8. Pojęcie-klucz. Msza jest nawróceniem

Andrea Gasparino

Msza jest:
- wezwaniem do nawrócenia
- zobowiązaniem się do niego
- jego narzędziem.

Kto w czasie Mszy nie czuje jakiegoś przełomu i się nie nawraca, nie zrozumiał jej.

We Mszy, w każdej, Chrystus wzywa nas do nawrócenia. Jeżeli się nie nawracam, niweczę Jego dar; On pozostaje przede mną, ale ja go unicestwiłem.

Jestem biednym włóczęgą, który umiera z pragnienia, mając przed sobą rzekę pełną wody, która może go ocalić.

1. Wezwanie do nawrócenia

Kiedy Jezus sprawował pierwszą Mszę na swojej pożegnalnej wieczerzy, wręczając kielich apostołom, wypowiedział te słowa: "Bierzcie i pijcie z niego wszyscy, to jest kielich krwi mojej, krwi nowego przymierza".

Teraz nie będziemy się jeszcze zagłębiać w pojęcie przymierza (niedługo do tego powrócimy), pragnę jedynie o nim wspomnieć.

A zatem w umyśle Jezusa Msza była przymierzem: przymierzem to znaczy przyjaźnią.

Msza polega więc na przyjaźni z Bogiem. Należałoby się zapytać, czym jest - tak sam w sobie, w swej naturze - pakt przyjaźni z Bogiem!

Oznacza on przede wszystkim harmonię z Nim, zgodę na to, czego On od nas pragnie.

Oznacza więc nawrócenie!

Zatem najbardziej podstawowym przesłaniem, jakie pełni Msza w moim życiu, jest wezwanie do przyjaźni z Panem, wezwanie do nawrócenia.

Rzecz wydaje się oczywista z innego powodu: kiedy Jezus ustanowił Mszę, czuł potrzebę uświadomienia swoim apostołom obowiązków miłości.

Wiedział On doskonale, że jest to "punctum dolens", krytyczny punkt naszego życia. To tragiczny moment naszego życia, wieczna walka, którą musimy staczać.

A zatem Jezus, zanim powierzył nam Mszę, otworzył nas na miłość, na nawrócenie do miłości.

Najpiękniejsze słowa o miłości Jezus wypowiedział na Ostatniej Wieczerzy, czyniąc symboliczny gest umywania nóg, chcąc skutecznie poruszyć wyobraźnię apostołów, nie tylko słowami, ale również i tym gestem.

2. Obowiązek nawrócenia

Kościół bardzo szybko zrozumiał, że Msza była nawróceniem, że wieczerza eucharystyczna to przede wszystkim żywe wezwanie do miłości!

Wiecie, że rytuał Eucharystii został od razu powiązany z braterskim posiłkiem, na który byli zaproszeni wszyscy, bogaci i biedni, niewolnicy i wolni.

Posiłek miłości: Msza została nazwana "agapą", co możemy przetłumaczyć jako: święto miłości.

Kiedy zaś upadł zwyczaj braterskiego posiłku i oddzielono święty rytuał od uczty, utrzymał się zwyczaj zanoszenia na Eucharystię darów dla ubogich. Z tej tradycji narodził się w liturgii rytuał ofertorium (ofiarowania).

Liturgia rozwijała się, w różnorodny sposób wplatając wezwanie do nawrócenia.

Pojęcie nawrócenia nieustannie bowiem pojawia się podczas Mszy poprzez wyraźne oraz symboliczne i rytualne wezwania.

Oto konkretne przykłady wezwań do nawrócenia:

• Msza zaczyna się rytuałem oczyszczenia, tzn. nawrócenia.
Rozpoczyna się tymi słowami: "Wyznajmy przed Bogiem nasze grzechy, abyśmy mogli godnie sprawować tę Najświętszą Ofiarę".
Potem sześć razy wołamy do Pana: "Panie, zmiłuj się nad nami...".
Następnie ma miejsce to, co moglibyśmy nazwać "liturgicznym odpuszczeniem" (które nie jest odpuszczeniem sakramentalnym, ale się nim inspiruje): "Niech się zmiłuje nad nami Bóg Wszechmogący, i odpuściwszy nam grzechy...".
Całe wprowadzenie do Mszy jest więc uroczystym wezwaniem do nawrócenia. Możemy powiedzieć, że na drzwiach Mszy św. widnieje ogromny napis: nawróćcie się.

• Podczas "Chwała Bogu na wysokości", pieśni radości, nie oczekujemy wezwania do nawrócenia, a jednak temat powraca: "Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata... zmiłuj się nad nami...".

• Przed komunią spodziewamy się czegoś innego, a jednak temat nawrócenia powraca: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie..."

• Znak pokoju jest również uroczystym wezwaniem do nawrócenia serca, nawrócenia do miłości.

• Podobnie Ojcze nasz jest powrotem do tematu nawrócenia: "... i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".
Potem nieustannie splatają się symboliczne i rytualne wezwania do nawrócenia.
Przyjrzyjmy się tylko dwu mocnym wezwaniom:

a) Wielki podział Mszy na Liturgię Słowa i Liturgię Eucharystyczną jest mocnym wezwaniem do nawrócenia. Istotnie, w Liturgii Słowa Bóg wzywa nas do siebie; w Liturgii Eucharystycznej odpowiadamy Mu czynem, przystępując do Niego aż do Komunii z Nim, tzn. do stopienia naszej woli z Jego wolą.

b) Komunia. Czym jest w gruncie rzeczy rytuał Komunii, jeżeli nie nawróceniem w jego największym wymiarze? To tak jakby powiedzieć: "Zobowiązuję się do radykalnego nawrócenia do Boga, w myślach, w sercu, w życiu; zobowiązuję się stanowić jedno z Nim...". "Nie żyję już ja, lecz żyje we mnie Chrystus".

3. Narzędzie nawrócenia

Jak dokonać tego praktycznie?

Jeżeli nawrócenie jest podstawowym elementem mojej Mszy, nie mogę tracić czasu na głupstwa, muszę wejść w samą istotę problemu.

Przede wszystkim muszę czuć powagę problemu: to znaczy musi wytworzyć się we mnie i wokół mnie przekonanie, że na Mszę nie mogę iść z lekkim sercem, jakbym szedł na piknik.

Może nawet lepiej jest trzymać się z dala od Mszy, niż drwić sobie z Krwi Chrystusa: "Kto spożywa ten chleb i pije kielich Pański niegodnie, wyrok sobie spożywa i pije".

W oburzeniu św. Pawła jest z pewnością aluzja do nieświadomości, do nieprzygotowania praktykowanego przez wszystkich na szerokich schodach Eucharystii.

Trzeba odnaleźć w sobie miejsce, które pozwoli mi na uwewnętrznienie Mszy.

Powstanie ono później lub wcześniej, ale musi się pojawić: jeżeli nie mam praktycznie czasu na refleksję, jestem w sytuacji wiecznego i nieuleczalnego upadku.

Muszę:
Wyjaśnić moje błędy przed Bogiem. Jeżeli nigdy nie spojrzałem im prosto w oczy, jak mogę im zaradzić?

Wypunktować konkretne zobowiązania. Dopóki zobowiązanie jest ogólne, dopóty jest znakiem, że moja wola jest niepewna i słaba. Tylko wtedy, jeżeli każde zobowiązanie sprecyzuję przed sobą samym, mam niewzruszoną pewność mojej dobrej woli.

Zhierarchizować zobowiązania. To również gwarancja silnej, poważnej woli, skierowanej zdecydowanie ku dobru. Nie mogę podejmować wszystkiego jednocześnie. Muszę zhierarchizować to, czego pragnę, wyraźnie ustalić to, co muszę osiągnąć najpierw oraz to, co na końcu.

Uczynić logicznym zobowiązania. Nie wystarczy, że mam wyraźną drogę do przebycia, muszę zachować logikę w jej pokonywaniu. Nie mogę wyznaczać sobie celów niemożliwych, które wywołałyby we mnie jedynie frustracje.

To, co dzisiaj jest niemożliwe, ze spokojem, cierpliwością i uporem stanie się możliwe jutro, jeżeli umiem osiągać to stopniowo i proporcjonalnie wobec moich sił.