Świadectwa

Andrea Gasparino

Modlitwa serca jest męcząca, potrzebujemy pomocy innych, powinniśmy brać pod uwagę doświadczenie innych.
Wiele jest ścieżek modlitwy serca, ale ścieżka kogoś drugiego może okazać się dla mnie lepsza niż ta, którą zmierzam.
W Kościele, każdy z nas może stać się nauczycielem swojego brata.
"Nasi bracia są naszym życiem" - mawiał starzec Silvano.
Nauczyć się od innych, żeby mieć więcej siły i inteligencji w budowaniu fundamentów naszej modlitwy, jest rzeczą bardzo ważną.
Te świadectwa braci i sióstr ze Wspólnoty są bezcenną pomocą w rozumieniu i praktykowaniu modlitwy serca.

Modlitwa serca jest relacją "z serca do serca" z Bogiem, na podłożu prawdy; z tego powodu słowa przeszkadzają, a wyobraźnia nie pomaga.
Modlitwa serca jest życiem w świetle, jest wejściem w pełnię prawdy.
Odkąd praktykuję modlitwę serca, przekonałem się, że tylko taka modlitwa jest prawdziwa. Jest to modlitwa doskonałej dyspozycyjności wobec Boga. Całe nasze życie powinno być oddaniem się Jemu, ale modlitwa serca jest chwilą weryfikującą to wydarzenie, w którym całkowicie oddaję się Jego woli.
To źródło energii wysokiej mocy.
Jeśli istnieje coś, co ogarnia sobą całą osobę, ze wszystkimi zranieniami jego bytu, to jest właśnie modlitwa serca.
Bez żywej percepcji Bożej obecności nie jest możliwa modlitwa serca.
Czym jest bliskie przebywanie z Bogiem zrozumie się, kiedy nawiąże się kontakt z osobą, która się modli. Dzięki bliskości przebywania z Bogiem wszystkie aspekty naszej osobowości zostają przez Niego dotknięte, nawet te najbardziej ukryte.
Modlitwa serca musi być całkowitym odnowieniem naszego życia.
Nie dziwmy się, jeśli modlitwa serca jest trudna; bo istnieje pewna zasłona pomiędzy nami a Bogiem, ale to nie my ją postawiliśmy, to On jej zażądał; zgódźmy się więc na nią w pokoju i podejmijmy wysiłek z odwagą.
Modlitwa serca jest niemożliwa dla pysznego umysłu.
Praktykować systematycznie modlitwę serca, to prowadzić życie duchowe w surowej ascezie, bez kompromisów.
Modlitwa serca, bardziej niż kochaniem jest przyzwoleniem Bogu na kochanie siebie; w pewnym momencie, bardziej jest więc braniem niż dawaniem.
Modlitwa serca niemożliwa jest bez zachowania głębokiego milczenia zewnętrznego i wewnętrznego.
Modlitwa serca pozwala mi doświadczyć Boga działającego we mnie.
Modlitwa serca pokaże mi każdą moją słabość, nawet gdybym tego nie chciała.
Modlitwa serca pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego święta Teresa z Avila uważa, że podstawową wadą naszej modlitwy jest zbytnie mówienie i zbytnie myślenie. Bo tylko miłość się liczy! I to z miłości pochodzą wszystkie, zasadnicze dla nas, decyzje.
Modlitwa serca albo powstrzymuje nas od grzechu, albo sama się zatrzymuje.
Poczucie bycia kochanym pomaga mi kochać.
Modlitwa serca jest jak trzęsienie ziemi dla mojej adoracji.
Modlitwa serca jest czymś, co pozwala mi odczuwać Boga jako Osobę: ja jestem osobą i On - Osobą.
Modlitwa serca wymaga ciszy i buduje ją.
Zrozumiałem, że modlitwa serca wychowuje mnie do kochania innych.
Człowiek uczy się studiować, studiując, uczy się kochać, kochając, uczy się modlitwy serca praktykując ją.
Modlitwa serca pomogła mi zrozumieć, że mam prawo i obowiązek przebywania z Bogiem.
Wpływ modlitwy serca na cały nasz dzień jest niezawodny, jest jak ogień, który się zapala, jak ogień, który wszystko obdarza ciepłem.
W modlitwie serca, cisza wszystko nam wyjawia (bo Duch jest tego motorem), modlitwa serca jest uprzywilejowaną chwilą Ducha.
Tak jak mam światło, tak mam i moc. Ale bez głębokiego milczenia nie posiądę ani światła, ani mocy.
Nie potrafię zatopić się w modlitwie serca, jeśli popadam w mierność.
