22. Łuk prawdy

Andrea Gasparino

Istnieje pewne ryzyko modlitwy: egocentryzm. Po przebrnięciu przez pierwsze trudności, tak dobrze jest przebywać z Bogiem, że ma się ochotę powtórzyć za świętym Piotrem: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy, jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty...". Zachowując się w taki sposób można łatwo przeoczyć jakiś ważny problem.

Takim problemem może być, na przykład: uregulowanie najpierw "długów" z Bogiem, praktyczne spojrzenie na utrudniające życie, codzienne drobiazgi, odważne zlikwidowanie naszej "umiejętności" pozorowania, naszych faryzeizmów, uporządkowanie wszystkiego, co sprzeciwia się Bogu.

Ryzyko egocentryzmu istnieje zawsze, choć nie należy zbyt głęboko się go doszukiwać. Powodem jest fakt, iż trwanie w milczeniu przed Bogiem, starając się kochać, jest zadaniem tak trudnym, że nie pozwala nam na przebywanie z naszymi utrapieniami. Jak tylko zaczynamy uczestniczyć w świecie światłości, natychmiast zjawiają się nasze "cienie" i odczuwamy naszą nikczemność, niegodność. Przeraża nas to.

Dla początkujących, ryzykiem może być pragnienie szybkiego wejścia w modlitwę serca, bez uprzedniego jej odpokutowania. A kiedy się to stanie, modlitwa serca ciągle jeszcze pozostaje bardzo płytka, nawet jeśli już daje wiele radości.

Najważniejszy jest dobry początek, dlatego niezbędne jest przejście pod łukiem prawdy. Trzeba uczynić w sobie prawdę, włożyć palec do rany, oczyścić się, wejść w problemy, które nas bolą i uporządkować je.

Zaakceptować siebie, odczuwać żal, zadośćuczynić

Andrea Gasparino

Musimy umieć zgodzić się na własną małość i nędzę, bez tego pierwszego kroku nie będzie nas stać na żal za nasze postępki, ani nie dostąpimy oczyszczenia. Muszę być czysty, szczery najpierw sam ze sobą, jeśli chcę takim być przed Bogiem.

Tak więc powinienem dobrze, od wewnątrz, przyjrzeć się moim negatywnym cechom, wykazując się obiektywizmem i ufnością. Oto staję przed Bogiem, żeby okazać Mu swą miłość, czy Bóg nie pomoże mi wyjść z moich słabości?

Po rozświetleniu prawdą swojego wnętrza, następną czynnością jest żal. To nie jest kwestia słów, nawet jeśli niektóre dobrze wyrażają naszą skruchę. Kiedy widzimy własną nędzę, nachodzi nas pokusa odepchnięcia od siebie problemu, chcemy go zignorować, odwracając go od nas, albo przerzucając go na kogoś innego; może też się stać, że zabierzemy się do opłakiwania problemu zamiast go rozwiązywać. To na pewno nie nazywa się żalem.

Łatwo użalać się nad sobą, że jest się słabym, ale nie możemy tego nazwać żalem. Żałować to wychodzić z problemu, to wola walki. I oto trzeci etap, najważniejszy w żalu: zadośćuczynienie.

Oczywiście, nigdy nasze zadośćuczynienie nie będzie całkowitym naprawieniem naszego błędu, poza tym może też być bardzo złożone. Wymaga ogromnego wyczucia, zmysłu odpowiedzialności, praktyczności, a nieraz dużej dozy roztropności.

Jedno jest pewne: jeśli nie mogę zadośćuczynić w sposób najbardziej odpowiedni, to zawsze mogę podjąć decyzję, która będzie pierwszym, konkretnym krokiem prowadzącym do właściwego zadośćuczynienia.

Z pewnością będzie nim modlitwa. Jeśli uczyniłem szkody, jeśli źle wypełniłem swój obowiązek, to pierwszą rzeczą, którą należy uczynić, jest powierzenie Bogu osób, które skrzywdziliśmy, błaganie Boga o pomoc w pełnym zadośćuczynieniu za nasze winy, prośba o siłę i światło, o poczucie odpowiedzialności, już to wszystko jest zadośćuczynieniem.

Następnie, bardzo ważną rzeczą jest, aby w świetle Bożym, zaplanować program zadośćuczynienia, konkretny, natychmiastowy, pewny. Zaplanować krok po kroku, bo wiadomo, że każdy plan realizuje się w odpowiednich normach czasowych. To tak jak z podróżą: najpierw przygotowania, określenie pory wyjazdu, kupowanie biletu, wreszcie wyruszenie w drogę. Najważniejsza jest stała kontrola: czy wszystko przebiega w klimacie lojalności i szczerości.

Nie można osiągnąć modlitwy serca bawiąc się w chowanego z naszym poczuciem odpowiedzialności. Modlitwa serca jest bezpośrednim ukierunkowaniem się na miłość Bożą, bez dobrej woli nigdy tego nie osiągniemy.

Na początku, roztropnie jest, nigdy nie zaczynać modlitwy serca bez pewnego rodzaju kontroli, bez przejścia pod łukiem prawdy.

Później, każda rzecz zostanie jakby bardziej uproszczona, będziemy potrafili wyjść naprzeciw problemom utrudniającym naszą modlitwę serca, naszą dobrą relację z Bogiem przed, w trakcie, lub po modlitwie serca, czyniąc mały "przystanek", aby stanąć w prawdzie. Kto stanie się ekspertem w modlitwie serca, stopniowo posiądzie tak wyraźne światło w oglądaniu swej nędzy, że kwestia rachunku sumienia i skupienia się na modlitwie nie będzie mu zabierała zbyt wiele czasu.

Co więcej, zaledwie zaistnieje jakiś, popełniony przez niego, błąd, to jego "autoalarm" natychmiast się odezwie, a dobra wola zareaguje, cały dzień, bowiem, nadaje się do tego, by się oczyszczać i przygotowywać do modlitwy.

Trochę techniki

Andrea Gasparino

Nie jest zręcznie mówić o technice przy okazji modlitwy serca, bo czy można mówić o technice w kochaniu jakiejś osoby? Niemniej użytecznym jest spróbować chociaż uchwycić się takich środków, które ułatwią nam drogę do nauki modlitwy serca.

Żeby wdrapać się, na przykład, na wysokość szóstego piętra, potrzebujemy do tego pewnej techniki; kto porwie się na ten czyn bez żadnego przygotowania, upadnie lub zaryzykuje upadkiem.

Modlitwa serca nie jest sprawą prostą. Oto, kilka naszych refleksji, które uważamy za słuszne teraz przytoczyć:

  • Modlitwy serca nie poleca się osobom nadmiernie skrupulatnym, pedantycznym, sentymentalnym.
    Kto nie posiada dużej dawki poczucia humoru, szybko straci odwagę; kto jest chory na perfekcjonalizm, rozbije sobie głowę ; kto szuka oklasków, nie znajdzie ich.

  • Modlitwa serca nie będzie lekarstwem na złe samopoczucie; gdy jest się chorym lepiej wybrać inną formę modlitwy.
    Powodem odradzania jej jest fakt, że modlitwa serca wymaga wiele wysiłku i dużej koncentracji.
    Kiedy nasze zdrowie nie jest najlepsze, bardziej polecana jest modlitwa ustna, spokojna i uważna, albo też modlitwa dziękczynienia.
  • Modlitwa serca nie powinna usuwać w cień każdej, innej formy modlitwy. W pierwszej jej fazie, dobrze jest nawet ją przeplatać modlitwą ustną i modlitwą słuchania.
  • Początkowo, trzeba uważać, aby modlitwa serca nie przekroczyła czasu jednego kwadransa, ponieważ jest sucha i męcząca.
    W czasie godzinnej adoracji może odbyć się w połowie i pod koniec jej trwania.
    Tylko, jeśli, dzięki łasce Bożej, stanie się prosta i pociągająca, wtedy może być wydłużana, nie poniesiecie wówczas żadnych strat.

Jak Japończycy

Andrea Gasparino

Wszyscy, chyba, znają japońską metodę produkcji pereł. Opowiada się, że japońscy płetwonurkowie, przebywając w morskich głębinach, otwierają ostrzem perłonośne muszle, wprowadzają do nich ziarenko piasku i na powrót zamykają. Wapienne ziarenko ma za zadanie sprowokować wydzielanie perłotwórczej substancji i w rezultacie utworzyć, w maksymalnie krótkim czasie, piękną perłę.

Podobnie jest z modlitwą serca: trzeba, pod wpływem naszej dobrej woli, stworzyć coś, co nas przewyższa; naszą perłą jest nasza miłość.

Dla ułatwienia, zdradzę technikę jaka uprości drogę do modlitwy serca: używaj prostego słowa wspomagającego utrzymanie milczenia.

Może wystarczy tylko słowo: Ojcze!
Albo: Jezusie, Zbawicielu!
Albo: Duchu Święty! Nieskończona Miłości!
Albo: Ojcze! Synu! Miłości!

Kiedy św. Kasjan wrócił z Egiptu, gdzie poznał tajniki modlitwy, zapoznał zachodnich mnichów z modlitwą niewielu słów. Jemu więc przypisuje się, używanie w zachodnich klasztorach, aż po św. Benedykta zwyczaj powtarzania biblijnych aktów strzelistych: "Deus, in adiutorium meum intende": Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu (Ps 70). Zwyczaj ten zachował się po dzień dzisiejszy, stosowany jest podczas Liturgii Godzin. Dawniej, benedyktyńscy mnisi poprzedzali tą modlitwą każdą swą czynność, było to, więc, nieustanne wprost powtarzanie.

Dobrze jest używać tego pojęcia "ziarnko piasku", w odniesieniu do modlitwy krótkiej a intensywnej; dłuższa modlitwa przerwałaby ciszę i przeszkodziłaby wyobraźni; modlitwa uczyniona z jednego słowa jest bardziej skuteczna.

Wiadomo, że indyjscy mistrzowie powierzają swoim uczniom, dla łatwiejszego utrzymania ich umysłów w skupieniu, jedno słowo, które mają powtarzać, a które ma pomóc im zachować milczenie, to słowo brzmi: MANTRA. Jest to słowo bez większego znaczenia, mające na celu tylko stymulację koncentracji, które uczeń z łatwością wymówi synchronizując je z oddechem.

Za pośrednictwem tego prostego środka można zagwarantować doskonałą umiejętność kontrolowania myśli.

Uprzywilejowana chwila

Andrea Gasparino

Jest taka szczególna chwila w ciągu naszego dnia, w której modlitwa serca ma swój uprzywilejowany czas: to chwila po Komunii świętej.

Lęk przed przyzwyczajeniem się do przyjmowania Komunii świętej nie jest obcy, chyba, nikomu. Trudno znaleźć kogoś, kto nie zetknął się z tym problemem.

Modlitwa serca zdaje się być najlepszym lekiem uzdrawiającym takie przyzwyczajenia.
Następuje chwila, w której również liturgia zatrzymuje się i wymaga ciszy; chwila, w której eucharystyczna Obecność w nas wymaga gorącej, osobistej odpowiedzi; chwila, w której stosunkowo łatwo jest nam się skupić. Dlaczego więc nie wykorzystać momentu Komunii świętej, niech będzie to chwila przebywania na naszej zwyczajnej, pierwszej sali gimnastycznej modlitwy serca.

Wystarczy porządnie się skupić, wybrać odpowiednią postawę i zatopić się w obecności Chrystusa w nas. Modlitwa: "Jezu!" może podtrzymać w nas ciszę. Wszystko zawiera się w jednym: być naprawdę obecnym przed Nim i kochać.

Nadawać rytm oddechem

Andrea Gasparino

Wszyscy mistrzowie Wschodu kładą nacisk na użyteczność koncentracji przy pomocy oddechu, w wyniku czego osiąga się wysoki stopień skupienia.

Jest to technika, którą stosowali również ojcowie pustyni. Technika, którą i my powinniśmy, na nowo, odkryć.

Należy zająć pozycję, w której nasze oddychanie może następować w sposób regularny i swobodny. Nie radzimy przyjmować postawy yogi, przede wszystkim dlatego, że yoga jest dziś zbyt popularna wśród młodych, a jej technika jest nam obca. Radzimy raczej postawę alternatywną do yogi: na przykład, klęknięcie z plecami doskonale prostymi, ręce wzdłuż ciała, swobodnie... albo siedzenie na stołeczku bez garbienia się, prosto, bez podpierania się, ponieważ kiedy oddychanie następuje w sposób regularny i nie jest niczym utrudniane łatwiej jest nam się skupić.

Następnie, radzimy skoncentrować się na własnym oddechu, towarzysząc mu słowem, które nam najbardziej pomaga: OJCZE! albo: JEZU!

Dobrze jest przeprowadzić to ćwiczenie mając oczy zamknięte.

Pewien mistrz Wschodu powiedział: "Oddech to twój największy przyjaciel: koncentrując się na nim, będziesz zawsze w stanie doskonale się rozluźnić i zgasić w sobie każde napięcie".

Ktoś może uśmiechnie się czytając o tych wszystkich technikach, ale jeśli były one używane przez wielkich, chrześcijańskich ascetów żyjących na pustyni, to czyż nie mogą pomóc nam, zwyczajnym chrześcijanom.

W każdym razie, sposób modlitwy, w której oddech nadaje rytm jest stosowany i przydaje się, gdyby tak nie było, należy go porzucić, ale nie lekceważyć. Wszystko, co może skorygować naszą chorą modlitwę, będzie zawsze wysoko cenione.

"Niech pamięć o Chrystusie towarzyszy rytmowi twojego oddychania: dopiero wtedy nauczysz się doceniać ciszę".
Święty Jan Climaco