"Nie jesteś bandziorem"

(zapis wypowiedzi Kazimierza Górskiego)

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Pamiętam nasze mecze i publiczność, która była na nich. Były niewątpliwie dwa obozy. Jedni dopingowali Polonii, drudzy Legii. Mecz się kończył, wszyscy razem wychodzili, rozmawiali ze sobą, bo byli to znajomi z pracy, ze szkoły, rozmawiali na temat tego, co się działo na boisku, po drodze wstępując na piwo, lampkę wina czy może nawet jakąś wódkę. I tak to się kończyło.

Ktoś mógłby zapytać, co wspólnego może mieć ze sobą sport i muzyka? Do dziś sądziłem, że przyśpiewki nie całkiem ludowe, które można usłyszeć na naszych boiskach, to jedyny moment, kiedy prawdziwa muzyka, w swej powiedzmy lekko zniekształconej formie, gości na trybunach (pomijam odgrywanie hymnu narodowego, bo to sprawa oczywista). A jednak muszę stwierdzić, że się myliłem. Otóż w Szkole Mistrzostwa Sportowego, która funkcjonuje w Łodzi od pięciu lat, odbył się wyjątkowy koncert, którego hasło brzmiało "Nie jesteś bandziorem". Zagrali w nim artyści sceny łódzkiej, m.in. Blue Cafe.

Koncert zainaugurował ogólnopolską akcję skierowaną do wszystkich ludzi, którzy w jakikolwiek sposób utożsamiają się z wartościami, które niesie poprawnie rozumiany sport. Był to apel o "fair play" nie tylko na murawach boisk, ale przede wszystkim o godne zachowanie się kibiców uczestniczących w widowiskach sportowych. I choć to przykre, to chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać, z jakich powodów zrodziła się taka idea?

Na koncert inauguracyjny akcji "Nie jesteś bandziorem" przybyli znamienici goście, między innymi patron łódzkiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, okrzyknięty "trenerem stulecia", pan Kazimierz Górski, który w bardzo prosty i ciekawy sposób wyjaśnił cel tego sportowo-muzycznego przedsięwzięcia:

"Szanowni Państwo, droga młodzieży. Po tym cudownym wstępie, tańcu i muzyce nasuwa mi się taka refleksja. Wracam myślami wstecz, gdy byłem w waszym wieku i również grałem wraz z panem Jezierskim, który siedzi tu obok mnie, w Legii. Pamiętam nasze mecze i publiczność, która była na nich. Były niewątpliwie dwa obozy. Jedni dopingowali Polonii, drudzy Legii. Mecz się kończył, wszyscy razem wychodzili, rozmawiali ze sobą, bo byli to znajomi z pracy, ze szkoły, rozmawiali na temat tego, co się działo na boisku, po drodze wstępując na piwo, lampkę wina czy może nawet jakąś wódkę. I tak to się kończyło. Mogli razem ze sobą przebywać, mogli razem ze sobą iść. Było spokojnie. Dzisiaj natomiast zastanawiam się, skąd się bierze ta agresja, ta złość na meczach. Agresja, która nie kończy się tylko jakimiś głupimi hasłami czy piosenkami, ale kończy się wandalizmem, krzesełkami wyrzucanymi na boisko, przeskakiwaniem przez ogrodzenie i uniemożliwianiem kontynuowania meczu. Pytam siebie, skąd to się bierze? Jest to pewna złość, złość, która ma swoje źródło w pewnym niezadowoleniu. Lecz czy naprawdę należy tę złość tak uzewnętrzniać?

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA