11. Pojęcie-klucz: Każda msza jest zesłaniem

Pojęcie-klucz: Każda msza jest zesłaniem Ducha Świętego
Andrea Gasparino

Mówi wielki Cabasilas:
"W dniu zesłania, po wniebowstąpieniu Chrystusa Kościół otrzymał Ducha Świętego. Teraz otrzymuje on dar Ducha Świętego po złożeniu ofiar na ołtarzu niebieskim".

Epikleza! Jest to słowo, które powinno stać się bliskie każdemu młodemu człowiekowi. Jest to wezwanie Ducha Świętego, by zstąpił na chleb i wino, jest to uświęcenie darów i uczestniczących.

Eucharystia jest aktem Chrystusa i aktem Ducha. Chrystus spotyka nas w Duchu. Duch, "który prowadził Chrystusa w każdej chwili Jego ziemskiego życia, aby wypełnił plan Ojca, teraz tego samego Chrystusa czyni nam współczesnym, pozwala nam Go spotkać i żywo wejść w Jego tajemnicę" (Magrassi).

W rytuale chaldejskim diakon zachęca wiernych do uczestnictwa w tajemnicy za pomocą tych słów:
"Straszliwa jest ta godzina i przerażająca ta chwila, najdrożsi bracia moi: Duch Święty przychodzi z niebieskiej siedziby, zstępuje na tę ofiarę i ją uświęca. Zachowajcie postawę stojącą, módlcie się w ciszy i bojaźni".

W rytuale koptyjskim natomiast diakon już na początku celebracji prowadzi taki dialog z kapłanem:
"Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego osłoni cię swym cieniem".

Kapłan odpowiada:
"Ten sam Duch Święty współcelebruje z nami przez wszystkie dni naszego życia".

Święty Jan Chryzostom nie boi się powiedzieć:
"To nie kapłan coś sprawia, ale sprawia to łaska Ducha Świętego, która rozlewa się nad nim, przykrywa go swymi skrzydłami, wypełniając tę mistyczną ofiarę".

A Cyryl z Jerozolimy mówi:
"To, czego dotyka Duch, jest w pełni uświęcone i przemienione".

"Całą modlitwę eucharystyczną powinno uważać się za epiklezę" (Magrassi).

Kiedy kapłan rozpoczyna modlitwę eucharystyczną, każdy człowiek powinien drżeć całym sercem. Liturgiczny dialog ma właśnie to na celu: obudzić serca.
"W górę serca!" - mówi kapłan, ale bardzo często odpowiedź jest ubogim kłamstwem: "Wznosimy je do Pana!".

Potrzeba by tu trochę kreatywności, aby nadać ducha temu dialogowi. Istotnie, tutaj zaczyna się wielka modlitwa Ducha, "orli lot Kościoła" (Castellano), modlitwa, w której brak skupienia należy odrzucić.

To Zesłanie Ducha podczas Mszy. Czy wyobrażacie sobie Dwunastu Apostołów roztargnionych w dniu zesłania?

Po konsekracji ma miejsce druga epikleza, drugie wezwanie Ducha, aby odmienił naszą miłość. Kościół błaga Ducha, aby zstąpił i przemienił nasze serca, i sprawił w nas nawrócenie ku miłości Chrystusa.

Kościół jest wzruszający, kiedy dochodzi do epiklezy miłości. W II Modlitwie Eucharystycznej mówi:
"Spraw, abyśmy posileni Ciałem i Krwią Syna Twego i napełnieni Duchem Świętym stali się jednym ciałem i jedną duszą w Chrystusie".

W IV Modlitwie Eucharystycznej:
"Spraw, abyśmy wszyscy, którzy będziemy spożywali ten sam chleb i pili z jednego kielicha, zostali przez Ducha Świętego złączeni w jedno ciało i stali się w Chrystusie żywą ofiarą ku Twojej chwale".

W V Modlitwie Eucharystycznej:
"Boże, Ojcze miłosierdzia, obdarz nas Duchem miłości, Duchem Twojego Syna".

W II Modlitwie Eucharystycznej o pojednaniu:
"Daj nam Twojego Ducha, aby została usunięta wszelka przeszkoda na drodze do zgody, a Kościół niech zajaśnieje pomiędzy ludźmi jako znak jedności oraz narzędzie Twojego pokoju".

Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą

Komunia Eucharystyczna decydującą chwilą zanurzenia się w Bogu
Andrea Gasparino

Komunia powinna być tym punktem Mszy, który czyni nas najbardziej zaangażowanymi, ponieważ jest to chwila osobistego spotkania z Chrystusem.

W każdym innym momencie Liturgii Eucharystycznej wszyscy bracia współdziałają z nami, można nawet powiedzieć, że giniemy tam trochę pośród nich, a naszą odpowiedzialność zdajemy się dzielić ze wszystkimi.

W trakcie Komunii jest inaczej.

To szokujący moment "twarzą w twarz" z Chrystusem. On osobiście spotyka się z nami, przychodzi nas powołać, przychodzi nas wybrać, ponieważ ma nam do powiedzenia coś bardzo osobistego, coś "tylko dla nas".

Jest to także chwila, w której spotykam się z Chrystusem sam, otoczony jedynie przez moją samotność.

Jego Słowo otrzymujemy razem z braćmi, przekazuje je nam kapłan, wszystkie gesty, ceremonie pomagają nam w jego właściwym odbiorze.

W czasie Komunii znajdujemy się sam na sam ze wszystkimi naszymi słabościami, z naszym zagubieniem, naszą niegodnością.

To moment dramatyczny i uprzywilejowany. Biada mi, jeżeli nie zdaję sobie z tego sprawy!

Jeżeli Komunia zastaje mnie nieprzygotowanym, zaprzepaszczam spotkanie i ponoszę za to odpowiedzialność.

Oczywiście, mogę zadośćuczynić roztargnionej Komunii, ale to ciężka sprawa - niczym fałszywy krok, stracona okazja, która ciężko rani przyjaźń z Chrystusem.

Musimy stać się odpowiedzialni.

Kiedy Chrystus spotykał się z kimś, nawet tylko raz, życie tego człowieka zostawało na zawsze naznaczone.
W Ewangelii mamy wiele tych decydujących spotkań: Zacheusz, cudzołożnica, Lewi, Samarytanka, Piotr, Andrzej i Jan...

Ile Komunii już przyjąłem! Ile spotkań twarzą w twarz!

Co się zmieniło?

Ta rzeczywistość jest przerażająca.

Komunia może stworzyć świętego, a we mnie nie poruszyła ani na milimetr trybu mojej przeciętności.

Powaga problemu stanęłaby natychmiast przed oczami, gdybyśmy mieli tyle cierpliwości, aby wziąć do ręki kartkę papieru i ołówek i zdobyli się na odwagę przeprowadzenia rachunku dodawania i odejmowania, gdybyśmy policzyli wszystkie Komunie w ciągu roku, Komunie z wszystkich lat, a potem odjęli te Komunie, które nie dokonały w nas żadnych zmian.

Za pomocą prostych i konkretnych słów problem ten można wyrazić następująco: czego w praktyce, w ciągu całego mojego religijnego doświadczenia - od dzieciństwa aż do młodości, dokonał we mnie jedyny przywilej osobistego spotykania z Chrystusem?

Jesteśmy nieświadomi, idziemy na łatwiznę, jesteśmy powierzchowni!

I nie przestajemy śnić naszych słodkich snów, kołysząc się od jednej eucharystii do drugiej.

Czy nie czas się zatrzymać?

Te refleksje pragną nam w tym pomóc, aby choć przez chwilę ustała nasza szalona ucieczka w powierzchowność.

1. Pierwszy krok

Andrea Gasparino

Mamy wiele rzeczy do zrobienia, aby uporządkować nasze Komunie.

Niemożliwe jest zrobienie wszystkiego, trzeba by było zacząć od dawnych spraw, od wychowania w wierze, od nauki, od odległego przygotowania do Eucharystii.

Ograniczmy się do rzeczy istotnych i natychmiastowych.

Pierwszym krokiem jest wiedza, czy mogę lub czy nie mogę przyjąć Eucharystię podczas Mszy.

Kiedyś problemem było nakłonienie młodych do przyjęcia Komunii, dzisiaj problem ten się odwrócił: dzisiaj problem polega na tym, jak ich zatrzymać, a przynajmniej jak uświadomić im, czym jest spełniany przez nich akt.

Problem ten z wielką surowością podjął już św. Paweł wobec pierwszych wspólnot chrześcijańskich: "Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije" (1 Kor 11,27).

Przed Komunią należy postawić sobie pytanie: czy moje sumienie mówi mi, że mogę przyjąć Eucharystię?

Nie interesuje mnie, czy inni przystępują do Komunii swobodnie i powierzchownie: muszę odpowiedzieć mojemu sumieniu, czy mogę lub czy nie mogę, czy jestem przyjacielem Chrystusa, czy zerwałem z Nim przyjaźń.

Często w ludziach jest tyle nieświadomości, czasem tyle niewiedzy.

Sumienie nie jest jednak moją fantazją. Powinno ono być echem sądu Kościoła. Sumienie powinno kierować się nauką Kościoła.

Wina, którą Kościół uznaje za ciężką w normalnych warunkach, powinna powstrzymać mnie przed przyjęciem Eucharystii: pychą i bezmyślnością byłoby lekceważenie opinii Kościoła.

Ciężki grzech w normalnych warunkach wymaga przed przyjęciem Komunii przystąpienia do sakramentu Pojednania, przystąpienia szczerego i pełnego skruchy.

Jeżeli grzech ciężki związany jest z grzesznym nałogiem, nie mogę sobie tego lekceważyć. Obciążyłbym moją odpowiedzialność.

Dlatego potrzebne jest szczere i spokojne spotkanie z kapłanem, który przedstawi mi bez wahania ocenę sugerowaną mu przez Kościół, co do mojego stanu winy. Trzeba, abym się nawrócił i z głębokim szacunkiem i szczerym sercem przyjął sakrament Pojednania.

Jeżeli więc moje dobrze poinformowane sumienie (poinformowane zgodnie z nauką Kościoła, a nie zgodnie z moją religijną ignorancją) mówi mi, że nie mogę przystąpić do Komunii w tej liturgii, muszę się od tego powstrzymać. Muszę, pełen pokory, zamknąć się w bolesnym milczeniu przed Chrystusem, wołając o Jego pomoc, aby wydobyć się z tego stanu.

Jeśli jednak waham się w moim sumieniu? Jeżeli mówię: "Wydaje mi się, że nie popełniłem ciężkiej winy z punktu widzenia Kościoła, ale nie jestem tego pewien" - co powinienem uczynić?

Zazwyczaj w takim przypadku mogę przystąpić do Eucharystii, ponieważ gdy mamy wątpliwości prawo idzie w kierunku złagodzenia sytuacji, winy.

W tej sytuacji liczą się wyraźne oznaki dobrej woli, które w sobie znajdujesz, znaki autentycznej miłości do Chrystusa. Należą do nich: ból, którego doświadczasz, czując się słabym, silne pragnienie odejścia od zła, nieugięta wola unikania okazji do zła, chęć walki.

Pewność w problemach sumienia nie zawsze jest możliwa; mając wątpliwości, czy wolno ci przystąpić do Eucharystii, czy nie, możesz przyjąć Komunię.

Idź więc do Komunii, ale nie minimalizuj tego problemu, nie porzucaj go, postaraj się i przez dar, który ofiarowuje ci Chrystus, kiedy tylko to będzie możliwe, staw odważnie czoło sytuacji twojego sumienia, zdecyduj się pójść do kapłana i otwórz się przed nim.

Spotkaj się z Chrystusem, aby otrzymać światło i siłę. Światło aby zrozumieć i siłę aby zwyciężyć.

Chrystus jest blisko każdego, kto walczy.

Ten, kto walczy, kocha.

Kto walczy, jest przyjacielem Chrystusa, a Chrystus walczy razem z nim.

2. Zerwać z rutyną!

Andrea Gasparino

Do tej pory mówiliśmy o szczepie, o zaszczepieniu się Boga w nas i zaczęliśmy od stwierdzenia, że zawsze istnieje ogniskowa tego szczepu: Komunia Eucharystyczna.

Chciałbym jednak uściślić jedną istotną rzecz: są dwie ważne komunie na Mszy, dwie komunie, których często nie postrzega się jako komunii. Pierwszą jest komunia ze Słowem Bożym, a drugą jest Komunia z Ciałem i Krwią Chrystusa. Obie te komunie są współzależne.

Za każdym razem, kiedy idziecie na Mszę, spróbujcie sobie uświadomić, że musicie przystąpić do dwóch komunii, aby wasza Msza miała znaczenie. Przede wszystkim musicie przyjąć komunię Słowa i to możecie uczynić niezależnie od stanu sumienia, w jakim się znajdujecie. Potem, jeżeli znajdujecie się w sytuacji sumienia sprzyjającej Eucharystii, przystępujecie do drugiej komunii, Komunii z Ciałem i Krwią Chrystusa.

Chciałbym zatrzymać się dłużej przy tym drugim aspekcie, ale to wszystko, co mówię na temat Komunii eucharystycznej, możecie dostosować do komunii Słowa. Zatrzymam się dłużej przy Komunii eucharystycznej, ponieważ wydaje się, że często jest ona tragedią naszego chrześcijańskiego życia.

Pokonuje nas rutyna!

Kto często przystępuje do Komunii, ten musi bardzo uważać, aby osobiste spotkanie z Chrystusem w pewnym momencie już nic mu nie mówiło.

To wstyd, ale wszyscy nosimy w sobie to przestępstwo: banalne komunie, sprowadzone do pustego rytuału, my nieobecni i On nieobecny, my roztargnieni i On milczący.

W końcu wyrabiamy w sobie prawdziwy nawyk do takiego wstydliwego zachowania. Aż tak bardzo przyzwyczajamy się do chłodnej Komunii, że nie odczuwamy już żadnego wyrzutu.

I wtedy rodzą się tragedie: zamrożone Komunie niczego już nie dają, a nasze chrześcijańskie życie zostaje zniszczone aż do korzeni, bo nie otrzymuje pokarmu Eucharystii.

* * *

Najważniejszą sprawą jest więc przełamanie tej rutyny!

Jak tego dokonać?

Problem narzuca się sam. Może trzeba by było znaleźć system zerwania z rutyną odpowiadający następującej charakterystyce:
- prosta metoda,
- właściwa i do zastosowania przez wszystkich,
- pełna poszanowania dla liturgicznego znaczenia Komunii.

Prawdopodobnie metoda, która zmierza do właściwego rozwiązania, wygląda następująco: postawcie się na miejscu przyjaciela, który przychodzi w odwiedziny, aby spędzić z wami kilka godzin. Co robicie?

To bardzo proste, jeżeli przychodzi do was przyjaciel bardzo wam drogi, w domu oczywiście panuje radość!

Potem spieszycie się, aby mu coś ofiarować. Jeżeli znacie go naprawdę dobrze, nie musicie się długo zastanawiać, potraficie znaleźć coś, co najbardziej mu się spodoba.

Nie myślicie, aby prosić go o przysługi, to kompletny absurd, prowadzicie go do odpowiedniego pomieszczenia w waszym domu (może to być pokój gościnny, kuchnia lub ogród), rozmawiacie, opowiadacie mu rzeczy, które go interesują i pozwalacie mu mówić.

Jeżeli chcecie później poprosić go o jakąś przysługę, nie robicie z tego problemu, wiecie dobrze, że sprawicie mu tym przyjemność. Zwłaszcza jeżeli przysługa, o którą chcecie go prosić, jest problemem trudnym i delikatnym, mówicie o tym na samym końcu, prawie na pożegnanie.

Rzeczywiście, mogłoby to naprawdę posłużyć jako przykład zachowania podczas waszej Komunii. Jeżeli tak postępujecie, na pewno przełamiecie rutynę, a Komunia nabierze życia.

1. Zacznijcie od wesela! Narzućcie to sobie samym jako wyraz waszej wiary. Wyraźcie Chrystusowi waszą radość z powodu waszego z Nim spotkania. Nie potrzeba słów, wyobrażania sobie nie wiadomo czego czy marzeń. Radość jest logiczna. A jeszcze bardziej logiczne jest nauczyć się ją wyrażać.

2. Potem ofiarujcie! Co? Coś, co sprawi Mu przyjemność! Spróbujcie przystąpić do Komunii z gotowym darem: spełnionym uczynkiem miłosierdzia (dla... nie idźcie na spotkanie z Chrystusem z pustymi rękoma) i ofiarujcie coś, co spełnicie zaraz po Komunii: dar spełniony i dar, który macie spełnić, to bardzo pomaga! To uzdalnia was do zaszczepienia Komunii w waszym dniu, obowiązku, miłości. Ofiarujcie coś, co was dużo kosztuje. Ofiarujcie coś odważnego - zaangażowaną służbę ubogiemu, choremu, staremu. Ofiarujcie przede wszystkim trudną miłość w domu.

3. Następnie rzecz najtrudniejsza: słuchajcie! To moment, którego On od was oczekuje. Jeżeli Chrystus ustalił to osobiste spotkanie z wami, nie zrobił tego dla sportu. Ma nam coś do powiedzenia. Musicie zachęcić Go do mówienia. Jeżeli nie jesteście skupieni, nie będzie mówił! On przychodzi na spotkanie osoby z osobą. Jeżeli przyjmiecie Go roztargnieni, przestaniecie być osobami, staniecie się dla niego zjawami: jak ma się z wami skontaktować, skoro Mu umykacie? A zatem musimy zamienić się w słuch.
O słuchaniu możemy mówić wtedy, gdy mamy prawdziwą wolę komunikowania się. On zawsze jest gotowy do komunikacji, ale jeżeli wasz kabel jest odłączony, On nie pogwałci waszej wolności.
W ten sposób właśnie sprawdza się żywotność Komunii: to najbardziej delikatny moment. Musicie po Komunii móc powiedzieć: powiedział mi to lub tamto. Wracając do domu, wasza mama powinna was zapytać: "Przystąpiłeś do Komunii? Co ci powiedział?".
Zrozumcie mnie dobrze: to nie jest gra wyobraźni. To nie jest fantazja. Jak jednak Chrystus może do mnie mówić?
Przebadamy uważniej to zagadnienie, ale jedna rzecz pozostaje pewna: Chrystus nie potrzebuje zbyt wielu akcesoriów, aby do was przemówić, nie potrzebuje ani słów, ani wyobraźni, Chrystus mówi także w ciszy.
Trzeba się zatrzymać. Musicie naprawdę pragnąć skontaktować się z Nim, zainspirować Go do rozmowy i wiedzieć po spotkaniu, czego od nas oczekuje.

4. Potem proście! On na to czeka. Wypróbujcie moc tej modlitwy: "Panie, jeżeli chcesz, możesz mnie uzdrowić!"; była to modlitwa chorych, ślepych, sparaliżowanych i trędowatych.
Poproście, aby nauczył was się modlić: "Nauczycielu, naucz nas się modlić!". Przede wszystkim zaś proście, abyście potrafili pełnić Jego wolę: "Panie, nie moja, ale Twoja wola niech się stanie".
Proście o dar światłości: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha! - Ty masz słowa życia wiecznego".
Spróbujcie wyobrazić sobie cały tydzień takich Komunii, Komunii uwolnionych od rutyny.
Spróbujcie wyobrazić sobie cały miesiąc tak przyjmowanych Komunii - prawdziwych spotkań osoby z osobą.
Ileż niezrealizowanych cudów jest w waszym życiu: Jezus nie mógł działać; przeszedł tuż obok. Przyszedł do nas, ale nie skontaktował się z nami, a my nie otrzymaliśmy owocu spotkania z Nim.
Teraz przeanalizujmy punkt po punkcie etapy spotkania z Chrystusem: zacznijmy od słuchania.

3. Słuchanie

Andrea Gasparino

Opowiadanie św. Łukasza o spotkaniu Jezusa z Zacheuszem mogłoby posłużyć jako dokładny wzór dla naszej komunii.

W tym spotkaniu można wyróżnić cztery akty, które mogłyby stanowić schemat naszego dziękczynienia.

  • Jest radość: "przyjął Go rozradowany".
  • Jest dar: ofiarowuje Mu gościnę "w swoim domu" i z pewnością wystawną wieczerzę, jak zwykło się przyjmować honorowych gości.
  • Jest słuchanie: ponieważ mamy wielką odpowiedź słuchającego Zacheusza: "Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie".
  • Jest prośba: przynajmniej domyślna, ponieważ Chrystus kończy: "Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu".

Z tych wszystkich aktów najważniejszym jest słuchanie. Ma tak istotne znaczenie, gdyż z niego wypływa osobista odpowiedź dana Chrystusowi, odpowiedź, której On oczekuje.

Motywacją eucharystycznego rytuału jest odpowiedź człowieka. Nie może być inaczej. Chrystus nie może przyjść do nas bez powodu. On oczekuje od człowieka odpowiedzi, która jest Jego przywilejem. Przygotowana odpowiedź jest uzależniona od słuchania.

1. Słuchanie jest ważne

Andrea Gasparino

Ono jest dowodem przyjaźni.

Jeżeli przychodzi do ciebie przyjaciel, aby spędzić z tobą kilka godzin, wiedząc, że jesteś w domu, a jednak ty nie wychodzisz do niego, bawisz się jego przyjaźnią.

Jeżeli każesz swojej matce czy siostrze powiedzieć: "Powiedz mu, że mnie nie ma", a będzie wiedział, że kłamiesz, ponieważ z ulicy widział zapalone światło w twoim pokoju albo słyszał cię, jak przed chwilą rozmawiałeś przez telefon, na wieść o tym, że nie ma ciebie w domu, na zawsze straci całą przyjaźń do ciebie. Taka postawa jest poważną obrazą wobec przyjaciela!

Jednak często w ten właśnie sposób przyjmujemy Chrystusa w Komunii. Przychodzi i nas nie zastaje. Wie dobrze, że jesteśmy, ale nas nie znajduje, ponieważ zaprzątają nas inne myśli.

Nasza oziębłość musi być dla Niego niezwykle obraźliwa. Nasze przyzwyczajenie do tego dziwnego i karygodnego zachowania jest tragedią.

Słuchanie jest najbardziej logicznym i podstawowym aktem Komunii, a jednak jest to akt najbardziej zaniedbywany.

Jeżeli spotykają się dwie osoby, a po spotkaniu nie wiedzą, co sobie powiedziały, to czy te osoby rzeczywiście się spotkały?

Ile razy po spotkaniu z Chrystusem w Eucharystii nie wiemy, co nam powiedział!

2. Słuchanie jest trudne

Andrea Gasparino

Jest to akt bierny i czynny zarazem. Dla nas łatwiejsze są akty czynne niż bierne.

Mówienie jest aktem "czynnym". Milczenie samo przez się jest aktem "biernym".

Słuchanie jest natomiast milczeniem i działaniem, jest otrzymywaniem i dawaniem, jest biernością i aktywnością zarazem.

Słuchanie Boga jest dlatego trudne, że jest komunikowaniem się z osobą, która wymyka się zmysłom.

Możemy długo rozmawiać z osobą obecną, którą widzimy, która interweniuje, pyta albo przynajmniej nas słucha. Nie rozmawiamy jednak zbyt długo z osobą, która nic nie mówi. Gdy na dodatek ta osoba jest poza naszym kręgiem wizualnego postrzegania, znajduje się np. po drugiej stronie telefonicznego kabla i słucha nas, nie wypowiadając ani słowa, rozmowa prędko się urywa.

Podczas Komunii znajdujemy się w jeszcze trudniejszej sytuacji: On tu jest, osoba żywa i prawdziwa, przed nami, ale my tego nie widzimy. Gdybyśmy przynajmniej słyszeli! Gdyby dotarło do nas chociaż jedno słowo: to jednak nigdy się nie zdarza.

