nr 46/2010

Chcę do nieba!

rozmowa z Tomaszem Adamkiem

Dodano: 14 grudzień 2010 r.

O filozofii boksu, prostej wierze i tęsknocie za niebem z Tomaszem Adamkiem rozmawiają o. Marek Łącki i br. Bernard Kluczkowski (paulini pracujący w Stanach Zjednoczonych).

...ciąg dalszy
Często mówisz, że masz jasno określony cel: mistrzostwo świata w trzeciej kategorii wagowej. A jeśli się nie uda? Obrazisz się na Boga, czy za Hiobem powiesz: Pan dał i zabrał Pan. Niech będzie Bóg uwielbiony?

– Na pewno się na Boga nie obrażę. Kiedy byłem jeszcze ministrantem, a już boksowałem, nie myślałem o mistrzostwie świata. Z biegiem czasu, widząc starszych kolegów osiągających sukcesy, pojawiła się myśl o zostaniu zawodowcem. Potem, gdy już nim zostałem, widziałem i czułem, że się rozwijam, wiedziałem, że to jest właśnie moja droga i często w modlitwie prosiłem, aby zostać mistrzem świata. Droga była ciężka i non stop pod górę, pełna wzlotów i upadków. Czasem już traciłem nadzieję, że uda mi się osiągnąć cel, ale to się stało! I to w niezwykłych okolicznościach. Podejmowałem walkę o mistrzostwo świata ze złamanym nosem. I zdobyłem to mistrzostwo świata! Potem broniłem tego tytułu i zdarzyła się porażka. Było smutno. Byłem słaby, straciłem dużo wagi. Zastanawiałem się, dlaczego tak się stało.

Czułem, że nie byłem sobą. Ale gdy potem zmieniłem kategorię wagową, zrozumiałem, że było to dla mnie lepsze. Opłaciło się raczej przegrać niż stracić życie czy zdrowie na ringu. I gdy zdobyłem ten drugi pas, utwierdziłem się w przekonaniu, że to jest moja droga. Wiedziałem, że to jest moje przeznaczenie, bo powiedziałem żonie przed walką o mistrzowski pas z Cunninghamem, trzykrotnym mistrzem świata: „Dorota, jeżeli wygram tę walkę, to jest to znak od Pana Boga, że mamy jechać do Ameryki”. I wygrałem. W sierpniu przyleciałem do Ameryki. Wtedy pojawiła się propozycja przejścia do wagi ciężkiej. I znów zacząłem pytać: „Panie Jezu, czy to dobra, właściwa droga?”. Czy spróbować zawalczyć o ten trzeci pas? Czy Jezus da mi tyle siły i łaski? Spróbowałem. I pokonałem Andrzeja Gołotę. Po kolei idę jakby do przodu.

I jak obiecałem kiedyś kibicom, że będę kiedyś mistrzem świata wagi ciężkiej, to jeśli Pan Bóg wysłucha mojego wołania i wszystkich tych, którzy się za mnie modlą, to będzie to wspaniałe uwieńczenie mojej kariery. A jeśli to się nie uda, to znaczy tylko tyle, że nie było to zgodne z wolą Bożą. Człowiek może mieć plany i marzyć o wielu rzeczach, ale plany Boże często są inne od naszych... Kto by pomyślał, że chłopak z Gilowic wyjedzie do Ameryki w 2005 roku i będzie walczył na amerykańskich ringach i dzisiaj siedział z ojcami paulinami z Częstochowy, ale amerykańskiej (śmiech). Zatem jeśli to jest zgodne z wolą Boga i mieści się w Jego planach, to wiem, że kiedyś będę tym mistrzem. I z taką wiarą idę przez życie.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA