Echo słowa: Nie płacz

Dodano: 5 czerwiec 2016 r.

Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar.

Lucas Cranach młodszy
Wskrzeszenie syna wdowy z Nain (fragment), ok. 1569

Wirtualne echo słowa: 4-11 czerwca 2016 r.

Z Ewangelii wg św. Łukasza

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a podążali z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy przybliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta.

Na jej widok Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz». Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, przystanęli – i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!» A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.

Wszystkich zaś ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: «Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg nawiedził lud swój». I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

Podziel się swoją refleksją, napisz komentarz

Hasłowe podpowiedzi:

• śmierć • syn • jedynak • matka • wdowa • ból • żal • dramat • żałoba • Bóg • łaska • wskrzeszenie • powrót • strach • radość • uwielbienie

Reklama
Portret użytkownika TomekK
TomekK (anonimowy), 10 czerwiec 2016 r.

Dwa tłumy, dwie wspólnoty. Każda zjednoczona na swój sposób. Jedni "obrali najlepszą cząstkę", podążają za Jezusem. Drudzy wypełniają swój ludzki obowiązek spełniając uczynek miłosierdzia wobec cierpiącej stratę matki, okazując jej swoje wsparcie. Dwie pewne drogi prowadzące do ujrzenia Bożej Chwały.

Portret użytkownika Ewaewa
Ewaewa (anonimowy), 8 czerwiec 2016 r.

Dlaczego tylko wdowa z Nain? Ile innych jedynych dzieci nieszczęśliwych matek odeszło przedwcześnie? Dlaczego Chrystus nie zatrzymał się w ich miasteczku? Dlaczego matki muszą przeżywać śmierć własnych dzieci? Nie chcę łatwych odpowiedzi na to pytanie. Myślę, że każda będzie w jakiś sposób umniejszać cierpienie tych matek. Wiem jedno, w bólu, który jest dla mnie jako matki zupełnie nie do wyobrażenia towarzyszy nam zawsze Matka Boża. Towarzyszy nam cierpiący Chrystus. Wiara nie daje mi odpowiedzi - na te pewnie musimy poczekać do końca czasów. W dzisiejszym świecie cierpiących, osieroconych rodziców mamy tylko (AŻ?) wezwanie do ufności, czułą obecność...

Portret użytkownika Sylwia T.
Sylwia T. (anonimowy), 6 czerwiec 2016 r.

Kobieta z Nain. Była jedną z typowych mieszkanek tejże osady. Wiodła zapewne zwyczajne życie, nie zajmowała się niczym wyjątkowym, bo żyła przecież w kulturze patriarchalnej. Miała męża, z którym doczekała się swojego pierworodnego. I któregoś dnia w ten zapewne mniej lub bardziej sielankowy obrazek wkrada się po raz pierwszy śmierć. Mąż, opoka i podpora rodziny, ten, który ma za zadanie zadbać o kobietę i dziecko, umiera. Nie wiadomo, ile syn miał lat w momencie śmierci ojca. Jedno jest pewne – kobieta zostaje sama. W jednej chwili traci poczucie bezpieczeństwa. Kobiecie z Nain przyszło żyć w niewątpliwie trudnych czasach dla płci pięknej. Pod względem prawnym kobieta praktycznie się nie liczyła. Prawo spadkowe w zasadzie jej nie dotyczyło. Instytucji społeczno-charytatywnych nie było. Jedynie prawo mojżeszowe nakazywało ulitować się nad wdowami i sierotami. Wdowa nie była powołana do spadku, bo dziedziczyli go mężczyźni – w tym wypadku syn. To ją uratowało. Gdyby urodziła córkę, jej sytuacja życiowa byłaby jeszcze gorsza. Być może po śmierci męża myślała sobie: „Dobrze, że Pan dał mi syna, przynajmniej on się mną zaopiekuje, on da mi poczucie bezpieczeństwa, dzięki niemu nie będę żyła w totalnej nędzy”. Być może po odbyciu żałoby po śmierci męża jej życie uległo chwilowej stabilizacji. Na jak długo, nie wiadomo.
Gdy kobieta z Nain powoli zaczęła układać swoje życie na nowo, doświadczyła kolejnej tragedii – niewątpliwie o wiele bardziej boleśniejszej niż ta pierwsza. Jej pierworodny i jedyny syn nagle zakończył żywot. Już go nie ma. Wraz z nim umierają nadzieje, marzenia oraz jakaś część kobiety z Nain. Dla niej nie ma już odwrotu. Jest doskonale świadoma konsekwencji, jakie ją spotkają w przyszłości. Samotność będzie najmniej dotkliwą z nich. Została obnażona ze wszystkiego, co stanowiło dla niej wartość. Teraz nie będzie miała już się na kim oprzeć, nie będzie przez nikogo chroniona. Będzie zdana tylko na siebie i na życzliwość Żydów przestrzegających prawa mojżeszowego, a z tym wiadomo, że różnie bywało. W tej sytuacji pozostaje jej tylko jedno – szlochać. Wydaje się, że jej płacz na pogrzebie syna, nie jest tylko lamentem po stracie dziecka, jest również lamentem nad sobą, nad tym, co utraciła i co już nigdy nie wróci. Wraz z synem zostanie pogrzebana jakaś część niej, kamiennym głazem zostaną zasłonięte wrota do doczesnego szczęścia i powodzenia w życiu.
Kiedy medytowałam tę ewangelię od razu pomyślałam o jednym. Przecież to nie jest opowieść o dwóch postaciach – matce i synu. Dla mnie to jedna i ta sama osoba. Matką jest kobieta z Nain, synem zaś – coś, co umarło w niej samej. Co to jest? Być może rozpadła się jej wizja tego, co ma w życiu robić, kim ma być, jaką ma być osobą, za czym lub za kim podążać. Może odkryła, że jej praca nie jest jej życiowym powołaniem, że chce robić coś innego, a jeśli nic nie zrobi, to albo się wykończy albo stanie się zgryźliwą zrzędą żałując całe życie, że nie zaryzykowała zmiany. Płacz jedynie ujawnia to, co jest we wnętrzu człowieka, jest objawem tego, że w środku toczy się walka. Gorzki, lamentujący płacz to również brat bezradności. On potrafi czasami zastąpić słowa, gdy nie potrafimy nimi wyrazić tego, co się z nami dzieje.
Kobietę z Nain poznajemy w najgorszym dla niej momencie. Idzie przez miasto przepełniona płaczem i bezradnością; wszyscy na nią patrzą. Sąsiedzi niosą zwłoki. Za chwilę odbędzie się ich pogrzebanie. I właśnie akurat w tym momencie, w tym a nie innym miejscu pojawia się Jezus. Po ludzku – spóźnił się. Dlaczego nie mógł wcześniej przyjść do Nain, kiedy toczyła się jeszcze walka o życie młodzieńca? Może by coś wtedy zrobił. Dlaczego nie wkroczył do życia kobiety, kiedy dopiero zaczęło się ono walić, kiedy dopiero przychodził kryzys i można go było zażegnać? Dlaczego pozwolił, żeby wszystko się zawaliło? Dlaczego trzeba było stanąć na krawędzi, na wielkim rozdrożu? Takie pytania pojawiają się z szybkością światła. Wyrażają ból, jaki czujemy w swoim wnętrzu.
Co mnie urzekło w tej niezwykłej scenie spotkania? To, że Jezus nie poszedł od razu do zwłok. On w pierwszej kolejności zobaczył kobietę, zobaczył ją całą. Nie skupił się na jej problemie, na tym, co umarło, skupił się na osobie. Co Go przyciągnęło do kobiety? Jej płacz i bezradność. Gdyby nie to, być może nawet nie zwróciłby na nią uwagi. Jezus najpierw mówi do niej: „Nie płacz”. Tak jakby chciał powiedzieć: „Wiem, co cię trapi, wiem, co cię boli, nie musisz mi nic mówić i tłumaczyć”. To „nie płacz” jest pełne miłości i troski. Jestem pewna, że Jezus popatrzył wtedy kobiecie w oczy. Jego spojrzenie wyraziło wszystko, czego ona potrzebowała, uciszyło tę niezmiernie trudną wewnętrzną walkę. Dopiero gdy kobieta poczuła się kochana i "zaopiekowana", Jezus zajął się jej problemem, dotknął go. Na słowo Chrystusa nieżyjący już jakiś czas młodzieniec zareagował natychmiast. Nie tylko otworzył oczy, nie tylko usiadł, ale od razu zaczął mówić.
Jezus na nowo łączy syna z matką. Jednak żadne z nich nie jest już takie samo. Nie wracają do punktu wyjścia, bo Jezus dokonując cudu nie wymazał obojgu bohaterom pamięci. Oboje są świadomi tego, co się wydarzyło, lecz ich relacja będzie od tej pory na pewno inna.
Problem niejako rozdziera człowieka, sprawia niejednokrotnie, że nie czuje się on wewnętrznie zintegrowany. Jezus przychodząc z uzdrowieniem na nowo spaja i leczy to wszystko, co wymaga uleczenia. My, Jego dzieci, możemy zrobić tylko jedno – okazać bezradność. Kiedy mamy jeszcze jakieś swoje pomysły na wyjście z problemu, nie dajemy Jezusowi możliwości działania. Poprzez bezradność mówimy: „moje sposoby zawiodły, Ty teraz zadziałaj”. I wtedy przychodzi. Skutecznie.
Zamknij oczy i przywołaj w wyobraźni scenę spotkania Jezusa z kobietą z Nain. Postaw się na jej miejscu. Zobacz, jak On patrzy ci w oczy. Wytrzymaj przez chwilę w bezruchu, a ujrzysz spojrzenie przepełnione miłością.

Portret użytkownika JustynaN
JustynaN (anonimowy), 5 czerwiec 2016 r.

Podobno słowo "Nain" znaczy piękny. Takie właśnie było to miasto, piękne, cieszące oko ale tylko na zewnątrz. W środku zaś był ból i cierpienie matki, która najpierw straciła męża a teraz syna oraz ludzi, którzy jej towarzyszyli. Tam jednak Pan Jezus przychodzi, przychodzi i lituje się, pochyla się nad cierpieniem człowieka. I w mojej codzienności Bóg jest, tylko czy Go zauważam, czy pragnę tego cudu i wierzę całym sercem, że uzdrowi i mnie, że cud będzie też w mojej rodzinie. Wierzę, ale czy na pewno?

Dodaj nową odpowiedź

Image CAPTCHA
Sklep

polecamy

Janków jest całe mnóstwo, ale taki – tylko jeden. Wielu już opisywało jego życie, ale...

18,90 zł

Argumenty dla wierzących. Odpowiedzi dla poszukujących.

29,90 zł

Różaniec przemienia życie, a lektura tej książki przemienia sposób myślenia o różańcu....

27,90 zł

Ta książka mówi o grzechu i chrześcijańskim przebaczeniu w taki sposób, aby ułatwić...

15,90 zł

Jak dobrze i mądrze budować relację z nastolatkami? Jak dojrzale rozmawiać z tymi,...

38,90 zł

Ta książka jest biografią św. Jana Bosko: od urodzenia, przez trudne lata dojrzewania,...

29,90 zł

św. Jan Bosko

Antologia jest niewielkim wyborem tekstów z różnorakich publikacji, wystąpień,...

44,90 zł

Z typowej, niektórzy powiedzą banalnej, biografii Świętego Lodovico Gasparini (reżyseria...

4,99 zł

Ta książka jest biografią św. Jana Bosko: od urodzenia, przez trudne lata dojrzewania,...

29,90 zł

„Wspomnienia Oratorium” św. Jana Bosko są jedną z najbardziej osobistych, być może...

25,00 zł

Napisano kiedyś, że mówienie o życiu księdza Bosko bez wspominania jego snów, to jak...

24 zł

Trzy części legendarnego komiku o św. Janie Bosko tym razem w wersji kolorowej!

33,00 zł

książka

To kolejna książka z opowiadaniami Bruna Ferrero, która pomaga wejść w świat wiary...

12,20 zł

"Do Canossy i z powrotem" to zbiór ciekawostek i dykteryjek zaczerpniętych z dwóch...

24,90 zł

365 krótkich opowiadań, historii i złotych myśli, które dotychczas były porozrzucane po...

38,00 zł

Ta książka spokojnie idzie pod prąd, sugerując proste i dostępne dla wszystkich sposoby...

18,00 zł

Kolejna pozycja z serii ilustrowanych książek autorstwa B. Ferrero, zawierająca małe...

13,90 zł

Z serii ilustrowanych książek zawierających małe opowieści oraz refleksje i sentencje....

13,90 zł

opowiadania dla ducha

Ta książka wprowadza najmłodszych w modlitwę jeszcze głębiej. Przybliża różne jej formy i...

24,90 zł

"Życie według jutrzenki" jest już szesnastym tomikiem z serii „Krótkie opowiadania dla...

12,90 zł

Zebrane w tej książce opowiadania przybliżają Maryję jako wrażliwą i czułą towarzyszkę...

24,90 zł

Ta książka mówi o grzechu i chrześcijańskim przebaczeniu w taki sposób, aby ułatwić...

15,90 zł

Tytuł tomiku uświadamia, że tym, co naprawdę mamy i czego nigdy nie zostaniemy pozbawieni...

15,90 zł

365 krótkich opowiadań, historii i złotych myśli, które dotychczas były porozrzucane po...

38,00 zł

przypinki

Przypinka o średnicy 37 mm na każdą okazję.

3 zł

Przypinka o średnicy 37 mm na każdą okazję.

3 zł

Przypinka o średnicy 37 mm na każdą okazję.

3 zł

Przypinka o średnicy 37 mm na każdą okazję.

3 zł

Przypinka o średnicy 37 mm na każdą okazję.

3 zł

Przypinka o średnicy 37 mm na każdą okazję.

3 zł