Słuchanie jest trudne z tego powodu, że po rozpoczęciu dialogu, zaraz wydaje się nam, że prowadzimy monolog zwrócony do kogoś nieobecnego.

A przecież z Chrystusem muszę się spotkać, ponieważ On przychodzi do mnie, aby zastać mnie obecnego, a nie nieobecnego.

Słuchanie w Komunii, będąc tak trudnym, staje się aktem najbardziej zaniedbywanym.

Mówienie, czytanie, rozważanie, również modlitwa głośna lub cicha, wszystko to jest o wiele prostsze od słuchania. A jednak słuchanie jest decydującym aktem Komunii.

Trudno jest uznać za prawdziwą Komunię bez odpowiedzi danej Chrystusowi.

3. Jak słuchać

Andrea Gasparino

Do słuchania Chrystusa w Komunii potrzebujemy środków komunikacji. Jeżeli są, Chrystus może się z nami skontaktować, jeżeli ich nie ma, Chrystus się nie skontaktuje.

Atmosfera wokół nas jest przepełniona odgłosami, dźwiękami, ale my, tylko za pomocą ucha, nie odbieramy niczego. Jeżeli jednak mamy do dyspozycji mały tranzystor, wtedy tak, komunikujemy się z tymi głosami i dźwiękami.

Po to, abyśmy normalnie mogli wysłuchać Boga, potrzebujemy tranzystora; musimy spełnić następujące warunki:

1. Cisza

Bóg na ogół nie przemawia w hałasie. Nie mam tu na myśli hałasu zewnętrznego, nie jest taki ważny, mówimy o hałasie wewnętrznym, o bałaganie, o rozproszeniu, o próżności, o "światowości".

Cisza jest klimatem oczekiwania, jest również klimatem hojności.

Wewnętrzne milczenie nie może być zaimprowizowane, wymaga wysiłku. Zazwyczaj potrzebuje przestrzeni. Nie uda się tak ni z tego ni z owego powiedzieć: teraz pogrążę się w milczeniu, ponieważ nie wystarczy tego powiedzieć, czasami nie wystarczy takie krótkie pragnienie, trzeba pragnąć tego bardzo głęboko.

Głębokie akty woli nie są improwizacją, potrzeba trochę czasu na przebicie naszej powierzchowności i dotarcie do naszych najgłębszych pokładów. Tak, strefa wewnętrznego milczenia znajduje się głęboko w nas.

Temu, kto jest przyzwyczajony do koncentracji, jest łatwiej, ten, kto nigdy nie umiał się skoncentrować, ma przed sobą ogromny wysiłek. Wewnętrzne milczenie jest również głębokim oczyszczeniem nas samych. To nie jest proste! Jednak to możliwe dla każdego człowieka dobrej woli, bo jest to możliwe dla każdego myślącego człowieka.

Potem musi być spełniony drugi warunek.

2. Wola komunikowania się z Bogiem

Bóg bardzo szanuje naszą wolność. Nie kontaktuje się z nami, jeżeli się rozłączamy. Nigdy! Prawie nigdy!

Temu, kto posiada niewzruszoną wolę komunikowania się z Bogiem, słuchania Jego głosu, wzywania Jego woli, Bóg odpowiada w sposób naturalny.

Prawie zawsze każe na siebie trochę poczekać. Nie dlatego, że chce pokazać, jak bardzo się ceni, ale by nas przygotować. Bez trudów włożonych w oczekiwanie, nie potrafilibyśmy usłyszeć Jego głosu, ponieważ wymyka się zmysłom. Wymyka się duszy. Niewiele trzeba, aby stłumić głos Boga w nas.

Bóg jednak kontaktuje się z nami, i to jak! Nie poprzez zmysły, ale poprzez rozum i serce.

Potem trzeba spełnić trzeci warunek.

3. Aby na początku była miłość

Dalej w kolejności istotne jest prawdziwe pragnienie odpowiedzi, dania Mu tego, o co prosi, wyjścia na spotkanie Jego pragnieniom. Ważne, aby odpowiedź była prawie gotowa: "Panie, uczynię wszystko, co zechcesz, objaw swoją wolę" lub typowe: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha".