Bilardowy artysta

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

W styczniu tego roku w Los Angeles został mistrzem świata w bilardzie artystycznym. Przy okazji ustanowił rekord świata. W "jaskini lwa" w finale pokonał legendarnego Amerykanina Mike Massey'a. Chociaż ma zaledwie 23 lata, jego triki prezentowane są na łamach wielu książek i fachowych magazynów. Krakowianin Łukasz Szywała zdradzi Wam, jak został najlepszym na świecie bilardowym artystą.

- Bilard artystyczny jest najmniej popularną odmianą tej gry. Na czym polega rywalizacja w tej specjalności?

- Odmiana artystyczna podobna jest do trików bilardowych. Różnica pomiędzy nimi jest taka, jak między elementami obowiązkowymi a jazdą dowolną w łyżwiarstwie figurowym. Triki to show, zawodnik ma określony jedynie limit czasu na wykonanie swojego pokazu, reszta jest dowolna. Podczas programu może opowiadać dowcipy, żonglować bilami, to wszystko jest kwestią jego inwencji twórczej. Na koniec widzowie brawami oceniają każdego z uczestników zawodów. W bilardzie artystycznym wykonujemy obowiązkowo 40 zagrań w 8 dyscyplinach. Na każde uderzenie mamy po 3 próby, które oceniane są przez sędziów w zależności od stopnia trudności. Zostałem mistrzem świata w 3 dyscyplinach oraz w klasyfikacji generalnej. Poszczególne dyscypliny nieznacznie różnią się od siebie. Na przykład dyscyplina numer 7 to tzw. jumpy, czyli skoczki. Polegają one na tym, że po uderzeniu biała bila musi wykonać skok na stole.

- W których krajach bilard artystyczny jest najpopularniejszy?

- Na pewno w USA. Tam są największe tradycje, nie tylko jeśli chodzi o bilard artystyczny, ale o bilard w ogóle. W Europie ta dyscyplina pojawiła się niedawno.

- Grasz od 11. roku życia, zaczynałeś w klubie swoich rodziców. Dziś masz na koncie tytuł mistrza świata, medale mistrzostw Europy i 17 medali mistrzostw Polski. Przełomowym w Twojej karierze był jednak rok 2002. Co się wtedy wydarzyło?

- Przeczytałem wtedy w Internecie o bilardzie artystycznym. Wcześniej grywałem tylko w najpopularniejszego poola. Dowiedziałem się, że w Jaworznie rozgrywane będą mistrzostwa Europy. Postanowiłem spróbować swoich sił. Do tej imprezy przygotowywałem się zaledwie 3 tygodnie, podczas gdy inni trenowali już kilka lat. Wydawało się, że jestem na straconej pozycji. Wówczas pomógł mi Bogdan Wołkowski, nasz wielokrotny mistrz świata w trikach bilardowych. Pokazał mi, jak trenować, jak uderzać. Wystartowałem więc w ME i w debiucie wywalczyłem... srebrny medal. Specjaliści nie mogli uwierzyć, że tak krótko trenowałem. Jako wicemistrz Europy zakwalifikowałem się do reprezentacji Europy na mistrzostwa świata, które w 2003 r. odbyły się w Kijowie. Na tych zawodach zdobyłem... mistrzostwo świata w dyscyplinie draw! To najmniej widowiskowa odmiana, ale najtrudniejsza i najbardziej wymagająca, bardzo techniczna. To było mistrzostwo na urodziny, bo akurat 6 czerwca obchodziłem swoje święto.

- Od trzech lat całkowicie poświęciłeś się artystycznej odmianie bilardu. Czy to większe wyzwanie niż pool bilard?

- Na pewno tak. To większe wyzwanie i większe perspektywy. Gdybym nadal grał w pool bilard, właściwie byłby zdany wyłącznie na grę w Polsce. Dzięki bilardowi artystycznemu mogę się nadal rozwijać. W USA zwiedziłem wiele ciekawych miejsc, poznałem wpiałych ludzi, w tym największe gwiazdy tej dyscypliny.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA