem, jest ofiarowaniem siebie, jest poświęceniem siebie, jest również prostowaniem siebie, oczyszczeniem siebie z wielu różnych nieuporządkowań; modlić się to stawać się wolnym i oddanym Bogu.

Oczywiście nie dociera się od razu do wyznaczonego celu, ale dobrze jest znać cel wędrówki, a nawet więcej, trzeba go znać; jeśli modlitwa nie uwalnia nas od egoizmu to znaczy, że jest źle prowadzona; jeśli nie mówi ci prawdy, jeśli nie daje ci siły, żebyś mógł wyjść naprzeciw swoim problemom, nieuporządkowaniom i jeśli nie daje ci dość siły, byś je mógł rozwiązać, twoja modlitwa jest kłamstwem.

Modlitwa jest szkłem powiększającym:
- musi tak powiększać, aby czynić widzialnymi dla twoich oczu Boskie dary i aby, z tej właśnie przyczyny, rodzić w tobie twoją bezkresną wdzięczność za Bożą miłość do ciebie;
- musi także powiększać wszystkie twoje wady, abyś mógł z nimi zajadle walczyć mocą, która pochodzi od Pana, aż po usunięcie z twojego serca tego wszystkiego, co nie podoba się Bogu. Dzięki temu, twoje życie będzie mogło stać się autentycznym dziełem Boga.

A kiedy w twoim domu, ktoś zada ci pytanie: "Dlaczego tak się modlisz?", bądź gotowy odpowiedzieć i to odpowiedzieć poprawnie: "Chcę, aby Bóg był ze mnie zadowolony, i chciałbym, abyście również i wy byli ze mnie zadowoleni!".

Jeżeli w rodzinie ktoś może nieraz zrani cię słowem, to teraz, kiedy się modlisz, nie obrażaj się, lecz zanieś to słowo, które cię zraniło w modlitwie Bogu i spytaj: "Jaką prawdę zawiera to słowo, które mnie zraniło?".

Każde słowo, które rani, zawiera w sobie odrobinę prawdy, jest to odrobina światła konieczna w poznawaniu siebie: to maleńka podpowiedź, która przyda się twojemu powiększającemu szkłu.

Teraz chyba zaczynasz rozumieć, dlaczego w modlitwie tak bardzo podkreślamy znaczenie ciszy i wychowujemy do niej: jak można bowiem zatopić się w głębi sumienia bez ciszy?

I nie łudź się: im bardziej czynisz postępy w modlitwie, tym bardziej będziesz czuł się grzesznikiem, ponieważ do dzieła zabierze się twoje powiększające szkło. Ale niech cię to nie przeraża, najważniejsze, że zrozumiałeś, iż:
MODLIĆ SIĘ TO KOCHAĆ
KOCHAĆ TO ZMIENIAĆ SIEBIE
i kiedy o to walczycie, już zaczynacie siebie zmieniać.

7. Zabronione jest być naiwnym

Andrea Gasparino

Oczywiście, naiwne jest oczekiwanie od Słowa Bożego szczegółowych odpowiedzi na pewne, konkretne nasze problemy, ale rozsądnie jest prosić o Słowo, przedstawiając nasz problem: Panie, jakie jest Twoje przesłanie na dziś dla mnie?

Bóg nie zawsze mówi do nas głosem, który od razu rozróżniamy. Co więcej, Jego głos jest tak subtelny i delikatny, że, jak już wcześniej powiedzieliśmy, niewiele potrzeba, aby Go zagłuszyć; ale zwykle odpowiada na pokorne, pełne wiary błagania.

Zdarza się - i to bardzo często - że nie odpowiada od razu, ponieważ potrzebujemy czasu, aby przygotować się do słuchania. Oczekiwanie, pokora, wzmagają ufność.

W milczącym oczekiwaniu na Bożą odpowiedź rodzi się świadomość naszej odpowiedzialności. Oczekiwanie jest bodźcem do tego, aby zakasać rękawy i wziąć się do pracy, aby Bóg mógł ją uzupełnić i pobłogosławić. Z takiego właśnie powodu Boża odpowiedź przychodzi jakby "spóźniona".

Bóg często odpowiada. Ale problemem jest nie Jego odpowiedź, ale nasze pytanie, prośba. Albo jesteśmy szczerzy, albo nie jesteśmy. Jeśli nie jesteśmy - to wiadomo - Boga nie usłyszymy.

Myślę, że w tym miejscu należy jeszcze dodać, iż:

Należy przyzwyczaić się do słuchania Boga, należy wytworzyć w sobie przyzwyczajenie słuchania Go. Kto nie wyrobi w sobie takiego przyzwyczajenia ryzykuje, że nie będzie Go słyszeć nawet wtedy, gdy Bóg będzie grzmiał.

Bóg, zwykle, nie używa innej formy komunikowania się z nami, niż nasza inteligencja, nasz zdrowy rozsądek, głos naszego sumienia.

Problemem najważniejszym jest jednak nasza szczerość w odwoływaniu się do Jego Woli; im większa, tym prościej będzie nam poznać Jego wolę dotyczącą stojących przed nami zadań.

Czym innym będą problemy, zawierające w sobie ogromną odpowiedzialność lub wielkie decyzje. Roztropność wymaga wówczas, aby głos sumienia był potwierdzony również przez osoby, które darzymy wielkim szacunkiem i które są jednocześnie kompetentnymi w danej dziedzinie, posiadają wiele zdrowego rozsądku i silną wiarę.

Nie należy zaniedbać głosu tych, których Bóg postawił u naszego boku; najlepszym doradcą jest bardzo często ten, kto depcze nam po piętach, przed kim nie sposób ukryć prawdy, jakakolwiek by ona nie była.

W postępowaniu Boga względem nas można zawsze zauważyć ogromną delikatność i mądrość; w Jego odpowiedzi ludzie dobrej woli zawsze mogą znaleźć odpowiednią ilość światła, a ci, którzy chcą pójść za głosem swoich kaprysów - ciemność, ponieważ Bóg zawsze respektuje nas i naszą wolność. Nie wyłamuje zamków w drzwiach naszych serc. Dał nam wolną wolę.

"Kiedy intelekt jest przyćmiony,
również nasza wola jest przytępiona,
pamięć staje się niemrawa,
a dusza nieuporządkowana
w swoim naturalnym sposobie działania".
Święty Jan od Krzyża, Droga na Karmel

8. Nauczyć się radować

Andrea Gasparino

Umiejętność cieszenia się Bogiem na modlitwie odgrywa bardzo ważną rolę w dojrzewaniu do głębokiej modlitwy. Jest to terapia głębi.

Często nie mamy zamiłowania do modlitwy, ponieważ jest ona odczuwana jak ołowiana peleryna na naszych plecach lub jak najcięższy z naszych obowiązków.

Modlitwa kosztuje nas, bo jest to czynność duchowa, tak samo kosztuje nas myślenie, zastanawianie się, studiowanie; często sami sobie tak te rzeczy ustawiamy, bo taką mamy mentalność, takie poczucie obowiązku.

I jest to błędem: modlitwa - to nie obowiązek, ale potrzeba, konieczność, radość.

Czy nie byłby głupim ktoś, kto by powiedział, że oddychanie jest obowiązkiem?

Jeśli modlitwa jest miłością, nie mówmy tyle o obowiązku, ale mówmy o potrzebie, o satysfakcji i o radości.

Wielu ludzi - tak sądzę - nie dochodzi nawet do modlitwy głębi i nie modli się wystarczająco, ponieważ traktuje modlitwę jako obowiązek.

Nigdy nie zaznają oni smaku głębokiej modlitwy. Żeby dotrzeć do głębi należy odkryć, że modlitwa jest radością.

Oto bardzo ważna rada: często rezerwujcie sobie czas na modlitwę, żeby cieszyć się Bogiem.

Dlaczego? Żeby skorygować skrzywioną mentalność (jest to wada nabyta lub wrodzona) oraz, żeby dotrzeć do modlitwy ufnej i serdecznej.

Dwoje zakochanych nie spotyka się z obowiązku: byłoby to co najmniej dziwne!

Dlaczego, kiedy się modlimy, liczymy minuty? Ponieważ nie odczuwamy jeszcze w sobie tej szczególnej pasji, jaką może dla nas stać się modlitwa.

Jeśli macie na przykład "słabość" do muzyki, nie odmierzacie czasu jaki na nią przeznaczacie. Jeśli lubicie czytać, to nagrodą w każdym dniu jest chwila na relaks, w której rzucacie się do czytania; nie odczuwacie wtedy zmęczenia, co więcej, lektura was relaksuje. Tak samo będzie w przypadku sportu: w każdej wolnej chwili będziecie ćwiczyć, trenować, nawet, jeśli będzie to nie lada wysiłek.

Poćwiczcie więc i nauczcie się zawsze mieć czas na modlitwę, ażeby móc cieszyć się Bogiem.

Dlaczego tylko czas?

Ponieważ na modlitwie musicie dojść do sedna sprawy! Dotrzeć do problemów, które najbardziej naglą, powiedzieć sobie prawdę, zedrzeć maski z twarzy, ponieważ miłość mierzy się faktami, a nie nagrodami.

A kiedy już to wszystko uczynicie, będziecie mogli cieszyć się bliskością Boga! Jak?

Bądźcie twórczy i wolni! Odrzućcie schematy, wyluzujcie się. Jest Ktoś, kto zawsze chce być przy tobie, i niech ci to wystarczy, bez zbytnich słów, bez fantazjowania, bądź ze swoim Panem... i niech ci to wystarczy!

Jak cudownie jest pobyć chwilę u stóp Pana, w pokoju!

Być twórczym i wolnym, to pozwolić waszemu sercu, by wam dyktowało, co macie czynić.

Bezbożne pragnienia męczą
i nużą duszę,
ponieważ są jak dzieci:
niespokojne i trudne, kiedy proszą
nieustannie swą mamę:
raz o to, drugi raz o coś innego,
i nie mogą się nigdy uspokoić".

Święty Jan od Krzyża, Droga na Karmel

9. Pierwsze kroki w modlitwie serca

Andrea Gasparino

Przedstawienie definicji modlitwy serca jest bardzo trudnym zadaniem, już sama terminologia jest niejasna i niedookreślona.

Rozpocznijmy od uściślenia tego, co rozumiemy pod pojęciem "serce". Na pewno nie chodzi tu o serce w dosłownym, fizjologicznym tego słowa znaczeniu, ale o coś najbardziej intymnego, o tę część człowieka, która jest najbardziej utajona w swym bycie, gdzie zasiada pełnia bytu, gdzie człowiek może spotkać się z Bogiem i gdzie Bóg może spotkać się z człowiekiem.

Jest to życiodajne źródło każdego bytu.

"Serce, w kulturze orientalnej, oznacza centrum bytu ludzkiego, korzeń władz umysłowych człowieka, intelektu i woli, miejsce, które stanowi ośrodek całego życia duchowego. Jest to najgłębsze źródło, z którego bierze swój początek życie psychiczne i duchowe człowieka, i za pośrednictwem którego człowiek zbliża się, i komunikuje z samym Źródłem życia" (E. Bhr-Sigel).

Kiedy mówimy o "sercu" uważamy, że sensowniej jest wówczas myśleć o owej "boskiej iskierce", która mocą Chrztu świętego zamieszkuje w człowieku i dzięki której człowiek może wejść w bezpośredni kontakt z Bogiem.

Tę "boską iskrę" św. Tomasz nazywa (w typowym dla siebie języku), "cnotami wlanymi". "Cnoty" należy rozumieć jako moc, zdolność, umiejętność, a określenie "wlane" oznacza, że pochodzą od Boga.

Dla św. Tomasza cnotami wlanymi są: wiara, nadzieja i miłość, przez niego rozumiane jako "dar nadprzyrodzony", który dany jest nam na Chrzcie świętym; sami, własnymi siłami, nie możemy go zdobyć, ale możemy go rozwijać. Jest to taki dar, który pomaga nam jednoczyć się z Bogiem.

Oto rozumienie "serca" według prawie wszystkich duchowych mistrzów.

Modlitwa serca jest więc kierowaniem w stronę Boga najgłębszej istoty naszego bytu, tej właśnie boskiej iskierki, która jest w nas.

Kiedy już skonkretyzowaliśmy punkt wyjścia, spróbujmy zdefiniować czym jest modlitwa serca:
Modlitwa serca
jest zatrzymaniem się przed Bogiem
w prostocie
w głębokiej, wewnętrznej ciszy,
pozostawieniem na uboczu
słów, myśli, wyobrażeń
i otworzeniem przed Nim najgłębszej istoty
swojego bytu
starając się tylko kochać.

Wymaga prostoty. Modlitwa serca nie nadaje się dla ludzi skomplikowanych, nie przydaje się skrupulantom, nie jest możliwa dla pysznych (przynajmniej dla tych, którzy nie wstydzą się nimi być).

Wymaga głębokiej ciszy wewnętrznej i zewnętrznej. Zrezygnowania ze wszystkich utartych formułek, jest powstrzymaniem wyobraźni, ponieważ wszystko to, co przeszkadza w utrzymaniu wewnętrznej ciszy, przeszkadza modlitwie serca.

Wszystko zawiera się w miłości. Ale czym jest miłość? Chyba nikt nie potrafi tego określić. Składają się nań tysiące rzeczy, ale w żadnej z nich, ona się nie mieści.

Spróbujcie spytać narzeczonych, którzy zmuszeni są przebywać z dala od siebie, czym jest ich miłość, kiedy piszą do siebie miłosne listy. "Co za dziwactwo" - powiedzieliby. - List miłosny to list miłosny", każde słowo emanuje miłością; taki list może składać się z najzwyklejszych słów, słów o niczym, które osobie niezakochanej nic nie powiedzą, ale zakochanej powiedzą wszystko.

Spróbujmy sformułować definicję jeszcze mniej skomplikowaną, która może bardziej nam się przyda:
Modlitwa serca
jest zanurzeniem się
w wewnętrzną, doskonałą ciszę,
w ciszę, która kocha.

Obraz matki, która kocha bezgranicznym uczuciem swoje dziecko i w ciszy wpatruje się w nie, kiedy ono śpi, winien dać ci pojęcie o modlitwie serca. Jej usta nie szepczą żadnego słowa, ale czy tak głęboka miłość potrzebuje słów? A jeśli przyjaźń wymaga słów, to czy ma ona oznaki prawdziwej przyjaźni?

Ale jest jeszcze inna, trzecia definicja modlitwy serca, która chyba jest najlepsza i może dogłębnie wyjaśnić ci istotę:
Modlitwa serca
to pozwolić Duchowi Świętemu,
obecnemu w nas,
kochać Ojca w nas i z nami,
i poprzez nas.

Co, w rzeczywistości, oznacza słowo "pozwolić"? Duch Święty, obecny w nas, jest zawsze zdolny kochać, ale dopóki my nie udzielimy Mu na to przyzwolenia, nie możemy doświadczyć bogactwa tej miłości.

Źródło bije bez przerwy, nawet, jeśli nikt z niego nie czerpie; ale, jeśli czerpiemy, wówczas źródło "bije dla nas". Modlitwa serca jest uczestnictwem w tej nieustannej działalności Ducha Świętego w nas, jest przyzwoleniem, by kochał, więcej, jest kochaniem z Nim, w Nim, poprzez Niego, usuwając i pozostawiając na uboczu te wszystkie przeszkody, które uniemożliwiają modlitwę i czyniąc wszystko, co możliwe, aby to intymne, miłosne zjednoczenie utrzymać.

W rezultacie, taka modlitwa serca, nie jest niczym innym jak odwzajemnianiem uczuć: Bożej miłości do nas i naszej, ubogiej miłości do Niego, która zatopiona w bezkresnej miłości Ducha, nie jest już dłużej uboga.

Dzieje się więc coś, co C. de Foucauld genialnie wyraził w słowach:
On patrzy na mnie kochając mnie,
a ja spoglądam na Niego kochając Go.

Mówiąc o modlitwie serca, musimy dodać, że niestety, niemałe trudności rodzą się z powodu używania słów.

Modlitwa serca jest znana od dawna, od tak dawna jak sama Biblia, była praktykowana, chyba przez prawie wszystkich świętych, przez ojców pustyni, którzy byli jej ekspertami, a niektórzy święci jej krzewicielami i popularyzatorami. Nosiła przeróżne imiona, zwana była:
modlitwą prostoty,
modlitwą ciszy,
modlitwą prostego spojrzenia,
modlitwą wnętrza,
modlitwą miłości,
modlitwą kontemplacyjną.

Pomiędzy świętymi, którzy najbardziej ją rozpowszechnili na uwagę zasługuje, oprócz ojców pustyni: święta Teresa od Jezusa, święty Jan od Krzyża, święta Teresa od Dzieciątka Jezus, błogosławiona Elżbieta od Trójcy Świętej, i ojciec de Foucauld.

Rosyjscy mnisi od zawsze praktykowali modlitwę serca (w Kościele ortodoksyjnym często nazywano ją "modlitwą Jezusa", zwłaszcza, gdy stawała się modlitwą nieustanną, gdy przechodziła "z umysłu do serca").

Modlitwa serca jest, w swej istocie, odpowiedzią na życie Trójcy Świętej w nas.

"Przywiązanie do stworzeń i Światło, które jest Bogiem, to dwie rzeczy tak bardzo ze sobą sprzeczne, że aż nie ma w nich żadnego podobieństwa, ani żadnego punktu wspólnego pomiędzy nimi"
Święty Jan od Krzyża, Droga na Karmel

10. Dlaczego modlitwa serca jest tak ważna

Andrea Gasparino

Dlaczego tak podkreślamy ważność modlitwy serca?

Przede wszystkim, z dwóch powodów:
1. Najprostszą drogą dotarcia do Boga jest miłość, a nie inteligencja;
2. Miłość to najbogatsza i najważniejsza zdolność wewnętrzna człowieka: a Bogu należą się rzeczy najlepsze, czyli również i to, co jest w nas najlepsze.

Inteligencja nie jest odpowiednim środkiem w dotarciu do Boga. Bóg przewyższa nas w tym.

Człowiek za pośrednictwem swoich myśli nie może zbyt daleko się posunąć, w swoim małym, ograniczonym świecie! Człowiek ze swoją inteligencją jest jak dziecko bawiące się latawcem, chciałoby ono dotknąć nim słońca, a tymczasem wystarczy silniejszy powiew wiatru, czy odrobina deszczu, by latawiec przestał istnieć!

Jakże ograniczona jest nasza myśl, kiedy chce wznieść się do Boga! Potrafi zrozumieć, że Bóg jest, potrafi domyśleć się, gdzie Boga nie ma, i gdzie Bóg jest, a potem gubi się, nie tykając nawet obrzeży "zagadnienia": Bóg.

Ale człowiek posiada zdolność przewyższającą siłę orła: jest to tajemnicza umiejętność (siła), potężniejsza niż inteligencja, która, jeśli jest skierowana ku Bogu, przekracza o wiele potęgę intelektu: to miłość.

Teolodzy przebadali problem tajemnicy Boga we wszystkich możliwych aspektach, wychodząc z przeróżnych punktów widzenia, używając najrozmaitszych rozwiązań i strategii, ale żaden z nich nie zrozumiał tak wiele jak mistycy. Dlaczego? Ponieważ teolodzy posiadają inteligencję, a mistycy: serca.

Jeden święty Franciszek poznał Boga bardziej niż jakikolwiek filozof i jaki bądź teolog: człowiek mocą swej miłości potrafi sięgnąć dalej aniżeli inteligencją.

"Bóg jest miłością", powiedział największy, chrześcijański mistyk, Jan Apostoł; dlatego, człowiek, kochając, natychmiast jednoczy się z Bogiem, wchodzi na jaśniejący szlak, który prowadzi go ku górze, wyżej niż potrafi to wypowiedzieć jego najdoskonalsza, choć mimo to bardzo uboga, ludzka inteligencja. Latawiec przestaje być zabawką z papieru, kruchą jak listek, staje się statkiem kosmicznym o potężnej mocy, która pokonuje ziemskie przyciąganie i dąży do swego celu, mając dobrze wyznaczony kierunek.

Czy nie mawia się czasem, że tylko ten kto kocha, potrafi pewne rzeczy zrozumieć? Dzieje się tak, ponieważ miłość dodaje skrzydeł rozumowaniu; bez miłości inteligencja staje się uboga, ograniczona; bez miłości staje się niezdolna do osiągnięcia niektórych, trudnych zadań.

Cały nasz świat wewnętrzny sterowany jest tymi trzema potęgami, zdolnościami, cudownymi darami Boga, czyniącymi człowieka wielkim, są nimi: inteligencja - wola - miłość.

Trzy moce

Andrea Gasparino

INTELIGENCJA - WOLA - MIŁOŚĆ

Nie ma takiej czynności wewnętrznej, na którą nie miałyby wpływu te trzy potęgi.

Decydujecie się, na przykład, na jakiś szczodry gest wobec swego brata? Z pewnością wypłynął on z waszej inteligencji, która dobrze ten problem zbadała; następnie wkroczyła w akcję wasza wola; a później, jeśli faktycznie zdecydowaliście się dokonać tego dzieła, możemy się domyślać, że stało się tak za sprawą miłości.

Również nic nieznaczące działania przechodzą przez podobny tygiel tych trzech władz. Decydujecie się na przeczytanie jakiejś książki? Macie zamiar urządzić piknik? U korzeni waszej decyzji będzie zawsze stała inteligencja, która wznieci problem, rozważając za i przeciw; później przedstawi swoje wnioski woli; kiedy wola zareaguje, projekt zostanie zrealizowany, ale tylko dlatego, że został zaaprobowany przez władzę wykonawczą tj. miłość.

Zawsze miłość będzie miała ostatnie słowo, to ona urealni decyzje woli, to ona da jej swoje przyzwolenie.

Miłość jest władzą, zdolnością najważniejszą, a chyba najmniej zauważalną.

Bardziej cenimy inteligencję. Jesteśmy często pod urokiem tzw. inteligentnych osób, tak jak jesteśmy nieraz pod wrażeniem spotkania z człowiekiem pięknie ubranym. A jeśli o sobie uda nam się powiedzieć: "Jestem bardzo inteligentny", długo się tym pysznimy, podobnie, gdy możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy piękni, bądź bogaci. Dziwnym trafem, nie jesteśmy z siebie tak samo dumni, gdy możemy o sobie powiedzieć: "Jestem dobry...".

