Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą

Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą zanurzenia się w Bogu
Andrea Gasparino

Komunia powinna być tym punktem Mszy, który czyni nas najbardziej zaangażowanymi, ponieważ jest to chwila osobistego spotkania z Chrystusem.

W każdym innym momencie Liturgii Eucharystycznej wszyscy bracia współdziałają z nami, można nawet powiedzieć, że giniemy tam trochę pośród nich, a naszą odpowiedzialność zdajemy się dzielić ze wszystkimi.

W trakcie Komunii jest inaczej.

To szokujący moment "twarzą w twarz" z Chrystusem. On osobiście spotyka się z nami, przychodzi nas powołać, przychodzi nas wybrać, ponieważ ma nam do powiedzenia coś bardzo osobistego, coś "tylko dla nas".

Jest to także chwila, w której spotykam się z Chrystusem sam, otoczony jedynie przez moją samotność.

Jego Słowo otrzymujemy razem z braćmi, przekazuje je nam kapłan, wszystkie gesty, ceremonie pomagają nam w jego właściwym odbiorze.

W czasie Komunii znajdujemy się sam na sam ze wszystkimi naszymi słabościami, z naszym zagubieniem, naszą niegodnością.

To moment dramatyczny i uprzywilejowany. Biada mi, jeżeli nie zdaję sobie z tego sprawy!

Jeżeli Komunia zastaje mnie nieprzygotowanym, zaprzepaszczam spotkanie i ponoszę za to odpowiedzialność.

Oczywiście, mogę zadośćuczynić roztargnionej Komunii, ale to ciężka sprawa - niczym fałszywy krok, stracona okazja, która ciężko rani przyjaźń z Chrystusem.

Musimy stać się odpowiedzialni.

Kiedy Chrystus spotykał się z kimś, nawet tylko raz, życie tego człowieka zostawało na zawsze naznaczone.
W Ewangelii mamy wiele tych decydujących spotkań: Zacheusz, cudzołożnica, Lewi, Samarytanka, Piotr, Andrzej i Jan...

Ile Komunii już przyjąłem! Ile spotkań twarzą w twarz!

Co się zmieniło?

Ta rzeczywistość jest przerażająca.

Komunia może stworzyć świętego, a we mnie nie poruszyła ani na milimetr trybu mojej przeciętności.

Powaga problemu stanęłaby natychmiast przed oczami, gdybyśmy mieli tyle cierpliwości, aby wziąć do ręki kartkę papieru i ołówek i zdobyli się na odwagę przeprowadzenia rachunku dodawania i odejmowania, gdybyśmy policzyli wszystkie Komunie w ciągu roku, Komunie z wszystkich lat, a potem odjęli te Komunie, które nie dokonały w nas żadnych zmian.

Za pomocą prostych i konkretnych słów problem ten można wyrazić następująco: czego w praktyce, w ciągu całego mojego religijnego doświadczenia - od dzieciństwa aż do młodości, dokonał we mnie jedyny przywilej osobistego spotykania z Chrystusem?

Jesteśmy nieświadomi, idziemy na łatwiznę, jesteśmy powierzchowni!

I nie przestajemy śnić naszych słodkich snów, kołysząc się od jednej eucharystii do drugiej.

Czy nie czas się zatrzymać?

Te refleksje pragną nam w tym pomóc, aby choć przez chwilę ustała nasza szalona ucieczka w powierzchowność.