10. Msza jest tajemniczym zaszczepieniem w miłości

Msza jest tajemniczym zaszczepieniem w miłości Chrystusa dla Ojca i braci
Andrea Gasparino

Nasza miłość do Boga i do braci jest ubogą i dziką rośliną, wydającą skąpe i cierpkie owoce.

Pomyślcie, czy nie jest to prawdą: Bóg tak mało nas interesuje, że możemy spędzać całe dnie bez wspominania i myślenia o Nim. A bracia są naszym wiecznym i kluczowym problemem, miłość jest naszym codziennym ubraniem, całym w strzępach, które nieustannie musimy łatać.

Chcąc zaradzić temu smutnemu stanowi rzeczy, Chrystus ustanowił Mszę. Ustanowił ją przynajmniej dla ludzi dobrej woli. Stworzył szczep. W naszą zeschniętą roślinę, wydającą skąpe i cierpkie owoce, zaszczepił swoją nieskończoną miłość do Ojca i do braci.

Wszyscy wiedzą, jaka jest rola szczepu. Powoduje on radykalną zmianę dzikiej rośliny. Dokonuje się transformacja życia, organiczna wręcz przemiana rośliny: korzenie pozostają zawsze te same, pień pozostaje zawsze ten sam, drzewo pozostaje na tym samym miejscu, limfa jest zawsze ta sama, a jednak wszczepiona gałązka zaczyna wydawać cudowne owoce, całkowicie inne od poprzednich, zupełnie nowe, tak że wydają się owocami jakiejś innej rośliny.

Czy rzeczywiście tak dzieje się na Mszy?

Tak, nie widzimy tego przeszczepienia, ale ono się dokonuje. Nie widzimy go, nie dotykamy go rękoma. Nie widzimy, gdyż to operacja wiary - wierzymy w nią przez słowo Boga.

Wierzymy w nią, bo Chrystus gwarantuje nam, że ona się dokonuje. Wierzymy w nią przez Jego słowo.

Jezus, aby wytłumaczyć nam tę operację szczepienia, wygłosił słynne kazanie zawarte w rozdziale szóstym Ewangelii św. Jana, który zaczyna się tymi słowami: "Ja jestem chlebem życia...".

Przejdźmy do sedna tego tajemniczego kazania: "Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim" (J 6,56).

Jezus uroczyście ogłasza, że poprzez Eucharystię dokonuje w nas życiodajnego przeszczepu: jego życie wplata się w nasze, a my wplatamy się w Niego.

Sobór, rozważając tę tajemniczą jedność w Chrystusie dokonywaną przez Eucharystię, wyraził się w następujący sposób: "...we Mszy przedstawia się i dokonuje jedność wiernych, którzy stanowią jedno ciało w Chrystusie" (LG 3).

A potem dodaje: "... we Mszy, uczestnicząc w sposób rzeczywisty w ciele Pana, zostajemy wyniesieni do komunii z Nim i między sobą" (LG 7).

To sformułowanie "uczestnicząc w sposób rzeczywisty" powinno przyprawić nas o dreszcze. Tak, ponieważ mogę uczestniczyć w ciele Pana w sposób nierzeczywisty, po faryzejsku, w pusty i nieprawdziwy sposób.

Święty Augustyn otwarcie wypowiada się - budząc tym lęk - na temat chrześcijanina, który przychodzi na Mszę, uczestniczy w niej, przyjmuje Komunię i... nie zmienia się. Mówi jasno: "Przyjmując ciało i krew Pana, możesz przyjąć tylko kawałek chleba".

To znaczy: możesz unicestwić skuteczność Ciała i Krwi Pana; Komunia może być dla ciebie jednym wielkim nic!

Najbardziej palący problem

Jeżeli Msza jest szczepem, jeżeli Chrystus we Mszy zaszczepia we mnie swoją miłość do Ojca i braci i mnie przemienia, to jak to się dzieje, że po Mszy tak niewiele się we mnie zmienia?

Dlaczego przychodzę na Mszę jako marny i wyniosły egoista i takim samym wychodzę, i ciągle dzieje się podobnie?

Wydaje się, że albo Chrystus nie działa, albo ja nie pozwalam Mu działać! Niestety problem ten ma tylko jedną odpowiedź: posiadam ten smutny przywilej anulowania mocy Chrystusa, która zostaje mi na Mszy przekazana.
1. Mogę zamknąć się na tę siłę: wystarczy, abym uczestniczył we Mszy, nie odrzuciwszy od siebie swojej złej woli. Ten, kto przychodzi na Mszę uparcie zakorzeniony we własnej pysze i nie ma żadnego zamiaru się od niej uwolnić, nawet nie będąc nią zawstydzony, to jasne, że zamyka Chrystusowi drzwi przed nosem. Chrystus pozostaje na zewnątrz i nie naciska drzwi, tak bardzo szanuje moją wolność, że do niczego mnie nie zmusza; zaszczepienie nie ma miejsca, ponieważ gałąź je odrzuca.

2. Mogę przyjąć moc Chrystusa, a potem nagle ją zablokować, zduszając ją negatywną reakcją.
Pomyślcie o chłopcu uwięzionym we własnym egoizmie. Przychodzi do ołtarza i czuje budzące się pragnienie czynienia dobra, postanawia, pragnie, błaga: Msza dokonała się w nim i szczep zaczął działać.

Ten młody chłopak ma jednak tyle samo dobrej woli, co naiwności i krótkowzroczności. Nie mierzy swoich sił, nie zdaje sobie sprawy, że pewne przyzwyczajenia i egoizm nadwerężyły jego wolę. Jest ona krucha jak pergamin i powraca do swoich przyzwyczajeń i do rutyny... Chłopiec nie rozumie, że jest rekonwalescentem i jako taki nie może pozwolić sobie na nieostrożność (jeżeli wychodzisz z zapalenia opłucnej i znajdziesz się w przeciągu, jesteś skończony!). A zatem nie zdaje sobie sprawy ze swoich ograniczeń, ze swoje słabej woli! Co się dzieje? Okazuje się, że jego egoizm powraca i obala go, niszcząc szczep. Chrystus tak bardzo go kocha, że ma święty szacunek wobec jego wolności, a szczep usycha i odpada.

3. Mogę zrozumieć dar Chrystusa na Mszy.
Jest chłopiec, który zrozumiał, że szczep jest jak ziarno: Chrystus zasadził go, ale on musi go podlewać, chronić, osłaniać, sprawiać, aby wzrastał. Ten chłopiec nie chce grzeszyć naiwnością i dlatego nie zadowala się oglądaniem kiełkowania w sobie dobrych pragnień, on je konkretyzuje w jasne i czyste postanowienia - co więcej - wybiera odpowiednie środki do podtrzymania tych postanowień.

On wie na przykład, że jego słabości są spowodowane brakiem refleksji. A zatem postanawia, że każdego dnia wybierze odpowiednią przestrzeń dla skutecznego "stop", w którym będzie kontrolował swoją wierność wobec powziętych postanowień, stara się zobaczyć wcześniej to, czego do tej pory nie dostrzegał, przewidywać to, czego wcześniej nie przewidywał, aby wytrwać.
Ten chłopiec na przykład spostrzegł także, że jego idee są ubogie, a przecież idee są życiem. Czuje zatem potrzebę powzięcia postanowienia, że każdego dnia będzie czytał Słowo Boże: będzie je czytał, rozważał, będzie się nim karmił. Zrozumiał również, że źle jest być samemu (kiedy jest się samemu, jest się słabym), a więc będzie szukał przyjaźni, które mu pomogą; będzie szukał, aż je znajdzie.
To jest chłopiec, który najpełniej zrozumiał i który wie, jak postępować! Przyjął dar Chrystusa na Mszy.

W każdym razie szczep wymaga współpracy. Msza nie wywołuje czarodziejskiego skutku. Moc boska działa w nas pod warunkiem, że otworzymy się na nią, że jej pomożemy, że będziemy ją chronić i z nią współpracować.