Również wolę cenimy, i to nawet bardzo. Kiedy się mówi: "Oto człowiek o silnej woli!" - wiadomo, że obdarza się takiego człowieka uznaniem. Powiedzenie o kimś, że jest to człowiek o stalowej woli, jest pochwałą, która wszystkim się podoba.

Pomimo tego, miłość jest umiejętnością największą: osoby, które miały największy wpływ na nasze życie, prawdopodobnie nie były osobami bardziej inteligentnymi, czy też o szczególnie silnej woli, ale na pewno tymi, które nas bardziej kochały. Co znaczy, że miłość jest potęgą, która najgłębiej sięga i przynosi największe owoce. Miłość jest najwyższą wartością, która najbardziej wpływa na nasze istnienie.

To, co najlepsze w człowieku to miłość.

Tymczasem, nasza modlitwa zbyt ulega inteligencji. Jesteśmy intelektualistami! Ogromnie dużo rozumujemy, kiedy się modlimy. A dopóki modlitwa jest przeintelektualizowana, nie będzie miała większego wpływu na nasze życie.

Podobnie rzecz się ma z inną naszą wadą, również dość powszechną: lubimy być wolontariuszami, w ferworze gorącej modlitwy składamy wielkie obietnice, które idą w zapomnienie, gdy tylko przechodzimy od modlitwy w codzienność. Bo, niestety, nie jesteśmy na tyle wyćwiczeni, aby przepuścić to wszystko przez ogień naszej modlitwy miłości.

Gdybyśmy wszystkie nasze wysiłki i starania ukierunkowali na ćwiczenie się w miłości, nasza modlitwa ogromnie wpłynęłaby na nasze życie.

"Kochaj i czyń, co chcesz" - mawiał święty Augustyn. Miał rację: kiedy się kocha, wszystkie inne nasze talenty, zdolności, umiejętności stają się elastyczniejsze i staranniejsze. Bo kiedy się kocha, więcej się rozumie.

Waszą pasją jest muzyka, literatura, sport? Najczęściej więc myślicie o nich, tj. o muzyce, literaturze, sporcie. Podobnie rzecz się ma z waszą wolą: jak tylko znajdziecie chwilę wolnego czasu zajmujecie się muzyką, chwytacie ulubione książki, trenujecie.

Jest bardzo istotne w modlitwie, aby dać wyraz naszej miłości: to serce pomyśli o tym, aby wyostrzyć inteligencję i zahartować wolę, tak aby była uległa Bogu. Oto powód, dla którego winniśmy nadać modlitwie serca odpowiednią rangę ważności.

Kto przyzwyczai się do modlitwy serca, pobudzi swą inteligencję i umocni wolę. Kto przyzwyczai się do modlitwy serca, rozwiązuje swoje problemy, nie przeprowadzając zbyt wiele rozumowań, ponieważ jego inteligencja stanie się otwarta i przejrzysta dla Boga, a jego wola będzie wytrwała i silna w dążeniu do tego, czego pragnie Bóg.

"Kto jest osnuty ciemnością, nie może zebrać jaśniejących promieni słońca. Podobnie i dusza, jeśli umieściła swoje (nieuporządkowane) uczucia w stworzeniu, nie może doświadczyć Boga".

Święty Jan od Krzyża, Droga na Karmel

11. Żeby lepiej zrozumieć

Andrea Gasparino

Modlitwa serca jest zstąpieniem w głąb samego siebie, żeby spotkać Boga i pozostaniem tam, jak najdłużej, w Jego obecności, kochając Go.

Oto próba dania odpowiedzi na najważniejsze Boże przykazanie (Jezus nazywa je pierwszym i największym przykazaniem):
"Będziesz miłował Pana, Boga twojego,
z całego swego serca,
z całej duszy swojej,
ze wszystkich swych sił" (Pwt 6,5).

Są to słowa wielkiej prostoty i głębi:
"Słuchaj, Izraelu,
Pan jest naszym Bogiem,
Panem jedynym.
Będziesz miłował Pana, Boga twojego,
z całego swego serca,
z całej duszy swojej,
ze wszystkich swych sił.
Niech pozostaną w twym sercu te słowa,
które ja ci dziś nakazuję.
Wpoisz je twoim synom,
będziesz o nich mówił przebywając w domu,
w czasie podróży,
kładąc się spać i wstając ze snu.
Przywiążesz je do twojej ręki jako znak.
Niech one ci będą ozdobą
przed oczami.
Wypisz je na odrzwiach swojego domu
i na twoich bramach.
... strzeż się, byś nie zapomniał
o Panu, który cię wyprowadził
z domu niewoli".
(Pwt 6, 4-9.12).

Jest to złota strona Biblii, strona świętości, najważniejsza strona w całym Starym Testamencie. Jest 4875 wersetów Pięcioksiągu, ale wersety shem? (słuchaj) zawierają je w sobie.

Jest to strona najbardziej przemodlona w Izraelu, we wszystkich czasach, aż po dzień dzisiejszy. Strona pokryta krwią, to ona powołała męczenników, od Rabbi Aqiba po krematoryjne piece.

Fragment ten jest fundamentem judaizmu i chrześcijaństwa. Odnaleźć go można w drugiej mowie Mojżesza, zaraz po Dekalogu i wydaje się być kompendium wszystkiego. Zwróćmy jeszcze uwagę na słowa wprowadzające nas w ten fragment: "Idźcie dokładnie drogą wyznaczoną wam przez Pana, Boga waszego, byście mogli żyć, by dobrze wam się wiodło..." (Pwt 5,33).

Miłość Boga nie jest tu przedstawiana jak wybór, ale jak przykazanie. Jezus złożył uroczyste oświadczenie dotyczące tego właśnie fragmentu: "To jest największe i pierwsze przykazanie" (Mt 22,38).

Proszę nie zapominać, że przepisów Prawa żydowskiej tradycji było aż 635!

Jezus mówi także: "Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego" (Mt 22,39).

Wreszcie, następuje nadzwyczajna konkluzja Mistrza: "Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy" (Mt 22,40).

Tak więc, mamy tu całą Biblię, całe objawienie, kondensację objawienia. Ta stroniczka powinna być fundamentem naszego życia!

Miłość Boga jest absolutnym rozkazem: "Kochać ze wszystkich sił", to znaczy bez ograniczeń. Miłość bliźniego winna mieć inną miarę: kochać innych jak siebie samego. Bogu - wszystko! Bliźniemu - taką miłość jaką żywisz do samego siebie!

To najważniejsze przykazanie Izraela, przykazanie, które zawiera w sobie wszystkie inne, stało się podstawową modlitwą Izraela, aż po dzień dzisiejszy. Jest wyznaniem wiary i wyznaniem miłości.

Możliwe, że oznacza: naucz się kochać Boga prosząc Go pokornie o to, trzy razy dziennie...

I oto odpowiedź na przywołane słowa: chcesz nauczyć się kochać Boga ze wszystkich swych sił? Rozwiąż ten problem na modlitwie, a na pewno ci się uda, proś o to nawet trzy razy dziennie.

Trzy razy? Biblia mówi: "Niech pozostaną w twym sercu"; niech przykazanie miłości pulsuje w tobie jak bicie twojego serca, które przecież wcale się nie zatrzymuje...

"Wpoisz je twoim synom", w domu i poza domem, tak w dzień jak i w nocy.

"Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami": w każdym działaniu i w każdym zamyśle powinieneś kochać Boga ze wszystkich swych sił.

Wypisz je na odrzwiach swojego domu, żeby nigdy o nich nie zapomnieć.

Ale jak to jest możliwe, aby zawsze być wiernym przykazaniu miłości. Czyniąc z niego swoją modlitwę, zamieniając w modlitwę...

Jeśli Jezus uroczyście oświadcza, iż jest to największe przykazanie, to nie możemy zlekceważyć potrzeby modlitwy serca: musimy się postarać, aby stała się ona osnową naszego istnienia.

Jest takie amerykańskie przysłowie: "Love works if you work at it" - miłość coś zrobi, jeśli ty najpierw dla niej coś zrobisz.
Miłość zaistnieje, jeśli ją zasiejesz.
Miłość zaistnieje, jeśli zapracujesz na nią, w trudzie.
Miłość zaistnieje, jeśli, broniąc jej, zgodzisz się na cierpienie.

Pierwsza lekcja, jakiej warto jest się nauczyć jest taka: trzeba prosić o nią ze wszystkich sił, z niezwyciężoną mocą. Będziesz kochać Boga ze wszystkich swych sił, jeśli będziesz o to zabiegać, ze wszystkich swych sił!

Oto najważniejsza lekcja życia.

Miłość niesie ze sobą niezliczoną liczbę decyzji. Oto dlaczego, warto jest połączyć to przykazanie Jezusa z uważną i wytrwałą modlitwą serca.

Modlitwa serca będzie jak przetak, przez który przesypiemy cały nasz dzień, wszystkie nasze czyny, działania, spotkania.

Wreszcie, modlitwa serca będzie błaganiem o to, aby nauczyć się kochać Boga ze wszystkich naszych sił.

Nie umiesz kochać? Proś, mów, że chcesz się nauczyć kochać! Wołaj, że chcesz się nauczyć przyzwalać Bogu, by cię kochał!

Shem? (słuchaj) jest używane w modlitwach, psalmach, błogosławieństwach i biblijnych czytaniach: sercu człowieka ciężko jest się otworzyć, a kiedy już się otworzy, ryzykuje, że nie zejdzie do głębin, ale, że osiądzie na mieliźnie.

"Istota modlitwy nie polega na tym, by wiele myśleć, ale by wiele kochać".
Święta Teresa z Avila, Twierdza wewnętrzna

12. Biblijny fundament

Andrea Gasparino

1. "Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21).

Są to słowa wypowiedziane przez Jezusa w odniesieniu do błogosławieństw, są, więc, bardzo ważne.

Jesteśmy zbyt skłonni do fałszowania naszej relacji z Bogiem: z dużą łatwością udajemy piękne uczucia i mówimy przepiękne słowa, często pozwalając, by życie kroczyło swoją drogą.

Zauważcie, że cytowane wcześniej słowa Jezusa poprzedza przypowieść o dobrej lub złej budowie. Jest to przypowieść ilustrująca nauczanie o poszukiwaniu woli Bożej, która jest jedynym życiowym fundamentem: "Nie każdy, który mówi Mi: Panie, Panie...".

Znamiennym jest fakt, że Jezus, po przedstawieniu swojego posłannictwa w kazaniu na górze (Mt 5-7), konkluduje, iż prawdziwa relacja z Bogiem nie zawiera się w słownej modlitwie, ale polega na konkretnej miłości, a ta wyraża się w bezpośrednim posłuszeństwie Bożej woli.

W zasadzie, nieustannie przeżywamy pokusę dania Bogu czegoś, co kosztowałoby mniej niż konkretna miłość; ale Boga nie interesują substytuty.

Jest to stałe ryzyko modlitwy serca, grożące duchową schizofrenią, separacją modlitwy i życia, duchowymi euforiami bez żadnych życiowych, praktycznych konsekwencji.

Miłość składająca się tylko z pięknych słówek to kłamstwo dla Boga, który jest przecież absolutną prawdą. Taka miłość ma wiele wspólnego z hipokryzją.

Jezus zawsze tracił cierpliwość w kontakcie osobami dwulicowymi, obłudnikami.

Jeśli modlitwa serca nie ma wpływu na nasze obowiązki, na nasze czyny miłosierdzia, na nasze odsunięcie się od zła, na relacje z innymi to znaczy, że jesteśmy niewolnikami modlitwy schizofrenicznego serca.

Musimy zdobyć się na odwagę, aby stanąć w prawdzie o sobie, aby zdemaskować samych siebie przed sobą: jeśli bowiem modlitwa serca nie przynosi owoców, to znaczy, że ani nie modlimy się, ani nie umiemy okazać serca.

Co zrobić, żeby ustrzec się przed kłamstwem?

Wszystko zależy od dobrego początku; wszystko zawiera się w jednym: trzeba całą głębię swej duszy oddać modlitwie serca.

Duszą będzie zagwarantowanie modlitwie serca możliwości nawrócenia, które, z kolei, należy uczynić jej kręgosłupem.

Oczywistym jest, że dla wykonania pięknego haftu, potrzebujemy odpowiedniego materiału.

Modlitwa serca będzie jednym, wielkim złudzeniem, jeśli nie będzie w nas konkretnej chęci, pragnienia, woli nawrócenia. A nawrócenie powinno nastąpić w sposób: wyraźny - widoczny ? zauważalny.

Później, trzeba, aby ogień Ducha zstąpił na całą tę płaszczyznę nawrócenia, będzie to gorąca modlitwa, która natychmiast wniesie tam życie.

2. "A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: ?Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił?. Wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana, i począł drżeć, i odczuwać trwogę.
I rzekł do nich: ?Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!?.
I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina.
I mówił: ?Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie!?" (Mk 14,32-36).
"Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię" (Łk 22,44).

Stoimy wobec potęgi modlitwy serca; jest nią modlitwa Chrystusa: nieskończenie głęboka, rozżarzona, przejmująca, zroszona krwawym potem.

Jeśli chcecie żywego przykładu modlitwy serca, oto on: krwawiąca modlitwa w Getsemani; nie ma, ponad niego, doskonalszego...

"Ewangelie więcej razy przypominają nam o tym, że Jezus się modlił, więcej nawet, że całe noce spędzał na modlitwie, ale żadna z nich nie była przedstawiona nam w sposób tak głęboki i przejmujący jak ta, z Getsemani... Żadna inna chwila z życia Jezusa nie była tak decydująca" (Jan Paweł II).

Ojciec święty nazywa modlitwę z Getsemani próbą miłości, czyli - w prostych słowach - "modlitwą serca".

Chrystus dotyka otchłani swego unicestwienia. Sam o tym mówi: "Smutna jest moja dusza aż do śmierci", wynikiem tej próby jest krwawy pot.

Chrystus doświadcza ogromnej, ludzkiej słabości: "Ojcze, jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich!", ale w swej najwyższej próbie miłości mówi: "Lecz nie to, co ja chcę, ale to co Ty".

Jeśli nasza modlitwa jest prawdziwa, to powinna wyrażać się w słowach: "Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie".

Nie ma modlitwy serca, jeśli brak silnej woli w szukaniu i wypełnianiu woli Boga.

Modlitwa Jezusa w Getsemani jest wszystkim, jest kwintesencją modlitwy serca.

Kochać Boga, tylko kochać, to tak niewiele, a przecież nie jest to łatwe zadanie. Dlatego modlitwa serca wymaga ciszy i odpowiedniego miejsca. Również Jezus tego potrzebował: "pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił".

My, uczymy, aby w modlitwie serca, z dużą intensywnością błagać o Bożą moc dla naszej woli. Czynił to również Jezus: "powtórnie odszedł i tak się modlił" (Mt 26,42).

Trzy razy tak czynił, jak podaje Mateusz: "zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa" (Mt 26,44).

To powtórzenie, naleganie w ofiarowaniu naszej woli Ojcu jest koniecznością. Takie powtarzanie, naleganie jest miłością, i to aktywną, bo sprawia, że miłość wzrasta. Powtarzanie jest konieczne, bo jesteśmy słabi.

Powinniśmy dostrzegać również potrzebę modlitwy ciała podczas modlitwy serca, bo jeśli ciało nie będzie się w postawie modlitewnej, to także dusza bardzo będzie się trudzić, modląc się sercem.

Czynił tak również Jezus:
"Upadł na ziemię i modlił się" (Mk 14,35);
"Upadł na twarz i modlił się" (Mt 26,39);
"Upadł na kolana i modlił się" (Łk 22,41).

Kiedy modlitwa serca staje się nużąca, letnia, mało intensywna należy, jak najszybciej, przenieść się do Getsemani, do modlitwy serca, którą zanosił do Boga Jezus, pocąc się krwią: "A Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię" (Łk 22,44).

Modlitwa serca albo jest miłością, albo jest niczym. A sama miłość, winna być, przede wszystkim, przylgnięciem, w sposób możliwie najdoskonalszy, do woli Bożej. Stanie się przez to czystsza, bardziej szczera, pozbawiona ludzkich słabości.

Nadmiar słów przeszkadza w modlitwie serca. Mówiąc: "Ojcze!" - w zasadzie powiedziało się już wszystko; reszta staje się bezsensownym wielosłowiem, które niszczy modlitwę serca.

Zdarza się nieraz, że modlitwa serca wymaga od nas zadania sobie gwałtu. Spójrz na Jezusa, On uczynił to pocąc się krwią.

I, może, starajmy się nie fantazjować, nie myśleć o rzeczach odległych, bo ryzykujemy utratę woli Bożej już teraz, w konkretnej, danej nam chwili.

3. "Jezus rzekł do uczniów: ?Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił?. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę.
Wtedy rzekł do nich: ?Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną? ...Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: ?Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną??" (Mt 26,36-40).

Zwróćmy uwagę na modlitwę Apostołów.

Jezus zaprasza ich do "modlitwy serca", a oni nie posłuchali Go: zwyciężyła ich własna słabość, płytkość.

Jezus nie prosi o nic swoich Dwunastu, mówi tylko: "Usiądźcie tu", ale dalsze słowa: "Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił" brzmią wymownie.

Na pewno nie chciał powiedzieć: podzielmy pracę, wy położycie się spać, a ja będę się modlił. Widać, że oczekiwał współudziału, niestety, nawet wybrana trójka (Najlepsi? Najbardziej przez Jezusa uprzywilejowani? Z pewnością byli to ci, na których Jezus mógł liczyć), również i oni, w pełni Go zawiedli.

A właśnie tych trzech prosi o modlitwę serca, prosi o cichą i pełną przywiązania obecność, tak wiele cierpiał...

"Zostańcie tu i czuwajcie ze mną".

Kompletny zawód! Trzech Apostołów wolało w tym czasie spać.

Oto ostatnia lekcja w modlitewnej szkole Jezusa, w której człowiek odnosi całkowitą porażkę!

Z tekstu świętego Mateusza wynika, że Jezus trzy razy prosi, aby z Nim czuwali, ale ich płytkość myślenia, zmęczenie, brak refleksji wzięły nad nimi górę.

Pan nie potrzebował słów, ale ich uczucia.

Modlitwa serca tym właśnie jest: odłożeniem na bok słów i podarowaniem Bogu serca.

Modlitwa serca może robić wrażenie trudnej; gdy tymczasem nie ma nic prostszego, niż być obecnym, całkowicie obecnym wobec wybranej Osoby, darując Jej serce.

Ale żeby podarować komuś serce, trzeba je najpierw posiadać! A, następnie trzeba umieć je dać!

Modlitwa serca przeskakuje wszystkie formalności, całą "biurokrację", wszystkie nasze faryzejskie słówka i koncentruje się na istocie sprawy, na relacji z Bogiem.

Trzech uczniów nie uczyniło tego, ponieważ nie byli do tego przygotowani, żaden z nich nawet nie pomyślał o takim przygotowaniu.

Faktycznie, najczęstszą zasadzką, jaka na nas czyha, przy prowadzeniu modlitwy serca jest nasz brak przygotowywania się. Miejsce i czas na oczyszczenie się, realne spojrzenie na siebie, konkretne określenie swej duchowej sytuacji - to wszystko jest bardzo ważne, ażeby, w rezultacie, móc przylgnąć swą wolą do woli Bożej. Nie zapomnijmy o najważniejszym, o dobrym "określeniu, z czego chcemy się nawrócić".

Modlitwa serca nie zaistnieje, jeśli jej nie poprzedzi nasze oczyszczenie, jeśli nie będziemy świadomi własnej nędzy.

Jezus, kiedy spotyka ich śpiących mówi: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe" (Mt 26,41).

Nauka, jaka wypływa z tych słów jest taka: żeby pozostać wiernie u Chrystusowego boku, trzeba o taką wierność poprosić.

Modlitwa serca to trudna do zdobycia umiejętność: ale poprośmy o to, żeby ją uzyskać, bo nasz Pan czeka niecierpliwie, by wysłuchać naszego błagania.

Oto najpowszechniejsze cechy naszej słabości:
- zła wola,
- niedostateczne wyciszenie,
- puste ręce,
- zmęczenie,
- bylejakość,
- letniość,
- poszukiwanie satysfakcji.

Jeśli nie będziemy czuwać, nasza modlitwa może przemienić się w doskonałe rozczarowanie się Bogiem.

Nasze słabości

Andrea Gasparino

Zła wola
Wolę należy trzymać pod silną kontrolą: robi sobie bowiem, co chce, zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynamy się modlić. To bardzo ważne: dobrze zacząć.

Błaganie o Bożą moc przy słabej woli, za każdym razem, gdy tylko zauważymy jej brak, to z pewnością najbardziej skuteczny lek.

Niedostateczne wyciszenie

Niedostateczne wyciszenie ma miejsce wówczas, gdy modlitwę rozpoczniemy z ciężkim sercem. Kiedy zauważymy, że jesteśmy bardzo roztargnieni warto zastosować pewną taktykę, zacznijmy naszą modlitwę wcześniej niż zaplanowaliśmy.

Ofiarujmy Panu nasze słabości, umiejmy upokorzyć się przed Nim, pragnijmy spotkać się z Bogiem, okazać Mu nasze pragnienie czynienia dobrze, oto różne środki zaradcze dla roztargnionego umysłu. Ale najważniejsze jest wcześniejsze i dłuższe przygotowywanie się do właściwej modlitwy.

Puste ręce

Wierzyć, że ma się wszystko dobrze uporządkowane, to nie tylko naiwność, ale i piękna nieświadomość. Jest tyle problemów, na które nam Pan niestrudzenie wskazuje... trzeba odpowiedzieć na nie! To są właśnie sprawy, które mogą się stać przyczyną naszych nawróceń.

Oprócz tego, należałoby dobrze przeegzaminować korzenie naszych gestów miłosierdzia, całą sferę naszych obowiązków i różnych - niczym nieusprawiedliwionych - przyzwyczajeń. Może się zdarzyć, że nawet jakieś bardzo ważne sprawy, problemy, nasza strachliwa świadomość głęboko gdzieś ukryła.

Jest to najprostsza i najbardziej praktyczna metoda przygotowywania przyczyny naszego nawrócenia, która pozwoli nam później na gorące zatopienie się w modlitwie.

Zmęczenie

Przy pewnego rodzaju zmęczeniu, umysł nie jest w stanie się skupić. Co wówczas zrobić?

Nie ma lepszego wyjścia niż to: inteligentna alternatywa. Lenistwo powiedziałoby: zostaw modlitwę, ale miłość tak nie mawia. Mówi za to: pomódl się w sposób, który będzie może jakoś korespondował z twoim zmęczeniem, pomódl się tak, byś mógł odpocząć. Na przykład: usiądź u stóp Boga i po prostu Mu dziękuj, ofiaruj Mu swoje zmęczenie, ale nie wycofuj się z modlitwy! Przecież zmęczony też kocha!

Bylejakość

Polega na tym, że choć jesteśmy z Panem, to nie dajemy z siebie wszystkiego, co jest w nas najlepsze. To jak stać przed Nim, ale nie rozpalać się z miłości, tylko po prostu, stać sobie, tak przed Nim jak i przed sobą, przed swoimi problemami, z przesadnym spokojem.

Nie! Modlitwa serca wymaga obowiązkowości i radykalności, w decyzjach, w ostrych cięciach w walce z miernością.

Rozwadnianie modlitwy serca odrobinę leniuchując i nie domykając za roztargnieniami "drzwi", nie jest rzeczą mądrą ani poważną, a tylko łudzeniem się, że można tak pozorować.

Modlitwa serca jest umiłowaniem Boga ze wszystkich sił, jakie tylko w nas są.

Letniość

Jest rezultatem lenistwa, nieobecnością miłości. Czy modlitwa serca może iść pod rękę z grzechem, z zaniedbywaniem obowiązków, z miłosierdziem ubranym w łachmany, z przedwczesnym osądzaniem, z nieroztropnym językiem, wścibstwem, zepsuciem, fałszywą ambicją, nieustannym pokazywaniem siebie...

Letniość to pasożyt paraliżujący modlitwę serca.

Modlitwa serca to pełna uczuć relacja z Bogiem, prawdziwie szczera i otwarta, która nienawidzi mierności budującej relacje interesowności, pośledniego gatunku, spaczone relacje ogromnego braku autentyczności.

Szukanie własnej satysfakcji

Jeśli decyduję się na modlitwę serca dla własnej satysfakcji, albo żeby czuć się lepszym od innych; albo czując się już prawie rozmodlonym, nie akceptuję jednostajności, próby oschłości; jeśli szukam satysfakcji i kompensacji, jeśli staram się o dar pokoju, żeby tylko mieć pokój, to nie jest to nic innego jak tylko "polowanie" na zdobycie samozadowolenia. I jest to absurdalne...

Nie! Powinienem przyjąć to, co Pan dla mnie przygotował i w chwilach płomiennego zapału powinienem umieć oderwać się od swych czynności, mówiąc jasno: "Panie, dziękuję ci za ten żar modlitwy, wiedz, że pragnę Cię tylko kochać".

Trzeba zgodzić się na dar, ale nie przywiązywać do niego swego serca: tylko miłość się liczy.

Umieć się wielkodusznie zgodzić na ciemność, oschłość, jednostajność... i uczynić z tego wszystkiego hojny dar Panu.

Boże, bylebym tylko kochał Cię ze wszystkich mych sił!

"Są osoby, ja jestem jedną z nich, które Pan obdarowuje modlitwą pokoju (modlitwą serca); ale udają one, że są głuche. Tak bardzo bowiem są przywiązane do modlitwy ustnej - i czynią ją tak ważną - że wydaje się, iż wierzą, że są zobligowani do wykonania dziennej normy modlitewnych słów i to możliwie jak najszybciej. Starajcie się tak nigdy nie robić. A raczej, zwróćcie uwagę, czy Bóg czasem was nie powołuje do takiego rodzaju modlitwy, do modlitwy serca. Byłaby to nieodżałowana strata, gdybyście tego w porę nie odkryli; zgubilibyście bezcenny skarb".

Święta Teresa z Avila,
Droga do doskonałości

13. Zachwycający obraz modlitwy serca

Andrea Gasparino

"W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam, pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona." (Łk 10,38-42).

W tym fragmencie jest bardzo wyraźnie pokazana istota modlitwy serca.

Pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go
Marta wydaje się być osobą przedsiębiorczą i hojną, dobrze wyćwiczoną w rozdawaniu i ofiarowywaniu siebie, ale trzeba czegoś więcej, by dotrzeć do modlitwy serca.

Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się.
Maria jest inna od Marty: spokojna, refleksyjna, cicha, szanująca innych. Nie kontestuje wypowiedzi siostry, ponieważ jest cała zajęta obecnością Jezusa w ich domu; usiadła u Jego nóg, tak jak czynią to uczniowie Nauczyciela. Interesuje ją tylko Osoba Jezusa, nic więcej nie zaprząta jej uwagi.

Marta uwijała się koło rozmaitych posług
Cała pochłonięta różnymi rzeczami, cała zajęta przygotowaniem do ugoszczenia Mistrza.
Zajęta organizowaniem przyjęcia, zawładnięta ambicją pani domu, opanowana chęcią pokazania się przed Jezusem i Dwunastoma, przed sąsiadami, których ubiegła swoim zaproszeniem...
Wszystko to godne podziwu, piękne.
Marta zadziwia swą przedsiębiorczością, ale - niestety - jest niewolnicą rzeczy, ryzykuje utratę czegoś najważniejszego.

Rzekła: "Panie, czy Ci to obojętne...?"
Co znaczy: "Nie spostrzegłeś, że to tylko ja zasługuję na uwagę?". Chce być mistrzem dla Mistrza.

Że zostawiła mnie samą
Konfrontuje, wskazuje palcem, że jest zajęta - pochłonięta przez rzeczy, nie ma czasu, aby spojrzeć w swoje wnętrze; pochłonięta przez rzeczy, nie ma czasu na sprawy najważniejsze.

Powiedz, jej
Daje rady Jezusowi; ludzie powierzchowni zawsze dają rady Bogu, tak na modlitwie jak i też poza nią.

żeby mi pomogła
Bo to przecież ona jest w centrum uwagi, wszystko wokół niej się kręci, jeśli zabraknie jej, zabraknie wszystkiego.

Marto, Marto
To tylko delikatne napomnienie. Jezus nie upomina gwałtownie, stara się tylko powiedzieć: "Nie zrozumiałaś, nie zastanowiłaś się nad wszystkim".

Troszczysz się i niepokoisz o wiele
Biegniesz i tu, i tam, zatrzymaj się!
Troszczysz się: troska - tak, ale nie do tego stopnia, by odwróciła ci ona uwagę od najważniejszego.
Niepokoisz się: straciłaś już umiejętność zachowania odpowiedniego stosunku do rzeczy.
O wiele: straciłaś głowę dla rzeczy, które pomagają ci się pokazać. Nie potrafisz się od tego uwolnić...

Potrzeba tylko jednego
Zauważ Boży dar, tylko on będzie ci potrzebny na wieki.

Maria obrała najlepszą cząstkę
Źle podzieliłyście obowiązki między siebie, ty - przygotowanie wszystkiego, ona - goszczenie, ale lepiej jest gościć. Nie wyczytaliśmy, by Jezus nie przyjął służby Marty, ale wyraźnie zaznaczył, że jest coś ważniejszego, co może mniej jest zauważane, ale bardziej użyteczne.

Najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona
Cząstkę, która się liczy: ofiarować przyjaźń i otrzymać na nią odpowiedź, to się liczy.
W modlitwie serca zawsze trzeba wybierać: są, na przykład, rzeczy, które dają więcej satysfakcji, są ciekawsze niż cisza: lektura, medytacja, prowadzenie notatek dotyczących naszego modlenia się, sama nauka modlitwy, mówienie o niej, prowadzenie dialogu.
Wszystko to jest piękne i dobre, nieraz nawet potrzebne, ale to nie jest "najlepsze". Najlepiej jest umieścić w centrum naszej uwagi Osobę Jezusa i niech ci to wystarczy; nie rzeczy, nie najświętsze nawet uczucia wdzięczności, ale Jezus. Pozostaw z boku, nawet to, co pożyteczne, dla najlepszego.
Być całkowicie pochłoniętym obecnością Boga! To najważniejsze w modlitwie serca, jest tu miłość, wdzięczność, uwaga, słuchanie, cześć, uwielbienie. Całą resztę możesz uważać za drugorzędną.
Nie bój się stracić trochę czasu na stanie przed Bogiem, bo w rzeczywistości nie tracisz nic, a zyskujesz wszystko.
Opieraj się temu wszystkiemu, co łatwe, a zabiegaj o to, co trudne.
Dziękuję Ci, że jesteś tam, a ja tutaj!

Marta przyjęła Go
Ale tą, która Go faktycznie przyjęła, była nie Marta, ale Maria!

"W czasie modlitwy pokoju (modlitwy serca), dusza winna zachowywać się delikatnie, nie czyniąc zgiełku; zgiełkiem nazywam w tym miejscu poszukiwanie, za pomocą intelektu, wielu słów".
Święta Teresa z Avila, Autobiografia

14. Kochasz mnie?

Andrea Gasparino

A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?". Odpowiedział Mu: "Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham". Rzekł do niego: "Paś baranki moje".

I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz mnie?". Odparł Mu: "Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham". Rzekł do niego: "Paś owce moje".

Powiedział mu po raz trzeci: "Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?". I rzekł do Niego: "Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham". Rzekł do niego Jezus: "Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz".

To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga (J 21,15-19).

Stoimy wobec innego, nadzwyczaj wymownego fragmentu Biblii, prezentującego modlitwę serca. Pan, trzy razy, pyta Piotra o jego miłość i prosi o jej publiczne wyznanie. Zapytajmy się więc: dlaczego tak uczynił? Najwyraźniej dlatego, ponieważ wyczuł, że tego potrzebował Piotr: trzy razy bowiem się Go zaparł, więc Jezus, trzy razy, zaprasza Piotra do ogłoszenia wszystkim swojej miłości.

Bardzo ważny jest tutaj pewien szczegół: każdemu oświadczeniu Piotra towarzyszy wypowiedź Jezusa, która ściśle określa zadanie i odpowiedzialność zleconą przez Jezusa Piotrowi: "Paś owce moje", co w rzeczy samej znaczy: pokaż, że mnie kochasz, oddając się za moich braci, stając się dla nich narzędziem zbawienia.

Nasza modlitwa potrzebuje weryfikujących ją faktów, dlatego po każdej naszej modlitwie serca starajmy się zawsze udokumentować naszą miłość. Gadulstwo powinno nas przerażać.

Po trzecim, uroczystym oświadczeniu Piotra Jezus prosi o wszystko: nie mniej, nie więcej, prosi wprost o życie. Mówi: "Pójdź za mną!".

"To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga".

Nietrudno o to, by nasza miłość pozostała niedookreślona; należy więc strzec, by nie stała się kłębkiem pięknych słów. Jeśli nasz świat składa się tylko z nich, należy mieć wątpliwość, czy w ogóle kochamy Pana. Z pomocą przychodzi nam Jezus, który weryfikuje nasze słowa, porównuje z rzeczywistością, mówi: "Paś!" czyli: pomagaj! ratuj! Dla Piotra jest to wezwaniem do nauczania, organizowania, do wyniszczenia siebie, z miłości do Pana, zbawiając braci.

Nasza modlitwa serca zawsze będzie zagrożona jeśli nie będzie konkretna, tej konkretności wymaga sam Jezus.

Czuwajmy więc nad realnością naszej modlitwy serca: powinniśmy wstać od modlitwy pewni, iż mamy w ręku dowód naszej prawdziwej miłości, konkretny dar, konkretne nawrócenie; przy czym, trzeba być pewnym, iż nie jest to tylko nasz wybór, ale również i Pana, przez Niego wybrany, Jemu przyjemny, przez Niego upragniony i naznaczony: taki, który dojrzał w naszej modlitwie.

Może się przecież zdarzyć, że będziemy "grać" w chowanego z naszymi problemami, i to do tego stopnia, że ich rozwiązanie nigdy nie doczeka się dziennego światła.

Piotr, prawdopodobnie, ofiarowałby coś innego Panu; tymczasem Pan mianuje go pierwszym pasterzem, zdolnym paść, co znaczy, że jego stado będzie miało zapewniony byt i nie tylko, Piotr bowiem będzie pasterzem gotowym, w razie prześladowań, oddać za swoje owce życie.

Dla ubogiego rybaka z Galilei, ostatnim pragnieniem było dotrzeć do Rzymu, by móc nawrócić całe Imperium Rzymskie (pomyślmy o trudnościach językowych i kulturowych); ale to Jezus zadecydował, aby Piotr był Jego namiestnikiem: odważnym, niespokojnym duchem, o silnej wierze, zdolnym zderzyć się z największymi cywilizacjami świata, pomimo braku przygotowania intelektualnego z jego strony: oto, jakiego daru oczekiwał Jezus od Piotra.

Wymagający dar: niełatwo być szefem na miarę sytuacji, przewodnikiem nie lękającym się prześladowań. A przecież istniały inne, łatwiejsze próby od tych, którym poddany był Piotr, ale Jezus chciał właśnie takich trudnych poświęceń.

Na modlitwie serca nie możemy zwlekać z pytaniem: "Panie, czego ode mnie oczekujesz?". Dotąd należy je zadawać, dopóki dobrze nie zrozumiemy odpowiedzi, aby w dalszą drogę wyruszyć z Bożą mocą.

Odpowiedź Jezusa na zapewnienie Piotra, że kocha Go "bardziej aniżeli ci" jest bulwersującą, z pewnością zaskoczyła również samego Piotra; Piotr kochać będzie Jezusa aż po przelanie krwi za Niego.

W cytowanym fragmencie stykamy się z modlitwą, która będzie nas wspomagać w chwilach słabości: "Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham".

Powinniśmy być wdzięczni za tę zadziwiającą nas modlitwę, za tę jedną z najpiękniejszych modlitw ludzkiego serca:

Ty wszystko wiesz! Wyczytasz wszystko z mojej duszy,
wiesz, czy jestem szczery,
bo wiesz, że potrafię być szczery, choć jestem słaby,
wiesz, że popełniłem wiele podłości,
wiesz, że jeszcze nie tak dawno zdradzałem ciebie,
ale wiesz także, że już nigdy tego nie uczynię,
nawet, gdyby mnie mieli z tego powodu pokrajać na kawałki,
bo Ty wiesz, że jestem gotowy oddać za Ciebie życie,
jeśli dasz mi siłę.

Często nasze słowa przerastają nas: są większe od naszej miłości. Pan wie o tym, ale również i my powinniśmy to sobie uświadamiać, dlatego powinniśmy na naszej modlitwie serca długo zastanawiać się nad tym jak nie zawieść Pana, co zrobić, by nasze usta nie były wypełnione pustymi słowami.

"Modlitwa nie jest niczym innym jak tylko miłością".
Święta Teresa z Avila, Autobiografia

15. Oto stoję u drzwi i kołaczę

Andrea Gasparino

"Oto stoję u drzwi i kołaczę.
Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (Ap 3,20).

Ciekawy jest kontekst tych słów z Apokalipsy: fragment ten jest częścią siódmego listu, który, dyktowany przez Pana Aniołowi, skierowany jest do Kościoła w Laodycei. Pierwsze wiersze są bardzo surowe:

"Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3,15-16).

I dalej:

"Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!" (Ap 3,19).

Co robić, gdy się jest letnim, gdy brak nam gorliwości, gdy całkowicie opuszcza nas, z powodu naszej winy, zapał? Jedynym lekarstwem staje się wówczas modlitwa odnowionego serca.

Letniość to okrutne zło, ponieważ oślepia, może spowodować, że powiemy sobie: "Oto, jestem już bogaty, niczego nie potrzebuję", najgorsze zło, jakie mogłoby nam się przytrafić.

Nie mówimy, w tym miejscu, o takiej letniości, która przeistoczyła się już w śmiertelną chorobę, będącą "nowotworem", mówimy o przechodzeniu "okresów letniości", kiedy gnuśność i zmęczenie biorą nad nami górę...

Co wtedy zrobić? Już odpowiadam: oto zaradczy środek: modlitwa odnowionego serca!

Letniość budzi obrzydzenie w Panu: apokaliptyczny język wyraża to celująco: "chcę cię wyrzucić z mych ust", bo i popełnione zło jest bardzo ciężkie.

Co więc robić? Lekarstwo jest nam znane: modlitwa serca!

Pan mówi nam, że pomaga nawet letnim. Co robi?

"Stoję u drzwi i kołaczę".

Co oznacza, że Pan zawsze daje nam się słyszeć, w okresach naszej letniości będzie to niezadowolenie, wyrzuty sumienia, zakłopotanie, a nawet wstręt do siebie samych. Bóg kołacze! Nie trzeba zwlekać: idź i otwórz!

Otworzenie Panu, który kołacze, jest skruchą. Jeśli odważymy się powiedzieć: jestem grzesznikiem, będzie to dokładnie czynność podejścia do drzwi, aby otworzyć Panu.

Jeśli jesteśmy w stanie letniości, to pierwszą naszą reakcją będzie popłakiwanie. Nie wolno! Pierwszą reakcją powinien być żal, rozpoznanie własnego grzechu i błaganie o miłosierdzie.

Bez gruntownej szczerości nasze drzwi pozostaną przed Bogiem zabarykadowane. Szczerość jest uczuciem, które przybywającemu Bogu otwiera drzwi na oścież. Dlatego właśnie nie wystarczy niezadowolenie z siebie, trzeba skruchy!

A co uczyni Pan? Będzie świętował z nami: "Będę z nim wieczerzał, a on ze Mną".

Będzie to początek naszej przyjaźni, wzajemnej, głębszej relacji, zacznie się nowe życie.

Oczywiście, jeśli przyjdzie On na wieczerzę, to trzeba przygotować stół. Żal to nie gadanina, ale konkretne wyznanie.

Pamiętajmy, że Przybywający nie przyjdzie z pustymi rękami; nie przyzwyczajony jest brać, przychodzi zawsze, żeby dawać.

Możemy nawet powiedzieć, że to On zastawi stół: Jego miłość jest tak wielka, że to, co my położyliśmy na stole wygląda wprost śmiesznie w porównaniu z tym, co On przyniósł.

Zaczyna się etap głębokiej modlitwy serca: jesteśmy z Nim, w Jego obecności, dziękujemy Mu, cieszymy Jego obecnością, słuchamy Go i jesteśmy uszczęśliwieni. Kochamy.

Czy również o coś prosimy? O, tak! Przede wszystkim o wierność na dzisiaj.

"Daj mi serce wielkie i wspaniałomyślne" na dzisiaj, ponieważ na jutro będę prosić Cię jutro.

Nasza miłość winna się urealnić. Jeśli nasz żal był szczery, dar nawrócenia jest gotowy: ale bądźmy realistami, prośmy o nawrócenie na dziś, nie na jutro.

Modlitwa serca przeistoczona w nawrócenie na dziś jest pewniejsza, decydująca.

Skrucha w "rozumieniu Boga" to: zawierzyć!

Skrucha w "rozumieniu szatana": to rozważać!

Nie ma takiego grzechu, którego nie można zadośćuczynić, wiedząc, że Jezus odkupił za nas wszystko.

"Modlitwa serca jest jak "iskra prawdziwej miłości Boga, którą Pan zaczyna zapalać w duszy".
Święta Teresa z Avila, Autobiografia

16. Najdoskonalszy wzór

Andrea Gasparino

"A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.

Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój". Następnie rzekł do ucznia: "Oto Matka twoja". I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie". (J 19,25-27).

Stajemy wobec wielkiego modelu modlitwy serca: Maryja pod krzyżem daje przykład modlitwy serca wywierający wrażenie.

Ostatnia lekcja w szkole Jezusa, dana Apostołom, miała miejsce w Getsemani, gdzie uczniowie byli świadkami niebywałego wydarzenia, doświadczyli, jak wielką miłością Chrystus kocha Ojca, bowiem na modlitwie serca pocił się On krwią.

Teraz, na Golgocie, lekcji udziela Przenajświętsza Maryja, wielka mistrzyni modlitwy serca!

Maryja jest tam, ukrzyżowana razem z Chrystusem. Nic nie robi, nie mówi, nie płacze, jest "tylko" ukrzyżowana z Nim, tam będąc, pomaga Mu umrzeć.

Kiedy nasza modlitwa serca będzie bezinteresownym trwaniem przed Bogiem, kiedy będziemy gotowi dla Niego na wszystko, oddani Mu i ukorzeni u Jego stóp, wtedy możemy powiedzieć, że nasza modlitwa ma cechy doskonałości.

Nie trzeba mówić, wystarczy kochać.
Nie potrzeba słów, wystarczy ofiarować siebie.
Nie trzeba dyskutować, wystarczy dać wszystko.

Maryja nie mogła być gdzie indziej, jest tam, ponieważ tam jest Jej miłość. Kiedy kochamy, nie możemy nic innego robić jak tylko trwać na modlitwie serca. Czujemy, że wszystko inne nie wystarczy: być tam i kochać.

Bądźmy jednakże uważni! Możemy kochać, ale później już nie ruszyć się z miejsca! Modlitwa serca jest kwiatem, który zawsze zrodzi owoc. Modlitwa powinna więc przeistoczyć się w nawrócenie.

Dlaczego Maryja jest pod krzyżem? Żeby płakać? Nie! Mówi Jean Vanier: "Nie jest tam, żeby płakać nad sobą samą, nie jest tam, żeby powiedzieć: oto, zostawia mnie, albo, żeby powiedzieć: Teraz potrzeba, żeby zstąpił z krzyża. Jest tam, ponieważ wie, a wiedzę swą czerpie ze swej wiary, czym jest tajemnica cierpienia i wie, że ta godzina jest godziną Chrystusa, że jest to godzina odkupienia".

Prawdziwa modlitwa serca jest ogołoceniem siebie, jest trwaniem przed Jezusem i daniem Mu czegoś, co jest w nas najlepsze, na tyle, na ile potrafimy.

"Maryja znała i uwierzyła Jezusowej tajemnicy cierpienia i chce być z Nim, chce razem z Nim przeżywać tę tajemnicę, nie myśli o ucieczce. Jest tam i mówi: "Razem z Tobą ofiaruję siebie Ojcu dla zbawienia świata", ponieważ odkryła, że w tajemnicy cierpienia ukryta jest płodność" (Jean Vanier).

Modlitwa jest takim właśnie byciem, kochaniem z Nim, przez Niego, w Nim; dając wszystkim siebie razem z Nim i dla Niego, i w Nim; pomagając wszystkim z Nim, dla Niego, w Nim.

Modlitwa serca, w pewnym momencie, wymaga, by objąć nią wszystkich, chce być krzykiem miłości za tych, którzy nie umieją kochać, wdzięcznością za tych, którzy nie potrafią dziękować, błagającym wołaniem za tych, którzy nie potrafią tego czynić.

Modlitwa serca powinna stać się ofiarą za innych; miłością do Boga i bliźnich.

Prawdziwą modlitwę serca charakteryzują trzy, zasadnicze cechy:

  1. jest miłością bezinteresowną;
  2. trwamy w ciszy przed Bogiem, nie zajmuje nas żadna myśl, nie rozważamy;
  3. centrum naszej modlitwy zajmuje Bóg.

Jeśli te trzy cechy występują równocześnie, to mamy do czynienia z prawdziwą modlitwą serca.

Kiedy modlitwa serca dokonuje się w ciszy naszego błagania wiary i miłości to rozważnym jest, aby nasze błaganie było na dziś. To skonkretyzowanie pragnień wspomaga jego skuteczność.

Co więcej, bardzo ważną rolę odgrywa fakt, aby nasze błaganie wiary nie tylko koncentrowało się na dzisiaj, ale byśmy poszli w tym dalej, określając specyfikę dnia, okoliczności, jakie będą mu towarzyszyły, a wszystko po to, by czuwać i strzec naszej miłości.

"A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego..." (J 19,25).

Czy stać na dostateczny realizm: matka w obecności torturowanego syna, wyśmiewanego, krzyżowanego - powinna być u granic rozpaczy?

Maryja taką nie była. Maryja była u granic swego ofiarowania.

W ciszy, ofiarowująca siebie z Chrystusem, aż po ostatnie cząstki swego bytu: oto Maryja z Golgoty, oto Jej modlitwa serca.

Nawet, gdybyśmy tego pragnęli, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie cierpienia, męki Maryi znoszonej przez Nią w modlitwie, na górze kalwaryjskiej.

Kalwaria to Jej Getsemani, to Jej męka, Jej ofiara.

Inna, bezsilna matka, na widok torturowanego syna krzyczałaby: "Ukrzyżujcie mnie, zamiast mojego syna". Maryja na Golgocie została ukrzyżowana bez krzyża, stała się ofiarą bez rozlewu krwi, przebita bez gwoździ, ubiczowana bez użycia biczów.

Ta Jej obecność, wypełniona cierpieniem i udręczeniem, każe nam pomyśleć o naszej odpowiedzialności na modlitwie sercem: łatwo jest bowiem zamienić ciszę na pustkę, na występowanie ciągłego roztargnienia.

Cisza winna być zorganizowana, podtrzymywana, karmiona głębią. Jeśli cisza zbyt jest zdominowana przez roztargnienia, uczyńmy ją nieustającym krzykiem serca. Modlitwa błagania może stać się prawdziwą modlitwą serca.

Natomiast, jeśli faktycznie króluje cisza, przedłóżmy ją ponad wszystkie słowa.

Czasem, na modlitwie, zawładnie nami ociężałość i znużenie, ale, jeśli kochamy, to powinniśmy stanowczo na to zareagować.

Chyba łatwo jest się domyśleć, iż w modlitwie serca często powinniśmy zwracać się o pomoc do Matki Bożej: "Módl się za nami, grzesznymi!".

Ona, z pewnością, będzie potrafiła podtrzymać nasze pragnienie modlitwy.

Bardzo istotnym i skutecznym środkiem jest poświęcenie, w czasie modlitwy serca, sporo wysiłku na to, aby ubłagać Ducha Świętego, żeby nam dał zdolność kochania. Taka jest bowiem rola Ducha w nas: wspierać naszą miłość, podtrzymywać ją.

Maryja stojąca pod krzyżem uczy nas, że modlitwa jest ofiarowaniem siebie Bogu, jest wspaniałomyślnym darem z siebie, jest złożeniem ofiary razem z Chrystusem.

Modlitwa serca rozpoczyna dzień, później okaże się czy faktycznie potrafiliśmy kochać.

Jeśli intensywnie kochaliśmy, cały nasz dzień wypełniony był łaską.

Nie czyńmy modlitwy serca trudniejszą niż ona w rzeczywistości jest: co więcej, jeśli składają się na nią gorące i nieprzerwane błagania, kierowane do Pana, to jest, po prostu, łatwa. Można ją nazwać modlitwą ubogich.

Winna ją cechować odwaga ubogich: kto bardziej potrafi wykrzyczeć swoją wiarę w Pana? Niewidomy z Jerycha nie potrzebował żadnej "szkoły modlitwy", żeby modlić się sercem, zatrzymał nawet Jezusa i poprosił o dokonanie cudu!

Nie trzymajmy na uwięzi naszej modlitwy, nie wkładajmy jej w schematy, niech nie będzie ona prefabrykatem: miłość nie potrzebuje schematów!

Miłość nie znosi wprost ram, dojdźmy do sedna. Trzeba kochać i być obecnym! Niech On będzie w centrum naszej uwagi, ot i wszystko.

A później, patrz na Jezusa oczami Maryi! Gdyby to Maryja klęczała obok mnie, gdyby to Ona zechciała modlić się ze mną modlitwą serca, to co czyniłaby, co mówiłaby, jak kochałaby?

To nie jest niemożliwe. Można urzeczywistnić taką Jej obecność. Łączy mnie bowiem z Nią świętych obcowanie, mogę błagać, mocą wiary, o Jej obecność przy mnie, ażeby pomogła mi uczynić moją modlitwę serca żywą i głęboką.

Modlitwa jest czymś fundamentalnym dla nas, ale czymś jeszcze bardziej podstawowym jest okres po modlitwie: relacja miłości winna przemienić się w posłuszeństwo, winna emanować na całe nasze życie.

Nie ma miłości bez posłuszeństwa. Kto kocha, ten jest posłuszny. Kto kocha, ten całą swoją wolność, całą swoją wolę powierza Bogu.

Starajmy się, by nasza miłość miała wpływ na nasze dzisiaj, i w dniu dzisiejszym starajmy się szukać takich okoliczności, w których, z Bożą pomocą, będziemy mogli wypróbować naszą miłość.

"Zakończeniem naszej modlitwy powinna być miłość i konkretne zobowiązania naszej woli, a nie intelektualne spekulacje".
Święta Teresa z Avila, Twierdza wewnętrzna

17. Jeśli mnie kto miłuje...

Andrea Gasparino

"Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać" (J 14,23).
"Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mt 6,6).

Te dwa pouczenia Jezusa dobrze się nawzajem uzupełniają i w jasnym świetle przedstawiają piękno modlitwy serca.

Zawsze jesteśmy kuszeni, by poprzestać na małym, by zatrzymać się u progu modlitwy, by wybrać to co łatwe, co wygodne, nie wymagające zbytnich starań.

Czytać, mówić i myśleć jest pewną wygodą, ale czytanie, mówienie i myślenie nie jest jeszcze kochaniem.

Czy nie jest to upokarzające tak łatwo zaniedbać nasz żywy kontakt z Bogiem obecnym w nas?

Czy nie jest nierozsądnym ten, kto zachowuje się tak, jakby problem nie istniał?

Najpierw trzeba być przekonanym o tym, o czym zaświadczył nam Jezus, że możemy stworzyć w sobie miejsce, w którym będziemy spotykać się z Bożą obecnością, jest nim nasze serce.

Tak więc nie musisz daleko Go szukać, nie potrzebujesz nawet wybierać się w tym celu do kościoła: Bóg jest dla ciebie dostępny w swojej tajemnicy Trójcy Świętej, kiedy tylko chcesz i dopóki chcesz, wystarczy, że ty staniesz na wysokości zadania.

Jeśli Mnie kto miłuje
Moją sprawą więc jest zaaranżowanie miejsca spotkania z Nim, wystarczy, że będę kochać.

będzie zachowywał moją naukę
Jezus uczy mnie, że miłość wymaga posłuszeństwa. Gdy mi jej brakuje, to, w zasadzie, nie mam nic na usprawiedliwienie: Pan dał mi przecież swoje Słowa, które wszystko mi ułatwiają, czuwają również nad moją dobrą, choć słabą wolą, wystarczy, tylko, bym nimi żył.

Ojciec mój umiłuje go
Na miłość Ojciec odpowiada miłością, i to z taką gotowością, że nie można zwątpić, zresztą, mamy zapewnienie Jezusa.

I przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać
Miłość Ojca znajduje swój wyraz w zadziwiającej i niesłychanej odpowiedzi: Ojciec wybiera na swoje mieszkanie moje serce.

Obietnica Jezusa wydaje się być niewiarygodną, ale jest przecież Słowem Bożym, pewnym jak skała: moja miłość doświadczy więc cudu, Bóg znajdzie sobie we mnie mieszkanie.

Nasze serce będzie większe niż Kościół, piękniejsze od każdej katedry. Żadna bazylika nawet nie może się z nim równać.

Jeśli więc takie miejsce wybrał sobie Bóg, nie mogę przyjąć takiej wiadomości obojętnie. Skoro więc, pragnę się modlić, wystarczy, bym zatopił się w głębi mego serca, zamknął za sobą drzwi i cieszył się Jego obecnością.

Muszę zamknąć drzwi za sobą, uczy mnie Jezus, czyli muszę odrzucić każdą inną myśl, każde inne uczucie i odnaleźć się w Nim; powinienem pozostawić za sobą wszelkie zmartwienia, kłopoty, zabawy, wystawić za drzwi problemy, zadania i tylko być z Bogiem.

Pokusa wniesienia ze sobą bagażu, waliz i toreb, jest wielka, ale nie ma sensu. Kiedy jestem z Bogiem, czyż nie mam wszystkiego? I czy wszystko nie staje się prostsze? Czego mi może jeszcze brakować, skoro sam Bóg jest ze mną?

Jedno tylko muszę wziąć ze sobą: moją miłość, moje zaangażowanie się w Nim, moje pełne oddanie się Jemu.

Zachować tylko ciszę? O, nie, to za mało, to zbyt ryzykowne zatrzymać się tylko na tym.

Nie! Kochać, być u Boga, ażeby Bóg był wszystkim dla mnie, moim centrum, ośrodkiem moich myśli, moich zabiegów, mojej miłości, Panem mojego czasu.

Kochać! Ale jak?

Wyjaśnił to Jezus: przyjąć Jego słowo, zadomowić się w nim, tak, by przeniknęło mnie, abym w pełni był mu posłuszny, abym je uczynił swoim.

A teraz, uwaga: drzwi mojego serca mają być zamknięte na klucz, a nie tylko przymknięte, ponieważ pokusa zrobienia małej wycieczki do własnych spraw, zajęć, problemów będzie bardzo silna.

Trzeba trwać przy Nim, czyniąc Go centrum mojej uwagi.
Sprawienie, by tylko On zaprzątał moje myśli, moją uwagę, by tylko On był moją miłością - wymaga od nas dużej porcji dobrej woli i ciągłych jej "dostaw".

Powinienem robić to, czego potrzebę czuję, i powinienem być w tym zdecydowany i twórczy.

Jeśli moje "bycie obecnym" zaczyna być trudne, to może lepiej będzie jeśli wyznam mu swą wiarę, uczynię to z mocą.

W zasadzie, chyba to wszystko nie jest takie trudne, bo kto nie potrafi błagać, prosić, wzywać pomocy?

Czy żebrak potrzebuje nauczyciela? Czy rozbitek na morzu potrzebuje instruktora, który nauczyłby go wzywać pomocy?

Tak, modlitwa serca jest modlitwą ubogich, jest w ich gestii.

Pragnienie doświadczenia doskonałej ciszy może być dla nas nie lada zasadzką. Może być nam dane przeżyć chwile pełne doskonałego światła, doskonałej ciszy, ale są to tylko chwile darowane nam przez Boga. Trzeba cieszyć się nimi w głębokiej pokorze i z wdzięcznością, nie przyjmujmy ich jak coś naturalnego, nawet w chwilach największego zapału i gorliwości.

Najważniejsze to kochać, a nie zachowywać ciszę; najważniejsze to być, razem z naszą dobrą wolą, przed Bogiem i to za wszelką cenę.

"Osiągnąć pokój serca to już tak wiele".
Święty Jan od Krzyża

18. Pierwszy etap: kochać

Andrea Gasparino

Rozwój modlitwy serca nie skończy się nigdy, ponieważ prawdziwa miłość nigdy się nie kończy, ma zawsze nowe oblicze. To, co chcemy pokazać dziś, jutro będzie potrzebowało nowego wyrazu, a to, co zbudujemy jutro, będzie przygotowaniem drogi, którą przebędziemy pojutrze.

Trzy gimnastyczne sale
Chcemy zobrazować modlitwę serca jako ćwiczenie doprowadzające miłość do dojrzałości, jako wędrówkę, która rozwinie naszą umiejętność kochania.

Powiedzmy, że mamy do dyspozycji trzy sale gimnastyczne, w każdej z nich nasza modlitwa serca może się ćwiczyć. Pierwszą z nich nazwiemy: nauczyć się kochać.

Na tej sali gimnastycznej ukształtujemy sobie dobrze szkielet modlitwy serca. Będzie tu również możliwość uformowania w nas nowej mentalności.

Modlić się to nie znaczy wymawiać słowa. Modlić się to kochać.

Odkąd Jezus przedstawił nam wzór modlitwy, powierzając nam "Ojcze nasz", musimy przyjąć do wiadomości, że tylko to jest modlitwą. Modlitwa jest miłością. "Ojcze nasz", jak już powiedzieliśmy, składa się z siedmiu próśb miłości, które są również siedmioma decyzjami naszego oddania siebie Bogu, są wyrazem naszych uczuć.

Modlitwa jest miłością składającą się z konkretów, jeśli tak nie jest to znaczy, że jest to tylko nasz błąd, złudzenie, iluzja. Musimy ukształtować w sobie właściwą mentalność, taką, która nie będzie się bała ogołocić z tego, z czego ogołocić się trzeba.

Jak należy ćwiczyć, aby nasza modlitwa stała się miłością?

Ćwiczenie umiłowania ciszy
Przede wszystkim, musimy nauczyć się milczeć.

"Bogu oddaje się cześć milczeniem", powiedział święty Tomasz, ponieważ wszystko to, co się mówi, lub myśli o Nim jest nieadekwatne, nie odpowiada rzeczywistości.

Kto boi się ciszy, ten nie doświadczy głębokiej modlitwy. Milczenie zewnętrzne i wewnętrzne jest tutaj konieczne.

Potrzeba nauczyć milczeć nasze ciało: to bardzo ważne, aby być spokojnym, rozluźnionym, aby posiadać własne ciało podczas modlitwy.

Milczenie w słowach i w najlżejszym werbalizmie.

Milczenie oczu: zamknięte lub wpatrzone w Eucharystię.

Milczenie wyobraźni: z dużą delikatnością, aczkolwiek trzeba stanowczo zamknąć naszą wyobraźnię, by nam nie płatała figlów, by - po prostu - nie przeszkadzała.

Milczenie emocji.

Milczenie umysłu: niech wystarczy jedna myśl "być obecnym wobec Wiecznej obecności".

Milczenie woli: pragnąć tylko jednej rzeczy: jestem przy Bogu, żeby Go kochać ze wszystkich mych sił.

Milczenie serca: kochać! kochać! Zdecydować się na miłość, chcieć nauczyć się kochać ze wszystkich swych sił.

Jest istotne, aby miejsce, gdzie będziemy ćwiczyć i gdzie dokonywać się będzie ta głęboka, wyciszająca nas koncentracja - było odpowiednie.

Ważne, aby modliło się również nasze ciało.

Optymalna postawa, jaką proponujemy do wykonywania ćwiczeń, to postawa klęcząca, z rękami luźno ułożonymi wzdłuż ciała, plecy proste, wspomagające, spokojne i regularne oddychanie: taka postawa bardzo ułatwia koncentrację.

Ćwiczenie wchodzenia do naszego wnętrza
Milczenie nie jest jeszcze modlitwą, jest dopiero przygotowaniem się do modlitwy.

Kiedy jest w nas już atmosfera ciszy, wtedy, możemy zejść naszym umysłem do głębi nas samych: to tam nastąpi nasze spotkanie się z Bożą obecnością, z Ojcem i Synem, i Duchem Świętym.

Podstawową i decydującą rolę odgrywają w tym momencie słowa Jezusa: "Jeśli Mnie kto miłuje... Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać" (J 14,23).

Wzruszające jest pouczenie św. Pawła skierowane do pierwszych chrześcijan: "Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?" (1 Kor 3,16).

Nie mówić, nie rozważać, a przede wszystkim nie fantazjować, ale kochać!
Skupić całe nasze istnienie na obecności Boga w nas i odpowiedzieć na tę odpowiedź miłością.

Nie ma potrzeby mówić: miłość nie potrzebuje słów. Słowa przeszkadzają w skupieniu.

Kochać! Ale jak? To jest trudne pytanie. Trwać chętnie, z radością, w Bożej obecności, jest z pewnością miłością, ale czuje się, że nie jest to wystarczające. Przychodzi mi na myśl takie Jezusowe ostrzeżenie: "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie! ... lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca ...".

Odpowiedzmy więc sami sobie, że miłość wyraża się w czynach, a nie w ładnych, przepływających przez nas uczuciach, ani też w gładkich słowach.

W jakich czynach? Jakich czynów mogę dokonać, jeśli trwam nieruchomo przed Bogiem? Miłość wyraża się w czynach, a czyny mają swój początek w decyzjach, tu jest ukryty zarodek prawdziwej miłości.

Modlitwa poprzedzona modlitwą
W tym miejscu należy wyraźnie zaznaczyć, że modlitwa wymaga porządnego przygotowania.

Skoro czyny zaczynają się od decyzji, to trzeba koniecznie podjąć konkretne, wiążące nas decyzje; ale tak ważnych decyzji nie możemy improwizować, wymagają one spokoju, zastanowienia i głębokiego przemyślenia.

Dlatego mówimy: nie jest dobrze rozpoczynać modlitwę serca bez uprzedniego określenia w naszym sumieniu konkretnego postanowienia dotyczącego naszego, najbardziej palącego, życiowego problemu.

Przyczyna nawrócenia
Radzimy, aby nie rozpoczynać modlitwy serca bez poświęcenia odpowiedniej ilości czasu na oczyszczenie i żal.

Bardzo ważne jest, aby uświadomić naszemu sumieniu, co my nazywamy przyczyną nawrócenia. Początkowo może się to wydawać zbyt skomplikowane, ale później zauważycie potrzebę tego. Nie jest to męczące, jest tylko logiczne.

Modlitwa, w tradycji Kościoła, zawsze zaczynała się aktem pokutnym, oczyszczaniem z grzechów i żalem za nie.

Modlitwa serca nie ucieka przed tego rodzaju logiką, ale głośno się na nią powołuje. W chwili, w której następuje decyzja, aby stanąć przed Bogiem i to nie po to, by mówić do Niego, ale by kochać, rodzi się potrzeba, by miłość stała się pragnieniem nawrócenia.
Nie moja, lecz twoja wola!
Dobrze określona przyczyna naszego nawrócenia jest miernikiem naszej prawdziwej miłości do Pana. Modlitwa serca, w bardzo spontaniczny sposób, wyraża się w tym małym, wielkodusznym "tak", w zwyczajnym "oto jestem", jest powtórzeniem modlitwy Jezusa: "Ojcze..., nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!".

Nie ma doskonalszej modlitwy niż modlitwa z Getsemani. Tak więc to milczące kochanie jest ofiarowaniem, w sposób silny i zdecydowany, własnej woli Bogu.

To milczenie, które kocha sprawia, iż ogień Ducha Świętego zstępuje na naszą wolę, czyni ją dyspozycyjną i wspaniałomyślną, silną i zdecydowaną, zdolną do wypełniania Bożej Woli.

Dobrze określona przyczyna naszego nawrócenia pomaga nam być wiernymi w drobiazgach, dokładnymi.

Trening atlety
Modlitwa serca zaczyna przypominać trening atlety. Żeby zostać atletą, nie wystarczy zrobić kilku ćwiczeń naszej woli, ale trzeba porządnie i wytrwale trenować.

Atlecie najbardziej przysłużyła się cierpliwość. Również, w naszym przypadku odgrywa ona najważniejszą rolę. Pomaga nam w dochodzeniu do modlitwy serca.

Wyczerpujące! Ale taki jest pierwszy owoc modlitwy serca: potrzeba modlenia się, kochając w milczeniu.

Słowa będą nas nachodziły, aż do obrzydzenia, tak wielkie będzie w nas pragnienie ciszy: nie zniesiemy dłużej na modlitwie ani gadulstwa, ani nawet rozmyślania. Ostatecznie, nadszedł już czas, by zrozumieć, że ostatnim etapem naszej wędrówki jest modlitwa, za którą Jezus zapłacił krwawym potem.

Początkującym radzimy, aby kwadrans poświęcali na oczyszczanie, aby mogli, w ten sposób, stworzyć klimat głębokiej, wewnętrznej ciszy i przygotować "przyczynę nawrócenia" sondując własne sumienie: Panie, czego ode mnie oczekujesz? Panie, z czego najbardziej powinienem się nawrócić? Jaka jest Twoja wola na dziś, dla mnie?

Modlitwa uczyniona z jednego słowa
Trudno jest tak kochać w milczeniu. Co zrobić, by je trochę ułatwić, wspomóc?

Doświadczyliśmy, że najprostszym i najbardziej skutecznym środkiem podtrzymywania kochającego milczenia jest powtarzanie jednego, krótkiego słowa-pojęcia. Może nawet wystarczyć jedno tylko imię: JEZUS, albo OJCZE, bądź DUCHU ŚWIĘTY!

Może pomóc powtarzanie króciutkiej modlitwy: "Jezusie, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem".

Można wybrać inne, krótkie zdanie z Ewangelii.

Ale doświadczenie podpowiada nam, że im mniej mówimy, tym łatwiej jest się nam skoncentrować.

Często przydaje się takie ćwiczenie, w którym imię: Jezus wypowiadamy w rytm naszego oddechu.
-------------------------------------------------------------
"Jedno tylko słowo wystarczyło celnikowi i marnotrawnemu synowi, aby zyskać przebaczenie.
Niech w twojej modlitwie nie będzie wyszukanych słów.
Już proste, jednostajne bełkotanie dziecka wzrusza ojca.
Nie bądź gadatliwy.
Nie rozpraszaj się szukając słów...".
Święty Jan Climaco

19. Drugi etap: Pozwolić siebie kochać

Andrea Gasparino

Jesteśmy już na drugiej sali gimnastycznej modlitwy serca. Oczywiście, język, jakim się porozumiewamy nie jest właściwy, ale mam nadzieję, że używane przenośnie są dobrze rozumiane.

Jest wiadome, że im bardziej się kocha, tym większą odczuwa się potrzebę skupienia uwagi na miłości Boga do nas i na przyzwoleniu, by On nas kochał.

Jezus powiedział: "Kto Mnie miłuje... również Ja będę Go miłował i objawię mu siebie".

Im bardziej modlitwa stanie się miłością, tym szersze otworzą się horyzonty miłości Boga do nas, tym pilniejszym będzie pozwolić zawładnąć siebie tą miłością.

Nie potrafisz kochać? To pozwól się kochać!

Może się tak złożyć, że w modlitewnej wędrówce serca wyłoni się ogromna potrzeba skupienia całej naszej uwagi na Bogu i Jego miłości. Jest to faza dojrzewania naszej modlitwy serca.

Na początku, będąc pod wpływem łaski, czuje się tylko gorącą potrzebę bycia konkretnymi w miłości, w ten sposób wyraźnie akcentowana jest nasza odpowiedzialność za nawrócenie.

Później, natomiast, cała nasza uwaga skupia się na Bożej miłości.

Pozwolić się kochać!

Jeśli trudno jest kochać, to wszyscy powinni potrafić pozwolić kochać siebie; w rzeczywistości, jest to przejściowy etap dojrzewania w modlitwie serca.

To bardzo ważne, aby na początku modlitwy serca, zatopić się w pokornym i gorącym wzywaniu Ducha Świętego, prosząc Go, aby nauczył nas kochać, aby nauczył nas zamieniać modlitwę w miłość, aby pomógł nam pojąć i przyjmować Bożą miłość, w ten sposób nauczymy się przyzwalać, aby Bóg nas kochał.

Co to, w rzeczywistości, oznacza?

Pozwolić się kochać - to być całkowicie obecnym przed Bogiem w pełnej dyspozycyjności.

Pozwolić się kochać, to w centrum swojej uwagi umieścić Boga i Jego wolę, oddając Mu się.

Ojciec de Foucauld wyrażał to, modląc się:
"Uczyń ze mną to, co Ci się podoba,
jestem gotowy na wszystko, zgodzę się na wszystko,
wystarczy, że Twoja wola we mnie się wypełni.
...nic więcej, mój Boże, nie pragnę.
Oddać się Tobie, to dla mnie wymóg miłości,
zaufać Tobie bez końca,
spocząć w Tobie...".

Pozwolić kochać siebie, to inaczej wybierać zawsze i wszędzie wolę Bożą.

Pozwolić kochać siebie, to decyzja stania się, nawet w małych rzeczach, Bożą radością.

Roztargnienia

Roztargnienia są udręką dla modlitwy serca. Już modlitwa ustna poddawana jest tej próbie, modlitwa serca, będąca modlitwą milczenia, odczuwa je jeszcze intensywniej.

Ale, stopniowo, stopniowo, również roztargnienia mogą być użyteczne w modlitwie serca, wystarczy zmienić taktykę.

Zwykle staramy się ustrzec przed nimi. A teraz: nie! Każde roztargnienie, z reguły, niesie w sobie odrobinę światła-wiedzy o nas samych.

Jeśli odpowiemy na roztargnienie ze spokojem, wychodząc mu naprzeciw i pytając: na co to roztargnienie zwraca mi uwagę? Często zauważymy, że roztargnienie mówi nam o czymś ważnym, co nas dotyczy. Najczęściej ujawnia naszą nędzę, małostkowość lub inny naglący problem.

Takie sprawy należy przedstawić Panu na modlitwie wskazując na naszą nędzę, na nasze duchowe ubóstwo: "Czy widzisz, Panie, jaki jestem? Spójrz, jak bardzo Cię potrzebuję! Uzdrów mnie, Panie!".

Okazuje się, że roztargnienia podnoszą temperaturę i nadają koloryt naszej modlitwie milczenia.

Trzy testy

Należy często weryfikować naszą modlitwę serca, ponieważ niewiele trzeba, aby uległa spaczeniu.

Oto trzy, sprawdzające ją testy:
- czy jesteśmy w Bożej obecności? Czy jesteśmy obecni przed Wieczną obecnością?
- czy centrum naszej modlitwy jest Bóg? Czy może my sami? On czy nasze problemy?
- czy nasze przebywanie z Nim jest miłością?

Kiedy testy wypadają pomyślnie to znaczy, że nasza modlitwa jest wiarygodna, stała.

Na tej podstawie można wnioskować, że modlitwa serca nie jest łatwa, zwłaszcza kiedy umysł bywa zmęczony albo serce zbyt pobudzone. Należy czuwać nad naszym spokojem. Tylko wysiłek, włożony w zachowanie naszego wewnętrznego pokoju, przezwycięży różne, grożące naszej modlitwie przeszkody.

Modlitwa serca daje najwięcej radości z obcowania z Bogiem.

To wielka szkoła modlitwy.

"Serce jest panem, królem wszystkich innych członków ciała człowieka. Wystarczy, że jeden raz łaska zadziała w sercu człowieka, to zaraz zostanie to przeniesione na całego człowieka. To dzięki sercu łaska może rozsiewać wokół wszelkie dobro".
Święty Makary, XV Kazanie

20. Trzeci etap: komunikować miłość

Andrea Gasparino

Długa, kapłańska modlitwa Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy jest wielką modlitwą serca, która promieniuje swoją miłością na całą ludzkość.

Za przykładem Jezusa, również i nasza modlitwa serca w pewnym momencie zaczyna potrzebować "poszerzenia horyzontów" miłości. Pragnie komunikować miłość, zwrócić ku wszystkim swoją miłość.

"Aby Bóg był wszystkim we wszystkich" - mawiał św. Paweł do chrześcijan w Koryncie (1 Kor 15,28).

"Przyjdź Królestwo Twoje!" - nauczył nas modlić się Jezus.

Dlatego, w rozwoju modlitwy serca, należy jak najszybciej dojść do etapu, w którym wszystkich włączymy do naszej miłości.

Modlitwa, która prosi o wszystko

Istnieje modlitwa, która wszystko sobą obejmuje. Oto ona: "Panie, Jezu, daj mi swoje serce!".

Kiedy modlimy się w taki sposób, prosimy o wszystko, co Jezus chciałby nam dać.

Nie jest możliwe prosić o więcej. Kiedy w ciszy modlitwy serca prosimy o Chrystusowe serce, ofiarujemy Mu największy dar miłości, to tak, jakbyśmy razem ze świętym Piotrem mówili: "Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham!".

Należy to czynić śmiało, bo "nie osiągnie wielkich rzeczy ten, kto boi się o nie prosić" (Wilhelm z St. Thierry).

Ale, uwaga, powinniśmy czuć potrzebę proszenia o Chrystusowe serce dla wszystkich, tak, aby "Chrystus stał się wszystkim we wszystkich" (Kol 3,11).

Prosić o nie dla osób, które kochamy,
prosić o nie dla osób, które są nam powierzone,
prosić o nie dla osób, których nie kochamy lub które nie kochają nas.
Jak wielką jest modlitwa serca, kiedy staje się modlitwą za naszych nieprzyjaciół!

Musimy nauczyć się promieniować miłością na wszystkich, na tych, na których spoczywa odpowiedzialność za losy świata, na cały Kościół i świat, na polityków, ekonomistów, ludzi czyniących pokój i zakłócających go. Na wszystkich.

Ale czuwajmy, aby nasza modlitwa faktycznie była miłością. Modlitwa za innych, zanim przemieni się w miłość, zwraca się ku nam i od nas oczekuje nawrócenia czyli miłości.

Panie, przemień najpierw mnie! Twoje serce niech najpierw we mnie zamieszka, bo jestem słaby i grzeszny!

Genialna myśl

Chcemy podpowiedzieć pewną strategię, która wydaje się nam być rozsądną: kiedy prosimy o serce Chrystusa, nie zawieszajmy w powietrzu tej prośby, ale prośmy inteligentnie, konkretnie:
Panie, daj mi Twoje serce!
Proszę Cię o nie na dziś,
ponieważ o Twoje serce na jutrzejszy dzień
będę Cię prosić jutro.
Nie sądzicie, że tak jest rozsądniej?

Czy to nie sam Jezus nauczył nas tak się modlić: "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Prośba o serce Chrystusa na dziś sprawi, że wydarzenia całego dnia, spotykane osoby, zadania do wykonania będą inaczej przez nas postrzegane.

Modlenie się, o dochowanie wierności Chrystusowi, o to, żeby Chrystusowym sercem przyjmować wszystkie wydarzenia sprawi, że nasza uwaga będzie wyostrzona, wyczulona na Jego wolę w krytycznych chwilach dnia, w chwilach, w których zmęczenie będzie nad nami brało górę, kiedy zła wola stanie na straży, kiedy nasz zapał zacznie przygasać.

Ponieważ wszystko to musi być załatwione małą ilością słów (powinno wystarczyć wezwanie imienia Jezus), trzeba przeprowadzić weryfikację sprawdzającą szczerość naszej modlitwy. Oto trzy testy:
- czy jestem zawsze w stanie gotowości, zawsze obecny?
- czy Bóg jest w centrum mojego zainteresowania?
- czy wszystko jest w mojej modlitwie miłością?

Tak mówią mistrzowie

Taka forma modlitwy jest męcząca? Powiedział starzec Teofan: "Nic się nie osiągnie bez wysiłku. Pomoc Boża jest zawsze gotowa i zawsze blisko, ale dana jest tylko tym, którzy jej szukają i nie próżnują".

A Wilhelm z St. Thierry dodaje: "Kto kocha, ten się nie męczy!".

Chyba jasne jest teraz, dlaczego Simone Weil napisała: "Skupienie jest esencją modlitwy; jakość skupienia jest ściśle powiązana z jakością modlitwy".

A Pennington zauważył, że: "prawdziwa modlitwa nie składa się z naszych słów, ale z naszego wysiłku, aby być obecnym przed Bogiem.

Nie oczekuj niczego, stój tylko przed Nim i niech się dzieje to, co On chce.

Bóg mógłby przecież stworzyć nam zupełnie inne głowy: mógłby, na przykład, włożyć do naszych głów specjalne włączniki, które gasiłyby naszą fantazję z chwilą, kiedy potrzebowalibyśmy się skupić, inny przełącznik gasiłby pamięć, a inny regulowałby nasze uczucia. Bóg, tymczasem, postanowił zostawić w nas te wszystkie przeszkody stojące na drodze naszej refleksji i naszej koncentracji, ponieważ utrudnienia te są nam konieczne, ażeby okazać Mu naszą miłość, kiedy zwracamy się do Niego.

To z powodu Jego prostoty, nasza modlitwa serca staje się trudną. Bo my kochamy rzeczy skomplikowane tzw. specjalne, wymagające od nas genialności, takie, które staną się pokarmem dla naszego "ja".

Podoba się nam komplikować sprawy, żeby zbierać komplementy, jak bardzo jesteśmy dzielni. Ale, w modlitwie serca, która jest jednym, wielkim podążaniem do Boga i pozostawieniem Mu wszystkiego, aby On działał, nie ma miejsca na komplementy i samochwalstwo.

Modlitwa serca, będąc modlitwą głębi, otwiera drogę owocom Ducha Świętego...

Kto posiadł już modlitwę serca, powinien przekazywać ją innym. To obowiązek sprawiedliwości...".

Libański poeta, Kahlil Gibran, tak wyraził swoją intuicję dotyczącą modlitwy serca: "When you love, don?t say: I have God in my heart" (Kiedy zaczynasz kochać, nie mów: mam Boga w sercu), "But say: I am in the heart of God" (powinieneś bowiem powiedzieć: jestem w sercu Boga).

W tym zawiera się cała tajemnica modlitwy serca: wejść do serca Boga!

Wielki absurd: trynitarny grzech

Znany teolog Bruno Forte nazywa go "najgłębszą sprzecznością chrześcijaństwa".

To już 2000 lat Kościół praktykuje i naucza modlitwy trynitarnej, ale chrześcijanie jeszcze się jej nie nauczyli. "Osamotnienie Trójcy" - tak określa to wydarzenie Bruno Forte. "Trójca wydaje się być abstrakcyjnym teorematem niebieskim".

Już Kant zauważył, że trynitarna tajemnica stała się "abstrakcyjnym teorematem niebieskim, który nie ma nic wspólnego z życiem ludzi, z ich łzami i trudami na ziemi".

Wina jest nasza! Trynitarna tajemnica powinna stać się przede wszystkim centrum naszej modlitwy serca.

Propozycja

Oto propozycja dla tych, którzy uczęszczają na godzinne adoracje; oto sekret pozwalający zatopić się w trynitarnej tajemnicy.

Pierwszy kwadrans: cały dedykujemy Duchowi Świętemu błagając o miłość, ucząc się kochać, szukając, razem z Nim "przyczyny naszego nawrócenia". Jednym słowem: ćwiczymy się w miłości.

Drugi kwadrans: cały dedykujemy Jezusowi przyzwalając Mu kochać, koncentrując całą naszą uwagę na Jego miłości; czytamy Słowo Boże w kontekście miłości.

Trzeci kwadrans: cały dedykujemy Ojcu, powierzamy się Jego woli, aby odwzajemniać miłość.

"Ojcze mój, moje wszystko!". "Daj mi, proszę, Chrystusowe serce, proszę Cię, na dziś, na sytuacje najbardziej krytyczne w dniu dzisiejszym, daj, proszę serce Chrystusa ... wszystkim!".

W ostatnim kwadransie cieszcie się Bożą obecnością, dziękujcie Mu za radość przebywania u Jego stóp.

Kiedy modlitwa zaczyna być inteligentna, wszystko w nas i wokół nas, zmienia się.

Medytacja transcendentna

Jesteś, w jakimś stopniu, zaangażowany w modlitwę serca? A może starasz się do niej nie zbliżać?

Różnice pomiędzy transcendentną medytacją a modlitwą serca są nieskończone. Medytacja jest bowiem psychologicznym ćwiczeniem się w samokontroli, którego zadaniem jest: dać sercu pokój; natomiast modlitwa serca to akt wiary, który ma doprowadzić do wytrwałego poszukiwania Bożej woli. Jednakże istnieją pewne punkty wspólne.

Niewątpliwie medytacja transcendentna zrodziła wiele duchowych owoców w zachodniej części świata, dlatego łatwo nam się domyśleć, jak pilnym jest rozpowszechnienie teraz modlitwy serca.

Trapista Pennington, który dobrze ją zna i który utworzył w Stanach Zjednoczonych dość ważne ośrodki duchowości, w których naucza się modlitwy serca (on ją nazywa: "Centering Prayer" czyli modlitwą, która zmierza do centrum), tak napisał: "Wierzę, że chrześcijanin może posłużyć się T. M. (medytacją transcendentną) natychmiast, a jeśli będzie potrafił z nią żyć w swojej wierze (nie wprowadzając, bynajmniej, żadnych, technicznych zmian), ona może stać się dla niego dobrą metodą modlitwy kontemplacyjnej".

Inny popularyzator, znany na Zachodzie, Guru Mahesh Yogi, potwierdza: "Gdyby wielu ją prowadziło, to nastąpiłaby era pokoju, ludzkość umiałaby ze sobą współpracować, a to przyniosłoby jej dobrobyt".

Medytacja transcendentna przybyła do Stanów Zjednoczonych z Indii, kilkadziesiąt lat temu. Polega na czymś niezwykle prostym: "na zatopieniu się człowieka, dwa razy dziennie, w głębi siebie samego, po to, by doświadczyć Absolutu".

Mahesh Yogi wytrwale powtarza, że nie jest to coś, co przynależy do jakiejś religii. Ale wielu nie podziela jego zdania. Czyżby jednak była to tylko prosta, oczywista technika? W Stanach Zjednoczonych jest prowadzona na prawie wszystkich, amerykańskich uniwersytetach, rozpowszechniana przez stacje telewizyjne, zrodziła tysiące medytacyjnych ośrodków.

Dzisiaj jest nauczana w szkołach publicznych, również katolickich, każdego stopnia, w szkołach wyższych, nawet wojskowych.

Powstały również specjalne szkoły T. M., w których mogą się uczyć więźniowie, jest również w nich miejsce dla ludzi z dyskryminowanych grup etnicznych.

Oto jak możemy odróżnić ją od modlitwy serca:

T. M. Modlitwa serca
- Dużo techniki, mało modlitwy - Mało techniki, dużo modlitwy
- Ćwiczenie psychologiczne - Akt głębokiej wiary
- Główna postać: osoba medytująca - Główna postać: Duch, "dający życie naszej modlitwie"
Posłuszeństwo na miarę ponaglającej nas potrzeby: pokoju, wewnętrznej prawości - Posłuszeństwo Jezusowi Chrystusowi "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe"

Jak widać, różnice są wyraźnie zauważalne. Niemniej, roztropnym jest szukać zbliżenia, przede wszystkim po to, aby dostrzec bezkresne dobro, rodzące się ze stałego praktykowania modlitwy serca.

Kto posiadł już ten dar rozumienia i praktykowania modlitwy serca, i będzie wytrwały, na pewno zobaczy jej owoce: samoopanowanie myśli, pokój, wyćwiczona cierpliwość, stała wierność, pragnienie prawdy, umiejętność wykrywania hipokryzji, wytrwałe poszukiwanie woli Bożej i kompletne oddanie się Jej, słuchanie Boga, przywiązanie się do modlitwy serca i wstręt do modlitwy powierzchownej, nieuważnej, wreszcie ogromna wrażliwość na działanie Ducha Świętego w nas.

Kto posiadł modlitwę serca i pojął jej wagę, na pewno będzie jej apostołem, będzie jej uczył innych i pomoże ją poznać każdemu, kto tylko tego zapragnie.

To obowiązek sumienia: dzielić się Bożymi darami!

"Słońce, wędrując nad ziemią, wypełnia je światłem; święte imię Jezusa, nieustannie jaśniejące w naszych umysłach, zaowocuje niezliczoną liczbą myśli pełnych światła".
Esichio

21. Stałe punkty

Andrea Gasparino

Oto kilka, podsumowujących uwag.

1. Modlitwa serca jest, przede wszystkim, wejściem w głąb nas samych, po to, by spotkać Boga.

Jest, przede wszystkim, uświadomieniem sobie obecności Boga w nas.

Nasze skupienie na modlitwie nie jest niczym innym, jak tylko spotkaniem się z Bogiem w głębi naszego bytu.

"Jeśli Mnie kto miłuje... Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać" (J 14,23).
"Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?" (1 Kor 3, 16).

Nie ma wstępu do własnego wnętrza ten, kto kocha hałas, kto jest powierzchowny i kto boi się ciszy.

2. Modlitwa serca wymaga zadania sobie - pewnego rodzaju - gwałtu, ponieważ jest przejściem od świata zmysłów do świata wewnętrznej głębi.

Jest wejściem w inną rzeczywistość, jest brnięciem pod prąd, jest naszą reakcją na powierzchowność.

Nasza wrażliwość jest silnie rozbudowana; wiele nas kosztuje koncentracja, uczynienie ciszy, zatopienie się w głębi naszego sumienia.

3. Modlitwa serca zawsze jest nawróceniem, bo zawsze jest przejściem z rozproszenia w skupienie. A w skupieniu właśnie następuje zderzenie się z naszą nędzą.

Modlitwa serca zawsze zaczyna się w szczerości i pokorze.

Jest zderzeniem się z naszą aktorszczyzną, od której pragniemy się uwolnić, jest spotkaniem się z naszymi ranami, które chcemy uzdrowić.

Takie zderzenie się jest konieczne, żeby dobrze się wybrać w modlitewną wędrówkę serca.

4. Oto niektóre przesłanki, niezbędne w modlitwie serca:
SPOKÓJ - niespokojny duch nie może wejść w głębię samego siebie.
CISZA - skupienie się w hałasie jest niemożliwe.
UPORZĄDKOWANIE I OCZYSZCZENIE - wymóg podobania się Bogu w czasie spotkania - jest podstawowy.
POKORA - uczynić w sobie prawdę, wchodząc w ten sposób w relację z Duchem prawdy. Kiedy jesteśmy "prawdziwi" to znaczy, że mamy żywy kontakt z Duchem prawdy.

5. Ażeby nasza modlitwa dawała gwarancję wiarygodności, powinna otwierać się na aktualną rzeczywistość, a nie na jutrzejszą; na faktach a nie domniemaniach.

To dzień dzisiejszy nas interesuje. To fakty dnia dzisiejszego najbardziej nas interesują. Miłość albo natychmiast zaczyna działać, albo nie jest miłością.
Modlitwa serca jest konkretna i bezpośrednia w miłości.

6. Na konkretną miłość nie składa się sentymentalizm, ale konkretne decyzje.

Dopóki nie "weźmiemy na muszkę" naszych wad, poczynając od najgorszych i dopóki nie poddamy ich naszej terapii w modlitwie serca, możemy wątpić o naszej modlitwie.

Modlitwa serca jest zdecydowaniem się na walkę.

W rolnictwie, rozwodniony środek owadobójczy nie tylko jest bezużyteczny, ale nawet korzystnie wpływa na gąsienicę, która pożera rośliny.

Jeśli więc szybko nie podejmie się odpowiednich zabiegów, to nasze wady - w miarę upływu czasu - nie tylko się nie zmniejszą, ale się wzmocnią.

Modlitwa jest źródłem zaduszonym zaroślami, kiedy się ich pozbędziemy, woda zacznie bić pełnym strumieniem.

Jesteśmy uczynieni dla głębi, ale wszystko nas rozprasza. Największym rozproszeniem jest grzech.

Więź pomiędzy modlitwą a nawróceniem jest bardzo ścisła i nierozwiązywalna.

7. Modlitwa serca nie jest czymś trwałym, niezmiennym. To odwieczny, egzystencjalny problem, przypominający nam o tym, że jesteśmy słabi.

Również Sakramenty mogą stać się tylko przyzwyczajeniem, zważywszy, że nawet osoba Jezusa straciła na swej doniosłości dla Apostołów z powodu ich nieustannego z Nim przebywania.

Jak temu zaradzić? Intensywną i nową troską o sprawy życia wewnętrznego.

Nie ma innego lekarstwa: refleksja, skupienie, przebywanie na "pustyni" (lek na płytkość, pobieżność).

8. Modlitwa serca powinna przynosić owoce, powinna rozpalić w nas płomień. Jeśli jednak nasz silnik się nie włączy, to znak, że kluczyk nie funkcjonuje, to znak, że modlitwa serca nie odbyła się lub, że były to tylko słowa czy też piękne myśli.

Trzeba, żeby owoce były widzialne i to szybko, ponieważ jeśli miłość zapłonęła, to coś powinno drgnąć.

9. Modlitwa serca nie powinna utonąć w schematach, nie może być sformalizowana. Nie polega na przestrzeganiu określonych reguł, ani surowych przepisów, nawet jeśli dobrze jest, na początku, używać wszystkich zalecanych środków ułatwiających koncentrację.

Miłość nie ma ram, obala wszystkie kanony. Niemniej, prawdziwa miłość ma zawsze te same oznaki.

Pozwólmy prowadzić się Duchowi. Celujmy w sam środek: kochajmy! A resztę po prostu, pomińmy.

Jeśli jądro naszej modlitwy jest zdrowe, to znak, że nie pochłonęły nas schematy.

10. Modlitwa serca wymaga dobrej woli i zdecydowania: wystarczy trochę lenistwa i już idziemy na ugodę.

Mówi się, że butelkę dobrego wina łatwo jest zepsuć, wystarczy niedokładnie ją zamknąć.

W modlitwie serca płaci się za każde niedbalstwo.

11. Znamy zagrożenia, jakie niesie przesadne używanie schematów i metod, niemniej musimy potwierdzić, że modlitwa serca, dlatego, że jest trudna, wymaga pewnych organizacyjnych wsparć.

Wola potrzebuje pewnych "kolein" czyli metod, granic i obwarowań.

12. Jest psychologicznie udowodnione, że nasz umysł nie potrafi myśleć o dwóch rzeczach naraz.

W modlitwie serca, jeśli zacznę za dużo rozważać, oderwę się od Bożej obecności: myśli i słowa mogą mnie daleko odsunąć od koncentrowania się na Bogu.

13. Pierwszy owoc modlitwy serca jest zrozumieniem, tego, że nie potrafimy się modlić, oraz, że na modlitwie nieustannie szukamy samozadowolenia.

"Modlitwa jest zatrzymaniem przepełnionej miłością uwagi na Bogu: im więcej miłości, tym modlitwa intensywniejsza".
O. de Foucauld
Komentarz do Ewangelii św. Łukasza

22. Łuk prawdy

Andrea Gasparino

Istnieje pewne ryzyko modlitwy: egocentryzm. Po przebrnięciu przez pierwsze trudności, tak dobrze jest przebywać z Bogiem, że ma się ochotę powtórzyć za świętym Piotrem: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy, jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty...". Zachowując się w taki sposób można łatwo przeoczyć jakiś ważny problem.

Takim problemem może być, na przykład: uregulowanie najpierw "długów" z Bogiem, praktyczne spojrzenie na utrudniające życie, codzienne drobiazgi, odważne zlikwidowanie naszej "umiejętności" pozorowania, naszych faryzeizmów, uporządkowanie wszystkiego, co sprzeciwia się Bogu.

Ryzyko egocentryzmu istnieje zawsze, choć nie należy zbyt głęboko się go doszukiwać. Powodem jest fakt, iż trwanie w milczeniu przed Bogiem, starając się kochać, jest zadaniem tak trudnym, że nie pozwala nam na przebywanie z naszymi utrapieniami. Jak tylko zaczynamy uczestniczyć w świecie światłości, natychmiast zjawiają się nasze "cienie" i odczuwamy naszą nikczemność, niegodność. Przeraża nas to.

Dla początkujących, ryzykiem może być pragnienie szybkiego wejścia w modlitwę serca, bez uprzedniego jej odpokutowania. A kiedy się to stanie, modlitwa serca ciągle jeszcze pozostaje bardzo płytka, nawet jeśli już daje wiele radości.

Najważniejszy jest dobry początek, dlatego niezbędne jest przejście pod łukiem prawdy. Trzeba uczynić w sobie prawdę, włożyć palec do rany, oczyścić się, wejść w problemy, które nas bolą i uporządkować je.

Zaakceptować siebie, odczuwać żal, zadośćuczynić

Andrea Gasparino

Musimy umieć zgodzić się na własną małość i nędzę, bez tego pierwszego kroku nie będzie nas stać na żal za nasze postępki, ani nie dostąpimy oczyszczenia. Muszę być czysty, szczery najpierw sam ze sobą, jeśli chcę takim być przed Bogiem.

Tak więc powinienem dobrze, od wewnątrz, przyjrzeć się moim negatywnym cechom, wykazując się obiektywizmem i ufnością. Oto staję przed Bogiem, żeby okazać Mu swą miłość, czy Bóg nie pomoże mi wyjść z moich słabości?

Po rozświetleniu prawdą swojego wnętrza, następną czynnością jest żal. To nie jest kwestia słów, nawet jeśli niektóre dobrze wyrażają naszą skruchę. Kiedy widzimy własną nędzę, nachodzi nas pokusa odepchnięcia od siebie problemu, chcemy go zignorować, odwracając go od nas, albo przerzucając go na kogoś innego; może też się stać, że zabierzemy się do opłakiwania problemu zamiast go rozwiązywać. To na pewno nie nazywa się żalem.

Łatwo użalać się nad sobą, że jest się słabym, ale nie możemy tego nazwać żalem. Żałować to wychodzić z problemu, to wola walki. I oto trzeci etap, najważniejszy w żalu: zadośćuczynienie.

Oczywiście, nigdy nasze zadośćuczynienie nie będzie całkowitym naprawieniem naszego błędu, poza tym może też być bardzo złożone. Wymaga ogromnego wyczucia, zmysłu odpowiedzialności, praktyczności, a nieraz dużej dozy roztropności.

Jedno jest pewne: jeśli nie mogę zadośćuczynić w sposób najbardziej odpowiedni, to zawsze mogę podjąć decyzję, która będzie pierwszym, konkretnym krokiem prowadzącym do właściwego zadośćuczynienia.

Z pewnością będzie nim modlitwa. Jeśli uczyniłem szkody, jeśli źle wypełniłem swój obowiązek, to pierwszą rzeczą, którą należy uczynić, jest powierzenie Bogu osób, które skrzywdziliśmy, błaganie Boga o pomoc w pełnym zadośćuczynieniu za nasze winy, prośba o siłę i światło, o poczucie odpowiedzialności, już to wszystko jest zadośćuczynieniem.

Następnie, bardzo ważną rzeczą jest, aby w świetle Bożym, zaplanować program zadośćuczynienia, konkretny, natychmiastowy, pewny. Zaplanować krok po kroku, bo wiadomo, że każdy plan realizuje się w odpowiednich normach czasowych. To tak jak z podróżą: najpierw przygotowania, określenie pory wyjazdu, kupowanie biletu, wreszcie wyruszenie w drogę. Najważniejsza jest stała kontrola: czy wszystko przebiega w klimacie lojalności i szczerości.

Nie można osiągnąć modlitwy serca bawiąc się w chowanego z naszym poczuciem odpowiedzialności. Modlitwa serca jest bezpośrednim ukierunkowaniem się na miłość Bożą, bez dobrej woli nigdy tego nie osiągniemy.

Na początku, roztropnie jest, nigdy nie zaczynać modlitwy serca bez pewnego rodzaju kontroli, bez przejścia pod łukiem prawdy.

Później, każda rzecz zostanie jakby bardziej uproszczona, będziemy potrafili wyjść naprzeciw problemom utrudniającym naszą modlitwę serca, naszą dobrą relację z Bogiem przed, w trakcie, lub po modlitwie serca, czyniąc mały "przystanek", aby stanąć w prawdzie. Kto stanie się ekspertem w modlitwie serca, stopniowo posiądzie tak wyraźne światło w oglądaniu swej nędzy, że kwestia rachunku sumienia i skupienia się na modlitwie nie będzie mu zabierała zbyt wiele czasu.

Co więcej, zaledwie zaistnieje jakiś, popełniony przez niego, błąd, to jego "autoalarm" natychmiast się odezwie, a dobra wola zareaguje, cały dzień, bowiem, nadaje się do tego, by się oczyszczać i przygotowywać do modlitwy.

Trochę techniki

Andrea Gasparino

Nie jest zręcznie mówić o technice przy okazji modlitwy serca, bo czy można mówić o technice w kochaniu jakiejś osoby? Niemniej użytecznym jest spróbować chociaż uchwycić się takich środków, które ułatwią nam drogę do nauki modlitwy serca.

Żeby wdrapać się, na przykład, na wysokość szóstego piętra, potrzebujemy do tego pewnej techniki; kto porwie się na ten czyn bez żadnego przygotowania, upadnie lub zaryzykuje upadkiem.

Modlitwa serca nie jest sprawą prostą. Oto, kilka naszych refleksji, które uważamy za słuszne teraz przytoczyć:

  • Modlitwy serca nie poleca się osobom nadmiernie skrupulatnym, pedantycznym, sentymentalnym.
    Kto nie posiada dużej dawki poczucia humoru, szybko straci odwagę; kto jest chory na perfekcjonalizm, rozbije sobie głowę ; kto szuka oklasków, nie znajdzie ich.

  • Modlitwa serca nie będzie lekarstwem na złe samopoczucie; gdy jest się chorym lepiej wybrać inną formę modlitwy.
    Powodem odradzania jej jest fakt, że modlitwa serca wymaga wiele wysiłku i dużej koncentracji.
    Kiedy nasze zdrowie nie jest najlepsze, bardziej polecana jest modlitwa ustna, spokojna i uważna, albo też modlitwa dziękczynienia.
  • Modlitwa serca nie powinna usuwać w cień każdej, innej formy modlitwy. W pierwszej jej fazie, dobrze jest nawet ją przeplatać modlitwą ustną i modlitwą słuchania.
  • Początkowo, trzeba uważać, aby modlitwa serca nie przekroczyła czasu jednego kwadransa, ponieważ jest sucha i męcząca.
    W czasie godzinnej adoracji może odbyć się w połowie i pod koniec jej trwania.
    Tylko, jeśli, dzięki łasce Bożej, stanie się prosta i pociągająca, wtedy może być wydłużana, nie poniesiecie wówczas żadnych strat.

Jak Japończycy

Andrea Gasparino

Wszyscy, chyba, znają japońską metodę produkcji pereł. Opowiada się, że japońscy płetwonurkowie, przebywając w morskich głębinach, otwierają ostrzem perłonośne muszle, wprowadzają do nich ziarenko piasku i na powrót zamykają. Wapienne ziarenko ma za zadanie sprowokować wydzielanie perłotwórczej substancji i w rezultacie utworzyć, w maksymalnie krótkim czasie, piękną perłę.

Podobnie jest z modlitwą serca: trzeba, pod wpływem naszej dobrej woli, stworzyć coś, co nas przewyższa; naszą perłą jest nasza miłość.

Dla ułatwienia, zdradzę technikę jaka uprości drogę do modlitwy serca: używaj prostego słowa wspomagającego utrzymanie milczenia.

Może wystarczy tylko słowo: Ojcze!
Albo: Jezusie, Zbawicielu!
Albo: Duchu Święty! Nieskończona Miłości!
Albo: Ojcze! Synu! Miłości!

Kiedy św. Kasjan wrócił z Egiptu, gdzie poznał tajniki modlitwy, zapoznał zachodnich mnichów z modlitwą niewielu słów. Jemu więc przypisuje się, używanie w zachodnich klasztorach, aż po św. Benedykta zwyczaj powtarzania biblijnych aktów strzelistych: "Deus, in adiutorium meum intende": Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu (Ps 70). Zwyczaj ten zachował się po dzień dzisiejszy, stosowany jest podczas Liturgii Godzin. Dawniej, benedyktyńscy mnisi poprzedzali tą modlitwą każdą swą czynność, było to, więc, nieustanne wprost powtarzanie.

Dobrze jest używać tego pojęcia "ziarnko piasku", w odniesieniu do modlitwy krótkiej a intensywnej; dłuższa modlitwa przerwałaby ciszę i przeszkodziłaby wyobraźni; modlitwa uczyniona z jednego słowa jest bardziej skuteczna.

Wiadomo, że indyjscy mistrzowie powierzają swoim uczniom, dla łatwiejszego utrzymania ich umysłów w skupieniu, jedno słowo, które mają powtarzać, a które ma pomóc im zachować milczenie, to słowo brzmi: MANTRA. Jest to słowo bez większego znaczenia, mające na celu tylko stymulację koncentracji, które uczeń z łatwością wymówi synchronizując je z oddechem.

Za pośrednictwem tego prostego środka można zagwarantować doskonałą umiejętność kontrolowania myśli.

Uprzywilejowana chwila

Andrea Gasparino

Jest taka szczególna chwila w ciągu naszego dnia, w której modlitwa serca ma swój uprzywilejowany czas: to chwila po Komunii świętej.

Lęk przed przyzwyczajeniem się do przyjmowania Komunii świętej nie jest obcy, chyba, nikomu. Trudno znaleźć kogoś, kto nie zetknął się z tym problemem.

Modlitwa serca zdaje się być najlepszym lekiem uzdrawiającym takie przyzwyczajenia.
Następuje chwila, w której również liturgia zatrzymuje się i wymaga ciszy; chwila, w której eucharystyczna Obecność w nas wymaga gorącej, osobistej odpowiedzi; chwila, w której stosunkowo łatwo jest nam się skupić. Dlaczego więc nie wykorzystać momentu Komunii świętej, niech będzie to chwila przebywania na naszej zwyczajnej, pierwszej sali gimnastycznej modlitwy serca.

Wystarczy porządnie się skupić, wybrać odpowiednią postawę i zatopić się w obecności Chrystusa w nas. Modlitwa: "Jezu!" może podtrzymać w nas ciszę. Wszystko zawiera się w jednym: być naprawdę obecnym przed Nim i kochać.

Nadawać rytm oddechem

Andrea Gasparino

Wszyscy mistrzowie Wschodu kładą nacisk na użyteczność koncentracji przy pomocy oddechu, w wyniku czego osiąga się wysoki stopień skupienia.

Jest to technika, którą stosowali również ojcowie pustyni. Technika, którą i my powinniśmy, na nowo, odkryć.

Należy zająć pozycję, w której nasze oddychanie może następować w sposób regularny i swobodny. Nie radzimy przyjmować postawy yogi, przede wszystkim dlatego, że yoga jest dziś zbyt popularna wśród młodych, a jej technika jest nam obca. Radzimy raczej postawę alternatywną do yogi: na przykład, klęknięcie z plecami doskonale prostymi, ręce wzdłuż ciała, swobodnie... albo siedzenie na stołeczku bez garbienia się, prosto, bez podpierania się, ponieważ kiedy oddychanie następuje w sposób regularny i nie jest niczym utrudniane łatwiej jest nam się skupić.

Następnie, radzimy skoncentrować się na własnym oddechu, towarzysząc mu słowem, które nam najbardziej pomaga: OJCZE! albo: JEZU!

Dobrze jest przeprowadzić to ćwiczenie mając oczy zamknięte.

Pewien mistrz Wschodu powiedział: "Oddech to twój największy przyjaciel: koncentrując się na nim, będziesz zawsze w stanie doskonale się rozluźnić i zgasić w sobie każde napięcie".

Ktoś może uśmiechnie się czytając o tych wszystkich technikach, ale jeśli były one używane przez wielkich, chrześcijańskich ascetów żyjących na pustyni, to czyż nie mogą pomóc nam, zwyczajnym chrześcijanom.

W każdym razie, sposób modlitwy, w której oddech nadaje rytm jest stosowany i przydaje się, gdyby tak nie było, należy go porzucić, ale nie lekceważyć. Wszystko, co może skorygować naszą chorą modlitwę, będzie zawsze wysoko cenione.

"Niech pamięć o Chrystusie towarzyszy rytmowi twojego oddychania: dopiero wtedy nauczysz się doceniać ciszę".
Święty Jan Climaco

23. Mistrzowie

Andrea Gasparino

Nadszedł już czas, abyśmy pozwolili przemówić wielkim mistrzom modlitwy serca.

Ojcowie Wschodu

Andrea Gasparino

"Modlitwa rodzi się bardziej ze skupienia niż z czegokolwiek innego i jest nim, oto dlaczego należy się o nie troszczyć" (Filocalia, II,24).

"Koncentracja jest potrzebna w modlitwie tak jak knot w lampie" (tamże, 102).

"Umysł strzeże serca podczas modlitwy i wewnątrz niego krąży nigdzie się nie oddalając; i z głębi serca zanosi modlitwę do Boga" (Symeon Nowy Teolog, Kazania 68).

"Praktykowanie modlitwy serca może odbywać się na dwa sposoby: raz umysł zaczyna działanie dążąc do Boga w nieustannym wysiłku trwania w Jego obecności, a raz zaczyna działać sama modlitwa, która płomieniem radości przyciąga umysł do głębi serca i zmusza go do wzywania Pana Jezusa i do trwania przed Nim w wieczystej adoracji" (Grzegorz Synajczyk).

"Użycie wioseł jest zbędne, jeśli wiatr dmie w żagiel... Jeśli widzisz, że modlitwa wnętrza dokonuje się w tobie i nie przestaje spontanicznie wypływać z twego serca, nie zaniedbuj jej i nie chwytaj za modlitewnik..." (Grzegorz Synajczyk).

"Jeśli w nocy albo w dzień Pan pozwoli ci doświadczyć prawdziwej, pełnej skupienia modlitwy, to odłóż na bok wszystkie swoje zasady modlitwy i ze wszystkich swych sił staraj się przylgnąć do Pana Boga, a On oświeci twoje serce w tym działaniu Ducha" (Ojciec Filemon).

"Pierwsza rzeczą, którą musimy zrobić, aby nauczyć się modlitwy, to zrozumienie, że jesteśmy wielkimi ignorantami w tej dziedzinie" (Ojciec Izajasz).

"Potrzeba zejść od rozumu do serca" (Teofan Więzień).

"W sercu jest życie, dlatego w nim powinniśmy starać się żyć" (Teofan Więzień).

"Jeśli chcesz posiąść umiejętność prawdziwej modlitwy, wytrwale zanoś swe błagania do Boga a On, widząc twoją dobrą wolę, obdarzy cię nią" (święty Makary).

"Najważniejsze, aby umysłem być w sercu przed Bogiem" (Teofan Więzień).

"Dzięki twojej inteligencji dużo się dowiesz o Bogu, ale dzięki twojemu sercu dotrzesz do Niego" (Teofan Więzień).

Święta Teresa z Avila (1515-1582)

Andrea Gasparino

"Modlitwa nie jest niczym innym jak tylko aktem miłości" (Autobiografia VII,12).

"Jest niewłaściwym myśleć, że nie modlilibyśmy się, gdybyśmy nie mieli na to czasu i chwili samotności" (tamże).

"Modlitwa nie jest dla mnie niczym innym niż intymną relacją przyjaźni, częstym spotykaniem się z Kimś, o kim wiemy, że nas kocha..." (tamże, VIII,5).

"Modlitwa serca jest jak iskra prawdziwej miłości Boga, którą Pan zaczyna zapalać w naszej duszy" (tamże, XV).

Podczas modlitwy serca ("modlitwy pokoju") "dusza powinna zachowywać się łagodnie i bez czynienia zgiełku. Zgiełkiem nazywam poszukiwanie przez intelekt licznych słów..." (tamże).

"...rozumowanie to jak wielkie kawałki drewna, włożone bez umiaru do ogniska, zaduszające płomień..." (tamże, XV,6).

"Cel modlitwy zawiera się bardziej w miłości i w praktycznych rezultatach woli niż w intelektualnych spekulacjach" (Twierdza wewnętrzna, III,4).

"Istota modlitwy nie polega na wielkim myśleniu, ale na wielkim kochaniu" (tamże, I, 7).

"Jest bardzo pożytecznym starać się przebywać w możliwie dużej samotności, ażeby ułatwić Bogu działanie i pozwolić Mu na działanie w nas jak we własnym domu.

To, co jeszcze możemy uczynić, według mnie, to, od czasu do czasu, wypowiedzieć słowo, w sposób tak lekki jak delikatne tchnienie wiatru, który nie zgasi płomienia, lecz go ożywi" (Droga do doskonałości, XXXI,8).

"Są osoby, a ja jestem jedną z nich, które Pan nieustannie obdarowuje modlitwą pokoju (modlitwą serca). Ale one udają głuchych. Są tak bardzo przywiązane do modlitwy ustnej i tyle jej popełniają, śpiesząc się, że wydaje się, iż wierzą, że taki mają obowiązek, by wykonać odpowiednią ich "normę" każdego dnia i to możliwie szybko...

A wy starajcie się nie brać z nich przykładu. Raczej, zwróćcie baczną uwagę na to, czy czasem Bóg nie powołuje was do modlitwy pokoju... uważajcie, żeby nie utracić tak wielkiego skarbu" (tamże, XXXI,13).

"Myślicie, że dla duszy narażonej na rozproszenia niewiele znaczy zrozumienie tej prawdy i poznanie, że, aby mówić ze swoim niebieskim Ojcem i cieszyć się z Jego towarzystwa, nie trzeba zstępować do nieba ani podnosić swego głosu? Nawet, jeśli tylko szepczesz, On, który jest blisko ciebie, zawsze cię wysłuchuje.

I żeby Go odszukać, nie potrzebujesz skrzydeł, ale wystarczy, żebyś się odnalazł w samotności, a będziesz Go kontemplować w samym sobie" (tamże, XXVIII,2).

"Te z was, które potrafią zamknąć się w ten sposób w swoim małym niebie własnych dusz, gdzie mieszka Ten, który je stworzył - który stworzył także cały świat - i przyzwyczają się opanowywać swe spojrzenie i uciekać od tego, co rozprasza ich zmysły, te z was zmierzają właściwą drogą".

"Skupienie ma różne stopnie, niemniej zawsze, na początku, nie będąc jeszcze zbyt doskonałym, jego rezultaty nie są zbyt nadzwyczajne. Ale dusza powinna się do tego przyzwyczaić i nie przeceniać trudu, jaki musi włożyć, aby się skupić i niech przezwycięża swe ciało, które będzie się dopominało o swoje prawa" (tamże, XXVIII,7).

Święty Jan od Krzyża (1542-1591)

Andrea Gasparino

"Bóg bardziej daje się poznać duszy, która czyni więcej postępów w miłości" (Droga na Karmel, II, 5,4).

W modlitwie "koniecznym jest, aby wszystkie zmysły, tak wewnętrzne jak i zewnętrzne, były w stanie spoczynku, spokojne, ponieważ im bardziej są pobudzone, tym więcej przeszkadzają na modlitwie" (Pieśń duchowa B. 16,11).

W modlitwie serca "dusza nie robi nic innego, jak tylko pozostaje na miłosnym skupianiu się w Bogu" (tamże).

Modlitwa serca jest trwaniem "w miłosnym komunikowaniu się miłości" (tamże).

"To Duch Święty pobudza do miłości" (tamże, 17,4).

Znakiem oznajmiającym chwilę przejścia od modlitwy ustnej do modlitwy serca jest "kiedy dusza znajdzie przyjemność miłosnego przebywania w Bogu, w wewnętrznym pokoju... również w spokoju myśli" (tamże, II, 13,4).

Nauczyć się "przebywać w miłosnym przylgnięciu do Boga, gdy intelekt jest w stanie spoczynku, nawet jeśli ma się wrażenie, że niczego się nie dokonało... i nie odrywać duszy od jej radości, ani od jej pokoju wyobrażając sobie coś, lub szukając jakiś myśli, czy też starając się rozważać" (tamże, II, 16,5).

Jeśli ma się wrażenie, że nic się nie osiągnęło, to "przypomnij sobie, że to już wiele zbudować w duszy pokój" (tamże).

Modlitwa serca jest "ofiarowaniem siebie Bogu: dusza jak własną rzecz ofiaruje Bogu Ducha Świętego, ażeby On Go kochał, na tyle, na ile zasługuje" (Płomień, B. 3,79).

"...dusza daje Bogu wszystko to, co Bóg jej przekazał (Ducha Świętego), żeby odpłacić się za miłość: co równoznaczne jest z oddaniem tego wszystkiego, co się otrzymało" (tamże).

"Bóg zadowala się darem duszy i niczym bardziej tak się nie cieszy, przyjmuje ten dar z przyjemnością, tak jakby było to czymś, co dusza posiada jako własne" (tamże).

"Otrzymując ten dar, Bóg kocha na nowo, a przez to ponowne oddanie się Boga duszy, również i ona kocha go" (tamże).

"Czego bardziej pragniesz, duszo? Czego jeszcze wokół siebie szukasz, skoro masz już w sobie swoje bogactwo, swoje zadowolenie, swoje obfitowanie, swoje królestwo, to znaczy swego Umiłowanego?
Ty jednak odpowiesz mi: jeśli Umiłowany mojej duszy jest we mnie, to dlaczego Go nie spotkałam, to dlaczego Go nie odczuwam?
Kto chce odnaleźć coś ukrytego, to musi dotrzeć do kryjówki, tam, gdzie ta rzecz się znajduje.
Trzeba, jeśli chcesz Go znaleźć, żebyś zapomniała o wszystkim, odsunęła się od stworzenia, ukryła w wewnętrznej kryjówce twej duszy ... i dopiero wtedy, pozostając w ukryciu, będziesz mogła Go kochać...
Ale nie zatrzymuj się nigdy w miłości... On, będąc Bogiem, nieodgadniony i skryty, nawet jeśli wydaje ci się, że Go odnalazłaś, że czujesz Go i pojmujesz, traktuj Go jak Ukrytego i szukaj Go w ciemności..." (Pieśń Duchowa B. 6).

"Kiedy zbliżasz się do Niego, olśniewającego słońca, twoje spojrzenie powinno być koniecznie dotknięte ciemnością" (tamże).

Święta Teresa z Lisieux (1873-1897)

Andrea Gasparino

"Moje powołanie to miłość! Odnalazłam moje miejsce w łonie Kościoła" (Dzieje duszy, rozdz. XI).

"Najmniejszy akt czystej miłości, więcej znaczy niż wszystkie dzieła razem wzięte" (tamże).

"Tylko oddanie siebie mojemu Panu prowadzi mnie, nie znam innego kompasu. Nie potrafię o nic innego gorąco prosić poza doskonałym wypełnieniem się Bożej woli we mnie" (tamże, rozdz. VIII).

"To naturalne, że można upaść, że mogą być popełnione niewierności, ale miłość, która potrafi z wszystkiego wydobyć korzyść, szybko przemieni to, czym sprawiliśmy przykrość Panu" (tamże).

"Zrozumiałam, że wszystkie dzieła, nawet najwspanialsze, bez miłości, są niczym" (tamże).

Ojciec Karol de Foucauld (1858-1916)

Andrea Gasparino

"Modlitwa jest przede wszystkim myśleniem o Mnie kochając Mnie" (Komentarz do Ewangelii św. Łukasza, XII,48).

"Im więcej Mnie się kocha, tym łatwiej jest się modlić" (tamże).

"Modlitwa jest skupieniem duszy kochającej Mnie: im więcej w skupieniu jest miłości, tym lepsza jest modlitwa" (tamże).

"Tym, co zawsze powinno dominować na modlitwie jest miłość" (tamże).

"Tyle warta jest modlitwa, ile jest w niej miłości" (tamże, XI,13).

"...samotność w towarzystwie Jezusa, zawsze razem z Nim, nie zajmujemy się niczym innym, jak tylko Nim, trwając słodko u Jego stóp, to znów spoglądając na Niego bez słów, to pytając Go o coś, czy też ciesząc się Jego obecnością, tak jak czynili to Apostołowie" (Komentarz do Ewangelii św. Mateusza, VI,30).

"Kiedy się kogoś kocha, to chce się bezustannie na niego patrzeć, nie odrywając od niego oczu i myśląc tylko o nim... to miłość" (Medytacje nad świętymi Ewangeliami).

"Ty uczysz mnie jak się modlić, mój Boże, modlić się bez uczonych rozważań, bez pięknych zdań, bez wyszukania, prostym krzykiem serca..." (Komentarz do Ewangelii św. Marka, XIV,39).

"Istnieją dwa sposoby modlitwy: pozwolić wołać własnemu sercu, prosić Boga z prostotą dziecka o to, czego się pragnie... albo mówić tylko: bądź wola Twoja.

Posługujmy się jedną lub drugą formą modlitwy, zgodnie z tym, co Duch Święty nam podpowiada" (tamże).

"Ja nie proszę cię o to, byś wiele myślał, ale byś wiele kochał; uwielbiaj Mnie i kochaj, wpatruj się we Mnie i bezustannie Mi powtarzaj, że Mnie kochasz i że oddajesz Mi się" (Pisma duchowe).

"Niepokoisz się o Mnie, zamiast kontemplować Mnie z całym oddaniem, jest to jedyna potrzebna ci rzecz, coś, co Ja przedkładam nad inne... Gdybyś zrozumiał, jak wielkim szczęściem jest trwać u Mych stóp i wpatrywać się we Mnie, nie traciłbyś tak wiele czasu myśląc o bezwartościowych rzeczach (Dzieła duchowe).

"Kochajmy, kochajmy, każda nasza czynność polega na kochaniu, na kontemplowaniu Umiłowanego" (tamże).

"Patrzy się na Niego, mówi Mu się o naszej miłości, raduje się z naszego trwania u Jego stóp, i mówi Mu się, że u Jego stóp chce się żyć i umierać" (tamże).

"Miłość polega nie na odczuwaniu tego, że się kocha, ale na tym, że chce się kochać: jeśli chce się kochać ponad wszystko, to kocha się ponad wszystko" (tamże).

"Fundament miłości, uwielbienia to zagubić się, zatopić w Tym, którego się kocha, a wszystko inne uważać za nicość" (tamże).

"Żeby modlić się do Ciebie, wystarczy kochając, trwać u Twych stóp, kontemplując Ciebie" (tamże).

"Kiedy się kocha, jest się tak małym i odnajduje się siebie tak nędznym i ubogim..." (tamże).

Elżbieta od Trójcy Świętej (1880-1901)

Andrea Gasparino

"Za miłość płaci się miłością. On mieszka w najintymniejszym zakątku duszy jak w sanktuarium, gdzie pragnie być kochanym, bez wytchnienia aż po uwielbienie" (Listy, 213).

"Modlitwa jest zbliżeniem się z całą prostotą do Tego, którego się kocha, jest przebywaniem u Jego boku tak jak dziecko w objęciach matki, to oddanie Mu serca" (Listy, 179).

"Odkąd On jest zawsze ze mną, modlitwa "z serca do serca" nigdy się nie kończy!

Odczuwam Go tak żywo w mojej duszy, dość, że się skupię, a już Go spotykam w mym wnętrzu, w tym zawiera się całe moje szczęście" (Listy, 141).

"Moja radość to skupić się, żeby cieszyć się Twoją obecnością, bo tylko wtedy odczuwam, że jesteś we mnie, moja najwyższa Miłości" (Diariusz, 23 styczeń 1900).

Świadectwa

Andrea Gasparino

Modlitwa serca jest męcząca, potrzebujemy pomocy innych, powinniśmy brać pod uwagę doświadczenie innych.
Wiele jest ścieżek modlitwy serca, ale ścieżka kogoś drugiego może okazać się dla mnie lepsza niż ta, którą zmierzam.
W Kościele, każdy z nas może stać się nauczycielem swojego brata.
"Nasi bracia są naszym życiem" - mawiał starzec Silvano.
Nauczyć się od innych, żeby mieć więcej siły i inteligencji w budowaniu fundamentów naszej modlitwy, jest rzeczą bardzo ważną.
Te świadectwa braci i sióstr ze Wspólnoty są bezcenną pomocą w rozumieniu i praktykowaniu modlitwy serca.

Modlitwa serca jest relacją "z serca do serca" z Bogiem, na podłożu prawdy; z tego powodu słowa przeszkadzają, a wyobraźnia nie pomaga.
Modlitwa serca jest życiem w świetle, jest wejściem w pełnię prawdy.
Odkąd praktykuję modlitwę serca, przekonałem się, że tylko taka modlitwa jest prawdziwa. Jest to modlitwa doskonałej dyspozycyjności wobec Boga. Całe nasze życie powinno być oddaniem się Jemu, ale modlitwa serca jest chwilą weryfikującą to wydarzenie, w którym całkowicie oddaję się Jego woli.
To źródło energii wysokiej mocy.
Jeśli istnieje coś, co ogarnia sobą całą osobę, ze wszystkimi zranieniami jego bytu, to jest właśnie modlitwa serca.
Bez żywej percepcji Bożej obecności nie jest możliwa modlitwa serca.
Czym jest bliskie przebywanie z Bogiem zrozumie się, kiedy nawiąże się kontakt z osobą, która się modli. Dzięki bliskości przebywania z Bogiem wszystkie aspekty naszej osobowości zostają przez Niego dotknięte, nawet te najbardziej ukryte.
Modlitwa serca musi być całkowitym odnowieniem naszego życia.
Nie dziwmy się, jeśli modlitwa serca jest trudna; bo istnieje pewna zasłona pomiędzy nami a Bogiem, ale to nie my ją postawiliśmy, to On jej zażądał; zgódźmy się więc na nią w pokoju i podejmijmy wysiłek z odwagą.
Modlitwa serca jest niemożliwa dla pysznego umysłu.
Praktykować systematycznie modlitwę serca, to prowadzić życie duchowe w surowej ascezie, bez kompromisów.
Modlitwa serca, bardziej niż kochaniem jest przyzwoleniem Bogu na kochanie siebie; w pewnym momencie, bardziej jest więc braniem niż dawaniem.
Modlitwa serca niemożliwa jest bez zachowania głębokiego milczenia zewnętrznego i wewnętrznego.
Modlitwa serca pozwala mi doświadczyć Boga działającego we mnie.
Modlitwa serca pokaże mi każdą moją słabość, nawet gdybym tego nie chciała.
Modlitwa serca pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego święta Teresa z Avila uważa, że podstawową wadą naszej modlitwy jest zbytnie mówienie i zbytnie myślenie. Bo tylko miłość się liczy! I to z miłości pochodzą wszystkie, zasadnicze dla nas, decyzje.
Modlitwa serca albo powstrzymuje nas od grzechu, albo sama się zatrzymuje.
Poczucie bycia kochanym pomaga mi kochać.
Modlitwa serca jest jak trzęsienie ziemi dla mojej adoracji.
Modlitwa serca jest czymś, co pozwala mi odczuwać Boga jako Osobę: ja jestem osobą i On - Osobą.
Modlitwa serca wymaga ciszy i buduje ją.
Zrozumiałem, że modlitwa serca wychowuje mnie do kochania innych.
Człowiek uczy się studiować, studiując, uczy się kochać, kochając, uczy się modlitwy serca praktykując ją.
Modlitwa serca pomogła mi zrozumieć, że mam prawo i obowiązek przebywania z Bogiem.
Wpływ modlitwy serca na cały nasz dzień jest niezawodny, jest jak ogień, który się zapala, jak ogień, który wszystko obdarza ciepłem.
W modlitwie serca, cisza wszystko nam wyjawia (bo Duch jest tego motorem), modlitwa serca jest uprzywilejowaną chwilą Ducha.
Tak jak mam światło, tak mam i moc. Ale bez głębokiego milczenia nie posiądę ani światła, ani mocy.
Nie potrafię zatopić się w modlitwie serca, jeśli popadam w mierność.
Surowość jest przygotowaniem do modlitwy serca: zauważyłem, że również moja fizyczna postawa, jeśli jest zbyt wygodna, powstrzymuje modlitwę serca.
Dobrze wybrana postawa na modlitwie zachęca nas do niej, przygotowuje.
Dlaczego modlitwa serca jest tak bogata? Ponieważ jedynym celem naszego życia jest kochać Boga ze wszystkich sił.
Modlitwa serca jest, w istocie swej, zamilknięciem słów i pozwoleniem, aby Pan nas przeniknął.
Modlitwa serca to szczególny i radykalny sposób zapobiegania naszemu zepsuciu i powierzchowności, płytkości.
Kiedy wejdę głębiej w modlitwę serca, mam wrażenie, że realizuję Pawłowy program: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus" (Gal 2,20).
Kiedy mówimy, że pozwalamy Duchowi modlić się w nas, to czy Duch modli się w nas, czy z Nim się modlimy? Chyba można to rozeznać: kiedy to my się modlimy, to czynimy to zawsze z Nim i w Nim, ale kiedy odrywamy się od Niego, przeszkadzamy Mu, to modlitwa w dalszym ciągu płynie, ale my nie zbieramy jej owoców.
Nie możemy modlić się bez Niego, ale On może modlić się bez nas. I to jest smutne, ponieważ sami odcinamy się od Niego, z własnej winy.
Jaka jest relacja pomiędzy nami a Duchem w czasie modlitwy? To my się modlimy, czy też On modli się w nas? I jedno i drugie. To tak jakby zapytać o moje oczy, które widzą: to oczy widzą, czy jest to światło, które sprawia, że widzę? I jedno i drugie: oko bez światła nie patrzyłoby, a światło bez oka nic mi nie daje.
Kiedy wiem, że naprawdę kocham w czasie trwania modlitwy serca? Prawdopodobnie, kiedy staję z radością przed Nim, kiedy z chęcią znoszę oschłość i ciemność, kiedy nie szukam samego siebie, ale Jego.
Modlitwa serca jest doskonałym trwaniem przed Bogiem, zmierzaniem prosto do Niego.
Kiedy jestem z kimś, szybko zauważam, czy ta osoba podczas, kiedy jest ze mną, faktycznie jest ze mną czy też nie; dostrzegam, czy ma dla mnie serce, czy nie.
Ważność modlitwy serca nie jest trudno określić, wystarczy spostrzec, czy przenika mnie Boża obecność, czy tylko zaledwie dotyka.
Jakże często Pismo święte podkreśla, że Bóg nie chce ofiar, ale miłości. Dlaczego więc ciągle próbujemy dawać Mu coś, co mniej nas kosztuje?
Trudna jest modlitwa serca; ale przecież nie chodzi tutaj o moje samozadowolenie, celem modlitwy jest zadowolić Jego, a nie mnie.
Modlitwa serca jest przycinaniem tego wszystkiego, co jest we mnie nieużyteczne.
Wydaje się niepotrzebne to milczenie przed Bogiem, a jednak daje ci ono przenikliwy obraz siebie, nic bardziej nie może ci tak pomóc.
Często, po tym nużącym milczeniu, kiedy otworzy się Słowo Boże, to odczuwa się je jak ogień.
Kiedy mówimy Bogu, że Go kochamy, często profanujemy miłość; dlatego właśnie modlitwa serca stara się nie używać słów.
Modlitwa serca wymaga silnej woli, entuzjazmu, zapomnienia o sobie.
Kiedy człowiek przyzwyczai się do modlitwy serca, to zaczyna mu się wydawać, że tylko taka modlitwa jest najprawdziwsza, a wszystkie inne tylko usiłują takimi być.
Na modlitwie serca zrozumiałem, że Bóg jest moją radością i że również ja jestem radością Boga.
Krótkie wizyty przed Najświętszym Sakramentem mogą być zamienione w intensywne chwile modlitwy serca: dzięki temu cały nasz dzień nabierze innego wyrazu.
Modlitwa serca jest jak górska wspinaczka, cała poezja wędrówki topi się w trudzie, ale kiedy już się jest u szczytu, zapomina się o wysiłku radując osiągnięciem.
Trudno jest wyjaśnić modlitwę serca dyletantowi: albo pomyśli, że to kwietyzm albo, że wielki wysiłek; najsłuszniej będzie zaprosić go do jej prowadzenia.
Jak długo trzeba wytrzymywać oschłość na modlitwie serca? Dopóki nie pojawi się radość. Kopiąc w skale, odkryjesz żyłę złota.
Bóg zawsze mnie kocha, to ja dopuszczam do tego, że nić porozumienia się zrywa. Modlitwa serca pomaga mi w pracy nad tym, aby moja "linia" porozumienia z Bogiem nie upadała zbyt często.
Modlitwa serca jest moim usunięciem się na ubocze, jest moim zniknięciem, aby całe miejsce zajął Bóg, aby mógł mnie całą przeniknąć i kochać.
Modlitwa serca wyostrza mój wzrok, abym mógł zobaczyć te problemy, o których Bóg, już od dłuższego czasu, nie jest mi w stanie powiedzieć.
Nawet dobre myśli nie przydają się w prowadzeniu modlitwy serca: wszystko, co zakłóca milczenie i pełne miłości skupienie się na Bogu, należy odłożyć na bok.
Od czasu do czasu, w czasie modlitwy serca atakują mnie roztargnienia... Jest to dla mnie jak "szturchanie" Ducha, który mi mówi: Przebudź się! Jesteś tu dla Boga! Wracaj do swojej pracy!
Modlitwa serca wymaga całkowitej kontroli myśli, zrezygnowania z pracy wyobraźni i postawieniu bariery różnym, niepotrzebnym rozproszeniom.
Modlitwa serca jest trochę jak słowa: a teraz będę się cieszyć Bogiem!
Modlitwa serca daje mi czystość intencji w moim działaniu, uzdrawia mnie z grubiaństwa w moim sposobie kochania Boga, pozbawia mnie przeciętności.
Od czasu, kiedy praktykuję modlitwę serca, widzę moje wady tak wyraźnie jak nigdy dotąd.
Gdybym nie używał słów: "Ojcze!" albo: "Jezus", nie potrafiłbym podtrzymać mojego milczenia.
Zauważyłem, że w czasie modlitwy serca nieustannie uciekam się do Boga, a On pozwala mi wrócić.
Kiedy dotyka nas Bóg, wszystko się zmienia: modlitwa serca jest właśnie takim pozwoleniem Bogu na dotknięcie nas.
Kiedy modlitwa serca wydaje mi się bardzo trudną, myślę o buddyjskich mnichach, którzy nawet siedem godzin z rzędu potrafią przeznaczyć na ćwiczenie umiejętności koncentracji: czy możemy więc robić z siebie męczenników wobec tak ogromnego ładunku dobrej woli?
Modlitwa serca jest trudna, ponieważ zderzają się w niej dwie rzeczywistości: moja nicość i Boża wszechmoc.
Modlitwa serca jest dla mnie bardziej przystępna na początku godzinnej adoracji, mam wtedy w sobie najwięcej siły.
Modlitwa serca jest aktem wiary. To nie ja, przez swoją refleksję, decyduję o Bożej obecności. Moim obowiązkiem jest jedynie otworzyć się na Bożą rzeczywistość, która przy mnie jest i przyodziewa mnie swoją miłością.
Modlitwa serca nie jest zasługą inteligencji, ale jest aktem wiary. Rolę grają tu: wiara, nadzieja i miłość. Dlatego jest otwarta dla wszystkich: inteligentnych i ignorantów, dla wielkich i małych.
Oblubienice oczekujące oblubieńca, oto piękne porównanie modlitwy serca.
Spojrzenie Chrystusa na Piotra i łzy apostoła, oto inny wspaniały przykład modlitwy serca, przedstawiony nam w Ewangeliach.
Trudno jest dobrze wyjaśnić modlitwę serca. To osobista relacja z Bogiem, nie do opisania. Ciągle się zmienia: chyba się nie zdarza, żeby narzeczeni mówili sobie ciągle to samo?
Wydaje mi się, że pierwszym owocem modlitwy serca jest światło łaski.
Coraz bardziej dostrzegam, że modlitwa serca jest walką prowadzoną z naszą powierzchownością, pod każdym względem.
"Ten lud czci Mnie tylko ustami... ale ich serce oddalone jest ode mnie!".
Oto dlaczego nie możemy żyć bez modlitwy serca.
Modlitwa serca lepiej mi się udaje, jeśli swój umysł nasycę Słowem Bożym.
A nieraz, to właśnie modlitwa serca staje się najlepszym przygotowaniem do czytania Słowa Bożego.
Modlitwa serca jest modlitwą "TAK" uwarunkowaną przez Boga.
Maryja odpowiedziała na wolę Bożą jedną sylabą, jednym: "tak", i poniosła to słowo ze sobą aż po krzyż: oto modlitwa serca.
Modlitwa serca jest wychowaniem do głębokiej wewnętrznej ciszy, jest wychowaniem do samodyscypliny własnych myśli.
Rozpoczynając praktykę modlitwy serca należy swój wysiłek stopniowo zwiększać, dzieje się podobnie jak w nauce gry na jakimkolwiek instrumencie: ucząc się grać, nie zaczynasz od wykonania utworów klasyki, ale ćwiczysz akordy.
Modlitwa serca rozwija się, jeśli jest pod wpływem surowej ascezy i prostoty; nie ma szans, kto chętnie się nad sobą rozczula.
Od modlitwy serca przechodzi się do modlitwy, która nie ustaje.
Powiedziałbym, że modlitwa serca jest jak akupunktura: poddajemy stymulacji nasze ukryte władze, pracujemy nad zamierającą tkanką, która ożyje i zacznie na nowo funkcjonować.
Nie wystarczy "być z Panem", aby trwać w modlitwie serca, ale być całym swym sercem przy Panu, radośnie i entuzjastycznie; nawet, jeśli niewiele odczuwasz, trwaj chętnie. Tylko to jest gwarancją, że faktycznie kochasz.
Modlitwa serca jest darem i wysiłkiem.
Jeśli pomyślę, że Duch działa we mnie 24 godziny na dobę, to dlaczego mam być skąpy w kompletnym dawaniu siebie Panu? Niech działa w mojej głębi.
Bóg jest cierpliwy, ale również i ja muszę posiadać wiele cierpliwości, jeśli pragnę nauczyć się modlitwy serca.
Nie bój się, że stracisz czas, kiedy oddajesz się modlitwie serca. To przebywanie z Bogiem przemieni cię. Modlitwa serca to modlitwa, która staje się dojrzałą.
Swego czasu bardzo przejmowałem się, przygotowując się do modlitwy serca, aby stworzyć w sobie ciszę. Teraz wiem, że istnieje krótsza droga: wystarczy kochać! Jeśli kocham, już jestem w doskonałej ciszy.
Adoracja zawsze niesie w sobie ryzyko egocentryzmu, dopóki nie rozpali się w nas gorące, pokorne pragnienie nawrócenia, co oznacza poszukiwanie woli Bożej w naszej codzienności, w naszym życiu.
Modlitwę serca rozumiem coraz bardziej jako modlitwę ubogiego.
Szukać przyczyny naszego nawrócenia, to czuć się ubogim przed Bogiem, czyli potrzebować wszystkiego: dlatego Bóg jest wielki i dlatego nasze nawrócenie jest decydujące dla nas, którzy zmierzamy za Nim w poszukiwaniu Jego woli.
Modlitwa serca wyzwala mnie od poszukiwania satysfakcji, od niewolnictwa, które nieustannie nam towarzyszy.
Modlitwa serca, natomiast, jest gorliwym pytaniem się: Panie, co chcesz bym uczynił? Panie, czy jesteś ze mnie zadowolony? Panie, jaka jest Twoja wola dla mnie?
Lubimy uciekać od rzeczywistości, ale to, co się liczy to, wola Boża, umiejętność szukania jej i rezygnacja z własnej, poczynając od najmniejszych, codziennych spraw.
Ogromną radość daje mi taka myśl: jest wielkim przywilejem mieć możliwość stanięcia przed Bogiem tylko po to, aby Go kochać.
Zagrożeniem dla modlitwy serca jest brak mojej miłości; ryzyko, że czas milczenia będzie słodkim nieróbstwem.
Myśleć, to jeszcze nie znaczy kochać; mówić piękne słowa Bogu, to jeszcze nie znaczy kochać. Tak więc podstawowym zadaniem modlitwy serca jest częste pytanie siebie: kocham czy próżnuję?
Modlitwa serca pomaga mi odkryć moje lenistwo na modlitwie: odsłania bierność, która nie może przecież iść pod rękę z gnuśnością, duchową płytkością.
Modlitwa serca nie nadaje się dla ludzi leniwych i płytkich.
Modlitwa serca jest zwróceniem się do Boga ze wszystkich sił, jest pragnieniem odnalezienia Go i spotkania się z Nim.
Najważniejsze to przezwyciężyć wszystkie przeszkody i zdecydować, że będziemy Go szukać, aby być z Nim.
Oczywiście, nasza wola szukania Pana pokaże wówczas swoje plusy i minusy, dlatego potrzeba, byśmy byli ludźmi szczerego serca, o woli prawdziwie zdecydowanej w szukaniu Pana - jeszcze bardziej zdecydowanej - gdy Go już znajdziemy i będziemy chcieć z Nim przebywać.
Kiedy już zaistnieje w nas ta wola, doświadczymy, jak szybko, z jak wielką gotowością odpowie Bóg.
"Bóg jest Osobą, oczekuje od nas relacji osobowej, spojrzenia prosto w oczy... jeśli nie stać nas na to, to nasza modlitwa nie jest prawdziwa" (Divo Barsotti).
Dobrze jest, zanim zacznie się modlić, uchwycić za rękę Maryję. Jej wstawiennictwo może bardzo wspomóc naszą dobrą wolę.
Żeby dobrze rozpocząć modlitwę serca, najpierw określam swoją sytuację, stwierdzam stan swojej duszy, przyznaję się do letniości (jeśli tak jest), lenistwa, sprawdzam jaka jest moja wola, tak często bowiem jest zrezygnowana i zamknięta na wolę Bożą...
Tak zaplanowane sprawdzenie stanu rzeczy pozytywnie wpływa na naszą wolę, rozbudza ją.
Pierwszym owocem modlitwy serca, w moim przypadku, było uświadomienie sobie przynależności do wielkiej Bożej rodziny: wszelki mur, oddzielający mnie od Niego, runął, mogłem wreszcie stanąć w Jego obecności, wreszcie "mogłem spojrzeć Mu w oczy i pozwolić, aby i On mógł mnie spotkać".
Na modlitwie, zbyt często przebywamy w nierealnej, abstrakcyjnej rzeczywistości, brakuje nam prawdziwego kontaktu z Bogiem, bo - okazuje się - wcale tego nie zaplanowaliśmy i trudno się dziwić, że nie zbieramy właściwych owoców modlitwy serca.
To "spoglądanie sobie nawzajem w oczy", w istocie swej, oznacza chwile intensywnego przebywania z Bogiem, w tak ogromnej szczerości, że aż jesteśmy gotowi zawołać: naprawdę Go spotkałem! Naprawdę z Nim rozmawiałem! Naprawdę porozumieliśmy się ze sobą!
Chwile wielkiej szczerości z Bogiem napełniają nas życiem Bożym i Jego mocą.
Modlitwa serca budzi modlitwę we mnie, sprawia, że staje się ona dynamiczna. Dzieje się jak z kluczykiem w stacyjce samochodu. Zaczyna się modlitwa i przynosi, później, swoje owoce.
Modlitwa serca budzi we mnie radość, ponieważ "uruchamia i każe pracować we mnie" Bożemu życiu.
Modlitwa serca powinna być, przede wszystkim, żarliwym oczekiwaniem na Pana.
To nie my sprawiamy, że Pan odpowiada, ale, na odwrót, to my powinniśmy się przygotować do odpowiedzi.
To my powinniśmy "wystawić antenę, poszukać odpowiednich fal, tak, by zsynchronizować się z Panem, a następnie czekać przy odbiorniku".
Łatwo zaniedbać nasz obowiązek i czekać na gotową "papkę", ale Bóg nie do tego nas powołał, oczekuje od nas inteligentnej i dojrzałej współpracy.
Telefon nie będzie funkcjonował, jeśli tylko podniosę słuchawkę, bez wybrania numeru; nie wystarczy, żebym powiedział: "A teraz będę prowadził modlitwę serca", lecz muszę pojednać się z Panem, "ustawić swój odbiornik na odpowiedniej długości fal".
Zrozumiałem, że modlitwa serca jest poddaniem się "shemà; kochać Boga ze wszystkich sił to przynależeć, w tym momencie, kompletnie do Boga, bez żadnych wahań.
Modlitwa serca to wejście do ognia Bożej miłości, to akt najgłębszego ofiarowania siebie Bogu, akt absolutnej szczerości z Nim, to wspaniałomyślna ofiara z siebie, bez żadnych targów.
Z tego to powodu, nieraz, wypowiadamy "bardzo duże" słowa. Chcemy ucieszyć Pana, chcemy, by usłyszał o naszej odpowiedzialności, choć są to czasem słowa dużo większe, niż my sami.
Narzeczeni zawsze mówią sobie słowa, które ich przerastają; a matka, czy nie mówi swojemu dziecku, że tak bardzo je kocha, że chciałaby je zjeść?
Pozwól, niech słowa płyną, kiedy mówisz o swojej miłości Bogu! Jeśli jest trochę przesady, to... cierpliwości; tak naprawdę, na dnie tych "wielkich słów" zawsze tkwi trochę prawdy, którą Bóg, nasz dobry tata, głęboko ceni. Psychologicznie rzecz biorąc, takie przesadne mówienie odgrywa niemałą rolę!
Kiedy się kocha, nie mierzy się słów.
Modlitwa serca często odkrywa przede mną jakość mojej miłości; działa jak sito weryfikując jej prawdziwość.
Modlitwa serca zawsze będzie nas sprawdzać, dlatego może w nas nieraz pozostawić gorzki smak. Ale, jeśli prowadzimy modlitwę serca zaczynając od szczerego aktu żalu, to powinno być dobrze. Modlitwa serca musi mieć chwile głębokiej i absolutnej szczerości.
Kiedy przygotowuję dar z mojego nawrócenia, nieraz bardziej mogę liczyć na Boga niż na siebie, ponieważ często taki dar dotyczy spraw, w których zawsze przegrywam, błądzę...
Jeśli jednak uda mi się powiedzieć w sumieniu (i Bogu): "Panie, zobacz, jaki jestem, kiedy mi nie pomagasz?". Wówczas taki akt pokory natychmiast wprowadza we mnie Bożą moc.
Jeśli naprawdę trwamy przy Chrystusie, to na modlitwie serca dokonują się rzeczy, których nie możemy nie zauważać.
Dla uczniów w Emaus bezpośrednim znakiem obecności Chrystusa jest zapał, jest "serce, które płonęło".
Czy również i my możemy czekać na taki znak? Myślę, że nieraz tak.
Dobrze jest oczekiwać konkretnych owoców po faktycznym przebywaniu w bliskości z Panem, w czasie modlitwy serca, ale dobrze też jest pozwolić wybrać Bogu to, czym nas chce obdarzyć. Im bardziej jesteśmy niewolnikami zmysłów, tym słabsze czynimy postępy w modlitwie; im więcej szukamy zadowolenia, tym mniejszy jest nasz wzrost w miłości.
Jeśli Bóg daje ci zapał, zgódź się z wdzięcznością, lecz nie przywiązuj do niego swego serca.
Jeśli obdarza cię pokojem, bądź wdzięczny, lecz nie przywiązuj do niego swego serca.
Jeśli daje ci pogodę ducha, pewność siebie, delikatność, umiejętność czynienia zgody... dziękuj całym sercem, ale, pamiętaj, szukasz Boga, a nie Jego darów.
Niemniej, słusznym jest oczekiwanie, że cały nasz wysiłek dążenia do Pana, stanięcia w Jego obecności, walka o łaskę skupienia się i milczenia zostanie nagrodzony wewnętrzną, odczuwalną pochwałą. Jest to logiczne, i dobrze, że tak jest.
Nasza szczodrość również potrzebuje bodźców: pochwała naszego sumienia jest dobrą nagrodą.
Czujnym jednak należy pozostać zawsze, źle byłoby gdybyśmy szukali tylko własnych satysfakcji: na modlitwie jesteśmy dla Pana, a nie dla siebie! Szukamy Pana, a nie Jego pociech.
Zauważyłem, że jeśli tylko potrafię stanąć przed Bogiem, to On zaraz jest przy mnie.
Bóg czeka na nasz pierwszy krok. Często wystarczą maleńkie rzeczy, takie jak:
- szlachetny, szczery początek,
- dbałość o postawę zewnętrzną,
- uczynienie gorącego aktu wiary,
- uczynienie aktu pokory,
- przeprowadzenie ćwiczenia regulującego oddech, wzywając imienia: Jezus.
Nieraz warto dłużej przebywać na modlitwie, prawie, że odpoczywając u stóp Pana, przełamując w ten sposób, wszystkie, istniejące w nas opory.
Nieraz, mamy takie przekonanie, że Pan, czeka na nas przy drodze, wychodzi nam naprzeciw, żeby nas podprowadzić i pomóc.
Jedno jest pewne i doświadczyliśmy tego, Pan zawsze odpowiada na szczere wołanie wiary!
Zrozumiałem, że modlitwa serca jest drogą głębokiej przyjaźni z Panem. Kiedy uda się spojrzeć Mu w oczy, ma się ochotę powiedzieć, że oto przed nami następny, nowy okres przyjaźni.
Modlitwa serca wypracowuje w nas przyzwyczajenie wchodzenia w bliski kontakt z Bogiem, przede wszystkim dlatego, że usuwa w cień słowa, kierując się bezpośrednio do Bożego serca; w ten sposób zarysowuje się wielka, wspaniała droga prowadząca do autentycznej przyjaźni z Panem.
Zauważyłem, że moja modlitwa była oderwana od życia. Dopiero modlitwa serca podprowadziła mnie do właściwego szlaku.
To właśnie modlitwa prostuje ścieżki naszego życia, wskazując nam wolę Bożą. Trzeba tylko patrzeć na nie w świetle modlitwy serca: poszukiwanie woli Bożej, miłość, która staje się życiem, konkretem. Z tego właśnie powodu tak wielką rolę odgrywa nasze przygotowywanie się do modlitwy serca.
Modlitwa serca powinna stać się jednym, wielkim MAGNIFICAT, jednym, wielkim podziękowaniem.
W pewnym momencie modlitwa serca pragnie przemienić się w oddanie pełne wdzięczności.
Bardzo silna jest pokusa, a może lepiej, potrzeba ofiarowania Bogu, czegoś wielkiego, choć tak ważnym jest przecież ofiarowanie Mu chwili obecnej, ze wszystkimi problemami, trudnościami, lękami, słabościami, które niesie...
Zawsze dobrze rozpocząć jest od spojrzenia na naszą nędzę, na naszą małość i ograniczoność, mamy wtedy silny bodziec, aby uczynić akt zawierzenia Panu.
Przyzwyczajmy się, na modlitwie serca, zaczynać zawsze od naszej faktycznej sytuacji życiowej, a nie od przedstawienia jej ideału: w ten sposób wybierzemy miejsce, w którym Bóg najłatwiej nas spotka. Niestety, bardzo często, odsuwamy od siebie tę "przyziemność", ale to nie pomaga nam w pokonywaniu naszych ograniczeń.
W czasie modlitwy serca odczułem w sobie działanie mocy Bożej. Mogło tak być, ponieważ modlitwa jest zetknięciem się z ogniem Boga, który wypala wszelkie zgorzeliny.
Modlitwa serca potrzebuje wytrwałości, zawziętości. Niewiele zdziała ogień, jeśli tylko muśnie, poddawany oczyszczeniu, przedmiot. Niewiele się zdziała pracując z przerwami.
Modlitwa serca może tak bardzo się "rozwodnić", że aż straci wszelką wartość, tak się zuboży, że aż przemieni się w słodkie nieróbstwo.
Poczucie czasu, w modlitwie serca, odgrywa istotną rolę.
Szczere pragnienie poszukiwania woli Bożej sądzę, że jest wymogiem i konsekwencją modlitwy serca; bez niej - nawet jeśli się wchodzi w ekstazy - taka modlitwa jest niczym.
Chciałbym kiedyś, dzięki łasce Bożej, żyć nieustannie w klimacie słów: "Ojcze mój, oddaję się Tobie, uczyń ze mną to, co się Tobie podoba".
Modlitwa serca przechodzi pewną drogę ewolucji w używaniu słów i milczenia, dzieje się tak, ponieważ modlitwa serca jest kochaniem, a miłość rozwija się, wzrasta i w związku z tym, wyraża się w coraz to inny sposób.
Kiedy jestem bardzo roztargniony, potrzebuję wielu słów, a zaraz potem czuję ogromną potrzebę milczenia.
Bez zachowania głębokiego, pełnego miłości milczenia nie może być mowy o rozwoju modlitwy serca.
Kiedy roztargnienia biorą nad nami górę, trzeba uzbroić się w cierpliwość: modlitwa serca wymaga dobrego przygotowania, poświęcenia z naszej strony i umiejętności organizowania się.
Zauważyłem, że modlitwa serca posługuje się wszystkimi typami modlitwy, nie nadużywając przy tym słów. Wszystko może nas wspomóc w modlitwie serca: dziękczynienie, oddawanie czci, uwielbienie, żal, prośba, błaganie.
Prosić o miłość to już kochać.
Przepraszać, że mało kochaliśmy jest już miłością.
Dziękować za postępy w miłości to już kochać.
Oto niezawodny test weryfikujący naszą modlitwę serca: - być faktycznie obecnym na modlitwie; - kochać; - On: centrum naszych myśli i pragnień.
Zrozumiałem, że znaleźć drogę miłości, to na nowo rozsmakować się w prawdzie.
Łatwo poznać, czy jesteśmy zdeterminowani w naszej wędrówce modlitwy serca, czy zmierzamy do celu śmiało i zdecydowanie: stać nas na coraz większą szczerość; cechuje nas ewangeliczna prostota?
W kontakcie z Bożą miłością rozpadają się nasze fałszywe wyobrażenia, sztuczności, jedno po drugim, a modlitwa serca staje się wielką "salą gimnastyczną", na której ćwiczymy się w szczerości, w pokorze...
Modlitwa serca rzuciła snop światła na różne moje wady, szczególnie te najbardziej ukryte. Moje sumienie stało się bardziej wrażliwe, miłość - subtelniejsza, mój stosunek do Boga - bardziej właściwy. Szybciej zauważam swoje grubiańskie zachowania w stosunku do Eucharystii, płytkość, gdy uczestniczę w Liturgii.
"W każdej minucie pragnę kochać" - mawiała święta Bernadetta. Jak można zrealizować takiego rodzaju program?
Podprowadza nas do tego modlitwa serca. Jeśli dobrze posiądziemy umiejętność modlitwy serca, to będziemy kochać, a miłość, stopniowo, obejmie sobą cały nasz dzień.
Modlitwa serca to wypróbowana szkoła świętości.
Nigdy nie przestanę powtarzać, że koniecznie trzeba otworzyć swe oczy i serce na Bożą miłość, i dostrzec potrzebę nauczenia się odkrywania Bożej miłości w Piśmie św., i w wydarzeniach.
Modlitwa serca ma silne fundamenty dopiero wtedy, gdy nasza wiara zbudowana jest na podłożu Bożej miłości. Należy to sobie często uświadamiać.
Czuję potrzebę nieustannego odkrywania Bożej miłości, pomaga mi to w budowaniu mojego uczucia. Potwierdza się psychologiczne prawo, że miłość zawsze rodzi miłość.
Chwila, w której doświadczam Bożej miłości, wyzwala we mnie odruch wyrażenia mojej miłości, dzieje się to jakby mimowolnie, bez większej interwencji z mojej strony.
Zdarza mi się, że chcąc zatopić się w głębokiej ciszy muszę powoli powtórzyć słowa psalmu lub zdanie z Pisma św. i dopiero wtedy przekraczam próg wewnętrznego milczenia.
Zauważyłem, że modlitwa serca ma nade mną wielką uzdrawiającą moc. Żeby to odkryć, wystarczy spróbować wstrzymywać się jakiś czas od modlitwy.
Modlitwa serca uwrażliwia nasze sumienia, stajemy się - dzięki niej - miłosierniejsi, lepsi, potrafimy słuchać, a nasze myśli są uporządkowane.
Liczne są dobrodziejstwa modlitwy serca, a tak głębokie, że nic nie jest w stanie się z nią równać.
Czuję, że powinienem iść na modlitwę serca z wdzięcznością i radością.
Modlitwa serca ubogaca mnie, pozwala przylgnąć do Bożego serca, sprawia, że pragnę dać z siebie to, co mam najlepszego.
To tak, jakbym mówił Bogu: spójrz, Panie, kocham Cię całym mym sercem!
Muszę popracować nad tym, aby stworzyć odpowiedni klimat modlitwy serca, trzeba, aby płynęła z mej głębi. Strzeżmy się biernego milczenia.
Nieraz mówię: "Panie, zmiłuj się nade mną!". Ale moja myśl skupiona jest na mojej nędzy, a nie na Bożym miłosierdziu.
Konieczna jest Boża obecność! Cała przestrzeń modlitwy serca powinna być Nią wypełniona.
Obecność, nieraz o Nią łatwo, nieraz bardzo trudno: ale taki jest cel i nie można z niego rezygnować.
Nasze milczenie może nieraz stać się pasywne, nie dopuśćmy do tego, winno być aktywne.
Ojcze, Synu, Duchu Święty! Często, szepcząc, zaczynam wzywać Twego imienia, a później odkrywam, że zatrzymałem się na sobie. Muszę się chyba na to zgodzić, że dłuższe przebywanie z Tobą to kwestia tylko Twojej łaski.
Wydaje mi się, że nasz kontakt z Tobą to tylko ułamek sekundy, w którym jesteś jak snop światła, to znów jak migocząca iskra, a nasze pokorne, wytrwałe pragnienie i nieustanne poszukiwanie Ciebie sprawia, że praktykujemy modlitwę serca.
Chwile spotkania z Panem są tak krótkotrwałe i tak nieliczne, że nie daję sobie rady w odmianie mojego życia, ale nie poddaję się.
Właśnie kiedy szukam Boga to kocham. Bóg chce być szukany, a znaleziony nadal chce być szukany. Nigdy, tak do końca Go nie odnajdziemy, bo to nieustanne szukanie Go jest miłością.
Słowo Boże, w modlitwie serca, jest moim zbawieniem. Słowo mnie sądzi, prowokuje i ocenia, wstrząsa mną i daje mi życie. Jednym słowem: jest moim zbawieniem. Jest "środkiem lokomocji" dla Ducha, On tak do mnie dociera, nieraz idzie Mu to lepiej, nieraz gorzej, ale zawsze do mnie przybywa.