3. Modlitwa ustna

Andrea Gasparino

Jej wieczną plagą są rozproszenia.

Jest to pewne ograniczenie, które zawsze będzie nam towarzyszyć, aż po grób. Tylko w Raju nie odczujemy już więcej rozproszeń, ponieważ w centrum naszych zainteresowań będzie wyłącznie Bóg.

Należy więc nie tylko nauczyć się współżyć z tym ograniczeniem, ale trzeba też spróbować z nim walczyć.

Utrapieniem jest marnowanie modlitwy ustnej; ale faktycznym złem jest nie tyle bycie roztargnionym, co przyzwyczajenie się do takiego stanu rzeczy. Być ciągle roztargnionym na modlitwie, to hodować raka modlitwy.

Nigdy nie powinniśmy się na coś takiego zgodzić.

Alarm trzeba wszcząć odpowiednio wcześniej! Kto słodko przesypia ten problem, nie czyniąc sobie z tego powodu ani jednego wyrzutu, może nabrać niebezpiecznych przyzwyczajeń...

Jest nieprzyzwoitym ten, kto w taki sposób pozbawia czci Boga, a bliźnich napawa obrzydzeniem. Wyobraźcie sobie kogoś, kto tkwi przy okienku w jakimś urzędzie i zamiast załatwiać sprawę, zachowuje się jak ktoś, kto nie wie dobrze czego chce, albo zamiast odpowiedzieć urzędnikowi, gawędzi nie na temat i nie słucha co się do niego mówi: nietrudno zgadnąć, że zostanie odesłany z niczym.

Jednym słowem: być roztargnionym, znaczy nie szanować Boskiego rozmówcy, nie czuć respektu wobec Jego boskiej godności.

Zamiast więc rozmawiać z Bogiem w stanie roztargnienia, lepiej zamilcz.

Modlitwa ustna jest jak kładka na drodze do Boga. Niesie ze sobą dwa ryzyka:
1. można znaleźć się obok kładki: owoc modlitwy roztargnionej;
2. można usiąść na kładce, zrezygnować z pomocy, jaką oferuje Bóg: jest to taka modlitwa ustna, w której większą uwagę przykłada się do słów, niż do ich Adresata.

Czynimy wówczas jak dzieci, które uczą się czytać: tak bardzo skupiają się one na przesylabizowaniu słów, że w rezultacie, nie rozumieją nic z tego, co przeczytały.

Modlitwa ustna winna zjednoczyć mnie z Bogiem, a nie od Niego oddzielić. Nie wystarczy, że uważnie przeczytam psalm, radując się jego treścią; jeśli ten psalm nie zjednoczy mnie z Bogiem, jak mogę powiedzieć, że się modliłem?

Zbyt mechaniczne zwracanie uwagi na wypowiadane słowa może wyprowadzić mnie na bezdroża: uniemożliwić intymny kontakt z Bogiem.

Jest rzeczą ciekawą, że wielcy eksperci modlitwy ustnej, jakimi byli ojcowie pustyni, stosowali modlitwę ustną bardzo często, ale były to wezwania krótkie.

Jak leczyć chorą modlitwę ustną? Jak ją uzdrowić? Oto niektóre środki zaradcze:
- jak najczęściej trzeba modlić się spontanicznie, częściej niż gotowymi formułami;
- należy stosować w modlitwie ustnej jak najwięcej "przystanków": zwracać do Boga bardziej serce niż słowa. Innymi słowy: zadbać o to, by w modlitwie stosować jak najwięcej znaków STOP, będących oddechem dla duszy, pomogą wam one pogłębić konkretną myśl, pomogą myśleć;
- stosować tzw. "wołanie w wierze" do Boga, wszystko to w tej samej modlitwie ustnej (zwierzenie się Bogu: jakże jest bezcenne!);
- przyzwyczaić się do modlitwy niewielką ilością słów, w sposób uporczywy i natarczywy;
- modlić się stosując, od czasu do czasu, technikę oddechu;
- modlić się pisząc;
- uczestnicząc w liturgii, modląc się psalmami: podkreślać te słowa, które użyczają wam swej mocy i służą pośrednictwem w uzyskaniu głębszego kontaktu z Bogiem; podkreślcie te słowa-klucze, zdania-klucze.

W życiu duchowym
kto nie posuwa się naprzód, cofa się,
a kto nie wędruje zyskując,
wędruje tracąc".

Święty Jan od Krzyża
Droga na Karmel