12. Biblijny fundament

Andrea Gasparino

1. "Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21).

Są to słowa wypowiedziane przez Jezusa w odniesieniu do błogosławieństw, są, więc, bardzo ważne.

Jesteśmy zbyt skłonni do fałszowania naszej relacji z Bogiem: z dużą łatwością udajemy piękne uczucia i mówimy przepiękne słowa, często pozwalając, by życie kroczyło swoją drogą.

Zauważcie, że cytowane wcześniej słowa Jezusa poprzedza przypowieść o dobrej lub złej budowie. Jest to przypowieść ilustrująca nauczanie o poszukiwaniu woli Bożej, która jest jedynym życiowym fundamentem: "Nie każdy, który mówi Mi: Panie, Panie...".

Znamiennym jest fakt, że Jezus, po przedstawieniu swojego posłannictwa w kazaniu na górze (Mt 5-7), konkluduje, iż prawdziwa relacja z Bogiem nie zawiera się w słownej modlitwie, ale polega na konkretnej miłości, a ta wyraża się w bezpośrednim posłuszeństwie Bożej woli.

W zasadzie, nieustannie przeżywamy pokusę dania Bogu czegoś, co kosztowałoby mniej niż konkretna miłość; ale Boga nie interesują substytuty.

Jest to stałe ryzyko modlitwy serca, grożące duchową schizofrenią, separacją modlitwy i życia, duchowymi euforiami bez żadnych życiowych, praktycznych konsekwencji.

Miłość składająca się tylko z pięknych słówek to kłamstwo dla Boga, który jest przecież absolutną prawdą. Taka miłość ma wiele wspólnego z hipokryzją.

Jezus zawsze tracił cierpliwość w kontakcie osobami dwulicowymi, obłudnikami.

Jeśli modlitwa serca nie ma wpływu na nasze obowiązki, na nasze czyny miłosierdzia, na nasze odsunięcie się od zła, na relacje z innymi to znaczy, że jesteśmy niewolnikami modlitwy schizofrenicznego serca.

Musimy zdobyć się na odwagę, aby stanąć w prawdzie o sobie, aby zdemaskować samych siebie przed sobą: jeśli bowiem modlitwa serca nie przynosi owoców, to znaczy, że ani nie modlimy się, ani nie umiemy okazać serca.

Co zrobić, żeby ustrzec się przed kłamstwem?

Wszystko zależy od dobrego początku; wszystko zawiera się w jednym: trzeba całą głębię swej duszy oddać modlitwie serca.

Duszą będzie zagwarantowanie modlitwie serca możliwości nawrócenia, które, z kolei, należy uczynić jej kręgosłupem.

Oczywistym jest, że dla wykonania pięknego haftu, potrzebujemy odpowiedniego materiału.

Modlitwa serca będzie jednym, wielkim złudzeniem, jeśli nie będzie w nas konkretnej chęci, pragnienia, woli nawrócenia. A nawrócenie powinno nastąpić w sposób: wyraźny - widoczny ? zauważalny.

Później, trzeba, aby ogień Ducha zstąpił na całą tę płaszczyznę nawrócenia, będzie to gorąca modlitwa, która natychmiast wniesie tam życie.

2. "A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: ?Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił?. Wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana, i począł drżeć, i odczuwać trwogę.
I rzekł do nich: ?Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!?.
I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina.
I mówił: ?Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie!?" (Mk 14,32-36).
"Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię" (Łk 22,44).

Stoimy wobec potęgi modlitwy serca; jest nią modlitwa Chrystusa: nieskończenie głęboka, rozżarzona, przejmująca, zroszona krwawym potem.

Jeśli chcecie żywego przykładu modlitwy serca, oto on: krwawiąca modlitwa w Getsemani; nie ma, ponad niego, doskonalszego...

"Ewangelie więcej razy przypominają nam o tym, że Jezus się modlił, więcej nawet, że całe noce spędzał na modlitwie, ale żadna z nich nie była przedstawiona nam w sposób tak głęboki i przejmujący jak ta, z Getsemani... Żadna inna chwila z życia Jezusa nie była tak decydująca" (Jan Paweł II).

Ojciec święty nazywa modlitwę z Getsemani próbą miłości, czyli - w prostych słowach - "modlitwą serca".

Chrystus dotyka otchłani swego unicestwienia. Sam o tym mówi: "Smutna jest moja dusza aż do śmierci", wynikiem tej próby jest krwawy pot.

Chrystus doświadcza ogromnej, ludzkiej słabości: "Ojcze, jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich!", ale w swej najwyższej próbie miłości mówi: "Lecz nie to, co ja chcę, ale to co Ty".

Jeśli nasza modlitwa jest prawdziwa, to powinna wyrażać się w słowach: "Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie".

Nie ma modlitwy serca, jeśli brak silnej woli w szukaniu i wypełnianiu woli Boga.

Modlitwa Jezusa w Getsemani jest wszystkim, jest kwintesencją modlitwy serca.

Kochać Boga, tylko kochać, to tak niewiele, a przecież nie jest to łatwe zadanie. Dlatego modlitwa serca wymaga ciszy i odpowiedniego miejsca. Również Jezus tego potrzebował: "pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił".

My, uczymy, aby w modlitwie serca, z dużą intensywnością błagać o Bożą moc dla naszej woli. Czynił to również Jezus: "powtórnie odszedł i tak się modlił" (Mt 26,42).

Trzy razy tak czynił, jak podaje Mateusz: "zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa" (Mt 26,44).

To powtórzenie, naleganie w ofiarowaniu naszej woli Ojcu jest koniecznością. Takie powtarzanie, naleganie jest miłością, i to aktywną, bo sprawia, że miłość wzrasta. Powtarzanie jest konieczne, bo jesteśmy słabi.

Powinniśmy dostrzegać również potrzebę modlitwy ciała podczas modlitwy serca, bo jeśli ciało nie będzie się w postawie modlitewnej, to także dusza bardzo będzie się trudzić, modląc się sercem.

Czynił tak również Jezus:
"Upadł na ziemię i modlił się" (Mk 14,35);
"Upadł na twarz i modlił się" (Mt 26,39);
"Upadł na kolana i modlił się" (Łk 22,41).

Kiedy modlitwa serca staje się nużąca, letnia, mało intensywna należy, jak najszybciej, przenieść się do Getsemani, do modlitwy serca, którą zanosił do Boga Jezus, pocąc się krwią: "A Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię" (Łk 22,44).

Modlitwa serca albo jest miłością, albo jest niczym. A sama miłość, winna być, przede wszystkim, przylgnięciem, w sposób możliwie najdoskonalszy, do woli Bożej. Stanie się przez to czystsza, bardziej szczera, pozbawiona ludzkich słabości.

Nadmiar słów przeszkadza w modlitwie serca. Mówiąc: "Ojcze!" - w zasadzie powiedziało się już wszystko; reszta staje się bezsensownym wielosłowiem, które niszczy modlitwę serca.

Zdarza się nieraz, że modlitwa serca wymaga od nas zadania sobie gwałtu. Spójrz na Jezusa, On uczynił to pocąc się krwią.

I, może, starajmy się nie fantazjować, nie myśleć o rzeczach odległych, bo ryzykujemy utratę woli Bożej już teraz, w konkretnej, danej nam chwili.

3. "Jezus rzekł do uczniów: ?Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił?. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę.
Wtedy rzekł do nich: ?Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną? ...Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: ?Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną??" (Mt 26,36-40).

Zwróćmy uwagę na modlitwę Apostołów.

Jezus zaprasza ich do "modlitwy serca", a oni nie posłuchali Go: zwyciężyła ich własna słabość, płytkość.

Jezus nie prosi o nic swoich Dwunastu, mówi tylko: "Usiądźcie tu", ale dalsze słowa: "Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił" brzmią wymownie.

Na pewno nie chciał powiedzieć: podzielmy pracę, wy położycie się spać, a ja będę się modlił. Widać, że oczekiwał współudziału, niestety, nawet wybrana trójka (Najlepsi? Najbardziej przez Jezusa uprzywilejowani? Z pewnością byli to ci, na których Jezus mógł liczyć), również i oni, w pełni Go zawiedli.

A właśnie tych trzech prosi o modlitwę serca, prosi o cichą i pełną przywiązania obecność, tak wiele cierpiał...

"Zostańcie tu i czuwajcie ze mną".

Kompletny zawód! Trzech Apostołów wolało w tym czasie spać.

Oto ostatnia lekcja w modlitewnej szkole Jezusa, w której człowiek odnosi całkowitą porażkę!

Z tekstu świętego Mateusza wynika, że Jezus trzy razy prosi, aby z Nim czuwali, ale ich płytkość myślenia, zmęczenie, brak refleksji wzięły nad nimi górę.

Pan nie potrzebował słów, ale ich uczucia.

Modlitwa serca tym właśnie jest: odłożeniem na bok słów i podarowaniem Bogu serca.

Modlitwa serca może robić wrażenie trudnej; gdy tymczasem nie ma nic prostszego, niż być obecnym, całkowicie obecnym wobec wybranej Osoby, darując Jej serce.

Ale żeby podarować komuś serce, trzeba je najpierw posiadać! A, następnie trzeba umieć je dać!

Modlitwa serca przeskakuje wszystkie formalności, całą "biurokrację", wszystkie nasze faryzejskie słówka i koncentruje się na istocie sprawy, na relacji z Bogiem.

Trzech uczniów nie uczyniło tego, ponieważ nie byli do tego przygotowani, żaden z nich nawet nie pomyślał o takim przygotowaniu.

Faktycznie, najczęstszą zasadzką, jaka na nas czyha, przy prowadzeniu modlitwy serca jest nasz brak przygotowywania się. Miejsce i czas na oczyszczenie się, realne spojrzenie na siebie, konkretne określenie swej duchowej sytuacji - to wszystko jest bardzo ważne, ażeby, w rezultacie, móc przylgnąć swą wolą do woli Bożej. Nie zapomnijmy o najważniejszym, o dobrym "określeniu, z czego chcemy się nawrócić".

Modlitwa serca nie zaistnieje, jeśli jej nie poprzedzi nasze oczyszczenie, jeśli nie będziemy świadomi własnej nędzy.

Jezus, kiedy spotyka ich śpiących mówi: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe" (Mt 26,41).

Nauka, jaka wypływa z tych słów jest taka: żeby pozostać wiernie u Chrystusowego boku, trzeba o taką wierność poprosić.

Modlitwa serca to trudna do zdobycia umiejętność: ale poprośmy o to, żeby ją uzyskać, bo nasz Pan czeka niecierpliwie, by wysłuchać naszego błagania.

Oto najpowszechniejsze cechy naszej słabości:
- zła wola,
- niedostateczne wyciszenie,
- puste ręce,
- zmęczenie,
- bylejakość,
- letniość,
- poszukiwanie satysfakcji.

Jeśli nie będziemy czuwać, nasza modlitwa może przemienić się w doskonałe rozczarowanie się Bogiem.

Nasze słabości

Andrea Gasparino

Zła wola
Wolę należy trzymać pod silną kontrolą: robi sobie bowiem, co chce, zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynamy się modlić. To bardzo ważne: dobrze zacząć.

Błaganie o Bożą moc przy słabej woli, za każdym razem, gdy tylko zauważymy jej brak, to z pewnością najbardziej skuteczny lek.

Niedostateczne wyciszenie

Niedostateczne wyciszenie ma miejsce wówczas, gdy modlitwę rozpoczniemy z ciężkim sercem. Kiedy zauważymy, że jesteśmy bardzo roztargnieni warto zastosować pewną taktykę, zacznijmy naszą modlitwę wcześniej niż zaplanowaliśmy.

Ofiarujmy Panu nasze słabości, umiejmy upokorzyć się przed Nim, pragnijmy spotkać się z Bogiem, okazać Mu nasze pragnienie czynienia dobrze, oto różne środki zaradcze dla roztargnionego umysłu. Ale najważniejsze jest wcześniejsze i dłuższe przygotowywanie się do właściwej modlitwy.

Puste ręce

Wierzyć, że ma się wszystko dobrze uporządkowane, to nie tylko naiwność, ale i piękna nieświadomość. Jest tyle problemów, na które nam Pan niestrudzenie wskazuje... trzeba odpowiedzieć na nie! To są właśnie sprawy, które mogą się stać przyczyną naszych nawróceń.

Oprócz tego, należałoby dobrze przeegzaminować korzenie naszych gestów miłosierdzia, całą sferę naszych obowiązków i różnych - niczym nieusprawiedliwionych - przyzwyczajeń. Może się zdarzyć, że nawet jakieś bardzo ważne sprawy, problemy, nasza strachliwa świadomość głęboko gdzieś ukryła.

Jest to najprostsza i najbardziej praktyczna metoda przygotowywania przyczyny naszego nawrócenia, która pozwoli nam później na gorące zatopienie się w modlitwie.

Zmęczenie

Przy pewnego rodzaju zmęczeniu, umysł nie jest w stanie się skupić. Co wówczas zrobić?

Nie ma lepszego wyjścia niż to: inteligentna alternatywa. Lenistwo powiedziałoby: zostaw modlitwę, ale miłość tak nie mawia. Mówi za to: pomódl się w sposób, który będzie może jakoś korespondował z twoim zmęczeniem, pomódl się tak, byś mógł odpocząć. Na przykład: usiądź u stóp Boga i po prostu Mu dziękuj, ofiaruj Mu swoje zmęczenie, ale nie wycofuj się z modlitwy! Przecież zmęczony też kocha!

Bylejakość

Polega na tym, że choć jesteśmy z Panem, to nie dajemy z siebie wszystkiego, co jest w nas najlepsze. To jak stać przed Nim, ale nie rozpalać się z miłości, tylko po prostu, stać sobie, tak przed Nim jak i przed sobą, przed swoimi problemami, z przesadnym spokojem.

Nie! Modlitwa serca wymaga obowiązkowości i radykalności, w decyzjach, w ostrych cięciach w walce z miernością.

Rozwadnianie modlitwy serca odrobinę leniuchując i nie domykając za roztargnieniami "drzwi", nie jest rzeczą mądrą ani poważną, a tylko łudzeniem się, że można tak pozorować.

Modlitwa serca jest umiłowaniem Boga ze wszystkich sił, jakie tylko w nas są.

Letniość

Jest rezultatem lenistwa, nieobecnością miłości. Czy modlitwa serca może iść pod rękę z grzechem, z zaniedbywaniem obowiązków, z miłosierdziem ubranym w łachmany, z przedwczesnym osądzaniem, z nieroztropnym językiem, wścibstwem, zepsuciem, fałszywą ambicją, nieustannym pokazywaniem siebie...

Letniość to pasożyt paraliżujący modlitwę serca.

Modlitwa serca to pełna uczuć relacja z Bogiem, prawdziwie szczera i otwarta, która nienawidzi mierności budującej relacje interesowności, pośledniego gatunku, spaczone relacje ogromnego braku autentyczności.

Szukanie własnej satysfakcji

Jeśli decyduję się na modlitwę serca dla własnej satysfakcji, albo żeby czuć się lepszym od innych; albo czując się już prawie rozmodlonym, nie akceptuję jednostajności, próby oschłości; jeśli szukam satysfakcji i kompensacji, jeśli staram się o dar pokoju, żeby tylko mieć pokój, to nie jest to nic innego jak tylko "polowanie" na zdobycie samozadowolenia. I jest to absurdalne...

Nie! Powinienem przyjąć to, co Pan dla mnie przygotował i w chwilach płomiennego zapału powinienem umieć oderwać się od swych czynności, mówiąc jasno: "Panie, dziękuję ci za ten żar modlitwy, wiedz, że pragnę Cię tylko kochać".

Trzeba zgodzić się na dar, ale nie przywiązywać do niego swego serca: tylko miłość się liczy.

Umieć się wielkodusznie zgodzić na ciemność, oschłość, jednostajność... i uczynić z tego wszystkiego hojny dar Panu.

Boże, bylebym tylko kochał Cię ze wszystkich mych sił!

"Są osoby, ja jestem jedną z nich, które Pan obdarowuje modlitwą pokoju (modlitwą serca); ale udają one, że są głuche. Tak bardzo bowiem są przywiązane do modlitwy ustnej - i czynią ją tak ważną - że wydaje się, iż wierzą, że są zobligowani do wykonania dziennej normy modlitewnych słów i to możliwie jak najszybciej. Starajcie się tak nigdy nie robić. A raczej, zwróćcie uwagę, czy Bóg czasem was nie powołuje do takiego rodzaju modlitwy, do modlitwy serca. Byłaby to nieodżałowana strata, gdybyście tego w porę nie odkryli; zgubilibyście bezcenny skarb".

Święta Teresa z Avila,
Droga do doskonałości