Surowość jest przygotowaniem do modlitwy serca: zauważyłem, że również moja fizyczna postawa, jeśli jest zbyt wygodna, powstrzymuje modlitwę serca.
Dobrze wybrana postawa na modlitwie zachęca nas do niej, przygotowuje.
Dlaczego modlitwa serca jest tak bogata? Ponieważ jedynym celem naszego życia jest kochać Boga ze wszystkich sił.
Modlitwa serca jest, w istocie swej, zamilknięciem słów i pozwoleniem, aby Pan nas przeniknął.
Modlitwa serca to szczególny i radykalny sposób zapobiegania naszemu zepsuciu i powierzchowności, płytkości.
Kiedy wejdę głębiej w modlitwę serca, mam wrażenie, że realizuję Pawłowy program: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus" (Gal 2,20).
Kiedy mówimy, że pozwalamy Duchowi modlić się w nas, to czy Duch modli się w nas, czy z Nim się modlimy? Chyba można to rozeznać: kiedy to my się modlimy, to czynimy to zawsze z Nim i w Nim, ale kiedy odrywamy się od Niego, przeszkadzamy Mu, to modlitwa w dalszym ciągu płynie, ale my nie zbieramy jej owoców.
Nie możemy modlić się bez Niego, ale On może modlić się bez nas. I to jest smutne, ponieważ sami odcinamy się od Niego, z własnej winy.
Jaka jest relacja pomiędzy nami a Duchem w czasie modlitwy? To my się modlimy, czy też On modli się w nas? I jedno i drugie. To tak jakby zapytać o moje oczy, które widzą: to oczy widzą, czy jest to światło, które sprawia, że widzę? I jedno i drugie: oko bez światła nie patrzyłoby, a światło bez oka nic mi nie daje.
Kiedy wiem, że naprawdę kocham w czasie trwania modlitwy serca? Prawdopodobnie, kiedy staję z radością przed Nim, kiedy z chęcią znoszę oschłość i ciemność, kiedy nie szukam samego siebie, ale Jego.
Modlitwa serca jest doskonałym trwaniem przed Bogiem, zmierzaniem prosto do Niego.
Kiedy jestem z kimś, szybko zauważam, czy ta osoba podczas, kiedy jest ze mną, faktycznie jest ze mną czy też nie; dostrzegam, czy ma dla mnie serce, czy nie.
Ważność modlitwy serca nie jest trudno określić, wystarczy spostrzec, czy przenika mnie Boża obecność, czy tylko zaledwie dotyka.
Jakże często Pismo święte podkreśla, że Bóg nie chce ofiar, ale miłości. Dlaczego więc ciągle próbujemy dawać Mu coś, co mniej nas kosztuje?
Trudna jest modlitwa serca; ale przecież nie chodzi tutaj o moje samozadowolenie, celem modlitwy jest zadowolić Jego, a nie mnie.
Modlitwa serca jest przycinaniem tego wszystkiego, co jest we mnie nieużyteczne.
Wydaje się niepotrzebne to milczenie przed Bogiem, a jednak daje ci ono przenikliwy obraz siebie, nic bardziej nie może ci tak pomóc.
Często, po tym nużącym milczeniu, kiedy otworzy się Słowo Boże, to odczuwa się je jak ogień.
Kiedy mówimy Bogu, że Go kochamy, często profanujemy miłość; dlatego właśnie modlitwa serca stara się nie używać słów.
Modlitwa serca wymaga silnej woli, entuzjazmu, zapomnienia o sobie.
Kiedy człowiek przyzwyczai się do modlitwy serca, to zaczyna mu się wydawać, że tylko taka modlitwa jest najprawdziwsza, a wszystkie inne tylko usiłują takimi być.
Na modlitwie serca zrozumiałem, że Bóg jest moją radością i że również ja jestem radością Boga.
Krótkie wizyty przed Najświętszym Sakramentem mogą być zamienione w intensywne chwile modlitwy serca: dzięki temu cały nasz dzień nabierze innego wyrazu.
Modlitwa serca jest jak górska wspinaczka, cała poezja wędrówki topi się w trudzie, ale kiedy już się jest u szczytu, zapomina się o wysiłku radując osiągnięciem.
Trudno jest wyjaśnić modlitwę serca dyletantowi: albo pomyśli, że to kwietyzm albo, że wielki wysiłek; najsłuszniej będzie zaprosić go do jej prowadzenia.
Jak długo trzeba wytrzymywać oschłość na modlitwie serca? Dopóki nie pojawi się radość. Kopiąc w skale, odkryjesz żyłę złota.
Bóg zawsze mnie kocha, to ja dopuszczam do tego, że nić porozumienia się zrywa. Modlitwa serca pomaga mi w pracy nad tym, aby moja "linia" porozumienia z Bogiem nie upadała zbyt często.
Modlitwa serca jest moim usunięciem się na ubocze, jest moim zniknięciem, aby całe miejsce zajął Bóg, aby mógł mnie całą przeniknąć i kochać.
Modlitwa serca wyostrza mój wzrok, abym mógł zobaczyć te problemy, o których Bóg, już od dłuższego czasu, nie jest mi w stanie powiedzieć.
Nawet dobre myśli nie przydają się w prowadzeniu modlitwy serca: wszystko, co zakłóca milczenie i pełne miłości skupienie się na Bogu, należy odłożyć na bok.
Od czasu do czasu, w czasie modlitwy serca atakują mnie roztargnienia... Jest to dla mnie jak "szturchanie" Ducha, który mi mówi: Przebudź się! Jesteś tu dla Boga! Wracaj do swojej pracy!
Modlitwa serca wymaga całkowitej kontroli myśli, zrezygnowania z pracy wyobraźni i postawieniu bariery różnym, niepotrzebnym rozproszeniom.
Modlitwa serca jest trochę jak słowa: a teraz będę się cieszyć Bogiem!
Modlitwa serca daje mi czystość intencji w moim działaniu, uzdrawia mnie z grubiaństwa w moim sposobie kochania Boga, pozbawia mnie przeciętności.
Od czasu, kiedy praktykuję modlitwę serca, widzę moje wady tak wyraźnie jak nigdy dotąd.
Gdybym nie używał słów: "Ojcze!" albo: "Jezus", nie potrafiłbym podtrzymać mojego milczenia.
Zauważyłem, że w czasie modlitwy serca nieustannie uciekam się do Boga, a On pozwala mi wrócić.
Kiedy dotyka nas Bóg, wszystko się zmienia: modlitwa serca jest właśnie takim pozwoleniem Bogu na dotknięcie nas.
Kiedy modlitwa serca wydaje mi się bardzo trudną, myślę o buddyjskich mnichach, którzy nawet siedem godzin z rzędu potrafią przeznaczyć na ćwiczenie umiejętności koncentracji: czy możemy więc robić z siebie męczenników wobec tak ogromnego ładunku dobrej woli?
Modlitwa serca jest trudna, ponieważ zderzają się w niej dwie rzeczywistości: moja nicość i Boża wszechmoc.
Modlitwa serca jest dla mnie bardziej przystępna na początku godzinnej adoracji, mam wtedy w sobie najwięcej siły.
Modlitwa serca jest aktem wiary. To nie ja, przez swoją refleksję, decyduję o Bożej obecności. Moim obowiązkiem jest jedynie otworzyć się na Bożą rzeczywistość, która przy mnie jest i przyodziewa mnie swoją miłością.
Modlitwa serca nie jest zasługą inteligencji, ale jest aktem wiary. Rolę grają tu: wiara, nadzieja i miłość. Dlatego jest otwarta dla wszystkich: inteligentnych i ignorantów, dla wielkich i małych.
Oblubienice oczekujące oblubieńca, oto piękne porównanie modlitwy serca.
Spojrzenie Chrystusa na Piotra i łzy apostoła, oto inny wspaniały przykład modlitwy serca, przedstawiony nam w Ewangeliach.
Trudno jest dobrze wyjaśnić modlitwę serca. To osobista relacja z Bogiem, nie do opisania. Ciągle się zmienia: chyba się nie zdarza, żeby narzeczeni mówili sobie ciągle to samo?
Wydaje mi się, że pierwszym owocem modlitwy serca jest światło łaski.
Coraz bardziej dostrzegam, że modlitwa serca jest walką prowadzoną z naszą powierzchownością, pod każdym względem.
"Ten lud czci Mnie tylko ustami... ale ich serce oddalone jest ode mnie!".
Oto dlaczego nie możemy żyć bez modlitwy serca.
Modlitwa serca lepiej mi się udaje, jeśli swój umysł nasycę Słowem Bożym.
A nieraz, to właśnie modlitwa serca staje się najlepszym przygotowaniem do czytania Słowa Bożego.
Modlitwa serca jest modlitwą "TAK" uwarunkowaną przez Boga.
Maryja odpowiedziała na wolę Bożą jedną sylabą, jednym: "tak", i poniosła to słowo ze sobą aż po krzyż: oto modlitwa serca.
Modlitwa serca jest wychowaniem do głębokiej wewnętrznej ciszy, jest wychowaniem do samodyscypliny własnych myśli.
Rozpoczynając praktykę modlitwy serca należy swój wysiłek stopniowo zwiększać, dzieje się podobnie jak w nauce gry na jakimkolwiek instrumencie: ucząc się grać, nie zaczynasz od wykonania utworów klasyki, ale ćwiczysz akordy.
Modlitwa serca rozwija się, jeśli jest pod wpływem surowej ascezy i prostoty; nie ma szans, kto chętnie się nad sobą rozczula.
Od modlitwy serca przechodzi się do modlitwy, która nie ustaje.
Powiedziałbym, że modlitwa serca jest jak akupunktura: poddajemy stymulacji nasze ukryte władze, pracujemy nad zamierającą tkanką, która ożyje i zacznie na nowo funkcjonować.
Nie wystarczy "być z Panem", aby trwać w modlitwie serca, ale być całym swym sercem przy Panu, radośnie i entuzjastycznie; nawet, jeśli niewiele odczuwasz, trwaj chętnie. Tylko to jest gwarancją, że faktycznie kochasz.
Modlitwa serca jest darem i wysiłkiem.
Jeśli pomyślę, że Duch działa we mnie 24 godziny na dobę, to dlaczego mam być skąpy w kompletnym dawaniu siebie Panu? Niech działa w mojej głębi.
Bóg jest cierpliwy, ale również i ja muszę posiadać wiele cierpliwości, jeśli pragnę nauczyć się modlitwy serca.
Nie bój się, że stracisz czas, kiedy oddajesz się modlitwie serca. To przebywanie z Bogiem przemieni cię. Modlitwa serca to modlitwa, która staje się dojrzałą.
Swego czasu bardzo przejmowałem się, przygotowując się do modlitwy serca, aby stworzyć w sobie ciszę. Teraz wiem, że istnieje krótsza droga: wystarczy kochać! Jeśli kocham, już jestem w doskonałej ciszy.
Adoracja zawsze niesie w sobie ryzyko egocentryzmu, dopóki nie rozpali się w nas gorące, pokorne pragnienie nawrócenia, co oznacza poszukiwanie woli Bożej w naszej codzienności, w naszym życiu.
Modlitwę serca rozumiem coraz bardziej jako modlitwę ubogiego.
Szukać przyczyny naszego nawrócenia, to czuć się ubogim przed Bogiem, czyli potrzebować wszystkiego: dlatego Bóg jest wielki i dlatego nasze nawrócenie jest decydujące dla nas, którzy zmierzamy za Nim w poszukiwaniu Jego woli.
Modlitwa serca wyzwala mnie od poszukiwania satysfakcji, od niewolnictwa, które nieustannie nam towarzyszy.
Modlitwa serca, natomiast, jest gorliwym pytaniem się: Panie, co chcesz bym uczynił? Panie, czy jesteś ze mnie zadowolony? Panie, jaka jest Twoja wola dla mnie?
Lubimy uciekać od rzeczywistości, ale to, co się liczy to, wola Boża, umiejętność szukania jej i rezygnacja z własnej, poczynając od najmniejszych, codziennych spraw.
Ogromną radość daje mi taka myśl: jest wielkim przywilejem mieć możliwość stanięcia przed Bogiem tylko po to, aby Go kochać.
Zagrożeniem dla modlitwy serca jest brak mojej miłości; ryzyko, że czas milczenia będzie słodkim nieróbstwem.
Myśleć, to jeszcze nie znaczy kochać; mówić piękne słowa Bogu, to jeszcze nie znaczy kochać. Tak więc podstawowym zadaniem modlitwy serca jest częste pytanie siebie: kocham czy próżnuję?
Modlitwa serca pomaga mi odkryć moje lenistwo na modlitwie: odsłania bierność, która nie może przecież iść pod rękę z gnuśnością, duchową płytkością.
Modlitwa serca nie nadaje się dla ludzi leniwych i płytkich.
Modlitwa serca jest zwróceniem się do Boga ze wszystkich sił, jest pragnieniem odnalezienia Go i spotkania się z Nim.
Najważniejsze to przezwyciężyć wszystkie przeszkody i zdecydować, że będziemy Go szukać, aby być z Nim.
Oczywiście, nasza wola szukania Pana pokaże wówczas swoje plusy i minusy, dlatego potrzeba, byśmy byli ludźmi szczerego serca, o woli prawdziwie zdecydowanej w szukaniu Pana - jeszcze bardziej zdecydowanej - gdy Go już znajdziemy i będziemy chcieć z Nim przebywać.
Kiedy już zaistnieje w nas ta wola, doświadczymy, jak szybko, z jak wielką gotowością odpowie Bóg.
"Bóg jest Osobą, oczekuje od nas relacji osobowej, spojrzenia prosto w oczy... jeśli nie stać nas na to, to nasza modlitwa nie jest prawdziwa" (Divo Barsotti).
Dobrze jest, zanim zacznie się modlić, uchwycić za rękę Maryję. Jej wstawiennictwo może bardzo wspomóc naszą dobrą wolę.
Żeby dobrze rozpocząć modlitwę serca, najpierw określam swoją sytuację, stwierdzam stan swojej duszy, przyznaję się do letniości (jeśli tak jest), lenistwa, sprawdzam jaka jest moja wola, tak często bowiem jest zrezygnowana i zamknięta na wolę Bożą...
Tak zaplanowane sprawdzenie stanu rzeczy pozytywnie wpływa na naszą wolę, rozbudza ją.
Pierwszym owocem modlitwy serca, w moim przypadku, było uświadomienie sobie przynależności do wielkiej Bożej rodziny: wszelki mur, oddzielający mnie od Niego, runął, mogłem wreszcie stanąć w Jego obecności, wreszcie "mogłem spojrzeć Mu w oczy i pozwolić, aby i On mógł mnie spotkać".
Na modlitwie, zbyt często przebywamy w nierealnej, abstrakcyjnej rzeczywistości, brakuje nam prawdziwego kontaktu z Bogiem, bo - okazuje się - wcale tego nie zaplanowaliśmy i trudno się dziwić, że nie zbieramy właściwych owoców modlitwy serca.
To "spoglądanie sobie nawzajem w oczy", w istocie swej, oznacza chwile intensywnego przebywania z Bogiem, w tak ogromnej szczerości, że aż jesteśmy gotowi zawołać: naprawdę Go spotkałem! Naprawdę z Nim rozmawiałem! Naprawdę porozumieliśmy się ze sobą!
Chwile wielkiej szczerości z Bogiem napełniają nas życiem Bożym i Jego mocą.
Modlitwa serca budzi modlitwę we mnie, sprawia, że staje się ona dynamiczna. Dzieje się jak z kluczykiem w stacyjce samochodu. Zaczyna się modlitwa i przynosi, później, swoje owoce.
Modlitwa serca budzi we mnie radość, ponieważ "uruchamia i każe pracować we mnie" Bożemu życiu.
Modlitwa serca powinna być, przede wszystkim, żarliwym oczekiwaniem na Pana.
To nie my sprawiamy, że Pan odpowiada, ale, na odwrót, to my powinniśmy się przygotować do odpowiedzi.
To my powinniśmy "wystawić antenę, poszukać odpowiednich fal, tak, by zsynchronizować się z Panem, a następnie czekać przy odbiorniku".
Łatwo zaniedbać nasz obowiązek i czekać na gotową "papkę", ale Bóg nie do tego nas powołał, oczekuje od nas inteligentnej i dojrzałej współpracy.
Telefon nie będzie funkcjonował, jeśli tylko podniosę słuchawkę, bez wybrania numeru; nie wystarczy, żebym powiedział: "A teraz będę prowadził modlitwę serca", lecz muszę pojednać się z Panem, "ustawić swój odbiornik na odpowiedniej długości fal".
Zrozumiałem, że modlitwa serca jest poddaniem się "shemà; kochać Boga ze wszystkich sił to przynależeć, w tym momencie, kompletnie do Boga, bez żadnych wahań.
Modlitwa serca to wejście do ognia Bożej miłości, to akt najgłębszego ofiarowania siebie Bogu, akt absolutnej szczerości z Nim, to wspaniałomyślna ofiara z siebie, bez żadnych targów.
Z tego to powodu, nieraz, wypowiadamy "bardzo duże" słowa. Chcemy ucieszyć Pana, chcemy, by usłyszał o naszej odpowiedzialności, choć są to czasem słowa dużo większe, niż my sami.
Narzeczeni zawsze mówią sobie słowa, które ich przerastają; a matka, czy nie mówi swojemu dziecku, że tak bardzo je kocha, że chciałaby je zjeść?
Pozwól, niech słowa płyną, kiedy mówisz o swojej miłości Bogu! Jeśli jest trochę przesady, to... cierpliwości; tak naprawdę, na dnie tych "wielkich słów" zawsze tkwi trochę prawdy, którą Bóg, nasz dobry tata, głęboko ceni. Psychologicznie rzecz biorąc, takie przesadne mówienie odgrywa niemałą rolę!
Kiedy się kocha, nie mierzy się słów.
Modlitwa serca często odkrywa przede mną jakość mojej miłości; działa jak sito weryfikując jej prawdziwość.
Modlitwa serca zawsze będzie nas sprawdzać, dlatego może w nas nieraz pozostawić gorzki smak. Ale, jeśli prowadzimy modlitwę serca zaczynając od szczerego aktu żalu, to powinno być dobrze. Modlitwa serca musi mieć chwile głębokiej i absolutnej szczerości.
Kiedy przygotowuję dar z mojego nawrócenia, nieraz bardziej mogę liczyć na Boga niż na siebie, ponieważ często taki dar dotyczy spraw, w których zawsze przegrywam, błądzę...
Jeśli jednak uda mi się powiedzieć w sumieniu (i Bogu): "Panie, zobacz, jaki jestem, kiedy mi nie pomagasz?". Wówczas taki akt pokory natychmiast wprowadza we mnie Bożą moc.
Jeśli naprawdę trwamy przy Chrystusie, to na modlitwie serca dokonują się rzeczy, których nie możemy nie zauważać.
Dla uczniów w Emaus bezpośrednim znakiem obecności Chrystusa jest zapał, jest "serce, które płonęło".
Czy również i my możemy czekać na taki znak? Myślę, że nieraz tak.
Dobrze jest oczekiwać konkretnych owoców po faktycznym przebywaniu w bliskości z Panem, w czasie modlitwy serca, ale dobrze też jest pozwolić wybrać Bogu to, czym nas chce obdarzyć. Im bardziej jesteśmy niewolnikami zmysłów, tym słabsze czynimy postępy w modlitwie; im więcej szukamy zadowolenia, tym mniejszy jest nasz wzrost w miłości.
Jeśli Bóg daje ci zapał, zgódź się z wdzięcznością, lecz nie przywiązuj do niego swego serca.
Jeśli obdarza cię pokojem, bądź wdzięczny, lecz nie przywiązuj do niego swego serca.
Jeśli daje ci pogodę ducha, pewność siebie, delikatność, umiejętność czynienia zgody... dziękuj całym sercem, ale, pamiętaj, szukasz Boga, a nie Jego darów.
Niemniej, słusznym jest oczekiwanie, że cały nasz wysiłek dążenia do Pana, stanięcia w Jego obecności, walka o łaskę skupienia się i milczenia zostanie nagrodzony wewnętrzną, odczuwalną pochwałą. Jest to logiczne, i dobrze, że tak jest.
Nasza szczodrość również potrzebuje bodźców: pochwała naszego sumienia jest dobrą nagrodą.
Czujnym jednak należy pozostać zawsze, źle byłoby gdybyśmy szukali tylko własnych satysfakcji: na modlitwie jesteśmy dla Pana, a nie dla siebie! Szukamy Pana, a nie Jego pociech.
Zauważyłem, że jeśli tylko potrafię stanąć przed Bogiem, to On zaraz jest przy mnie.
Bóg czeka na nasz pierwszy krok. Często wystarczą maleńkie rzeczy, takie jak:
- szlachetny, szczery początek,
- dbałość o postawę zewnętrzną,
- uczynienie gorącego aktu wiary,
- uczynienie aktu pokory,
- przeprowadzenie ćwiczenia regulującego oddech, wzywając imienia: Jezus.
Nieraz warto dłużej przebywać na modlitwie, prawie, że odpoczywając u stóp Pana, przełamując w ten sposób, wszystkie, istniejące w nas opory.
Nieraz, mamy takie przekonanie, że Pan, czeka na nas przy drodze, wychodzi nam naprzeciw, żeby nas podprowadzić i pomóc.
Jedno jest pewne i doświadczyliśmy tego, Pan zawsze odpowiada na szczere wołanie wiary!
Zrozumiałem, że modlitwa serca jest drogą głębokiej przyjaźni z Panem. Kiedy uda się spojrzeć Mu w oczy, ma się ochotę powiedzieć, że oto przed nami następny, nowy okres przyjaźni.
Modlitwa serca wypracowuje w nas przyzwyczajenie wchodzenia w bliski kontakt z Bogiem, przede wszystkim dlatego, że usuwa w cień słowa, kierując się bezpośrednio do Bożego serca; w ten sposób zarysowuje się wielka, wspaniała droga prowadząca do autentycznej przyjaźni z Panem.
Zauważyłem, że moja modlitwa była oderwana od życia. Dopiero modlitwa serca podprowadziła mnie do właściwego szlaku.
To właśnie modlitwa prostuje ścieżki naszego życia, wskazując nam wolę Bożą. Trzeba tylko patrzeć na nie w świetle modlitwy serca: poszukiwanie woli Bożej, miłość, która staje się życiem, konkretem. Z tego właśnie powodu tak wielką rolę odgrywa nasze przygotowywanie się do modlitwy serca.
Modlitwa serca powinna stać się jednym, wielkim MAGNIFICAT, jednym, wielkim podziękowaniem.
W pewnym momencie modlitwa serca pragnie przemienić się w oddanie pełne wdzięczności.
Bardzo silna jest pokusa, a może lepiej, potrzeba ofiarowania Bogu, czegoś wielkiego, choć tak ważnym jest przecież ofiarowanie Mu chwili obecnej, ze wszystkimi problemami, trudnościami, lękami, słabościami, które niesie...
Zawsze dobrze rozpocząć jest od spojrzenia na naszą nędzę, na naszą małość i ograniczoność, mamy wtedy silny bodziec, aby uczynić akt zawierzenia Panu.
Przyzwyczajmy się, na modlitwie serca, zaczynać zawsze od naszej faktycznej sytuacji życiowej, a nie od przedstawienia jej ideału: w ten sposób wybierzemy miejsce, w którym Bóg najłatwiej nas spotka. Niestety, bardzo często, odsuwamy od siebie tę "przyziemność", ale to nie pomaga nam w pokonywaniu naszych ograniczeń.
W czasie modlitwy serca odczułem w sobie działanie mocy Bożej. Mogło tak być, ponieważ modlitwa jest zetknięciem się z ogniem Boga, który wypala wszelkie zgorzeliny.
Modlitwa serca potrzebuje wytrwałości, zawziętości. Niewiele zdziała ogień, jeśli tylko muśnie, poddawany oczyszczeniu, przedmiot. Niewiele się zdziała pracując z przerwami.
Modlitwa serca może tak bardzo się "rozwodnić", że aż straci wszelką wartość, tak się zuboży, że aż przemieni się w słodkie nieróbstwo.
Poczucie czasu, w modlitwie serca, odgrywa istotną rolę.
Szczere pragnienie poszukiwania woli Bożej sądzę, że jest wymogiem i konsekwencją modlitwy serca; bez niej - nawet jeśli się wchodzi w ekstazy - taka modlitwa jest niczym.
Chciałbym kiedyś, dzięki łasce Bożej, żyć nieustannie w klimacie słów: "Ojcze mój, oddaję się Tobie, uczyń ze mną to, co się Tobie podoba".
Modlitwa serca przechodzi pewną drogę ewolucji w używaniu słów i milczenia, dzieje się tak, ponieważ modlitwa serca jest kochaniem, a miłość rozwija się, wzrasta i w związku z tym, wyraża się w coraz to inny sposób.
Kiedy jestem bardzo roztargniony, potrzebuję wielu słów, a zaraz potem czuję ogromną potrzebę milczenia.
Bez zachowania głębokiego, pełnego miłości milczenia nie może być mowy o rozwoju modlitwy serca.
Kiedy roztargnienia biorą nad nami górę, trzeba uzbroić się w cierpliwość: modlitwa serca wymaga dobrego przygotowania, poświęcenia z naszej strony i umiejętności organizowania się.
Zauważyłem, że modlitwa serca posługuje się wszystkimi typami modlitwy, nie nadużywając przy tym słów. Wszystko może nas wspomóc w modlitwie serca: dziękczynienie, oddawanie czci, uwielbienie, żal, prośba, błaganie.
Prosić o miłość to już kochać.
Przepraszać, że mało kochaliśmy jest już miłością.
Dziękować za postępy w miłości to już kochać.
Oto niezawodny test weryfikujący naszą modlitwę serca: - być faktycznie obecnym na modlitwie; - kochać; - On: centrum naszych myśli i pragnień.
Zrozumiałem, że znaleźć drogę miłości, to na nowo rozsmakować się w prawdzie.
Łatwo poznać, czy jesteśmy zdeterminowani w naszej wędrówce modlitwy serca, czy zmierzamy do celu śmiało i zdecydowanie: stać nas na coraz większą szczerość; cechuje nas ewangeliczna prostota?
W kontakcie z Bożą miłością rozpadają się nasze fałszywe wyobrażenia, sztuczności, jedno po drugim, a modlitwa serca staje się wielką "salą gimnastyczną", na której ćwiczymy się w szczerości, w pokorze...
Modlitwa serca rzuciła snop światła na różne moje wady, szczególnie te najbardziej ukryte. Moje sumienie stało się bardziej wrażliwe, miłość - subtelniejsza, mój stosunek do Boga - bardziej właściwy. Szybciej zauważam swoje grubiańskie zachowania w stosunku do Eucharystii, płytkość, gdy uczestniczę w Liturgii.
"W każdej minucie pragnę kochać" - mawiała święta Bernadetta. Jak można zrealizować takiego rodzaju program?
Podprowadza nas do tego modlitwa serca. Jeśli dobrze posiądziemy umiejętność modlitwy serca, to będziemy kochać, a miłość, stopniowo, obejmie sobą cały nasz dzień.
Modlitwa serca to wypróbowana szkoła świętości.
Nigdy nie przestanę powtarzać, że koniecznie trzeba otworzyć swe oczy i serce na Bożą miłość, i dostrzec potrzebę nauczenia się odkrywania Bożej miłości w Piśmie św., i w wydarzeniach.
Modlitwa serca ma silne fundamenty dopiero wtedy, gdy nasza wiara zbudowana jest na podłożu Bożej miłości. Należy to sobie często uświadamiać.
Czuję potrzebę nieustannego odkrywania Bożej miłości, pomaga mi to w budowaniu mojego uczucia. Potwierdza się psychologiczne prawo, że miłość zawsze rodzi miłość.
Chwila, w której doświadczam Bożej miłości, wyzwala we mnie odruch wyrażenia mojej miłości, dzieje się to jakby mimowolnie, bez większej interwencji z mojej strony.
Zdarza mi się, że chcąc zatopić się w głębokiej ciszy muszę powoli powtórzyć słowa psalmu lub zdanie z Pisma św. i dopiero wtedy przekraczam próg wewnętrznego milczenia.
Zauważyłem, że modlitwa serca ma nade mną wielką uzdrawiającą moc. Żeby to odkryć, wystarczy spróbować wstrzymywać się jakiś czas od modlitwy.
Modlitwa serca uwrażliwia nasze sumienia, stajemy się - dzięki niej - miłosierniejsi, lepsi, potrafimy słuchać, a nasze myśli są uporządkowane.
Liczne są dobrodziejstwa modlitwy serca, a tak głębokie, że nic nie jest w stanie się z nią równać.
Czuję, że powinienem iść na modlitwę serca z wdzięcznością i radością.
Modlitwa serca ubogaca mnie, pozwala przylgnąć do Bożego serca, sprawia, że pragnę dać z siebie to, co mam najlepszego.
To tak, jakbym mówił Bogu: spójrz, Panie, kocham Cię całym mym sercem!
Muszę popracować nad tym, aby stworzyć odpowiedni klimat modlitwy serca, trzeba, aby płynęła z mej głębi. Strzeżmy się biernego milczenia.
Nieraz mówię: "Panie, zmiłuj się nade mną!". Ale moja myśl skupiona jest na mojej nędzy, a nie na Bożym miłosierdziu.
Konieczna jest Boża obecność! Cała przestrzeń modlitwy serca powinna być Nią wypełniona.
Obecność, nieraz o Nią łatwo, nieraz bardzo trudno: ale taki jest cel i nie można z niego rezygnować.
Nasze milczenie może nieraz stać się pasywne, nie dopuśćmy do tego, winno być aktywne.
Ojcze, Synu, Duchu Święty! Często, szepcząc, zaczynam wzywać Twego imienia, a później odkrywam, że zatrzymałem się na sobie. Muszę się chyba na to zgodzić, że dłuższe przebywanie z Tobą to kwestia tylko Twojej łaski.
Wydaje mi się, że nasz kontakt z Tobą to tylko ułamek sekundy, w którym jesteś jak snop światła, to znów jak migocząca iskra, a nasze pokorne, wytrwałe pragnienie i nieustanne poszukiwanie Ciebie sprawia, że praktykujemy modlitwę serca.
Chwile spotkania z Panem są tak krótkotrwałe i tak nieliczne, że nie daję sobie rady w odmianie mojego życia, ale nie poddaję się.
Właśnie kiedy szukam Boga to kocham. Bóg chce być szukany, a znaleziony nadal chce być szukany. Nigdy, tak do końca Go nie odnajdziemy, bo to nieustanne szukanie Go jest miłością.
Słowo Boże, w modlitwie serca, jest moim zbawieniem. Słowo mnie sądzi, prowokuje i ocenia, wstrząsa mną i daje mi życie. Jednym słowem: jest moim zbawieniem. Jest "środkiem lokomocji" dla Ducha, On tak do mnie dociera, nieraz idzie Mu to lepiej, nieraz gorzej, ale zawsze do mnie przybywa.