Wojtek Kułak

Na tę chwilę mam wszystko...

Dodano: 15 luty 2014 r.

– Sport uczy pokory, cierpliwości, a także zdrowego podejścia do życia. Nie wszystko jest nam dane od razu, są rzeczy, na które trzeba długo czekać i ciężko pracować, aby je zdobyć - mówi Kamil Stoch w wywiadzie dla Bosko.pl.

...ciąg dalszy
Co robisz, aby zachować spokój przed startem lub w innych sytuacjach?

Bardzo lubię czytać książki, także przed zawodami – przygodowe, sensacyjne, te, które mi ktoś poleci. Im bardziej mnie książka wciągnie, tym jest lepiej, bo wtedy całkowicie wyłączam się ze wszystkiego i zapominam o stresie przedstartowym. Oprócz tego mam kilka sposób wypracowanych wraz z psychologiem. I także się modlę przed każdymi zawodami – modlitwa także daje mi poczucie spokoju.

Czy Kamil Stoch ma swoją ulubioną modlitwę?

Owszem mam, są to akty wiary, nadziei, miłości i żalu. Bardzo lubię także „majówkę”.

Jak zdobywanie pokory, cierpliwości i przyjaźni w sporcie przekłada się na codzienne życie?

Sport uczy pokory, cierpliwości, a także zdrowego podejścia do życia. Nie wszystko jest nam dane od razu, są rzeczy, na które trzeba długo czekać i ciężko pracować, aby je zdobyć. Warto wiedzieć, co jest dla nas najważniejsze i mieć to w głowie. Nie są najważniejsze – przynajmniej dla mnie – złote medale, szybkie samochody czy pieniądze, miliony dolarów na koncie, ale typowo życiowe wartości – moja wiara, Pan Bóg, moja rodzina, czyli moja żona, rodzice, rodzeństwo. Takie rzeczy, które towarzyszą nam przez całe życie, a nie tylko wtedy...

...kiedy uprawiam sport jako chłopiec, nastolatek czy młody mężczyzna.

Tak. Życzę, aby każdy mógł przeżyć sportową przygodę. To, co ja mogłem przeżyć do tej pory, to jest coś niesamowitego. I za to dziękuję Panu Bogu.

Gdyby nie sport, to co byś robił?

W moim życiu nigdy nie było innej opcji. Wcześnie zacząłem uprawiać sport i nigdy nie myślałem, żebym mógł robić coś innego.

W pewnym momencie trening może jednak męczyć i można mieć już wszystkiego dosyć. Czy w takich chwilach jakoś szczególnie siebie mobilizujesz i znajdujesz motywacje do dalszej pracy?

Nie potrzebuję dodatkowych motywacji. Ja lubię chodzić na treningi, spotykać się z kolegami z kadry, lubię wysiłek. Dla mnie każdy trening jest nową przygodą, bo jest poznawaniem siebie, poznawaniem swojego ciała, swoich możliwości. Jestem ambitny. Dla mnie najważniejszym celem jest zdobycie medalu olimpijskiego. Teraz już jednak mogę powiedzieć, że jeśli to się nie uda, to świat się dla mnie nie zawali. Jeszcze dwa lata temu myślałem inaczej.

Jak bardzo się zmieniłeś w ostatnich sześciu latach jako zawodnik i jako człowiek?

Teraz jestem o wiele bardziej dojrzały jako człowiek. Na wiele rzeczy reaguję inaczej niż kilka lat temu. Spokojniej podchodzę do porażek.

A czy któraś porażka czegoś Cię szczególnie nauczyła?

To było w Predazzo na mistrzostwach świata na tzw. normalnej skoczni. Była realna szansa na medal, praktycznie miałem już medal na szyi. Tak się jednak nie stało. Między innymi dzięki żonie wiele rzeczy wtedy zrozumiałem, na przykład to, że chociaż czasami wydaje się, że to coś już mam, to jednak cały czas muszę być na baczności.

W kontekście porażek, szczególnie tych, które uczą, a także różnych sportowych goryczy, które musiałeś przełknąć, jaką radę dałbyś tym, którzy rozpoczynają skakanie.

Nie warto przejmować się porażkami, bo to normalna kolej rzeczy. Porażka to pierwszy klucz do sukcesu – ja tak uważam. Musiałem wiele razy przegrać, żeby ten jeden raz wygrać. Każda porażka czegoś mnie nauczyła. W końcu nauczyłem się przegrywać. Uważam, że dla sportowca najważniejszą wartością jest nauczyć się przegrywać.

Pięknych zawodów w Soczi – czy tego życzyć?

Wystarczy.

A od strony życiowej, ludzkiej?

Na tę chwilę mam wszystko, co mogłem sobie wymarzyć.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA