nr 35/2004
Adam Gajewski

Szybcy i pobożni

Dodano: 31 styczeń 2004 r.

Niedziela. Kończy się Msza Święta w ślesińskim kościele pw. Świętego Mikołaja. Wierni wychodzą ze świątyni. Zakrystię zaś wypełnia krzątanina służby liturgicznej. W drzwiach staje p. Michalak - przyszedł w "oficjalnym charakterze" - jako kierownik zespołu: - Jak tam chłopaki? Co z treningiem? Zaczynamy o ustalonej godzinie... - sonduje nastroje zawodników, wciąż jeszcze odzianych w alby. Jest spokojny. Dostrzega normalny zapał - może nawet trochę większy niż zwykle. Przecież już za tydzień ważny mecz z "Mustangiem"!

fot. A. Gajewski

Majer, czwarty młodociany speedrowerzysta Europy, zgłasza jakieś przeszkody. - Ale wiesz, że trening jest ci teraz niezwykle potrzebny? - naciska kierownik. Karol wie. Wszystko już sobie obmyślił - albo trochę się dziś spóźni, dołączy, albo potem poćwiczy indywidualnie. Nadrobi. Bez trenera - spędzanie wolnych chwil na torze jest w Ślesinie zajęciem dość popularnym. Zawodników nikt "przemocą" nie zachęca. Motywację, podsyconą dotychczasowymi sukcesami, każdy chłopak odnajduje w sobie. Taka ambicja, sportowa zadziorność, cieszą Michalaka: - W sporcie trzeba mieć "pazur", wolę walki… Jeśli ktoś tego nie ma, przepada - uważa.

Świadkiem dialogu "Kierownik - Majer", toczonego w scenerii zakrystii, przez cały czas jest ks. proboszcz Andrzej Gierszyński - poza świątynią wiceprezes LZS UPKS "Mipo" Ślesin.

Duma okolicy

Rozszyfrujmy skróty: LZS - Ludowe Zespoły Sportowe. Organizacja znana, tradycyjny opiekun życia sportowego poza miastem.

UPKS - Uczniowsko-Parafialny Klub Sportowy! Patent miejscowy. Inicjatywa grupki zapaleńców, którym zależało na stworzeniu ciekawych, rozwijających i pożytecznych zajęć dla młodzieży. Młodociana drużyna OSP nie wystarczała. Postawiono na sport - piłkę nożną oraz... "speedrower" - wielce widowiskowe, brawurowe połączenie jazdy rowerowej z wyścigami na żużlu! To dyscyplina dość "niszowa", ale całkiem solidnie rozwinięta w kraju i w Europie. Funkcjonują ligi. Rozgrywa się turnieje międzynarodowe. Daleko nie szukać - dopiero co Ślesin gościł czołowych zawodników naszego kontynentu - część spotkań w ramach speedrowerowych Mistrzostw Europy Juniorów odbyło się właśnie tutaj, na obiekcie zbudowanym swego czasu wysiłkiem lokalnej społeczności! UPKS wypadł fenomenalnie! Jego reprezentanci sięgnęli po złoto (Remigiusz Burchardt) oraz srebro (Denis Augustyński). Wywalczyli też IV i VII miejsce (kolejno: wspomniany Karol Majer i Sławomir Wawrzyniak). "Nasi" w niezwykle zaciętym "boju" pokonali Anglików i Holendrów. Cóż to była za radość! Jaka duma! - Trzeba było zobaczyć, ilu kibiców ze Ślesina towarzyszyło nam na meczach wyjazdowych! Ludzie mocno zintegrowali się z drużyną! - powiedział Michalak.

Ksiądz Gierszyński potwierdza: - Klub sportowy stał się naszym spoiwem. O to chodziło. Decydujące mecze zapowiadam w kościele, zapraszam mieszkańców. Przecież to wspólna radość. I nieważne, czy działamy pod szyldem parafialnym, albo jakimkolwiek innym. Najważniejsze, że jesteśmy.

Co zaś z tajemniczym "Mipo"? - To "zbitka" od imienia i nazwiska p. Mirosława Polkowskiego, głównego sponsora, dzięki któremu Ślesin mógł sobie pozwolić na speedrowerową drużynę. A liczy ona dziś, bagatelka, ok. 40 zawodników! Pozyskiwanie funduszy to oczywiście jedno z głównych zmartwień tutejszych działaczy: - Niestety, samorządowe urzędy nie palą się z dotacjami. Panuje przekonanie, iż klub noszący nazwę "parafialny" powinien być w całości utrzymywany przez parafię - referuje proboszcz.

 

"Denis, uważaj!"

Widziałem trzy mecze "Mipo". Wszystkie odbywały się przy dużym udziale i jeszcze większym zaangażowaniu publiczności. Widzowie dopingują, klaszczą, gwiżdżą, nawołują zawodników po imieniu, w decydujących momentach wyścigu pragną "pomagać": - Uważaj, Denis! Atakuje! Z lewej cię mija! Rusza! Dawaj! Dawaj! - wyrywa się z wielu gardeł.

Podczas Mistrzostw Europy chyba tylko obłożnie chorzy ślesinianie nie przyszli na tor. Ale walka jest pasjonująca, nawet w meczach o ciut mniejszą stawkę. Zawsze jeździ się "na ostro", ryzykownie, kontaktowo. Raz na kilka biegów mamy "zagwarantowaną" wywrotkę. Zawodnicy wydają się jednako być z żelaza. Wstają, podchodzą do następnego wyścigu. Za niezłomną wolę walki i odważne reprezentowanie Ślesina kocha ich publika: - W pewnym sensie jesteśmy tutejszymi idolami - przyznaje Karol Majer. - Od samego początku. Przy okazji pierwszego meczu, szkoła zorganizowała festyn dla całej wsi. Później mieliśmy organizowane spotkania z mieszkańcami - w bibliotece.

Tak naprawdę, zawodnicy "Mipo" spotykają swoich "fanów" każdego dnia. A przynajmniej raz w tygodniu - w kościele pw. św. Mikołaja.

Reklama

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA